Artykuł

Andrzej Augustynek

Andrzej Augustynek

Czy świadkowie są wiarygodni?


Dla sędziów i prokuratorów bezpośrednio, a pośrednio praktycznie dla nas wszystkich, istotne jest to, czy świadkowie zeznając, opisują to, co rzeczywiście się wydarzyło, czy też zniekształcają minione wydarzenia. W artykule tym podejmę tylko niektóre psychologiczne aspekty zeznań składanych przez świadków, którzy działając w dobrej wierze, starają się opisywać dokładnie minione zdarzenia a mimo to popełniających istotne błędy w swoich relacjach.

Gdy nie potrafimy przypomnieć sobie czegoś, powstaje luka pamięciowa. W oparciu o inne wspomnienia, posiadane notatki, rozmowy ze znajomymi, można zrekonstruować to, co się wtedy wydarzyło. Można również lukę pamięciową wypełnić wyobrażeniami. W psychologii zjawisko to nazywamy konfabulacją. Na przykład ludzie starzy czasami konfabulując, uzupełniają luki swojej pamięci odnośnie dawno przeżytych wydarzeń. W efekcie dochodzi do tak zwanej subiektywizacji wspomnień. W ten sposób normalne dzieciństwo przypominane po wielu latach może być pasmem nieszczęść lub przeciwnie, okresem jednej wielkiej sielanki. Inny przykład to obiektywizm zeznań świadków. Dwóch ludzi obserwujących to samo zdarzenie często daje zupełnie odmienny ich opis.

Udowodniono w wielu eksperymentach, że gdy naoczny świadek zdarzenia otrzyma od kogoś odmienną na jego temat informację, to jego wspomnienia ulegają często istotnym zmianom. Tak dzieje się, gdy przysłuchujemy się rozmowie innych, gdy czytamy opis wydarzenia lub odpowiadamy na sugerujące pytania. Zmiana przypomnienia może mieć różną postać - od przekształcenia paru szczegółów w dokładnym pod innymi względami przypomnieniu wydarzenia aż po wszczepienie fałszywych wspomnień.

Badania dowodzą, że sugestia i wyobraźnia mogą przyczyniać się do powstania „wspomnień” o zdarzeniach, które nigdy nie zaistniały.

Jak daleko można osobom zasugerować nieistniejące fakty pokazuje eksperyment S. Kassina. Grupa osób uczestniczyła w kursie komputerowym. Indywidualnie każdą z nich informowano, iż zepsuła komputer. Początkowo badani zdecydowanie odrzucali ten zarzut. Następnie jednak, gdy podstawieni przez eksperymentatora „świadkowie” twierdzili, iż widzieli jak ta osoba uszkodziła komputer. W efekcie około 60% badanych przyznawało się do winy opisując szczegółowo jak do tego doszło.

W innym eksperymencie jego uczestnicy oglądali symulację wypadku samochodowego, który zdarzył się na skrzyżowaniu ze znakiem STOP. Następnie połowie badanych zasugerowano, że stojący przy skrzyżowaniu znak drogowy był znakiem podporządkowania. Gdy zapytano później uczestników o ten znak, ci, których poddano sugestii, skłonni byli twierdzić, że widzieli znak podporządkowania. Natomiast osoby, którym nie przekazano fałszywej informacji, trafniej przypominały sobie znak drogowy.

Funkcjonariusze policji czy prokuratorzy chcąc uzyskać potwierdzenie swojej wersji śledztwa, przesłuchując świadków usiłując niejednokrotnie dotrzeć do rzekomo ukrytych wspomnień. Zachęcają przesłuchiwanych do wyobrażania sobie tego, co kiedyś się wydarzyło. Sugerują by ci pozwolili działać swobodnie wyobraźni i nie martwili się czy wyobrażania odnoszą się do rzeczywistej przeszłości. Podczas takiego przesłuchania pytają jako to była pora dnia, gdzie to było, kto w tym uczestniczył? Następnie zaczynają sugerować odpowiednimi pytaniami, czy sprawcą była osoba podobna do x. A może to był sam x, itd.

Jednak nie tylko przedstawiciele służb specjalnych, organów ścigania czy wymiaru sprawiedliwości manipulują pamięcią swoich „klientów”. Niestety dotyczy to także niekiedy psychologów i psychiatrów. Znane są przypadki, gdy nieetyczny i niekompetentny psychoterapeuta sugerował pacjentom (najczęściej były to młode kobiety), iż ich zaburzenia emocjonalne wywołały zapomniane z dzieciństwa fakty molestowania seksualnego.

W 1986 roku N. C. z Wisconsin zgłosiła się do psychiatry, który zastosował psychoterapię i hipnozę. Chciał przy ich pomocy dotrzeć się do ukrytych wspomnień o przemocy, której rzekomo doświadczyła w dzieciństwie N.C. Kobieta ta nabrała z czasem przekonania, że wyparła ze swojej świadomości następujące wspomnienia: należała do sekty satanistycznej, pożerała niemowlęta, była gwałcona, odbywała stosunki seksualne ze zwierzętami i zmuszona była przyglądać się zabójstwu swojej ośmioletniej koleżanki. Uwierzyła, że ma ponad 120 osobowości — dziecięce, dorosłe, anielskie, a nawet kacze. Przyczyną było to, iż w dzieciństwie była wykorzystywana seksualnie i maltretowana. Psychiatra następnie dokonał na niej egzorcyzmów.

Kiedy N. C. zrozumiała, że zaszczepiono jej fałszywe wspomnienia, pozwała psychiatrę do sądu i po trwającym pięć lat procesie, przyznano jej w 2,4 mln dolarów odszkodowania.

N. C. nie jest jedyną pacjentką, której wszczepiono fałszywe wspomnienia. W 1992 roku w Missouri pewien pracownik poradni przykościelnej podczas terapii „pomógł” B. R. „przypomnieć” sobie, że jej ojciec, osoba duchowna, systematycznie gwałcił ją między siódmym a czternastym rokiem życia, w czym niekiedy — przytrzymując ją — pomagała mu jej matka. Pod wpływem terapeuty B. R. przy pomniała sobie także, że dwukrotnie zaszła z ojcem w ciążę i że ten zmusił ją do ich przerwania. Gdy posądzenia te ujawniono, ojciec pacjentki musiał zrezygnować z funkcji pastora. Badanie lekarskie wykazało jednak, że 22-letnia B. R. wciąż jest dziewicą i nigdy w ciąży nie była. Rodzina pokrzywdzonej pozwała terapeutę do sądu i otrzymała w 1996 roku milion dolarów odszkodowania.

Czy hipnoza może poprawić pamięć świadków?


Kontrowersyjną, choć w niektórych przypadkach skuteczną metodą poprawy pamięci świadków jest hipnoza. Najczęściej stosuje się ją w przypadkach, gdy istnieje możliwość, że jakiś ważny fakt znany ofierze lub świadkowi nie może zostać przypomniany spontanicznie. Zwykle dotyczy to zdarzeń, które wywołały szok emocjonalny. Np. młodociane ofiary gwałtów często nie mogą sobie przypomnieć wielu istotnych szczegółów zdarzenia. Jest to wynik pourazowej amnezji, która jest mechanizmem obronnym, chroniącym ofiarę przed lękiem wywołanym przypominaniem sobie traumatycznego wydarzenia. Aby przezwyciężyć amnezję, musimy narazić ofiarę na emocje związane z przeżytym zdarzeniem. W zależności od cech psychicznych osoby reakcje mogą być bardzo różne, często trudne do opanowania, a nawet szkodliwe dla ofiary. Musi o tym pamiętać hipnotyzer, starając się zminimalizować niepożądane efekty hipnozy. Jest to poważny dylemat mogący wywołać konflikt etyczny, w którym hipnotyzer jest zmuszony do wyboru pomiędzy stanem psychicznym ofiary, a bezpieczeństwem wielu innych potencjalnych ofiar.

W przypadkach świadków trudności te na ogół są mniej istotne. Badanie prowadzi się przeważnie w celu rozpoznania przestępcy. Korzystna jest wtedy współpraca z rysownikiem opracowującym portret pamięciowy przestępcy. A wyniki, jak na to wskazuje chociażby moje własne w tym zakresie doświadczenie, są obiecujące. Aby jednak nie popadać w euforię trzeba stwierdzić, iż stosując hipnozą istnieje niebezpieczeństwo nieetycznego działania hipnotyzera polegające na zasugerowaniu fałszywych zeznań. Jest to jednak zarzut nie tyle przeciwko hipnozie jako takiej, lecz ludziom ją stosującym. Przykładem może być sprawa „rytualnego morderstwa” dokonanego w Tissa Elsar na początku naszego wieku. Zaginęła mała dziewczynka. Rozpoczęto śledztwo. Między innymi przesłuchiwano 13-letniego chłopca. Dziecko nic nie wiedziało. Wtedy wziął je na badanie pod hipnozą komisarz sądowy, niekryjący się z poglądami antysemickimi. Po paru godzinach badania chłopiec zeznał: jego ojciec, Żyd - organista zwabił dziewczynkę do synagogi. Gdy chłopiec usłyszał krzyk dochodzący z synagogi pobiegł tam. Drzwi były zamknięte, ale przez dziurkę od klucza widział dziewczynkę rozciągniętą na podłodze i trzymaną przez trzech ludzi. Jeden z nich puszczał jej krew z gardła, którą pozostali zbierali na dwa talerze. Chłopiec przez trzy miesiące podtrzymywał swoje zeznanie. Nawet widok ojca i dwunastu współoskarżonych nic nie zmienił. A jednak wszystko to było jedynie efektem sugestii nieuczciwego sędziego śledczego. Żadne zabójstwo rytualne nie miało miejsca. Gdy po wielu dniach znaleziono w lesie ciało dziewczynki, okazało się, że umarła na skutek zadławienia się własną śliną podczas ataku epileptycznego, który miała podczas samotnego spaceru.

Przytoczę teraz dwie sprawy z mojej praktyki jako biegłego sądowego. W 1997 roku badałem wojskowego odpowiedzialnego za magazyn broni, z którego zginęły trzy ręczne karabiny maszynowe. Żołnierz nie umiał powiedzieć, co się z tą bronią stało. Dochodzenie w tej sprawie nie dało żadnych rezultatów. W tej sytuacji przełożeni żołnierza zwrócili się do mnie z prośbą o podjęcie próby pod hipnozą wyjaśnienia tego wydarzenia. W czasie trwania hipnozy żołnierz przypomniał sobie, że kiedy był pod wpływem alkoholu wrzucił do pobliskiego stawu trzy ręczne karabiny (odnaleziono je tam), a następnie o tym zapomniał.

Przykładem manipulacji pamięcią osoby składającej zeznania była sprawa rozpatrywana przez Sąd Wojewódzki w Łomży. W efekcie napadu na kantor walutowy (15 października 1995 roku) ofiarami zostały dwie młode pracownice. Jedna zginęła. Druga doznała poważnych uszkodzeń mózgu (rany postrzałowe głowy).

Siedem miesięcy po napadzie rozpocząłem badania. Pokrzywdzoną podczas trzech sesji pięciokrotnie poddałem hipnozie. Po każdej sesji składała zeznania przed prowadzącymi śledztwo.

Po pierwszej twierdziła, że przypomniała sobie jedynie fragmentaryczny zarys twarzy i sylwetki dwóch mężczyzn wchodzących do kantoru. Po drugiej sesji podawała, że do kantoru weszło dwóch mężczyzn. Drugi z pistoletem w ręce. Pierwszy był szczupłym, wysokim mężczyzną o ciemnych włosach, drugi krępej budowy miał włosy jaśniejsze. W zeznaniach po trzeciej sesji pojawiła się informacja, że druga osoba o ciemnej karnacji miała kręcone, kędzierzawe, prawdopodobnie tlenione włosy. Poszkodowana określała tę osobę jako „typ południowca”.

Po ostatniej sesji hipnozy prowadzący sprawę funkcjonariusze policji okazali jej 22 zdjęcia twarzy różnych mężczyzn (słabej jakości odbitki ksero). Ofiara wskazała na dwa z nich. Równocześnie w kolejno składanych zeznaniach dodawała coraz to nowe szczegóły wyglądu sprawców. W tej sytuacji trudno było oddzielić elementy rzeczywistego przypomnienia od konfabulacji to przypomnienie zniekształcających.

W dalszym toku sprawy poszkodowanej okazano 10 mężczyzn, z tym, że wśród dziewięciu szczupłych blondynów był jeden śniady, krępy Ormianin. Ofiara bez wahania wskazała na niego. Rozpoznanie to później podtrzymała na sali sądowej. Był to jednak klasyczny przykład „wdrukowania fałszywych wspomnień”. Badana pamiętała jedynie ogólny zarys twarzy i sylwetki. Na to nałożył się obraz konkretnej osoby. Dlatego też w wyjaśnieniach do mojej opinii jako biegłego złożonych przed Sądem w Łomży określiłem wiarygodność zeznań pokrzywdzonej jako niską. W prawidłowo przeprowadzonym okazaniu powinno uczestniczyć, co najmniej kilka osób podobnych do podejrzanego. Pikanterii sprawie dodaje, że drugim podejrzanym w tej sprawie był Cygan. Też krępy z kędzierzawymi włosami. Nie dziwi, więc wyrok uniewinniający. Co nie znaczy, że podsądny zbrodni tej nie dokonał! Sąd jednak miał wątpliwości, które słusznie rozstrzygnął na korzyść oskarżonego.

W opracowaniu tym zasygnalizowałem tylko pewne problemy związane z wiarygodnością zeznań świadków. Osobnym, równie ważnym zagadnieniem, jest rozpoznanie, kiedy świadek mówi prawdę a kiedy kłamie, ale już temat na osobny artykuł.

Idealni świadkowie, czyli pamięć doskonała?


Pewien mieszkaniec Korsyki mógł powtórzyć w normalnej i odwróconej kolejności 36 000 słów bez związku, usłyszanych tylko raz. Nie był to przypuszczalnie kres jego możliwości, lecz odczytujący listę słów opadli z sił. Historycy utrzymują także, że Juliusz Cezar, Aleksander Macedoński, i Napoleon Bonaparte, znali imiona prawie wszystkich swoich żołnierzy, czyli po około 30 000.

Szczegółowej analizy ciekawego przypadku nadczynności pamięci dokonał znany neurolog rosyjski prof. A. Łuria. Badał on na przestrzeni dwudziestu lat mężczyznę o nazwisku Szereszewski. Był on reporterem miejscowej gazety. Na badanie skierował go przełożony zaintrygowany tym, iż Szreszewski nigdy nie robił notatek. Nie notował tego, co mu zlecano, ani nawet tego, co usłyszał np. na zebraniach partyjnych, które relacjonował. Nigdy jednak niczego nie zapomniał.

Łuria stwierdził, że Szereszewski mógł zapamiętać ciągi liczb, liter czy słów o długości nawet 5000 elementów (nie była to granica jego możliwości, lecz granica cierpliwości czytającego elementy do zapamiętania). Czas też nie wpływał na trwałość jego pamięci. Łuria poprosił, Szereszewskiego, aby ten eksponowany mu przed dwudziestu laty ciąg liczb. Sz. zamknął oczy i powoli wodząc palcem w powietrzu powtórzył wszystkie liczby nie popełniając ani jednej pomyłki.

Szereszewskiemu było obojętne czy materiał eksponowano wzrokowo czy słuchowo. Wystarczyło mu kilkusekundowe spojrzenie na stronę książki, aby następnie, z zamkniętymi oczyma, dokładnie odtworzyć jej treść. Co ciekawe Sz. zapamiętywał łatwiej materiał dla niego bezsensowny (np. wzory matematyczne, których nie rozumiał) niż układający się w logiczną dla niego całość.

Pamięć Szereszewskiego cechowała tzw. synestezja. Dźwięki miały dla niego kolor a czasami i smak. Mówił na przykład: „Jaki pan ma kruchy i żółty głos". Dźwięk „a" odbierał jako białą linię; „i" jako ostrze biegnąc gdzieś w dal; „e" jako okrągłą linię.

Jednak pamięć Szereszewskiego nie była idealna. Nie potrafił zapamiętanych informacji uogólniać. Świat dla niego był zbiorem praktycznie niepowiązanych ze sobą elementów. Niezrozumiałe były dla niego pojęcia abstrakcyjne. Za to w zdumiewająco dokładny sposób wykrywał każdą niedokładność w tekstach literackich. Czytając Czechowa (Kameleon) zauważył, że jeden z bohaterów wychodząc ubrany był w szynel, a wracając - w palto.

Taki świadek, odtwarzający precyzyjnie tylko to, co przeżył, jest niewątpliwie marzeniem dla prowadzących śledztwo.









Oceń artykuł:


Skomentuj artykuł
Zobacz komentarze do tego artykułu