Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • RE: Ciągle niedotrzymanie słowa

    Autor: mimbla1   Data: 2022-06-13, 18:29:28               Odpowiedz

    Z przyznawaniem się do winy to większość ludzi ma problem i bardzo tego nie lubi. W relacji małżeńskiej mnie samo sformułowanie jakoś zgrzyta, bardziej pasuje do relacji szef-podwładny czy od biedy rodzic-dziecko.
    Z całego Twojego postu nie wynika, na czym ta wina żony polega. Do czego Twoim zdaniem powinna się przyznać, co ukrywa?

  • Ciągle niedotrzymanie słowa

    Autor: sewgaz   Data: 2022-06-13, 17:27:28               Odpowiedz

    Jestem w zwiazku małżeńskim od prawie dwóch lat. Wcześniej byliśmy parą ok. 10 lat. Moja żona od zawsze miała problem z przyznawaniem sie do winy. Czasami są to na prawdę blache sprawy. Do ostatniej chwili stara się wytłumaczyć czymś swoje zachowanie lub też je usprawiedliwić. Czasami wyglada to wręcz komicznie. Mówiłem jej wielokrotnie o tym, żeby tego nie robiła bo ja to widzę i z kazdym razem coraz bardziej mnie do siebie zniechęca. Do tego bardzo często nie dotrzymuje słowa. Wielokrotnie obiecuje coś i tak na prawdę ma to gdzieś. Jeśli na koniec się o to upomnę to najczęściej słysze, że dałem za mało czasu. Jak dam więcej czasu to słyszę, że ona myślała, że jest ok, bo nic bo sobie w tym czasie nie pokazywałem. Jak jestem smutny to słyszę, że nie była w stanie tego robić bo dobijał ją mój "smutek". Szczerze to mam wrażenie, że cokolwiek nie zrobię to zawsze znajdzie się jakaś wymówka. Ostatnio doszło do tego, że powiedziałem jej, żeby na prawdę przestała bo przez takie zachowanie coś się we mnie kończy. Nie mam już siły ciągle z nią o tym rozmawiać. Non stop prowadzić rozmowę jak z dzieckiem. Podsunąłem jej gotowe rozwiązania co może spróbować zrobić, żeby coś zmienić. Ona tak na prawdę nie zrobiła w tym czasie nic. Mi wystarczyło by tylko to, że czegoś by poszukała, poczytała. Powiedziałem jej nawet, że jeśli nie radzi sobie z tym to może przyjść i porozmawiać. Ja muszę w koncu widzieć, że jej zależy na tej zmianie. Olała to całkowicie. W momencie kiedy zapytałem dlaczego znowu nic nie zrobiła usłyszałem, że ostatnio ma dużo na głowie. No ja wszystko rozumiem, ale małżeństwo to związek, w którym jest się cały czas. Nie ważne czy jest dobrze czy źle. Zawsze dawałem jej dużo wsparcia. W zamian tak na prawdę nie dostaje nawet tego. Zawsze jest jakiś powód, żeby uciec od problemu. Serio mam już dość. Ostatnio zasugerowałem jej, że chcę odejść. Nie potrafię żyć nadzieją przez kolejne 10 lat, że nagle nastanie ten cudowny dzień. Na koniec dodam, że żona byla molestowana w dzieciństwie. Teraz wszystko zrzuca na to. Że to przez to. Ja nie twierdzę, że tak nie jest. Ja po prostu zawsze ją we wszystkim wspierałem i czy nie uważacie, że skoro ktoś dziesiątki razy prosi o coś... Prosiłem bo sprawiała mi ból swoim zachowaniem. Jej obietnice bardzo często dotyczyły mnie bezpośrednio. Nie rozumiem tego. Jak można przez tyle lat mieć w tyłku jedyną osobę, która była przy niej mimo wszystko. Szczerze to ja trwam w tym tak długo bo wiedziałem od dawna co przeżyła. Ale tak na prawdę ona nie daje nic od siebie. Mimo terapii na którą uczęszczała. Większość zmian jest tylko na chwilę. I mam wrażenie, że tylko dlatego, że ciągle o tym mówię. A nie dlatego, że ona czuje, że mnie rani. Może to po prostu ja niepotrzebnie się czepiam?