Artykuł

Krystyna Jaworska

Moja refleksja na temat artykułu „Feminizm - nowa wersja komunizmu”


    Choćby małżeństwo było wytworem niebios, za konserwację i eksploatację odpowiada człowiek.
    John Graham

W moim przekonaniu artykuł jest napisany ostro, ale niepozbawiony rzeczowej argumentacji. Kobiety są inne od mężczyzn i ta inność determinuje ich rolę w społeczeństwie, czy w małżeństwie. Ale to w końcu w tych różnicach tkwi cały urok. To właśnie kobiecość sprawia, że możemy czerpać całymi garściami z jej przywilejów oraz z uśmiechem zrezygnować z ambicji zawodowych, jeśli wymaga tego dobro rodziny.

Uważam siebie za kobietę nowoczesną, niezależną, aktywną zawodowo, ambitnie realizującą swe plany i zamierzenia, ale bardzo ważna jest dla mnie rodzina i uważam, że najlepsze jest zachowanie złotego środka - żadna skrajność według mnie nie jest dobra. Ukazywanie relacji damsko-męskich w kategoriach konfliktu i walki nie może wyjść na dobre żadnej ze stron. Mężczyzna i kobieta nie są naturalnymi wrogami na tym świecie. Wypowiadając wojnę drugiej płci występujemy przeciwko miłości, która jest źródłem ludzkiego spełnienia i szczęścia.

Związek mężczyzny i kobiety jest to rzeczywistość nad wyraz skomplikowana, ale może przez to interesująca. Problematyki męsko –damskiej nie da się ograniczyć do równego wynagradzania za pracę i podziału obowiązków. Odrzucenie tego, co najpiękniejsze, całej magii i tajemnic relacji damsko-męskich, to rezygnacja z wielu radości i zachwycających chwil, dostępnych na tym świecie. Walka płci jest trudna do zrozumienia, gdyż w każdej walce celem jest zwycięstwo jednej ze stron, wygrywa ten kto jest twardszy, kto nieustępliwością i sprytem zwycięży przeciwnika. Niesie to pewne konsekwencje, wróg jest bowiem osobą, o której interes, czy komfort psychiczny nie musimy dbać, osobą, której nie ufamy, którą możemy oszukać lub która może oszukać nas. I tak wpadamy w wir zachowań, których efekt nie może okazać się satysfakcjonujący dla obu stron.

Czy nie lepiej widzieć przed sobą partnera, z którym wspólnie mamy dojść do rozwiązania, będącego sukcesem obu stron? Partnera, który tak samo jak my – nie lubi przegrywać, któremu także zależy na zachowaniu twarzy, który tak jak my chce, żeby traktowano go z szacunkiem i zrozumieniem. I tu powstaje alternatywa dla poglądów feministek i zatwardziałych zwolenników tradycyjnej rodziny - związek partnerski. Codzienne życie z drugim człowiekiem wymaga ciągłych kompromisów. Potrzeby małżonków zmieniają się i w związku z czym należy na bieżąco negocjować układ, zapewniający jak najpełniejsze ich zaspokojenie. Kojarzące się z transakcją pojecie negocjacji może wydać się w kontekście miłości nie zbyt trafne. Ale chodzi o umiejętność porozumienia, otwartość, przedstawienie swoich potrzeb bez przyjmowania postaw cierpiętniczych czy dyktatorskich. Zamiast wchodzić w rolę przeciwników, wrogów, okopywać się na swoich stanowiskach, gromadzić argumenty i krytykować stronę przeciwną może warto spróbować dotrzeć do rzeczywistych, pragnień partnerów. Myślę ze to zapewnia związek partnerski.

Nie podzielam skrajnych poglądów odwracających się od mężczyzn feministek, ale upór przy tradycyjnym podziale ról jest też bez sensu. Delikatnie trzeba burzyć stereotypowe poglądy dotyczące życiowej roli ściśle związanej z płcią. Życie dostarcza wielu różnych niespodzianek, pewne rzeczy są inne niż byśmy oczekiwali i dlatego tak ważna jest umiejętność akceptacji oraz elastycznego dostosowania się do różnych sytuacji życiowych. Związek dwojga ludzi jak każdy twór ulega pewnym transformacjom, a niekiedy deformacjom. I chyba siła uczuć decyduje, czy udaje się przetrwać i wyjść szczęśliwie z trudnych przeżyć. Myślę z szacunkiem o trwałych rodzinach, podziwiam pary co to „łapka w łapkę” bez względu na trudności dnia codziennego i często skąpość budżetów. Udany związek jest na pewno sukcesem życiowym i pewnie nie ma znaczenia, czy jest to model tradycyjny, czy może oparty na innych regułach, najważniejsze żeby przynosił satysfakcję i zadowolenie obojgu partnerom. Upór przy tradycyjnym podziale ról, może wnosić wiele niepotrzebnego niepokoju. Każdy wybiera swój własny model życia, jest to sprawa indywidualnych preferencji. Zdarza się także, że samo życie dokonuje korekty w poglądach. Zapewne związek między mężczyzną ,a kobietą wymaga czasami wyrzeczeń, ale jest tez źródłem radości i szczęścia. Mądrość życiowa zawarta jest w słowach Bertranda Russela:
    W miłości mężczyzny i kobiety kochających się z pasją, wyobraźnią i czułością jest coś bezcennego i współczuć tylko można temu, kto nigdy tego nie doświadczył,

Miłość - pojęcie, wokół którego narosło wiele stereotypów i mitów. Czym tak naprawdę jest? Czy jest to oczarowanie, fascynacja, a może tylko ciężka praca? Czy jest przelotna nietrwała, a może na zawsze? Czy gwarantuje szczęśliwe życie we dwoje? Każdy z nas ma swoje własne doświadczenia, przemyślenia, refleksje... A może tak jak pisze ks. Jan Twardowski - ”miłości wystarczy, że jest”. Zapewne wielu ludzi za nią tęskni, marzy....a wszystko, czego się chce, to jakiś na szczęście sposób... Miłość uskrzydla, ubarwia świat, idąc na spotkanie z ukochanym, czujemy jakbyśmy unosili się nad ziemią.

Dla najdroższej osoby jesteśmy gotowi zrobić niemal wszystko, łącznie z przysłowiowym „przenoszeniem gór”. Jest to jakaś magia, której nie widać, nie słychać, a czuć, jedyna w swoim rodzaju chemia, która powoduje porozumienie bez słów, zrozumienie, fascynacje, przyciąganie... i wiele innych, miłych odczuć. To, co jest najpiękniejsze i nieuchwytne miedzy kobietą i mężczyzną. Ale niestety, tak rodząca się miłość nie jest stanem, który trwa sam w sobie. Niczego nie gwarantuje, bez wspólnego zaangażowania dwojga ludzi w budowanie związku nie można mówić o udanym życiu we dwoje. Nie wystarczy kochać drugą osobę, trzeba jeszcze ją szanować, ufać jej, okazywać czułość i zainteresowanie.

Miłość wiąże się z odpowiedzialnością, przebaczaniem, tolerancją, zaufaniem, dlatego wymaga od nas dużego trudu. Jak dom, który wymaga ciągłej dbałości, bieżących napraw i zabiegów. Jeśli o tym zapominamy, może okazać się po pewnym czasie, że wszystko jest popsute, nic nie działa jak należy, a może nawet już jest ruiną. Powstaje wtedy z reguły dylemat, remontować czy budować od nowa. Są to różne, indywidualne decyzje, dotyczące wyboru - stary związek, czy nowy. W moich odczuciach warto walczyć o jakość związku, czasami nawet, jeśli dojdzie się do granicy rozstania, jest szansa na odbudowę uczuć, może nawet wtedy łatwiej jest docenić to, co się ma i oszacować, ile można stracić.






Oceń artykuł:


Skomentuj artykuł
Zobacz komentarze do tego artykułu