Artykuł

Andrzej Olszewski

Andrzej Olszewski

Siniaki na mózgu, czyli o samotności dziecka odrzuconego


    "Słowo "sierota" nie może wywoływać jedynie krótkotrwałej aktywności emocjonalnej wyrażonej zazwyczaj jakimś "kęskiem". Dzieciom osieroconym niepotrzebne są zbiórki, niepotrzebne odrębne nowe lub remontowane skupiska, potrzebne im jest zapomnienie o sieroctwie. Zatem nie okazywanie uczuć, lecz dawanie uczuć jest tym dzieciom niezbędne. Dlatego trzeba im pomóc odzyskać rodziców własnych, albo znaleźć zastępczych.... Po urodzeniu dla niemowlęcia nie ma znaczenia, kto je nakarmi - matka biologiczna czy zastępcza, byle była to matka, a nie anonimowo podsuwana butelka z mlekiem."
    M. Łopatkowa "Samotność dziecka"

Samotność a przywiązanie


Czy dziecko w domu dziecka czuje się samotne? Jaka tam panuje atmosfera? Jaki ma wpływ na psychikę dziecka? Atmosfera silnie naładowana jest emocjonalnie, przesiąknięta zawiłymi układami i relacjami pomiędzy wychowawcami a dziećmi. Pomiędzy samymi dziećmi, a także między opiekunami. Dzieci przebywające w placówkach co dzień są świadkami skomplikowanych sytuacji. Doświadczają często niezrozumiałych dla nich napięć psychicznych spowodowanych niesprawiedliwością, aktami przemocy, nierzadko wykorzystywaniem seksualnym. Niedawne doniesienia "Życia Warszawy" informują nas, że coraz częściej do domów dziecka, zamiast do poprawczaków trafiają młodociani przestępcy. Rzeszowska "Gazeta Codzienna" doniosła, że w jednym z tamtejszych domów dziecka przez wiele lat, za wiedzą wychowawców, wychowujące się tam dziewczynki były zbiorowo gwałcone, molestowane i rozbudzane seksualnie.

Od niedawna zajmuję się problemem ADHD. Otrzymałem list, z którego dowiedziałem się, że dzieci z tym problemem są w domach dziecka przywiązywane do łóżeczek, do kaloryferów, są napiętnowane i izolowane. Podobnie w szkołach, dzieci z "bidula" są gorzej traktowane od dzieci z rodzin. Dzieci często są "zżerane" przez zazdrość, np. z tego powodu, że jeden z wychowawców lub nauczycieli wykazuje zainteresowanie i czułość względem innego dziecka. Złożone stosunki panujące w grupie tworzą warunki bardzo odbiegające od warunków i atmosfery rodzinnej, wpływają przygnębiająco, depresyjnie, budzą lęk, przerażenie, wprowadzają chaos wewnętrzny. W warunkach placówki opiekuńczej poczucie odrzucenia i izolacji zamiast być redukowane potęguje się, tworząc "siniaki na mózgu" dziecka. Nie jest możliwe, aby w warunkach placówki opiekuńczej wykształcić w dziecku poczucie bliskości i długotrwałego przywiązania.

Jest faktem niezaprzeczalnym, że poszukiwanie bliskości - jak pisze pani Grażyna Klimowicz - określonych osób ma istotne znaczenie dla dalszego życia człowieka. Małe dziecko poszukuje bliskości. Daje temu wyraz krzykiem, uśmiechem, wyciąganiem ramion, podążaniem oczami za mamą, radosnym gaworzeniem. Tymczasem wiele przykładów pokazuje, iż budowa między matką a dzieckiem interakcji tworzących przywiązanie i bliskość jest bardzo często zaburzona, a nawet w sposób gwałtowny zerwana. Zerwana z powodu odrzucenia dziecka przez matkę bądź przez zaistniałą konieczność odebrania matce dziecka.

R. Zazzo, R. Spitz i J. Bowlby, posługując się terminem "hospitalizm", opisali poważne i trudno odwracalne regresje, występujące u dzieci wcześnie odłączonych od matek i wychowywanych przez inne, nieznaczące osoby, które wprawdzie zaspokajały podstawowe potrzeby biologiczne, lecz nie zapewniały miłości. Specjaliści twierdzą, że rodzaj i nasilenie objawów patologicznych zależy od tego, w jakim okresie rozwoju dziecko zostało pozbawione bliskości i uczucia. Jeżeli nastąpiło to w zbyt wczesnym okresie i rozłąka ta trwała zbyt długo, może to spowodować zaburzenia psychiczne o charakterze nieorganicznym, skłonność do klinicznych zaburzeń psychicznych a nawet schizofrenię dziecięcą.

Naznaczenie piętnem samotności i odrzucenia powoduje, że dziecko czuje się niechciane, brzydkie, niedobre, złe, plugawe, bezwartościowe. Wstrząsającym potwierdzeniem takiego sposobu myślenia o sobie jest wypowiedź ośmiolatka, którą zacytowano w artykule "Adoptowani rodzą się dwa razy" Tygodnik FORUM 5/2002 za Marion Rollin (Die Woche): "Wypadłem mamie z brzucha jak gówno. Oddała mnie, bo jestem kupą gówna."

Specjaliści zajmujący się problemem samotności mówią, że jako społeczeństwo coraz częściej nie doceniamy wartości więzi międzyludzkich, że żyjmy dla siebie i dla pieniędzy. Jesteśmy, lub stajemy się bezduszną masą, uczestniczącą w "wyścigu szczurów" i rządzącą się prawami dzikiego, bezlitosnego rynku. W przypadku dzieci z placówek opiekuńczych, poczucie osobistej samotności nakłada się na samotność, jako zjawisko socjologiczne. Częstym "rozwiązaniem" tego dylematu jest indywidualizacja i spychanie napięcia psychicznego w obręb patologii osamotnionego człowieka. Tymczasem otaczające go społeczeństwo tę samotność napędza, potęguje i samo staje jest przyczyną "zapętlonej" samotności. Popycha liczną część ludzi w jeszcze większą izolację i nieprzystosowanie. Mylnie przyjmuje się założenie, że to nie w społeczeństwie, ale w tych osobach dzieje się cos niedobrego. Dziecko samotne izoluje się od tłumu, a tłum izoluje go od siebie. Zatem możemy powiedzieć, że nasze osamotnione i odtrącone dzieci, skazane są na samotność w tłumie. Pomimo, że żyją w zbiorowości, w licznych grupach, tak naprawdę są nikomu niepotrzebne. To jest syndrom spadłego liścia. To jest ten straszliwy ból wewnętrzny. To jest ból towarzyszący chorobie sierocej.
    Samotność u kresu istnienia i na jego początku jest nieco do siebie podobna w ciężarze nieproporcjonalnym do sił. Małe dziecko jest jeszcze za słabe, starzec jest już za słaby, by ją bez szwanku psychicznego unieść. Uszkodzenia mechanizmów emocjonalnych we wczesnych latach powodują, także w późniejszych okresach, zakłócenia w kontaktach międzyludzkich, zwłaszcza rodzinnych. To z kolei prowadzi do zaniku więzi, jeśli takowe istniały, i do całkowitego osamotnienia w wieku emerytalnym.. Istnieje cierpienie niektórych młodych ludzi daremnie usiłujących nawiązać kontakty emocjonalne z otoczeniem. Nie potrafią. Widzą wokół siebie, u innych, miłość, przyjaźń, wierność. Dla nich takie szczęście jest nieosiągalne. Są więc zgorzkniali, wycofani, agresywni, obrażający się o byle co. Im jest źle i z nimi jest źle...
    M. Łopatkowa, "Samotność dziecka"

Pogłaszcz mnie mamo!


"Niemowlęta uwielbiają być głaskane, tulone i dotykane". "Czują się wtedy bezpiecznie. Często nie zdajemy sobie sprawy, z tego jak bardzo ważny i potrzebny jest dotyk w życiu dziecka. Nie pamiętamy, że już będąc maleńkim dzieckiem, pragnęłyśmy go. Uspokajał nas, dawał poczucie bezpieczeństwa. Teraz to się nie zmieniło. Delikatny, ciepły dotyk sprawia, że czujemy się jako dzieci akceptowane, spokojne i zadowolone". Takie stwierdzenia znajdujemy w niemal wszystkich czasopismach poświęconych tematyce dziecięcej.

W jakimś tygodniku przeczytałem: "Po latach mody na "zimne wychowanie", dotarło do nas, że dotyk jest dla dziecka równie ważny jak pokarm matki, a może nawet ważniejszy. Matczyne mleko w ostateczności zastąpić może mieszanka, a przytulania nic nie zastąpi. Dzieci nieprzytulane wolniej rosną, częściej chorują, gorzej się rozwijają. - Czy to nie jest oczywiste? Przecież malutkie dziecko wydaje się stworzone do przytulania, aż trudno się powstrzymać od głaskania, całowania tych fałdek, piętek, dołeczków i paluszków. A jednak nie zawsze zwycięża w nas to, co naturalne i normalne"

"Skóra służy niemowlęciu i jego matce za środek komunikacji i kontaktu, za pośrednictwem którego odbywa się wzajemne obdarzanie przyjemnością i ukojeniem (trzymanie w ramionach) oraz doświadczanie radości płynących z dotyku, ciepła smaku i zapachu. Matki i inni opiekunowie mogą swym sposobem obchodzenia się z ciałem dziecka komunikować całe bogactwo emocji, a ich dotyk skóry odczuwany przez skórę dziecka, przekazywać może miłość i ciepło, a także obrzydzenie i nienawiść. Zaniedbywane dziecko, które nie jest brane na ręce, pocieszane i utrzymywane w czystości, będzie to odczuwało po części także przez skórę, która nie jest dotykana, otulana, i pielęgnowana zgodnie z potrzebami dziecka, daje za to wrażenie zimnej, wilgotnej i obolałej. Napięcie wewnętrzne dziecka może uzewnętrzniać się na skórze. "Skóra może swędzić, skóra może płakać i może szaleć z wściekłości. Niekochane dzieci zazwyczaj mają szorstką, napiętą, nieprzyjemną w dotyku skórę" (za: Dinora Pines, "International Journal of Psychoanlysis" 61,315 - 322 1980 r. ).

Dziecko rodzi się. Nagie i bezbronne, na co może liczyć? Na miłość! Kochająca matka przytula, pieści, całuje, dotyka. Przekazuje mu swoje emocje, uczucia. I to jest ten pierwszy kontakt. Dziecko czuje się bezpieczne. Jest mu ciepło i dobrze. Przez dotyk niemowlę poznaje świat i choć jeszcze nie rozumie znaczenia słów, to uczy się rozpoznawać ludzi, przedmioty. W okresie dojrzewania i dorosłości, zapotrzebowanie na dotyk nie mija, wręcz przeciwnie wzrasta.

W dorosłym życiu, niestety, zbyt rzadko obdarowujemy się dotykiem. A dotyk, to nic innego, jak słowo w praktyce. Zabiegani, zapracowani zapominamy, że czasami wystarczy serdeczny uścisk dłoni, by zmienić emocje swoje lub drugiej osoby.
    Zaspokojenie potrzeby miłości i bezpieczeństwa daje się jednym gestem - przytuleniem. Gest ten zespala bliskość fizyczną i psychiczną. Dotyk i ciepło skóry, ogarnięcie ramionami, przywarcie do ciała, poczochranie głowy, - wszystko to jest niezbędnym "pokarmem" dla uczuć.
    M. Łopatkowa, "Samotność dziecka"

Pewien wychowanek domu dziecka powiedział, że jego problemem jest wręcz maniakalne poszukiwanie dotyku. Dotyka ekspedientki w sklepie, pasażerki w tramwaju, długo przytrzymuje każdą dłoń podczas powitania, lubi trwać w objęciach mężczyzn.
- Jestem bardzo tym zażenowany - mówił - ale muszę w ten sposób zaspokoić głód bliskości i dotyku jaki mi towarzyszył przez wszystkie lata gdy byłem w domu dziecka. -
Żaden dom dziecka, żadna najbardziej oddana wychowawczyni, nie zaspokoi w dziecku, potrzeby czułego dotyku w wystarczającej ilości, podawanego na żądanie. Brak czułego dotyku pozostawia również "siniaki na mózgu" W podręczniku do neuroanatomii przeczytamy, że w skórze człowieka jest niezliczona ilość ciałek dotykowych ciałek blaszkowatych płytek dotykowych Te wszystkie receptory pobudzane przez dotyk "masują" mózg, aktywują połączenia miedzy neuronami, rozwijają synapsy. Brak czułości, głaskania, dotyku powoduje pewnego rodzaju upośledzenie w tej międzyneuronalnej komunikacji.

Nie wszystkie dzieci są przytulane, pieszczone, kochane. Co wówczas się dzieje? Zwykle pojawiają się choroby, moczenie nocne, jąkanie, autoagresja oraz inne zaburzenia psychofizyczne. Krzyk i płacz stają się sygnałem buntu, niezadowolenia. Brak czułego dotyku matki sprawia, że dziecko nie czuje wyciszenia i ukojenia. Dziecko nie czuje się bezpieczne, czuje, że jest niekochane.
    R. Spitz podaje, że okres krytyczny u niemowlęcia mieści się między końcem trzeciego i końcem piątego miesiąca. Jeżeli, zanim ów okres nastąpi, przywróci się dziecku jego matkę, zaburzenie separacją szybko znika. Separacja bowiem jest urazem, który powoduje szok porównywalny z ostrą chorobą. Jest to choroba sieroca. Jej najczęstszy objaw - to kołysanie się. Zazwyczaj, gdy separacja jest świeża, kołysanie jest epizodyczne. W ciężkich przypadkach separacji kołysanie jest prawie permanentne, jest ono jedyną formą aktywności dziecka. W tym czasie, kiedy się kołysze, traci kontakt ze światem zewnętrznym, staje się nieświadome tego, co się wokół niego dzieje. Są i inne objawy. Autoagresja np. uderzanie główką o pręty łóżeczka, anormalne ruchy rąk, "pusty", matowy wzrok, "sufitowanie" u niemowląt, ssanie brzegu łóżeczka, poduszki, palców, brak uśmiechu, nieczytelne wyrazy innych reakcji emocjonalnych. Wśród skutków choroby sierocej naukowcy dostrzegają trwałe uszkodzenia mechanizmów emocjonalnych. Jednostki takie nie potrafią nawiązywać więzi uczuciowych z otoczeniem, nie umieją ani dawać, ani odbierać miłości. Z jednej strony cechuje je indyferentyzm uczuciowy, z drugiej intensywna potrzeba, głód uczuciowy. Cechuje je także brak koncentracji uwagi, inwencji, wyobraźni, słabe myślenie abstrakcyjne, egocentryzm.
    M. Łopatkowa, "Samotność dziecka"

Moczenie nocne


Dzieci rozdzielone z matkami, żyjące w poczuciu odrzucenia i samotności moczą się i jest to zjawisko dość powszechne. Czasami trwa do 14/15 roku życia. Dlaczego?? Dzieci są badane przez urologów, ale rzeczywista przyczyna tkwi w głowie dziecka. Winowajcą jest ciągły stres spowodowany odrzuceniem we wczesnym dzieciństwie. Traumatyczne przeżycia, jakich doświadcza dziecko, sprawia, że części układu nerwowego, odpowiedzialne za produkcję i wydalanie moczu, nie funkcjonują prawidłowo. Wg neuropsychologii klinicznej najprawdopodobniej, przyczyn moczenia się dzieci, należy upatrywać w zaburzeniach funkcjonowania podwzgórza, a dokładniej znajdujących się w nim jąder, nadwzrokowego i przykomorowego. To pierwsze, wytwarza - wazopresynę, hormon antydiuretyczny zmniejszający wytwarzanie moczu i odpowiedzialny m.in. za resorpcję zwrotną wody, w kanalikach nerek i za zagęszczenie moczu. To drugie, wytwarza hormon - oksytocynę, odpowiedzialną za wytwarzanie i utrzymywanie więzi. Oksytocyna jest ściśle powiązana z wazopresyną, która jest mutacją tej pierwszej. W mózgu odrzuconego dziecka, lęk, często podświadomy, wynikający z braku kontaktu z matka lub inną bliską osobą, poczucie samotności, odrzucenia i izolacji powoduje nieprawidłowości w działaniu oksytocyny, a także odpowiedzialnej za moczenie dziecka wazopresyny. Wg artykułu "Biochemia miłości - Nasz mózg w zalotach" Bożeny Kastory (Newsweek 49/2004) wiele procesów odpowiedzialnych za miłość i przywiązanie odbywa się w zakręcie obręczy i w jądrze ogoniastym. W tym artykule znajdziemy potwierdzenie bardzo istotnej informacji, że oksytocyna u kobiet ułatwia matkom więź z noworodkiem, i jest hormonem odpowiedzialnym za przywiązanie. Natomiast u mężczyzn, to wazopresyna jest hormonem przywiązania. Ich poziom, zwiększa się znacznie, w długotrwałym związku, z całą pewnością ważny tu jest, stały związek z matką, lub inną kobietą np. mamą zastępczą. Czy dom dziecka, choćby najlepszy, jest w stanie zapewnić dzieciom długotrwałe, stabilne i udane związki? Mam nadzieję, że informacje te zainspirują młodych naukowców, aby podjęli się głębszych badań nad tym, co choroba sieroca czyni w mózgu i duszy odrzuconego dziecka.

Doświadczenia z Michigan


Jednego z najbardziej przykrych przykładów słabej kontroli nad emocjami i zahamowania jądra migdałowatego dostarczyły dzieci z rumuńskich sierocińców, adoptowanych po roku 1980 przez wiele rodzin z krajów zachodnich. Do czasu adopcji dzieci te były pozbawione stymulacji i uwagi ze strony dorosłych, lub też była ona minimalna, nie otrzymywały więc niczego, co można by uznać za odpowiednik zwykłej miłości. Mimo, że w ich nowych domach poświęcono im sporo uwagi, wiele spośród nich popadło w poważne problemy społeczne i emocjonalne. Jedna z matek, tak mówiła o swej przybranej dziesięcioletniej córeczce. "Nicola nie ma pojęcia, czym jest miłość. Traktowaliśmy ją dokładnie tak, jak resztę naszych dzieci, które są normalne i kochające, do niej jednak ta idea nie ma po prostu dostępu. Odnosi się wrażenie, że nie jest do nas przywiązana w stopniu większym niż do innych - gdy odczuwa potrzebę opieki, potrafi na przykład usiąść na kolanach obcej osoby, z równą łatwością, jak przychodziłoby jej to, w stosunku do nas. Jest inteligenta, ale nie potrafi nauczyć się okazywania szacunku innym. Dla przykładu nigdy nie spłukuje toalety po jej użyciu. Mówimy jej o tym i mówimy, ale jej to po prostu nie obchodzi. Nie wynika to z chęci dokuczenia nam - wydaje się raczej, że nie uwzględnia ona faktu naszego istnienia w jej życiu.”

Harry Chugani ze Szpitala Dziecięcego w Michigan wykonywał scyntygramy mózgów, części z tych dzieci, stwierdzając niemal u wszystkich wyraźne odchylenia czynnościowe, w rozmaitych obszarach związanych z emocjami. "W trakcie rozwoju występuje tylko niewielkie okienko czasowe, gdy dzieci muszą podlegać stymulacji emocjonalnej, by odczuwać emocje w późniejszym życiu", powiada Chugani. "Te dzieci jej nie doznały, czego świadectwem są ich mózgi". Te niewielkie okienka czasowe to drogocenne chwile, w których dziecko musi być blisko matki. Im mniejsze dziecko, tym tych "okienek czasowych" jest więcej, stąd też jako społeczeństwo powinniśmy rezygnować z domów małego dziecka i szpitalnych oddziałów preadopcyjnych, na rzecz dobrze przygotowanych, nie przepełnionych, rodzinnych pogotowi opiekuńczych. Niektóre osierocone dzieci wykazują słabą reakcję na widok rozpaczliwej sytuacji, w jakiej znalazły się inne osoby. Czasami, gdy w nowej rodzinie pojawia się choroba, kryzys, jakiś "zakręt", dzieci te stają obok, albo przeciwko rodzinie. Osoby, które nie doznały współczucia i troski ze strony najbliższych nie potrafią współodczuwać ani troszczyć się o innych.

Babikier i Alnold w swojej książce o autoagresji napisały: "Dzieci doświadczone przez stratę głównego opiekuna, z dużym prawdopodobieństwem będą cierpieć z powodu ogromnego poczucia opuszczenia i straty, a także z przerażającego wrażenia, że świat nie jest dla nich miejscem ani bezpiecznym, ani dobrym. Dzieci czują się porzucone, wściekłe i sfrustrowane. Takie dzieci nie są zdolne do uzewnętrznienia miłości i troski. Bo dzieci te pozbawione były sposobności do uczenia się, jak dodawać sobie otuchy, i łagodzić stany napięcia. Jako dorosłe osoby doświadczać mogą przytłaczających uczuć pustki, rozpaczy i beznadziejności, nie będą umiały nazwać i zaspokoić potrzeb emocjonalnych własnych i cudzych."

Autoagresja


Frustracja wynikająca z niezaspokojenia potrzeb powoduje napięcie i złość. Złość zamieniona na niszczące działanie to agresja. Czasami jest to autoagresja. Ludzie dokonujący samouszkodzeń, nie czują się bezpiecznie w swoich ciałach. Samookaleczenie jest atakiem i wyrazem nienawiści do swojego na ciała, które jest winne np. za odrzucenie, maltretowanie czy wykorzystywanie seksualne. Okaleczanie się, jest więc spuścizną niewysłowionej rozpaczy. Czasami, nawet często ból psychiczny i duchowy, przeżycia traumatyczne są tak silne, że dziecko, nie jest w stanie, nawet z powodu ubogiego słownictwa, wyrazić tego, co czuje. Swoje napięcie, swoją bezsilność, redukuje atakiem i agresją na innych ludzi, często na swoje własne ciało. Atak na siebie jest również spowodowany próbą, zagłuszenia bólem fizycznym, tego nieustannego, zapętlonego, gdzieś głęboko w dziecku, bólu psychicznego.

Autoagresja przejawia się uderzaniem główką o twarde przedmioty, obijaniem i wyrywaniem ciała, nacinaniem, nakłuwaniem i okaleczaniem, głodzeniem się, przejadaniem się, obgryzaniem do krwi paznokci lub wbijaniem ich w tę część gdzie łączy się on z palcem, wyrywaniem włosów, ryzykownymi ucieczkami, przyżeganiem, przypalaniem czy ryzykownym zachowaniem seksualnym. Niekiedy zamiast czystej autoagresji spotykamy dzieci z tendencjami autodestruktywnymi takimi jak: zaniedbywanie w ubieraniu, wyglądzie, leczeniu, nie dbaniu o zdrowie, wykształcenie czy rozwój.

Sądzi się, że w regulacji stanów emocjonalnych biorą udział endorfiny (opiaty naturalnie wytwarzane przez mózg). Wysunięto wniosek, że układ opioidowy niektórych osób ulega uszkodzeniu w taki sposób, że potrzebują one zewnętrznych czynników takich jak ból i traumy, które stymulowałyby wytwarzanie dodatkowych ilości opiatów. Opiaty te powodują analgezję (niewrażliwość na ból) redukując lęk, a także utrzymując psychiczną i biologiczną równowagę. Silny stres, doświadczenie zaniedbania, znęcania, maltretowania, doświadczenia gwałtu i wykorzystywania seksualnego z dzieciństwa może "programować" człowieka na, często podświadome, zadawanie sobie bólu psychicznego i fizycznego (van der Kolk, Journal of Traumatic Stress r. 1995 8, str. 505 525). Autoagresja dziecięca jest świadectwem zepchnięcia dziecka na samo dno rozdzierającej go rozpaczy i samotności.

Jeżeli nie uda się wcześnie wyrwać dziecka z toczącego się w nim procesu samoodrzucenia i samotności, to praca rodzin zastępczych staje się trudną, a czasami nawet, ten wkład pracy w wychowanie, i poświęcenie okazane dziecku, mogą okazać się daremne. Zmiany i wewnętrzne spustoszenie, jakie poczyniła w dziecku choroba sieroca, stają się niemożliwe do odwrócenia. Takie umiejętności jak więź, bliskość, współczucie, troska, życzliwość czy przywiązanie pozostaną na zawsze teorią, chyba ze nastąpi cud, a miłość Boga i ludzi załata wszystkie dziury.

    Dzieci, które idą do rodzin zastępczych, przeżyły wiele i przeżycia te wycisnęły na ich psychice niejeden trudny do usunięcia ślad. Terapia rodzinna często bywa skuteczna, pobyt w rodzinie czasami wprost wspaniale przywraca dziecku harmonię rozwojową. Ale zdarza się, że trudności wychowawcze zamiast maleć - narastają. I może dojść do tego, że dziecko wróci do placówki, że umowa z rodziną zastępczą zostanie rozwiązana. Fakty takie, jak dotychczas sporadyczne, nie dyskwalifikują instytucji rodzin zastępczych, tak jak nieskuteczny lek na chorobę przewlekłą nie dyskwalifikuje placówki leczniczej. Po prostu trzeba zmienić formę leczenia.
    M. Łopatkowa "Samotność dziecka"






Bibliografia


  • Justyna Dąbrowska, "Pochwała przytulania". GW e-Dziecko.
  • Katarzyna Pinkosz, "Pomasuj mnie, mamo". Tygodnik "Twoje dziecko", Edipresse.
  • Glori Babikier i Lois Arnold, "Autoagresja mowa zranionego ciała". GWP Gdańsk, 2003.
  • Rita Carter, "Tajemniczy świat umysłu". Oficyna ATENA Poznań 1999
  • Grażyna Klimowicz, "Przeciwko bezradnej samotności". "Nasza Księgarnia", Warszawa 1988.
  • Maria Łopatkowa, "Samotność Dziecka". WSiP Warszawa1989.
  • Bożeny Kastora, "Biochemia miłości - Nasz mózg w zalotach". Newsweek 49/2004.






Oceń artykuł:


Skomentuj artykuł
Zobacz komentarze do tego artykułu