Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • RE: W jaki sposób zmusić sie żeby iść

    Autor: smuteczek   Data: 2021-12-09, 03:46:07               Odpowiedz

    Popatrz. Wartość ludzkiego życia jest w przeróżny sposób wyceniana. Jednak współczesnemu człowiekowi najłatwiej przychodzi powiedzieć, że jest ono "bezcenne". Brzmi to ładnie, bo wszyscy wiemy, że teoretycznie kryje się za tym olbrzymia wartość, której nie potrafimy wyrazić słowem.
    Jednak tkwiąc i żyjąc w tym materialistycznym świecie nietrudno zauważyć, że za tym stwierdzeniem kryje się coś do głębi przerażającego, co stało się bezsprzecznie prawdą w tym pokoleniu.
    Tak, za tą "bezcennością" kryje się realna bezwartościowość. Twoje życie nie ma żadnej wartości, jeśli niczego nie posiadasz poza nim samym. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ilu takich na świat przyszło nieszczęśników, którzy w jednej chwili potrafili poczuć się najparszywiej jak potrafili, bo stracili wszystko co im dawało namiastkę własnej wartości.

    Ostatnio ucze się wartości życia - szczególnie życia ludzkiego. Jest to trudna szkoła, bo świat nam bardzo obniżył poczucie tej wartości i trzeba ją na nowo odkryć. Nie chodzi tylko o swoją wartość, ale całościowo o to jaką wartość ma ludzkie życie i do jakich poświęceń człowiek powinien być skłonny się posunąć, by to życie spróbować uratować.

    Jaką ma wartość realną? Na ile byś wycenił "wieczność w szczęściu"? Chcąc odzyskać taką perspektywę dla ludzkości cene musiał ponieść ten, który to życie stworzył, bo tylko taka cena byłaby adekwatna do utraconej wartości, którą chcemy odzyskać. Zatem każde pojedyncze życie człowieka zostało odkupione śmiercią tego, który je stworzył. Tak, to jest coś fenomenalnego i sprawia, że realna wartość życia jednego człowieka jest równowartością tego, który je stworzył. Jednak kto to pojmie, kto to zrozumie? Po prostu coś niesamowitego. Tyle jest warte twoje życie.
    ŻYCIE BOGA, który je stworzył!

    W tytule zadałeś znaczące pytanie mimo ewidentnie brakującego znaku zapytania: "W jaki sposób zmusić sie żeby iść". Nie wiem dokąd chcesz iść, ale się domyślam, że do raju. Kto by nie chciał do raju?

    Pan Bóg chce do Ciebie mówić przez usta innych ludzi.
    Posłuchaj i otwórz serce, byś żył:
    http://bityl.pl/JAThA & http://bityl.pl/ArZUD

    Bądź błogosławiony,
    Ty Tomaszu, twoja żona i córki.

  • W jaki sposób zmusić sie żeby iść

    Autor: Tomekk36   Data: 2021-11-23, 20:05:14               Odpowiedz

    Moja story jest dość długa i opiewa o stos zdarzeń,więc postaram się być treściwy.Bylem w związku 20lat,żonę poznałem będąc w liceum,po 7latach znajomości wzięliśmy ślub,mamy dwie córeczki.Niezbyt udanie się dopasowaliśmy pod względem preferencji,charakterów.Oczywiscie bywały dobre i źle,miłe i trudne chwile jak to bywa pewnie w każdym związku.Uwazam,że oboje się staraliśmy żeby było lepiej niż gorzej, przynajmniej takie mam częściowo odczucia.Oboje raczej dużo zawsze pracowaliśmy,często mijając się.Nigdy nie miałem o ten fakt pretensji do żony,bywa różnie,trzeba się próbować dostosować,poza tym jestem częściowo introwertykiem i nie nudzę się bardzo w swoim towarzystwie,poza tym zawsze z czegoś się rezygnuje jakims kosztem.Po ślubie zamieszkaliśmy w domu moich rodziców,w bardzo dobrych warunkach mieszkaniowych,osobny poziom,duży dom z niezależnym wejściem,duża posesja.Od początku,co później zanikło ale było sporo konfliktów głównie w relacji moja matka-żona.Sytuacje były przeróżne,bywały ewidentnie z racja mojej żony jak i odwrotnie.Z początku starałem się nie tyle stać obok co zażegnywac konflikty,nie wchodząc aktywnie w meritum.Zona miała do mnie żal o to,po czasie zdecydowałem się stać po jej stronie wprost, otwarcie nawet kiedy analizując poszczególne sytuacje nie miała racji.Po jakimś czasie tego docierania się,było już ok,panie się przede wszystkim zaakceptowały.Moja żona urodziła pierwszą córeczkę,po półtora roku wróciła do pracy,ja także pracowałem,przy dziecku była moja mama,w zw.z tym że nie pracowała,była taka możliwość.Moja żona pracowała w gastronomii, głównie w hotelach,ja na etacie 8-16.Pewnego dnia wróciłem znacznie wcześniej,żona była w łazience i przechodząc obok torby,która brała do pracy zauważyłem,że zabiera do pracy drugą parę stringów.Bylem zaskoczony,nie przypuszczał bym ale jasne stało się,że kogoś ma.Juz tego samego dnia,po nocy spędzonej pod hotelem,pojechałem za nią.Nakrylem,żonę 20min później zakochaną i szczęśliwa w objęciach 20letniego kelnera.Postanowilem trzymać nerwy na wodzy, oczywiście powiedziałem jej że to skurwysyństwo,wykrzyczała mi,że on jest lepszym człowiekiem i kochankiem ode mnie.Tak sprawę zostawiłem,jednakże powiedziałem,że nie ma czego szukać w domu,spakowałem jej rzeczy i wyniosłem kartony przed bramę.Okazalo się,że młody kochanek przestraszył się sytuacji,rodzice żony powiedzieli jej,że jak tak zrobiła to jej nie pomogą.Zaczely się esemesy,że przeprasza itd.Dla mnie sprawa była jasna ale tego samego dnia wieczorem,siedząc z 3,5letnią wówczas córka i oglądając baje,cały czas pytala gdzie mamusia.Zmiekłem i powiedziałem,że ok spróbujemy jeszcze raz,żonę przyjąłem.Zdrada,która trwała 7mcy bardzo bolała wtedy i właściwie zawsze pozostawiała niesmak,w sensie fizycznym owszem ale przede wszystkim w emocjonalnym.Tydzuen po tej sytuacji,kiedy siedzieliśmy wieczorem z żoną,powiedziała mi,że to że mnie zdradzała to była przede wszystkim moja wina ponieważ zawsze jestem w pracy,oddalilem się od niej.Nie wiedziałem co powiedzieć,co myśleć,przemilczalem żeby już nie psuć nowego początku.Wlasciwie w końcu wszystko wróciło do nowej normy.6lat później urodziła nam się druga córka,ja dostałem prezent od losu w sensie finansowym i zaczęliśmy się zastanawiać co zrobić z pieniędzmi.Zona bardzo chciała wybudować dom,wynieść się od moich rodziców,ja także chciałem być zupełnie na swoim.Zaproponowalem żonie żeby zainwestować w mieszkania,które miałyby być dzieci jak dorosną a za resztę wybudować mały domek.Disyc długo trwała ta batalia na argumenty,żona ma b.mocny charakter,nie znosi sprzeciwu,chciała mieć dom taki z tzw.pompą.Zgodzilem się mimo,że uważałem to za nie najlepszy pomysł ale ok, zaczęło się poszukiwanie działki.Mieszkalismy pod samym Krakowem,działki zacząłem szukać w bliskiej odległości żeby wyłączyć problemy logistyczne.Tutaj mieliśmy duży konflikt,żona koniecznie chciała wybudować. ten dom na wsi,obok domu swoich rodziców,30km za Krakowem.Bylo to dla mnie nie do pomyślenia z dwóch oczywistych powodów,teściowie za płotem i daleko od pracy w Krakowie.Niestety nie udało mi się przetłumaczyć,być może mam słaby dar przekonywania,wybudowaliśmy dom obok rodziców żony.Zona mówiła też,przekonując mnie że to same plusy bo jej tata z zawodu elektryk,wykona nam instalacje,zaoszczędzimy pieniądze,jej mama pomoże przy dzieciach,jest na emeryturze.Finalnje okazało się,że niestety nie jest zbyt skóra do pomocy ze względu na pogląd,że emerytura jest po to by odpoczywać a teść stwierdził że to duży dom i on nie da rady wykonać instalacji.Dom został wybudowany,wykończony w pełni niestety żona straciła pracę,zaczął się covid,ja prowadzę działalność a rynek na którym działam przeszedł zalamanie.Dojazd do Krakowa zaczął mnie finansowo przerastac w efekcie kilka dni byłem w nowym domu a resztę nocowałem w krakowie.Zaczelyvsie między nami konflikty,nie tylko na tle finansowym ale też z powodu nie spędzania że sobay czasu.Zona wpadła na pomysł własnej DG,kosmetyka.Z opowieści i argumentów wynikało,że to żyła złota ale niestety potrzebna jest inwestycja.Przyszlo mi to z trudem,ponieważ zaczął się zły okres a pieniędzy pozostałych po wybudowaniu domu zostało raptem kilkadziesiąt tysięcy ale stwierdziłem,że ok ma zapał, mówi że lubi to robić,że ludziom się podoba.Zainwestowalem niestety całość tych pieniędzy w salon kosmetyczny w maleńkiej miejscowości,w sprzęt,szkolenia.Po 6 miesiącach salon padł,żona nie miała na zus,czynsz itd.Bylismy w kropce.Niestety zostałem zaskoczony ponieważ któregoś dnia żona powiedziała mi,że jednak nie chce tego robić i ona będzie szukać normalnej pracy.Wlasciwie byłem zdruzgotany,powiedziałem że nie wyobrażam sobie czegoś takiego ale nic nie wskurałem.Chwile później zepsuł się samochód,tak poważnie że konieczna była wymiana silnika.Zistalismy bez pieniędzy ale zaproponowałem żonie,że mogę wziąć kredyt na tą okoliczność,doszliśmy do porozumienia,kredyt dostałem,żona obiecała że będzie pomagać go spłacać.Faktycznie żona znalazła pracę,niezbyt dobrze płatną nie dawała rady pomagać mi w ratach, popadłem w większe tarapaty finansowe,zacząłem bardziej mieszkac w Krakowie niż w domu a kiedy bywałem w domu,cały czas tylko się kłóciliśmy.Zona kiedy byliśmy razem bardzo często przebywała raczej obok u swoich rodziców niż ze mną co było dla mnie też wygodne, przynajmniej się nie kłóciliśmy.Pewnego dnia,żona poszła ze starszą córka do swoich rodziców,ja zostałem z młodszą.Przebieralem córkę,nie posprzątałem,tylko brudne rzeczy zostały nie zaniesione do pralni tylko leżały na środku salony,nie umyłem wtedy też m.in naczyń.Moja żona jest pedantką,ja raczej bałaganiarzem.Kiedy wróciła zaczęły się utyskiwania o to,że burdel w domu itd.Pokłócilismy się mocno,w trakcie kłótni żona powiedziała,,tak nie będzie tata ci pokażę,, zadzwoniła do swojego taty,który przyszedł do nas do domu,zaczęła się awantura.Okazalo się że jestem nic nie wart,nic nie robię,nie ma mnie w domu,żyje obok.Powiedzialem teściowi,żeby wypierdalal.Zona stanęła za swoim ojcem,zaczęły się ciche dni.Tydzien później stanęło na tym,że składa papiery rozwodowe.Jestem w proszku.Mamy dwie wspaniałe córki,które odczują to najmocniej,najdotkliwiej mimo braku związku z tym wszystkim.Odkrylem,że żona wciąż jeszcze niebyła odnowiła kontakty z kochankiem z którym mnie zdradzała,oczywiście powiedziała że mam płacić alimenty jeszcze przed ich ustaleniem itd.Niestety popadłem w ruinę finansową,kredyt wciąż wisi niespłacony,żona niestety powiedziała,że nie będzie spłacać moich długow.Dom do czasu podziału majątku stoi,mieszka tam z naszymi dziećmi.Ja wróciłem do swoich rodziców,na stare smieci co jeszcze pogłębia moją frustrację i zaniża samoocenę,która jest i tak na wysokości mojej dupy.Zacząłem się kąpać na tym,że coraz częściej mam ochotę kupić flaszkę i nie iść do roboty.Do pracy chodzę żeby nie zwariować myśląc, mając zbyt dużo czasu wolnego ale flaszkę kupuje.Coraz częściej.Ostatnio nawet nie chce mi się wstać,pracować iść do ludzi.Kupuje i albo od razu się upijam i idę spać albo ślęczę nad nią i łzy cisna się do oczu.Zaczalem mieć samobójcze myśli,nie co dzień ale są takie dni że cały czas.Jestem świadom wielu rzeczy,może zbyt.Wiem,że zrujnowalem przyszłość swoich dzieci,że one odczują to wszystko najbardziej,że mogłem zapewnić im stabilizację finansowa na przyszłość,dobry start ale postanowiłem zbudować dom.Nic mnie nie cieszy