Forum dyskusyjne

RE: Zwykłe rozmowy.

Autor: Amelia55   Data: 2018-04-30, 15:20:57               

Bezogonka rzekła, że "pisząc w wirtualu każdy szuka uwagi i znajduje ją :)"
W zwykłych rozmowach w realu o to samo nam chodzi, czyż nie? Bo inaczej po co bysmy sie odzywali do ludzie, czy to partner, dziecko, koleżanka w pracy, przyjaciólka, siostra, sąsiadka, znajoma sklepowa, nieznajoma na przystanku autobusowym itd.
Mozna być stale otoczonym ludźmi, a wciąż miec niedosyt rozmów, jesli to są rozmowy w ktorych ktoś nie dość się nad nami pochyla... Mozna byc stale otoczonym ludźmi, a nie znaleźć nikogo kto akurat chce rozmawiać na interesujący nas temat... No to idziemy szukać wirtualnie...

Ja mam taki temat - czy rzeczywiście wszystko co się wiążę z ZAPLANOWANYM zdrowym stylem życia (różna aktywnośc fizyczna, różne diety, veganizm, mindfulness, minimalizm itd.)
- czy robimy to bo rzeczywiście chcemy być zdrowsi i dłużej żyć
- czy świadomie/podświadomie wierzymy że to nas uczyni nareszcie szczęsliwymi?
Szczęście według mnie to taki mityczny Święty Gral, z ktorego znalezienia robimy misję. Bo tak nam mass media mówią - mamy być szczęsliwi! Tak jakby stan poczucia szczęścia mozna było trwale osiągnąć?

Oczywiście że zdrowy styl zycia jest dobry, ale można go uprawiać mimochodem, np. każdego lata przechodzę naturalnie na wegetarianizm, bo jest mnóstwo świeżych warzyw i owoców, a jak są upały to nie mam ochoty na smażone kotlety. Uprawiam aktywnośc fizyczną, bo ulubionym rodzajem wakacji są góry. Rozumiecie o co mi chodzi, o to, żeby nie robić z tego religii. Moi dziadkowie żyli długo, niczego sobie w jedzeniu nie odmawiali, żadnej specjalnej aktywności nie podejmowali, suplementów nie łykali, i nie mieli żadnej z chorób przed którymi nas ostrzegają (żadnej cukrzycy, ciśnienia, cholesterolu, chorób serca).

Czuję się zastraszana (bo we mnie bardzo łatwo rośnie lęk) przez media. Ciągle więc coś robię, ale zdecydowanej róznicy w jakości mojego życia nie widzę. Co ciekawe lekarze do których chodzę i robię badania, żadnych radykalnych kroków podejmowac mi nie każą. Nie dlatego żebym wyniki miała idealne. Może dlatego że z wiekiem organizm się zużywa i dla nich mój stan jest normalny?

A tak się stresując że nie osiągnęłam tego co mi rózne autorytety psychoteraputyczne i autorzy coraz to nowych ksiązek pokazują - i tak się lękając że zmarnuję moje życie - nie moge odczuwac szczęścia przecież. A żyjąc w stresie to dopiero daję dobry grunt do wszystkich chorób! Ja uważam, że stres to zabójca, umysłu i ciała.

Oczywiście dopuszczam też możliwośc, że ten zdrowy styl życia jest tak popularyzowany, bo mnóstwo ludzi zarabia na tym, tak po prostu. Więc to jest tylko marketing, taki sam jak innych towarów rynkowych.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku