Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • Jestem mężatką,kocham zonatego

    Autor: MYSIA33   Data: 2009-07-13, 00:14:44               Odpowiedz

    Mam trzydzieści parę lat,męża kilkoro dzieci.Moim dramatem jest to że poznałam i zakochałam się w mężczyżnie który również ma rodzinę.Czuję jakbym dopiero teraz,po prawie 10 latach niezbyt szczęśliwego małżenstwa odnalazła tą prawdziwą połówkę.Ogromnie cierpię,miotam się bo jestem katoliczką i wiara ma ogromne znaczenie w moim życiu.Poza tym człowiek ten ma chorą żonę która kiedy się dowiedziała że jestem dla Niego kimś ważnym-błagała mnie żebym zerwała z Nim kontakt,że Ona ma tylko Jego,że całe życie Mu poświęciła.Chcę nadmienić że nie jesteśmy kochankami,nigdy nie byłam z Nim w łóżku,nasza miłość ma charakter platoniczny.Nie jestem szczęsliwa w małżenstwie,długo walczyłam o dobre relacje z mężem który pochodzi z rodziny alkoholowej(mnóstwo cierpienia i ,,akcji"z tym związanych mam za sobą),w dodatku jest emocjonalnie uzależniony od rodziców,dzisiaj bardzo mnie zabolało bo kiedy wypił piwo zaczął płakać i mówić że chciałby być z rodzicami(umarli jakiś czas temu)a mamy malutkie dzieci.Jest człowiekiem niedojrzałym psychicznie,emocjonalnie jednak w jakiś sposób jestem do Niego przywiązana,dzieciaki Go kochają mimo że nie poświęca Im dużo czasu.W stosunku do mnie już od dawna pozostaje oschły,marudny,drażliwy.Pewnie gdybym uparła się może mogłabym starać się o unieważnienie małżenstwa-zdarzało się że szantażował mnie już przed ślubem np,że jeśli z Nim zerwę zabije siebie albo kogoś innego,wiele przez Niego zniosłam bólu ale też dużo dobrego Mu zawdzięczam-jest pracowity,jakby nie było utrzymuje mnie i dzieci którymi się opiekuję,potrafi być troskliwy,załatwia różne sprawy związane z życiem codziennym itd.Tylko brakuje mi miłości,czułości,dobrego seksu.Moje prośby,uwagi lekceważy,puszcza mimo uszu,nie potrafimy ze sobą rozmawiać,żyjemy jakby w dwóch różnych światach.Z tamtym miałam niesamowity kontakt,zdarzało się że zaczynałam zdanie a On dopowiadał,potrafiliśmy porozumiewać się bez słów,niesamowita duchowa więż.Piszę w czasie przeszłym gdyż Ten którego kocham zerwał ze mną kontakt-jest człowiekiem odpowiedzialnym,uczciwym,bardzo szlachetnym-takim niedzisiejszym.Napisał że nie mógłby żyć z wyrzutami sumienia że skrzywdził żonę,moje dzieci,męża-że obowiązuje Go przysięga małżenska,że nie chce dopuścić do tego żeby Jego żona zrobiła sobie wroga z niewinnego człowieka(czyli mnie)że poniósł wielką ofiarę w imię odbudowy swojego małżenstwa,że być może nie rozumiem motywów Jego zachowania(stał się wobec mnie bardzo oficjalny)ale On uważa że tak musi być,że mój mąż i dzieci mają tylko mnie-prosi żebym Go nie szukała,nie pisała.....Myslałam że serce mi z bólu pęknie kiedy to przeczytałam,już sama nie wiem co to wszystko ma znaczyć,czy cokolwiek czuł do mnie,tak bardzo tęsknię za Nim.On nie jest jakimś cynicznym cwaniaczkiem,lowelasem jakich pełno zwłaszcza w necie-wydawało mi się że Mu zalezy na mnie,ja również nie chcę krzywdzić nikogo ale bardzo tęsknię,brakuje mi Jego,rozmów z NIm,Jego ciepła,poczucia humoru,wrażliwości,zainteresowania......tego wszystkiego czego nie dostałam od męża.Staram się zniszczyć w sobie to uczucie bo mam wrażenie ze to złe,że grzech,że złamanie Bożego przykazania ale do serca żadne logiczne argumenty nie trafiają-proszę ,poradżcie



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: wiki112   Data: 2009-07-13, 09:46:02               Odpowiedz

      Jestem w podobnej sytuacji.
      Pokochałam żonatego mężczyznę, on pokochał mnie. Oboje zdajemy sobie sprawę z tego, że nie zostawimy naszych partnerów, dzieci, aby być ze sobą. I brniemy w to dalej i jest coraz bardziej ciężko. Ciężko jest z tym skończyc, ciężko pogłęiać naszą znajomość... Wiem, że krzywdzę swoich najbliższych i najbliższych mojego ukochanego, ale ie umiem zrezygnować. Stoję przed ogromnym dylematem - co dalej?



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: Irisa   Data: 2009-07-13, 10:09:51               Odpowiedz

        Kobieto- uszanuj jego decyzje skoro tak bardzo Ci na nim zalezy,on podjal juz swoja decyzje odnosnie swojego zycia.Uwierz mi - najlepsza jaka mogl podjac...i Ty uszanuj swoja przysiege malzenska- rozmawiaj z mezem pros czego Tobie brakuje a nie szukasz tego na zewnatrz...i pogodz sie z tym czego miec nie mozesz.pozdrawiam



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: m1basia   Data: 2009-07-13, 18:45:58               Odpowiedz

      Mysia.
      Mezczyzna,ktorego poznalas, jest dla Ciebie tym, jakim nie jest twoj maz. Pomysl sobie, kazdy zonaty mezczyzna jest idealem dla drugiej kobiety. Czy sadzisz, ze bylby taki sam gdybyscie byli ze soba na codzien. Dlatego zapamietaj sobie te dobre chwile i spojrz na swojego meza tak jakbys patrzyla na tamtego, co on zrobil co pwoiedzial postaraj sie znalezc to w swoim mezu. On ma chora zone ma dzieci i
      duzo obowiazkow, wiec odejdz z jego zycia, tak Cie prosil, to najlepsze co mozesz zrobic.
      Pozdrawiam



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: Mysia344   Data: 2009-07-13, 19:30:27               Odpowiedz

      Macie rację choć nie macie pojęcia ile złego zafundował mi mąż więc gdybym chciała odpłacić pięknym za nadobne nie powinnam w ogóle mieć skrupułow,a mam.Jednak tak jak piszecie uszanuję Jego wolę choć myślę że nadal mnie kocha bo nie chcę się narzucać i budować szczęscia na czyichś łzach.Takie podwójne życie wykańcza zresztą.Po prostu napisałam list pożegnalny i muszę to w sobie stłumić dla dobra dzieci i pozostałych.Nie nawiążę z Nim żadnego kontaktu już nigdy więcej,to najsłuszniejsze choć strasznie bolesne wyjście,dziękuję Wam



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: serce   Data: 2009-07-13, 19:39:36               Odpowiedz

        i tak chyba będzie najlepiej.
        Pomyśl o dzieciach,którzy mają ojca alkoholika.Fundujesz im na przyszłość,że będą DDA.On jest alkoholikiem,uzależnionym od rodziców,więc po co z nim jesteś?



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: slonce8   Data: 2009-07-28, 09:35:03               Odpowiedz

      Marysiu, jestem w podobnej sytuacji,. Pomimo, że jeszcze nie rozstałam się z moim ukochanym, sytuacja jest dramatyczna. Jestem zrozpaczona . Te rady, które udzielili uczestnicy forum, są bardzo logiczne i sensowne, tylko co zrobić z sercem? Nikt tego nie zrozumie, kogo to nie spotkało. Łatwo radzić na zimno, z boku ale to nie jest tak proste, gdy spotyka się miłość swojego życia a wszystko jest przeciw niej. Chciałabym z tobą porozmawiać, bo nikt nie potrafi mnie pojąć, doradzić. Jeśli ty również miałabyś taką potrzebę , proszę o kontakt poza forum na adres: slonce8.67@o2.pl



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: ambasadorzycia   Data: 2009-07-28, 09:45:48               Odpowiedz

        Jezuuu...jak Wy to robicie??...szok...:P



        • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

          Autor: slonce8   Data: 2009-07-28, 10:13:10               Odpowiedz

          Otóż nic nie robiłam, niczego nie szukałam, to przyszło samo: fascynacja a potem uczucie Pojawiło się wręcz wbrew mojej woli i logice.Potwornie trudno zrezygnować z miłości, bo daje taki poczucie szczęścia ale i ogromny ból i wyrzuty sumienia.Nigdy wcześniej nie sądziłam, że to może mi się zdarzyć.



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: majunia:))   Data: 2009-07-28, 10:14:19               Odpowiedz

        Skąd możesz wiedzieć czy to miłość życia?Żyjesz z nim na co dzień?Mieszkacie,rozwiązujecie wspólnie problemy?Nie!Każdy jest cudowny gdy jest tylko na słodkie chwile,NA CHWILE!Ale w życiu codziennym ten cudowny i jedyny może okazać się nieodpowiedzialnym człowiekiem.
        Na dwoje babka wróżyła.



        • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

          Autor: slonce8   Data: 2009-07-28, 10:26:36               Odpowiedz

          A jeśli jest wręcz przeciwnie i tylko dlatego, że to naganne z punktu widzenia moralności, podejmie się decyzję o rozstaniu. Jeśli z obu stron jest to coś niezwykłego , co nigdy się jeszcze nam nie zdarzyło. Jak dalej żyć i mieć świadomość, że zrezygnowało się z miłości swego życia. Nie jestem młodziutką dziewczyną, jestem mężatką od ponad 20 lat. Czy sądzisz, że to tylko głupie fantazje. Nie, to nie prawda, zapewniam.



          • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

            Autor: majunia:))   Data: 2009-07-28, 10:33:47               Odpowiedz

            Mieszkałaś z nim,tak?Żyłaś z nim,rozwiązywałaś problemy dnia codziennego?Był w chwilach szczęścia i kryzysu?Żyliście przez kilka lat?Tych pytań może być całą masa. Nie mogłaś z nim być z punktu widzenia moralności?Lepiej oszukiwać siebie,męża,dzieci i wszystkich w koło,byle nikt nie zauważył,tak?to jest dwulicowość Moja Droga.Co Ciebie(Was)obchodzą ludzie jeśli to takie uczucie jak piszesz.
            Zapewniam Cię,że z czasem każde wielkie uczucie przemija.Jedno zmienia się w przyjaźń,inne znika całkowicie.Ale żeby mówić o wielkim miłości najpierw należy przeżyć z tym człowiekiem kilka lat,chyba że chodzi tylko o romans,motyle w brzuchu,itd.Tylko co to ma wspólnego z miłością?



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: pasja   Data: 2011-01-24, 11:46:05               Odpowiedz

        "..tylko co zrobić z sercem? Nikt tego nie zrozumie, kogo to nie spotkało. Łatwo radzić na zimno, z boku ale to nie jest tak proste.."

        POMYŚL CO Z SERCEM TYCH ZDRADZANYCH, PORZUCONYCH...PO DRUGIEJ STRONIE SĄ WSPÓŁMAŁŻONKOWIE NIEJEDNOKROTNIE BARDZO KOCHAJĄCY, UFNI..., A OSZUKIWANI...ZDRADZANI...W IMIĘ PARCIA DO SZCZĘŚCIA, CZĘSTO PO TRUPACH DO CELU W IMIĘ MIŁOŚCI WŁASNEJ Z PRZEKONANIEM, ŻE OTO WŁAŚNIE MNIE SIĘ NALEŻY...TO JA MAM PRAWO DO SZCZĘŚCIA, A ŻE PRZY TYM POCHARATAM KOMUŚ ŻYCIE TO PIKUŚ....i powiem rozumiem doskonale ból i cierpienie...i nie chciałabym być nigdy w życiu sprawczynią takiego cierpienia jakiego doświadczyłam
        i jakiego doświadczyły osoby zostawione często po kilku-kilkunastu latach małżeństwa i uwierz z powodów bzdurnych,
        rozdmuchanych na potrzeby zaspokojenia własnego ego...



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: slonce8   Data: 2009-07-28, 10:56:17               Odpowiedz

      Dobra, wiem co myślisz, sama miałam podobne poglądy, do czasu. Nic nie jest tak proste. Nawet nie chce mi się tego nikomu tłumaczyć, bo po co? Zapewniam jedynie, że życie weryfikuje nasze poglądy, a uczucia to nie jest sfera , która poddaje się chłodnym kalkulacją. Może szkoda, bo łatwiej byłoby żyć



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: anuleczka   Data: 2009-07-28, 11:20:29               Odpowiedz

        Majunia słynie z tego typu komentarzy, zapewne w dobrej wierze by małzenstw nie rozbijac, nie myslac o tym iż sztucznie utrzymywany twór zaciska coraz mocniej swoje kajdany na sercu...w małzenstwie jesli wszystko jest w porzadku i jest wielka miłosc, nawet jesli emocje opadły to jest dojrzała, nie ma miejsca na porywy serca, fascynacje, poszukiwania. Ale być moze dla niektórych realnosc i twarde stapanie po ziemi jest motywem przewodnim ichniego zycia. Jak widac nie dla wszystkich.
        Ja jestem juz po identycznych doświadczeniach. Dla miłości swojego zycia (bo to sie wie)rozwiodłam sie, i jestem szczesliwa. Podjełam ryzyko, po bardzo długich przemysleniach, stwierdziłam albo sie przekonam i wyjdzie, albo nie wyjdzie i bede lizac rany do konca zycia. Wyszło... Na takie sytuacje nikt nie da Ci dobrej rady. Słuchaj siebie, co Ci serce podpowiada...serce ma swoje racje, których rozum nie zna, wiedza to wszyscy dla których miłość jest najwazniejsza i uwaga, dla tych którzy jej zaznali. :)
        pozdrawiam



        • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

          Autor: slonce8   Data: 2009-07-28, 11:37:50               Odpowiedz

          Dziękuję ci Anuleczko. Widzę , że wiesz o co mi chodzi. Podziwiam cię, że podjęłaś ryzyko i cieszę się że ci się udało. Wiem jakie to trudne, jak człowiek się miota, gdy musi podejmować takie decyzje. Ja jeszcze nie wiem jak postąpię i co przyniesie mi los. Jakie będą decyzje tej drugiej strony? Wiem o czym marzymy ale czy wystarczy odwagi? Czy warto wszystko położyć na jedną szale w poszukiwaniu szczęścia, czy żyć z żalem w sercu? Ja myślę , że warto ale czy nie zostanę z tą odwagą sama. Tego się boję. Czas pewnie pokażę.



          • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

            Autor: anuleczka   Data: 2009-07-28, 11:49:08               Odpowiedz

            gdyby ludzie z góry wiedzieli co ich czeka....nikt nie wie co im los pod nogi rzuci, jeden sie potknie i zastanowi po co, a drugi przejdzie i pojdzie dalej. Ja uwazam ze po cos to sie dzieje, ze wszsytko ma swój sens, tylko trzeba umiec z tego odpowidnio skorzystac.
            Jak widze było mi prosciej bo u mnie decyzja z drugiej strony była tylko jedna "pakuj sie kochanie" po kolejnym płaczącym telefonie do niego, ze nie mam juz siły tkwic w tym w czym tkwie, w ciagu kilku dni zmieniłam prace miasto szkołe dla dziecka, wszystko zmieniłam...w koncu kocham i jestem kochana, niczego nie załuje..



          • anuleczka...

            Autor: eska   Data: 2009-07-28, 12:40:20               Odpowiedz

            Jezu,jak ja bym chciała się spotkać z taką osobą jak ty.Mój wątek "Jak się do cho....odkochać"?jest o tej samej lub bardzo podobnej sytuacji.Przeczytaj i poradz mi coś z własnego doświadczenia bo widzisz,ja nie mam w kręgu osób,które mogą mi pomóc.Wszyscy tylko umieją potępiać!
            Sytuacja mnie przerosła,

            a on kolejny dzień dzwoni a ja nie odbieram.Serce mnie boli,ale muszę być twarda...i wiesz co,chyba podświadomie czekam na takie zdanie,"pakuj sie"...
            a z drugiej str to się ciągnie półtora roku i każde się chyba boi tej decyzji.

            Mam do Ciebie tyle pytań...ile to u ciebie wcześniej trwało,czy on był wolny,jak układało ci się w małżeństwie?mój syn jest bardzo za mmężem...to byłby egoizm.wielki



          • RE: anuleczka...

            Autor: eska   Data: 2009-07-28, 12:47:43               Odpowiedz

            Jeszcze coś napisze...dziesiątki razy zrywaliśmy kontakt,biliśmy się z myślami,że to nie tak,on nie jest sam.Ma dziewczynę od 7 lat i tak jak ja...żyje w próżni.Wegetacja,brak entuzjazmu z życia.

            Gdy się jest wrażliwym człowiekiem,to nie zrobi się świństwa odchodząc z dnia na dzień od osoby-która ci e kocha,a to,że ktoś napisze że to niemorale.Owszem,ale gdyby tych pewniaków spotkało coś takiego to może oni odważyli by się odrazu przerwać całą sytuacje.Albo poprostu niewiedzą co to znaczy tak się zakochać,żeby nie widzieć świata.Przecież nikt tego nie przewidzi!

            A tak odnośnie,czy się wie,że to miłość...hm,tego się nie wie...to się czuje...



          • RE: anuleczka...

            Autor: anuleczka   Data: 2009-07-28, 13:41:41               Odpowiedz

            Podaj mi GG jesli masz, jak znajde chwilke to napisze do Ciebie.



          • RE: anuleczka...

            Autor: eska   Data: 2009-07-28, 13:48:28               Odpowiedz

            niestety nie mam gg,komputer się popsuł i jak naprawiałam ,to mi zresetowali,a poczte mam wspólną z męzem,więc chyba możemy popisać tylko tu:-(



          • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

            Autor: Agnes07   Data: 2009-07-31, 21:18:09               Odpowiedz

            Wydaje mi się,ze juz nie będziesz potrafiła odnalezc się w obecnym związku.Ja odeszłam. Sama nie wiem czy dla tych wszystkich smutnych chwil,które pózniej nastąpiły i pojawiają się nadal było warto.Moze mogłam zostac w poprzednim związku i liczyc na lepsze czasy??Nie załuję,iz poznałam człowieka,którego bardzo kocham i ten stan jest niezmienny.



          • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

            Autor: impera3   Data: 2009-08-25, 11:20:25               Odpowiedz

            Jestem mężatką i kocham żonatego. On mnie też kocha, wiem to. Wiemy też to, że nie wolno nam niszczyć naszych związków małżeńskich. Kochamy się, tęsknimy do siebie niemiłosiernie, cierpimy i szalejemy ze szczęścia jeżeli uda nam się urwać z życia kilka wspólnych godzin. Co będzie dalej? Postanowiliśmy się nad tym nie zastanawiać, Czas sam zweryfikuje wszystko. Czasami jest bardzo trudno tak żyć, ale w końcu sami sobie zgotowaliśmy ten los. Narazie doszliśmy do wniosku, że nadajemy sens swojemu życiu. Do naszej miłości podchodzimy na tyle na ile można rozsądnie. Narazie nie żałujemy niczego i mamy nadzieję, że los okaże się dla nas w miarę łaskawy. To co nas łączy sprawia, że jesteśmy szczęśliwi i nie potrafimy z tego zrezygnować chociaż zdajemy sobie sprawę iż być może w każdej chwili będziemy musieli jakoś poradzić sobie z tym bez siebie. Czy chciałabym być jego żoną? Raczej nie. Czy on chciałby być moim mężem? Raczej nie. Boimy się, że wtedy ten cały czar, który nas otacza by prysł. Może kiedyś, może będzie taka możliwość będziemy mogli być razem. Wspólne pasje i niesamowite zrozumienie siebie pozwoli nam razem być i kochać się do końca swoich dni , tego nie wykluczamy. Narazie jest dobrze tak jak jest, chociaż czasami bardzo boli. Słowo "chcę" musimy zamieniać ciągle na "mogę". Wolimy takie cierpienie niż istnienie bez siebie.



        • RE: do anuleczki

          Autor: majunia:))   Data: 2009-07-28, 14:56:09               Odpowiedz

          Rozbawiłaś mnie.Uważam,że jeśli nam coś nie pasuje to należy to zmienić,a nie pod płaszczykiem moralności tkwić w chorym układzie!!!
          Wszystko wygląda fajnie gdy jest nieosiągalne,a rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana!
          Moja znajoma miała kochanka przez bodaj 17lat.Po maturze dzieci mieli być razem,pech chciał,że w trakcie gdy jej syn zdawał egzaminy,ona odkryła,że ten cudowny i jedyny nie jest taki cudowny.Efekt?Załamanie nerwowe!A mąż ten niedobry,odstawiony na boczny tor znalazł sobie kogoś i odszedł.Nawet nie wiem czy wiedział o romansie.Chyba podejrzewał,że żona kogoś ma,ale czy wiedział?
          Jestem za uczciwością w związku!



          • RE: do anuleczki

            Autor: anuleczka   Data: 2009-07-28, 15:01:23               Odpowiedz

            To dobrze ze umiesz sie jednak usmiechac, a za uczciwoscia tez jestem ale we własciwym zwiazku. A nie ze pierwszy to własciwy i jedyny, moze dla Ciebie



          • RE: do anuleczki

            Autor: majunia:))   Data: 2009-07-28, 15:08:18               Odpowiedz

            A czy ja gdziekolwiek napisałam,że pierwszy związek ma być po grób,choćby pił i bił?Nie przesadzasz?UWAŻAM,ŻE NALEŻY BYĆ UCZCIWYM.JEŚLI NAM ZWIĄZEK NIE PASUJE,TO ZRÓBMY COŚ,BO MOŻE SIĘ KIEDYŚ OKAZAĆ,ŻE NIE MAMY NIC,tak jak moja znajoma.



          • RE: do anuleczki

            Autor: anuleczka   Data: 2009-07-29, 07:37:36               Odpowiedz

            Współczuje Twojej znajomej, natomiast jej przypadek nie wpływa na wynik innych przypadków, "..zróbmy cos.." co według Ciebie ma zrobic kobieta która nie kocha meza i chce odejsc? ma zostac na siłe zeby nie okazałao sie ze byc moze zostanie sama...szczezrze mówiac i tak wolałabym to rozwiazanie niz tkwienie w chorym układzie bez miłosci szacunku i zrozumienia, a Twoja znajoma najwidoczniej sama ze soba ma problem bo lepszy rydz niz nic...niektóre kobiety nie maja za grosz honoru i szacunku dla samej siebie



          • RE: do anuleczki

            Autor: majunia:))   Data: 2009-07-29, 07:58:33               Odpowiedz

            Zastanawiam się czy masz problem ze zrozumieniem tego co napisałam?Nigdy,przenigdy nie uważałam,że lepiej zostać niż spróbować.Na pewno nie lepiej zostać:
            "bo tak łatwiej,bo gdzie ja znajdę innego".Niestety wygodnictwa jest więcej,na forum również to widać.
            Ale na miły bóg nie róbmy z jakiegoś tam kolesia,z którym miło nam się rozmawia,jest szarmancki przez kilka godz.w tygodniu,a wreszcie z którym dobrze nam w łóżku,miłości życia.Czy będzie on miłością możemy się przekonać dopiero gdy będziemy wspólnie żyć.Fakt faktem można czuć,że to TO,ale ile jest takich przypadków,a ile jest rozczarowań?To trochę tak jak z przyjaźnią.trzeba zjeść beczkę soli,by się przekonać kto przyjaciel,a kto wróg.



          • Do Majunii

            Autor: anuleczka   Data: 2009-07-29, 10:40:27               Odpowiedz

            "Mieszkałaś z nim,tak?Żyłaś z nim,rozwiązywałaś problemy dnia codziennego?Był w chwilach szczęścia i kryzysu?Żyliście przez kilka lat?Tych pytań może być całą masa. Nie mogłaś z nim być z punktu widzenia moralności?Lepiej oszukiwać siebie,męża,dzieci i wszystkich w koło,byle nikt nie zauważył,tak?to jest dwulicowość Moja Droga.Co Ciebie(Was)obchodzą ludzie jeśli to takie uczucie jak piszesz.
            Zapewniam Cię,że z czasem każde wielkie uczucie przemija.Jedno zmienia się w przyjaźń,inne znika całkowicie.Ale żeby mówić o wielkim miłości najpierw należy przeżyć z tym człowiekiem kilka lat,chyba że chodzi tylko o romans,motyle w brzuchu,itd.Tylko co to ma wspólnego z miłością?"

            By nie wyjść na ignorantkę wróciłam do wczesniejszych wypowiedzi, by sie zarazem upewnic....
            To Twój post prawda?
            Zatem jak według Ciebie mam to rozumiec?
            Twoje argumenty dla mnie sa mało logiczne, i często nie do zastosowania. Nie ma reguły na udany zwiazek, nie jest tez powiedziane ze te dłuzsze sa trwalsze, lepsze. Nie uwazam ze trzeba lat czy iluś tam beczek soli, by kogos poznać. Nie znasz Pani "kolesia" wiec co mozesz na ten temat powiedziec, a kilka zdan autorki opisujacych to troszke za mało by móc wyrobic sobie opinie, zwłaszcza tak negatywna jak Twoja. Co do przypadków i rozczarowan, takie zycie, ale w totka gra znaczna czesc narodu i zyje, a nie wygrywa, wiec po co to robi? bo ma nadzieje, w w/w opisanym przypadku na miłośc i szczescie...
            Zywie gorące przekonanie, ze za to Ty problemów ze zrozumieniem nie miewasz.






          • RE: Do Anuleczki

            Autor: slonce8   Data: 2009-07-29, 13:12:44               Odpowiedz

            Jeszcze raz dziękuję za wsparcie i obronę. Właśnie sęk w tym że łatwo jest wydawać sądy, gdy patrzy się bez emocji. Człowiek jednak czasem jest tak zagubiony i załamany, że potrzebuje chociaż tego, aby go wysłuchano. To jak będzie postrzegany przez ,,społeczeństwo" wiadomo i bez złośliwych komentarzy.



          • RE:Chodzi dokładnie o jedno...

            Autor: majunia:))   Data: 2009-07-29, 13:22:26               Odpowiedz

            Póki go nie poznasz w życiu codziennym nie mów,że to wielka miłość,dlaczego?Bo serce czasami z potrzeby kochania może się pomylić i nie idzie w parze z rozumem.Jeśli chcesz odejdź,spróbuj,bo życie jest jedno ale póki nie sprawdzisz nie mów,że to taka wielka miłość.Nie wszystko złoto co się świeci,niestety.
            Ale tak jak napisałam jestem za prawdą,a nie życiem w kłamstwie.



          • RE:Chodzi dokładnie o jedno...

            Autor: anuleczka   Data: 2009-07-29, 13:36:59               Odpowiedz

            Majuniu ...
            czy Tobie sie cos takiego przydazyło? Moja droga jesli nie to zapewniam Cie nie wiesz o czym piszesz, i jestem w stanie to nawet zrozumiec. Człowiek min uczy sie przez doswiadczanie, ale dla Twojego dobra lepiej by było gdybys tego nie doswiadczyła, bo o zgrozo znajac Twoje poglądy juz widze Twoje dylematy, choc z drugiej strony zabawnie byłoby poczytac czy posłuchac co wtedy bedziesz miała do powiedzenia/napisania, licze takze w takiej sytuacji na Twoja szczerość.



          • RE:Chodzi dokładnie o jedno...

            Autor: majunia:))   Data: 2009-07-29, 13:49:16               Odpowiedz

            Z całym szacunkiem gdybym chciała,to już dawno opisałabym swoją historie.Nie chcę,nie mam ochoty,zresztą to już dawno skończone i nie ma do czego wracać.Popatrz ile w okół nas jest romansów,które nie prowadzą do niczego innego,ale większość niby tak bardzo się kocha,prawda?A dlaczego nie spróbują?Wolą mieć ciastko i zjeść ciastko.Kochanek,kochanka zawsze będzie lepsza od męża czy też żony,bo z tą osobą nie podejmujemy wiążących decyzji,które mają wpływ na dalsze życie rodziny.Kochanek i kochanka to jak niespełniona bajka,dlatego tak bardzo są atrakcyjni,cudowni,kochani.
            Dlatego właśnie bywają miłością życia,a gdy przyjdzie jakimś cudem żyć z tym bóstwem,dopiero wychodzi prawda o człowieku.
            Niestety często na następnego partnera wybieramy kogoś podobnego pod wieloma względami do poprzedniego,a tego na randkach i to potajemnych nie widać.



          • RE:Chodzi dokładnie o jedno...

            Autor: anuleczka   Data: 2009-07-29, 14:05:42               Odpowiedz

            Kazdy ma swoje doświadczenia, juz teraz rozumiem skad to Twoje stanowisko, to mam nadzieje ze i moje jest zrozumiałe. Mój maz jest zupełnie inny od poprzedniego, i mysle ze nie jestem wyjatkiem. Dlaczego sie rozwiodłam? bo podwójna moralnosc nie lezy w mojej naturze, a jesli inni ludzie godza sie na role kochanki/kochanka to juz jest ich sprawa i sprawa ich sumienia. Nie lubie uogólnień i generalizowania, sa tacy co lubia te ciastka jesc i miec, i sa tez inni, bezciastkowi.



          • RE:Chodzi dokładnie o jedno...

            Autor: majunia:))   Data: 2009-07-29, 14:16:18               Odpowiedz

            Ale chyba przyznasz mi rację,że tych babrających się jest więcej?
            A "on" nie był zły,ale pewnych spraw nie da się przeskoczyć..
            Dlatego uważam,że najpierw trzeba kogoś poznać,by móc mówić o miłości życia.Chyba,że miłość ma być ulotna jak w wierszach z epoki Romantyzmu.



          • RE:Chodzi dokładnie o jedno...

            Autor: anuleczka   Data: 2009-07-29, 14:25:49               Odpowiedz

            Jest wiecej...swiadczy to jedynie o słabych podstawach zawieranych zwiazków, byle kryzys i kochanek na boku, a czym jest potrzeba miłości? Jest brakiem miłości. Zostaje sie zwykle z wygodnictwa, a za swoje czyny trzeba umiec ponosic konsekwencje , jesli to miłosc zycia to isc za nia, jak okaze sie ze nie to po co wracac do zwiazku który ta miłoscia nie był, bo z braku laku dobry kit? Po jakims czasie pojawi sie nowa wielka miłosc i tak mozna w kołko, ale tylko dlatego ze jej sie zwyczajnie w zwiazku nie daje i nie otrzymuje. To jest tylko przyczyną.



          • RE:Chodzi dokładnie o jedno...

            Autor: rrooss   Data: 2009-07-31, 22:26:31               Odpowiedz

            milosc czym jest.wyszlam za maz bez milosci wpadka.po wielu latach nieszczesliwego zycia odkreyłam nagle ,ze to ja ponosze wine, malo tego ze ja kochami byc moze jestem kochana.Ale niestety ciagle zale pretencje zepsuły to co
            bylo ,teraz widze,ze bardzo duzo mojej winy,to ja nie wiedzialam jak zyc ,jak postepowac ,czego chciec od zycia.
            Teraz wiem ,ale niestety nie potrafilam uchronic meza,dzieci przed stresami,To dzieci mowily mamo czemu krzyczysz ,przecie tata nic nie mowi.Nie mowil ,ale pił, to bylo dla mnie gorsze od zdrady ,nie wiem czy to prawda -ale tak to odczuwalam.Kazdy potrzebuje milosci ,a tak malo jej dostalam i tak malo jej dałam.



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: basia11   Data: 2009-07-29, 15:29:58               Odpowiedz

      Jestam mezatka.Niedawno odkrylam ,ze mojego meza chce zdobyc 24-latka.Szukala faceta ustatkowanego,ze stalym zarobkiem i stanowczego.Moj maz oprocz stalej pracy ma jeszcze zainteresowania muzyczne.Gra po weselach i innych imprezach.Wiec dziewczyny do niego lgna.Mamy z mezem po 40 lat,chociaz na nie nie wygladamy.Mialam wiele powodow zeby podejrzewac meza o zdrade.Nigdy nie mialam na to jasnch dowodow.Musze mu wierzyc na slowo,bo po prostu go kocham.O tej dziewczynie powiedzial mi sam,chociaz ja obserwowalam zachowanie jej juz duzo wzcesniej.Chcialam sie przekonac czy bedzie ze mna szczery.Dal dziewczynie do zrozumienia,ze nic z jej planow nie bedzie i od tej pory nie pojawila sie w naszym zyciu.W T woim przypadku nie ciagnelabym tego malzenstwa na sile.Dwoje ludzi musi sie kochac,zeby byc ze sba na dlugie lata.Dzieci tez wyczuwaja sztucznosc uczuc.Ale tez nie staraj sie rozbijac innego zwiazku.Uwazam ,ze lepiej zyc samej z dziecmi i znalezc sobie dobrych przyjaciol niz meczyc sie cale zycie i udawac,ze jest dobrze.



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: Angela   Data: 2009-07-31, 22:04:41               Odpowiedz

        Skoro z mezem taka tragedia najlepiej rozwiazac toksyczny zwiazek. Co do nowo poznanego pana, pierwsze zauroczenie niewiele ma wspolnego z zyciem jakie wiedziesz u boku swojego meza. Otoz zastanawiajace jakby to zycie wygladalo po 10 latach u boku owego pana..? Nie idealizuj tego faceta, zycie wszystko weryfikuje. Potrzebujesz zmiany i wyzwolenia, zrob to sama. Nakrecasz sie ze to ten ktorego szukalas, on ma rowniez wady ktorych nie widac. Ochlon troche i zastanaow sie na spokojnie. Chcemy wierzyc w te wszystkie piekne dyrdymaly o jedynym, ale prawda jest taka ze przez iles lat ze swoim mezem sami pracowaliscie na wyglad waszego zwiazku i fat ze on teraz jest nie satysfakcjonujacy jest tylko wynikiem waszych dzialan, skoro braklo wam umiejetnosci to ulozenia zwiazku w dobrym kierunku nie sadze by cokolwiek sie zmienilo z innym partnerem. Pk chwilowej fascynajcii, przyjdzie proza, ot taki maly zarcik naszego ukladu hormonalnego. Zupelnie jak w przypadku twojego malzenstwa.
        Pozdrawiam
        Angela



        • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

          Autor: ania7   Data: 2009-08-01, 12:32:26               Odpowiedz

          Czytam i czytam, że ma rozmawiać z mężem, że mąż ma jej dać to czego pragnie itp. A kiedy on jej coś takiego dał? Kiedy w ogóle miał na to ochotę? Cierpi w imię wiary przy boku zachlanego, niedojrzałego dupka, a wszyscy jej tłumaczą jak to trzeba walczyć o małżeństwo. Paranoja! Ona ma prawo do szczęścia, a nie do cierpienia. Skończcie z tym grzechem i umoralnianiem i tak do szpiku moralnej kobiety.



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: lezka1   Data: 2009-08-08, 20:19:54               Odpowiedz

      Witaj !
      Przeczytalam wszyskie wypowiedzi - jestem,bylam (sama nie wiem) w podobnej sytuacji ,moje małżeństwo podobie do twojego -dwa różne światy ,zero porozumienia i pojawił się ON.Miał zone i dziecko.Wspólne rozmowy potem wyjazdy itp.Zakochalam się i czulam się kochana(kto tego nie przezyl nie zrozumie).Podobie jak ty jestem katoliczka ,miałam wiele dylematów.Rozwiodlam się z męzem,zostawiłam dom i wszysko co kochalam ,zabrałam dzieci(prawie dorosłe)i wyprowadzilam sie.On też się rozwiódł ale nie mieszkaliśmy razem ale spotykaliśmy sie codziennie,była wielka miłość i .... . No wlaśnie i ... nie wiem i nie rozumiem tego co sie stalo.Nie chciałam być kochanką , chciałam abysmy stali się rodzina,zamieszkali razem,razem zasypiali i razem sie budzili,ciągle mi Go było mało,bardzo Go kochałam,czegos takiego nigdy nie przezyłam.I gdy wydawało się że jesli dwoje ludzi nawet po przejściach sie kocha to powinno się udać,ale nie ON nagle stwierdzil że potrzebuje czasu,że jego dziecko nieakceptuje mnie i jak On ze mną zamieszka to syn zerwie z nim kontakt itp.Przestalismy się spotykać ,ale cały czas GO kocham,wpadlam w depresje,nie moglam funkcjonować ,moje życie bylo wegetacja i nadal jest.To w skrócie o mojej wielkiej milości.Bardzo bym chciała aby się zakończylo inaczej ,dlatego rozumiem co przeżywasz ale nie potrafie Ci doradzić.Każdy czlowiek jest inny i inne są oblicza tzw.WIELKIEJ MILOSCI . Wspólczuje bo wiem jak wieki ból przeszywa twe serce .Trzeba czasu tak mówia ale w moim przypadku i czas nie wiele pomaga bo z mojej strony to jest/było WIELKIE<PRAWDZIWE UCZUCIE.



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: Nastusia   Data: 2009-08-08, 20:26:41               Odpowiedz

        Co było dobre,a co złe można ocenić pod koniec życia. Jak to się mówi? Było miło ale się skończyło,bo wiedział,że teraz nie byłabyś jedynie kochanką. Otrząsnął się,gdyż czekałoby was życie na co dzień. Nie masz pewności czy TA CUDOWNA I JEDYNA WIELKA MIŁOŚĆ PRZETRWAŁABY próbę czasu,problemów dnia codziennego,etc. Można rzec jeden problem i już podkulił ogon i zwiał.



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: monikagie   Data: 2009-08-25, 11:27:36               Odpowiedz

      Jesli jesteś katoliczką i wiara ma ogromne znaczenie w Twoim zyciu to podstawową rzeczą jest modlitwa. To zdarza się w małżeństwach. Ma prawo, tym bardziej, gdy w małżństwie niezbyt dobrze się układa. Ale nie ma prawa się rozwijać.
      Przecież wiesz, że On Ci pomoże. Nie nasze porady, nie słowa tylko pomoc z góry. Wyżal się. Pomoc przyjdzie niebawem :)



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: monikagie   Data: 2009-08-25, 11:32:14               Odpowiedz

      Chcę dodać, że mężczyzna, którego "kochasz" postąpił bardzo dojrzale. Jestem pod wrażeniem :) Brawo.. A serce szlachetnieje...

      Jeśli mąż Cię przed ślubem szantażował to nie wiem czy w ogóle to małżeństwo jest ważne w oczach Boga.. hmm.. Ale nie łącz tego faktu z tamtym mężczyzną.



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: chimera   Data: 2010-05-20, 12:43:43               Odpowiedz

      Witaj Marysiu,czytając Twój list mam wrażenie, że czytam o sobie samej. Z doświadczenia wiem, że najgorsza w Naszej sytuacji jest bezradność i wielka samotność. Otaczają Nas najbliżsi, dzieci, mąż, rodzice, a ludzie wokół myślą, że jasteśmy szczęśliwą rodziną i tylko Ty wiesz co dzieje się w Twoim sercu.Masz wrażenie, że nikomu nie wolno wyjawić, bo i tak nikt nie zrozumie. Tylko ktoś kto przeżywa podobnie umie spojrzeć łaskawie i ze zrozumieniem. Szczerze Ci współczuję, pewnie jak ja rozpaczliwie próbujesz się pozbierać i naiwnie wierzysz, że wszystko się wyciszy i staniesz na nogi. Jestem jak w letargu, mechanicznie robię wszystko, by nikomu niczego nie brakowało w domu. Nie potrafię już tylko udawać, że kocham męża. Patrzę na siebie i próbuję zrozumieć co się stało, dlaczego wtedy zrobiłam ten krok, od którego wszystko się zaczęło między mną a Nim. Nie sądziłam, że wystarczy niewinna rozmowa z mężczyzną, by Go tak pokochać. Nie wiedziałam, że potoczy się wszystko tak lawinowo, a ja sama poczuję, że nie mam na to żadnego wpływu. Nie będę przestrzegać innych kobiet przed takimi związkami.Nie umiem, bo to co spotkało mnie to najpiękniejsze chwile w moim życiu - śmiech i łzy, zaufanie i bezpieczeństwo, tęsknota i spełnienie, podróż w najgłębsze zakamarki własnej duszy. Nigdy bardziej nie byłam sobą i nigdy nie widziałam tak ooddanej, szczęśliwej twarzy Mężczyzny w oczach którego widziałam spokój. Jeśli nie wrócą te chwile mam tylko nadzieję, że będę umiała wierzyć w Miłość tak jak wierzyłam przez całe swoje życie. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Nam odwagi.



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: Kiddo21   Data: 2010-05-20, 15:36:04               Odpowiedz

        Wpadacie w iluzje. Można przecież kochać kogoś i tylko się przyjaźnić ,nie trzeba od razu tworzyć związku. Taka miłość jest fałszywa i udawana, łatwo o iskrzenie emocji kiedy dyktuje nami adrenalina.
        Przedewszystkim nei można się użalać nad sobą, bo w takich sytuacjach zdradzająca lubi się nad sobą litować i lamentować jednocześnie usprawiedliwiając (takie coś nigdy mnie nie spotkało!). Czemu nie zstanawia się dlaczego "To" ją spotkało właśnie teraz, a nie przed małżeństwem i dzieckiem?
        Tak... Przeznaczenie.
        Ale przeznaczenie nie istnieje. Przyszłość też nie choć bardzo chcemy ją planować. A Przeznaczenie niestety jest dobrą bajeczką dla osób, które nie chcą brać się za siebie i swój los. Z resztą równie dobrze mogłabym powiedzieć że to test wierności zesłany przez Boga (choć trzymam się z dala od katolicyzmu i innych mocno patriarchalnych ugrupowań chrześcijańskich)

        I to pseudo uczucie to jest gorzka iluzja ,miłość sie rodzi dopiero pod jednym dachem a nie napędzana hormonami i narkotykami z powodu nowości i świezości której zaznaliśmy spotykając się z inną osobą.

        Praktycznie wszystkie kobiety które były po romansie, mówiły najpierw to co Ty - prawdziwa miłość.
        A po romansie okazało się że nic specjalnego je nie spotkało, wdały się w zwykły romans pomieszany z ich neurotycznymi marzeniam i fantazjami oraz usprawiedliwianiem swoich czynów "wyższym celem". A moze własnie chwile spędzane z kochankiem to była jedna wielka gra i kłamstwo? Nigdy Ci to nie przeszło przez mysl?
        O jakim bezpieczeństwie mówisz skoro żyjesz urywanymi chwilami a Twoje "szczęście" leży na płonącym moście?
        Może tak naprawdę nie wiesz czym jest miłość i identyfikujesz ją z czymś z goła innym?



        • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

          Autor: odessa   Data: 2010-05-20, 17:17:11               Odpowiedz

          Esko, Anuleczko, Slonce8- jestem w szoku ze jest nas tyle :(
          Doskonale Was rozumiem, doskonale wiem co to znaczy kochac i nie moc spelnic tej milosci, co to znaczy zerwac kontakt uwazajac ze to jedyna sluszna decyzja a ryczac z tego powodu codziennie wieczorami do poduszki...nie mogąc o nim zapomniec, myslac codziennie... jak serce boli a zycie toczy sie dalej..
          Jestem również zdania że kto czegos takiego nie przezył nie ma co się wypowiadac w ogole w takim temacie. Bo jak ktos na sucho bez emocji patrzac z boku radzi..bo tak slusznie bo tak trzeba- owszem..ale serce pęka...
          Bo spotykasz tą osobę i czujesz że to jest ta ze to wlansie TA osoba,a nie mozesz z nia byc..Jest 5 tys innych facetów wolnych, ale wiesz ze juz zaden inny nie bedzie TYM...



        • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

          Autor: Melia   Data: 2010-05-20, 18:47:06               Odpowiedz

          kiddo 21 nie masz zielonego pojęcia na czym to polega a piszesz udając wielką znawczynię.Sama nie wiesz co to jest miłość,nie doznałaś tego to i piszesz jak zgorzkniała niespełniona kobieta.Strzel sobie taki romans to odżyjesz !



          • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

            Autor: trafna   Data: 2010-05-20, 19:09:27               Odpowiedz

            Autor: Melia Data: 2010-05-12, 20:33:35
            Jaki szybki seks? My wyjeżdżamy w piękne miejsca na dłużej,rozmawiamy cieszymy się sobą chwilami razem a seks to dopełnienie, nie zadaję z szarą eminencją i szybkimi numerkami .Męża mieć nie chcę o dzieciach nie marzę życie rodzinne nie dla mnie i jest mi tak dobrze.Mi nie przeszkadza że ma żonę,nie ma to dla mnie znaczenia.Czasami nawet razem prezenty dla ich dzieci kupujemy,perfumy dla żony jak ma imieniny,wy nie wiecie na czym to polega.Facet się zakocha i szaleje za mną rodziny mu szkoda porzucić i wcale tego nie oczekuje.
            Piszę żebyście widziały na czym to polega.
            - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
            No, no no...Ty dopiero jesteś znawczynią miłości...ale można i tak, czyli jeden schodzi, a drugi wchodzi.



          • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

            Autor: Kiddo21   Data: 2010-05-20, 22:19:22               Odpowiedz

            Melta ,bronisz się sama nie wiesz przed czym i dopasowywujesz sobie filozofie do swojego widzi-mi-się.
            Nie pomyślałaś jak błądzisz w swoim egoizmie?



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: wymiarZ   Data: 2011-01-19, 09:32:31               Odpowiedz

        Do Chimera ... Witaj,
        Zdaję sobie sprawę, że minęło już troche czasu od Twojego wpisu, jestem w nieco podobnej sytuacji, zupełnie nie potrafię sobie z tym uczuciem poradzić, żyję jakby w równoległym świecie... Jeżeli mogłabyś/chciałabyś na ten temat porozmawiać, daj znać
        pzdr ON



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: uduchowiona   Data: 2010-05-20, 19:14:02               Odpowiedz

      Zycie jest tylko jedno. Nie mozna rezygnowac z milosci i szczescia i omijac ich jak staja na naszej drodze. Nie wydaje mi sie Mysia ze jestes kobieta ktora skacze z kwiatka na kwiatek i zakochuje sie co chwile. Mam wrazenie, ze kochasz i pragniesz tego mezczyzny bardzo prawdziwie...a ze swoim mezem, choc laczy Was wiele(staz malzenski, dzieci, slub) tak naprawde masz smutne zycie.
      Co z tego, ze byla przysiega, co z tego ze "ten facet" postapil szlachetnie zrywajac kontakt....???? macie byc meczennikami do konca zycia? Bog napewno by tego nie chcial!
      Tak jak powiedzial moj ulubiony niestety swietej pamieci juz aktor Marciej Kozlowski : "W ZYCIU NAJWAZNIEJSZE JEST ZYCIE I TO ABY BYC SZCZESLIWYM"...
      Zycze dobrych decyzji.....



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: iska36   Data: 2010-05-20, 19:57:22               Odpowiedz

      Nie rozumiem o czym wy piszecie? Dziewczynie nie ułożyło się z mężem, bywa, trzeba odejść spróbować dać sobie szansę na nowe życie. Czy to jednak daje prawo rozbijać kolejną rodzinę? Wątpię.
      To już zoatało napisane, ten drugi może być wspaniałym facetem dla ciebie, ale pomyśl jaki jest wstosunku do żony? Na 100% taki sam będzie dla ciebie. Chciałabyś żeby kiedyś twój mąż oszukiwał ciebie, żeby żył w podwójnym związku, a ta biedna kobieta-jego żona? Pomyslałaś o niej, co ona czuje. jej mąż wybrał, trzeba to docenić. Piszesz, że między wami do niczego nie doszło, no i chwała wam za to. Choć ja akurat wychodzę z założenia, że zdrada duchowa wcale nie jest lepsza niż fizyczna.
      Nie wiem ale czegoś tu nie rozumiem, skąd w was ta pewność, że ten trzeci będzie dla was idealnym mężem, skoro dziś oszukuje własną żonę to jaką macie gwarancję, że was oszukiwać nie będzie.



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: uduchowiona   Data: 2010-05-20, 20:43:40               Odpowiedz

        nie jestem za pochopnym podejmowaniem decyzji...ale nie uwazam, Iska ze masz racje....ja mysle, ze ludzie powinni zmieniac to co dla niech jest zle i probowac szukac szczescia, nawet jezeli wiaze sie to z ryzykiem.....
        Twoim zdaniem Autorka ma sie meczyc w malzenstwie do konca zycia, bo jak byla mloda podjela zla decyzje...a teraz pozostaje jej tylko marzenie o byciu szczesliwa osoba???I cale zycie tesknic za czyms tak pieknym jak milosc?
        skazujesz ja na wegetacje....



        • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

          Autor: Kiddo21   Data: 2010-05-20, 22:23:13               Odpowiedz

          Tutaj zmierzamy do postawienia poważnego pytania - czym tak naprawde jest szczęście i gdzie jest granica między miłością a kaprysem naszego ego



        • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

          Autor: iska36   Data: 2010-05-21, 07:58:32               Odpowiedz

          Wręcz przeciwnie, powinna odejść i jak napisałam we wcześniejszym poście spróbować ułożyć sobie życie ale nie kosztem innej kobiety. Są na świecie mężczyźni wolni, nikt nie napisał że powinna trwać wieki w nieudanym związku.
          Ja tak zrobiłam, rozstałam się z mężem, który przestał być opoką dla mnie i dzieci, ale zostałam sama, nie miałabym odwagi zabrać jakiejś kobiecie męża, on nic nie jest winna, że moje małżeństwo legło w gruzach, więc czemu miałabym karać jakąś nieszczęsną kobietę. A ponad to nie wydaje mi się abym mogła zaufać facetowi, który kiedyś dla mnie zostawił żonę, niby czemu po kilku latach kiedy się zacznę starzeć i być może nudzić mężowi, miałby nie zostawić mnie. Przecież takie pojmowanie szczęścia uzasadni kolejne zmiany w jego życiu.
          Zauroczenie to nie to samo co prawdziwe dojrzałe uczucie, pełne lojalności i zaufania.



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: Azja30   Data: 2010-05-21, 09:46:59               Odpowiedz

      Zerwanie kontaktu to na zdrowy rozsądek dobre rozwiązanie ale bardzo bolesne. Ja Ci proponuję nie szarpać się z tym,im bardziej walczysz o osobę która Cie odrzuca tym bardziej narażasz się na upokorzenie.Uszanować jego decyzję -zobaczysz ile on wytrzyma bez Ciebie. Jeżeli zapomni to i Ty z czasem nabierzesz dystansu, bo brak kontaktu osłabia więzi duchowe. Jeżeli przyjaźń nie wchodzi w grę, to spokojnie poczekać co czas pokaże. Może coś docenisz w mężu, może coś zrozumiesz, nauczysz się czegoś. Życzę wytrwałości. Ja też jestem po trzydziestce(9lat małżeństwa). Podobają mi się inni faceci, zauroczyłam się już nie jednym. Ale zawsze rozpatruję bilans zysków i strat-gdybym posunęła się dalej. Wychodzi na to że zostaję przy mężu. Chociaż problemów mam pełno.
      Pozdrawiam



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: HRABIANKA   Data: 2010-07-26, 18:28:37               Odpowiedz

        Boze moj boze,jak to wszystko boli,tak strasznie go kocham a on spedza czas z nia,ta suka zwykla ktora tak naprawde ma go gleboko gdzies,leci tylko na jego siano a ja podarowal;am mu cale swoje serce,poswiecilam tyle czasu zeby przy nim trwac,wszsystko zniszczyl,moje serce umarlo a ja ciagle zyje,jak to mozliwe,bol rozpiera moje wnetrze gdziekolwiek bym nie byla,nic nie przynois ukojenia,jego twarz mam ciagle przed oczyma...dlaczego faceci sa tacy slepi,dlaczego wybieraja zwykle lAdacznice a te wierne,kochajace,szczere i bezinteresowne zostawiaja jak psa w schornisku.dlaczego to akurat mnie spotkalo,nie zasuzuylam



    • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

      Autor: anonimka   Data: 2011-01-19, 22:23:08               Odpowiedz

      a mnie kocha żonaty i nie wiem co z tym zrobić, nie wiem na bank czy mnie kocha, ale wszystko wskazuje na tak:
      na mój widok uśmiecha się, ma szalony błysk w oku, ręce często mu drżą i ma mokre te łapy. Czuje jego wzrok, gdy idę do swojego pokoju (pracujemy razem w dużej korporacji)
      Pracujemy już jakiś czas, w firmie jest dużo ludzi, mężczyźni generalnie mnie lubią, jestem typem męskiej kumpeli. Chyba? Czułam od dawna, że coś się święci, a na pewno czułam jakieś takie magnetyczne ciepło od niego.... Mi to w sumie nie przeszkadza, bo każdy wytwarza jakąś tam dobrę bądź złą energię...

      Problem jest taki, że nie wiem co z tym zrobić.
      Facet ma żonę, dziwnie się zachowuje i ja się martwię o to wszystko co się dzieje w tej pracy, bo nie wiem jak to się skończy. A na pracy mi zależy :D NA PEWNO nie na kłopotach i love story, tym bardziej sex story. Nie gustuję w żonatych, ale nie wiem..... do końca co mu jest.
      Chodzi o to, że on tak reaguje i wlepia się we mnie tylko we mnie. Jestem osobą która bardzo dba o swój wizerunek w firmie, muszę tam przepracować jeszcze jakieś 5 lat żeby zrealizować swoje plany życiowe. Punkt w którym jestem kosztował mnie dużo wyrzeczeń, na sukces składały się poprawne relacje -ale nigdy za bliskie czy przyjacielskie, sprawdziłam to wcześniej, że się nie opłaca. Powtarzam "poprawne" na dystans, z daleka, ale miło, zeby nie było,że uciekam przed resztą świata.

      Co mam zrobić? on dostaje takich ślnotoków na mój widok, że fuj. Przeraża mnie to, ale zbadałam sprawę i widzę, że tylko nasza interakcja jest taka (raczej jego na mój widok :( ). Słyszałam, że coś nie tak z żonką, żonka ma podobno wielkie apiracje finansowe, a on ma tego wszystkiego dość. Ale z drugiej strony nie słyszałam, żeby ktoś na żonę nie narzekał w naszej firmie, to tradycja :)

      Ubieram się także profesjonalnie, skromnie i tak samo staram zachowywać Nie widzę sama w sobie zachowań, które mogłyby dawać jemu przyzwolenie i prowokować itp. Zależy mi na pracy, a on coraz bardziej uśmiecha się głupio do mnie z tą mgłą w oczach.... Jak rozmawiamy razem (kiedyś to była raczej bezpieczna znajomość)on prawie kładzie się na mnie i już nie wiem, czy on taki zmęczony-mają małe dziecko, czy traci grunt pod nogami jak mnie widzi :D Nie wiem, czy śmiać się czy płakać może ani jedno ani drugie nie pomoże.

      Myslałam o tym, żeby zagadać go o żonę, dzieci, wyprostować temat jednak on ostatnio nie daje mi dojść do słowa ciągle coś gada o mnie. Zaczynam się bać, ostatnio doszło jeszcze jego wpatrywanie się w moją pupę i piersi (bardzo znacząco, tak się zaaagapiaaaa...) ja już nie potrafię się bardziej maskować ubraniem i mam dość.
      Może ja zacznę patrzeć mu na jajka zobaczymy, czy będzie mu miło :( Mam wrażenie, że wszyscy już wiedzą, każdy wie o co chodzi.Jak by był na haju, może on jakieś narkotyki bierze albo przemęczony?
      jestem w luźnym związku nie mam obrączki na palcu, czyżby to była ta pokusa dla panów wpatrywania się w mój biust?
      może pragnie się mną zaopiekować? yeh



      • RE: Jestem mężatką,kocham zonatego

        Autor: anonimka   Data: 2011-01-19, 22:33:15               Odpowiedz

        napiszę jutro jak było w pracy, teraz kolejny dzień to dla mnie stres, przestałam już jeść ze stresu
        do jutra



    • RE: do słońce8 i chimera!!!

      Autor: wymiarZ   Data: 2011-01-24, 10:22:22               Odpowiedz

      Do



      • RE: do słońce8 i chimera!!!

        Autor: Gosza73   Data: 2012-12-03, 18:42:27               Odpowiedz

        Witajcie.
        Przyznaję czytałam wyrywkowo.
        Temat...
        Nie umiem tego wytłumaczyć , dzieje się coś takiego ,
        związani na zawsza przysięgą , wiemy że robimy żle , ale w to brniemy .
        Zastanawiam sie czego poszukujemy?
        Zwykły pocałunek , w tej mierze też jest zdradą, ale czujemy się szczęśliwi.
        Nie umiemy przeiwdzieć co będzie , jakie życie byłoby z tym kimś .
        Wiem nie jest to uczciwe , nawet ta platonia .
        Tłumaczenie o błądzeniu , też nie jest wystarczające.
        Nie ten czas i miejsce... dane było pewnym ludziom.
        Tak to sobie tłumaczę . ..
        Wiem ,że musi być tak jak jest.