Forum dyskusyjne

światynia dumania

Autor: matylda   Data: 2009-06-04, 20:36:25               

Moi Drodzy,

Na początek witam serdecznie wszystkich, którzy tu trafią...

Pomyślałam tak sobie, że szkoda mojej i Waszej energii na rozpraszanie jej na przeróżnych wątkach, na których do tej pory podejmowaliśmy rozważania o życiu, pięknie i (nad)wrażliwości artystycznej:)

Dlatego postanowiłam podarować nam zakątek poświęcony przeróżnym tematom, niekoniecznie związanym z dramatem (nie)szczęśliwej miłości...

Pozwólcie, że nazwę ten zakątek "Świątynią Dumania", a wyobrażam ją sobie mniej więcej tak...

http://www.dzwoneczek.eu/foto/pixie%20hollow_drzewo%20domowe/drzewo_domowe_1.jpg

Żyjmy tu więc niczym w krainie elfów, z dala od zamętu uczuć i rozchwiania emocji. Jeżeli zawita u nas bezsenność, to tylko z powodu entuzjazmu nad nową książką. Jeżeli pojawią się łzy, to ze wzruszenia, przywołanego pięknym widokiem zachodzącego słońca. Owszem, rozpisujmy się o miłości, ale abstrakcyjnie. Może właśnie to nauczy nas mądrzej kochać...

Dzielmy się aforyzmami z ulubionych książek, zabawnymi filmikami, ukochanymi wierszami, zasłyszanymi żartami. Piszmy też, a może przede wszystkim o tym, co nas szczególnie wzrusza, bawi, ale i o tym co nas codziennego, a więc dobrego, spotkało...
Śpieszmy się dzielić chwilami szczęścia...czasu coraz mniej...

Może pomożemy komuś odpędzić smutek, przyczajony z samego rana za lewą nogą:). A my sami staniemy się mądrzejsi i bogatsi o wiedzę i doznania innych...

Mam nadzieję, że nasza skromna Świątynia stanie się oazą nie tylko dla marzycieli i romantyków, ale i zapracowanych mróweczek, które w poszukiwaniu wytchnienia tu trafią (a pamiętajmy, że w Mickiewiczowej Świątyni Dumania odgrywają one arcyważną rolę).

Zapraszam więc serdecznie!

Matylda

P.S.
Skąd nazwa...chyba większość się domyśli. Dla pozostałych nasz wieszcz i Telimena w roli głównej.

Ściskam.


Pan Tadeusz, Księga III, Umizgi
Jakoż zdała się szukać samotności, ciszy,
Oddalała się z wolna od swych towarzyszy
I szła lasem na wzgórek pochyło wyniosły,
Ocieniony, bo drzewa gęściej na nim rosły.
W środku szarzał się kamień; strumień spod kamienia
Szumiał, tryskał i zaraz, jakby szukał cienia,
Chował się między gęste i wysokie zioła,
Które wodą pojone bujały dokoła;
Tam ów bystry swawolnik, spowijany w trawy
I liściem podesłany, bez ruchu, bez wrzawy,
Niewidzialny i ledwie dosłyszany szepce,
Jako dziecię krzykliwe złożone w kolebce,
Gdy matka nad nim zwiąże firanki majowe
I liścia makowego nasypie pod głowę.
Miejsce piękne i ciche; tu się często schrania
Telimena, zowiąc je Ś w i ą t y n i ą d u m a n i a.

Stanąwszy nad strumieniem, rzuciła na trawnik
Z ramion swój szal powiewny, czerwony jak krwawnik,
I podobna pływaczce, która do kąpieli
Zimnej schyla się, nim się zanurzyć ośmieli,
Klęknęła i powoli chyliła się bokiem;
Wreszcie, jakby porwana koralu potokiem,
Upadła nań i cała wzdłuż się rozpostarła,
Łokcie na trawie, skronie na dłoniach oparła,
Z głową w dół skłonioną; na dole, u głowy,
Błysnął francuskiej książki papier welinowy;
Nad alabastrowymi stronicami księgi
Wiły się czarne pukle i różowe wstęgi.



Odpowiedz

Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku