Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Johann   Data: 2016-11-09, 14:50:50               Odpowiedz

    Ja swoją ex przestałem kochać w kwadrans. Gdy w urodziny potraktowała mnie jak śmiecia, wyzwiska i takie tam. Dziwne, ale nazajutrz nie czułem już tego,była mi obca i daleka...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: fatum   Data: 2016-11-09, 08:16:10               Odpowiedz

    Zapytaj jego mamę.Mamy dobrze znają swoich synów tak ogólnie mówiąc.Przy okazji powiesz jego matce,że chcesz z nim być lub,że już nie chcesz z nim być.Będzie Ci lżej,bo pogadasz sobie o tym trudnym temacie.Na Forum możesz nie otrzymać podpowiedzi i z tym powinnaś się liczyć.P.S. a powiedz ile masz lat tak z ciekawości zapytam.Pozdrawiam.Pisz jak masz ochotę,ale nie zapominaj o rozmowie z realnymi ludźmi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: aneta1973   Data: 2016-11-08, 19:44:50               Odpowiedz

    witam. bylam z partnerem 9 lat razem . nic nie bylo widac ze cos jest nie tak.a jednak po 9 latach postanowil odejsc mowiac ze uwazal ze uczucia wygasly . ale jest mu ciezko i nie wie czy nie bedzie zalowal i chcial wrocic bo to mowil w trakcie rozmowy ze zostanmy przyjaciolmi i ze pomoze . przyjechal naprawi bojler ., bez zadnego ale . powiezial ze telewizor zostawi bo mi sie nalezy a jest jego bo on kupil. 3 dni przed zerwaniem bylismy w kinie , tydzien wczesniej mielismy plany co zrobimy w trakcie urlopu.urlop sie zaczol a przy klotni postanowil odejsc chociaz ja pierwsza powiedzialam o rozstaniu, ale na 2 dzien prosilam bysmy dali sobie szanse a on ze nie rozumiem on mnie nie kocha ale cierpi,i jak ja sobie to wyobrazam . pocalowalam go a on zaczol sie ze mna calowac i majac lzy w oczach i tak gadal w kolko to samo, minol tydzien a on ma tu swoje rzeczy powiedzial ze w ciagu 3 tyg zabierze po co ten czas?skoro tego nie ma az tak duzo, nie rozumiem tego o co tu chodzi?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: maja38   Data: 2011-02-27, 15:02:59               Odpowiedz

    Witaj Meg4, ciesze się, że się udało. Życzę siły, powodzenia i szczęścia. Pozdrawiam serdecznie:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2011-02-25, 21:20:32               Odpowiedz

    Maju! rodzinka w kąplecie. trójkątów - brak. Zaufanie, nadszarpnięte - w gruzach ----- już z zupełnie innym poglądem na życie. Jesteśmy razem, dzieci szczęsliwe uśmiechnięte, ja najbardziej poszkodowana z chwilami smutku, rozmyslń ale coraz więcej z uśmiechem naa twarzy warto walczyć, wierzyć. WARTO. nie wiem co będzie jutro, za tydzień za rok - już nie ufam tak życiu, ale warto było walczyć. Nie żałuję !

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pawel5260   Data: 2011-02-23, 20:14:57               Odpowiedz

    maju, właśnie ..............
    ?

    Meg zajmowała moje myśli nie raz. Właściwie co oznacza jej wpis ?
    Tak. Co miała na myśli Meg ? Co pragnęła przekazać ? Czym się podzielić?

    Z mojego doświadczenia wiem jak mi trudno było przyzwyczaić się (zaakceptować) nową twarz mojej miłości. Tej , która jest we mnie, nie tej (osoby) którą obdarza.
    Moje zdanie jest następujące :
    NIE MOŻNA PRZESTAĆ KOCHAĆ
    Miłość jako uczucie: pragnienie, spełnienie, przyzwyczajenie, obdarowanie, przyjmowanie itp. (ile jeszcze do jej opisu słów pozostało) jest we mnie i choć nie wiem czego bym dokonał , ona będzie we mnie. Jednak przeżywałem trudności i opory, gdy życie pokazało mi jak ja powinienem kochać. Ciężko było to przyjąć, ale było możliwe. Dzisiaj wiem , że tak trzeba było, żeby kochać wszystkich na świecie i w szczególności samego siebie. Aby kochać, a nie egoistycznie zaspokajać swoje pragnienia i pożądliwości.

    Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: maja38   Data: 2011-02-23, 18:49:59               Odpowiedz

    Meg4,
    chyba żle zrozumiałam, udało się Wam posklejać małżeństwo, czy problemy wróciły, bo z postów powyżej wynika, że to jest nadal "trójkąt".

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: imbryk   Data: 2011-02-21, 11:24:23               Odpowiedz

    Doceniam to że w takiej chwili walczysz o spokój swojej córki. Myślę jednak że na tym etapie nie masz szans bo masz przeciwniczkę która ma przewagę nad Tobą w paru kwestiach:

    -jest dla męża nadal niedostępna-ponieważ mąż jest jeszcze z Wami, dlatego jawi mu się jako raj utracony do którego pragnie wrócić


    -mąż jest w niej zauroczony ( na wakacjach nie trudno o to) a to że Ty go prosisz o pozostanie sprawia że będzie to robił z "łaski", niechęci a może nawet uzna że błagająca kobieta jest tylko potwierdzeniem ze powinien odejść.

    - nie zdążył poznać swojej nowej wybranki i jak to na początku znajomości jawi mu się jako istny cud.Zawsze będzie idealizował kogoś z kim nie boryka się z codziennymi problemami.

    Droga Kaju, sama musisz podjąć decyzje bo najlepiej znasz swojego męża. Ale moim zdaniem jesteś za młoda aby spędzić resztę życia w przekonaniu że wybłagałaś sobie czyjąś miłość i obecność. Nigdy nie będziesz miała pewności czy zasypiając nie myśli o innej. To Cię wykończy!

    Twój mąż dostał skrzydeł przez to że jest pożądany przez inną, siedzenie w domu dla niego teraz to jakiś "obowiązek". A co z Tobą? Moim zdaniem nie bój się wywrócić swojego życia do góry nogami bo to już się stało. Spraw za to aby to była Twoja decyzja. Nie daj sobie narzucać czyjegoś plany na życie. Tylko jeśli mąż skonfrontuje się ze swoimi "marzeniami" okaże się czy nie wróci z podkulonym ogonem. Pytanie czy potem będziesz go chciała.

    O nic go nie proś i nie błagaj. Facet straci szacunek do Ciebie-tak niestety mają. Musisz mu pokazać że to naprawdę zmieni jego życie, że naprawdę poniesie tego skutki. Córa sobie poradzi, będzie ciężko, ale pamiętaj jako matka że to Ty rozejdziesz się z mężem a nie Twoja córka z ojcem. Jakbyś go nienawidziła, nie możesz wpływać na relacje jego z córką- aby kiedyś sama nie miała w dorosłym życiu deficytu miłości i potrzeby poszukiwań niewłaściwych facetów.

    Zastanów się czego chcesz: zjeść największą żabę i pozwolić na dojście do głosu dumie i spróbować żyć samej ale ze świadomością że miałaś coś do gadania w tej kwestii, że sama za siebie decydujesz czy wolisz resztę życia przełykać co chwila jaką żabkę w poczuciu że wciąż nie wiesz na czym stoisz, w poczuciu braku bezpieczeństwa i zdrady.

    To mąż ma się starać uratować Twoje zaufanie do niego. Nie na odwrót. Co to znaczy kiedy On mówi "postaram się"?? Może jeszcze to Ty masz go przeprosić za zaistniałą sytuację?

    Wybacz za długi post. Po prostu jest to kwestia której boi się większość kobiet. Myślę że lepiej ocknąć się teraz niż w okolicy 50-tki gdzie nie ma się już za dużo alternatyw zawodowych i osobistych. Walcz o siebie.Nie o męża.Jeżeli znasz swoja wartość pozwól mu iść w swoja stronę.

    Zdarza się, też tak że ludzie układają sobie życie z innymi partnerami. Pewnie to zaboli najbardziej, ale czy jest sens żyć z kimś kto nas tak naprawdę nie kochał?
    Mam nadzieje że mąż tylko się zauroczył i że znajdzie sposób aby Cię odzyskać.Odchodząc od niego, dasz mu taka szansę, zostając-nigdy nie będziesz wiedziała czy naprawdę z Tobą został.

    Trzymam kciuki

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pawel5260   Data: 2011-02-20, 23:01:36               Odpowiedz

    tomek, aleś walnął ni z kapusty, ni z pietruszki

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Tomek23   Data: 2011-02-20, 20:41:17               Odpowiedz

    Skontaktuj się z tą kobietą, a nawet spotkaj. Wytłumacz jej że niszczy wasze życie na które wspólnie pracowaliście tyle lat i byliście szczęśliwi. Ona była narzędziem waszej separacji, niech sie poczuje i uświadomi sobie co znaczy jej romans z Twoim mężem. Tylko ona może to zmienić, albo Twój mąż wszystko zroumie kiedy wszystko przegra, ale Ty wtedy będziesz chyba na skraju wyczerpania psychicznego i nerwowego. Bardzo mi przykro...... samemu ciężko mi zroumieć dlaczego musimy być czasem ofiarami takiego cierpienia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: maja38   Data: 2011-02-20, 20:22:40               Odpowiedz

    Witaj Meg4,
    cieszę się, że Wam się udało:) Powodzenia:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2011-02-18, 20:54:06               Odpowiedz

    nie można tak poprostu przestać kochać !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2011-02-04, 21:08:20               Odpowiedz

    co u ciebie Kaju?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ewusia222   Data: 2010-11-27, 08:25:15               Odpowiedz

    Niestety mam identyczną sytuację, tylko, żę jeszcze nie doszliśmy do tego momenty, że chce być z nami.... Nadal ONA jest w naszym życiu...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pileczka324   Data: 2010-07-06, 23:36:44               Odpowiedz

    mądrze piszesz elecro,
    choć nie wiem czy do mnie bo jestem facetem :)

    w razie czego tu mój wątek:
    http://www.psychologia.net.pl/forum.php?level=139478&post=139478&sortuj=0&cale=

    podoba mi się to co napisałaś o samotności i mam świadomość tego, że to prawda.

    kluczową rolę ma tutaj nasze własne poczucie wartości, które w tym okresie przechodzi głęboki kryzys.
    można powiedzieć, że spada na nie ciężar rozstania bo przecież winimy się za niepowodzenia. im było ono niższe zanim doszło do rozłąki, tym mniejsze obciążenie zniesie i dłużej będzie powracać do pierwotnej pozycji. to chyba dlatego rozstania czasem kładą się długim cieniem na życiorysie lub nawet prowadzą do załamania (tak rozumiem np. próby samobójcze). czasem więc to po prostu bardzo trudne...

    ale tak, zgadzam się. będę próbował i kochał dalej :)
    dziękuję zwłaszcza za te właśnie słowa:

    "Czasami nie doświadczamy przez całe swoje życie samotności i tak strasznie się jej boimy! A ona daje tyle nowego, daje Ci siebie tak naprawdę. I też trochę mi się wydaje, że przestań chcieć żeby on Cię kochał... To jest najgorsze co można zrobić, bo Ci się tak wydaje że ty go kochasz, że chcesz z nim być, a to jest tylko pragnienie, żądanie, krzyczenie o jego miłość....a nie twoje autentyczne uczucie. Kochaj go dalej.
    Pokochaj siebie, zrób wszystko, żeby twoje życie było szczęśliwe i nie szukaj szczęścia tylko w tym że ktoś jest z Tobą, a w tym kim jesteś co robisz, jak żyjesz, wtedy ewentualnie jeśli ktoś się znajdzie będziesz mogła się z nim tym podzielić."

    sam podzielę się wierszem. ktoś komu chciałbym podziękować, zmienił nim moją optykę, dał sercu wytchnienie i iskierkę radości z tego bolesnego doświadczania miłości..

    "Do albumu po raz drugi" Ks. J. Twardowski

    Nie czekaj na wzajemność
    telefon i róże
    gdy ciebie nie chcą
    nie piszcz nie szlochaj

    najważniejsze przecież że ty kogoś kochasz

    czy wiesz
    że łzy się śmieją kiedy są za duże

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2010-07-06, 18:26:04               Odpowiedz

    Ja dodam że najlepiej trochę pomedytować (nawet jak sie nie wierzy w takei rzeczy) wyciszenie umysłu działa czasami zbawczo na wszelkie rozszargane emocje. Poradników medytacji jest mnóstwo więc daleko nie trzeba szukać.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: electrokisiel   Data: 2010-07-06, 17:09:52               Odpowiedz

    rozstałam się po pięciu latach, całkiem udanego związku. Tak mi się wydawało, że udanego. Minęły trzy miesiące, minął ból związany z odizolowaniem się, trochę opadło uzależnienie, i nagle pojawiło się coraz więcej Mnie w moim życiu, tego czego chce, tego czego potrzebuje, widzę teraz swoje błędy, widzę czego nie powinnam robić, a co jakoś mi wychodziło. Widzę jego błędy, ale przede wszystkim widzę też jego potrzeby. Wiem, że to trudne, ale ja bym jednak się odizolowała od tego wszystkiego. Spróbowała zacząć szukać siebie tego czego potrzebujesz itd. Jeśli uznasz, że to był tylko jego błąd to tylko dobrze. Czasami nie doświadczamy przez całe swoje życie samotności i tak strasznie się jej boimy! A ona daje tyle nowego, daje Ci siebie tak naprawdę. I też trochę mi się wydaje, że przestań chcieć żeby on Cię kochał... To jest najgorsze co można zrobić, bo Ci się tak wydaje że ty go kochasz, że chcesz z nim być, a to jest tylko pragnienie, żądanie, krzyczenie o jego miłość....a nie twoje autentyczne uczucie. Kochaj go dalej.
    Pokochaj siebie, zrób wszystko, żeby twoje życie było szczęśliwe i nie szukaj szczęścia tylko w tym że ktoś jest z Tobą, a w tym kim jesteś co robisz, jak żyjesz, wtedy ewentualnie jeśli ktoś się znajdzie będziesz mogła się z nim tym podzielić. A twój mąż jak widzisz, zamiast zacząć szukać w sobie przyczyn oziębienia się tego wszystkiego w związku, to obrał najprostszą drogę coś nowego, ale w którymś momencie skończy w tym samym momencie, nie będzie potrafił mówić o swoich potrzebach, nie będzie potrafił ich sprecyzować i znów historia się powtórzy.
    trzymaj się ciepło i pamiętaj... czasami brak działania jest najlepszym działaniem... tzw. KARMACOMA...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pileczka324   Data: 2010-07-05, 19:54:45               Odpowiedz

    tak, nie trudno znaleźć takie informacje ale zastosować je w praktyce... z perspektywy kilku miesięcy mogę dodać, za wszelką cenę unikać sytuacji w której zostajemy sami ze sobą i spróbować oderwać się od komputera (bo to złudny przyjaciel, który chętnie pomaga rozdrapywać ranę) najlepiej na rzecz aktywności fizycznej .

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2010-07-05, 18:53:01               Odpowiedz

    Nigdy nie słyszałam czegoś bardziej okrutnego niż "sorry nie wyszło ,zostańmy przyjaciółmi"
    To strasznie perfidne ze strony takich osób, może chcą sobie zostawić otwartą furtkę do powrotu tak na przyszłość?
    Wiem o czym piszesz ,sama parę razy miałam problem z niespełnioną miłością, to niestety musi się wypalić, czasami można to przyspieszyć np nową miłością albo kontaktami ,ale niezbędny w tym wszystkim jest czas, czasami bardzo dużo czasu. Najlepiej jest się czymś zająć co wciąga i odegna mysli od obiektu uwielbienia - filmy, nauka gry na gitarze, gry komputerowe, kurs szybkiego czytania, cokolwiek co pozwoli się z pasją skoncentrować na nowym zajęciu.
    Trudno jednak wykonać ten pierwszy krok, pozwolić byłej lub niedoszłej drugiej połówce odejsć z myśli i z serca, trzeba się w niego zaangażować całym sobą, odganiać wszelkie myśli i pozwolić emocjom się wypalić.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: laila   Data: 2010-07-02, 11:37:48               Odpowiedz

    Można

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pileczka324   Data: 2010-07-01, 13:27:52               Odpowiedz

    u mnie podobnie tyle, że jestem facetem. od 5 lat w związku. jeszcze w ostatnie wakacje spędziliśmy razem za granicą. ja już pracuję, ona studia 100km stąd. dotąd nam to nie przeszkadzało. w związku byliśmy ze sobą bardzo blisko. oboje wrażliwcy, silna więź emocjonalna. niestety 3-mce w akademiku z nowym towarzystwem zmieniły nasze relacje. usłyszałem o tym że nie ma już tej chemii, że jej nie pociągam, że potrzebuje czasu aby zatęsknić, że nie chce tej monotonii, że nie chce związku, że jest młoda i nie chce podejmować teraz decyzji, że widzi inne alternatywy (których bliżej nie potrafiła określić), że nie może być ze mną do końca szczera bo za dużo we mnie emocji, że obudziłem się ze swoim uczuciem bo boję się teraz zostać sam, że ona też kiedyś myślała że ze mną to już do końca ale dziś wie że to się zmienia. zaproponowała rozstanie. powiedziałem że nie jest mi to potrzebne ale skoro inaczej nie potrafi, przyjąłem jej decyzję. po samotnie spędzonym miesiącu załamałem się kompletnie. walczyłem... kwiaty, pierścionek, obnażyłem się z z uczuciami zupełnie. usłyszałem że nie chce takiej obsesyjnej miłości, że straciłem całą pewność siebie, że nie chce mnie takiego. proponowała abyśmy teraz po prostu przeszli w kierunku bliższego koleżeństwa. wspominała że nie wyklucza powrotu. podkreślała że mało z kim tak świetnie się rozumie i nie chce tracić kontaktu. boi się, że jesli będziemy próbować to zabijemy to do końca, a jesli odejdę to odetnę się na zawsze i rozstaniemy się w złych stosunkach. określiłem jasno że ja muszę wiedzieć jasno - jestesmy razem albo nas nie ma. w końcu pod presją emocji zgodziła się dać nam szansę. było bardzo emocjonalnie ale znowu bylismy bliżej siebie. ciągle jednak po powrotach z akademika wyraźnie asekurowała się wbijając mi do głowy abym dał jej więcej luzu. wiedziałem że nie mogę się narzucać i bardzo starałem się tego nie robić. obserwowałem ją i bardzo się zmieniła. w wielu sprawach zmieniła poglądy o 180. mówiła że tam (w akademiku) jest teraz jej świat. że czuje się tam lepiej i ja tam nie pasuję. nigdy nie miałem okazji tego sprawdzić. jestem towarzyską i łatwo nawiązującą kontakty osobą więc wydało mi się to dziwne. nigdy jednak nie ingerowałem w to środowisko bo zawsze chciałem aby miała swój własny krąg przyjaciół do którego wprowadzać będzie mnie sama i zostawi w nim miejsce tylko dla siebie - uważam że to ważne aby mieć troszkę swobody. dziś żałuję bo "z tamtej" strony nie miałem żadnego wsparcia. nigdy nie byłem też zazdrosny, pełne zaufanie. nie rozliczałem jej z tego co się dzieje gdy się nie widzimy. nie dała mi też nigdy powodu bym zwątpił w jej lojalność. dziwnie jednak zablokowała mi kontakt z tym środowiskiem gdy próbowałem o nią walczyć. miałem nawet wrażenie że czuje silną presję ze strony koleżanek aby to zakończyć. czekałem jednak cierpliwie tak jak autorka tego tematu. wszystko układało się nieźle ale nie pozwalała mi na okazywanie czułości. nawet takie proste gesty jak głaskanie po stopach przez skarpetki gdy oglądaliśmy film, czy jakiś delikatny dotyk, muśnięcie - wszystko budziło irytację. siadając obok czułem jak robi odskok by zachować ten cm między nami, ech jak bolą takie drobiazgi. natomiast w rozmowie i będąc obok nie wyczuwałem żadnych oporów. gdy kilka razy zaproponowałem łóżko tylko pomachała dłonią obok ucha zamykając oczy, jakby sam pomysł budził złe wspomnienia (dziwne, zawsze starałem się być dobrym kochankiem i nigdy nie dała mi powodów by w to wątpić). wspominała przy tym o mojej fizyczności, że kiedyś mój dotyk czy widok budził w niej dreszcze ale dziś nie potrafi sobie tego wyobrazić (przez te lata niewiele się zmieniłem, noszę te same rozmiary i w stosunku do rówieśników nic mi nie zwisa nad pasem). po miesiącu, nagle przy kolacji, oświadczyła że nie potrafi się dłużej oszukiwać. płakała drżąc cała, musiałem przytulić, uspokoić. powiedziałem że rozumiem ją i odszedłem. tym razem już nie pisałem, nie dzwoniłem. po niespełna miesiącu dostałem lakoniczne życzenia urodzinowe, później imieninowe. odpisywałem równie krótko - Dziękuję :) dalszego odzewu w postaci np. "Co u Ciebie" nie było. nie mieliśmy żadnego kontaktu przez cztery miesiące po których zdecydowałem się zaprosić ją na kawę. zgodziła się, było miło. wychodząc z samochodu ciepło i z uśmiechem powiedziała - jeszcze się zgadamy :) i tyle. mija kolejny miesiąc. nie poinformowała mnie jak poszła jej sesja, zero kontaktu. żadnego znaku, że jeszcze o mnie myśli. a ja tym czasem nie potrafię zabić w sobie nadziei. łącznie to już ponad pół roku od pierwszego rozstania. pół roku kiedy dzień za dniem analizuję, rozmyślam i szukam odpowiedzi. dziś, z perspektywy, rozsądek podpowiada mi że musiał się ktoś pojawić, choćby na horyzoncie. że ktoś musiał ją zauroczyć by mogła tak mocno zwątpić. serce odpowiada jednak, że to niemożliwe. nigdy go nie zawiodła... postanowiłem tego nie weryfikować bo przez te lata zasłużyła na mój szacunek. jednak nadzieja wypala... chciałbym się od niej uwolnić ale nie potrafię. wciąż rozmyślam nad kolejną próbą kontaktu... a może jednak poczekać... mówią "ona odchodzi, ona musi wrócić".

    zdecydowałem się napisać bo w jej zachowaniu i w opisach autorki znalazłem tyle wspólnych zachowań... więc być może ktoś jednak ją zauroczył.

    trwam teraz zupełnie z dala. i to chyba nie jest dobre bo "czego oczy nie widzą...". dziecko, obrączka... ja nie mam takich atutów, które mogłyby pomóc utrzymać ten kontakt w dobie kryzysu. co radzicie? kolejna kawa? kolejne miesiące spekulacji? czy to możliwe że nadal czeka na ruch z mojej strony? tuż przed tym zanim wybrałem się z nią na kawę...
    mój znajomy spytał ją kiedyś na ulicy czy jest szansa że jeszcze będziemy razem - raczej nie, ale i tak nie mamy ze sobą kontaktu. wysłałem smsa z informacją o tym, że bardzo mi jej brakuje. sądzę więc że miała świadomość moich intencji... a jednak nie było żadnego ruchu w moją stronę i nadal się nie odzywa.

    mimo upływu czasu wciąż grają we mnie duże emocje. opisywać ich nie ma chyba sensu bo prawie każdy kto tutaj pisał wie jak to wygląda. jestem atrakcyjnym facetem. wokół mnie kręci się kilka kobiet. zdarza się, że proponują mi łóżko. to wszystko budujące ale ja emocjonalnie jestem nadal zbyt zaangażowany by zacząć wszystko od nowa. wciąż na nią czekam...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: mglista   Data: 2010-05-31, 23:49:19               Odpowiedz

    Kiedyś byłam pewna ,że nie jestem w stanie wydrzeć sie ze szponów Miłosci,dzisiaj twierdze ,że jest taka granica bólu za którą nic więcej oprócz obojętnosci nie ma.....jeśli czara goryczy się wypełni po brzegi można przestać kochac...tak po prostu,nawet z dnia na dzień nawet jesli to była największa Miłosc życia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Agugu   Data: 2010-03-10, 19:54:17               Odpowiedz

    Malwina jesteś Zuch dziewczyna;). Dasz radę

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: maja38   Data: 2010-03-10, 17:13:39               Odpowiedz

    Malwina2010,

    oczywiście trzymam kciuki za Ciebie, mam nadzieję, że wszystko ułoży sie po Twojej myśli, pozdrawiam serdecznie:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: malwina2010   Data: 2010-03-10, 11:42:50               Odpowiedz

    Maja38, Kiddo21

    Każda sytuacja jest inna, każdy musi podjąć jakąś decyzję. Ja nie chcę tego robić pod wpływem emocji, bólu, żalu. Dlatego daję czas sobie, daję czas jemu. Jak już wyżej pisałam, postanowiłam przeczekać i na razie trzymam się tego. Jak długo - trudno przewidzieć. Będę chciała się teraz trochę wyciszyć, próbować jakoś żyć mimo tego co się stało. Dlatego nie opisuję tu szczegółów, nie chcę na nowo rozkładać na czynniki pierwsze swojego życia, bo wariuję od tego. Byłam bardzo zadowolona z dotychczasowego życia. Przeżyłam z nim - przynajmniej w swojej ocenie - piękne chwile, piękne lata i chcę tak to nadal czuć. A co będzie dalej - tego nie wie nikt. Trzymajcie za mnie kciuki. Pozdrawiam i dziękuję.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ewa1975   Data: 2010-03-08, 13:40:43               Odpowiedz

    Witam,
    Od daty watku autorki minęło sporo czasu, ciekawa jestem jaką daeyzję podjęła?
    Jeśli nadal jesteś nie zdecydowana mogę Ci tylko poradzić że wszelka akceptacja z Twojej strony niczego takiego beznadziejnego faceta nie nauczy. Ja byłam w bardzo podobnej sytuajcji, wybaczałam przez 10 lat, za długo, nie warto wychowywać dorosłego przecież faceta. Nie można ciągle sie martwić trzeba mieć chwilę spokoju dla siebie. Życie jest za krótkie aby poświęcać go osobie dla której jesteśmy obojętni. A dziecko - on rozumieją to inaczej przecież on nie przestanie być ojcem, jasne bo do tej pory też był tylko niedzielnym tatą. Pozwól mu odejść, nie proś o miłość, nie proś aby nie spotykał się z tamtą bo to nie jej tak na prawdę wina - może być następna i co też będziesz prosiła. Żyj dla siebie i dla dziecka - tak jaj ja. pozdrawiam i wszystkim w podobnej sytuacji życzę wszystkiego najlepszego.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: matylda   Data: 2010-03-08, 01:47:30               Odpowiedz

    chyba zależy od tego, jakim się jest człowiekiem i czy potrafimy kochać:)pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2010-03-05, 23:29:19               Odpowiedz

    w porządku, napisz jak będziesz zainteresowana.
    W weekend mnie nie będzie. Intensywna nauka programów graficznych - od tego zależy czy będę miała pracę.

    Wiesz ,facet jak jest obojętny to może cierpi jak mąż Kaji (szczerze mówiąc nie wierzyłam w jego cierpienie dopóki ona nie napisała że zaczyna się prostować) albo po prostu myśli o innej. Nie wiem co mozesz zrobić, może przestać się bać. Lęk to nasz pierwszy wróg i niestety silniejszy od każdego innego. Czy chcesz tak żyć i czekać na zmianę swojego partnera czy moze wyzwolisz się z piętna którym on Cię obarcza? rozumiem że przez lata był cudowny ,ale ludzie niestety się zmieniają.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: maja38   Data: 2010-03-05, 16:33:09               Odpowiedz

    Malwina 2010,

    ja w takim stanie trwałam aż póltora roku. W międzyczasie mąż mówił mi, że odchodzi, ale sie nie wyprowadzał, a ja czekałam, az w koncu spakowałam jego rzeczy i wystawiłam za drzwi, dosłownie. Wyprowadził sie i pojechał do niej, ale już po tygodniu błagał o możliwość powrotu. Zgodziłam się po raz kolejny na próbę pgodzenia się, ale nie zaproponowałam żeby od razu się wprowadził. Spotykaliśmy się jak para narzeczonych, było tak jak na początku. Dopiero po jakimś miesiącu ona zadzwoniła do mnie i powiedziała, że nadal się spotykają... Myslałam, ze mnie szlag trafi. Znów do niej wrócił i złożył pozew o rozwód. Na kilka dni przed rozprawą znów błagał, wycofał pozew, groził,że się zabije jeśli go nie przyjmę, ale ja już nie potrafiłam mu zaufać i wybaczyć, i dobrze zrobiłam, bo teraz znów z nią jest, a ja czekam na drugi termin rozprawy. Nie wiem, co Ci doradzić, bo jak widzisz nie ma tu dobrych rozwiązań i wiele zależy od Ciebie, czego Ty chcesz i czy masz siły, żeby to wszystko przetrwać, bo będzie ciężko, jeśli odejdzie i równie ciężko jeśli zostanie.
    Pozdrawiam serdecznie

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: malwina2010   Data: 2010-03-05, 13:35:36               Odpowiedz

    Oj nie wiem czy jestem gotowa na analizowanie mojego stanu zdrowia na forum:) Ale dziękuję Ci bardzo - widziałam do Ciebie maila powyżej, jeśli pozwolisz skorzystałabym z niego w momencie, gdy będę potrzebowała porozmawiać na ten temat i dowiedzieć się wiecej o metodach leczenia, o których wspomniałaś. Co Ty na to?

    A co do tego, jak się w tej sytuacji zachował mój mąż - w ogóle nie przyjmował, że mogę umrzeć, raczej właśnie zbagatelizował sprawę - nie ma wyników, nie ma jeszcze się czym przejmować, trzeba być dobrej myśli itd. W ogóle nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, nie przypuszczał nawet jakie myśli chodzą mi po głowie, a ja nie chciałam go tym obciążąć. Tak to już jest, że w tego typu sytuacjach oszczędzamy naszych bliskich (współmałżonków, dzieci, rodziców), nie chcemy ich denerwować, łatwiej jest porozmawiać z obcymi.

    A czy poradzę sobie z krzywdą, emocjami - sama nie wiem. Teraz wydaje mi się, że być może, chociaż straszny żal we mnie siedzi. Jeśli coś mu nie pasowało, brakowało - dlaczego nigdy, przenigdy o tym nie powiedział. Nie w taki sposób rozwiązuje się problemy. Patrzę na niego codziennie i zastanawiam się kim naprawdę jest ten mężczyzna, co z naszego wspólnego życia było prawdą? Jak mógł być z inną kobietą, robić rzeczy zarezerwowane tylko dla nas dwojga. Wszystko to niewyobrażalnie boli. Lecz mimo tego bólu nadal czuję, że go kocham, że chcę ratować ten związek. Dlatego postanowiłam przeczekać, dać mu czas na zastanowienie. Tylko pytanie ile czekać? Cała ta sytuacja dała mi niewobrażalne siły do działania, chcę coś robić, zmieniać. Natomiast on nie robi nic, siedzi myśli, zastanawia się, I jednocześnie jest wobec mnie zupełnie obojętny. To mnie wykańcza. Zastanawiam się jak przeżyć kolejny dzień, co zrobić żeby non stop o tym nie myśleć. Czuję się tragicznie. Ktoś kiedyś napisał będąc w podobnej sytuacji - maj już nie pachnie majem, świąteczne ciasto straciło aromat, a nowa sukienka jest zwykłą szmatą. Nic dodać nic ująć

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2010-03-04, 16:26:15               Odpowiedz

    A ile macie lat? ja nie wierzę w kryzysy wieku średniego itp. to bujda na resorach i usprawiedliwianie swojego egoizmu jakimiś teoriami. Oczywiście jest takie zjawisko ,ale nie świadczy to dobrze o mężczyźnie jak podsumuje sobie jedną kobietę i leci do drugiej z góry skazując ją jako pomyłkę.
    Rak spowodowany jest zwykle złym odżywianiem, promieniowaniem ,wszędzie unoszącą się trującą chemią i... stresem. Niestety.
    Nie wiem kim jest Twój mąż, ale to bardzo źle o nim świadczy skoro Ci zadał taki stres kiedy byłaś chora. Może przyjął z góry że umrzesz więc związał sie z inną ,przykre to ale czasami ludzie potrafią się zachować bydlacko i nie mają żadnych skrupułów nawet Ci najcudowniejsi.
    Może i zagubił się ,ale wiesz - teoretycznie psychopata gwałcący i mordujący kobiety albo policjant który czuje się nadczłowiekiem też są zagubieni (za czyste zło uważam jedynie polityków i "Związek Socjalistycznych Republik Europejskich"), wiec niezaleznie od zagubienia ,nie zwalnia go to z odpowiedzialności za związek ,za drugą osobę której coś się zobowiązał ,którą twierdził że kocha, a także z konsekwencji za to co robi.
    Poza tym uczepiłaś się myśli ze to tylko przejściowe - zastanów sie co będzie później ,czy poradzisz sobie z krzywdą ,z tymi emocjami i czy tak naprawdę wymarzyłaś sobie że on Cię będzie błagać na kolanach?
    Zajmij sie sobą a nie mężem ,bo on jest oddzielną planetą ,tak jak i Ty.

    Co do raka ,to cóż ,nie wypowiem się ,jestem wrogiem wszelkich farmakologicznych metod leczenia tejże choroby i wszędzie mówię o terapii Gersona i Huldy Clark, a także o witaminie B17 i paru innych które leczą raka ,jak znasz angielski to poszukam książek do tych książek jeśli by Cię to zainteresowało. Mówiłaś coś o zabiegu ,czyli nie stosujesz chemioterapii?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: malwina2010   Data: 2010-03-04, 16:06:48               Odpowiedz

    Dzięki, że się odezwałaś, wiem, że JG to Ty. Wątek prześledziłam dosyć dokładnie, a Twoje wpisy czytałam ze szczególnym zainteresowaniem. Miło mi, że się do mnie odezwałaś. A jak wyglądały nasze ostatnie dwa lata? Emocjonalnie oceniam bardzo dobrze, a co do sexu no to zdecydowanie za mało - byliśmy na etapie budowy domu i padaliśmy na nosy. Praca, budowa, praca, budowa, trochę snu. Ciężki okres, bo fizycznie bardzo dużo sami robiliśmy. Ale też oceniałam to jako wspaniały okres, bo była to realizacja naszego - a nawet bardziej mojego męża - wieloletniego marzenia. I po kilku miesiącach od zamieszkania w nowym domu, w czasie kiedy temat dziecka został podjęty, potem czekałam na wyniki badań, a chwilę później usłyszałam diagnozę - nowotwór złośliwy, kolejny zabieg - on spotykał się z inną... O dziecku mogłam na jakiś czas zapomnieć - takie były zalecenia lekarzy. Teraz jest już ok, czekają mnie przez najbliższe lata częste okresowe kontrole, ale choroba była we wczesnym stadium i wszystko poszło pomyślnie. Lekarz stwierdził, że mogę znowu myśleć o dziecku, nie zdążyłam o tym mężowi powiedzieć - on wcześniej zastrzelił mnie swoimi nowinami... Myślę, że większość oceni go już w tym momencie źle. A ja się uczepiłam myśli, że to tylko przejściowe, pogubił się w życiu i wszystko można jeszcze naprawić. Przeczytałam wątek, który założyła Kaja - przestałam drążyć, dociekać itd - postanowiłam przeczekać. Ale czuję, że coraz mniej mam sił. W pierwszym momencie miał się wyprowadzać, zaczynać z nią nowe życie, potem zaczął się zastanawiać, jak powiedziałam, że może iść, wtedy został. I pojawiła się totalna obojętność wobec mnie, która mnie zabija. Tysiące myśli dziennie przechodzą mi przez głowę - ponad 20 lat znajomości, niedługo 12 lat po ślubie, wspólne marzenia, największe z nich się właśnie zrealizowało i to wszystko jest nieważne przy kilku miesięcznej znajomości z inną. Znajomi mówią, że to kryzys wieku średniego, ja sama nie wiem. Nic już nie wiem. Wyć się chce...nie chce się chodzić na kontrole do lekarza, bo po co. Nie ma już powodu, żeby żyć, nie ma dla kogo...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2010-03-04, 11:42:45               Odpowiedz

    Ja jestem słynną JG w razie czego ; Pinformuję nowo przybyłą.
    Cóż dziecko to nie przetarg, będzie to będzie ,nie to nie. Z resztą dziś nawet kobiety po 40 rodzą dzieci ,a w Hunzie to od dawna po 50 (wystarczy życie bezstresu i jedzenie surojadów w 80% ;)) Także tym się nie przejmuj
    Co do reszty Nie wiem czy wiesz ale Kaja wyrzuciła swojego męża na parę dni, ale wtedy właśnie zmądrzał. Napisz coś więcej jak wyglądały ostatnie 2 lata waszego życia emocjonalnego i seksu? Może czegoś brakło o czym on nie powiedział (niestety skok w bok jest łatwiejszy niż rozmowa)

    Olga jak tu zaglądniesz to możesz mi napisać na e-mail -> kiddo87@o2.pl
    W skrócie wychodzę z depresji i szukam pracy ; D

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: malwina2010   Data: 2010-03-04, 11:27:56               Odpowiedz

    A najbardziej zazdroszczę dziewczynom na tym forum, które mają dzieci. My się długo wstrzymywaliśmy z decyzją o dziecku, a jak w końcu pół roku temu podjęliśmy decyzję, że czas na dziecko, to wywinął mi taki numer. Jeśli nam się nie ułoży, to ja nie będę miała już szans na dziecko ze względu na wiek. Hipotetycznie można stwierdzić, że może jeszcze poznam kogoś kto mnie pokocha, ale na dziecko będzie już niestety za późno...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: malwina2010   Data: 2010-03-03, 09:36:49               Odpowiedz

    Witam!
    1,5 miesiąca temu moje życie legło w gruzach - mąż zakomunikował mi, że zakochał się, ma kogoś innego i zamierza się wyprowadzić. Nie chcę opisywać szczegółów - przynajmniej na razie - bo jak się okazuje, historii takich jak moja jest ogrom - czytałam już trochę w necie. Któregoś dnia trafiłam na wątek założony przez Kaję. I jakbym czytała o sobie - nie chodzi jedynie o fakty, o to jak on się zachowywał, zachowuje. Dzięki Kaji znalazłam kogoś kto myśli dokładnie jak ja. Nie wyrzuciłam mężą z domu, postanowiłam ratować związek, mimo, że czasami mam poczucie, że się nie szanuję. Wpisy Kaji, ale też i innych na tym forum uświadomiły mi, że nie jestem odosobniona z uczuciami. Ja jestem na początku walki, którą stoczyła Kaja - mąż został w domu, ale sam jeszcze nie wie czego chce, zachowuje się wobec mnie strasznie obojętnie. Kiedy nie mam już siły zaczynam od początku czytać historię Kaji i znowu wstępuje we mnie nadzieja, że warto przeczekać, że może jest jeszcze nadzieja. A jeśli się nie uda, to będę miała poczucie, że zrobiłam wszystko, żeby ratować swój związek. Wiem, że Kaja w zasadzie już tu nie zagląda. Ale jeśli jeszcze się pojawi, to mam nadzieję, że to przeczyta - Kaju dziękuję Ci, dzięki Tobie nie poddaję się w walce. Wszyscy czytający trzymajcie za mnie kciuki. Na dzisiaj tyle, ale pewnie niedługo dołączę kolejne wpisy. Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Olga291   Data: 2010-02-20, 19:19:49               Odpowiedz

    Witam Wszystkich!

    Minął rok odkąd rozstałam się z mężem(a raczej kiedy mnie zostawił)Był to na pewno trudny rok,ale również rok pełen zmian,decyzji i wyzwań.
    Tak się złożyło,że dopiero 30 grudnia rozwodłam się,ale za to na jednej sprawie i to w 8 min!!10 lat małżeństwa i 8 min!Trochę smutne,ale w sumie cieszę się że tak poszło.
    Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć że znów jestem szczęśliwa,poznałam kogoś i mam nadzieję że będzie nam razem dobrze,ON przeżył dokładnie to samo co ja,więc bardzo doceniamy to co mamy,świetnie rozumiemy siebie i swoje emocje.
    Tyle w skrócie co u mnie.Bardzo jestem ciekawa co u Kai,Gasi,JG.Odezwijcie się jak możecie

    A WY-wszystkie zdradzone kobietki-trzymajcie się i uwierzcie mi,można żyć bez "(nie)naszych miłości".Życzę odwagi i wytrwałości!Pozdrawiam!

    OLGA

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: maja38   Data: 2010-02-20, 11:05:17               Odpowiedz

    Samamama,
    widzę, że jesteśmy na podobnym etapie. Ja po podobnych wątpliwościach i rozterkach jak Meg4, które trwały 2 lata, rozwodzę się z mężem i też chcę zacząć nowe życie, chociaż jest mi bardzo ciężko, bo moje małżeństwo trwało 15 lat i mamy 12-letnią córkę. Wszyscy mi mówią, że czas leczy rany, ale ja nie wiem skąd czerpać siły na walkę o nowe życie.
    Pozdrawiam serdecznie

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Samamama   Data: 2010-02-19, 00:41:02               Odpowiedz

    Witajcie Dziewczyny,
    Czytałam ten wątek 2 dni jak jakąś powieść. Wzruszałam się, płakałam, wściekałam... Bardzo mi pomogłyście :) Znalazłam dzięki Wam siłe, spokój... Sprawiłyście że chcę wybaczyć (dla siebie bo z Nim nie będę), chcę zacząć żyć, mimo krwawiącego z bólu serca. Szukam siły...
    Meg, JG, Olga, Adam - jesteście WSPANIALI!!!
    Mocno Was przytulam i pozdrawiam. Życzę abyście byli szczęśliwi :)
    Piszcie proszę na tym wątku, bo bardzo się z Wami zżyłam :)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: maja38   Data: 2010-02-07, 20:02:45               Odpowiedz

    Witaj Meg4,
    przeczytałam Twoją historię z zapartym tchem, bo mogłabym napisać dokładnie to samo o sobie, te same uczucia, rozterki, ten sam ból i cierpienie, tyle, że zakończenie zupełnie inne. Mój mąż po każdej kłótni ze mną wracał do swojej kochanki i ja już wiem, że on nigdy z niej nie zrezygnuje, a ja nigdy nie zaufam i nie chcę tak żyć. Boję się samotności i tego, co przede mną, ale jest mi teraz lżej, bez niego. Życzę Ci szczęścia i podziwiam za wolę walki, ja już się poddałam, nie potrafię dalej walczyć.
    Pozdrawiam wszystkich gorąco.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2010-02-05, 23:58:23               Odpowiedz

    Meg - gratuluję sukcesu i przemiany

    hindus powiedział :
    "Dobry kowal, dobrze kuje"

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2010-02-05, 16:08:28               Odpowiedz

    Czas tak szybko leci.
    My pod wpływem przezyć zmieniamy się, zmieniamy swoje poglądy i życie.
    Każde przezycie coś nam daje, wyciągamy wnioski, chcemy staramy się być silniejszymi.
    Dziś wiem, że mozna dać szansę. Nie da się zapomnieć, nie da się zaufać w 100%.
    Zresztą czy to było słuszne aby dać sobie za kogoś rękę obciąć ???
    Czy czas leczy rany, mam nadzieję, że tak, czy można jeszcze być szczęsliwym - oczywiście, że tak.
    Pozdrawiam wszystkich Meg4

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2010-01-17, 21:59:26               Odpowiedz

    A moim zdaniem zastanawianie się czy kocha,wmawianie sobie,że tak właśnie jest. Twierdzenie,że on taki bidny,nie poradzi sobie,itp.świadczy tylko o jednym:mam problem z samooceną,skoro takie byle co zaprząta ma głowę,gdy wiem,że jest kawałem gnoja! Nie wiesz co siedzi w jego głowie! Skoro sam nie zrozumiał,nie zrobił nic by dostrzec coś więcej niż czubek nosa,to nie łudź się,że zrozumie w najbliższym czasie. Czasami terapia i to długa,w której człowiek dostrzega innych,ich problemy i swoje błędy może pomóc.
    Zajmij się swoimi emocjami,jego są daleko,niedostępne,nieodgadnione,nieznane Tobie,skoro się na nie nabrałaś.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Ewa13   Data: 2010-01-17, 21:51:47               Odpowiedz

    Dziewczyny, strasznie mi przykro, ze macie takie przezycia, dołązcam do Was moj watek na tym forum - wejsc dwa razy do tej samej rzeki... ja tez bardzo cierpie i nie rozumiem dlaczego? Trzyma kciuki, zeby wam sie udało, mi nie wyszło...
    A odpowiadajac na pytanie bedace tytułem watku - czy mozna przestac kochac tak poprostu? to ja sadze, z enie... ja nie moge przestac kochac, choc jestem krzywdzona, najgorsze, ze czuje, ze on tez mnie jeszcze kocha, tylko nie radzi sobie ze soba... i dlatego nam sie nie uda, bo on jest uzalezniony od kontaktów telefonicznych z kobietami... to było straszne i nadal jest...ale jak kochało sie naprawde, to sie tak sobie nie przestaje...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: karolinka23   Data: 2009-12-18, 01:30:50               Odpowiedz

    Droga Kaju...
    Myślę,że taka porażka spotkała niejedną z Nas a to co przeraża mnie coraz bardziej to to,ze będzie Nas jeszcze więcej.Moja historia również jest podobna...
    Byłam w zwiazku 8 lat,z facetem,ktory był dla mnie całym moim światem.Przy Nim czułam się bezpiecznie,miałam Go za prawdziwego przyjaciela,nie miałam nikogo blizszego-Jedyna osoba w moim życiu,której tyle poświeciłam i z ktora przezylam tyle dobrego.Przez caly czas czulam sie przy Nim bezpieczna,wiedzialam,ze razem sie zestarzejemy.Jakies pół roku temu planowalismy dziecko.W koncu doroslam do tej decyzji i prawdziwie tego zaprgnelam...Spedzilismy slodkie,dwutygodniowe wakacje w Egipcie...wrocilismy do domu,do swojej pracy i swoich obowiazkow,minely 4 dni i uslyszalam zdanie"...moze Ja nie wiem czego chce..."Pozniej drazac temat dowiedzialam sie,ze jest inna dziewczyna,ktora poznal miesiac temu.Probowalam z calych sil pomoc dowiedziec sie temu facetowi czego chce o d zycia,na kazdy sposob-naprawde wiem,ze probowalam wszystkiego.Poprzez zerwanie kontaktu do przyjecia Go spowrotem do swojego lozka...Nic nie wplynelo na Jego decyzje taki jest zakochany.Czlowiek w stanie słodkiej symbiozy niestety nie potrafi trzezwo myslec,pozytywnie wybiegac w przyszlosc.Zyje chwila bo zazwyczaj takie chwile to chwile rozkoszy i wcale nie mysli o tym co bedzie dalej.Ja po 3 miesiacach staran zauwazylam,ze przy tym wszystki zaczelam znikac.schudlam 5 kg gdzie przy mojej wage zostalo mi tylko 48 i odbilo sie to bardzo na moim zdrowiu to przestalam jesc,po prostu mi wszystko obrzydlo...Wiele razy kiedy patrzylam na to wszystko z boku to zastanawialam sie tylko dlaczego ja jeszcze sobie na to pozwalam,dlaczego tak sie daje ponizac i upokazac facetowi,ktory zwiazal sie z 17letnia dziewczyna majac 28 lat...Ktory przez caly zwiazek mowil mi,ze Kocha ponad wszystko,ze chce zebym zostala Jego zona i ze pragnie dziecka jak nigdy w swiecie.Malo tego On nadal pragnal tego dziecka jak sie spotykam z tamta a sypial ze mna...Gdybym nie zaczelo trzezwo myslec to po prostu zmarnowalabym ten malej istotce zycie bo pozniej jego ojciec dalej ganialby za malolatami...Od dwoch tygodni jestes prawdziwie wolna od tego czlowieka,chodze do psychologa,czesto o tym rozmawiam.Dzis uslyszalam,ze to nie ja potrzebuje psychologa tylko On.
    Zycze Ci i innym zranionym choc na chwile stanac obok i byc na moment ponad to co sie dzieje w Waszym zyciu:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: dziunka   Data: 2009-12-18, 00:27:10               Odpowiedz

    Czytam i oczom nie wierzę... a myślałam, że tylko mnie to spotkało. Faceci to jednak beznadziejne stworzenia, ale do rzeczy...
    5 lat małżeństwa, 8 lat związku, 4 lata starań o dziecko, ciężkie leczenia i upragniona ciąża. W 8 miesiącu dowiaduję się przypadkiem, a mąż się łaskawie przyznaje, że zakochał się w koleżance z pracy... rozwódka, nic specjalnego, dla mnie lekko nawiedzona, manipulująca słabymi ludźmi. Znała mnie, wiedziała, że jestem w ciąży, ale nie przeszkadzało jej to w niczym. Mąż jednak zostaje przy mnie, po namowach moich i naszych rodziców. Jednak dwa tygodnie po porodzie (dziecko urodziło się chore, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy) wyprowadza się do kochanki, zostawia mnie samą po cesarce, obolałą, z chorym dzieckiem, w ciężkim stanie psychicznym. Nic nie pomagają tłumaczenia mu, że to błąd. On wie swoje i już. Potem po kilku tygodniach nagle chce wrócić, a ja, jak taka idiotka, od razu się zgadzam :( To był wielki błąd, bo on zaczął stawiać warunki, a ja się starałam, żeby odnalazł to co zgubiliśmy, a on nic. No i baba nie daje za wygraną, ciągle go molestuje smsami, chociaż on mi podkreśla, że to zakończył i ona ma problem, on nie. Jednak, kiedy zaczyna się z nią znowu spotykać (pretekstem jest np. pomoc przy rowerze, naiwniak) postanawiam się wyprowadzić. Z trzymiesięcznym dzieckiem pod pachą wynoszę się do wynajętego mieszkania. Układy między nami kiepskie, ja ciągle czuję żal, on ma mnie w nosie co jeszcze bardziej mnie denerwuje. Niby stara się opiekować dzieckiem, ale to jest kilka godzin w tygodniu, a ja jestem ciągle sama. Już sobie nawet myślę, jak by tu się zabić, żeby nie bolało :(
    Mój stan jest bardzo zmienny, od totalnego załamania do radości, że pozbyłam się beznadziejnego typa. Ale prawda jest taka, że ja ciągle nie mogę w to uwierzyć. Bo jak się kogoś kocha, zna, ufa jak sobie samemu, to nie można uwierzyć, że ten ktoś potrafi nas tak skrzywdzić. Być taki podły. Nie liczyć się z niczym. Boli wszystko, bolą wspomnienia, boli widok par z dziećmi, bolą rozmowy z rodziną i znajomymi, ale najbardziej boli jego obojętność, i jego obnoszenie się własnym szczęściem. J
    estem bardzo samotna, i jeszcze długa droga przede mną. Dziś już rozumiem, że najpierw muszę mu wybaczyć, sama dla siebie (bo jemu to wisi), żeby móc żyć dalej. Ale czy to w ogóle kiedyś nastąpi? Nie umiem się z tego wyleczyć, w sumie to bym chciała, żeby wrócił, ale żeby wrócił mój mąż sprzed 8 miesiąca ciąży, a nie ten obcy facet, który teraz odwiedza nasze dziecko :(

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2009-11-24, 12:15:47               Odpowiedz

    Witaj Kaju
    jak nastrój przed świętami i jak nowy dzidziuś?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2009-09-26, 20:52:26               Odpowiedz

    Ja umywam ręce, ciągłe tłumaczenie mu jak chłop krowie na rowie że robi źle jest bez sensu. Odezwę się do niego za pół roku i jednak cicho wierzę, że się opamięta.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-09-26, 13:15:37               Odpowiedz

    Ja pierdziu! A to już inna sytuacja. Pewnie jeszcze zdjął obrączkę, bo mu przeszkadza w pracy...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2009-09-26, 05:53:46               Odpowiedz

    Miałam na myśli jego i jego rodzinę.
    Poza tym pewnie ta druga do tej pory nie wie że jest zajęty i dzieciaty.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-09-25, 21:51:17               Odpowiedz

    bo chyba nie mam nic do powiedzenia ...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-09-25, 21:31:53               Odpowiedz

    dlaczego jak najmniej bolesny?
    Dobrze, że wygarnełaś.

    Tacy się nie cackają więc i z nimi się nie powinno.

    JG pozdrawiam cię cieplutko

    Meg

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-09-25, 21:27:25               Odpowiedz

    jeszcze jedno...chyba bedziemy mięli drugie dziecko...

    Kaju jeśli to 100% to moje gratulacje i życzę Tobie i Twojej malutkiej "fasolce" duzo duzo zdrówka szczęscia i miłości.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2009-09-25, 07:59:40               Odpowiedz

    Cieszę się że Ci się układa.

    Ja jednak postanowiłam nie czekać tylko wygarnąć koledze wszystko i powiedzieć żeby sobie szukał innej powiernicy, mam dość jego pseudoproblemów emocjonalnych i zamiast się martwić co może zrobić chcę się pożądnie wyspać. Mam dośc jego ,jego paplaniny że spotkał kobiete swojego życia i innych bredni. Życzę im tylko by upadek był jak najmniej bolesny.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: kaja133   Data: 2009-09-24, 23:01:00               Odpowiedz

    Witajcie

    po długiej przerwie zajrzałam dziś na forum - i o dziwo ten wątek nadal żyje...

    muszę uciekać do domu (jestem jeszcze w pracy) więc chociaż krótko; u mnie wszystko w porządku, pozbyliśmy się koszmaru ubiegłego roku. Ani mi, ani tymbardziej mojemu mężowi nie tęskno do tamtych "uniesień". Oczywiście czasami mam gorszy dzień i trochę na siłe przypominam sobie to co było bo uwierzcie w naszym życiu nie ma już nic z tego koszmuaru. Czasami trudno mi uwierzyć, że to naprawdę mnie spotkało.

    i jeszcze jedno...chyba bedziemy mięli drugie dziecko...
    naprawdę warto powalczyć - Meg wiem, że trudno Ci w to uwierzyć, ale może jeszcze być zupełnie normalnie

    pozdrawiam wszystkich, którym nieobojetne są czudze zmartwienia i jeszcze raz dziękuję, że mogłam na Was liczyć kiedy zawalił się cały mój świat.

    ...i mam nadzieję, że może kogoś przekonałam, że czasami warto walczyć o to co ważne...ja wygrałam i chyba znowu jestem szczęśliwa...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2009-09-24, 22:40:26               Odpowiedz

    Ja nie mam zamiaru trwać przy tym. Jak zrobi krok za daleko (a i tak mi o tym powie) to zrywam z nim kontakt. Męczy mnie to jak zmienia nagle to co mówi i czuje. Dla mnie to człowiek który ma problem ze swoimi emocjami a nie z brakiem miłości i fascynacji w zwiazku .Gdzieś usłyszałam (z ust faceta),że Ferrari też można mieć ale i tak trzeba je myć ,tankować itp.
    żeby było zabawniej ani żona wraz z dziećmi ani przyszła kochanka nie wiedzą o swoim istnieniu.

    Czy człowiek to zwierze monogamiczne? Hmm raczej nie zwierzę. Człowiek to konstrukcja energetyczno-psycho-fizyczna. I ma coś takiego jak podświadomośc, dzięki czemu wzór wszelkich cnót może w mgnieniu oka zmienić się w bezlitosnego konsumpcjonistę i zdradzacza jeśli zakoduje w podswiadomości odpowiednie treści. Może i wielu z nas nie jest odpornych na poządanie ,ale ciało nami nie rządzi tylko umysł i wola.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-09-24, 22:20:59               Odpowiedz

    Tak. Napisałaś dużo kompletnie nic nie mówiąc...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-09-24, 22:17:15               Odpowiedz

    Ciekawa - politykiem ????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-09-24, 22:04:22               Odpowiedz

    Możliwe, że bardzo sie przydasz, więc może wytrwaj ten zawrót głowy. Mój kumpel też tak się zachowywał. Dla innej kobiety rzucił żonę i dzieci (tzn. z dziećmi ma dobry i częsty kontakt). A tamta druga kobieta całkowicie porzuciła swoje dzieci (zostawiła 9 i 13-letniego chłopca w Holandii)! Dla niego. Dla wielkiej miłości...
    Nigdy nie przytakiwałam koledze, gdy wychwalał ją pod niebiosa, nie szczędziłam mu cierpkich słów. Czułem jednak, że kobieta, która potrafi zostawić dzieci, jest zdolna do każdej podłości. Byłam, bo mogłam pomóc, by dzieci nie straciły ojca, by relacje między nim a jego porzuconą żoną były poprawne.
    Dziś wiem, że byłam potrzebna.
    A swoją drogą, czemu to zawsze wygląda tak samo? A może powinniśmy od początku być przeświadczeni, że człowiek to nie jest zwierzę monogamiczne? Bylibyśmy w każdej chwili przygotowani na zdradę i tak by nie bolało?
    Mój kolega zachowywał się wcześniej dokładnie tak jak mąż z wątku "podwójne życie". Niby żałował, chciał naprawić, ale to było silniejsze od niego. Aż pojechał po bandzie. Ofiar w tym jest mnóstwo. Przede wszystkim dzieci. Głównie tej drugiej kobiety, która ma z nimi kontakt telefoniczny. Nawet ukochanego psa im zabrała...
    Żona kolegi była chodzącą doskonałością. W domu czyściutko, obiad z dwóch dań, dzieci ułożone, koszule poprasowane, ciasto upieczone. Nie wtrącała się do niczego. Ideał. Tylko seksu nie lubiła za bardzo... A tamta nie jest zajęta domem, tylko własnym rozwojem. Dużo rozmawiają, bo mają o czym. I Ona lubi seks. I dyktuje warunki.
    A ja ciągle próbuję to wszystko zrozumieć. A on coraz częściej potrzebuje pogadać...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Kiddo21   Data: 2009-09-24, 21:02:06               Odpowiedz

    Kaja ,jeśli tu zaglądasz to chętnie bym sie dowiedziała co u Ciebie nowego.
    To samo się tyczy reszty starej gwardii ( ja to JG jakby ktoś nie wiedział).

    Ja własnie świadkuję takiemu nagłemu przestaniu. Kompletnie nie rozumiem faceta którym kiedyś on był (mój kolega). Ma kobietę ,dzieci. A od miesiąca wdaje sie powoli w romans z jakąś studentką(może świeżą absolwentką). Jeszcze to patetyczne "To kobieta mojego życia" i inne bzdury, choć wcześniej mówił jak bardzo kocha swoją wcześniejsza wybrankę. Ale miłośc nagle gdzieś uleciała i od miesiąca juz jej nie kocha i już dawno by z nią skończył bo go męczył ten związek gdyby nie dzieci. Jak się okazuje to dzieci jak na razie nie są aż takim problemem kiedy nadeszła nowa wielka miłość. Faktem jest że przez ostatni rok mieli spore problemy w związku (raczej z jego winy, choć i ona tez się dokładała) ,ale to co widzę w ciągu ostatniego miesiąca to przegięcie.
    Jak pisze mi jak wychwala jej urodę i jak sie z nią cudownie rozmawia (żona myśli zbyt przyziemnie) to szczerze odechciewa mi się z nim kontaktów. Co z tego będzie nie wiem ,ale po raz setny nie mam zamiaru mu tłumaczyć czegoś co i tak doskonale wie, jednak nie zaprzestaje schodzenia na drogę krzywd i cierpienia. Z resztą to co on robi odbywa sie dokładnie punkt po punkcie jak w tutaj opisanych historiach tylko że dopiero od początku. Mam nadzieję ze jego zona i dzieci będą szczęśliwi ,a jemu współczuję.
    Kto zrozumie ludzi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ciekawa   Data: 2009-09-24, 10:48:43               Odpowiedz

    Zgadza się,ale..

    Meg,powinnaś zostać politykiem.

    Polecam terapie,by uwierzyć w siebie.Twój mąż od początku mi się nie podobał.nie wiem co chciał osiągnąć szukając wrażeń na boku,choć jest i taka opcja,że czuł się niedowartościowany i stąd ta panienka->czyli wina jest przede wszystkim po stronię męża.Ale to tylko jedna z opcji.Patrząc szerzej dwoje dzieci,w tym jedno malutkie,nie dorósł do roli męża i ojca.
    Idź,zrób coś dla siebie i dzieci.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-09-24, 10:37:36               Odpowiedz

    To prawda. Nic już nie jest takie samo...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-09-24, 10:33:04               Odpowiedz

    Aniu, Ciekawa, cóż mogę napisać.

    Czy jest to etap, który zamknełam ???? Hmmm, nie wiem, więc trudno mi pisać, czy to co mnie spotkało odbiega czy jest zgodnie z jakimś schematem.

    Myślę, że nie ma tu schematów, myślę, że każda zdrada, związek jest inny tak jak i każde zakończenie problemu.

    Walczyć mozna długo, nadzieja umiera ostatnia, dopuki mamy siły, dopuki da się coś uratować warto walczyć. Warto dla dzieci przede wszytkim - dla nich, oczywiście należy wiele rozważyć.

    Dopiero czas pokaze czy podjęte decyzje były słuszne.

    Myślę, że zdrada tak czy siak zmienia życie. Czy układa się zycie na nowo z kimś innym, pozostaje samemu, czy w małżeństwie, już nie odzyskuje się tamtego zycia.

    Zdrada małżeńska to nie tylko fizyczność to również zdrada partnera (przyjaciela) więc jak zaufać ponownie? Nie tylko jemu, ludziom ogólnie ludzio.

    Myślę, że potym wszystkim jestem juz inna. Nie ufam (chyba nikomu), mam dystans do wielu spraw, teraz jak nigdy wcześniej bardziej myślę o sobie i dzieciach aby było mi dobrze.

    I nie wiem czy kiedykolwiek byłabym w stanie tak się oddać, zaufać jak było to jeszcze rok temu.

    Nie wiem czy byłabym w stanie ..., ale i nie wiem czy chciałabym.

    CHYBA JUZ NIE.

    Pozdrawiam





  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-09-19, 21:10:21               Odpowiedz

    Meg napisz. Tu co chwila ktoś ma ten sam problem. Może nie potwierdzą się schematy. Napisz. A w ogóle cześć...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ciekawa   Data: 2009-09-19, 20:30:55               Odpowiedz

    Napisałaś..czyli jest z Tobą?Z Tobą, Wami ale jakby osobno?
    Napisz coś więcej,to może pomóc popatrzeć trzeźwo innym z podobnymi problemami.
    Pzdr.
    :-)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-09-19, 18:27:28               Odpowiedz

    Hej!

    Co u mnie. Jakoś leci. Zawsze jakoś się układa, raz dobrze raz zle, ale zawsze jakoś.
    Dziś jeszcze nie mam tej chwili aby napisać jak u mnie. Są dni uśmiechu i smutku, przykrych wspomnień i zadowolenia z tego, że jest jak jest.
    Są dzieci i dla nich dziś zyję, wszystko co zrobiłam, co robnię - robię z myślą o nich.
    Wszystko co robię - robię dla moich dzieci. Dziś nie on jest najważniejkszy dziś najwazniejsza jestem ja i moje dzieci.

    Oczywiście, że zaglądam na forum. Ale juz nie tak często. Mam mało czasu, dzieci rosną, obowiązków przybywa. Na dniach wracam tez do pracy.

    I tyle. Pozdrawiam Was.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-08-29, 10:24:29               Odpowiedz

    Też jestem ciekawa...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-08-29, 10:22:50               Odpowiedz

    Meg4
    czy jeszcze zaglądasz na forum?
    Co u Ciebie słychać?
    Jak rozwiązały się Twoje problemy ?

  • RE: do Meg

    Autor: adam48   Data: 2009-07-23, 22:40:44               Odpowiedz

    Meg
    Wpisujesz już w inne watki swoje posty.
    Co u Ciebie ?
    Czy już załatwiłaś ten pobyt w szpitalu ?

    Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-07-16, 14:58:29               Odpowiedz

    tak długo jak trzeba

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: d1b1   Data: 2009-07-16, 00:41:32               Odpowiedz

    TAK!! ile mozna jeszcze ciagnac ten temat?

  • RE: dowidzenia

    Autor: aanka   Data: 2009-07-14, 12:32:00               Odpowiedz

    Droga Meg,
    Myslalam o twojej sytuacji. Maz faktycznie postapił nieodpowiedzialnie i źle. Ale ja bym go nie oceniala az tak surowo. My ludzie nie jestesmy doskonali, kazdy z nas popelnia błędy, jeden mniejszy, drugi wiekszy. Czesto robimy cos nie zastanawiajac sie nad konsekwencjami. Faceci sa szczegolnie podatni na wdzieki babeczek... To straszne, ale takie jest zycie. Przebaczenie jest bardzo trudne, wiem cos o tym. Gdy sie kogos bardzo kocha, to naprawde boli. Ale nie jestesmy idealni, bez wad, pokusy czaja się wszedzie. My ludzie jestesmy slabi, tak uwazam. ja juz teraz nie chce oceniac, kiedys przychodzilo mi to latwo. lecz nie dziś. jesli nie umiesz zyc po zdradzie, to trudno. Tez to rozumiem. Powodzenia, Meg. Oby czas szybciej płynął.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: aanka   Data: 2009-06-30, 14:01:24               Odpowiedz

    bardzo fajnie to Piotrze napisałeś... Tak wlasnie czesto jest. natura wiedzie nas na manowce. czesto nie umiemy docenic tego co mamy. W zwiazkach sie oddalamy, bo nie rozmawiamy ze sobą na wązne tematy, ktore sa w sercu. Jesteśmy zbyt pewni partnera. Do namietności potrzeba niepewności!!! Troche zazdrosci.

  • Dziewczyny co u was?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-06-30, 05:48:21               Odpowiedz

    Olga przepraszam żen ie odpisuję ,ale ciągle zapominam ,wiem, wredne ze mnie krówsko ; P

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-24, 23:46:15               Odpowiedz

    Możliwe, że on naprawdę chciał, ale uznał, że nie dzieląc jego pasji, nie będziesz potrafiła go zrozumieć. On kocha tylko siebie i taniec. Znam środowisko tancerzy. Oni faktycznie nie potrafią utrzymać związku z partnerem "nie tańczącym". Dopiero po Twoim poście sobie to uświadomiłam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-24, 15:47:26               Odpowiedz

    nic dziwnego że tak się czujesz, to naturalna reakcja gdy zdarza nam się coś przykrego co nas boli i czego nie chcemy
    ale musisz sobie uświadomić pewne rzeczy
    -na niektóre sprawy nie masz najmniejszego wpływu zwłaszcze na uczucia innych
    -masz wpływ na siebie i sobie możesz pomóc więc popatrz więcej na siebie i zajmij się sobą
    -nie trzymaj swojego faceta na siłę kiedy on już mentalnie nie jest z tobą, wywołujesz u niego poczucie winy i jakieś dziwne zobowiązanie wobec ciebie a to NAPEWNO nie jest miłość.

    3 maj się.dużo ludzi o ile nie każdy na tym forum przeszedł żal i ból rozstania zawodu, i wszyscy żyją dalej ja np.żyje dalej.choć czasami wcale nie ma się ochoty;0

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: irminka   Data: 2009-06-24, 15:30:15               Odpowiedz

    Chciałabym czuć ten czas :) Narazie czuję się okropnie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-24, 15:20:10               Odpowiedz

    wiesz, lepiej żebyś założyła osobny wątek, moja taka rada..
    a jeżeli chodzi o opis związku..
    już od połowy opisu dało sie wyczuć że facetowi przestało zależeć tylko kręcił i odsuwał temat uczuć.Jak wydaje mi się, nie chciał cię zranić, zauroczył sie tobą na początku zakochał ale w pewnym momencie mu przeszło zdał sobie sprawę że to nie miłość była....ale to daleko zabrnęło i widział twoje zaangażowanie więc bał się tak jakby ci to powiedzieć...może odsuwał od siebie te myśli, myślał że to chwilowy kryzys.

    podsumowaniem.
    nie jesteś dla niego kimś na tyle ważnym aby poświęcił się trochę, zrezygnował z niektórych rzeczy i postanowił tworzyć poważny związek...on biegnie przed siebie nie rozgląda sie na boki...a ciebie już zostawił w tyle za sobą.tylko ty jeszcze próbujesz..jest taka maksyma..

    "jeśli coś kochasz puść to wolno jeżeli wróci jest twoje jeżeli nie niedy nigdy twoje nie było"

    tak więc do miłości nikogo nie zmusisz i zamiast gonić za nim zatrzymaj się i spójrz na siebie co każe ci prosić kogoś o miłość i dlaczego.
    o miłość prosić się nie powinno...można zawalczyć ale są granice gdzie trzeba wiedzieć że czas się wycofać....czujesz ten czas??

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: irminka   Data: 2009-06-24, 15:05:51               Odpowiedz

    Przepraszam za literówki i niedociągnięcia...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: irminka   Data: 2009-06-24, 14:53:22               Odpowiedz

    Witam serdecznie,
    moja sytuacja może nie jest aż tak poważna, gdyż nie zawarłam związku małżeńskiego ani nie mam dzieci.Ale bardzo proszę o opinie, gdyż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś mi tu nie pasuje.Poznałam na studiach chłopaka,zakochałam się od pierwszego wejrzenia, nie wierzyłam że to w ogóle możliwe,ale w tym przypadku to było jak "strzała amora".On był na wymianie studenckiej, przyjechał do Polski tańczyć, gdyż ze względu na swój wzrost nie mógł znaleźć w swoim kraju pratnerki, wcześniej już miał spore osiągnięcia, ale jego partnerka odeszła ze względu na kłopoty finansowe.Zaczęliśmy się od razu spotykać,najpierw rozmawialiśmy po angielsku, potem po polsku, bo nasze języki bardzo są podobne, więc nie było problemów.Byłam zachwycona jak mój chłopka przekręca polskie słowa, jak wiele słów w jego języku ozn. coś zupełnie innego niż wydawać by mi się mogło, albo pochodzi ze starosłowiańskiego i u nas wyszło już z użycia.Kiedy on nauczył się podstaw polskiego to potem już było z górki.Od początku naszej znajomości pomimo, że szliśmy do przodu czułam że coś jest nie tak.Zdarzało mu się wychodzić na imprezy, nie pytając mnie czy ja chciałabym wyjść z nim, ja oczywiście jestem zdania że każdy potrzebuje trochę swobody, ale wciąż miałam wrażenie, że jestem lekceważona i pomimo że jesteśmy razem to on wiele decyzji podejmuje sam, nie zważając na mnie.Podobnie było w jego świecie tańca, do którego nie miałam praktycznie nigdy dostępu.Pierwszej partnerki nie zdążyłam nawet poznać, chociaż nie raz pomagałam mu do niej pisać sms-y po polsku.Minęło pół roku, on postanowił że zostanie na kolejne 6 miesięcy i postara się o coś w rodzaju stażu.Mówił że ma w Polsce wszystko (taniec, mnie) i nie chce wracać do kraju.Niestety wiedzieliśmy że musi wrócić,bo semestr który był w Polsce nie mógł być zaliczony u niego w kraju.Ale to tylko 5 miesięcy, a nasze kraje są tak blisko...Kolejne rozczarowania czekały na mnie-pierwsze gdy mój chłopak zobaczył mój pokój i powiedział że wolałby zamieszkać w akademiku, jeśli to mu się będzie bardziej opłacało, ale jak tylko się dowiedział że możemy płacić po połowie, a jego szkoła tańca była praktycznie pod moim blokiem postanowił zostać.Coraz częściej wyjeżdżał z nową partnerką, był u niej przez tydzień, wspólne zakupy, mówiłam żeby uważał, potem jakaś impreza na którą mnie nie chciał zabrać, nadal nie znałam jej osobiście,w końcu przyznał się nawet że ona chciała czegoś więcej, ale on odmówił,bo przecież ma mnie...Zaprosiła go na Sylwestra zagrancę, odmówił, zaprosiła nas obojga do Polski.Potem twierdził że ona się zmieniła.Poznałam ją,poszliśmy razem na łyżwy, wydawała się rzeczywiście w porządku, pozytywnie zakręcona.Pracowałam, zmieniałam prace, on trenował, szykowaliśmy się do rozstania.Był coraz bardziej bierny wobec mnie.W końcu wyjechał, przyjeżdżał do mnie, bo miał treningi w Polsce.Nigdy nie zapomnę jak wstawałam rano,żeby spotkać się już na dworcu.Byłam dumna,że mam kogoś takiego.Miał coraz więcej osiągnięć w tańcu,spędzał coraz więcej czasu z partnerą, ona pierwsza pojechała do niego do akademika,jej siostra ma szkołę tańca więc jeździł również trenować do jej rodzinnego miasta, z nią też i jej siostrą tam obejrzał w kinie film taneczny, na którym bardzo mi zależało o czym wiedział.Przyznał się stwierdzając że postawiono go przed faktem dokonanym.Obiecał że obejrzymy jeszcze nie raz piękny film, a ten może obejrzeć ze mną jeszcze raz.Było coraz gorzej, jego turnieje,egzaminy, nie miał dla mnie czasu, nawet na chwilę rozmowy,sms-a.Dostałam się na staż zagraniczny-2 mięsiące, on miał do mnie przyjechać, pomyślałam że takie coś dobrze nam zrobi, zrezygnowałam z pracy, która bardzo mnie przygnębiała,bo na co dzień stykałam się z neurologią, ciężką geriatrią, kalectwem, śmiercią...Pojechałam w końcu do niego do akademika do jego kraju, rozczarował mnie że mogę zostać tylko 3 dni, miałam za tydzień jechać do Anglii.Nie dał mi prezentu urodzinowego, chociaż skłamał że ten prezent już czeka na mnie u niego.Dałam mu nasz portret, nie wziłą go do siebie twierdząc, że będzie mu zbyt ciężko.Czułam, że coś jest nie tak, nie chciał się kochać, nie całował mnie tak jak kiedyś...Z powodu kryzysu gospodarczego i braku organizacji uczelni staż ni wypalił w terminie, już prawie 2 miesiące jak minął termin, nadal szukają, ale podobnie jak inni musiałam zrezygnować z pracy.Byłam bardzo przygnębiona, szukałam pocieszenia u niego.Ale on mało się odzywał, jakbym była dla niego niewidzialna, jakbym rozmawiała ze ścianą,Na pytanie wprost czy mnie kocha-odpowiedział że kocha, ale czułam że wymuszam to na nim, prosiłam by mnie nie lekceważył, bo stanę się mu obojętna, a on mówił że będzie pamiętał, że chce być ze mną, że mnie potrzebuje...Miał przyjechać do Polski na turniej,mój pokój był wynajęty na czas mojego rzekomego pobytu w Anglii więc musiał zostać u swojej partnerki.Udało mi się jednak pożyczyć pokój od koleżaki.Byłam szczęśliwa, ale przez tel w jego głosie wyczułam pesymism.Postanowiłam,że pójdę do niego na trening bo nigdy nie byłam,na początku miał opory ale w końcu się zgodził, popatrzyłam 15 min potem wpomachałam mu,dając do zrozumienia że nie chce już przeszkadzać-podbiegł,powiedział że zadzwoni i pocałował mnie w czoło.Wieczorem znów niechęć, ja zdenerwowana jak przyszedł,dał mi do zrozumienia że nie chce zostać,zrobiłam mu wykład, nic nie mówił-milczał na koniec dodał "każdy tancerz jest takim egoistą,taniec jest dla mnie najważniejszy, zrobię wszystko żeby móc tańczyć".Powiedziałam że wytworzyła barierę między nami, że bardzo niegdy nie stanę mu na drodze,chcę żeby mógł się spełniać w soich pasjach,że będę tolerancyjna, ale proszę o to żeby się ze mną dzielił czasem, żeby opowiedział mi jak było na turnieju, pokazał coś, dał mi trochę radości którą czerpie z tańca,a nie był pesymistyczny i taki bierny wobec mnie...poznaliśmy się na dyskotece, ale w parze nie umiałam tańczyć-wiedział o tym, ale nie podjął się nauczenia mnie czego kolwiek.Został na noc, przytuliliśmy się-powiedział że tęsknił.Potem masaż, o który zawsze mnie prosił ze względu na mój zawód,on też mnie pomasował.Kochaliśmy się ale on znów był w tym bierny...Można powiedzieć że to ja się z nim kochałam a nie on ze mną..Rano śniadanie,dziękuje buzi...Czekałam aż zabierze rzeczy do niej i przyjdzie do mnie następnego dnia po treningu...Zero wiadomości, napisałam do niego,była 21.20.Napisał że dopiero skończył i że nie ma sensu się przenosić, że musi jeszcze coś napisać, że to długo zajmie.Poprosiłam żeby jednak przyjechał bo to 20 min, a rano szybciej dojedzie na dworzec skąd miał jechać na turniej do inngo miasta.Nic...Płakałam, zadzwoniłam do niego,powiedziałam że nie rozumiem,dlaczego jestem sama...Chciał mnie pocieszyć, powiedział że wszysko będzie dobrze, a za chwilę "bo ja już nic nie czuję".Prosiłam żeby przyjechał, zapytał po co, a potem się zgodził.Chwyciłam się za alkohol.Kiedy przyjechał byłam już pijana.Pytał "czy będzie mi lepiej od tego alkoholu..."Rzuciłam się na niego, byłam pijana, odepchnął mnie, ryczałam, powiedział "kotu"tak jak zawsze do mnie mówił'"nie mów do mnie kotu!".Zaczął po imieniu.Za chwilę torsje,stał przy mnie z miską.Nie wiem kiedy straciłam przytomniość, obudziłam się z bóle głowy, mdłościami i znalazłam kartkę "bardzo mi przykro z tego wszystkiego".Byłam chora, nie mogłam wstać z łóżka,pisaliśmy smsy.Turniej mu nie wyszedł,był niewyspany, prosiłam żeby jeszcze raz wszystko przemyślał, wysłałam mu kupę sms-ów.Dusiłam się, tak bardzo mu ufałam, przecież powiedział że niedługo będzie miał czas tylko dla nas.Przepraszał, że tak wyszło, napisał że zadzwoni wieczoram.Cudem wróciłam do domu, w domu ryk, mama dawała mi jakieś prochy...Zadzwonił, powiedział że nie wie czy dobrze zrobił, gubił się w zeznaniach, kiedy pytałam czy to koniec niepotrafił powiedzieć,tylko tyle że jest teraz źle.Dziś minęły praiwie 3 tyg., nadal płaczę, on twierdzi że przestał mnie kochać,że chyba mnie oszukiwał pisząc że nadal mnie kocha,że zwariował przez to wszystko, turnieje, egzaminy...Najgorsze jest to że nie chce spróbować jeszcze raz,napisał w prawdzie że potrzebuje czasu, ale potem że jestm już wolna, że mogę robić co chce, całkiem przestał się mną interesować, chociaż rozmawiamy to on już nie jest tą samą osobą, jest zimny.Boi się do mnie powiedzieć coś miłego, nazywa mnie oschle...Wysłał mi piosenkę na moje pytania nie odpowiadając "Some things just R the way they R".Wymusiłam żebyśmy się jeszcze spotkali, że ja nadal go kocham, żeby się postarał dla mnie, kupił prezent kwiaty, żebyśmy gdzieś wyszli, spędzieli całe dwa dni ze sobą nie myśląc o problemach.Powiedział, że jak powie że mnie nie kocha po raz drugi to będzie jeszcze gorzej...Ale powiedziałam że zaryzykuje i zgodził się.Dodam jeszcze rodzice mojego chłopaka rozwiedli się jak miał 11 lat,on nigdy nie zabrał mnie do swojego domu rodzinnego, wypierał się gdy go prosiłam, kiedy go poznałam powiedział że zostawił dziewczynę która postawiła mu ultimatum "albo ja albo taniec w Polsce".Nidgy nie byłam zaborcza wobec jego pasji, chociaż prosiłam żeby uważał na swoją partnerkę, która udaje przyjaciółkę a chce czegoś więcej.Jak się później okazało miałam rację, ale nie robiłam z tego wielkiego halo, bo wiedziałam że nic go znią nie łąćzy,prosiłam żeby nadal uważał.On nie ma teraz innej kobiety,jestem pewna że jest sam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-06-24, 13:13:19               Odpowiedz

    no sławnie kochana propagandę sieje w sprawie której sama nie potrafię...zapukać do czyiś drzwi i powiedzieć chodźMY...to się nazywa chyba spełnianie marzeń słuchanie potrzeb...

    a my się tak usilnie trzymamy schematów dyktowanych przez kulturę społeczeństwo etyki czasem moralności udem uprzedzania zasady jakieś tam....tylko krowa zdania nie zmienia...zresztą co masz do stracenia????bo chyba mniej straciłabyś na wypadek niepowodzenia niż zyskała gdyby jednak się okazało że tęsknota zżera nie tylko ciebie

    odwagi...lepiej żałować że zrobiło się źle niż żałować że nie zrobiło się wcale

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-06-24, 00:29:51               Odpowiedz

    Salinko

    nie wiem , czy dobrze. Może , ale ze szczerego serca dla ukojenia

    http://www.youtube.com/watch?v=f1d5Bv85sqM&feature=SeriesPlayList&p=E04E88A5E2EFB31C

    jest w życiu tak, że można, naprawdę można, tak niewiele potrzeba, tak potrzeba troszeczkę zrezygnować z siebie, tak troszeczkę poskromić dumę, tak powiedzieć "może koniec tych wakacji, chodźmy razem......bo nie przestałam ......".

    Życzę tobie takiej fajnej odwagi, odwagi otwarcia się na życie

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: SALINKA1   Data: 2009-06-23, 23:58:37               Odpowiedz

    Witajcie. Od czasu do czasu zaglądam tu i z ciekawością czytam Wasze wpisy. Mam 50 lat. Ponad 20-letnie małżeństwo poza sobą i syna 25 letniego przy sobie. To ja zostawiłam męża, choć nie było osób trzecich, ani pijaństwa, czy bicia. Byliśmy sobą zmęczeni, brak komunikacji, seksu, moja choroba, o której nikt z nas nie miał pojęcia (nadczynność tarczycy + przekwitanie).... On - ciężki charakter, być może ja też.... To ja podałam o rozwód i też już na drugiej sprawie byliśmy po. Sądy nie potrafią pomóc. Wykonują wolę zleceniodawców. Minęło już prawie 6 lat, a ja przez pierwsze dwa lat nie myślałam o niczym innym jak o pracy i innych dodatkowych zajęciach - byleby tylko nie myśleć...... ale ileż można? Siebie człowiek nie oszuka. Miłość można zagrzebać pod stertą różnych spraw, a ona i tak się wymknie i uderzy ze zdwojoną siłą ( tak o miłości ktoś kiedyś ładnie powiedział- ale to prawda)Dzisiaj tęsknię, bardzo. Nie potrafię ułożyć sobie życia na nowo, choć próbowałam różnych działań. Nie pomaga nic. Tęsknota zżera mi duszę.... Tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Wiem, że to niemożliwe. On, jak na razie, też nie ułożył sobie życia. Mieszka z rodzicami. A ja w naszym mieszkaniu, gdzie każdy kąt przypomina mi Jego. Cholera, ciężko.

  • RE: dowidzenia

    Autor: ania7   Data: 2009-06-22, 14:14:20               Odpowiedz

    Będziesz Meg.
    Pewnego dnia będzie bolało mniej, potem znowu mniej i mniej.
    Trzymamy kciuki, cokolwiek zdecydujesz.

  • dowidzenia

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-22, 07:21:34               Odpowiedz

    kończę dziś ten wątek

    wiecie o mnie wszystko
    jak kocham jak cierpię jak bardzo jestem niezdecydowana jakie mam wady jak bardzo nie umiem sobie z tym poradzić

    tu wylałam mnustwo łez zali

    dziś wiem ze muszę sama siebie odnależć zrobić coś czego nikt by się nie spodziewał

    dziś chcę zrobić coś moze czego nie powinnam
    coś o czym marzę - hmmmm

    moze za jakiś czas się odezwę

    będę zaglądać

    dzięki dziewczyny


    TRZYMAJCIE ZA MNIE KCIUKI

    TRZYMAJCIE ABYM BYŁA JESZCZE SZCZĘŚLIWA

  • re

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-22, 06:21:28               Odpowiedz

    Czy to kiedykolwiek przestanie boleć - rozrywać od środka. Czy prześpię noc, nie myśląc, płacząc, tęskniąc. Czy to naprawdę przestanie boleć.????
    To takie okropne uczucie.

    Nie wiem na czym stoję! Z nadzieją w ręku i rozdradtym sercem.

    Co robić, aby to przetrwać.

    Nie umiem czytać, nie umiem się skoncentrować na niczym, poprostu jest mi bardzo bardzo bardzo zle.

  • Dla Albertyny, Sylbut i reszty

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-06-21, 18:03:02               Odpowiedz

    Książki Josepha Murphego "Potęga Podświadomości", "Ukryta Moc", "Dar Intuicji".

  • RE:

    Autor: ania7   Data: 2009-06-21, 15:50:35               Odpowiedz

    Jakbym czytała historię moich przyjaciół! Małżeństwa mojego najlepszego przyjaciela, który pewnego września powiedział mi, że nie wie jak poradzić sobie z tym, że oddala się od swojej Kasi, a Kasia od niego. O tym, ze od lat nie mają o czym rozmawiać, bo Kasia poświęciła sie dzieciom i siedzi w domu, a on wciąż pnie się w górę w swoim dziennikarskim rzemiośle. Jakbym słyszała Kasię, która pyta "Ania co sie dzieje? On mnie już nie widzi, kochaliśmy się 6 miesięcy temu, nawet o tym nie myślę". Już w styczniu była przy nim nowa kobieta. Rozwijającą się, uprawiająca seks z rozkoszą i podziwiająca jego zawodowe zdobycze.
    Byłam przy nich. I rozumiałam ich oboje. Nawet jego...Oboje płakali. Próbowali to naprawić, ale już nie wyszło. On właśnie się wyprowadził, ona zastanawia sie co będzie robić, gdy dzieci pójdą spać. On się boi przyszłości. Popieprzone to wszystko.

  • RE:

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-20, 21:05:17               Odpowiedz

    http://charaktery.eu/artykuly/Milosc-Przyjazn-i/214/Odejscia-bez-powrotow/

  • RE:

    Autor: ania7   Data: 2009-06-20, 13:10:57               Odpowiedz

    Ależ Ty też potrafisz. I zobaczysz, że dasz radę. Tylko nie błagaj o miłość, nie staraj sie na nią zasłużyć, bo jesteś warta wszystkiego co najlepsze. A dostajesz wielkie g...

  • RE:

    Autor: miki12   Data: 2009-06-20, 00:01:33               Odpowiedz

    zazdroszcze tym które potrafiły odejsc albo zakończyc to co było chore. Ja nadal tkwię w związku który mnie wyniszcza i dobija a nie potrafie odejsc, sama winie za to siebie. tyle czytałam chodze do psychologa i nadal nie potrafie niz zrobic.A on ? siedzi przed swoim kompem i gra sobie i gada przez skapa jakby nigdy sie nic nie stało. Widze ze jestem mu totalnie obojetna i nawet nie potrafi jak mezczyzna usiasc i porozmawiac w jedna albo w druga jak ja probowałam to powiedział mi ze sam nie potrafi sobie wybaczyc i zrozumiec tego co sie stało a jak ja mam sie czuc, zdeptał mnie, zeszmacił jako kobiete i co mysli ze mi przejdzie bo wie ze nie mam siły czy odwagi aby odejsc ? Jak pomoc samej sobie, dlaczego mi wciaz zalezy a jemu nie. Nie znajduje odpowiedzi a ta pustka ta nicosc to zawieszenie dobija mnie do reszty. Podziwiam Was za odwage i za to ze szanujecie same siebie.

  • RE:

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-18, 21:49:55               Odpowiedz

    chiałabym napisać coś mądrego, ale pewnie mi się to nie uda.
    pewnie problem lezy we mnie a nie w nim.
    pewnie juz dawno to ja potrzebowałam pomocy, ale jakoś nie było po drodze.
    narazie nie bede sie odzywać. poczekam na wizytę u tej pani. Mam nadzieję, że się pozbieram. Tak jak wy dziewczyny. W pewnym sensie zazdroszcze wam, ze macie juz cos za sobą, ze czujecie sie silniejsze.
    Mam nadzieje, ze i ja pewnego ranka obudze się i nie poczuję tego wszystkiego co dziś.
    BARDZO WAM DZIĘKUJE ZA WSZYSTKO
    DO KOLEJNEGO WPISU ... ZA JAKIS CZAS

  • RE:

    Autor: sylbut   Data: 2009-06-18, 13:35:49               Odpowiedz

    Kochana Meg :))

    Codziennie czytam Twoje wpisy, ale co ja mogę Ci doradzić, co powiedzieć, co napisać - skoro sama to przeżyłam i u mnie podobnie jak u Ciebie cała ta sytuacja nie skończyła się Happy Endem.

    Ale prawdą jest, że ja nie chcę wracać do tego co było. Tamten etap mojego życia został zamknięty. Nie myślę, nie wspominam. Całkowicie wymazałam wszystko z pamięci. NIE CHCĘ PAMIĘTAĆ!!!

    Teraz jestem szczęśliwa. Mam przy sobie osobę, która jest mi bliska, którą KOCHAM i która KOCHA mnie.
    Dlatego Meg proponuję nie cofaj się myślami do tego co było - po prostu idź na przód. Nie unikniesz swojego męża, ale naucz się traktować go, jako kogoś kto zawsze będzie już w Twoim życiu, jako kogoś kto jest Ci obojętny.

    Meg życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je dla kogoś, kto nie jest tego wart. Dbaj o siebie, o dzieci, a zobaczysz, że za jakiś czas będziesz szczęśliwa. Mogę Ci to powiedzieć, bo wiem co mówię. Też nie wierzyłam, że będę szczęśliwa, a jednak.

    Sama nie wiem co będzie, a co dopiero Ty kochana. Ja staram się żyć pełnią życia, ale ciągle mam stracha, że sytuacja może się powtórzyć, że bez powodu znów zostanę porzucona, zdradzona. Ale takie myśli, gdy nachodzą staram się zastąpić innymi - dobrymi, bo przecież nie każdy facet to szuja :))

    Życzę Ci kochana Meg dużo uśmiechu na codzień i naprawdę zobaczysz, że będzie dobrze.
    Pozdrawiam

  • RE:

    Autor: undset1   Data: 2009-06-18, 12:08:12               Odpowiedz

    Meg,

    czasem już aż czytać się odechciewa...

    wkółko to samo... jak mi żle, jego nie ma, dzwoniłam do niej.. ble ble

    Po co ty w ogóle do niej dzwonisz, czego oczekujesz? Że ci powie jaka jest niedobra, że się pokaja?

    Ona ma cię głęboko w dupie, i nie ma się co dziwić. Taki już jest ten świat, ze jak nie będziesz szanowała samej siebie to niestety ale nikt cię nie uszanuje.

    Od pół roku twoje wpisy są identyczne, właściwie nie musisz nic innego pisać - mogłabyś tylko wklejać. Nie słuchasz rad, może wcale ich nie chcesz. Mam wrażenie że niczego co ci napisano nie wziełaś sobie do serca. Nurkujesz w gównie jakim jest twój zwiazke - nie związek i wydaje mi się że sprawia ci to jakąś chorą przyjemność.

    Pojmij wreszcie ze twój mąż to skończony dupek i łajdak. Niczego w życieu nie żałuje, nie pojął i nigdy się nie nauczy skoro jak widać wniosków wyciągać nie umie.

    Mam wrażenie że i tak ci nie pomogę - jak widzę twój wpis typu:Czapla, Sylbut odezwijcie się to myślę, że czekasz na jakieś potwierdzenie z ich strony ze się im udało, ze niewierni zawrócili ze swojej drogi....

    Wierz mi, byłam w gorszej sytuacji niż ty, ale po pół roku robię krok do przodu - jest cięzko ale nie chce całe życie smęcić na forum jak mi źle... Nie mam wpływu na decyzje innego człowieka, czytaj: mojego ex, ale mam wpływ na to na ile mu pozwolę.

    Już nie pozowlę nigdy na nic.

    OBUDŹ SIĘ - i przestań lać wodę.

    Może ostro ale musiałam .. chcemy ci tu pomóc.

  • RE:

    Autor: ania7   Data: 2009-06-18, 11:23:32               Odpowiedz

    I Adam i balanga - bingo!
    Adam, tylko Ty jeden napisałeś, że tamta dziewczyna też została oszukana. Brawo za odwagę. Jak chciałam to powiedzieć, to ktoś gdzieś mi walnął, że na pewno jestem taka sama... Tu funkcjonuje zasada "jak suka nie da, to pies nie weźmie", a to g... prawda.

  • RE:

    Autor: balanga   Data: 2009-06-18, 09:42:28               Odpowiedz

    Meg, jakie 2 tygodnie? Co to za bajki? Przecież ty jesteś tu już miesiące całe, od zimy chyba, a teraz już lato nadeszło. Wiele osób, między innymi ja też, pisało, pisało, pisało i strzępiło sobie palce i klawiaturę "Meg, idź do psychologa", a Meg Zosia Samosia, sama sobie poradzi, lać będzie swoje żale, żółcie i chciejstwa tu na forum i to ją uzdrowi. Potapla się trochę w swojej tragedii, unurza tak w nieszczęściu, z córciami na sztandarze poużala się nad sobą i swoimi łezkami. Wodzisz samą siebie za nos. Sorry Meg, ale ktoś chyba musi powiedzieć ci jeszcze dosadniej... Idźże w końcu do tego psychologa, bo tu nikt nie pomoże tobie. Sporo osób pisze to co chciałabyś przeczytać, jaki on paskudny, wstrętny, nieodpowiedzialny! To prawda, omówione to zostało na samym początku i koniec! Po co się dalej zajmować nim i nią? To jakaś obsesja! Ty masz szukać dla siebie strategii i nad nią pracować z psychologiem, nie zaś roztrząsać nadal całą sprawę tu z nami. Mam wrażenie, że jesteś w punkcie wyjścia, tak pomyślałam po tej akcji z NK.
    Z życzliwością pozdrawiam.

  • RE:

    Autor: adam48   Data: 2009-06-18, 08:44:05               Odpowiedz

    a spodziewałaś się ?

    Wpisałaś się na NK też totalnie, czyniąc wojnę. Miałaś atak za atak. Normalnie.
    Czego spodziewałaś się po wpisie na NK ?. Odpowiedź urażonej młodej dziewczyny bez zasad, była dla ciebie ciosem. Ona się tylko zakochała w twoim mężu, to dla niej był cios ulokowania swoich uczuć i namiętności w mężczyźnie żonatym i dzieciatym.

    Przyjdzie czas, że będziesz się ze swego błędu śmiała. Było , teraz już wiesz jak to działa.
    Tak sobie myślę , że ogólnie rodzina wam pomoże, bo faktycznie "dziecinnie" się bawicie w dorosłe życie. Nie ważne ,która strona, mąż czy żona.

    Dobrze, że idziesz do psychologa, ale nie licz na załatwienie wszystkich swoich spraw. Twoje zależą tylko od ciebie, tak jak ty postanowisz tak będzie.

    Pozdrawiam

  • RE:

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-18, 07:25:01               Odpowiedz

    Idę idę ... ale to moja, która ma naprawdę dobrą opinię ma takie 2 tyg terminy oczekiwania. za 2 tyg mam wizytę, ale naprawdę wiele ludzi ją poleca. dlatego tak to trwa.
    oczywiscie juz sie pozbierałam, mam takie fale, raz tak raz tak, ale nie powiem jej tel mnie rozwaloił totalnie.

  • RE:

    Autor: ania7   Data: 2009-06-17, 23:47:57               Odpowiedz

    Po co Ty się sama zabijasz? Czego Ty naprawdę chcesz? Błagam, idź na terapię, albo chociaż pogadaj z kimś. Jeśli tak dalej pójdzie deprecha doprowadzi Cię do skraju wytrzymałości. ONA jest nieważna!!!!!!! Nie szukaj jej, nie gadaj z nią. Koniec tego. TY jesteś ważna!!!!!!!

  • RE:

    Autor: pytanie   Data: 2009-06-17, 21:42:33               Odpowiedz

    Wiesz co Meg?Idziesz do tego psychologa i dojść nie możesz.My Ci tu nie pomożemy,tzn.możesz się wypisać,my możemy odpowiedzieć,ale Ty musisz w realu przegadać całą sprawe z kimś,kto Wam pomoże.

  • RE:

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-17, 20:44:41               Odpowiedz

    mam taką rezygnację w sobie. wolę jak go nie ma, ale boję się rozwodu.

  • RE:

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-17, 20:37:28               Odpowiedz

    ze mną kiepsko.
    powiem wam szczerze, że nie pamiętam kiedy telewizji oglądałam, sprzątam tyle ile musze, zajmuje się tylko dziecmi a reszta to 1000 mysli. znalazłam na NK jej zdjęcie i teraz dopiero sie dobijam. Nic tylko widzę jak pewnie ten usmiech do mojego szczerzyła.
    Ze mną jest cos chyba naprawde nie tak.

  • RE:

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-17, 20:11:23               Odpowiedz

    nie nie byłam u psychologa, ale zamierzam.

    rozmowa z tą dziewczyną bardzo zle na mnie wpłyneła. Moze każda kochanka tak ma, ze nie czuje złego które wyrządziła (chodz przeprosiła) . Chodzi o to jak mówiła o moim. Tak K... to ... - nie wiem tak co najmniej jak by on był jej (wtedy) to mnie dobiło. Ale w końcu byli ze sobą, w końcu jakiś czas ich łączył, w końcu byli jakąś parą.. To mnie dobija, że ona jak mówiła o nich to tak o nich. Nie wiem jak to opisać. Pewnie wiedziała, że tą rozmową mnie zabije kolejny raz.

    Ale ona jest niezła. Ona 70% rozmowy mówiła jakoa to ona jest poszkodowana, w złym stanie itp...

    Jest młoda nie zdaje sobie sprawy z tego co ja przechodzę z tego co najprawdopodobniej będę musiała przejść.

    mój - mieszka niewiem gdzie i nie chce wiedzieć. Wczoraj i dziś był do starszej. Poprosiłam o 2 dni teraz dla mnie. Dopiero w sobote do małej przyjdzie.

    Ale to wszystko nie tak. Ja potrzebuje spokoju a nie widzenia go nawet do dziecka. A nie chce mu zabronić aby mi nie zarzucił.

    Ale niewiele się odzywa. Własciwie bierze i odprowadzą małą.

    Hm - wzioł sobie tak moje słowa do głowy?, że chce spokoju przez parę dni, zlewa to?

    Ciekawe.

    Powiem wam ja nie wiem co robić mam totalny mętlik. jestem zmęczona do imentu.



  • RE:

    Autor: pytanie   Data: 2009-06-16, 21:51:18               Odpowiedz

    hehe...szykanowana...hehehe a to dobre:D
    Meg,czy byłaś u psychologa?Idź,może zrobi Ci sie lepiej.Moja koleżanka była wczoraj,stwierdziła,że trafiła na fajna babkę,która nie głaszcze tylko widać,że chce pomoc,a u niej ma w czym.Zobaczysz,że poczujesz się lepiej.

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-16, 21:27:37               Odpowiedz

    hmm narazie idę spać. Ledwo się trzymam na nogach. padam poprostu padam. Moje zdrówko, psycha "mniej niż zero".

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-16, 21:20:49               Odpowiedz

    w tym wszystkim ww - głupota, a właściwie załamka.
    ona kiedyś myslała, że mieszka daleko a jak widać swiat jest bardzo mały.
    Myślała, że nie dotkną ją zadne konsekwencje, bo nikt nie wie gdzie mieszka itp...
    Ale mam nadzieje, ze słyszałam sie z nią ostatni raz.

    Chcę w końcu po wielu miesiącach bółu, utraty swojego świata - jakoś zacząć zyć. Chcę naprawdę chcę w końcu raz a dobrze odciąć się od tego. Obudzić się popatrzyć na mije córcie i już nie racać, nie myśleć, nie czuć jej.

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-16, 21:16:31               Odpowiedz

    bo weszłam na jej NK i ona czuje się szykanowana. weszłam celowo i powiedziałam jej jeszcze aby pooglądała buziaczki moich dziewczynek i zasypiając myślała o nich i o tym co im zrobiła

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: Nastusia   Data: 2009-06-16, 19:09:25               Odpowiedz

    Gdy zauważy konsekwencję w Twoich postanowieniach,sam zacznie inaczej działać,gdyż będzie się bał,że powiesz "THE END".A jeśli będziesz raz mówić tak,a raz inaczej,będzie wiedział,że może Cię urobić.
    Tak,rozłąka to będzie to co najlepsze.
    Jednego nie rozumiem,po co i KIEDY?dzwoniła jego kochanica?

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: miki12   Data: 2009-06-16, 17:09:04               Odpowiedz

    aniu ja to wszystko wiem i czuje ze powinnam go zostawic bo on mysli ze tylko jezorem klapię i tak nie odejdę. teraz jeszcze nie wrocił z pracy nawet nie wiem gdzie jest i juz nie chce wiedziec, jestem taka zmeczona. nienawidze tego domu nic mi sie w nim nie chce nawet sprzatac i dbac o niego tak jak wczesniej. gnojem pewnie jest na mnie zły ze to moja wina a do tego przeciez nie uszykowałam panu i władcy sniadanka do pracy nie mowiac teraz o obiedzie. nawet nie zabiega nie przeprasza nic. to na co ja licze jeszcze czemu nie mam siły ? on mnie wyniszcza od wenatrz i sprawia ze jestem nieszczesliwa a ja jestem glupia i sama zła na siebie ze tak sobie pozwalam soba manipulowac. Meg podziwiam Cie i mysle ze masz teraz dobre przemyslenia i to dobrze zrobi Tobie i jemu. Ja załuje ze tak chciałam aby wrócił teraz załuje bo to ja sie starałam i zabiegałam a onj kazał mi wciaż na siebie czekac.

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: ania7   Data: 2009-06-16, 16:04:52               Odpowiedz

    Odczytamy Meg, że jesteś zmęczona. Bardzo zmęczona. I że on też jest zmęczony. Niech wynajmie sibie jakieś lokum. Oboje przemyślicie to wszystko. Zastanowicie się, spojrzycie na to z boku. Ale musicie być teraz osobno, właśnie po to, żeby dać sobie szansę. A jeśli nie, to przecież lepiej pozostać w przyjaźni, niż pielęgnować w sobie żal. Tylko pamiętaj, że on jest ojcem Twoich dzieci i nie ograniczaj mu kontaktu. Jeśli nie chcesz go widzieć, niech pójdzie z nimi na spacer, do zoo. Meg, powtórzę jeszcze raz to co nie podoba się szczególnie w tym wątku, ale zdrada to nie jest największy dramat. Sa gorsze i dajemy radę. Proszę, nie rozdrapuj już tej rany. Co Cię obchodzi teraz jakaś ona (swoją drogą uważam, że zabawił sie i nią i Tobą). Już mleko sie rozlało.

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: ania7   Data: 2009-06-16, 15:55:37               Odpowiedz

    Wiesz co mi powiedział mój przyjaciel, gdy powiedziałam, że mój mąż wyciągnął do mnie łapy? "Jesteś jak d... od srania żeby chronić swoje dzieci. On was krzywdzi!". Jeśli możesz go wy... to to zrób, jeśli nie, uciekaj i zakładaj sprawę o znęcanie. Idź do fachowca, a nie do takiego, który Cię pyta czy chcesz żyć ze sprawcą, czy nie. Brrrr! Jeśli mieszkasz w mieście na pewno znajdziesz punkt dla ofiar przemocy. W dużym mieście znajdziesz Niebieską Linię. Tam są fachowcy. Ciężka droga przed Tobą, ale tak jak napisałam Meg, musisz wiedzieć czego chcesz. A myślę, że chcesz spokoju i szczęścia swoich dzieci. Poczytaj w internecie o przemocy w rodzinie. Poszukaj broszurki pt. "Jeśli jesteś ofiarą przemocy". Przeczytaj "Kochać zbyt mocno". Jeśli lubisz Grocholę, sięgnij po "Trzepot skrzydeł". I pomyśl o sobie i swoich dzieciach. Pamiętaj: "jak d... od srania...". Przepraszam za dosadność.

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-16, 15:54:38               Odpowiedz

    Aniu nie chce mi się już .... nic nic...
    Spakowałam go wczesniej, oczywiście chce wszystko naprawić, wiem w 100%, że nie był z nią (ale czy ma to znaczenie), ich związek dziś już to wiem - naprawdę nieistnieje. To co męczyłam temat przez 1,5 miesiąca sama go wywoływałam, sama wałkowałam, sama siebie raniłam.
    Zaproponowałam mu aby nie wracał. nie chodzi o nas - chodzi o mieszkanie, aby poszukał sobie gdzieś lokum. Bo jedno to my a drugie, że on nie ma gdzie mieszkać. Więc zaproponowałam aby nie wracał do mieszkania.
    Abyśmy mogli nabrać dystansu do tego, bo dziś wiadomo rozmawiać się nie da.
    Sama nie wiem jeszcze co czuję.
    Dziś trudno rozmawiać o czymkolwiek, a on teraz chce się widywać z dziećmi. chce wszystko naprawić, pokazać ze jest inny. powiedział ze potrzebował być sam. bo wszędzie gdzie był dotychczas wszędzie słyszał jedno, że nie miał chwili, że czuł się osaczony. Aby odetchnąć. Nie piszę tego bo mu współczuję - przekazuję fakty.
    Dla mnie byłoby najlepiej gdyby się wyprowadził tak naprawdę, ale widzicie tu jest problem bo nie ma gdzie. ok mieszkanie mozna sprzedać ale wiadomo, ze nie zrobimy tego wszystkiego od ręki, zresztą nie o to chodzi. dzis autentycznie potrzeba mnie czasu, czasu bez niego.
    abym ja sama sobie poukładała wszystko w głowie.
    miałam przyjemność rozmawiać z nią ... / sama zadzwoniła/ wiec muszę ochłonąć, muszę wiele przemyslec.
    pewnie nigdy nie dowiem się prawdy, jak to było... pewnie bym chciała ale pewnie zadno z nich tego nie powie ... będzie się bronić. Laska ma pewnie wyrzuty, pewnie dziś naprawdę zdała sobie sprawę z tego co razem narobili.
    Dziś wiem napewno chcę się rozstać. Chciałabym jakiś czas być bez niego, aby nabrac dystansu.
    Moze mi na to pozwoli, moze sam gdzieś pójdzie
    bo w przeciwnym razie pewnie będzie nieprzyjemnie
    potrzeba mi czasu aby zobaczyć czy da sie cos jeszczez tego wykrzesić dla dzieci dla nas, czy jestem w stanie jakoś wybaczyć, jakoś do tego nie wracać niebabrać, czasu tez potrzebuję aby jakoś rozsądnie podejść do dzieci. do starszej która już jest jak ten mały zbity kotek, ze smutku swojej mamy ...
    Tak naprawdę to załuję, że on ma lub znów gra jakąs skruchę, że chce walczyć, załuję załuję załuję, że sam jak inni nie zwinie ogonka i nie odejdzie np. do innej.
    było by mi łatwiej, łatwiej.
    Co nie oznacza ze zamierzam mu wybaczyć. Bo pewnie tak to przeczytacie.

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: miki12   Data: 2009-06-16, 14:48:56               Odpowiedz

    Nie nic mi takiego psycholog nie powiedziała, spytała tylko czy chcę odejść czy zostać. A ja chciałabym być teraz sama z dziećmi i zacząć już o nim zapominać. Nic sie nie odzywa jak rano spytałam kiedy porozmawiamy aby ustalic konkretnie co i jak ( chodzi mi o podział majątku i proste sprawy aby nie szarpac sie w sadzie ) to mi powiedział ze mam robic jak uwazam. Przeciez nie pójde z dziećmi pod most mieszkać, niech mnie spłaci ma z czego. Coś tylko bąknął że sam ma do siebie pretensje że tak go poniosło i ze to co powiedział było w złosci, a ja jak sobie przypomnę to łzy same mi lecą i do tego ten fizyczny ból. Dokładnie to samo przeszłam jak starszy syn był w wieku małej i pamietam ile czasu zajęło mi zapomnienie czy pogodzenie sie z fizyczną przemocą. Nie wyobrażam sobie tego co ma być jutro zwłaszcza że on nawet nie zabiega o to abym została. Czas przejżeć na oczy i myśleć o sobie i dzieciach ... Możecie mi wszystko pisać bo ja tego potrzebuję musi mi ktoś prosto w oczy powiedzieć co myśli bo ja jestem jak horągiewka.

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: ania7   Data: 2009-06-16, 13:55:32               Odpowiedz

    Teraz będę paskudna. Miki, Twój chłop to nie tylko ten, który Cię zdradził, ale przede wszystkim sprawca przemocy! To bydle. Nie napiszę, że Cie nie rozumiem, ale napiszę, że Twoim zasranym obowiązkiem jest chronić dzieci. One nie mogą patrzeć jak tatuś napieprza mamusię. Zrobisz z tym co zechcesz, ale czas przestać być ofiarą. Po zrobieniu obdukcji poszłaś do psychologa. Fajnie. Tylko czy powiedział Ci, że jesteś ofiarą przemocy i czas to przerwać? Jeśli nie to co za psycholog? A po drugie czemu nie wysłał Cię na policję, gdzie natychmiast powinnaś pobiec z obdukcją i założyć bydlakowi sprawę o znęcanie. Po co niby on ma Cię jeszcze kochać? Lepiej niech spieprza jak najdalej od Ciebie!
    Meg, co u Ciebie? Wrócił z tych gór? Spakowałaś mu walizki?! Meg, każdy nie raz płacze w poduchę. Z różnych powodów. Z bólu fizycznego, z tęsknoty, po stracie. Każdy. Opowiadaj co u Ciebie...

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: Samui   Data: 2009-06-16, 10:53:08               Odpowiedz

    Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy Meg, odważyłam się napisac o sobie na "jak uratowac malżeństwo". zastanawiam się czy taka walka ma sens i czy ja nie walcze z wiatrakami.
    O jakiej książce pisał Adam?

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-16, 07:56:09               Odpowiedz

    Rozumiem miki. Bardzo bardzo bardzo. Czytając wpisy można wyciągnąć tylko jeden wniosek - szczęście mają te od których odchodzą a nie te przy których zostają. U mnie tez "szarpanina" mysli, serca, uczuć ... i nie tylko i tak i tak smutno i tak i tak dzieci cierpią i tak i tak jeszcze popłaczemy w poduche.

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-15, 23:22:56               Odpowiedz

    bardzo mi szkoda takich kobiet jak ty naprawdę...w sensie że przykro mi jak czytam takie wypowiedzi bo wiem jak się szarpiesz sama ze sobą i to jest gorsze od wszystkiego innego...i to co ty sama sobie fundujesz to lepsze jest już cierpienie fizyczne niż takie...

    ""Wczoraj mi powiedział ze nie dorastam jej do piet ze ona to ma klasę."" wiesz czemu ci tak powiedział, bo pewnie tamta kobieta się szanuje...bo nie pozwoliła by nawet podnieść na siebie reki nie mówiąc o uderzeniu...on cie nie szanuje bo widzi jak bardzo ty nie szanujesz siebie...

    jesteś uzależniona.

    to tak jak styrany życiem chory obdarty narkoman, cień człowieka który wbija sobie igłę z kolejna działką...albo alkoholik który schorowany wyniszczony przez alkohol kupuje sobie kolejne pół litra nie myśląc już o niczym tyko żeby się napić...jak w matni..jak w zaklętym kręgu...

    potrzebna ci jest dobra grupa wsparcia, są darmowe dla kobiet uzależnionych, ofiar przemocy, zazwyczaj przy kościołach a w wawie znam przy ośrodkach psychologicznych...

    tak bardzo nie kochasz siebie jak pokochasz to zobaczysz ...co się działo z tobą..

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: miki12   Data: 2009-06-15, 22:54:30               Odpowiedz

    własnie to zrozumiałam ze on nie wie co to miłósc bo jak sie kocha to nie traktuje sie tak bliskiej osoby ... a najgorsze jest to ze zawsze zwalał winę na mnie, zawsze mnie nią obarczał, zawsze a ja głupia najpierw byłam harda a pózniej wymiekałam i czułam się winna. Nawet jak mnie w styczniu zdradzał i odszedł to też była moja wina ... Dlaczego ? Jak sie od tego uwolnic ? Jak uwierzyc w siebie ?

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: miki12   Data: 2009-06-15, 22:51:18               Odpowiedz

    nie nie czekam na niego, jest mi tylko smutno, przykro, czuje sie okropnie bo nie sznowałam do tej pory siebie. Zal zostawiac wszystko ale musze to zrobic dla siebie i dla dzieci bo on mnie wykonczy, upadla, poniza. Wczoraj mi powiedział ze niedorastam jej do piet ze ona to ma klase. A ja taka głupia nie docierało do mnie ze przestało mu zalezec. Wierzyłam ze sie zmienił ze trace kogos wartosciowego kochanego męża mojego Mariusza a teraz widze ze znow stał sie tym kim był przez 10 wczesniejszych lat. Juz nawet nie płacze. On pewnie mysli ze mi przejdzie i nic nien zrobie ze sie boje itd. a ja juz czuje ze dłuzej tego nie zniose ze jesli taki dom stworze dzieciom to one taki sam stworza swoim. Nie wyobrazałam sobie ze moge odejsc ze on mnie zostawi a jednak... tylko czemu to tak boli, czemu nie potrafie go nienawidzic czemu wciaz czekam i to na co na cud ktory juz nie nastapi ?

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-15, 22:39:09               Odpowiedz

    a ty po tym jak dostałaś w mordę dalej siedzisz czekasz na niego??i zastanawiasz się czemu on nie chodzi z tobą na piwo tylko z kolegami??

    kobieto to nie miłość tylko uzależnienie i obsesja...
    i czemu sie tak uparłaś żeby ON akurat cie kochał człowiek który pewnie nie wie co to miłość....ehhh.co za świat.

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: miki12   Data: 2009-06-15, 22:23:39               Odpowiedz

    Czesc Dziewczyny i chłopaki :) dawno tu nie pisałam bo jakos sama myslałam ze saobie poradze... Ktos napisał ze trzeba wiedziec czego sie chce a jak wciaz nie wiem i stoje w punkcien wyjscia. Chciałam aby wrocił aby znów kochał aby miec cudowna rodzine a co mam ? Koszmar. Wczoraj zaczełam z nim spokojną rozmowe i czym sie skończyła, wpierdolił mi tak ze głowa mi pęka. I co zrobiłam obdukcję, poszłam do psychologa a on nic zero, rano przeprosił i stwierdził ze tak go wkurzyłam, ze sprowokowałam, znów moja wina, zawsze była moja wina. Myslałam ze juz nigdy tego nie doswiadcze ale widze ze w nim jest tyle zła na mnie tyle agresji... Musze szanowac siebie i dbac o siebie ale jest mi tak smutno, tak przykro, tak żal wszystkiego... tak sie boję tak bym chciała aby mnie kochał. Widac można przestac ... Dajcie mi siłe i wiare ze bedzie dobrze jestem załamana, jak mozna tak potraktowac kobiete. A gdzie on teraz jest, pojechał z kolegami na piwo... Ze mna nie chodzi nigdzie, dniami i nocami siedzi na kompie w jakiejsc chorej grze wirtualnej, pewnie tak ucieka ... A ja głupia o niego walczyłam ... Ile trzeba doznac ponizen i upokorzen aby znow zaczac zyc ..

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-15, 21:31:36               Odpowiedz

    skąd jesteś Adamie?

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: adam48   Data: 2009-06-15, 21:19:55               Odpowiedz

    Meg , zapraszam do świątyni dumania, może znajdziesz coś na swoje rozterki - dzisiaj proponuję wieczorni SAMBĘ

  • RE: czapla, sylbut ...

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-15, 18:43:14               Odpowiedz

    szkoda, że się nie odzywacie?

  • czapla, sylbut ...

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-15, 09:06:36               Odpowiedz

    odezwijcie się ... co u Was?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-14, 13:44:48               Odpowiedz

    Nie żartuj musimy dojść do 1000-ca.:(

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rosarugosa   Data: 2009-06-13, 21:07:42               Odpowiedz

    THE END!!!

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-13, 20:02:55               Odpowiedz

    nie nie jest w ciązy, nic jej chłopak sobie nie zrobił.

    Dziewczyny odezwę się.

    Ale muszę troszkę odpocząć

    JG wiesz gdzie mnie szukać ...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-06-13, 19:22:45               Odpowiedz

    Na 100% to wiemy,że umrzemy.;-)
    A ja pomyślałam,że albo jest w ciąży(ale skąd wiedziałaby,że to akurat jego dziecko skoro wtedy zapewne sypiała też ze swoim chłopakiem?),albo jej chłopak sobie coś zrobił.
    Myślę,że Meg użala się,bo coś się stało co wstrząsnęło,itd.Rozumiem jej ból.Rozumiem,że cierpi,że to nie jest fajne,ale tak to się musiało stać,niestety.;-( Nie wyciągała wniosków,więc teraz dlaczego się dziwi?
    Jeśli ktoś jest nieodpowiedzialny,nie zmieni się w mgnieniu oka.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-13, 19:16:57               Odpowiedz

    jak tak tajemniczo napisałaś to przyszło mi do głowy że ta dziewczyna jest w ciąży z twoim mężem............
    tajemniczo...co takiego mogło się wydarzyć w czasie gdy twój mąż jest na 100% w górach z kolegą...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-13, 19:02:30               Odpowiedz

    Wbrew pozorom to co teraz piszesz jest lepsze niż to co pisałaś niedawno. Musisz zaakceptować miejsce, w którym się znalazłaś. Przyjąć do wiadomości, że już nie będzie tak jak rok temu, dwa. Ale to oznacza, że będzie inaczej, a nie gorzej. Wiem, że myślisz, że wciskam Ci kit i rzucam banały. Wiem, że mi nie wierzysz, ale naprawdę jak wreszcie to zaakceptujesz, będzie Ci znacznie lżej. Nie miotaj się jak ptak w klatce. Odpuść. Powiem coś co uznasz za podłość z mojej strony, ale zapewniam Cię, ze są gorsze tragedie niż zdrada męża. Sorry...Porozmawiaj z Ewą Błaszczyk, której córeczka od lat leży w śpiączce. Ewa codziennie czyta Oli książki, a jej bliźniacza siostra opowiada jak dziś było szkole. Czy Ola to słyszy? Setki, miliony razy pyta o to jej mama... Albo spytaj mojej przyjaciółki, której syn zginął w wypadku. Albo tych kobiet, które od lat walczą z chorobą nowotworową swoją lub swoich dzieci. Niedaleko Warszawy mieszka Swietłana. Białorusinka. Ma czworo dzieci. Jej dwuletnia Wiktoria jest rośliną, odżywianą sztucznie, odsysaną, cierpiącą małą istotką. A 4-letnia Emilka ma guza śródpiersia, tak dużego, że przemieścił się do jamy brzusznej. Emilka ma już przerzuty do narządów wewnętrznych, szpiku i do kości. A Swieta walczy, choć nikt nie chce wyciągnąć do niej ręki. Bo Ruska...
    Napisałaś: będę musiała zmierzyć się z nowymi nieprzyjemnymi sytuacjami. Pewnie tak, ale to nic. Zmierzysz się, raz, drugi i pójdziesz dalej nie oglądając się za siebie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-13, 18:21:58               Odpowiedz

    kolejne ofiary ...

    jesli chodzi o dzieci to chyba czy chcą czy nie i tak się już ofiarami stały. Ich zycie się zmieni, ich zycie jest i tak juz inne.

    Aniu narazie muszę poukładać sobie w głowie. To co się stało jest dla mnie bardzo cięzkie. Całe zycie legło w gruzach.


    Będę musiała zmierzyć się z nowymi nieprzyjemnymi sytuacjmi. Sama zresztą wiesz. Stan psychiczny mój i dzieci to jedno a zaraz za tym - samo życie.


    Już nic nie powiem, bo nie wiem co będzie jutro, pojutrze, popopopo ... nie wiem.


    Dziś napewno wiem, że już nie stoję w miejscu - stało się coś - coś co już ma i bedzie mieć kolejne konsekwencje.


    Boję się, tego co przedemną , ale nie mam wyjścia. Poprostu nie mam wyjścia.




  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-13, 17:27:01               Odpowiedz

    Mam nadzieję, że nie pojawiły sie kolejne ofiary tej zdrady...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-13, 17:20:28               Odpowiedz

    Tak naprawdę kuriozalne jest, że rozwałkowujesz problem "pojechał w góry jak ja płakałam", pojechał a Tobie leciały łzy. Chciałaś go ukarać za to co zrobił. Pokazałaś focha. OK. Ale on uciekł przed karą. Nie ważne sam, z kolegą czy z nią. Uciekł. Czy ja dobrze kojarzę, że to on powiedział Ci o tym, ze się zakochał w Sylwestra???!!! Jeśli tak, to szkoda, ze nie w czasie porodu. Szybciej by Ci poszło... Zacznijcie od nowa osobno. Jeśli prawdą jest, że sie kochacie, to wrócicie do siebie. Ale teraz nie rozdrapujcie już tego. Jeśli nadal będziecie na siłę to trzymać, to ofiar będzie dużo, bo dojdą Wasze dzieci. Nie dzwoń do tamtej kobiety, nie dzwoń do jej faceta, matki, wujka, ciotki, brata itp. Jak mnie zdradził facet, moja przyjaciółka powiedziała: "wiem, że boli, musi boleć, ale przejdź to z godnością". I to zaprocentowało. Skorzystaj z pomocy psychologicznej, albo wyznacz sobie cel i po prostu do niego dąż. Ale wiedz czego chcesz...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-13, 17:16:46               Odpowiedz

    Cóż !!!!
    juz wiem, że z nią nie jest. To pewne w 100%.

    Coś się wydarzyło (ale wolę nie pisać o szczegółach), coś co wstrząsneło chyba wszystkimi. Nim, jego rodzicami, Mną tą dziewczyną i jej matką.

    Nie wiem co napisać.

    Dziś jak nigdy potrzebuję spokoju. Chwili zapomnienia, odcięcia się i pomyslenia, że tak naprawdę mnie to nie dotyczy.

    "woda się rozlała" i tyle.

    Muszę na jakiś czas tak poprostu odciąć się od tego. Nie wiem jak mi się to uda, ale wiem, że bardzo tego potrzebuję.



  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-06-13, 14:36:08               Odpowiedz

    Droga Meg,ja niestety wiedziałam,że tak będzie,tzn.Twój mąż będzie szukał pretekstu aby wybyć z domu i spotkać się z nią.Może i jest u kolegi,ale on raczej jest jedynie pretekstem.Wiem coś o tym,ludzie działają schematycznie,a historie są bardzo podobne do siebie.
    Twój mąż wrócił bo było mu tak wygodnie,może i myślał,że jakoś to będzie,ale nie jest.Szkoda,że nic nie zrobiłaś aby mu pokazać,że masz charakterek(oj zadzwoniłabym do chłopaka tej larwy).
    Zastanów się czy kiedyś faktycznie Twój mąż był inny?Czy się kochaliście,czy może małżeństwo było zawarte tylko z Twojej wielkiej miłości,on bardziej był zauroczony.
    Zastanów się czy był dobrym mężem i ojcem?Jeśli nie,to wątpię,że teraz nagle się zmieni.
    W takim chorym układzie możesz tkwić kilka lat i po co?Chcesz żeby Twoje córki na to patrzyły,a w przyszłości miały podobnych partnerów?
    Czy jesteś w fatalnej sytuacji?Nie,nie jesteś.Masz mieszkanie(możesz je sprzedać lub wynająć),masz pracę(możesz poszukać innej),możesz zrobić podyplomówkę.Czasami wiele spraw powoduje,że możemy wszystko.
    Wiem,że to co on zrobił boli,ale kiedyś przestanie.Zastanów się czy boli Cię,że zabił Waszą miłość,czy boli,że zadrwił z Ciebie(ta ważne).
    Na Twoim miejscu sama poszłabym do psychologa.Nie patrzyłabym na hrabiego bo i po co?Olał Cię na całego,więc i Ty możesz.
    Pomóż sobie i dzieciom.One muszą mieć mamę,uśmiechniętą mamę.nic im nie zwróci dzieciństwa.
    Trzymaj się ciepło.:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-06-13, 12:21:24               Odpowiedz

    Felka - podsumowałaś bardzo trafnie...

    moim zdaniem najgorsze jest rozdarcie...

    ja - może nie tyle, że nienawidzę.. raczej dopuszczam do siebie prawdę, której nie próbuję ograniczać...

    już nie chcę zamydlać sobie oczu - robiłam to bardzo długo - i powtarzam sobie, że tylko potworny egoista, samolub i cham mógł zrobić to, co mnie zrobił mój mąż...

    długo tej prawdy nie chciałam - a teraz kiedy ją widzę łatwiej mi z nielubieniem go, z pogardzaniem małością i tchórzostwem...

    wybaczanie rzeczą wielką jest - ale ja nie chce wybaczać. Wiem,że odezwa sie głosy typu: wybacz dla siebie, ble ble...

    Są rzeczy które można wybaczyć i są takie których się nie da

    Mogłabym wybaczyć słabości mojego ex - naprawdę, ale tylko gdyby towarzyszyła im prawda.

    Nie wybaczę kłamstw, plucia mi w twarz - dosłownie... i nigdy, przenigdy,, nie wybaczę próby obwinienia mnie za wszystko - to ciosy poniżej pasa... takich nie zapomne...

    I wcale nie jest mi z tym źle - już nie, ale na początku było - Tak jak Meg.

    Jest mi dobrze z prawdą

    ludzie są dobrzy - rzadko
    ludzie są okrutni - często
    ludzie są bezmyślni - można im to wybaczyć
    ludzie są podli - nie wolno tego im zapomnieć

    Aby chronić siebie przed bólem, na tyle na ile można, trzeba dopuścić do siebie prawdę - są podli i źli ludzie, są okrutne bestie i egoiści, którzy potrafią zabić dla swej wygody

    to tyle

    poznałam świat jakiego nie chciałam poznać
    na początku sądziłam, że to klęska totalna
    dziś rozumiem, że to po to by żyć pełniej, świadomiej i bardziej realnie... co nie znaczy bez marzeń...

    wiem co znaczy chronić siebie i szanować

    jeśli nie chcą szanować nas inni, musimy nauczyć szanować siebie sami - tego nikt nam zniszczyć i zabrać nie może

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: felka4   Data: 2009-06-13, 10:10:15               Odpowiedz

    Ja właściwie nie do ciebie Meg, bo nie chcę pognębiać, bo ty musisz lizać rany, a może i do ciebie, do tych w podobnej sytuacji- kilkaset listów tutaj mówi: zastanów się co dla ciebie jest dobre, i rób to. I co? czy Meg zastanowiła się czego chce? nadal nie wie czy lepiej jak jest z nią czy jak wybył. "..jak był i miałam go dość - marzyłam że go odzyskam, miałam nadzieję.." Ale igrałam z nim i ze swoim marzeniem, bo miałam wizję taką: ja stoję i ciskam gromy, kopię i pluję (bo mam prawo za to co zrobił) a on klęczy i powtarza: kocham, kocham, wybacz, kocham , nigdy cię nie opuszczę.. Jakie powieści czytałaś Meg? jakie filmy oglądałaś? bo w życiu tak nie ma. Jak marzę o byciu razem to nie trzymam marzenia w tajemnicy, w piwnicy, tylko realizuję (jak kaja), a jak nienawidzę - to okazuję to jawnie (jak undset), a moim zdaniem ty się zakłamałaś sama przed sobą, tak że nadal nie wiesz co chcesz i co czujesz, wybacz. Wiadomo że nie jest to proste, to czego chcemy, dlatego undset pomiędzy nienawiścią wyrywa się jeszcze kochanie, a kai pomiędzy realizacją marzenia- wyrywa się niechęć i nieufność, ale trzymają się wytyczonej linii, a czy obrałaś jakąś linię dobrą dla ciebie Meg? w miarę dobrą? czy tylko to dziecięce igranie o którym piszę było jedynym pomysłem? jedyny pomysł: to niech mnie mimo wszystko przekona że mnie kocha jak dawniej, mocniej niż dawniej, żebym uwierzyła.., jeśli zniesie w pokorze wszystko co mu uszykuję, to znaczy że kocha... gdyby kochał to by nie wyjechał teraz. Testowałaś go Meg podświadomie, jego uczucia? Pewnie to naturalne, ale oprócz testowania trzeba mieć wizję nadrzędną: czego chcę? co będzie lepsze? jak się wybierze jakąś opcję, to jest się silniejszym, to jakby się trzymało poręczy

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-13, 08:01:57               Odpowiedz

    oj chciałabym tej siły - chciałabym ...

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-13, 07:56:03               Odpowiedz

    nieststy zbyt wiele kilometrów

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-13, 07:53:55               Odpowiedz

    Meg4 widze ze jestes tak skoncentroana na sobie i swoim bolu ze nie widzisz co sie dzieje wokol, nie docieraja rady slowa nic...plywasz w morzu bolu.to minie. za rok bedziesz tu siedziala na forum i bedziesz zupelnie nawa meg.spokojna, pogodzona, silna, dojrzala, kobieca, juz ja widze:)
    ale przez to co teraz musisz przejsc...sama.

    bo tak naprawde meg czlowiek jest w zyciu sam.sam sie rodzi sam umiera. i teraz sama musisz przejsc pieklo emocjonalne ktore dostalas..z grupa pomocy z psychoterapeutka...nie wymagaj od meza zeby zabral od ciebie twoj bol..bo widzisz ze on nie wie co ma zrobic ze soba...

    niestety jutroznow wyjdzie slonce..

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-13, 07:51:09               Odpowiedz

    hmmmm.

    rybko.

    z jednej strony mozna by było poszukać jakiegoś usprawiedliwienia, a co by było gdybym to ja się załamała całkowicie - czy miałabym do tego prawo???????
    kto byłby przy dzieciach gdybym powiedziała wyjezdzam nie dam rady musze przemysleć - kto?
    mam się obwiniać i zastanawiać, czy on nie wytrzymał w domu, a ja a ja jak miałam wytrzymać ... mnie nikt nie pomagał. Nieststy terapi nie mozna było szybciej załatwić. zresztą hmmm teraz tak myslę, że on chyba tak do końca nie był tego przekonany. Oceniam to po sobie, że jak się widzi jakiś sens to się chce chodzby spróbować. moze gdyby była prędzej moze byśmy poszli, ale on stwierdził, że nie chce tam iśc bo on sam nie wie czego w życiu chce. on nie wie jaki jest cel jego zycia.

    to on nie wie, że dzieci są na 1 miejscu. moim zdaniem gdyby chodz trochę kochał zostałby.
    on mnie nie przekonał, ze chce jechać bo, on oznajmił, że wyjezdza.


  • RE: Meg, co tam?

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-13, 07:47:10               Odpowiedz

    skoro on nie pomyslal o tobie to ty to musisz zrobic...mysl o sobie..facet pokazal ci ze jest slaby..ile razy musi ci pokazywac.on nie daje sobie rady z zyciem, z odpowiedzialnoscia, z wlasna zdrada, z emocjami, uczuciami, nie daje rady sam sienie ogarnac.mysli o sobie.
    ty tez pomysl o sobie.

    ta grupa wsparcia by ci sie przydala....

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-13, 07:41:43               Odpowiedz

    AAA.ten cytat to z ksiazki "piata gora" Paulo Coelho, tez podobno warta przeczytania:)

    ""moim skromnym zdaniem odnowił kontakt z kochanką albo w ogóle go nie przerwał i juz nie wytrzymał - to tyle""

    undset dlaczego znow oceniasz wszystko po sobie???nie dopuszczasz ze mogl facet zlamac sie psychicznie??
    tylko napewno tak jak u ciebie.
    nie moge tego zrozumiec.

    czytajac cie widzze ze jestes ciepla, szczera i dobra osoba ALE caly swiat i wszystkich facetow postrzegasz przez pryzmat tego co przeszlas i wszystkich wrzucasz do jednego wora, pomysl o tym....
    sama pisalas ze zamierzasz jeszcze ulozyc sobie zycie z takim podejsciem...kazdego samca nawet niewiennego osadzisz i skazesz juz na wejsciu..odbuduj w sobie zaufanie do facetow niezbedny etap..

    nie obraz sie tylko taka uwaga osoby obcej i postronnej...

    pzdr.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-13, 07:41:19               Odpowiedz

    hmmm, ale to było takie okropne, jak mnie łzy samej leciały a on wyszedł ... aby wyjechac.
    A ja to co. Czy on pomyślał co ja przechodzę, jak bardz to boli. A dzieci. Czy on naprawdę pomyslał o dzieciach.
    Niestety nie pomyślał. Ani o moim stanie psychicznym ani o dzieciach. Bo mnie jest naprawdę cięzko, smutno.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: rybkka   Data: 2009-06-13, 07:31:33               Odpowiedz

    Moze trzeba bylo szybo isc na terapie??

    Faceci to taki typ ze jak juz wroca to najlepiej zeby to co zrobili i to co bylo zle zniknelo, rozplynelo sie i zby nie musili dzwigac ciezaru swojego bledu, oni chca zeby bylo tak jak przed tym wydarzeniem a nawet lepiej bo w koncu poszli na bok bo niby czegos im brakowalo...

    twoj maz wrocil z mocnym postanowieniem ze bedziecie dalej razem ale prawdopodobnie nie wytrzymal psychicznie atmosfery w domu, jest slaby psychicznie(i byl czytajac co zrobil)
    a teraz pojechal zastanowic sie czy to udzwignie...nie koniecznie DO NIEJ

    jedna tu napisala za napewno do kochanki i nic nie zrobisz a co ona jest wrozka!!!siedzi tam z nimi ze tak pisze???co to za wyrokowanie?

    maz spodziewal sie pretensji ale nie udzwignal pewnie tego co mu przygotowalas w akcie zemsty...

    moim zdaniem niepotrzebnie sie meczysz..do odbudowania zaufania po tak traumatycznej zdradzie potrzeba faceta z kohonez a twoj maz juz nie raz ci udowodnil ci ze jest malym chlopcem ktory po tym co zrobil potrzebuje pocieszenia moze od ciebie ze mu nie wyszla milosc...

    przekleje fragmenty dla ciebie z watku swiatynia dumania.w miedzyczasie poczytaj go sobie moze uwolni cie na chwile od myli od twojego meza.

    "Piata góra" Paulo Coelho

    "W życiu każdego człowieka pewnego dnia wdziera się tragedia: czasem jest to zniszczenie miasta, śmierć dziecka, oskarżenie bez powodu, choroba, która okalecza na zawsze. Wtedy Bóg każe człowiekowi stanąć naprzeciw Niego twarzą w twarz i odpowiedzieć na Jego pytanie: "Dlaczego kurczowo czepiasz się egzystencji tak ulotnej i tak pełnej cierpienia? Jaki jest sens twojej walki?"
    Człowiek, który nie potrafi odpowiedzieć, poddaje się. Zaś ten, poszukuje sensu życia, uznaje że Bóg jest niesprawiedliwy i rzuca wyzwanie losowi. Wtedy z nieba spływa ogień, nie ten, który zabija, lecz ten, który burzy dawne mury i uświadamia człowiekowi jego prawdziwe możliwości. Tchórz nigdy nie dopuści, by jego serce zapłonęło tym ogniem. Jedynie czego pragnie, to by sytuacja wróciła do poprzedniego stanu, żeby mógł żyć i myśleć jak kiedyś. Natomiast odważni podkładają ogień pod tym, co stare - choćby za cenę ogromnego cierpienia - i porzucają wszystko, nawet Boga, i ruszają naprzód".
    "Odważni są zawsze uparci".

    "Wojownik zawsze wie, o co warto walczyć. Nie podejmuje bitwy o obcą sprawę i nigdy nie traci czasu na zaczepki.
    Wojownik godnie przyjmuje porażkę. Nie jest mu obojętna, ale też nie stara się przemienić jej w zwycięstwo. Ból porażki napełnia go goryczą, cierpi z powodu obojętności, a samotność doprowadza go do rozpaczy. A kiedy mija najgorsze, wylizuje swe rany i zaczyna wszystko od nowa. Wojownik wie, że wojna składa się z wielu bitew, dlatego idzie naprzód".

    "Tragedie zdarzają się wszędzie. Możemy doszukiwać się przyczyn, winić innych, wyobrażać sobie jak odmienne byłoby bez nich nasz życie. Ale wszystko to nie ma znaczenia, zdarzyły się i koniec. Musimy zapomnieć o strachu, jaki wywołały, rozpocząć odbudowę".


    mozesz tez poczytac watek o podejmowaniu decyzji...beaty25.

    nie wiem skad jestes ale w warszawie jest rewelacyjna grupa wsparcia dla kobiet z takimi jak ty problemami, uczestnictwo darmowe..wiec jak bedziesz chciala dam ci namiary spotkania sa co tydzien w poniedzialki...

    uwierz ze swiat nie konczy sie na twoim mezy, na twoim rozwodzie i bolu,
    bol minie i przjdziesz do nastepnego etapu...zaczynam wierzyc ze wszystko jest po cos:)

    pozdrawiam///

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-13, 06:56:01               Odpowiedz

    smutno mi. poprostu smutno. pomimo wszystko liczyłam, że to znajdzie swój happy end. czuje się bardzo zle, że bardzo okrutnie mnie potraktował, bardzo bardzo bardzo okrutnie.
    przeszłyście to dajcie kilka jakiś rad, jak sobie radzić z tym wszystkim. nie mam sił wracać do poprzednich wpisów. nie chce się wierzyć ze ten mój mógł coś takiego zrobić, że po tym wszystkim, naprawdę - pewnie to ze mną jest coś nie tak - ze wierzyłam, że coś się zmieni, coś wróci.
    aaa boli.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-12, 23:13:54               Odpowiedz

    Przeczytałam treść Twoich wpisów. Odpowiedź JG z 8.03. jest doskonała. Wróć do swojej historii, przeczytaj co się z Tobą dzieje od marca i skończ z tym. Tak dłużej być nie może.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-12, 22:44:04               Odpowiedz

    Wcale nie jest ciężko żyć bez niego, tylko ciężko uświadomić sobie, że cała Twoja walka była na darmo! Dziewczyno, tak jak było przed jego wyjazdem nie da się żyć! A jak by było, gdyby nie pojechał tylko został z Tobą? Byłabyś szczęśliwa? On byłby szczęśliwy?

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-12, 22:39:26               Odpowiedz

    Nie jesteś sama. Każdy dzień będzie lepszy. Rozwód to nie tragedia. Zaakceptowanie rzeczywistości, pogodzenie się z utratą jest znacznie trudniejsze. Pisałaś, że mama jest z Tobą. My jesteśmy. Nie jesteś sama. To, o co się tak bardzo boisz da Ci siłę. Twoje dzieci...

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-12, 22:37:35               Odpowiedz

    nie mozna walczyć o rodzinę i jednocześnie zadawać jej taki ból, nie mozna myśleć o tym co dalej, widząc ból w oczach zony. Patrzył i mówił, że potrzeba mu czasu, że jedzie tam aby pomysleć o nas ... a moje łzy ... a to, że powiedziałam zostań ... nic nie warte się okazały, powiedziane głośno, zbyt cicho aby usłyszał ... dlaczego ... czy tak okazuje się miłość drugirj osobie? Czy to oznaka kochania dzieci? Oj oj oj ... ale głupia jestem i co z tego ze to wiem, jak cięzko żyć bez niego

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-12, 22:34:27               Odpowiedz

    tak mi zle ...

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-12, 22:27:24               Odpowiedz

    Twoje dziewczynki mają mądrą mamę, więc nic im nie będzie brakowało. Meg, miałaś wspaniałą rodzinę, ale "miałaś" to nie oznacza, że już nie będziesz miała! Czy on jeden chodzi po ziemi? Myślę, że Wy oboje musicie odetchnąć. I Ty i on. Adam ma rację - pozwól mu znaleźć swoje miejsce, a Ty w tym czasie buduj swoją przystań. Bez lęku. Myślę, że to nie ważne czy jest teraz z nią czy z kolegą. Nie jest z Tobą... Posłuchaj undset, ona to już przeszła. Ja też doświadczyłam zdrady. Bolało, wtedy strasznie, ale dziś już nie boli. Nawet gadam z tym dupkiem normalnie... Ciebie też przestanie. Tylko nie pielęgnuj w sobie tego bólu, bo krzywdzisz w ten sposób tylko siebie. Wybaczyć to nie znaczy zapomnieć. Pamiętaj, ale pozwól mu zniknąć. Czy z nią, czy bez niej - bez znaczenia. Byleby dał Ci odetchnąć, bylebyś pokochała siebie. Płacz, jeśli tego potrzebujesz, krzycz albo klnij. Ale niestety, w przeciwieństwie do niego Ty musisz chronić dzieci od lęku, więc oszczędź im swojego bólu. Niech tego nie widzą, nie czują. I nie pozwól mu kombinować, wmawiać Ci, że powinien zostać dla dzieci, że powinien wrócić. Nie, nie, nie. Nie jesteś zabawką i nie można grać na Twoich emocjach.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: mucha33   Data: 2009-06-12, 22:25:46               Odpowiedz

    wspaniale opowiesci.az sie wzruszylam...serio
    Meg trzymaj sie juz tyle za toba ze dasz rade a pozniej bedzie juz tylko lepiej.po co zatrzymywac kogos kto ciebie nie chce.pamietaj.aby zlapac coś innego musisz puscic to co trzymasz....

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: adam48   Data: 2009-06-12, 22:23:42               Odpowiedz

    Uda się , uda
    Meg , wygoń te demony przeszłości co wokoło ciebie się kręcą.

    Za jakąś chwilę będziesz się jeszcze cieszyć i to bardzo.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-12, 22:20:16               Odpowiedz

    dlaczego ...
    tak bardzo nie chciałam aby on był taki ...
    taki ... taki ....
    chciałam wierzyć, że własnie nam się uda ...

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: undset1   Data: 2009-06-12, 22:11:56               Odpowiedz

    i jeszcze jedno...

    Najpiękniejsze serce

    "Pewien młodzieniec chwalił się że ma najpiękniejsze serce w dolinie. Chwalił się nim na rynku i zebrał się ogromny tłum by je podziwiać bowiem było w swym kształcie perfekcyjne. Nie miało żadnej skazy, było przepiękne, gładkie i błyszczące. Biło bardzo żywo. Chłopak krzyczał na cały głos że nikt nie ma piękniejszego serca od niego i wszyscy mu potakiwali bowiem jego serce było idealne.

    Jednak w pewnym momencie jakiś strzec z tłumu krzyknął: Dlaczego twierdzisz że twoje serce jest najpiękniejsze skoro moje jest o wiele piękniejsze od twojego.

    Młodzieniec bardzo się zdziwił słysząc te słowa a potem spojrzał na serce starca i się zaśmiał. Serce starca biło bardzo żywo, być może nawet żywiej od serca młodzieńca ale było to serce poorane rozlicznymi bruzdami, serce w którym było wiele brakujących kawałków. Wiele tez w nim było kawałków które do tegoż serca nie pasowały. Było to serce brzydkie które w żaden sposób nie mogło się równać z nieskazitelnym sercem młodzieńca. Chłopak zapytał się dlaczego starzec uważa że jego serce jest piękniejsze skoro wszyscy widzą, że nie jest ono nawet w części tak piękne jak jego własne serce.

    Wtedy starzec rzekł, że w życiu nie zamieniłby tego serca na serce młodzieńca. Powiedział też aby młodzieniec spojrzał na jego serce i wskazując na blizny rzekł.

    Widzisz te blizny i brakujące kawałki. Nie ma ich tu dlatego, że ofiarowałem je z miłości dla wielu osób a niesie to ryzyko bo często się zdarza, że sami ofiarowujemy uczucie dla innych , ale oni nie dają nam nic w zamian.

    Stąd te blizny bo choć dałem im cześć swojego serca, oni nie dali mi nic. Jeśli natomiast spojrzysz uważnie dostrzeżesz, że wiele kawałków do mojego serca niezupełnie pasuje. Są to kawałki serca innych, które oni mi ofiarowali i które znalazły stałe miejsce w moim sercu.

    Dlatego moje serce jest piękniejsze od twojego. Natomiast te bruzdy, które widzisz zrobili ludzie nieczuli, ludzie, którzy mnie zranili.

    Wtedy młodzieniec spojrzał na starca, zrozumiał i zapłakał. Potem wziął kawałek swojego przepięknego serca i ofiarował go starcowi, a starzec zrobił to samo.

    Padli sobie w ramiona i rozpłakali się po czym odeszli razem w wielkiej przyjaźni. Młodzieniec włożył część serca starca do swojego serca w miejsce brakującego kawałka który dał starcowi. Ten nowy kawałek pasował tam, choć nie idealnie, co zmąciło doskonałą harmonię serca młodzieńca.

    Nigdy jednak wcześniej serce młodzieńca nie było tak piękne jak w tym momencie i młodzieniec dopiero teraz to zrozumiał

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: undset1   Data: 2009-06-12, 22:07:10               Odpowiedz

    Wiele lat temu, w ubogiej chińskiej wiosce, mieszkał pewien wieśniak wraz z synem. Oprócz kawałka ziemi i małej chaty pokrytej strzechą w jego posiadaniu znajdował się koń, którego odziedziczył po ojcu, i który był dla niego pomocą przy uprawie roli.
    Pewnego dnia koń uciekł. Sąsiedzi mężczyzny, którzy szanowali go bardzo za uczciwość
    i pracowitość, przybyli do jego domu, aby powiedzieć jak bardzo współczują mu straty. Wieśniak podziękował sąsiadom za przybycie, lecz przy okazji zapytał:
    - Skąd wiecie, że to co się wydarzyło było dla mnie nieszczęściem?
    Jeden z przybyłych wymamrotał do drugiego:
    - On nie potrafi pogodzić się z rzeczywistością, niech myśli co chce, dopóki nie odczuje smutku z powodu tego wydarzenia.
    Sąsiedzi odeszli, udając że zgadzają się z tym co usłyszeli. Tydzień później, koń wrócił do stajni - ale to nie wszystko - przyprowadził ze sobą wspaniałą klacz. Gdy mieszkańcy wioski dowiedzieli się o tym, wydawało im się, że zrozumieli co powiedział im wcześniej wieśniak. Wrócili do jego domu, aby pogratulować mu szczęścia.
    - Wcześniej miałeś tylko jednego konia, teraz masz dwa. Gratulacje - mówili.
    - Wielkie dzięki za odwiedziny i wszelką troskę z waszej strony - odrzekł wieśniak - lecz skąd wiecie, że to co się wydarzyło, było dla mnie błogosławieństwem?
    Zakłopotani sąsiedzi - myśląc że wieśniak oszalał - wyszli, a po drodze komentowali: "Czy on rzeczywiście nie rozumie, że otrzymał dar od Boga?"
    Miesiąc później, syn wieśniaka zdecydował, aby oswoić klacz, lecz zwierzę nieoczekiwanie stanęło dęba. Chłopak upadł łamiąc nogę.
    Sąsiedzi wrócili do domu wieśniaka, przynosząc podarunki dla rannego. Starosta wioski złożył wyrazy ubolewania ojcu, mówiąc, że wszystko to jest bardzo smutne. Mężczyzna podziękował za wizytę i troskę, po czym zapytał:
    - Skąd wiesz, że to, co się wydarzyło było dla mnie nieszczęściem?
    Wszyscy byli zdumieni tym, co usłyszeli, gdyż nikt nie wątpił, że wypadek syna wieśniaka był prawdziwą tragedią. Kiedy opuścili dom, jeden z sąsiadów przemówił do pozostałych: "Ten człowiek naprawdę oszalał, jego jedyny syn może kuleć do końca życia, a on wątpi, że jest to nieszczęście"
    Minęło kilka miesięcy. Japonia wypowiedziała wojnę Chinom. Wysłannicy Cesarza rozpoczęli podróż przez cały kraj, w poszukiwaniu młodych mężczyzn, z zamiarem wysłania ich na front.
    Podczas pobytu we wiosce, zwerbowali wszystkich młodzieńców, z wyjątkiem syna wieśniaka, którego noga była złamana. Żaden z młodych mężczyzn nie wrócił żywy.
    Syn wieśniaka wyzdrowiał, konie rozmnożyły się, a ich potomek został sprzedany za dobrą cenę. Wieśniak zaczął odwiedzać swoich sąsiadów, aby ich pocieszyć i pomóc - tak jak oni to czynili, kiedy jakieś wydarzenie miało miejsce w jego domu. Kiedy tylko któryś z sąsiadów zaczął narzekać, wieśniak mówił: "Skąd wiesz, że to nieszczęście?" Jeśli ktoś był rozradowany, on pytał: "Skąd wiesz, że to błogosławieństwo?" Wtedy dopiero ludzie we wiosce zrozumieli, że poza tym co widzialne, życie ma też inną wymowę.



  • RE: Meg, co tam?

    Autor: undset1   Data: 2009-06-12, 22:03:44               Odpowiedz

    logika i pragnienia to dwie różne sprawy

    boże - wiem o tym tak samo jak ty.... moje pragnienia nadal tęsknia....

    ale po prostu jak już zdecydujesz że to koniec to będzie jeszcze trwało... bolało nie tylko dziś, nie jutro, nie za tydzień ale i za miesiąc,,,,

    ale pomaleńku, pomalutku zaczniesz oddychać... do mnie też tak pisało wiele kobiet...

    pisały - nie ma rady, musisz czekać aż ból zelży - dzień, noc, dzień, noc i tak w koło ...

    boisz się braku pieniędzy - to normalne, ale może nie będzie aż tak źle, wierz mi że twoje córki zamiast zagranicznych wojaży wolałyby widzieć mamę z uśmiechem na twarzy a nie ze łzami w oczach i bólem w klatce piersiowej

    najbardziej boli kiedy dociera do nas prawda, prawda że coś odeszło bezpowrotnie, nieubłagalnie...

    Meg - odeszło - ..nie wróci zaraz znajdę pewne chińskie opowiadanko i ci wklęję przeczytaj proszę

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: adam48   Data: 2009-06-12, 21:56:08               Odpowiedz

    Meg.
    Jutro będzie piękny dzień, postaraj się go z uśmiechem przeżyć.
    Pomyśl do przodu, nie wspominaj. Tam za tobą wszytko zostało. Za chwilę będziesz inna.
    Wiem , że potrzebujesz, że pragniesz. Najwięcej dokonasz, jak ty w sobie coś takiego radosnego obudzisz.
    Naprawdę ciężko jest o tym pisać. Choć ze mnie chłop to ukradkiem, w kanciapie sobie .........., jak się coś zawaliło.
    Teraz już wiem, że jutro mam być sprawny, bo do budowania idę. Niekiedy udaję , że Pstrowski ze mnie, ale wiem, że jutro ode mnie zależy i mnie to nie ominie.

    Mąż, droga Meg to inna osoba, będąc przy tobie wiedział coś podświadomie , że nie wytrzyma. Pozwól mężowi teraz odnaleźć siebie. A wiem , że ty swoją siłą go przyciągniesz jeszcze.

    Powodzenia i spokojnych snów.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-12, 21:53:33               Odpowiedz

    nie umiem nie umiem myśleć.
    Mamy 2 dzieci. 2 piekne dziewczynki. Maleńką 9 miesięczną, trochę młodsza od jego romansu.
    Nie umiem zrozumieć dlaczego.
    Boję się. Jak sobie poradzę. Bardzo się tego boję. Twój odszedł - a mój czuję, że bedzie nadal kąbinował, miedzy domem tu i kochanką tam.
    Dziś czuję się silna na rozwód - 1,5 miesiąca temu tez czułam się silna - i co i co znów przechodzę to samo. Dałam mu szansę, przeszłam koszmar, a on w chwili gdy ja zaczełam tęsknić do tego co było ... przepuszczalnie znów jest z nią.

    Boję się wszystkiego.

    Logika to jedno, a pragnienie i tęskonota to 2.
    mówi się, że nadzieja umiera ostatnia ...

    Dlaczego mnie to spotkało.

    Dlaczego.

    Miałam wspaniałą rodzinkę, czułam się piękna, zapragnełam 2 dzidzi - on tez. mieszkanko, podróżowanie ble ble ble. nie musiałam o nic się martwić. On zarabiał ja dbałam o córcie siebie itp ...

    Jak to bedzie.

    Boję się walczyć o każdy dzień, o każdą złotówkę dla dzieci, aby miały, aby nie czuły się gosze, aby wrosły na wspaniałe kobiety.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-12, 21:45:29               Odpowiedz

    i sama nie wiem czy wszystkie przezycia naraz mnie wzmocniły. czuję pustkę, ból, zal ... i nadal się boję. teraz chyba boję się tak naprawdę.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: undset1   Data: 2009-06-12, 21:43:32               Odpowiedz

    meg - wiem że się boisz,,,

    ja też strasznie się bałam, strasznie, potwornie, trzęsłam się cała, drżałam, nie wiem jak to opisać...

    wyłam w domu tak że chyba słyszeli wszyscy sąsiedzi, serce bolało mnie tak że jednego wieczoru byłam gotowa sama zadzwonić po karetkę dla siebie bo myślalam ze w wieku 32 lat mam zawał - tak bolało

    brakowało mi oddechu - córeczka widziała, stała się nerwowa...

    rycz, wyj, tylko nie przy dzieciach - idź do łazienki, gdziekolowiek

    powiem Ci tak:" to tylko strach przed samotnością i nieznanym, to nie miłość i tęsknota za zdrajcą - tego już nie ma ... to przerażenie nowym

    a jutro i tak słońce wzejdzie i choćbyś bardzo tego nie chciała będziesz musiała wstać z łóżka, wykonać czynności fizjologiczne, dać jeść dzieciom.....

    świat się niestety nie zatrzyma na widok towjego bólu
    nic się nie zmieni... tylko ty... za jakiś czas... kiedyś mu podziękujesz że już się męczyć niepewnościa nie musisz....

    pojdziesz do sądu i i tak doba zatoczy koło a rozprawa kiedyś się skończy...

    wiem co piszę, przeszłam sama wszystkie etapy - jeszcze przechodzę

    byłam pewna że się nie obudzę, bardzo tego chciałam - a i tak musiałam żyć

    dziś chodzę na spacer z córeczka i oddycham pełną piersią bo nie myślę o tym co robi, z kim i gdzie....

    smutno mi czasem, czasem tęsknię, ale spokój duszy jest wazniejszy od tęsknoty

    mam nadzieję ze zrozumiesz o czym piszę, w chwili tego bólu i strachu to trudne, ale jestem pewna że kiedyś przyznasz mi rację...

    głowa mnie rozbolała na myśl że jakaś kobieta przeżywa to co ja pół roku temu... tak mi przykro...

    podniesiesz się... wiem to na pewno....

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-12, 21:41:29               Odpowiedz

    tak. będę mieć operację, zabieg, ale nawet dziś mi to przez głowę nie przechodzi.
    pewnie z nią jedzie się spotkać, chodz idzie w zaparte ze z kolegą.
    Ale jak można się zastanawiać nad związkiem, patrząc na łzy zony i wyjść.
    Zrozumiałam, że czy ona jest czy nie - ja i tak się juz nie liczę.
    Trzęsę się cała w srodku. jest mi zle. ta wizja rozwodu, sądu to mnie tak bardzo boli.
    jak myślę jak kiedyś byliśmy szczęsliwi, jak się kochaliśmy, podrózowaliśmy - takie nasze wspólne hobby. Nawet wtedy gdy on był i miałam go tak bardzo dość - marzyłam ze to odzyskamu. małymi kroczkami.
    to bardzo bardzo bardzo boli. ze juz nigdy tego nie doświadczę.
    pozatym on okazał mi tyle braku szacunku. obojetności do tego co czuję, braku chcęci walki o nas.
    Mówi, że kocha dzieci - ale czy tak się im okazuje miłośc!

    Boję się tego wszystkiego.

    Totalnie wszystkiego.

    Jak każdy gdzieś tam miałam jakieś swoje nadzieje. Dziś poczułam się dopiero upodlona i upokorzona.

    Tak myslałam, że to przezemnie, ale gdyby kochał, gdyby kochał zostałby. Nie odszedł, nie wyjechał.

    Jakoś ostatnio los mnie nie oszczędza.
    Ciążę miałam przekichaną, umarła tez osoba bardzo bardzo bardzo mi bliska, on ją poznał, sama muszę poddać się operacji i malutka tez jest rehabilitowana (to nie jest wielki problem, ale jej niemowlactwo nie przebiega całkowicie prawidłowo).

    Kiedyś kochał, walczył o nas, kiedyś czułam się wyjątkowo, kiedyś czułam się kimś.

    DZIS

    juz nie wiem

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: adam48   Data: 2009-06-12, 21:29:23               Odpowiedz

    Meg !
    Może to lepiej dla Was, że mąż pojechał. Do czego byście doszli, gdybyście się nawzajem ranili przez ten weekend ?.
    Wiem , że teraz kołaczą się tobie same złe myśli po głowie. Pomyśl może o sobie, może znajdzie jeszcze odrobinę spokoju w sobie ?
    Młodość podpowiada, że życie tak szybko biegnie. "Rach, Ciach" i po wszystkim. Mogę ciebie zapewnić, że ta rzeka spokojnie płynie do ujścia i jej nurtu nie podgonisz. Szukaj jak najwięcej spokoju w sobie, proszę.
    (Czy to ty Meg pisałaś o operacji ?).

    Pozdrawiam . Siły i spokoju życzę.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: ciekawa   Data: 2009-06-12, 21:25:44               Odpowiedz

    Nie wierz,że jedzie gdzieś tam,żeby się zastanowić,to typowe,spotkał się z nią.Przeciągasz to co nieuniknione,bo on wrócił tam gdzie wygodnie.
    Przepraszam ale tak jest i tego nie zmienisz.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-12, 21:25:05               Odpowiedz

    boje sie rozwodu, emocji mojej 7 letniej córci, boję się o moje maleństwo. Boję się wszystkiego. Problemów finansowych.

    Dziś uświadomił mi poraz kolejny, że niewiele dla niego znaczę. Wiedział, że chce aby został lecz pojechał.

    Pomysleć co z nami. Bo on musi przemyśleć, tak w oddali, tak sam.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-12, 21:17:22               Odpowiedz

    wiecie co wyć się chce - dlaczego?
    dlaczego moje dzieci będą musiały to przejść, dlaczego niedocenił, dlaczego, dlaczego.
    boję się tych trudnych chwil.
    Nad ranem każdy odech boli.
    nie wiem czy odnowił kontakt czy nie, poprostu go nie ma. wie, co się ze mną dzieje i go nie ma.

    pojechał w góry pomysleć. Przemysleć co dalej. Zostawiając mnie i dzieci gdy łzy napływały mi do oczu.

    wiem ze to koniec.

    i boję się tego co będę musiała przerobić, co z dziećmi. poprostu się boję.

    czuję się fatalnie, okropnie.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-12, 21:08:14               Odpowiedz

    Może niekoniecznie. Uważam jednak, że on teraz jest na dalszym planie. Z Meg dzieją się koszmarne rzeczy. Meg, to Ty potrzebujesz to przerobić, obgadać, wypłakać się, czy może nawet wyzłościć. Poszukaj terapeuty, albo przyjaciółki, która Cię wysłucha. Nie obchodzi mnie czy mu dobrze, czy źle, co mu przeszkadza, a co jest na rękę. Chrzańcie go. Kit mu w oko. To Meg szaleje i to ona jest jednym wielkim lękiem i bólem. Myśl dziewczyno tylko o sobie. W dupie miej czemu poszedł. Poszedł i tyle. Pomyśl o sobie, bo robisz sobie krzywdę. Trzymam za Ciebie kciuki. Wiem, że dasz radę, ale chyba powinnaś poszukać wsparcia. I pamiętaj co pisała undset: nie daj się wpędzić w poczucie winy.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: undset1   Data: 2009-06-12, 20:35:06               Odpowiedz

    moim skromnym zdaniem odnowił kontakt z kochanką albo w ogóle go nie przerwał i juz nie wytrzymał - to tyle

    nie daj się wpędzić w poczucie winy - jeśli jeszcze nie próbował na pewno spróbuje to zrobić

    dasz radę

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-12, 16:05:25               Odpowiedz

    sama nie wiem co napisać.
    W ogromniej burzy, kłótni, kolejnym ataku mojej zazdrości, braku jego reakcji, w kolejnym etapie mojej huśtawki nastrojów, jego również itp. W tym, że on nie wie co z sobą zrobić, w tym ze i ja sama nie wiem co jest dla mnie dobre.W nerwach na moją prosbę może i na jego również (generalnie w kłótni) wzioł parę swoich ubrań i wyszedł. Mieszka u rodziny. Tyle wiem.
    Ja sama nie wiem co robić. Zabolało i nie. Raz boli raz jest jakoś. To nie koniec tej historii. Czuję to.
    generalnie nie rozmawiamy ze sobą. był na przedstawieniu u małej i potem poszedł. dziś mała bardzo chciała do niego zadzwonić - dałam jej tel. zapytała tato kiedy będziesz, bo są u nas karuzele. Odpowiedział będę.
    nie wiem co dalej.
    Aniu masz rację cokolwiek by nie zrobił zabijam siebie i jego. juz sama nie wiem czy to co on mówi to prawda, czy on sam nie wytrzymuje atmosfery która była w domu. Nie umiem odciąc się od tego co zrobił. Nie mam dowodów , że nadal są, ale zakładam taką opcję. bo juz nie ufam, niewierzę.
    boję się wszystkiego.
    cały czas czuję się w zawieszeniu. nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to już koniec?


  • RE: Meg, co tam?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-11, 14:14:15               Odpowiedz

    Trzymaj się

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-11, 08:02:30               Odpowiedz

    Aniu przepraszam, ale narazie nic nie napiszę.
    Do terapi nie doszło, jego nie ma.
    Szczegóły nie dziś.

  • RE: Meg, co tam?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-10, 22:20:33               Odpowiedz

    Meg, jak sobie radzisz?
    Wiecie co dziewczyny, jest nas tysiące, może nawet miliony, ale każda wie, że nie może się poddać. Aż pewnego dnia podnosi głowę jak bohater i wie, że wygrała sama ze sobą. Kiedyś uważałam, że tekst "co nas nie zabije to nas wzmocni" jest głupi jak kupa, a jednak...

  • RE: Hej Kaja, Syrian, Olga i reszta dziewczyn

    Autor: undset1   Data: 2009-06-08, 20:52:10               Odpowiedz

    Olgo, jak wspaniale ze się odezwałaś. Cudownie czytać słowa silnej i pewnej swej odrębnej wartości kobiety, która podniosła się po wielkim ciosie jakim jest zdrada.
    Zazdroszczę ci etapu zobojętnienia, na którym już jesteś.. Ja jeszcze kocham, ale zabijam w sobie to uczucie każdego dnia - bradzo się staram.

    Paradoksalnie ja również pomału zaczynam odkrywać siebie, jako istotę, która o dziwo, funkcjonuje bez męża, bez którego kiedyś nie mogłam oddychać . Można żyć, można śmiać, choć nie powiem są i smutne chwile, kiedy się marzy o niemożliwym - o cofnięciu czasu i tej błogiej beztrosce zaufania i pewności, którą ktoś najbliższy brutalnie zdeptał i zniszczył.

    Żyję bez niego, śmieje się bez niego, zauważam świat dookoła - i otwieram oczy na małość człowieka, który nie docenił prawdziwego uczucia i bezpiecznego domu.

    Mam nadzieję, czego i sobie życzę, że ktoś jeszcze raz pozwoli nam uwierzyć, że prawdziwe i szczere męskie uczucia istnieją i nie muszą przynosić łez i bólu.

    Pozdrawiam Cię Olgo - cudownie mi było przeczytać twoje słowa, bo czułam, że uśmiechałaś się pisząc je.

    Życzę Meg tego etapu na którym jesteś, albo chociaż mojego :)

  • RE: Hej Kaja, Syrian, Olga i reszta dziewczyn

    Autor: olga291   Data: 2009-06-08, 17:29:21               Odpowiedz

    Witaj JG!
    Miło że o nas pamiętasz!
    Pytasz co słychać-a ja z całą pewnością mogę Ci odpowiedzieć-dziękuję,bardzo dobrze.
    Naprawdę jest mi dobrze.Jestem spokojna,wyciszona,szczęsliwa.Może komuś wyda się to absurdalne,bo od mojego rozstania minęło dopiero niecałe pół roku,ale tak jest.Czytam wątek Meg4 i bardzo szczerze jej wpółczuje,wyobrażam sobie,co musi przeżywać,a jednocześnie dziękuję Bogu,że ja nie muszę tego przeżywać.

    A pewnie czułabym to samo,gdyby mój mąż postanowił zostać.
    Czuję się teraz silna,dużo dużo mądrzejsza.Przeszłam ogromna szkołę życia,ale nabrałam przez to dystansu do świata,do ludzi do siebie,a zwłaszcza do tego co dzieje się w moim życiu.Wiem,że potrafię teraz oddzielić w życiu rzeczy ważne,od mniej ważnych i od tych zupełnie nieistotnych.
    Pokochałam siebie,a wcześniej chyba tego nie było.O ironio odejście mojego mężusia,zamiast odebrać mi wiarę w siebie,podbudowało ją ogromnie ha ha.Cieszę się.Jestem mu prawie wdzięczna.
    Zaczęłam żyć,wychodzę z przyjaciółmi,spędzam więcej czasu z synem,za dwa tygodnie wyjeżdżam do Chorwacji,czeka mnie mega odpoczynek,przyszłość mieni sie dla mnie kolorami.
    Pewnie wielka w tym zasługa ludzi których mam wokól siebie,przyjaciół(których okazało sie mam więcej niż myślałam)rodziców,rodziny.Jestem szczęściarą.
    Na randki też chadzam ha ha,ale jednak mam jeszcze blokadę,ciężko mi komuś zaufać,chyba przestałam wierzyć w bezinteresowna miłość.To taka mała pamiątka po mojej historii.
    Ale może...kiedyś...Wierzę że ktoś mi udowodni,że prawdziwa miłość istnieje...
    Czekam na pierwszą rozprawę rozwodową,jeszcze nie mam nawet terminu.Ale nie śpieszy mi się wcale,alimenty mam już przyznane,a za mąż na razie nie mam zamiaru wychodzić.

    Mój mąż jest teraz dla mnie obcym człowiekiem,nie wywołuje we mnie żadnych emocji,ani dobrych,ani złych.Totalna obojętność.
    Na komuni naszego syna siedział obok mnie,ale w żaden sposób to na mnie nie działało.Jakby siedzia ktoś z ulicy.Masakra!
    Gdzies kiedyś wyczytałam,że nie ma bardziej obcego człowieka niż ktoś,kogo się kiedyś kochało.Święte słowa,potwierdzam.

    Podsumowując-jest mi dobrze,jestem spokojna,silna i samodzielna.Jestem młodą,atrakcyjną kobietką hi hi,życie stoi przede mną otworem.
    Jean Grey jeszcze raz dziękuję za pamięć,cieszę się że tutaj jesteś!Ja cały czas śledzę wpisy na tym wątku i jak zwykle podziwiam Twój obiektywizm i mądrość.Jestem bardzo ciekawa co słychać u Ciebie?Napisz kilka słów!
    Pozdrawiam serdecznie Ciebie i wszystkie dziewczyny tutaj!

    Meg4 trzymaj się!A jeśli poczujesz że nie dajesz rady-odpuść,możesz być jeszcze szczęśliwa.Ja jestem tego przykładem.
    OLGA

  • Hej Kaja, Syrian, Olga i reszta dziewczyn

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-06-08, 06:14:04               Odpowiedz

    Co u was?

  • RE:

    Autor: ania7   Data: 2009-06-04, 22:37:11               Odpowiedz

    Na pewno Ci to pomoże. Oderwiesz się. Niemniej to co sie z Tobą dzieje zwyczajnie Cię zabija. Nie nakręcaj się. To już było. Nie pielęgnuj w sobie tego żalu. To bez sensu. Myślę, że Ty nie potrafisz mu wybaczyć i choćby nie wiem jak on się starał, Ty już nigdy nie będziesz myślała o nim tak jak dawniej. To zniszczy Was oboje, niezależnie od tego czy on będzie w porządku czy też nie.

  • RE:

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-04, 19:55:45               Odpowiedz

    u mnie. Jak zwykle się nakręcam. On dziś wraca z del. A ja o niczym innym nie myslę tylko o nim i niej. Prawda jest taka, że jestem w takim stresie (gdy on wyjeżdza), że nawet nie potrafię na zimno ocenić mojej sytuacji.
    Nie jest tak jak u Kaji. Bynajmniej nie w mojej głowie. Trudno jest mi się pogodzić z tym co on mi zrobił. I co potrafi (a oni wszyscy pokazali, że potrafią być okrutnymi kłamcami). Co mi tym zabrał i jak wpłynoł na moje życie.
    Mam tez dość siedzenia w domu. To mnie dobija. Mam za parę tygodni swoją operację a potem wracam do pracy.
    I mam nadzieję, że brak czasu, oderwanie pozwoli mi nabrać trochę dystansu a i wzmocnic się.

    Tyle u mnie.

  • czapla, sylbut

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-04, 19:42:58               Odpowiedz

    dziewczyny odezwijcie się i napiszcie jak układacie sobie zycie?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-03, 15:09:56               Odpowiedz

    pozdrawiam Cię Aniu !!!
    Dziękuję za wpis.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-06-02, 22:02:23               Odpowiedz

    To naturalne co piszesz undset. Skopał Cię i potraktował jak zabawkę. Masz pełne prawo być zraniona. Bo najobrzydliwsze w jego zachowaniu jest to, że obarczył Cię winą za własne kurestwo. Niestety, to częsta cecha panów. Ich musi być na wierzchu.
    Meg, moja córka chyba nie powtórzy moich błędów. Sporo przeszłyśmy. Myślę, że ona też wie, że zawsze może na mnie liczyć. Ale nie przeżyję za nią jej życia. Bez błędów się nie obędzie. Nie chciałam zasmucić Cię moim wpisem, ale nie mogłam napisać nieprawdy. To po prostu życie samotnej matki, która nie ma wsparcia ze strony rodziców i ojca dziecka. Ty masz mamę, Twój mąz kocha Twoje dzieci, myślę, że jest inaczej.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-06-02, 13:03:00               Odpowiedz

    dziękuję

    to własnie staram sie robić każdego dnia

    czasem sie potykam jeszcze o własne poczucie winy, ale odtrącam je z całych sił i krzyczę nie..nie..nie

    nie zniszczysz mnie

    ja również pozdrawiam Adamie

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-06-02, 12:59:53               Odpowiedz

    UNDSET
    życzę tobie abyś pokochała siebie taką jaką jesteś, piękną , cudowną , a pewien jestem , że poczucie winy zniknie jak zdmuchnięty pyłek kurzu ( nikt ciebie w nie nie wpędził, ono było w tobie od czasu błędnego wyboru, takiego na siłę, bez analizy wad które okazywał mąż dużo wcześniej, a spotęgowało się po jego czynach)

    zauważ, proszę ilu jest obok ciebie ludzi, którzy ciebie kochają i jesteś dla nich najważniejsza

    a jak przetrzesz oczy to zobaczysz tego , który będzie się starał wypełnić twoje marzenia

    pozdrawiam ( nie kadząc, tylko ukradkiem ....[nie przyznam się do tego])

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-06-02, 12:42:57               Odpowiedz

    moje rany nadal krwawią Adamie, ale coraz mniej...
    byłam z mężem 20 lat. Mam dopiero 33 i zaczynam widzieć siebie. Zdradził mnie dwa razy i za każdym razem winę zrzucił na mnie choć mówiłam mu, że kocham go najbardziej na świecie.

    Przyznaję - czuję sie opluta. Zostałam z 3 miesięczną córeczką ( to pierwsze odejście - 4 lata temu) .. i złamanymi marzeniami... to długa historia.. kiedyś już pisałam, nie chcę się powtarzać...

    Nie pluję Adamie na wszystkich mężczyzn, wręcz przeciwnie. Bardzo chcę odzyskać wiarę w to, że są mężczyźni, którzy umieją kochać kobiety i docenić jak bardzo są kochani.

    Może zabrzmi to nieskromnie, ale jestm bardzo atrakcyjną kobietą... a jednak jak to mawiają moje koleżanki,śmiejąc się, mam morderstwo w oczach...

    może inaczej, miałam....

    kiedy byłam z moim mężem liczył się tylko on, nigdy nie pozwoliłabym zbliżyć się żadnemu mężczyźnie i z jego strony byłam pewna tego samego..

    a tu ups... skradła mi go jego własna uczennica... 18 latka, a on się zaczarował jak sztubak i zostawił mnie i córeczkę...

    nie mogę pojąć, że wyrzuca się kogoś jak starą rękawiczkę... to juz nie ty... nowa para lepsza...

    mam do niego żal, nie o to, że odszedł, ale że winą za wszystko, łącznie z dwoma zdradami, licznymi kłamstwami, obarczył mnie. Pozwolił mi uwierzyć, że to ja byłam i jestem tym potworem, który zabił jego miłość, choć wciąż tylko brał i brał. Utrzymywałam go ( dosłownie, bez żadnych ale, przez dwa lata) i dostałam tak po gębie. Dziś twierdzi że wręcz go okradłam, choć nigdy nie dał mi na utrzymanie domu nawet 100 zł

    złamało mnie to ... przyznaje... ale pomału się podnoszę...

    nie wybacze mu ze próbował wpędzić mnie w poczucie winy, bo z tego chyba najtrudniej wyjść...

    bardzo chcę sie zakochać Adamie, bardzo :)

    dam komuś jeszcze jedną szansę :) jedną :)

    ale kłamstwa nie zniosę żadnego

    z poczucia winy leczy się długo.. nie chcę by Meg ja miała, bo to strszne uczucie, kiedy pytasz wszyskich wkoło, "Co takiego zrobiłam żle? " i nikt, nawet ty sam, nie potrafisz udzielić sobie odpowiedzi...

    twoje wpisay Adamie, z pewnością nie są dla mnie moherowym gadaniem...

    dokładnie tak postrzegam i postrzegałam związek

    bliskość serc i dusz dwojga zupełnie odmiennych ludzi, ktorzy akceptują siebie do końca, z wadami, przywarami..

    ale nie w kłamstwie

    mój były już mąż znał mnie przed slubem 15 lat, a potem usłyszałam "Chcaiałem byś była inna"

    czy to znaczy że w ogóle mnie chcaiał? w ogóle kochał? chyba nie... nie pojmę tego.. ale odpowiedzi juz nie szukam

    szukam siebie i tego jedynego,który na starość złapie moją dłoń i nie wyrzuci niczego, tylko powie "Byliśmy dla siebie jacy bylismy, ale byliśmy TYLKO dla siebie"

    musi taki gdzieś być...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-06-02, 11:23:52               Odpowiedz

    undset
    pięknie opisałaś
    twoje zdanie przyjmuję, urazy na pewno nie odczuję
    szanuję to co mówisz, szanuję twe zdanie

    pozwolę sobie zapytać się, czy twoje rany UNDSET aż tak krwawią, tak ropieją , że nie widzisz siebie

    niepokoi mnie jak widzę , że przeciw sobie, przeciw własnej osobie walczysz ze sobą. Niewiele znam twych doświadczeń, bo i tak wszystkich nie opisałaś. Pozwól jednak, że kochać to też wybaczyć sobie, to znaleźć spokój w sobie, widzę jak do tego podążasz swoją drogą ( taką wybrałaś ), ale proszę nie pluj na mężczyzn i nie czuj się opluta.

    Dla Meg pozostaje mi tylko życzyć , aby to czego dokonała miało wymiar Kai. Kaja zdecydowała, nie ma sielanki, ale oboje dążą do celu, no nie po autostradzie może krętymi drogami, ale pragną być razem. Meg podjęła decyzję podobną do Kai, waha się jeszcze, nie czuje się z tym dobrze. Pomóżmy jej zrozumieć, wspomóżmy ją w jej zmianach.

    Jeszcze jedno UNDSET . Związek to nie abstrakcja to wspólne życie dwóch różnych osób. Tak, bardzo różnych osób, takich jakimi są, takich jak się rozwijają, takich co czują, takich ................ . Zgodzisz się ? ( przypuszczam, że dla ciebie to moherowe gadanie )

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-06-02, 10:57:36               Odpowiedz

    pozwolę sobie nie zgodzić się z niczym co napisał Adam...

    nie ma znaczenia co robiłaś Meg, jaka byłaś - nie kochał cię - mógł odejść, potem zwiazać się z kimś, a nie walić rogi kobiecie w ciąży

    to co pisze Adam jest chore, jak dla mnie

    miłość wybacza.. miłość znosi... no dobrze, ale w imę czego...?

    miłośc Meg, może nie była idealna, nie ma takich, ale drugi człowiek, w tym wypadku najbliższa osoba, czyli jej mąż nie ma prawo zabić za zaniedbanie....

    ON ZABIŁ ZA ZANIEDBANIA !!!

    Meg była zmęczona, w ciązy, nie uśmniechała się co dzień pięknie... to kopa w ryj od męża i zobacz co ci zrobię za twoje zaniedbania??

    ty leż z wielkim brzuchem, moim dzieckiem w środku, a ja w tym czasie pospuszczam sie trochę w inną panienkę bo taki jestem samotny!@!!!!

    przepraszam Adamie, mam nadzieję że cie nie urażę, ale strasznie złości mnie jak ludzie piszą, że w zdradzie należy szukać winy w obojgu

    nigdy się z tym nie zgodzę...

    zgodzę się natomiast, że w zaprzestaniu kochania ma udział oboje... to na pewno...

    ale zdrada to okrucieństwo
    kłamstwo to oplucie i brak szacunku
    oszukiwanie to ujawnianie jak bardzo jest się małym i żałosnym

    tylko odważnych stać na powiedzenie....

    "Nie kocham cię, odchodzę, nie chcę tak żyć"

    i idzie... - może za rok kogoś pozna, może za miesiąć, ale w przypadku odejścia do kogoś... to jest tchórzostwo

    trudno znieść samotność a zdradzacz zawsze ma zaplecze w postaci kogoś kto "ukocha, przytuli i pocieszy", nie ważne że przeważnie na krótko

    zdradzony zawsze jest sam ijeszcze sie mu winę wmawia, nawet częsciową...

    mali są tacy ludzie

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-06-02, 07:44:59               Odpowiedz

    Meg
    jest to dla mnie zrozumiałe, czyli to , że mnie nie zrozumiałaś. Inne te słowa moje są, a oczekujesz tylko współczucia i potwierdzenia swojej krzywdy.
    MIŁOŚĆ niekiedy wymaga, abyśmy na przekór wszystkim i wszystkiemu czynili, a najcięższe jest jeżeli siebie musimy zaprzeczyć.

    Życzę tobie MEG , aby mąż , który miał już ciebie DOŚĆ,( nie dlatego że przestał kochać ciebie, ale dlatego , że to ty nie dałaś się kochać) zaczął tobie pomagać.
    Życzę abyście wspólnie usiedli do stołu i zaczęli siebie się uczyć.

    Kiedy terapia się zacznie ?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-02, 04:52:38               Odpowiedz

    NIE WIEM CZY KOCHA!
    PEWNIE NIE - SKORO TAK TO WSZYTSKO WYGLĄDA.
    a co mówi ... wiecie dziewczyny, mówić można wiele.

    A CO DO CIEBIE ADAMIE - nie rozumiem Twojej wypowiedzi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-06-01, 22:29:39               Odpowiedz

    MEG - pozwolisz ponownie

    Widzę, że podszepty są tu słuszne, (jedynie słuszne), dzięki nim masz rozdwojenie jaźni.

    Pięknie napisałaś : "żyć dla siebie" . Tak bo to najwięcej co możesz w życiu zrobić. Istniejesz tylko przy innych. Zauważ w nich wszystkich takie same jak ty OSOBY.

    Co do BÓLU masz rację , boli ciebie to zawierzenie drugiemu człowiekowi. Można to robić, jeśli obydwoje zawierzacie siebie... , ale z tym u Was chyba problem.

    Raduję się jak czytam, że nabierasz sił, że radzisz sobie z dnia na dzień i jakoś tam coś KOSMICZNEGO się pomiędzy wami dzieje (być może to jakieś tam wibracje, a może perturbacje na słońcu). A do rzeczy samej, proszę kochaj szczerze, kochaj i jeszcze raz kochaj , a wszystko inne będzie się naprawiało samo.

    Pozdrawiam i więcej nie zanudzam

    PS. Tak bez przesady, jak rodzina dysfunkcyjna była , to trochę poczytaj o leczeniu uczuć, a mąż nie wytrzymał , bo dla ciebie to potrzebna KOSMICZNA miłość, nie każdy tak może.
    Teraz otwarcie z mężem porozmawiaj, nie z musu ale z siebie, powiedz mu bez złości czego wymagasz dla siebie, tak otwarcie i miło (najpierw poczytaj o sobie , możesz zacząć od DDA , przypominam tylko). Więcej inni tobie dopowiedzą

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: venus1979   Data: 2009-06-01, 21:45:02               Odpowiedz

    Mysle ze kochal,o tym juz kiedys wspominala,ale czy jeszcze kocha?
    Meg czy on Ci powiedzial,ze jeszcze Cie kocha?
    Czy mozna w ogole kogos ponownie pokochac?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-06-01, 21:26:12               Odpowiedz

    Meg,proste pytanie.
    Czy Twój mąż Cię kocha,kochał?
    Masz dwa wyjścia:
    -zostać i czekać,nóż widelec może będzie dobrze;
    -odejść i dać sobie szansę na "lepsze jutro";

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-01, 21:17:42               Odpowiedz

    i uwierzcie, że wiem, że i tak będzie cięzko.
    Zostając z nim ...
    Czy rozchodząc się ...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-01, 20:50:50               Odpowiedz

    jeśli chodzi o moje małżeństwo.

    W jakimś stopniu dałam mu szansę. Jest ciężko żyć z tym co się stało, z brakiem zaufania i tak naprawdę z nie otrzymaniem tego co się oczekiwało.
    Dałam szansę - nigdy nie zarzucę sobie, że mogłam dać a tego nie zrobiłam.
    Czas pokaże czy było warto?
    Myślę, że to pytanie kiedyś znajdzie swoją odpowiedz a ja w zgodzie ze sobą albo odejdę (może on) albo poukładam sobie z nim życie na nowo.

    Nie ukrywam - nie jest mi lekko.

    Dziś staram się wyciągać wnioski, parę z nich już mam. I najważniejszy to taki, że żyć należy dla siebie dla dzieci.

    To co mnie bardzo boli to nie tylko to co on zrobił ale również to, że tak bardzo zawierzyłam, że wręcz zapomniałam o samej siebie. Ja która pochodzę z rodziny rozbitej, która zawsze mówiła, że sobie nie pozwolę, że będę silniejsza od mojej mamy. Gdzieś zgubiłam się.

    Ale już nie uzalam się nad sobą.
    Poprostu - szukam siebie. Buduję się na nowo. Dla mnie samej i dla moich córek.

    Aniu - powtarzaj swojej córci, że jest kimś nadzwyczajnym. Dziś chyba wiem jakie błędy popełniła moja mama, że w tym jednym momencie nie poszanowałam siebie (ale nie będę tu o nich pisać).

    JG czekam z niecierpliwością na twoją odpowiedz.


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-06-01, 20:30:27               Odpowiedz

    Aniu smutno mi czytać Twoją historię. Naprawdę smutno. I niestety uwierz, że wiem co czujesz. Moji rodzice się rozstali, nie będę pisać dlaczego, ale wiem co czujesz Ty i Twoje dzieci.
    Masz rację siła musi być póżniej. I dzięki Bogu, że mamy dzieci bo dla nich można wszystko. Moja mama jest moją przyjaciółką, koleżanką tak naprawdę jeśli mogę na kogoś liczyć to własnie na nią. I ona ma mnie. I dla niej zawsze będę.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-31, 14:16:48               Odpowiedz

    Dawno nie zaglądałam, bo byłam w delegacji i miałam koszmarną ilość pracy. Brrrrr... Pytasz Meg skąd wzięłam siłę. Ja nie wiem czy to była siła. Ja uciekłam przed poniżaniem, przed rozpaczą i przed dramatem moich dzieci. Uciekłam... Siła była dopiero wtedy, gdy byłam już sama. Wtedy kiedy trzeba było dać trójce małych dzieci jeść, a on nie dawał ani grosza alimentów. Wtedy, gdy trzeba było strasznie, strasznie dużo pracować, a moje dzieci siedziały same w domu i czekały żebym zrobiła jedzenie, pomogła w wypracowaniu. Wtedy, kiedy trzeba było walczyć z własnym poczuciem winy (nie mam rodziców, więc kompletnie nikt nie mógł mi pomóc w opiece nad nimi). Siła przychodziła wtedy, gdy zbliżały się wakacje, a dzieci nie było za co wysłać na kolonie. Albo wtedy, gdy córka pierwszy raz naprawdę się zakochała, w chłopaku, który mógł ją tylko skrzywdzić. Kiedy widziałam, że zaufała potwornemu egoiście i będzie tylko przez niego płakać. Siłę musiałam mieć parę dni temu, kiedy musiałam wytłumaczyć mojemu 17-letniemu synowi, że jego 15-letnia dziewczyna jest jeszcze za młoda na inicjacje seksualną i on swoim popędzaniem może jej zrobić tylko krzywdę. Kiedy musiałam siedzieć z chłopem większym ode mnie o dwie głowy i opowiadać o prezerwatywach... Sama decyzja o odejściu była znacznie łatwiejsza, niż to co było potem. Ale nigdy, przenigdy nie żałowałam, że to zrobiłam. Widzisz, moją siłą były właśnie moje dzieci. To co według mojej teściowej miało mnie osłabić (mówiła, ze w życiu nie dam sobie rady sama z trójką dzieci i na kolanach do niego wrócę) tak naprawdę jest moją siłą. Jestem po dwóch chorobach nowotworowych. Przy pierwszej nikt nie dawał mi szansy, ale przecież były dzieci. Przecież byłam im potrzebna. Musiałam dla nich żyć... Czasami byłam i jestem nimi tak bardzo zmęczona (wiem, że matka nie powinna się do tego przyznawać). Kiedy wracam z delegacji (jadę np. 500 km) a w domu jest taki bałagan, ze płakać się chce, albo gdy muszę ich gonić do nauki czy do sprzątania. Ale tak naprawdę zrobiłabym dla nich wszystko i to pcha mnie przed siebie. Kiedy widzę, że moje dzieci są ze mnie dumne, gdy napiszę jakiś znaczący tekst (jestem dziennikarzem śledczym), gdy wykryję jakąś aferę i uda mi się komuś pomóc, to wiem, że warto się rozwijać. Choćby dla nich. Ta pierwsza decyzja to jest tylko moment. Siła tkwi w tym, żeby się potem nie poddać. Żeby potem nie żałować.
    A wracając do poruszonego wcześniej wątku, ja twierdzą, że czas goi rany. Niejedno w życiu przeszłam i wiem, że to co Adam nazywa innym spojrzeniem (bardzo słusznie), to jest właśnie to gojenie się. Na początku boli tak bardzo, że potrafimy oceniać tylko z jednej perspektywy. Ale potem boli mniej i możemy w inną stronę spojrzeć. I jest lżej. I zapewniam Was dziewczyny, że można przestać kochać. Można, można, można... I wcale nie trzeba tej miłości zamieniać w nienawiść. Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: felka4   Data: 2009-05-30, 21:37:02               Odpowiedz

    Od początku mówię, (wiem, łatwo mówić jak się tego nie przeżyło), ale tak na logikę- mówię że pora ustalić czy ten człowiek coś dla Meg jeszcze znaczy, czy on ma dla niej wartość jeszcze jakąś. Jeśli ona go już nie szanuje, nie cierpi, nie moze na niego patrzeć, czuje że ma on cechy których Meg nienawidzi, i chce go kopnąć w d... - to jasne że niech go wyrzuci, czy ja mówię że trzeba żyć z zaciśniętymi zębami?, daj spokój, właśnie mówię by nie przedłużała tych mąk na rozstajach ('przyjęłam twój powrót, przeliczyłam się, nie potrafię z tobą żyć')

    Przyjęcie i ewentualne wybaczenie (kiedyś) ma sens, gdy widzi się w drugim człowieku wartość, potencjał dla związku (Kaja widziała), a co za tym idzie daje się mu szansę, szacunku minimum, no bo niech mu wypomina wszystko 8 razy dziennie co dzień, że nie może na niego patrzeć, że chce kogos innego, a pewnie i gorsze rzeczy mówi, to jaki będzie efekt? .. to nie są męki?.., co z tego że zasłuzył na męki, chodzi o to że tak rzeczywiście on żyć rady nie da.., albo odbudowuję swój związek albo się tylko wyżywam, decyzja nalezy do Meg
    (męka miała być w cudzysłowiu, zgoda, ale ja próbuję uzmysłowić, że to nie jest w cudzysłowiu, to się dzieje z punktu widzenia faceta naprawdę, chyba że Meg podświadomie dążysz by odszedł przez umęczenie i zwolnił cię z decyzji, to wtedy ma to jeszcze sens...)

    A jeśli nie wiem czy chcę go czy nie chcę, bo rozumiem że jednego dnia jest tak a drugiego inaczej - to aby nie psuć w międzyczasie resztek sympatii ( do czasu podjęcia decyzji) - separacja może?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-30, 19:11:27               Odpowiedz

    Undset napisała: "tęskni za motylami z tamtą a nie za męką z tobą.." - i co? dziwicie się? kto tęskni za męką ręka do góry :)


    hm, może gwoli wyjaśnienia - spotkania z kochanką, namiętne chwile, brak wspolnych obowiązków, dzieci, problemów dnia codziennegi - ta męka miała być w cudzysłowiu, a raczej on to odczuwa jako mękę, no bo tu mu się problemy i to co zrobił wypomina...

    dlaczego wszyscy oczekują - przyjełaś go to zaciśniej zęby i nie pokazuj, że cierpisz, nie wypominaj....

    przyjeła bo sie bała, bo nie znała swojej reakcji - teraz zna i jest jej źle i niech sie z tym nie kryje..

    kurcze z każdym dupkiem kobieta musi się cackać bo jak nie to potem usłyszy "Nie dbałaś o niego to znalazł inną"

    Co za bzdura... nigdy nie zgodzę się z usprawiedliwianiem faceta, który zdradzał żonę ... nigdy.. gówniarz jest i tyle... nie zasługuje na Ciebie Meg.. zasługuje na kopa a nie szczerą miłość

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-05-30, 15:47:45               Odpowiedz

    Meg,moja koleżanka ma dziś taki opis na gg:
    "To,co przychodzi nam zbyt łatwo,nisko cenimy".Chodzi mi o Twojego męża.
    Zastanów się czego chcesz od życia.Czy chcesz z nim dalej być,skoro już teraz widzisz,że jest niedojrzały,itd.?
    Myślę,że sama dasz sobie świetnie radę i poznasz kogoś kto Was pokocha.Nie twierdzę,że to łatwe ale możliwe.
    Zastanawiam się ile jeszcze chcesz się tak męczyć?Potrafimy przyzwyczaić się do bólu,tylko czy o to właśnie chodzi?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: felka4   Data: 2009-05-30, 13:57:05               Odpowiedz

    Kaja napisała, i jak wołanie na puszczy.. :) Kaja napisała: odgrywasz się Meg teraz, nakręcasz się, daj szansę - ale gdy dajesz szansę - to bądź w tym konsekwentna.. Kaja napisała: dbam o to, co stwierdziłam że jest dla mnie na ten moment cenne, co jest dobre

    Meg, gdy powiedziałaś "A" (przyjmuję cię, ale nie z łaski, tylko dla siebie to robię, dla Meg, bo jesteś wciąż ważny, i mi potrzebny) - to miałaś iść konsekwentnie w stronę "B" (no więc ja też się postaram na ile mogę)
    Tymczasem mówisz że on jak chłopczyk, ale i ty jak dziewczynka - co ma wciąż focha, i postawę - zrobiłam ci łaskę, staraj się, przekonaj mnie.., ale ja cię nie szanuję, jestes wciąż szmatą... To co tu budować? na czym? moim zdaniem ty dałaś wam szansę zewnętrznie, ale nie dałaś jej wewnętrznie

    Undset napisała: "tęskni za motylami z tamtą a nie za męką z tobą.." - i co? dziwicie się? kto tęskni za męką ręka do góry :)

    Meg, określ sobie w końcu czego chcesz, może z psychologiem?, nie mrzonki typu " niech wróci to co kiedyś", ale konkrety, w punktach, może godzina dnia po godzinie, nie tylko czynności, ale i jakich słów, jakich gestów, jakich min od niego potrzebujesz, na tu i teraz, czego oczekujesz od męża i co możesz wykrzesać dla niego w sobie, na tu i teraz, realnie. Bo może rzeczywiście dwa razy "nic" odpowiesz, i po co się męczyć, moze przyjęłaś go faktycznie tylko z łaski i z lęku, i to do czego jest ci teraz potrzebny - to do robięnia męk i odegrania się?
    Nie piszę miło, ale sama mówisz że stoisz w miejscu, i z tego miejsca trzeba gdzieś będzie ruszyć ?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: majka34   Data: 2009-05-30, 12:37:48               Odpowiedz

    Meg ja uważam że jesteś gotowa na miłość ale wydaje mi się że nie z twoim mężem,myślę że jesteś taka sama jak ja, i nie dasz sobie rady ze zdradą, będziesz ciągle o tym myśleć będąc z nim.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-30, 12:27:25               Odpowiedz

    Aniu napisz co w Tobie się stało, że znalazłaś tę siłę.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-30, 11:29:26               Odpowiedz

    "szukam sposobu aby stać się silna aby móc powiedzieć"

    tak mi się wydaje, że nie jest ważne co powiesz, ważne co czujesz i co w tobie rośnie

    Miłość , dla mnie, to nie ścieżka usłana płatkami róż, raczej to skalista droga usłana pnączami uschłego głogu, ileż na niej jest wyrzeczeń i zaprzeczeń naszym wyobrażeniom

    Czytając twoje wpisy, czuję jak z dnia na dzień stajesz się silniejsza i dojrzewasz do Miłości.

    Pozdrawiam



  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-30, 10:31:38               Odpowiedz

    ...że dojrzewa w was Miłość, pomimo zranień i innych takich ponownie uczycie się kochać tak naprawdę...

    Wiesz Adam jakoś nie przeszło mi to przez głowę.

    Wręcz przeciwnie kolejny raz poczułam się słaba, przegrana, beznadziejna głupia gąska.

    Bo to co zrobił to zasłuzył na wielkiego kopniaka w d..ę, a ja tego tak poprostu nie potrafię zrobić.

    I to mnie przerasta brak szacunku do samej siebie. On zdradził, okłamał, upodlił i wszystko co najgorszw A JA JESZCZE Z NIM ZYJĘ.

    Nieststy nie widzę w tym miłości ale widzę swą głupotę i słabość. I cały czas szukam sposobu aby stać się silna aby móc powiedzieć dość, spadaj i tyle.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-30, 10:08:24               Odpowiedz

    aż nie mogę pojąć, Meg , tak mi się wydaję , że dojrzewa w was Miłość, pomimo zranień i innych takich ponownie uczycie się kochać tak naprawdę,
    tak to czuję
    życzę siły w budowaniu

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-30, 09:30:42               Odpowiedz

    Wiesz Adamie dochodzę do wniosku, że już nie ma o czym mówić, bo o czym? Im więcej myslę tym bardziej dochodzę do wniosku, ze on jest niedojrzały, nieodpowiedzialny, wyrośnięty chłopczyk.
    Nie wiem czy nam się poukłada. Poprostu nie wiem. Bo jak patrzę na niego to dosłownie już nic nie wiem.
    Może cięzko wywalić go, ale i ciężko z nim żyć.
    Nieststy ale stoję w miejscu. Myslę, że zrobiłam krok do tyłu a teraz stoję w miejscu.

    Od wczoraj jakoś jest ok. On jest czuły i ble ble, ale co z tego jak ja węszę, nie wierzę, zastanawiam się co to ma być.

    Bardzo cenię sobie wasze rady, czytam wasze doświadczenia. Mnie to nie dołuje. Czytając uświadamiam sobie, że nie można ufać, wierzyć do samego końca, niestty życie jest brytalne, okropne, miłość trwa chwilkę, potem jest już cięzka praca ...

    Nie umiem go wywalić, ale i nie umiem kochać, ufać, być. Nie szukam w nim tamtego chłopaka. Tak naprawdę sama nie wiem do czego zmierzam. Jestem w pustce, żalu, coraz mniejszego bólu, nieufności.

    Tak naprawdę wydaje mi się dziś, że zycie to walka i jak w piosence "w życiu piękne są tylko chwile" a cała reszta jest do bani. Miałam swoje piękne chwile. One są już za mną. Może przedemną jest jeszcze coś pięknego. Ale dziś dziś dziś ... nicość.
    Pustka, nicość, beznadziejność, rozczarowanie, i jeden wielki znak zapytania - co dalej, co dalej co dalej co dalej ??????????????????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-29, 21:44:56               Odpowiedz

    a szkoda Meg
    ale dziękujemy za te kilka ciepłych słów.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-29, 12:36:31               Odpowiedz

    Undest dziękuję za słowa otuchy. Bo mnie się wydawało, że tylko ja jestem taka słaba.
    Szkoda, że mój nie ma jaj i nie potrafi odejść.
    Dziś nie mam weny do pisania. Bardzo bardzo Cię przepraszam. Dziś mam ochotę poprostu nie myśleć o tym dużym chłopczyku :-(.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-05-29, 06:24:56               Odpowiedz

    Możecie dać Kaji święty spokój? Jak musi czytać takie wypowiedzi to ja jej się nie dziwie czemu nie chce tu wchodzić. Co będzie za parę lat to nie wiadomo ,może jej mąż znowu ją zdradzi ,może nie ,może to ona go zdradzi - niewiadomo. A może to co przeszła było też nauczką dla ich obydwu żeby nie zaniedbywać też tej romantycznej i erotycznej sfery związku, zeby dbac o to aby uczucia dalej ożywały, zamiast zamiatać siebie na dalszy plan.
    Najczęsciej wrogiem związku jest rutyna, codzienność i nuda (a czasami też toskyczna niezdrowa miłość), a nie facet.

    Meg napiszę w mailu.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: venus1979   Data: 2009-05-28, 23:38:40               Odpowiedz

    Mozna pokochac kogos innego.Ja do niedawna tez zylam marzeniami ze prawdziwa milosc tylko jedna-tak jedna to slogan z harlekinu w zyciu niestety malo praktyczny.
    Ja tez uwazam ze czas leczy rany,wiadomo blizna zostaje do konca zycia ale rana jest zagojona.Mozna popatrzec na swoje cialo, kazdy ma jakas z dziecinstwa,a to jak spadl z trzepaka czy z roweru,ale na szczescie nie saczy sie juz z niej krew. Na szczescie po latach mozna sie nawet usmiac z okolicznosciw jakich powstala. Wazne jest wiec zeby odpowiednio zadbac aby sie zagoilo,a nie rozdrapywac.
    Jestem jedna z tych, ktora dotknela zdrada, ktora jeszcze niedawno tutaj pisala ze zycie bez sensu, ze swiat okrutny ludzie egoistyczni. Nie zmienilo sie za wiele, poza pierwszym. Wszystko ma sens i jest po cos tylko jak w pewnym momencie nie okreslimy sie czego chcemy, i pozwolimy sobie ze strony meza/zony ktorzy wykorzystuja to,ze kochamy wylewac po raz kolejny pomyje na twarz to skonczy sie, ze oni predzej czy pozniej odejda, a my tak czy tak sie podniesiemy.
    Trzeba sie pogodzic z kazda wersja zdarzen, co ma byc to bedzie, zycie sie toczy dalej. Na swiecie jest ok 6mld ludzi wiec na pewno wsrod nich jest jeszcze ktos kto nas pokocha,jesli naszego zwiazku nie da sie juz odbudowac!!!
    Chyba ze zamkniemy sie na uczucie. A tego nikt nie chce.
    Pewna prawidlowosc wsrod zdradzajacych jaka tutaj zauwazylam,im bardziej pokazujemy osobie zdradzajacej, ze zrobimy wszystko dla niej z milosci, tym bardziej ona nie uszanuje tego,bo wie ze moze wszystko a i tak przyjdzie,to ja przyjmiemy.Ktos musi poczuc ze cos traci, zanim zrozumie,jak nie zrozumie-trudno byl glupi i tyle.
    U mnie skonczylo sie tak, po 3 latach placzu, zalu, proby odbudowania w miedzy czasie, jak powiedzialam dosc, jak sama go olalam, jak uwolnilam sie, mozna powiedziec wymazalam z pamieci, on prosi teraz on!! a ja mowie nie.Kocham nadal, a moze juz nie moze juz sobie wmawiam ze kocham,bo nie raz mu zyczylam tego samego co mi zrobil, a zyczy sie zle komus kogo sie szczerze kocha??
    Bo bez niego tez potrafie byc atrakcyjna, bo bez niego znalazlam czas na studia podyplomowe (koncze 30;)), bo bez niego znowu zaczelam dbac o siebie, zeby sie podobac, bo bez niego faceci zwracaja na mnie uwage, tak bylo zwykle ona jest zajeta.Bez nich/bez niej da sie zyc!!To potwierdzili inni tutaj chociazby Sylbut podobna historia.
    A odbudowywanie- zdanie moje takie-jak ktos bardzo wierzy,jak ktos jest w stanie ponownie zaufac, bo wie ze jak cos nastepnym razem bedzie silniejszy to niech probuje,by potem nie powiedziec za 20 lat ze zaluje za nie sprobowalem/lam.
    Trzymam kciuki za wszystkie zranione osoby,bo jestem jedna z nich, ale teraz jestem wolna, nie mam stresu, ze ktos mnie oszukuje, ze za plecami sie spotyka, ze dostaje sms itd. Jestem wolna od tego i czas dopiero pozwolil mi zrozumiec.
    Po prostu nowe doswiadczenie okrutne, ale jak juz sie oparzylam bede dmuchala teraz na zimne.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-28, 23:26:53               Odpowiedz

    "nie sądzę by moj były już mąż który spędził ze mną 20 lat - a nadmienię że mam dopiero 32, tak o mnie myślał..."

    Ciekawe. Podoba mi się sformułowanie "spędził". Wiesz , jeszcze to co się wydarzyło jest za świeże. Ale , mogę ciebie zapewnić, że wylał "krokodyle" łzy przy alku (). Men żeby się otworzył potrzebuje prawdziwego impulsu

    "a mojej strony .. cóż Adamie... jeśli to prawda co mówisz to ja sie nie wyzwolę... jak zatem pokochać kogoś innego.. tak naprawdę ?"

    wyzwolę ? .
    kochaj wszystkich, a może przyjdzie czas, że znajdzie się ktoś kto będzie potrzebował więcej miłości od ciebie

    pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-28, 23:02:16               Odpowiedz

    nie sądzę by moj były już mąż który spędził ze mną 20 lat - a nadmienię że mam dopiero 32, tak o mnie myślał...

    a mojej strony .. cóż Adamie... jeśli to prawda co mówisz to ja sie nie wyzwolę... jak zatem pokochać kogoś innego.. tak naprawdę ?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-28, 22:20:08               Odpowiedz

    balanga - popieram

    moim skromnym męskim zdaniem - czas ma tyle do leczenia co samochód do garażu

    czas jest tylko po to , żebyśmy zmienili perspektywę na inną, głębokie pozytywne uczucia nie gasną, one się uspokajają i zmieniają swoją płaszczyznę wyzwalania

    nie spotkałem , żadnego człowieka, który pokonałby miłość nawet taka tam przelotną z młodych lat , w pamięci naszej takie uczucia się bardzo głęboko wpisują

    niedawno spotkałem znajome które tak bardzo uczuciowo rozmawiały o swoich ex, tak silnie żyją ich problemami, a powiem obie na koniec powiedziały , że w każdej chwili wróciłyby do poprzednich związków pod bardzo małym warunkiem: żeby choć trochę było tego co było wcześniej

    z drugiej strony , znam też tą drugą naturę, całkiem podobnie myślą, choć czują się tacy silni i niezależni


    pozdrawiam,

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-05-28, 22:03:30               Odpowiedz

    A ja się nadal upierać będę, dziewczyny, że czas nie leczy ran.... jedynie przyzwyczaja do bólu.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-28, 20:59:20               Odpowiedz

    To prawda, że czas leczy rany. To nie banał. Tylko blizny zostają do końca życia...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-28, 20:38:23               Odpowiedz

    hmmm.. pewnie znowu włożę kij w mrowisko i proszę niech Kaja tego nie czyta...

    czekałam długo na jej wypowiedz, w pewnym sensie jej zazdroszczę, w pewnym współczuję..

    zazdroszczę bo moze to własnie jej mąż należy do jednego procenta tych facetów co moze szczerze żałują..

    osobiście myślę, że on może za pare lat zrobić to samo i znowu znależć miłość życia, jak to mówił. Ale wtedy Kaja już będzie silniejsza. Takie jest moje zdanie. Zaznał namiętnośći, rozkoszy, tajemnicy z kochanką, a za parę lat spóbuje znowu bo poczuje że znowu pragnie tego zakazanego owocu. Czlowiek który raz zasmakuje w zakazanym owocu tęskni do niego - może tej tęsknoty sam nie zauważa, ale po jakimś czasie ona się nasila i nic jej nie powstrzyma... nawet gdyby miała ona spieprzyć mu życie...

    Takie jest moje zdanie - powtarzam...

    Jeśli chodzi o Ciebie Meg, to muszę ci powiedzieć, że gdyby mój mąż mnie nie zostawił to też męczyłabym się przy jego boku bardzo, bardzo długo i też nie miałabym siły wystawić mu walizek. Według mnie jest to zupełnie naturalna reakcja kobiety, która bardzo kochała i która wciąz próbuje odnaleźć tego samego człowieka, i po prostu nie widzi i pojąc nie moze, że go nie ma i nigdy już nie będzie. Jak mówi nadal myśli o tamtej. Z nią poznał tylko wspaniełe chwile, brak trosk dnia codziennego i jest na tyle ograniczony że wydaje mu się że tak byłoby zawsze, choc mówi co innego. Tęskni za motylami z nią, a nie męką z Tobą.

    Największy ból sprawia moment, w którym uświadamiamy sobie prawdę o człowieku którego kochaliśmy - ten moment rozrywa.

    Jak pisze Maja34, pierwsze tygodnie po odejściu, no może dni, to jest cierpienie, które wydaje się ponad ludzkie siły.
    Mnie najzwyczajniej, zupełnie naprawdę, wydawało się, że pęknie serce. Że z tego płaczu i bólu już nie wytrzyma. Czasem sie dusiłam, brakowało mi oddechu, dzwonilam do mojej przyjaciólki i mówiłam, ze już nie chcę życ, że nie wytrzymam, że nie ma sensu oddychać bez niego...

    A ona słuchała, słuchała, słuchała i mowiła.. "I tak jutro sie obudzisz, czy tego chcesz czy nie".

    Od tamtego czasu mineło 5 miesięcy.. już nie płaczę wcale... nadal kocham.. wiem to... ale próbuję zabijać to uczucie, bo nie chce spędzić życia w tęsknocie za kimś kogo już nie ma. Chce żeby objeły mnie czyjeś kochające prawdziwie ramiona, ale by to sie stało, musze zrobić miejsce. Na to potrzeba czasu...

    Na innym forum, kiedy ból byl nie do wytrzymania, pisałam, pisałam i pisałam a ludzie powtarzali "Tylko czas kochana, ale on tak wolno leczy". Wkurwiało mnie na maksa to gadanie i myślałam " Co wy mówicie, to nie moze przestać boleć, to niemożliwe"

    A dziś widzę że bardzo pomaleńku przestaje... naprawdę..


    Jeszcze dwa lata i bedę wolna.. może to i długo ale warto czekać :)

    Ty też mam nadzieję tego doświadczysz

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-28, 18:00:31               Odpowiedz

    przyszedł po pracy i jak by nigdy nic. Dziendobry, jak dzień minoł, całusek w policzek. Jak by nigdy nic. Teraz z dziećmi się bawi.
    hmmm

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-28, 17:07:11               Odpowiedz

    Kurcze Majka, napisałaś wszystko w pigułce. Cholera, samo życie. Tyle, że przeczytaj list Kaji. Może jednak można? Może... A swoją drogą, Kaja, szczerze Ci gratuluję.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: majka34   Data: 2009-05-28, 15:26:57               Odpowiedz

    Droga Meg
    Cały czas śledzę twój wątek i powiem ci że będzie ciężko, jak zostanie będzie ci trudno zapomnieć co zrobił, a jak odejdzie też będzie ciężko, ale tylko na początku.
    Mój mąż zostawił mnie 3 miesiące temu i życie toczy się dalej, nie ma wyjścia, pewnie że boli, ale ból jest coraz mniejszy, według mnie kto raz zdradził to może to zrobić jeszcze raz, chociaż są wyjątki. Ja też nie potrafiłam go spakować,ale on sam podjął taką decyzję i chwała mu za to.
    Zastanów się czy będziesz umiała mu wybaczyć i zapomnieć, nie wypominać, bo jak nie to się sama zadręczysz a on i tak odejdzie bo nie wytrzyma takiej sytuacji.
    pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-28, 14:29:09               Odpowiedz

    jak z tym żyć, jak żyć, aby dać radę z tym wszystkim. Gdzie szukać tej prawdziwej jedynej siły, co robić aby móc żyć i nie cierpieć.
    Dlaczego on taki jest. Dlaczego potrafi tak żyć. Czy im jest z tym dobrze?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-28, 14:07:54               Odpowiedz

    Uwierzcie cały czas rozważam, czy dać czasowi czas, czy jednak podjąć tak definitywnie decyzje o rozwodzie.

    Żadna z opcji dziś nie daje mi szczęścia. Jestem z nim ale samotna, obolała, rozzalona.
    Wiem już ze można poukładać sobie zycie bez niego, wiem naprawdę wiem, że gdyby odszedł dam radę, ale jednocześnie nie potrafię tego zrobić ja.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-28, 14:02:58               Odpowiedz

    Wiem, że tak powinnam, ale niepotrafię.

    Wiem, że powinnam się z nim definitywnie rozstać, odejść, rozwieść wiem wiem wiem ... i nic nie potrafię z tym zrobić.

    Pewnie przyszło mu za łatwo. Ale ja nie mam zamiaru bawić się w jakieś przetrzymywania. Tak może załuję, że pozwoliłam mu wrócić, bo miałabym już miesiąc za sobą. Może już bym się uśmiechała.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-28, 13:58:37               Odpowiedz

    powiedział co powiedział, zrobił co zrobił, wiele mógłby ale nie robi.

    Ja pielegnuję w sobie złość, nienawiść do tego co mi zrobił, pielegnuję poczucie, że sama dam radę, ale czy tak ma to wyglądać.

    Wiem, że sama dam radę, ale boję się tej jednej chwili. Może gdyby w końcu już się wyprowadził, może gdyby wzioł te walizki i odszedł.

    Ja sama jeszcze nie umiem tak jednoznacznie powiedzień won. spakować jego ciuchów i wyprowadzić za drzwi ale nie potrafię tez z nim żyć, znieść jego niby starania, i wiem, że stać go na więcej.

    On - pewnie mavcie rację tęskni za niespełnioną miłością. Ale może do niej odejść - dlaczego tego nie robi? Przecież ja go na siłę nie trzymam. Prawda jest taka, że jak chce to może to zrobić.

    W gruncie rzeczy chciałabym aby to zrobił. Ale on - nie ja.

    Może potrzebuję jeszcze chwilki aby naprawdę dorosnąć. Powiedzieć koniec i basta. Niewiem. Dlatego napisałam kiedyś, że czuję się przegrana, bo brak mi tej siły aby zakończyć ten związek, wypieprzyć go za drzwi.






  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-05-28, 13:52:06               Odpowiedz

    Nie wyciągasz wniosków,takie ma.Jeździ w delegacje,chodzi zapewne w ich miejsca,nabija sobie łeb "cudowna"kochanką.Wrócił bo musiał.Za łatwo,za szybko,itd.On może i zrozumiał,ale i dla niego ona jest prawie nieskazitelna,a Ty jesteś żoną,która zapewne świetnie zna.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-28, 13:48:09               Odpowiedz

    moze moze ale jakie ma to dziś znaczenie

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-28, 13:43:46               Odpowiedz

    Dziewczyny, pamiętacie Baśkę z Nocy i dni? Do końca życia widziała jak ten fircyk do niej z bukietem nenufarów idzie. Bo nie spełniła tej miłości, tylko została z Bogumiłem. Tutaj Twój mąż Meg też nie spróbował z nią pożyć, pomieszkać. I teraz wróciły marzenia o niespełnionej miłości. JG może mieć rację - za krótko za Tobą tęsknił.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-05-28, 10:14:35               Odpowiedz

    "Zapytałam go to po co wtedy wrócił, po co coś tam mówił, to on powiedział, że nie wiedział, że tak to będzie wyglądać, że ja przestanę go kochać i ble ble ble"

    On chyba naprawdę jest chory. A co miałas czekać na swego sułtana w haremie wiernie i z miłościa go wypatrując? Po zdradzie, kłamstwach, ściemnianiu i oświadczeniu nagle że są razem a z Tobą jest dlatego bo dla tamtej żonaty facet to żadna przyszłość.
    Za krótko potrwał jego pobyt poza domem

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ciekawa   Data: 2009-05-28, 09:36:20               Odpowiedz

    O ile dobrze pamiętam,ileś osób powiedziało,że wrócił do domu(bo nie miał gdzie mieszkać),nie wrócił z miłości do Ciebie,bo zbłądził.Może od tego trzeba zacząć?Porozmawiać dlaczego wrócił,przedstawić swój punkt widzenia?
    Sprawa świeża,może i do przejścia,ale dla Ciebie najważniejsze powinny być dzieci i Ty sama,a on?On może się tylko starać.Tylko jak się starać skoro się nie kocha?
    Zastanawiam się dlaczego się z Tobą ożenił,nie widzę tu miłości,niestety.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-05-28, 09:33:12               Odpowiedz

    Droga Meg, jeszcze wiele przed tobą. Twoja bliska osoba ma rację mówiąc, że potrzeba czasu. Na pewno będziesz miała różne stany i przechodziła różne trudne energie, myśli, emocje, aż nie wykrystalizuje się akceptacja twojego położenia, bez względu czy będzie to życie z nim czy samodzielne. Przyjdzie taki czas spokoju i równowagi, kiedy na pewno poczujesz, że to jest to i miejsce gdzie się znajdujesz jest domem twojego serca. Potrzeba dystansu i spokoju. Obserwuj i rób co do ciebie, w twoim poczuciu, należy. Pamiętaj, że niczego nie musisz. Nie musisz podejmować decyzji, możesz czekać i pracować nad własną równowagą i samodzielnością. Bądź dla siebie dobra. Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-28, 09:00:39               Odpowiedz


    Pewna osoba, bardzo bardzo bardzo mi bliska usprawiedliwia to, że musi minąć trochę czasu, że nie da się wszystko zmienić w miesiąc, dwa, że można jeszcze coś zbudować, że on jest taki, bo ja tez wiele nawrzucałam powiedziałam, że nie kocham, że chcę kogoś spotkać.
    Ze powinnam poczekać.

    Ale czy to czekanie mnie nie zabije? nie wykończy nie zniszczy do samego końca?

    Bo wydawało mi się, że jestem w stanie tak poprostu wykopać go z domu, a wcale tak nie jest. Wewnętrznie nadal przechodzę ból.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-28, 08:50:26               Odpowiedz

    Sama miotam się między ogromną niechęcią do niego za to co zrobił, miedzy marzeniem spełnienia jeszcze czegoś szczerego i prawdziwego. Z jednej strony on naprawdę przestał dla mnie już istnieć, nie chcę na niegom patrzeć i nie mam z nim o czym rozmawiać

    aaaa jednak nie mam w sobie aż takiej nienawiści

    aby postawić tę kropkę nad i...

    I założyć sprawę o rozwód.

    Wykopać go z domu. I nie chodzi o sprawy prawne ale o moje wewnętrzne przekonania. Nie potrafię.

    A to nie potrafię pewnie obkupię bólem, bo się za jakiś czas okarze jak undest napisała, że znajdzie kolejną odskocznię jak nie tę samą.

    Normalnie nie chce mi się wierzyć, że on może być aż tak okrutny, az tak brutalny, egoistyczny, samolubny

    wolałabym wierzyć, że się zagubił ...

    Myślę, że gdyby chciał inaczej by walczył. Że się stara ale zbyt mało, stać go na więcej, a wcale tego nie robi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-28, 08:44:06               Odpowiedz

    Dziewczyny kolejna porażka.
    Undest chyba powinnam Ci tak poprostu zazdrościć, że Twój odszedł.
    Wczoraj tak z głupia frant jakoś zeszło na rozmowę. I w skrócie dowiedziałam się, że jemu jest cięzko, ze zmiany jakie w nas zaszły, że on nie umie dać sobie z tym radę, że nie zapomniał o niej, ze nie potrafi powiedzieć, że o niej wcale nie myśli, jak powiedziałam, ok to się rozstańmy, to przytaknoł, co jeszcze powiedział, że wrócił bo chce odzyskać to co było, ale teraz moje przemyslenia on nie walczy tylko o mnie ale walczy też z sobą. Kocha dzieci (bynajmniej tak mu się wydaje) a mysli, że z czasem tak poprostu odzyskamy siebie. Zapytałam go to po co wtedy wrócił, po co coś tam mówił, to on powiedział, że nie wiedział, że tak to będzie wyglądać, że ja przestanę go kochać i ble ble ble.
    Powiedziałm mu aby się wyniósł dziś po pracy, ale z duszą na ramieniu. Wcale nie jestem silna, wręcz przeciwnie. Nie chcę go takiego a jak widać innego już nie ma. Nie wiem co on myslał, że tak poprostu wszystko da się jakoś zrobić, ułożyć. Undest - masz rację egoista do potęgi. Ale najgorsze jest to, że mnie brak sił na wystawienie mu walizek. Wolałabym aby sam odszedł. Mnie poprostu brak sił. Tak wewnętrznie (on oczywiście o tym nie wie).
    Po tej rozmowie powiedziałabym tak, że on już mnie nie kocha (chodz nie potrafi się do tego przyznać - sam przed sobą) i myśli, że czas coś tu zmieni. Że z czasem coś zmieni się w nim i znów mnie pokocha jak kiedyś. Niby kocha dzieci i chce być przy nich, albo boi się przyznać, że nie chce komblikować sobie życia. On się jakoś tam stara ale wiem że mógłby bardziej, wiem, że stać go na więcej.
    A takie życie obok wykańcza. Wykańcza mnie.
    I strasznie żałuję, że nie mam w sobie siły aby go tak poprostu wywalić. Jasne myślę o rozwodzie coraz więcej i bardziej ale nie mam w sobie takiego 100% przekonania, wiary, siły.
    AAAA co on jeszcze powiedział, że chce być przy mnie, bo za parę tygodni mam operację, że chce zająć się wtedy dziećmi, chce mi pomagać w czasie kiedy będę do siebie dochodzić.
    Rano wstał i się przytulił, powiedział, że jest mu cięzko. Że to z nim coś jest nie tak. Ze to z nim jest coś nie tak.

    Czy warto tkwić w tym. Czy on jest az tak perfidny, czy zagubiony i szyka drogi. AAAA powiedział jeszcze, że wie, że dobrze i właściwie jest być przy nas. Że wie, ze dzieci go potrzebują.

    Czy on kiedykolwiek zrozumie co zrobił.

    Moja gehenna trwa już 5 miesiąc. 31 grudnia powiedział o wszystkim dziś 28 maj. On jest w domu, ale myslami gdzie indziej.

    Dlaczego sama nie jestem już tak zdesperowana jak Ania aby od niego uciec, dlaczego on jak facet z jajami nie potrafi odejść.

    Przecież to mnie zabija.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: kaja133   Data: 2009-05-28, 00:06:22               Odpowiedz

    Witajcie

    czuje się poniekąd wywołana... i dzięki Jean, że jeszcze o mnie pamietasz. U mnie wszystko w jak najlepszym porządku. Czasami trudno mi uwierzyć, że to wszystko moglo się wydarzyć... a przecież się wydarzyło.

    Doskonale rozumiem co czujesz Meg. Po tym wszystkim wreszcie Ty masz przewage i wielką ochotę odegrać się za wszystko (nawet jeśli nie do końca sobie to uświadamiasz...- tak przynajmiej ja to rozumiem).
    Ja też, zaraz po tym jak mój mąz postaniowił WRÓCIC do mnie zaczęłam miec ogromne wątpliwości. Zastanawiałam się czy nie zasługuję na kogoś lepszego, kto bedzie umial mnie docenić... dla kogo będę naprawdę ważna.
    Ale szybko zdałam sobie sprawę, że nie mogę sama siebie w ten sposób nakręcać...,że skoro chcę spróbować to muszę być uczciwa i dać mu szansę.
    Wiem, że wszystkie osoby dzielące się tu swoimi doświadczeniami i radami mają jak najlepsze chęci, tylko z drugiej strony często w dobrej wierze buntują nas i efekt bywa ... różny.
    Sama na jakiś czas przestałam wchodzic na forum bo to co tu czytałam budzilo we mnie tyle zwątpienia w sens jakiejkolwiek walki czy raczej głębokie przekonanie o tym, że to nie może się udać ...
    ... a jednak się udało... Żyjemy tak jak kiedyś. Znów jesteśmy tą samą rodziną, a Ci ktorzy o niczym nie wiedzieli nigdy nie uwierzyliby w to co się stało.

    Oczywiście cala ta sprawa nie minęła bez echa. Wiele zrozumialam i chyba się zmieniłam. Dziś wiem, że jestem o wiele silniejsza niż mi się wydawało... jeśli przyszłośc przyniesie mi kolejne takie doświadczenie finał będzie zupełnie inny.
    Dziś rozumiem, że tak naprawdę nie mozemy byc pewni naszej przyszłości dlatego warto dbać o to co dla nas cenne już teraz...

    Prawdę mówiąc sama nie wiem czy jestem szczęśliwa. Nie mam wątpliwości, że mój facet zrozumiał ile dla niego znaczymy Kiedy mam gorszy dzień nie unika problemu, nie boi się zapytać co się dzieje. Obawiam się troche "smutnych rocznic". Niestety doskonale pamiętam daty ich wspólnych wyjazdów uwiecznionych na zdjęciach, mój wyjazd do niego (kiedy to zupełnie nie rozumiałam jego dziwnego zachowania) i w końcu koszmar jego powrotu. Wiem, że on zniesie bez buntu "moje trudne dni", a ja może w końcu zapomnę... Wiem, że to możliwe...

    Meg wydaje mi się, że niczego nie odbudujecie jeśli w nieskończonośc bedziesz rozdrapywać stare rany. Jeśli nadal uwazasz, że to co bylo między Wami było dla Ciebie naprawdę ważne to zostaw przeszłośc za soba. Teraz skup się na tym co dobre. Tyle juz zniosłaś - skoro chcialaś ratować swoje małżeństwo to bądź konsekwentna. Nie musisz rezygnować ze swoich planów, poświęcać wszystkiego dla rodziny, ale może warto dać mu szansę i docenic to, że się stara... I uwierz wreszcie w to, że może on naprawdę Was kocha...

    Jeśli chodzi o wizytę u dobrego psychologa - myslę, że warto spróbować. Czasami trudno nam samym właściwie oceniać fakty i ludzi (zwłaszcza po takiej gorzkiej lekcji życia...). Mi zawsze tak wizyta pomagała wrócic do pionu.

    Meg i wszystkim innym życzę wiele siły w walce o prawdziwa miłość

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-27, 23:49:50               Odpowiedz

    jestem słaba i głupia. Tak się czuję nie inaczej. On hmmm pewnie mu poprostu wygodnie ...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-27, 17:47:23               Odpowiedz

    solarium również.

    Jeszcze nad paznokciami się zastanawiam :-)). Hi hi

    Dzięki dziewczyny.

    Ale jak wiadomo dni są różne. Czasami wydaje mi się, że dla mnie jest z górki a czasami pod.




  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-27, 17:40:53               Odpowiedz

    fryzjer już był :-)))).

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: majunia:))   Data: 2009-05-27, 17:34:52               Odpowiedz

    Nie mówię,że w tej sytuacji ma lub nie,bo chyba w przypadku Meg mąż znalazł sobie kochankę w momencie gdy była w ciąży lub tuż po porodzie,ale...
    Droga Aniu piszesz bzdury "Zdradził i tyle. Chciał, albo zgłupiał. A co ma do tego kochająca, oddana żona?
    bo przecież zdradzają też zony,a mają oddanych mężów(sama znam taką parę),ale temperament niestety mają zupełnie inny.Są też małżeństwa,w których żona(najczęściej ona)odsuwa się od męża,w ogóle nie stara o swoją atrakcyjność,nawet nie chce o tym rozmawiać,ma w nosie potrzeby męża i otwiera oczy dopiero wtedy,gdy mąż ma kogoś.Tylko dlaczego wcześniej była głucha na jego prośby?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-27, 17:25:18               Odpowiedz

    Mimo wszystko miło jest przeczytać, że zauważyłaś siebie. To cudownie, że wracasz do pracy! Nie będziesz miała czasu o tym myśleć, znowu poczujesz się potrzebna i atrakcyjna. Nie pozwalaj mu obarczać się winą za tę atmosferę w związku. Jeśli dacie radę to cudownie, ale jeśli się nie uda, to niby Ty będziesz temu winna? Masz rację undset z tą obopólną winą za zdradę. To bzdura. Zdradził i tyle. Chciał, albo zgłupiał. A co ma do tego kochająca, oddana żona? Tyle, ze nie warto być tak oddaną. Oj, nie warto. Wiecie dziewczyny, co kiedyś zrobiłam jak mąż mnie źle potraktował? Poszłam przefarbować włosy na rudo, bo on nienawidził rudych! Głupie to było jak kupa, ale wtedy (byłam bardzo młoda) dało mi to sporą satysfakcję. Poza tym naprawdę dobrze wyglądałam. Szkoda, co prawda, że już wtedy go nie zostawiłam, ale widocznie tak miało być.
    Co do rozwodów, to mój trwał przeszło... trzy lata. Ale ja miałam wyjątkowo podłego chłopa.
    Jesteś super Meg. Trzymam kciuki. A może tak do fryzjera?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-27, 17:00:49               Odpowiedz

    nawet nie wiesz jak inaczej czyta się twoje słowa :)
    uśmiecham sie, bo lepiej mi na sercu, że kobiety odżywają i zaczynają dostrzegać siebie

    ja rozwód dostałam na pierwszej rozprawie, z jego winy, choc mamy dziecko - to chyba precedens :)

    w towjej wypowiedzi coś mnie uderzyło meg

    napisałaś że on powiedział że się stara a ty mu utrudniasz...

    hm... jak potem znajdzie kolejną kochankę to powie że to znowu twoja wina bo on się starał a ty byłas zimna..

    zdrajca pozostanie zdrajcą, są plamy na honorze, których zmyć się nie da

    on myśli że się da.. chyba nie zrozumie bólu drugiego człowiek który sam nie przeżył tego bólu.. myslę że nigdy nie zrozumie i dlatego ludzie piszą bzdety typu " jak ktoś zdradza to wina jest obopólna"

    zawsze jak to słysze to mi się nożyk otwiera na bzdety takie...

    zdrajca pozostanie zdrajcą i żadne bzdety tyou - "byłas zimna i niedobra " go nie usprawiedliwiają

    mój ex-mąż prawie wmówił mi że to moja wina, że odszedł dwa razy do innych bo taki był nieszczęśliwy przeze mnie a ja ryczałam bo starciłam "uczciwego, wyjątkowegi człowieka"

    dziś myślę inaczej - idę na studia podyplomowe, robie coś dla siebie bo zawsze żyłam dla niego i za kilka lat pojadę do niego z nukietem róż że tak szybko mnie od siebie uwolnił i nie czekał aż stanę się starą zgorzkniałą kobieta i potem rzucić mi w twarz - Nie kocham cie, wypaliłem się

    powiem tak - precz z taką miłością co się wypala

    NIECH SIĘ WYPALA PRZY INNEJ

    ja chcę kogoś kto będzie mnie kochał spokojnym płomieniem ale całe życie

    nie potrzebuję namiętności która mnie spali i zniszczy - to nie jest miłość

    pozdrawiam Meg

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: nieszka   Data: 2009-05-27, 12:52:40               Odpowiedz

    Witam,sama prawda...też w to wierzę.Nie można poddawać się.Mój związek trwał 13 lat..już po nim.Mój były partner zacząl pisać na gg z kobietą która losowo wybrała nasz numer gadu.Tak to się zaczęło...a zakończyło tak, że zostawił wszystko i wyjechał do niej za granice.przestał sie ze mną kontaktować prawie z dnia na dzień.Niczego nie wyjśnił nie porozmawiał.Na koniec wyszły wszystkie sprawy związane z zadłużeniami finansowymi...ogromne zaległosci w opłacaniu mieszkania ,firmy itd...Teraz wszystkie sprawy zostawił na głowie swoich rodziców-czyli sprzedaż mieszkania za które trzeba pokryć wieloletnie zaległosci .Dla mnie szok! Tym bardziej, że staraliśmy się o dziecko i planowaliśmy wspólną przyszłość.Ciężko żyć ze świadoośćią,że ktoś tak bliski oszukiwał i kłamał.Jak odbierać rzeczywistość po czymś takim..? chodzę na terapie bo chyba sama nie dałabym rady...Ile czasu musi upłunąć...ile...?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-27, 12:31:04               Odpowiedz

    może jak wrócę, to zrobię jeszcze jakieś studia podyplomowe, może na jakiś kursik się wypuszczę ? Tak tylko dla siebie. A może zaangazuję się bardziej w jakąś działaność.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-27, 12:27:03               Odpowiedz

    Undest czy wy chodziliście na terapię? Ciekawa jestem czy to coś zmieni?

    Sama codziennie zastanawiam się jak to u mnie będzie.

    Bo on jest, wrócił, wiedząc, że moze odejść ...
    Ja go przyjełam ale ale żyjemy dziwnie. Pod jednym dachwem ale zupełnie oddzielnie...
    On tez gdzieś tam w rozmowie powiedział, że pozwoliłam mu wrócić do domu ale nie do życia. I że on che naprawić, ale nie daję mu szans.

    Perfidny kłamca? Egoista? Odrobina przemyśleń? Żali? Odrobina nawrócenia? Zagubienie?

    Hmmmm.

    Sama zastanawiam się czy stan który jest na dłuższą metę mnie nie wykończy.

    Bo to jest dziwne, chcę być kochana, chcę czuć się szczęśliwa, piękna ale ale niekoniecznie z nim, może lepiej nie z nim (bo może znów skrzywdzi).

    Zresztą przestałam wierzyć w facetów i pewnie już nigdy nikogo nie pokocham tamtą miłością. Nie oddam życia w czyjeś ręce, sama stanę się chodzby odrobinę egoistyczna, aby już nigdy tak nie bolało.

    Te 5 minut w pracy dało mi odrobinę siły. Pośmiałam się, usłyszałam mnustwo komplementów, przez moment zapomniałam ...





  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-27, 11:37:57               Odpowiedz

    kochana Undest, Aniu - w sumie to nic nie słychać. Spokój.

    Miałam jeszcze jedną rozmowę on sam ją zaczoł. Powiem tak moja jakaś obojętność czy brak zainteresowania w jego kierunku wzbudza w nim jakieś tam uczucia. W skrócie, że nie umie przezyć, że jestem taka obojętna, że jak mu powiedziałam, że ma sobie odejść bo mnie takie życie nie pauje to ble ble, że nie chce odejść aaa można by było duzo pisać.
    Generalnie to co mówi, to, że nie chce odejść, że chce popracować nad tym aby było jak dawniej, aby była ta radość między nami i ble ble ble. Bardzo chce iść na tę terapię.i tyle. Co jeszce powiedział, że sam ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego to zrobił. Że nie potrafi poradzic sobie z tym co się stało (z wszystkim ogólnie). Ze do tego dopuścił, to co wszystko robił, to co się stało, to jak ja dziś na niego reaguje itp. Z całością tematu.
    Tyle.
    Jeśli chodzi o jego zachowanie, to zajmuje się dziećmi, stara się szukać wspólnego spokojnego tematu (więc dziś to tylko dzieci) i tyle.
    On wraca do domu około 17.30 więc tez nie ma tyle czasu aby niewiadomo co miało się dziać.
    Ja ostatnio tez chodzę szybko spać i tyle.
    On zachowuje się w miarę normalnie. Nie jest taki jak był kiedyś zanim zdradził (ale jak tez do tego nie dopuszcam) ale nie jest tez taki jak był przez tamte 4 miesiące co potajemnie spotykał się z nią.
    Wtedy to on mnie unikał, teraz to bardziej ze mnie wychodzi.
    Oczywiście ja cały czas mam gdzieś jakieś myśli a może cały czas kłamie, a może do siebie piszą i ble ble. Nie będę go kontrolować. Nie mam dziś na to ochoty.
    Jeśli to robi to i tak pewnie kiedyś to wyjdzie.
    Wczoraj pojechałam sobie do mojej pracy. Odrazu odzyłam. Generalnie cieszę się, że za parę miesiećy wracam.

    AAA ta ostatnia rozmowa była dość spokojna i zdołałam mu powiedzieć, że jeśli między nami nic się nie zmieni to i tak chcę rozwodu. Że palnuję sobie gdzieś sama pojechać, powiedziałam mu, że jak chce to też może (więc on poowiedział, że nie chce). Że wiem, że w życiu nie jest tylko zle i że będę jeszcze szczęśliwa i że napewno gdzieś jest ktoś kto mnie pokocha szczerze, bez kłamstw, zdrad itp. Leżał i prawie nie oddychał.

    Tyle u mnie.

    Undest bardzo szybko dostała ś rozwód. Z orzekaniem o jego winie?




  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-27, 11:30:49               Odpowiedz

    kochana Undest, Aniu - w sumie to nic nie słychać. Spokój.

    Miałam jeszcze jedną rozmowę on sam ją zaczoł. Powiem tak moja jakaś obojętność czy brak zainteresowania w jego kierunku wzbudza w nim jakieś tam uczucia. W skrócie, że nie umie przezyć, że jestem taka obojętna, że jak mu powiedziałam, że ma sobie odejść bo mnie takie życie nie pauje to ble ble, że nie chce odejść aaa można by było duzo pisać.
    Generalnie to co mówi, to, że nie chce odejść, że chce popracować nad tym aby było jak dawniej, aby była ta radość między nami i ble ble ble. Bardzo chce iść na tę terapię.i tyle. Co jeszce powiedział, że sam ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego to zrobił. Że nie potrafi poradzic sobie z tym co się stało (z wszystkim ogólnie). Ze do tego dopuścił, to co wszystko robił, to co się stało, to jak ja dziś na niego reaguje itp. Z całością tematu.
    Tyle.
    Jeśli chodzi o jego zachowanie, to zajmuje się dziećmi, stara się szukać wspólnego spokojnego tematu (więc dziś to tylko dzieci) i tyle.
    On wraca do domu około 17.30 więc tez nie ma tyle czasu aby niewiadomo co miało się dziać.
    Ja ostatnio tez chodzę szybko spać i tyle.
    On zachowuje się w miarę normalnie. Nie jest taki jak był kiedyś zanim zdradził (ale jak tez do tego nie dopuszcam) ale nie jest tez taki jak był przez tamte 4 miesiące co potajemnie spotykał się z nią.
    Wtedy to on mnie unikał, teraz to bardziej ze mnie wychodzi.
    Oczywiście ja cały czas mam gdzieś jakieś myśli a może cały czas kłamie, a może do siebie piszą i ble ble. Nie będę go kontrolować. Nie mam dziś na to ochoty.
    Jeśli to robi to i tak pewnie kiedyś to wyjdzie.
    Wczoraj pojechałam sobie do mojej pracy. Odrazu odzyłam. Generalnie cieszę się, że za parę miesiećy wracam.

    AAA ta ostatnia rozmowa była dość spokojna i zdołałam mu powiedzieć, że jeśli między nami nic się nie zmieni to i tak chcę rozwodu. Że palnuję sobie gdzieś sama pojechać, powiedziałam mu, że jak chce to też może (więc on poowiedział, że nie chce). Że wiem, że w życiu nie jest tylko zle i że będę jeszcze szczęśliwa i że napewno gdzieś jest ktoś kto mnie pokocha szczerze, bez kłamstw, zdrad itp. Leżał i prawie nie oddychał.

    Tyle u mnie.

    Undest bardzo szybko dostała ś rozwód. Z orzekaniem o jego winie?




  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-26, 19:47:14               Odpowiedz

    Meg, co słychać?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-05-26, 14:25:09               Odpowiedz

    Meg, JG poleciła tu sporo książek i dzięki za to. Nie pamiętam czy była ta pozycja, a jest bardzo ważna w twoim przypadku:
    http://www.tolle.pl/pozycja/dorosle-dzieci-rozwiedzionych
    Myślę, że warto. Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-25, 09:23:38               Odpowiedz

    z natury jestem tez pesymistką i wiele rzeczy i spraw odrazu przekreślam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 23:01:03               Odpowiedz

    piszę co czuję.


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-24, 22:47:00               Odpowiedz

    Meg - pozwolisz ?

    "Mam wrazenie, że nigdy nie miałam prawdziwej swojej pasji (prócz dzieci). Pochodzę z rodziny rozbitej. Skończyłam studia (kułam prze 5 lat i nic więcej) ok w pracy doszłam gdzieś, poznałam go gdy miałam 17 lat on z dobrej kochającej się rodziny, wydawało mi się, że spełniły się moje marzenia, że osiągnełam coś, dobry, poukładany, oddany, kochający mąż. Oddałam mu wszystko z siebie."

    Uwierz wreszcie w siebie i zmieniaj siebie. Codziennie uśmiechaj się do siebie, czuj się jak najbardziej zadowolona z siebie, ciesz się każdym dniem - bo jesteś tego warta.
    Co do męża ( nie będzie krytyki ) - postaraj się odtworzyć swoją miłość. Zaufanie to drugorzędna sprawa. Rozumiem też twoją cielesność - uważam , że dasz sobie i z tym radę. Niekiedy są ważniejsze rzeczy od przytulenia i innych pieszczot. Wiem , że potrzeba, że to jest takie ważne szczególnie dla takich kobiet jak ty Meg, która w dzieciństwie miała tego zbyt mało.

    Jeszcze przyjdzie czas kiedy powiesz - przezwyciężyłam .....

    Życzę tobie sił i spokoju, roztropności

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 22:41:45               Odpowiedz

    JG a co u ciebie?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 22:31:45               Odpowiedz

    w gruncie rzeczy mam wrazenie, że w tym wszystkim brakuje mi wiary w siebie.
    Tak naprawdę z obowiązkami dnia codziennego zmagam się większości sama. Mój mąz ma taką pracę, że często wyjeżdza, więc juz dawno nauczyłam się żyć sama.
    I tej gonitwy wcale się nie boję.
    Zastanawiam się codziennie co tak naprawdę mnie przezraża : brak jego? obowiązkoi? plotki? i chyba boję się zmian. Pytań dzieci, przeprowadzki.
    Aniu kiedyś napisałaś, że przychodzi dzień gdzie w jednych butach ... i ja czasami mam takie dni, że tak własnie czuję byle by poczuć wewnętrzny spokój, byleby daleko od bólu który mi dał.
    To, że on wykazuje jakieś chęci do odbudowy - ale ja dziś nieufam, niewierzę. W końcu skrzywdził, upodlił, powiedział wiele złego. Może jest tak jak undest napisła (między słowami - kwestią czasu jest rozstanie).
    JG tez tak czuję, że laska teraz szuka amanta z odchowanymi dziecmi - ale to nie ma znaczenia, bo nie z nią teraz jestem a z nim.

    Przeraża mnie tez to, że nie umiem na niego patrzeć, że nie chce mi się z nim gadać, zbliżenie - nie ma mowy, zreszytą śpimy w innych pokojach, nie umiem go wpuścić do sypialni.

    I nie chcę tak żyć. Obok. Wydawało mi się, że tak się da. Wcale się tak nie da. I nie chodzi tylko o niego. Chodzi o jakś bliskośc, sama nie wiem jeszce o co?


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 22:19:43               Odpowiedz

    w gruncie rzeczy mam wrazenie, że w tym wszystkim brakuje mi wiary w siebie.
    Tak naprawdę z obowiązkami dnia codziennego zmagam się większości sama. Mój mąz ma taką pracę, że często wyjeżdza, więc juz dawno nauczyłam się żyć sama.
    I tej gonitwy wcale się nie boję.
    Zastanawiam się codziennie co tak naprawdę mnie przezraża : brak jego? obowiązkoi? plotki? i chyba boję się zmian. Pytań dzieci, przeprowadzki.
    Aniu kiedyś napisałaś, że przychodzi dzień gdzie w jednych butach ... i ja czasami mam takie dni, że tak własnie czuję byle by poczuć wewnętrzny spokój, byleby daleko od bólu który mi dał.
    To, że on wykazuje jakieś chęci do odbudowy - ale ja dziś nieufam, niewierzę. W końcu skrzywdził, upodlił, powiedział wiele złego. Może jest tak jak undest napisła (między słowami - kwestią czasu jest rozstanie).
    JG tez tak czuję, że laska teraz szuka amanta z odchowanymi dziecmi - ale to nie ma znaczenia, bo nie z nią teraz jestem a z nim.

    Przeraża mnie tez to, że nie umiem na niego patrzeć, że nie chce mi się z nim gadać, zbliżenie - nie ma mowy, zreszytą śpimy w innych pokojach, nie umiem go wpuścić do sypialni.

    I nie chcę tak żyć. Obok. Wydawało mi się, że tak się da. Wcale się tak nie da. I nie chodzi tylko o niego. Chodzi o jakś bliskośc, sama nie wiem jeszce o co?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-24, 22:00:17               Odpowiedz

    Ja też bardzo bym chciała poczytać co u Kai. Może są faceci w porządku, odpowiedzialni, wierni, oddani itp. Gdzieś są...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 21:58:39               Odpowiedz

    Właśnie:
    Undest - masz rację gdyby nie było powrotu to nie zobaczyłabym go w tym świetle - dzisiejszym ...

    JG - szukam w sobie pasji i niestety mam z tym problem.
    Mam jedną pasję moje córcie. Uwielbiam je, kocham je obserwować, jestem w 7 niebie jak mnie potrzebóją, odpływam gdy się przytulają i czuję, że dla nich mogę wszystko.
    Ale mam tez jakoś taką część siebie gdzie nie umiem po tym wszystkim zaznać spokoju.
    Zawsze żyłam dla niego, dla domu i dzieci.
    Fryzjer, kosmetyczka - szczerze to nic mi nie daje, to nie to.
    Czasami relaksuję się czytając te pozycje polecone przez ciebie, czasami wystarczy spoacer, czy spotkanie z przykjacióką, ale to jeszcze nie to.
    Mam wrazenie, że nigdy nie miałam prawdziwej swojej pasji (prócz dzieci). Pochodzę z rodziny rozbitej. Skończyłam studia (kułam prze 5 lat i nic więcej) ok w pracy doszłam gdzieś, poznałam go gdy miałam 17 lat on z dobrej kochającej się rodziny, wydawało mi się, że spełniły się moje marzenia, że osiągnełam coś, dobry, poukładany, oddany, kochający mąż. Oddałam mu wszystko z siebie.

    I teraz jestem w tym własnie miejscu.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-24, 21:48:48               Odpowiedz

    Undset ma rację. Pokazała, że potrafi kochać prawdziwie, ale dziś wie, że już nikomu nie pozwoli sie skrzywdzić. Nie powinniśmy tak bezgranicznie się oddawać, tyle, że my chyba nie umiemy inaczej. Bo tak jest uczciwiej po prostu. Pamiętasz Meg jak mówiłam, że za parę tygodni będziesz inna kobietą? Jesteś...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-05-24, 21:44:28               Odpowiedz

    Wiecie co, myślę że to trochę przesada z tym mówieniem że oni będą zawsze zdradzać, są źli i trzeba się ich pozbyć.

    Poczekajmy na wpisy Kaji jak ona sobie radzi ,wiele razy Tu pisała to samo co Ty w tej chwili przeżywasz Meg,jej mąż był tak samo okrutny jak Twój a tamta panna to oczywiście dobra wrazliwa i wzór wszelkich cnót.
    Poza tym stawiam 200 że eks kochanka Twojego męza się teraz ogląda za podstarzałym kasiastym facetem który ma już odchowane dzieci : P jak się nie ma czego zaoferować to się oferuje tylko młodość.

    Poza tym chyba wiele kobiet ,a pewnie i też mężczyzn popełnia ten sam błąd - nie umie być autonomiczna związku tylko woli się całkowicie scalić całkowicie z partnerem, ale czy partner chce sie scalić?
    Meg ,przypomnij sobie o swoich pasjach zainteresowaniach ,rozwijaj je, Twoje życie to nie tylko dzieci i praca, to jeszcze wiele innych rzeczy ,fascynacji ,zainteresowań i najrozniejszych emocji.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-24, 21:41:48               Odpowiedz

    "A co do przegrania. Nie chodzi mi o niego. Chodzi mi o to, że dziś wróciłam w jakimś stopniu do niego, że pozwoliłam mu wrócić. Że nie znalazłam tej siły w sobie, że w siebie nie uwierzyłam."

    ale ten powrót jest potrzebny kochanie... jak inaczej znalazłabyś silę...

    mój mąz porzucił mnie z trzymiesięczną córeczką dla 18 latki - już wtedy powinnam była powiedzieć - ŻEGNAJ NA ZAWSZE ZDRAJCO...

    ale nie umiałam, walczyłam dwa lata by wrócił a potem kolejne dwa kiedy był - i znowu odszedł... i też pierwszy miesiąc prosiłam o powrót - oświęta naiwności, wierząc że tym razem odszedł w próżnię...

    głową w mur... głową w mur...

    po miesiącu coś pękło

    dziś uczę się go nie kochać i lekcji jaką mi dał, nigdy nie zapomnę i może bedę mu wdzięczna... na pewno bedę... że tak szybko się ujawnił i nie zostawił mnie jako 50 latniej smutnej zakochanej i oddanej kobiety - z takiej depresji pewnie bym się nie podniosła, A TERAZ PO MAŁU SIĘ PODNOSZĘ...

    i juz nie pozwolę nikomu ponownie rzucić mnie na kolana...

    nikomu,,,,

    na ty, polega lekcja... ty ją też dobrze odbierzesz...

    jest to lekcja wiary w siebie !

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 21:28:49               Odpowiedz

    Ale nie analizując już tego jak się zakończyło.

    Powiem tak, staram się nie angażować. W gruncie rzezcy sama nie wiem jak to opisać, nie potrafię patrzeć na niego, ale i nie chcę, on stara się aby było jak dawniej, a ja nie chcę, tak naprawdę nie umiem wybaczyć a napewno nie chcę zapomnieć. Są chwile gdzie o tym nie myślę i specjalnie zaczynam wracać do tego w głowie, bo nie chcę zapomnieć. Zresztą tak jak powiedziałam, patrząc na niego widzę człowieka który kłamał, kłamał, kłamał. Bo mnie osobiście to najbardziej boli, jego mataczenie, kłamstwa oszustwa.
    Tez uwazam go za egoistę.
    Staram się tak dni układać aby zyć bez potrzebowania jego. Nie chodzi mi tu o kwestię samochodu itp, tylko tak wewnętrznie aby czuć, że sama swietnie dam sobie radę.
    Bo fizycznie nie ma problemu dam radę chodzi o kwestię taką wewnętrzną potrzebu 2 człowieka - jego.
    Zawsze żyłam na nim, nie wyobrazając sobie inaczej, dziś staram się tak budować dni aby nie myśleć o nim. Sama nie wiem jak opisać to co czuję, ale pewnie wiecie o co mi chodzi.
    Dlatego tez cieszę się, że za parę miesięcy już wracam do pracy, do ludzi, znajomych.
    Gdzieś we mnie tez powstała taka wątpliwość czy odnajdę w sobie w nim tę miłość, bo tez nie chcę żyć bez niej. Tez chcę czuć się kochana, szanowna. Tez zadaję sobie pytanie, czy sama w sobie zawlczę tę niepewność, zazdrość, strach np. w jego del.
    I undest uwierz, że wcale tak do końca nie wierzę, że nam się uda. NIE. czuję dni w których się nie starał, aaaa starał się mnie dobić, czuję je i wiem, że potrafi być podły.

    I powiem Ci, że twoje wpisy dają mi pewną ulgę (chodz to pewnie dziwnie zabrzmi), że te kroczki małe prowadzą do tego, że nie mamy już wątpliwości. Że nie djaemy już dziecią szansy, że wiemy, że nic nie można było uratować.
    Że w życiu nie będziemy się zastanawiać, a może jednak ...

    Bo mnie dziś brakuje tej 100% pewności w sobie.

    I uwierz, że zle mojego męza dziś oceniam. Niedojrzały egoistyczny chłopczyk.

    A co do przegrania. Nie chodzi mi o niego. Chodzi mi o to, że dziś wróciłam w jakimś stopniu do niego, że pozwoliłam mu wrócić. Że nie znalazłam tej siły w sobie, że w siebie nie uwierzyłam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-24, 20:55:49               Odpowiedz

    i moim zdaniem niczego nie przegrałaś...


    pamiętam pewien wieczór po drugim odejściu mojego mężą ( do samotności oczywiście w postaci "koleżanki" :) jak ryczałam przez telefon do mojej przyjaciółki mowiąc - "Przegrałam moje życie, straciłam wartościowego człowieka"
    Naprawdę tak wtedy myślałam i dlatego wierzę, że ty też tak to widzisz....

    a teraz widzę, ze to ja wygrałam bo udowodniłam sobie ze potrafiłam kochać miłością szczerą, czystą, uczciwą do bólu. Miłością bez kłamstw, zdrad, oszustw, obelg i pustego sexu...

    to chyba coś znaczy... to chyba jestem coś warta skoro umiem tak kochac prawdziwie... a mało dziś takich.. jak widać..

    tak widze to dzis i ty też to tak zobaczysz...

    jestem pewna !!!

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 20:55:07               Odpowiedz

    Biorę tę opcję pod uwagę. Ze tamten związek mógł się własnie tak zakończyć. Ze facet z 2 dzieci (alimenty po rozwodzie) to pewnie zadna partia dla jakiejś 20 paro latki.
    póki pocichu bez konsekwencji - było ok. I tylko ten układ był ok.
    nieststy biorę i tę opcję pod uwagę

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-24, 20:51:32               Odpowiedz

    Może być jeszcze tak, że ta druga też go wypieprzyła i chłoptaś nie ma gdzie się zaczepić. Tak było z moim kumplem...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-24, 20:50:00               Odpowiedz

    z tego co piszesz ( choć wyrocznią nie jestem) widać, że siłe znajdziesz... na pewno...

    jesteś dwa lata, może rok, za mną... tak to widzę... to dokładnie takie same etapy, bólu, złości, nadzieji, resztek miłości, ale do kogoś innego, kto zniknał, rozmienił się na drobne...., strachu przed samotnością, otępienia bólem i niemożnością zrozumienia jego postępowania...

    to taki ból, który nas wzbogaca jak nic innego na świecie...
    szkoda, że te mądrosci życiowe okupione są takim cierpieniem, zarówno mężczyzn, jak i kobiet kochających prawdziwie...

    myślę, że w dzisiejszym świecie bardzo ciężko tym ufającym i kochającym prawdziwie, bo zawsze wrzucą nas w gówno ( przepraszam za dosłowność) a sami się odsuną by się nim nie pochlapać...

    a my się w tym szambie szamoczemy a jak z niego wyjdziemy to jeszcze oprócz czyszczenia siebie próbujemy wyczyścić tych, którzy w nie nas wrzucili...

    a tego nie powinniśmy robić bo zapomniamy wtedy o sobie...

    no, ale ci co prawdziwie kochają zawsze to okupią, mniejszym lub większym, cierpieniem

    sztuka polega chyba na tym, aczkolwiek, nieziemsko trudna, by zostawić to gówno tym którzy go narobili...

    tyle moich "dosłownych" wywodów

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 20:47:49               Odpowiedz

    Undest - to co napisałaś - masz rację. Naprawdę tak myślę. I też mu wczoraj powiedziałam, że musi sam sobie odpowiedzieć dlaczego to zrobił ... bo inaczej i tak znów to zrobi.

    Zresztą czytałam tę ksiązkę "Zycie po zradzie" i tam tez dużą wagę kładzie się gdzie jest zródło.

    On nie ma nic na usprawiedliwienie. Tak dosłownie mówi. Że nie wie dlaczego, że jest winny.

    Ja tez tak to odbieram, że tam się zakończyło nie z powodów braku uczuć tylko braku mozliwości jakiegoś wspólnego życia. Może panience już nie odpowiadał.

    I uwierz mi undest tak o tym mysklę, dlatego czuję się przegraną, dlatego mam tak wiele wątpliwości, dlatego nie umiem z tym sobie poradzić , dlatego czuję ze przegrałam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 20:38:27               Odpowiedz

    Boli co zrobił, kiedy zrobił, jak kłamał itp.
    To wszystko wpłyneło na to, że dziś inaczej go widzę. To już nie jest mój ideał, do tego mam w sobie dużo niechęci, obrzydzenia do niego, no i totalny brak zaufania.
    Oczywiście mam huśtawkę nastroji. Zdarza mi się w duchu poklnąć, popłakać, poczuć wielki ogromny ból jak i siłę i obojętność.
    Chcę już wrócić do pracy, staram się więcej spotykać ze znajomymi, chodz każdy z nas dziś ma małe dzieci i
    niebardzo mam tak dosłownie na codzień na kogo liczyć.
    Zaczełam też studiować książki polecone przez JG. Zastanawiam się aby sama na weekand gdzieś wyskoczyć (pewnie gdzieś do rodzinki tyle ze bez niego).

    Tyle u mnie.

    Undest dziękuję za twoje wpisy.

    Krok po kroczku - masz rację. Na początku było tak, że walczyłam o niego byle by był i widziałam w nim cały czas człowieka którego kochałam, dziś pewnie zrobiłam ten pierwszy malutki krok widzę człowieka który zranił mnie do granic możliwości. Który zabrał mi marzenia. Dziś sama się zastanawiam czy go kocham, czy dam radę tak żyć i przede wsztskim czy chcę tak żyć. Czy chcę tak żyć.

    Ale nie mam jeszce w sobie tych 100% aby - jak to kiedyś ktoś napisał - wywalić dziada za drzwi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-24, 20:38:26               Odpowiedz

    może napiszę jak ja to odbieram ( osoba o małym rozumku) nie spokrewniona i nie związana z nim uczuciowo...


    "nie potrafi odpowiedzieć dlaczego to zrobił"

    - to następnym razem też nie będzie potrafił

    "ze widzi jak cierpię i że bardzo załuje"

    wtedy też widział i nie żałował, szczególnie ciebie

    "ze w układzie który został po tym wszystkim jest mu ciężko"

    JEMU jest ciężko - czy powiedział że rozumie jak się męczysz?

    "że nie rozumie dlaczego bo między nami wtedy było super"

    to znaczy że może to znowu zrobić zawsze, bo nawet jak będzie super między wami to jemu i tak będzie czegoś brakowało. To co ma na usprawiedliwienie?


    "ze ten układ nie mógł się urzeczywistnić i ze pewnie codzienność i tak by to zakończyła"

    bo nie mieli by gdzie mieszkać i cięzej by było z kasą a tu ma ciepło i bezpiecznie

    przykro mi, ale tak to odbieram kochana Meg
    moim zdaniem to potworny egoista, widzi siebie,może i chce naprawić ale tak naprawdę tylko po to by zagłuszyć wyrzuty jakie mu robisz, w skrócie - dla świętego spokoju
    człowiek który tak depcze swoich bliskich ich uczucia nie jest dobrym człowiekiem

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-24, 20:32:36               Odpowiedz

    Fajna jesteś Meg. Ale i on wykazuje maksimum dobrej woli. To trzeba przyznać. Chciałabym żeby Wam się udało. Jesteście bardzo wartościowi. Wiem jednak jak boli zdrada i jak rozpada się po tym świat. To dobrze, że wiesz, że możesz być sama. To oznacza, że wreszcie masz właściwe poczucie własnej wartości. Naprawdę jesteś super.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-24, 20:21:10               Odpowiedz

    tak wypalił po tym wszystkim co On zrobił. To jego wina, to on zrobił to przez niego. On wszystko zepsuł, spalił, zdeptał, sponiewierał.

    Wczoraj dość spokojnie rozmawialiśmy (o dziwo, że się udało) on zdecydowanie chce iść na terapię. Przetoczę kilka jego stwierdzeń:
    - nie potrafi odpowiedzieć dlaczego to zrobił, nie uchyla się od winy (obwinia tylko siebie), powiedział, że nie rozumie dlaczego bo między nami wtedy było super
    - ze widzi jak cierpię i że bardzo załuje
    - ze chce iść na terapię, ze sam chce dla siebie zrozumieć dlaczego to zrobił
    - ze widzi, że już nic nie jest tak samo
    - ze w układzie który został po tym wszystkim jest mu ciężko (np. nie rozmawia z nikim w pracy, czy np. teraz byliśmy na takim festynie to do nikogo się nie dołączył itp)
    - ale jak zapytałam o nią - powiedział, że to nie chodziło o sex, nie o sex, ale tez nie powiedział, że ją kochał.
    - no ale ze ten układ nie mógł się urzeczywistnić i ze pewnie codzienność i tak by to zakończyła
    - ze chce być z nami, chce odzyskać to co było, ze kocha dzieci (ale o mnie nie powiedział), ze dużo wspomina jak wspólnie np podrózowaliśmy itp i tęskni do tamtych dni.

    To tak w dużym skrócie. Rozmowa nadzwyczaj spokojna.

    Ja mu powiedziałam, że w tym wszystkim nadal rozważam opcję rozwodu. Bo prawda jest taka, że dziś faktycznie zupełnie inaczej na to patrzę. Boli, wiele boli. Ale wydaje mi się, że mam już więcej sił, odwagi do tego aby zostać sama.

    Muszę do córci uciekać. Pa

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-05-23, 22:08:09               Odpowiedz

    Meg, proszę cię, co ty mówisz? "nasz związek się wypalił"? Przeżyłaś katastrofę, zdradę, bankructwo związku, a ty piszesz, że się wypalił? Mam nadzieję, że nie umniejszasz rangi tych wydarzeń, że to tylko przejęzyczenie. Ja też myślę o tobie Meg.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-23, 21:58:00               Odpowiedz

    Nie jesteśmy sami na świecie, a drugi człowiek czasem jest po to by wyciągnął rękę, gdy boimy się przejść nad przepaścią. A potem jak już się spojrzysz za siebie, wiesz że teraz już na pewno sama dasz radę. I o to właśnie chodzi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-23, 21:52:11               Odpowiedz

    bardzo dziękuję za wsparcie.



  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: venus1979   Data: 2009-05-23, 21:48:05               Odpowiedz

    Undset jak wiele madrosci jest w tym co piszesz,jak wiele prawdy.
    Wszystkie etapy trzeba przejsc,wszystkie pomalutku,aby dojrzec do stwierdzenia,ze to nie koniec swiata,ze inaczej tez mozna zyc.
    Swieta prawda - co nas nie zabije to nas wzmocni i wszystkim pokrzywdzonym przez los tego zycze.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-23, 21:41:25               Odpowiedz

    Ja też często o Tobie myślę. Cieplutko. Przeczytałam dziś wszystkie Twoje posty od początku tej historii. Undset1 napisała bardzo mądry list. Bardzo... Trzymaj się.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-23, 21:13:09               Odpowiedz

    oj można

    wyobraź sobie Meg że je póltora roku wyłam i robiłam wszystko by moj mąz wrócił.. nie wyobrażałam sobie że można oddychać bez niego... naprawdę brakowało mi powietrza czase... dosłownie...

    wrócił był dwa lata. znowu zdradził i odszedł...

    jestem po rozwodzie dwa tygodnie, ale odszedł pół rou temu...

    ból rozdzierał, szarpał na kawałki..

    a dziś... kwitnę... nie męzczę się myślą o jego telefonie i póxniejszych powrotach...

    nie dręczamnie potworne myśli i ten brak zaufania który mnie zabijał

    kwitnę, wypiękniałam, mam dla siebie więcej czasu i uśmiecham się już do siebie ( gdyb ktoś mi to powiedział pół roku temu wywaliłabym mu w łeb za takie durne gadanie)

    wszystkie etapy trzeba przejść samemu, niestety kroczki są małe

    nadal go kocham ale jestem spokojna i co dzień po kawałku zabijam w sobie tę miłość wspomnieniem jego w łóżku z inną, wspomnieniem jego obelg i "nie kocham cie", wspomnieniem zimnego spojrzenia w moją stronę i błyszczących oczu kiedy wracał od "koleżanki"

    nawet gdyby miało mi to zając kilka lat zabiję tę miłość bo ona mnie wypalał, niszczyła, zabijała i rozrywała...

    a to nie miłość :(

    ty też dasz radę... gdybyś widziała mnie potowora który ważył 45 kilo :( oj oj

    a teraz nawet cera mi błyszczy...

    tak mocno cię przytulam bo myślę o Tobie co dzień

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-23, 20:05:20               Odpowiedz

    mozna żyć i się uśmiechać

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-23, 19:41:36               Odpowiedz

    chodz wiem jedno - bez niego można zyć
    czego kiedyś nie wyobrazałam sobie

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-23, 19:38:13               Odpowiedz

    aa i chciałabym nabierać sił, ale tak naprawdę czuję się bezsilna i słaba.

    Mam wrazenie, że w tym układzie opadam z sił a nie, że ich nabieram :-(

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-23, 19:34:47               Odpowiedz

    Ciężko jest. Naparawdę ciężko.

    Z nim nie potrafię się dogadać. Jestem bardzo odpychająca. Jak on się zbliża to dosłownie dosteję jakiegoś paralizu. Rozmowy jeśli do nich dochodzi to jest to autentyczna porażka. O nas nie potrafimy rozmawiać, jak wylewam wiadro żali, pretensji on już przestał mówić. Jak się uspakajam on chce wrócić do tematu a wtedy ja już nie mam sił i ochoty. Niby się stara, ale ja nie umiem tych starań przyjąć, a jak się nie stara to znów gotuje się we mnie.
    Nie pomyślałam, że tak to będzie. Smutne, ale zaczynam naprawdę dostrzegać, że mój związek się wypalił. I nie chodzi tylko o niego dziś ale o to co zostało po tym wszystkim co on zrobił i powiedział.

    Undest właśnie zaufanie - jak bez niego żyć.

    Ale nie tylko o to chodzi dziś widzę już zupełnie innego człowieka.

    Pewnie to taki etap po zdradzie - gniew, wściekłość i chęć zemsty pomieszana z ogromnym bólem i rozczarowaniem.

    I dziemy na terapię o ile dotrwamy do tego czasu. Bo mysli mam naprawdę różne.


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-23, 16:14:43               Odpowiedz

    Masz rację Venus. Z prymitywizmem nie wygramy. Ale dobrze, że chociaż próbujemy...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: venus1979   Data: 2009-05-23, 15:52:02               Odpowiedz

    Nie dziwisz sie czemu??
    Swieze miesko??
    Zal takich ludzi, a raczej zwierzat w ludzkim ciele.Chociaz w sumie nie ublizam zwierzeta.Potworow chyba tak,tak lepiej.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: bywalec11   Data: 2009-05-23, 12:43:17               Odpowiedz

    MAZ POCZUŁ SWIEZE MIESKO NIE DZIWIE SIĘ

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-23, 10:17:29               Odpowiedz

    tak czuję, że rodzi się nam nowa Meg.
    Wspaniale, zobacz nowy świat. Będzie ciężko, inaczej, ale będzie.
    Wiem , że odnajdując siebie znajdziesz RADOŚĆ codzienną, inną niż bywało wcześniej.
    Teraz będzie ta radość prawdziwa bo będzie wypływać z ciebie, a nie jak było pojawiała się z otaczającego ciebie świata.
    Masz czym innych obdarowywać, zobaczysz za czas jakiś o ile to przyjemniejsze niż oczekiwanie na dobre chwile dawane tobie.

    Powodzenia.

    PS. Wiem, że złość już poukładałaś, więc pisać będziesz rzadziej.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-22, 14:31:59               Odpowiedz

    Meg,

    moim zdaniem pomalutku nabierasz sił ale jeszcze bronisz sie przed tym co byś chciała zrobić..

    tak to jest.. ja też sie broniłam, szarpałam ale zaufać ( moim zdaniem) kłamcy się już nie da.. nie da się i już choćby się starało zawsze wraca zasrana niepewność tego, tak pewnego kiedyś człowieka...

    nadal kocham ale nie zaufam mu.. na zaufanie trzeba zasłużyć a zasłużyć można tylko szczerościa...

    mocno cię przytulam... przeżyjesz i pokochasz kogoś kto na to zasługuje ... czas choć taki błogosławiony jest niestety taki wolniutki i to jedyna jego wada :(

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-05-22, 13:19:31               Odpowiedz

    kropka.kreska -> może wszystkie lektury tantryczne w jezyku polskim ? tylko uwazaj na jakieś dziwne treści typu "kobieta nie powinna czuć złości ani zazdrości kiedy jej kochanek uprawia seks z inną, bo to dla niego zdrowe,natomiast ona sama nie powinna uprawiać seksu z dwoma partnerami bo to sprawia że jej łono zamienia się w pole walki a nie w świątynię spokoju" Osobistych poglądów autorów nie trzeba przyjmować bezkrytycznie : P Z resztą jeśli chodzi o wszelkie lektury duchowe to warto być bardzo krytycznym.

    Jakie książki hmmm ale takie do związków czy jeszcze do seksu ? : D
    Może zacznę od tych które mam
    Pia mellody - "toksyczna miłość", "toksyczne związki" i "droga do bliskości" ,niestety w księgarniach ostatnio ich nie ma,internetowych rownież ,trzeba poszukać ebooków na internecie ,"droga do bliskości" jest w języku angielskim pod tytułem "intimacy factor". Jak coś mogę podesłać e-mailem.
    Wyżej podałam jeszcze "inteligencję miłosną " poza tym wszystko co ma w tytule "inteligencja emocjonalna", znalazłam jeszcze coś takiego jak "inteligencja erotyczna" czyli jak nadmiar ckliwości i bliskości w związku może zniszczyć namiętność i dlaczego facet, który nie jest "mężem", jest dużo bardziej seksowny i pociągający.
    Dobre jest opracowanie co tkwi w głowach mężczyzn i o bardzo rozwlekłej sferze seksualności "Jego orgazm później" można kupić zamiast prenumerowania Cosmopolitan, napisana przez seksuologa Iana Kernera (do kompletu warto dokupić i dać w prezencie swojemu menowi "Jej orgazm najpierw")

    Teraz z książek które nie mam ,co najwyżej gdzieś poczytałam opisy lub przejrzalam w skrócie
    Są ciekawe książki jak "Charakter partnera według filozofii Wschodu" ,"Gdyby Budda się ożenił" , "Tao miłości", " Tao miłości i seksu", "Tao związków miłosnych" czy "Zen w życiu we dwoje" ale nie mam teraz pieniędzy na ich kupno, więc nic nie mogę o nich powiedzieć, poza tym, że w końcu będę chciała je zakupić. Skrótowo to po prostu zastosowanie róznych zasad i filozofii religii dalekowschodnich w związkach.
    Ponadto jeszcze to co Albertyna polecała "Dobry mąż udane małżeństwo" , "miłość i szacunek" no i seria książek Eldreagde'ów , Dobsona Jamesa (autora "Miłość potrzebuje stanowczości") , "Jak przetrwać kryzys wieku średniego swojego męża", najlepiej wejść na lideria.pl albo dobreksiazki.pl i zobaczyć co komu pasuje : )

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-22, 08:48:43               Odpowiedz

    Jako pierwszą polecam " Dobry mąż udane małżeństwo" i "Miłość potrzebuje stanowczości" dobre pozycje. Może Jean coś jeszcze poleci sporo tego przeczytała.:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-22, 08:36:59               Odpowiedz

    Sorki Meg, że się wtrącę, ale o wybaczonej krzywdzie świetnie opowiada "Radykalne wybaczanie" Kiedy się zrozumie wybaczenie samo powinno przyjść. Mnie przyniosła ta książka ulgę ale moja złość jest głęboko zakorzeniona i mimo zrozumienia i wybaczenia ciągle czuję złość.

  • RE: do Albertyna

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-22, 08:31:47               Odpowiedz

    Bardzo chętnie przeczytam od męża dostałam "Dobry mąż udane małżeństwo" Każdej kobiecie się spodoba Zaskakujące podejście faceta do faceta Ta książka jest prawdziwą niespodzianką dla każdej kobiety. Dziękuję Jean

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-05-22, 07:37:54               Odpowiedz

    meg a po co ci to wiedziec dlaczego kiedyś czulas tak a nie innaczej...widac kiedys w swoim czuciu umozcilas sie wygodnie i dalej nosa nie wysciubiałaś bo i po co jak było całkiem ok czułas się bezpiecznie i komfortowo...to bvyło kiedyś...taki wniosek z tego zobacz jak emocje się zmieniaja przemijają sa takie ulotne dzisiaj takie jutro owakie może nie warto tak nad nimi sie pastwic i analizować niech sobie płyna przez twoją mózgownice wyciągaj z nich jak z rzeki najleopsze rybki kąski (mysli czyli wnioski ) a resztato odpad nuklearny...:))

    a że teraz czujeasz albo nieczujesz innaczej...no tak to jest umoscilas sie w tym gnieżdzie a on je popsul to gniazdko więc teraz organizm sie broni przed takim beztroskim naiwnym ufnym włażeniem do tego miejsca w którym sie doznalo krzywdy....ten etap tez przeminie...zbuidujecie nowe gniazdo razem albo każdy osobno...ale to dopiero nastapi kiedys póżniej potem ...nie zmuszaj sie do niczego ...po prostu bądź reszta sie sama wykluje

    PS

    poprosze liste ksiązek do przeczyutania od forumowiczów bo wy tu ciągle o jakiś knigach gadacie i nei moge ich wyluskac z tekstu czy ktos mi może podac liste na poczatek kilku pozyucji wartych czytania...oczywiscie tematyka związkowa z myśla przewodnia jak się dogadać:)))

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-21, 21:41:51               Odpowiedz

    Już nie pytam się sama siebie dlaczego, ale wciąż nie mogę zrozumieć samą siebie jak mogłam się tak od niego uzależnić, jak mogłam myśleć i wierzyć, że ten człowiek nigdy mnie nie zrani i jak mogłam nie wyobrażać sobie życia bez niego.

    Zadaję sobie pytanie - dlaczego nie żyłam dla siebie. Mając do niego ograniczone zaufanie - tak na wszelki wypadek, dlaczego byłam pewna - hmmm?????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-21, 21:37:35               Odpowiedz

    u mnie - coś pękło. Mam oczywiście rózne chwile raz silniejsze raz pełne zalu i gniewu. Nie potrafię z nim rozmawiać, ani być. Teraz jest w del. Jutro wraca. Nie dzwonię do niego zdarza się nawet, że nie odbieram tel od niego. Mnie cięzko z nim rozmawiać i wogóle cięzko być miłą i w miarę znośną.
    Idziemy na terapię.
    Co gorsza dochodzę do wniosku, że to naprawdę nie ma sensu. Bo mu nie ufam, byle pierdoła mnie napędza a a dziś wiem, że wcale nie muszę i nie chcę tego czuć, bo nie umiem sobie wyobrazić nas, bo chcę być kochana szczerze, bo zapragnełam sama coś przezyć, a mogłabym jeszcze kilka bo bo bo wymienić.
    Wtedy te kilka miesięcy temu było mi dobrze dziś już nie chcę tamtego dobrze. I zastanawiam się czy z tym człowiekiem jestem w stanie jeszcze coś zbudować coś co da mi szczęście ogólnie rzecz ujmując.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-21, 21:27:41               Odpowiedz

    JG a co myślisz o "Pułapka nie wybaczonej krzywdy" właśnie dostałam od przyjaciółki.

  • RE: do Albertyna

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-05-21, 18:32:35               Odpowiedz

    Albertyna jak tak lubisz czytac to jeszcze dorzucę Ci do lektur "Inteligencję Miłosną" Valentisów :)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: felka4   Data: 2009-05-19, 22:54:05               Odpowiedz

    Piszesz smutną prawdę Misiu, że nie da się z wami żyć jak tylko z grą, manipulacją , udawaniem, podchodami ... A tak chciałoby się żyć jak człowiek z człowiekiem ( a nie ze wzrokowcem, łowcą, tudzież psem na baby ;)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Misio   Data: 2009-05-19, 22:45:47               Odpowiedz

    Co możesz dać z siebie jeszcze? Pomyśl, że dajesz może za duzo. Wyluzuj się, puść sobie jakąś muzykę. Przestań sie niepotrzebnie zamartwiać. Przestań się zastanawiać. Żyj spokojnie, postępuj tak jak postępuje twój mąż. Hasełko na gg. Wyjdż sobie z koleżanką, albo idź do koleżanki, niech on sie pozastanawia. Idź do fryzjera, zrób sobie paznokcie, zadbaj o swój wygląd, i nie rzucaj mu sie w ramiona, bądz troszkę niedostepna. Powiem ci mały sekret, faceci to psy na baby. Jesteśmy wzrokowcami. Niestety.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Misio   Data: 2009-05-19, 13:58:52               Odpowiedz

    Słuchaj, tak czasem bywa, że facet urywa głowę za inna kobieta. Mimo, że tyle go łączyło i tak bardzo kochał. Nie chce Ci źle doradzać, ale czy ty za nim nie biegasz? Faceci nie lubią kiedy kobieta ugania sie za nimi. Faceci są łowcami lubią zdobywać. Odwróć sytuacje tak, żeby to on zaczął sie zastanawiać. Ty zamontuj sobie hasło na gg. Wychodź z koleżanką na piwo, nie mów mu wszytkiego. Żeby poczuł sie niepewnie. Przestań okazywać mu jaką kolwiek zazdrość.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: felka4   Data: 2009-05-19, 08:18:10               Odpowiedz

    Żyjesz sobie wciąż marzeniem Kropka? i powinnościami? "powinno być inaczej, powinien być inny", przypomniałaś mi moją mamę, ja też wiecznie powinnam być inna, inaczej nawet wyglądać..

    "wybaczać" mu braki, czujesz ze to złe słowo?, żal że niejest taki, pretensja że nie jest taki...
    Bo jak ja coś nie umiem to się uczę! super, wszystkiego masz zamiar się nauczyć, wszystkie sprawności zdobyć?? (to na terapię może trzeba :) musisz jeść te śląskie? ) czy są jednak takie sprawności które ci nie leżą? może jemu majsterkowanie i rachunkowość nie leży?

    A to, że jak nie umiem to się uczę- to Twoje czy z ojcowizny, od jego teściowej? i pewna jesteś że to budzi zachwyt? pewnie u mnie nie, leń jestem...sorry, uderz w stół nożyce się odezwały

    A Meg - myślę jednak że to etap przejściowej niechęci/kary dla niego.
    Bo jeśli nie - to wychodzi mi że klasycznie kochałaś swoje wyobrażenie o nim? które się nie sprawdziło (więc jednak złudzenie? albo może siebie w jego oczach?), więc nadal mogę się upierać, że tylko miłość z poznania "obiektywnej" (a dla każdego nieco innej) wartości człowieka nie ustaje tak łatwo?

  • RE: do Albertyna

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-18, 20:01:11               Odpowiedz

    Tak jak kiedyś to już nie będzie bo oboje jesteście innymi ludźmi, ale nie martw się terapeuci krok za krokiem pomogą Wam się otworzyć. Nam pomogła wspólna pasja. Pewne jest też to, że Twój mąż musi mieć świadomość, że trzeba szukać tego co zbliża parę do siebie i jeśli coś się dzieje, że dwoje bliskich sobie ludzi zaczyna się od siebie oddalać to nie znaczy, że może sobie robić co chce tylko powinien coś zrobić żeby temu zapobiec niestety większość facetów ma z tym problem

  • RE: do Albertyna

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-18, 19:23:55               Odpowiedz

    My mamy zaklepaną terapię, ale dopiero na 10 czerwca.
    W sesji bierze udział dwóch terapeutów i my jako para. Ale sama nie wiem czy cos mi to da. Jakoś jak zapytają się po co tam jestem - to autentycznie chyba powiem nie wiem.

    Dziś jakoś nie umiem sobie wyobrazić ze zyjemy jak kiedyś.

    Tak zdecydowanie buduję mur - i chciałabym aby był solidny, mocny i wysoki i aby już nigdy nic tak nie bolało.

  • RE: do Albertyna

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-18, 15:11:16               Odpowiedz

    Jak już napisałam w skrócie moją historię to oczywiści bałabym się być sama bo istotnie jestem sama. Nie mam już rodziców. od dawna. Wiele razy rozmawialiśmy o zdradzie mój mąż twierdzi, że rozstać się jest bardzo łatwo ale walczyć nie. Więc powiedziałam mu, że ja podobam sie wielu facetom i jeśli chce to mogę mu zgotować taki los jak on mi wtedy się przekonamy jak będzie się czuł. Powiedział, że walczyłby o mnie ale lepiej żebym tego nie sprawdzała. Pewnego dnia stracił do kogoś z naszej rodziny zaufanie jednym słowem bardzo się zawiódł ja nie zastanawiałam się jak mu pomóc tylko powiedziałam, że teraz już wie jak to jest stracić do kogoś zaufanie i jak trudno to odbudować. Zapytałam jak to jest z tym zaufaniem powiedział, że na to się pracuje przez lata. Niestety w ciągu jednego dnia można to stracić. Rozmawiamy bardzo dużo a ja ciągle szukam nowych tematów.

  • RE: do Albertyna

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-18, 15:02:02               Odpowiedz

    Nie nie chodziliśmy na terapię ja zamknęłam się w sobie i odsunęłam od niego na jakieś 8 miesięcy przynajmniej on tak twierdzi. Po tym czasie razem z dziećmi wyjechaliśmy na tydzień to był taki przełom. On najpierw poszedł do mamy i jej powiedział co się stało ja o niczym nie wiedziałam pracował wtedy non stop, a ja mu ufałam. Nigdy o tym z jego mamą nie rozmawiałam, ale domyślam się, że to ona mu powiedział co on ma zrobić. I przyszedł klęknął przede mną na kolanach i powiedział mi o wszystkim. Nie trudno się domyślić jaki przeżyłam szok. Powiedziałam tylko jak mogłeś nam to zrobić zadałam kilka pytań i to były ostatnie słowa jakie mu powiedziałam na następnych parę miesięcy. Kiedy jechaliśmy na tydzień to jego mama pojechała tam gdzie my i wzięła pokój obok nas. Nie wiem dlaczego. Potem już nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Jak dawniej zostawał dłużej w pracy ale informował mnie o wszystkim koleżanka miała kłopoty małżeńskie przesiadywał z nią w pracy i próbował jej pomóc ale jego radą było aby ona go opuściła i tak zrobiła. Po pewnym czasie mniej więcej rok temu zaczął postępować w sposób niewłaściwy w stosunku do innej koleżanki. Powiedziałam od razu kiedy dostrzegłam, że coś jest nie tak że wolę być sama niż kimś komu odbija. Po wielu kłótniach i tym razem docinkach z jego strony bo twierdził, że to nic. Więc ja cierpliwie czekając i szukając odpowiedzi pokazałam mu co robił nie ta zapytał dlaczego od razu mu tego tak nie powiedziałam. Nie umiałam. Powiedział mi, że wpędziłam go w poczucie winy od razu stwierdziłam, że skoro poczuł się winny to znaczy, że postąpił źle przyznał mi rację. Powiedziałam po raz kolejny, że wolę być sama niż z kimś komu na stare lata ma odbić palma wieku średniego. Powiedział mi, że to ja jestem najwspanialszą kobietą na świecie i to przy mnie chce się zestarzeć bo mnie kocha. No cóż powiedziałam, że nie wierzę. Dziś nie żałuję, że jesteśmy razem. Kiedyś zapytałam czy poszedłby na terapię powiedział, że nie widzi w tym nic złego. Kiedyś też zapytałam czemu nie mówi, kiedy coś jest nie tak tak jak ja to robię jak coś mi się nie podoba to o tym mówię. On na to że skoro nic nie mówi to pewnie znaczy, że jest wszystko oki, a o tym co się stało twierdzi, że odbiło mu, i że coś musiało być między nami nie tak. Zapytałam tylko czy sądzi, że to go usprawiedliwia bo co zrobił, żeby wszystko było dobrze. Odpowiedź jest prost nic, a pobyt na tym forum daje mi to, że więcej widzę mam więcej argumentów na jego złe postępowanie i póki co łatwiej jest mi wychwycić to co jest nie tak i mam więcej szacunku dla siebie. Przeczytałam głównie te książki które polecała JG czytając podkreślałam to muszę zmienić i zapamiętać. Nie wiem czy to jest recepta na szczęście ale jak na razie działa.

  • RE: do Albertyna

    Autor: rybkka   Data: 2009-05-18, 14:40:28               Odpowiedz

    na czym polega blad kobiet?

    na tym ze zbyt patrza sie na innych..

    czy tobie jest zle?czy mu wybaczylas?czy zostalas?co czujesz teraz?
    mimo ze czytalam tu juz z kilkadziesiat odpowiedzi na takie pytania to padaja kolejne....

    tylko te pytania ida w ZLA STRONE///

    powinnas usiasc z lustrem i zadac sobie te pytania co tutaj.

    tylko boisz sie odpowiedzi.!

    boi sie ze jak bys sie tak konkretnie sama siebie przycisnela to skonczyloby sie rozwodem bo...nie umiesz wybaczyc mezowi i zamieniasz sie w emocjonalna pustynie..a stad 2 kroki do depresji.

  • RE: do Albertyna

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-18, 14:28:24               Odpowiedz

    Czas wyleczył Twoje ranY?
    Czy dziś mu ufasz?
    Nie żałujesz, że zostałaś z nim?

  • RE: do Albertyna

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-18, 14:25:19               Odpowiedz

    jak rozumiem chodziliście na terapię?

  • RE: do Albertyna

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-18, 14:09:27               Odpowiedz

    Tak to było jakieś 10 lat temu

  • RE: do Albertyna

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-18, 14:07:41               Odpowiedz

    Czy twoje małżeństwo przszło jakiś kryzys?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-18, 11:48:25               Odpowiedz

    rybko
    proponuję fartuch, lecz pod nim bardzo skromne przyodzianie "księżniczki" , a "księciunio" zobaczy pięknego "łabędzia" na swoim "stawie".
    Czyż wtedy wzrok swój zwróci w kierunku lasu ?

    Proponuję poczytać o tych łabędziach, wiele jest w ich zachowaniu co można naśladować.

    MEG
    Nie zamykaj się tak. Nie buduj muru niechęci. Życzę abyś sobie zaufała, uczucia nie można tak wygasić. Zawsze mówiłaś, że zrobisz to dla dzieci, a teraz ?
    Proszę zacznij działać dla siebie. Potrzebujesz więcej, proponuję buduj w sobie zaufanie (ograniczone), nie będzie łatwo .

    Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-18, 11:45:20               Odpowiedz

    I tu rola ojca, żeby nauczył syna co jest w życiu istotne szacunek dla żony i współpraca, a nie kapcie piwko i gazeta. Kiedy mój mąż próbuje mi powiedzieć, że mam dwie córki do pomocy to ja mu odpowiadam, że mam też męża, a nie jestem panną z dwiema córkami.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-05-18, 11:23:43               Odpowiedz

    wiecie rodzice rodzicami ale...zostaly jeszcze te kobiety..no bo..jak sie znajdzie konkretna babeczka ktora nie da z siebie zrobic darmowej pomocy domowej, gosposi + dmuchanej lalki w jednym to zawsze znajdzie sie taka ktora tego misia pysia uratuje, ugotuje, posprzata, wymasuje...poprzytula co mu zona nie chce dac tego czy tamtego bo chce sobie pozycje ugruntowac domowa zeby szacunek byl.
    to go piekna ksiezniczka uratuje z piesnia na ustach byle by z nia byl i ja kochal bo to ksiaze z jej bajki.

    i tak chlop zwalnia sie z wszelkich obowiazkow...bo jego naistotniejsza rola w tym wszystkim jest ZEBY ON BYL.

    to teraz tylko faruchy i do gorow przygotowac trzeba obiad dla pana w podziece ze do kochanki nie poszedl tylko do domu wrocil...........

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-18, 11:23:10               Odpowiedz

    No cóż ja dodałabym, ze ogólnie rodziców, którzy nie przekazują dzieciom podstawowych wartości i nie dają dobrego przykładu.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-05-18, 11:12:53               Odpowiedz

    o i widzisz złosnico tu sie z toba zgodze...:)
    konkluzja jest taka ze wszystko to wina tesciowych...:)
    albo wychowuja maminsynków albo odludków albo niezdary albo sie nie interesują bo chlopak to se poradzi z chlopakiem to jak rozmawiac z córka latwiej ...babie nie ma problemu wbijac do glowy jak sie kluski slaskie lepi ale synowi to wbijac do głowy jakos nikt nie wpada
    synowi sie daje na hamburgera niech idzie i se kupi ...
    a kto chłopca uczy wbijania gwożdzi ? no i co potem jak on tego gwożdzia wbic nie umie...? czy miec ciągly zal do rodzica czy tez juz zal do męża że sie nie wezmie i sam nie naumie...
    czy wybaczac braki umiejętności czy tez uznac ze leń bo sie naumiec sam nie chce a przeciez wbija juz własne gwozdzie we własnym domu we własna ścianę dla wlasej rodziny...
    no bo ja jak nie umiem robic klusek slaskich to otwieram ksiązke kucharska a jak nei umiem wbijac gwozdzia to otwiweram www.murator.pl....ale jak nie otwiram ani ksiazki ani muratora to chyba jestem obibok i leń? i to chyba juz nie wina rodzica...
    nie wiem sama?
    a może wróbel i tak nigdy słowikiem nie bedzie i po co go na siłę przymuszac do kunsztu którego i tak nie posiądzie...?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-05-18, 10:56:09               Odpowiedz

    Święte słowa.Stoją w miejscu,co oznacza,że cofają się.Chyba terapia im nie zaszkodzi.Romans otworzył oczy Meg.Może nie ma tego złego...?
    A co facetów i małżeństw,tak sobie ostatnio myślałam,że wiele winy leży w wychowaniu facetów.Często w domach mają wszystko podstawione pod nos i nic nie robią,bo mamusia za nich robi i co potem?Jak taki delikwent ma być nagle dobrym mężem,jak on nawet nie umie umyć po sobie kubka?Może upraszczam,ale małżeństwo to praca,a on przecież przez X lat nic nie robił w domu.Niestety dziewczynki wychowuje się zupełnie inaczej,błąd,błąd,błąd za który my później płacimy.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-18, 10:45:02               Odpowiedz

    A co z tą terapią małżeńską. Może warto zrealizować to co się mówiło. Inaczej i jego i Twoje słowa są nic nie warte. Jest coś czego oboje chcecie i oboje nic nie robicie w tym względzie, a może jesteście w takcie to przepraszam. Byłam ostatnio z moim M w księgarni. Posprzeczaliśmy się, ale razem wysłuchaliśmy prelekcji o sposobach zapamiętywania i o szybkim czytaniu. To rozładowało napięcie. Ja potem podeszłam do działu psychologii, żeby coś dla siebie znaleźć i mój M podał mi książkę pt. "Dobry mąż udane małżeństwo" Roberta M Altera terapeuta małżeński, który twierdzi, że to mężczyźni są w większości odpowiedzialni, za kłopoty małżeńskie. Znowu przytoczę króciutki cytat "Jak poznać kiedy jesteś mężczyzną, a kiedy dupkiem", a zmierzam do tego, że może dobry terapeuta uświadomi Twojemu mężowi, że czas dorosnąć i albo po takiej terapii z czystym sercem go zostawisz albo coś się zmieni. Ile można cierpieć i czekać. Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-18, 10:28:05               Odpowiedz

    Ani wspaniała ani silna. Myslę, że czas pokaze na ile tak naprawdę jestem silna i wytrzymała.
    Pozatym silna będę jak odejdę, jak nie dam się więcej skrzywdzić, zdradzić, okłamać bo teraz - hm poprostu jestem.
    I przeraza mnie to, bo pewnie dołaczyłam do 80% MAŁŻEŃSTW, które żyją ze sobą nie z miłości a z powodu ... bez powodu, bez miłości itp.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-17, 18:28:00               Odpowiedz

    Jesteś wspaniała Meg. I widzisz jaka silna?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-17, 18:14:52               Odpowiedz

    Prawdziwa kobieta.

    Życzę sił i proszę pisz, co u ciebie.
    Pięknie wzrastasz.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-17, 18:07:24               Odpowiedz

    Nie potrafię znależć w sobie tamtych radości, uciech, nadzieji. Nie wiem jak to opisać. On niby się stara, chce być jak kiedyś, stara się dla dzieci - ale ja już nie umiem na niego spojrzeć jak wtedy.
    On by chciał planować, a ja mam to w d..., on by chcił iść z nami na spacer jak rodzina a mnie się z nim niechce. Tak to wygląda.
    Ale wróciłam gdzieś do wątku syrian gdzie pisała, że miała taki moment w sobie gdzie nie chciała wewnętrznie już swojego męża. Ale we mnie jest tez coś takiego, że nie choć szkoda, że tamte uczucia mineły, nie chcę do nich wracać, nie chcę już bać się, że zdradzi, odejdzie, że może go nie być.

    Hmmm dziwna ze mnie babka

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-17, 17:59:14               Odpowiedz

    Myślę, że bardzo go kochałam.
    Czy kocham - wiecie, że nparwdę nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Mam ogromną niechęć, myslę, wyobrazam tez sobie jak on się z nią spotykał i im więcej o tym myslę tym bardziej o nim zle myślę. Wydaje mi się, że dziś zaczyna do mnie docierac co on zrobił. Jak bardzo w tym myslał o sobie. Jak miał w dupie mnie w ciązy, w połogu i z 2 dzieci. Nie wiem jak to opisać ze straciłam do niego szacunek, że wydaje mi się, że jest dupkiem, ze patrzę na niego i widzę małego niedojrzałego egoistycznego chłopczyka. Tak to wszystko. Gdy opadły moje emocje (chodz pewnie jeszcze nie całkiem) spojrzałam na niego i nie umiem w nim znależć tego człowieka z przed paru miesięcy. Tego którego podziwiałam, kochałm, szanowałam, o którego się bałam.
    Dziś np. wcale nie chce mi się go kontrolować, chodz nie do końca jest mi obojętne co robi (nie mam zamiaru być już jego idiotką) autentycznie tak sobie my ślę, że jeśli kłamie to i tak to wyjdzie, a wtedy czuje po sobie, że nie będę mieć z nim już ani pół słówka do rozmowy.

    Bardzo go kochałam i w sumie chodz dziś widzę, że nie tak to powinno wyglądać jak było kiedyś, pasował mi ten układ. Kochałam go, zawsze tęskniłam, szykowałam obiadki i byłam szczęśliwa jak już był w domku, ze mną i starszą córcią. Uwielbiałam wspólne wyjazdy, radość córci z taty itp.

    A dziś nie umiem sobie juz tego wyobrazić.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-17, 17:23:24               Odpowiedz

    Felko
    czy to jest tak, że po takich przejściach do niczego ważnego/wartościowego nie można się już odwołać?

    Tak skromnym moim zdaniem, można się odwołać. Tylko to odwołanie potrzebuje naszej wewnętrznej zgody. Naszego wewnętrznego odzewu. Czyli to mi przysługuje podjęcie decyzji odnośnie wyboru sposobu postępowania.

    Co do przejść. Jak można rozumieć te przejścia ? Czy masz na myśli tylko zewnętrzne obrazy, czy chodziło tobie o zmiany wewnętrzne ?

    Pozdrawiam.

    Ewo . Zgadzam się. Wszystko w umiarze, ale bardziej interesowało mnie , czego może Meg oczekiwać na podstawie swoich doświadczeń.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: felka4   Data: 2009-05-17, 16:59:23               Odpowiedz

    O związku między jedną a drugą miłością to ja piszę niemal nieustannie :) to mój konik, pierwszy raz rok temu jeśli to cię naprawdę interesuje http://www.psychologia.net.pl/forum.php?level=40996&post=40996&sortuj=

    Ale co do Meg, to ja tu nie o tym, tylko jakoś mi smutno teraz że tak walczyła, a teraz oprócz zimna nic nie czuje do niego, jakby uważała że nie ma czego tu ratować, że wszystko zawsze i tak było bez sensu?

    To tylko moja ciekawość: czy to faktycznie taki etap przejściowy odreagowania, czy może znaczy to że miłości tak właściwie nigdy nie było? ( mój ostatni konik- miłość wynikająca z poznania wartości podmiotu :), czy było tylko złudzenie-mit o miłości? bo gdzie jest teraz wartość tego człowieka- sens jego roli w życiu Meg ? ... czy to jest tak, że po takich przejściach do niczego ważnego/wartościowego nie można się już odwołać?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-17, 16:56:33               Odpowiedz

    Jeśli nie umiesz kochać siebie, nie będziesz umiał kochać naprawdę, bez egoizmu i bez dawania zbyt wiele. Bo w jedną ani w drugą stronę nie warto przeginać.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-17, 16:35:43               Odpowiedz

    Felko!
    Że się tak wtrącę jak "filip z konopi".

    Rozwiń proszę ten związek miłości do siebie. Jaki ona ma wpływ na kochanie innych osób ?

    Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: felka4   Data: 2009-05-17, 16:30:02               Odpowiedz

    Czy ty go w ogóle kochałaś Meg?
    (bo że nie kochałaś siebie to wiemy , i ty to już wiesz, ale ta cała reszta o którą walczyłaś, czy to miało coś wspólnego z twoją miłością do tego mężczyzny?)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-17, 14:00:04               Odpowiedz

    Na pewno doprowadzi do zmian. Nie wiem w którą stronę. Na razie zmiany zaszły w Tobie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-17, 08:07:30               Odpowiedz

    Dziękuję za odp. U mnie. Hmmm. Ciężko pisać. Wciąż myślę i wyciagam wnioski. On jest. Stara się. Ale między nami jest cisza (autentyczna - mozna by było policzyć na palcach jednej ręki zdania wypowiedziane między nami w ciągu dnia). Generalnie nie mam ochoty na nic co jest z nim związane. Sama jestem w szoku bo przez 8 lat mojego małżeństwa nie miałam chwili aby powiedzieć sobie, mam to gdzieś jak mu się nie podoba to jego problem.
    Nie wiem do czego to doprowadzi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-16, 17:37:24               Odpowiedz

    Twój list Meg jest tym o czym pisałam, gdy pytałaś jak to będziesz inną kobietą. Właśnie taką. Świadomą. I niezależnie czy Wam sie uda czy nie, to Ty już teraz jesteś wygrana. Każda z nas powinna to przeczytać zanim się z kimś zwiąże. Dlaczego zatraciłam siebie? Dlaczego tylko on i on? Prawie wszystkie popełniamy ten błąd. Kochamy za bardzo. Albo po prostu kochamy głupio. I tak potem na tym wychodzimy.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-05-14, 17:52:50               Odpowiedz

    Jeśli wrócił do Was,to niech się stara,niech pokaże,że mu zależy.Nie możesz po tyg.powiedzieć,że już wszystko jest ok.
    Kiedyś przestanie boleć,nawet nie będziesz się codziennie zastanawiać,czy jest uczciwy,czy Cię nie oszukuje,itd.Ale do tego potrzebny jest czas.A on nie może wymagać,że już ma być ok.
    I tak na przyszłość to czasami lepiej się posprzeczać i oczyścić atmosferę,niż wszystko "zamiatać pod dywan".

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-05-14, 13:40:12               Odpowiedz

    nic tak mnie nie cieszy jak świadoma mysląca kobieta megi...umysł jest nieograniczony pomiesci tyle refleksji że aż...:))))dobrze że przyszedl czas na dumanie a potem na wyciaganie wniosków...podsumowania rozliczenia robienie bilansów...abu tak dalej...:)...to najwazniejsze dostrzec to co sie samemu sobie zabrało...pamietaj tylko zeby nie realizowac siebie jak z motyka na słońce w karze za to że tyle lat nie realizowałas siebei to teraz mu pokarzesz...pamietaj zeby mies dobra motywacje a nie kierowana chćecia zemsty i odegrania się...

    a że nie możesz z nim gadac i na niego patrzec...w slowotoku tego watku pisłam ze po jego powrocie czeka was dopiero cięzka praca...bo to chyba wygląda tak że dostalas ciastko jak chciałaś a teraz nie za bardzo wiesz co z tym ciastkiem zrobic bo w sumie nie wiesz jak je teraz ugryżć o spróbowaniu nie wspomne bo ci za bardzo nie samkuje i cie mdli na sam widok...spokojnie masz czas...

    piszesz ze nei umiesz rozmawiac...a co? dziwisz sie sobie bo ja wcale...teraz opadaja emocje...jak opadna na dno to sie na tym dnie zrobo szlam i mielizna...wtedy będziesz gotowa na rozmowy i podejmowanie koleknych decyzji stawianie warunkow mówieniu o oczekiwanioach żadania zadoścuczynień...

    że wam nerwy puszczają a co myśłalaś ze cud miód bedzie teraz...jesteście jak potluczony wazon...bedzie trzeba pozbierac kawałeczki i posklejac dokładnie pewnei wyjdzie jakas pokraka ale nowy twór tez może byc piękny wyjątkowy sklejony przez was wspólnymi silami i dla was...na razie jak nie możesz nie zbieraj na sile i na szybko potuczonych kawałków bo tylko rece poranisz...spokojnie...

    może to teraz będzie czas na terapie malżęńską...ni epoddawaj się...a nawet jesli znowu zmienisz zdanie ...cóz tylko krowa zdania nie zmienia!:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-14, 12:29:27               Odpowiedz

    Zastanawiam się jak to się stało, że tak spasowałam w życiu, że podporzątkowałam się.

    Analizuję moje małżeństwo, było ok. Nie kłóciliśmy się, wydawało się, że szanujemy. Czułam się kochana, piękna, młoda.

    Dziś zastanawiam się czy brak kłótni to nie było to, że ja tak poprostu postępowałam aby było ok, aby nie było powodów do awantur.

    Zawsze byłam w domu. Zawsze był porządeczek, obiadek, dziecko zadbane, zaprowadzone na zajęcia dodatkowe, poprane, porasowane itp.

    Stwierdzam, że tak naprawdę podporzątkowałam się powoli z czasem uzalezniłam i zatraciłam siebie.

    Dziewczynę która potrafiła walczyć.

    A przecież on nie jest jedyny na świecie, przecież on to nie koniec świata.

    Ale co z tego - wciąż boję się bólu.

    Zastanawiam się czy gdyby coś - to nie zaboli jeszcze bardziej? bardziej bardziej???


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-14, 12:20:51               Odpowiedz

    Dni lecą.

    Powiem tak jak patrzę na niego na to co robi - jest przy dzieciach. Czasami mam wrazenie, że jest tak blisko przy starszej jak kiedyś. Że z zafascynowaniem mówi o jej osiągnięciach, o rzeczach dnia codziennego.

    Byłam chora. Opiekowała się dziećmi. Wzioł urlop abym mogła odpocząć.

    Ja jestem bardzo agresywna. Zaczepam go. Nie pozwalam się zbliżyć. Jak dochodzi do wymiany zdań jestem bardzo niemiła potrafię powiedzieć, że jak chce to wypad, że zostałam z nim tylko dla dzieci.

    On chciałby aby było inaczej, tak mówi. Typu że mogłabym być trochę milsza, żeebym dała nam szanse, ale ale w mojej wymianie słów, zatrzutów, wypominek tez potrafi powiedzieć coś niemiłego. Jak go atakuję o komputer, telefon, delegację tez potrafi powiedzieć , że ma dosyć.
    Oczywiście ja wtedy odpowiedam droga wolna.

    I to jest bezsensu.
    Nie potrafię z nim rozmawiać, nawet zbytnio na niego patrzeć.

    Ale mam tez w sobie strach, przed kolejnym bólem.
    Prawda jest taka, że dziś nie mam za grosz zaufania. Dopiero gdy wrócił zdałam sobie sprawę, że nie wierzę w ani jedno jego słowo. I co z tego, że już jej nie broni, że o niej nie mówi, że jest inny niż przez ostatnie 4 miesiące.

    Nieufam.

    Do tego zdaję sobie sprawę, że pozwoliłam wrócić i tak naprawdę nieposzanowałam samej siebie.
    Czy on az tak bardzo o mnie walczył. Dziś stwierdzam, że nie na tyle abym czuła z tego jakś satysfakcję.

    Tak dziś wiem i chcę żyć inaczej. Chcę żyć dla siebie. Zaczełam robić rzeczy dla mnie, ale w tym wszystkim nie umiem się pogodzić z zyciem takim, że ja dla siebie a on obok. I nie chodzi o jego zachowanie, ale o to jak chciałam kiedyś aby wyglądało moje życie. Wiem, że wiele małżeństw tak żyje. Ale zastanawiam się czy ja tak chcę.

    Dziś widzę wiele swoich błędów. Nie wiem dlaczego zrezygnowałam ze swojej kariery, dlaczego tylko dom i on dom i on. Nie wychodziłam z koleżankami, nie jeżdziałam na imprezy integracyjne mając zaproszenia, dlaczego o wszystkim mu mówiłam, dlaczego prosiłam o miły gest, dlaczego nie miałam swojego życia tylko wszystko on i on. Naprawdę zastanawiam się dlaczego tak się stało.

    Kiedyś byłam bardziej waleczna, dbałam o swoje, a z czasem stałam się przy nim głupią gąską uzaleznioną od niego.







  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-12, 16:31:11               Odpowiedz

    Dziękuję za te słowa.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-10, 23:17:03               Odpowiedz

    Meg.
    Zobacz jak to jest.
    Przed burzą jest względny spokój.
    Nadchodzi burza, potem szaleje. A po burzy ?
    Po burzy przychodzi spokój. A jak jest spokojnie to zaczynamy się czuć zmęczeni tymi wszystkimi emocjami które grały w nas podczas burzy.
    Po burzy świat pięknieje , jest taki inny, wyrazisty w swej czystości, pozbawiony tych brudów ,które tak do niego przylgnęły.
    Ta zmiana postrzegania świata nas zaciekawia, irytuje, przyprawia o złość, niekiedy cieszy.
    Tyle przeżyłaś już burz, to i po tej się pozbierasz. Bo to była nawałnica.
    Życzę tobie , żebyś z tego wyszła wzmocniona i wiedziała zawsze , że w życiu jak i na drodze obowiązuje "zasada ograniczonego zaufania".

    Pozdrawiam. Jesteśmy i czekamy na ciebie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-10, 11:16:02               Odpowiedz

    Absolutnie nie jesteś przegrana Meg.. a sam fakt, że tak piszesz oznacza że się zmieniłaś, dojrzałaś troszkę, stawiasz na siebie...

    i bardzo dobrze.. przyjdzie moment siły a wtedy zrobisz co zrobisz i powiesz - Wybieram siebie i przyszłe życie z kimś uczciwym i tego wartym...

    pisz kochana, będzie ci lżej do tego dojrzeć, na to potrzebny jest kawałek czasu - ja liczę w miesiącach

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-09, 11:40:09               Odpowiedz

    Pamiętaj, myśl o sobie i o dzieciach. Dbaj o siebie, jedz. To co teraz czujesz jest normalne. Jest taka ładna pogoda. Wybierz się gdzieś z przyjaciółką albo z mamą i z dzieciakami gdzieś nad wodę, albo na lody. Zrób sobie chwilę przerwy. Napisałam i ja i kropka, ze potrzeba dużo czasu. Na to zebys się stała silna też. I pamiętaj, nie jesteś przegrana.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-09, 10:20:22               Odpowiedz

    Nie wstydzę się przyznać.

    WCALE nie czuję się silna.

    wręcz przeciwnie - przegrana

    Mam coś takiego w sobie co rozdrapuje, zadaje pytania, wyrzuca...

    I wcale nie jest łatwo ...

    nie jest fanie ...

    nie jest miło ...

    jest beznadziejne!

    a to ze on sie stara wcale sie nie liczy

    bo równie dobrze moze sie starac i u mnie i u niej

    dziś nie ufam nie ufam nie wierze.

    I myślę, że zawsze można by było bardziej się starać.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-05-08, 12:46:48               Odpowiedz

    nie wiem ...nie zdradził mnie nikt nigdy ...póki co...:) ale myśle Meg że musisz sobie uświadomić i pewnie zaczniesz tak jak mowilam w którymś poście ale pewnie w rzece wynurzeń umknął...że teraz was dopiero czeka katorżnicza praca nad wami i wasza rodziną...nie masz z nim o czym rozmawiać...no jest to jakas metoda jedna z wielu pt zapomnijmy żyjmy dalej nie wracajmy do tego...ale jako ofiara zdrady daleko na tym nie pojedziesz...ofiara uważam musi miec prawo żądac zadośćuczynienia...żądac rozmow placzów krzyków i pytania dlaczego? nawet jesli wie zże nei uzyska odpowiedzi bo odpowiedzia jest każdy kolejkny dzień jego postępowania i to ty dopiero uznac masz prawo kiedy powiesz sobie i jemu WYBACZAM NAM...
    na bliskośc dwojga ludzi skąłda sie wiele czynników ...namiętnośc u was zbrukana dotykiem innej kobiety...zaufanie nadwyręzone jego kłamstwami....swoboda czucia się w swoim wzajemnym towarzystwie gdzie u was siekiera wisi żalu złości i rozczarowania...

    musi minąc czas duuuużo czasu...z jakiegos powodu wrócił ...z jakiegos powodu ty na to przytałaś...te powody trzeba sobie uświadomic jesli ni ewierzymy w motywacje partnera to uwierzmy w swoja własną dlaczego chciałamżeby wrócil po co walczyłam ....? jesli jestes szczera w swoich odpowiedziach to trzymaj sie ich jako swojej busoli i wyznacznika do dalszego działania ...jesli si eokarze że spanikowałas ze to jednak bład że nie chcesz go juz teraz na ten moment albo jednak nie chcesz go wcale...to tez masz do tego prawo ...prawo do niegadania nie patrzenia na niego prawo do powiedzenia mu ...nieststy nie dam rady nie umiem ci wybaczyc przestalam czuc do ciebie cokolwiek co mogloby nas spoic na nowo ...pomylilam się chce spokoju chće izolacji chce samotności ...tez masz prawo mówic ze musisz sobie wszystko przemyslec zupełnia jak on gdy z tego prawa korzystal całkiem niedawno...nie poradzisz nic na to co czujesz i na to że nie czujesz...bez poczucia winy bez wstydu bez strachu...przyglądaj sie sobie a reszta sama sie zdarzy...wiesz jak rzeka czy myslisz że musi sie wysilac żeby plynąć?:) i pamietaj że każda decyzja jest dobra na chwile jaj podejmowania nawet jesli potem z=bieramy jej konsekwencjealbo ją zmieniamy i podejmujemy inna pewnie też najlepsza z możliwych...powodzenia

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-08, 12:17:59               Odpowiedz

    Ja nie chcę polemizować. Powiedziałam tylko swoje zdanie. To oczywiście obrzydliwe świadomie krzywdzić innych ludzi. Myślę też, że musimy rozgraniczyć skok w bok, który nie ma znaczenia dla nikogo, od miłości, o której tutaj mówią mężowie. Oni nie chcą już swoich żon, czyli nie chodzi tu już tylko o seks, bo oni zostawiają swoje dzieci żeby wiązać się z inną kobietą.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: venus1979   Data: 2009-05-08, 11:51:48               Odpowiedz

    Kto zawiodl to zawiodl,ale nie mozna usprawiedliwiac tez kobiet,ktore sa kochankami. I patrzac na nasza nature potrafia byc wiekszymi zmijami niz mezczyzni.
    Tak naprawde nawet na tym forum znajdziesz takie,ktore sie pchaja zonatym do lozka i potrafia napisac wiem ze krzywdze ale dobrze mi z tym. Egoizm...
    Nie wszystkie oczywiscie takie sa,ale nie usprawiedliwiajmy tych,ktore robia to swiadomie i maja w dupie czy cierpia dzieci czy cierpi zona,bo dla nich liczy sie ze zdobyly faceta,ktorego chcialy.
    Z tego co wiem kochanka meza MEG wiedziala po jakims czasie ze ma on rodzine, a jednak nie przeszkadzalo mu przyjac go ponownie pod swoje skrzydla.
    Nic nie dzieje sie jednak bez przyczyny to racja.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-08, 11:39:01               Odpowiedz

    Meg, to co napisałaś mówi właśnie o tym jak bardzo się zmieniasz. Jeszcze niedawno tylko ON był najważniejszy. W zasadzie dla niego żyłaś. Dziś nagle zobaczyłaś, że też jesteś ważna. Nie zastanawiasz się jakie ciasto lubi najbardziej i nie ślęczysz nad piekarnikiem, tylko idziesz na solarium albo do koleżanki. Niedługo znów staniesz przy piekarniku, ale dlatego, że Twoje dziewczynki lubią babkę czekoladową, albo do Ciebie ma wpaść koleżanka. Nie będziesz musiała uciekać z domu (teraz to niestety ucieczki), wystarczy że poczujesz się w tym domu na właściwym miejscu, że z przyjemnością sięgniesz do książek Funny Flag (ostatnio wydała kolejną fantastyczną powieść) i będziesz miała w dupie czy mu sie to podoba czy nie. Może dobrze, że on jednak wrócił? Gdyby nie to może nigdy byś tego nie poczuła? Jedna z dziewczyn napisała: nic nie dzieje się bez przyczyny. Mądre słowa. Dlaczego chciałaś żeby wrócił? Bo tak bardzo skopał Twoje poczucie wartości, że chciałaś poczuć, że pokonałaś tamtą kobietę, że wcale nie jesteś gorsza. Dlatego do niej dzwoniłaś. Chciałaś się poczuć ważniejsza. Chciałaś odbudować swoje poczucie wartości. To zrozumiałe. Pokazałaś. Wygrałaś. Co z tego, skoro masz w głowie słowa, że zostaje z Tobą dla dzieci? Nawet gdyby codziennie mówił jak bardzo Cię kocha, teraz nie potrafisz uwierzyć. Czemu zbierałaś te wszystkie informacje na jej temat? Bo chciałaś zobaczyć jakąś skazę. Meg, powiem coś za co pewnie mi się dostanie na tym forum, ale to nie ona Cię zdradziła, tylko on. To on Cię skrzywdził. Nie uznaję prymitywnego określenia "jak suka nie da to pies nie weźmie". Gówno prawa. Przecież nie wiesz co on powiedział jej o waszym związku, co powiedział o Tobie. Nie usprawiedliwiam nikogo, ale pomyje wylewane przez Was wszystkich na tamtą, to wylewanie swojej frustracji i żalu, że ci niedojrzali faceci nie potrafili Was docenić, tak jak na to zasługujecie. To tylko mechanizm obronny. Myślicie, ze komuś rozwaliłam małżeństwo. Nie, nie i jeszcze raz nie! Ale jestem obiektywna. To nasi faceci nas zawiedli, a nie jakieś obce baby, których nawet nie znamy. Jeśli alkoholik idzie znowu z kolegami na piwo, to winicie jego czy jego kolegów? Pytasz Meg jaką będziesz kobietą. Silną, uśmiechniętą, szczęśliwą i twardą. I pewnie do końca życia będziesz się bać, że znowu ktoś Cie oszuka, ale już na pewno nie będziesz prosić o miłość. Po prostu będziesz wiedziała, że na nią zasługujesz.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-08, 10:33:37               Odpowiedz

    szkoda, że dopiero jak wrócił to zobaczyłam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-08, 10:26:56               Odpowiedz

    aniu - jaką stanę się kobietą?

    U mnie - powiem tak nie spodziewałam się tego co zastanę po tym co było.
    On wrócił. Stara się tzn. jest miły, powiedział, że naprawdę załuje tego co zrobił, pomaga /a właściwie wykonuje swoje obowiązki przy dzieciach.

    Ja - nie umiem na niego patrzeć, nie dopuszczam do siebie, w większości dni on wraca z pracy ja wychodzę (do koleżanki, na solarium, na zakupy), wieczór - idę spać z dziećmi bo nie mam nie mam nie mam o czym z nim rozmawiać.

    Dziś załuję, że wrócił. Dlatego, że nie potrafię na niego patrzeć, nie fam mu, nie mam o czym z nim rozmawiać, nie chce mi się nic - co się z nim wiąże.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: takasobie   Data: 2009-05-08, 09:50:16               Odpowiedz

    Można tak po prostu przestać kochać, ale nie od razu. To nie stało sie tak nagle, musiało trwać już trochę dłużej i to jeszcze przed wyjazdem Twojego męża, ale albo tego nie zauważałaś, albo nie chciałaś zauważać. Ja przestałam kochać swojego partnera, zakochałam się w kimś innym, ale nie odeszłam, bo jestem podła. Bo boje się, że mi nie wyjdzie i jestem pieprzoną egoistką. Chcę miec w razie czego jakieś zabezpieczenie, a przecież go okłamuję. On tak żyje w pełni nieświadom, a przecież mogłabym dać mu wolność, szansę na ułożenie życia od nowa, ale tego nie robię, a on się łudzi. Twój mąż wykazał się dużą odwagą, że odszedł, wbrew pozorom okazał szacunek do Twoich uczuć. Jego, już się nie zmienią, zakochał się i już i to nieważne czy się tylko zauroczył czy nie. Skoro podoba mu się inna kobieta, znaczy że i tak cię nie kocha. Wniosek z tego, ze lepiej że tak się stało, niż miałby Cię okłamywać. Zastanów się, czy wolisz pozostac na swoim miejscu, czy być na miejscu mojego partnera?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-05-07, 21:45:30               Odpowiedz

    21.40 ... kolejny wieczór... on na górze ja na dole. .. wymiana kilku dokładnie 2 zdan o tyle ... czy tak to ma byc ... jak pomysle o weekendzie to robi mi sie słabo ... moze i powinnam pierwsza podejsc ale do tej pory tak było i nie dostawałam nic w zamian, ani jednego słowa ani gestu nic ... a to boli jeszcze bardziej ... jestem bardzo nieszcześliwa bardzo ... jak on moze przeciez wie co czuje i czego pragne a jest taki zimny taki odległy, niby jest i jest z nami wiem ze z nia nie ma zadnego kontaktu to dlaczego nie mozemy byc razem tak normalnie ... chyba ze mnie za duza idealistka ... ile musze jeszcze dostac strzałów abu odwazyc sie na ten krok ?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-07, 20:37:34               Odpowiedz

    Tak Aniu masz rację to dokładnie tak jak schemat w podręczniku. Jednak moim zdaniem nie pozwolić się krzywdzić, a dać szansę rodzinie to dwie różne sprawy, aby to się udało trzeba postawić wyraźne, nieprzekraczalne granice i szanować siebie. Nie zgadzać się na nic dla tzw świętego spokoju bo go i tak nie będzie. To dobrze, że możesz sobie powiedzieć "to była dobra decyzja". Twoje dzieci powinny być dumne z takiej mamy. Jeśli chodzi o solidarność kobiet to w takim miejscu jest ta solidarność, ale brakuje jej w życiu codziennym. Można to określić " Nie zrozumie głodnego syty bo ich różnią apetyty" Chodzi mi o to, że dla bardzo wielu kobiet nie ma znaczenia fakt, że rozbija czyjąś rodzinę byle by jej było dobrze. Tu przydałaby się kobieca solidarność. Moim zdanie Meg postąpiła tak jak mogła gdyby była gotowa na inną decyzję to by ją podjęła. JG poleciła na tym forum kila ciekawych książek. Przeczytałam jedną z nich. Ta książka pomaga mi zmienić siebie na tyle, żeby nie dać się zranić i głośno mówić czego chcę. JG to wspaniała kobieta i gdyby takie kobiety były faceci nie mieliby z kim zdradzać. Mam nadzieję, że wszystko jej się poukładał i że jest szczęśliwa. Pewne jest jedno są momenty, że to forum pociesz, ale są też momenty, że przygnębia. Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: ania7   Data: 2009-05-07, 12:11:14               Odpowiedz

    Dziewczyny, czytam ten wątek już drugi dzień, aż mnie kręgosłup rozbolał. Trochę z ciekawości, trochę z zawodowego zboczenia (jestem dziennikarzem). Poruszyłyście mnie. Nie dlatego, że macie problemy, z którymi sobie radzicie, bo ja też nieźle od życia dostałam, ale dlatego, że wszystkie te historie są jak schemat z podręcznika. Tylko każda w innym czasie dochodziła do wniosku, że nie pozwoli sie krzywdzić. Ja od 10 lat jestem sama. Samotnie wychowałam troje dzieci, wyniosłam się wraz z małymi jeszcze dziećmi z mojego własnego domu zostawiając wszystko, nawet moje ubrania. Cholera, jak było ciężko. Bywało, że jadły tylko dzieci, bo nie było pieniędzy. Ale ani jednego dnia nie żałowałam swojej decyzji. U mnie nie było problemu zdrad (tzn. były, ale w porównaniu z resztą, były drobnostką). U mnie była przemoc. Bicie i poniżanie. Odeszłam.
    Dziś dzieci dorosły. Może niedługo będę mogła powiedzieć, że wychowałam ich na porządnych ludzi?
    Poruszyło mnie jeszcze jedno. Solidarność kobiet. Zrozumienie. Wsparcie.
    Dlatego ja nie oceniam MEG. Ani źle ani dobrze. Ja też radziłabym jej wyrzucić drania, bo szarga jej uczucia, gra na emocjach. Ale to jej życie i sama musi je przeżyć. Byleby nie została teraz sama. Nie krzyczcie na nią. Po prostu przy niej bądźcie, niezależnie czy ten dupek ja zostawi, czy nie. MEG za parę tygodni będzie inną kobietą. Zobaczycie...
    Bardzo chciałabym dowiedzieć się co u Kaji. Skoro tu nie zagląda, to pewnie się udało. A może boi się powiedzieć, że jest inaczej? Ona też zmieniała się na naszych oczach. Kaju, odezwij się.
    A JG? Czemu dziewczyny nie widzicie, że Ona też Was potrzebuje? Wszystkich wspiera, a czy ktokolwiek zapytał czy Ona jest szczęśliwa? Albo, czemu nie...
    Myślę, że jestem od Was wszystkich starsza, mam prawie dorosłe dzieci, ciężko chorowałam, byłam zarówno zdradzana, jak i byłam przez chwilę czyjąś kochanką (tak, tak...) i być może dlatego wiem co czujecie. Jesteście super, dziewczyny.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-05-07, 11:25:21               Odpowiedz

    dziękuje za link :) czytałam ...
    jesteśmy dal siebi uprzejmi ale nic więcej jakby każde bało się zrobic jakiś krok ... czuje się dziwnie... niby zadzwonił ze bedzie później w domu (pierwszy raz), zawiózł mnie do koleżanki i odebrał, zarezerwował miejsce w knajpie też dla mnie ... ale boję się. Mnie to cieszy i widzę te drobne gesty ... tylko jak znów ja się otworzę zacznę okazywac uczucia itd to będę bardziej cierpiec... nie wiem co mam robic i co myślec...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-05-06, 11:02:18               Odpowiedz

    http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,1626405.html

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-05-05, 14:44:53               Odpowiedz

    Witam, ja tez przyjełam wrecz błagałam mojego meża o szanse dla nas. Czy żałuję... czasami tak. Ale do rozstania nie byłam i nie jestem jeszcze gotowa. Powiedziałam sobie ze wykorzystam wszystkie szanse i mozliwosc ratowania tego zwiazku aby nigdy nie zastanawiac sie czy dobrze zrobiłam. Mam za sobą fatalny weekend i powinnam sie spakowac i pojsc z dziecmi w jasna cholere ale tez czuje sie winna wiec dalej probuje. Nie wiem ile jeszcze musze usłyszec czy dostac kopniaków w tyłek moze jestem chora ale wciaz go kocham i tak bym chciała aby było znów dobrze. Do decyzji dojrzewam, sparwdzam u prawnika swoja sytuacje, rozmawiam z psychologiem ... Trzymam kciuki za MEG. Jej chociaz sie kaja i stara sie ... i zazdroszcze jej chociaz tego ... moj nawet mnie nie przeprosił.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: zelda   Data: 2009-05-05, 14:41:59               Odpowiedz

    Meg, bez względu na wszystko trzymam za ciebie kciuki, rozumiem doskonale, dlaczego walczysz również o materialne zabezpieczenie, byłaś w tym szczera, a nie każdy by się do tego przyznał z obawy o posądzenie o materializm. Ty i tak zostałaś o to posądzona, cóż, mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy. A przy dwojgu dzieciach trzeba robić je codziennie. Nazwałabym to raczej odpowiedzialnością i rozsądkiem, a nie materializmem.

    Proszę cię tylko pisz nadal co u ciebie słychać, jaka sytuacja, nie przejmuj się, że cię ktoś tutaj potępi. Emocje opadną, tak naprawdę przecież wszyscy dobrze ci życzymy. Każdy wybiera swoją drogę, bo każda sytuacja, każdy człowiek jest inny.
    dużo siły życzę

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-05-05, 10:12:08               Odpowiedz

    Ktoś kiedyś powiedział, że "wybaczać nie oznacza: zapomnieć, zrozumieć, zbagatelizować krzywdy,znów zaufać, zrobić niezasłużony prezent sprawcy krzywdy, zrezygnować ze sprawiedliwej kary i z obrony przed ponownymi krzywdami. Wybaczać oznacza: zrezygnować z pielęgnowania urazy, pogodzić się z tym, że nie będzie rekompensaty, zrezygnować z zemsty (w tym karaniu samego siebie), pogodzić się z miejscem w życiu, w którym się jest teraz." Meg, tego Ci życzę. Napisz później jak sobie radzisz. Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-05-05, 08:09:21               Odpowiedz

    język i opinia iście rynsztokowa ...przepraszam za dosadnośc ale wpisy o dziwkach szmatach bezdennie durnych wypowioedziach....każdy ma prawo do swojej opinii i daleko mi od dulszczyzny ale czy nei można z większym szacunkiem...dla delikatniejszych słabszych niedoświadczonych innych ? niż my sami...po co ten język nie na poziomie wszystkich którzy tu piszemy?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-05-05, 08:04:45               Odpowiedz

    kolejny watek przemieniony siła rozpędu w paplaninę moherową zgorzkniałych sfrustrowanych ale zawsze najmądrzejszych nas....jak stare dzisady na ławce w parku karmiący gołębie splesniałym chlebemi gadający o tym co uda sie jeszcze pojąc alzheimerowym umyslem...a ktos tu sie ze mnie ironicznie smiał że bruk i ridź i sali spectra (owszem oglądam jak pije gorąca herbate u mojej babci...oglądamy razem i popijamy heerbatke z pigwą:) życie to moda na sukces...a raczej w polskim wydaniu moda na narzekanie...dlaczego nikt nie zachęca meg do boju...? przychodzi taki moment w wątku że trzeba na autora machnac ręką bo nie słucha bo nie dociera bo robi swoje bo kocha albo sie boi bo wie ze wkąłda ręke w ogień alboo tapla sie w tehj samej rzece ...ale skoro w niej siedzi może sobie darujmy...NIEEEEEE UDDAAAAAA SIĘĘĘĘĘ...może trzeba dać rękawki do pływania i pilnować żeby nie utonął...a tu jakbykażdy był sfrustrowany że nie izostał posłuchany...

    akurat wiem co to znaczy mieszkac samej na szczescie ja pracuję ale zostala mi jedna wypłata a nie dwie ...niesprawiedliwie nazywa si emeg materialistka ...dwójka dzieci jedno w szkole drugie w wózku ...czego sie spodziewamy że pójdzie do korporacji od przyszłego poniedziałku zarabiac gruba mamonę...realizm rzeczywistości jest żałosny...

    zrobiłas co zrobiłas meg...slepo i może naiwnie ...pamiętaj żeby szanowac sama siebie...bo człowiek zostaje sam z odbiciem w lustrze...i nie żałuj niczego bo to prowadzi do goryczy...każda decyzja jest najlepsza na chwile jej podejmowania ...a potem...? a potem trzeba kombinowac i czekac na kolejna jeszcze lepsza od tej poprzedniej...:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-05-05, 07:39:57               Odpowiedz

    Meg,nie wchodź,nie czytaj wypowiedzi,bo tylko będziesz się nakręcać.Chcesz spróbować?Spróbuj.Żadna z nas piszących tu nie poniesie konsekwencji twoich czynów.Natomiast za kilka miesięcy wejdź i zobacz czy miałyśmy rację,czy też się myliłyśmy.
    Mimo wszystko powodzenia i nie daj się.
    :-)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-05-04, 23:05:33               Odpowiedz

    JG Ty jak zawsze prosto z mostu - ale masz rację. Jeżeli on teraz kocha dwie kobiety to może zanajdzie też jakieś kolejne do kochania. Dałam mu już tyle szans a on i tak zdecydował, że zamieszka z nią. Myślę, że pewnie kiedyś będzie tego żałował no i przede wszystkim sam się już ukarał - nie mieszka z nami, córka oczywiscie cieszy się jak on przychodzi ale nie jest juz z nim tak zżyta jak dawniej, nie maja juz tego kontaktu. Sam z tego zrezygnował a czy może być większa kara dla ojca jak patrzenie jak jego ukochana córeczka się od niego oddala, nie uczestniczyć w jej codziennym życiu, jej problemach i radościach? Nie wspierać jej każdego dnia, nie patrzeć jak rośnie i się zmienia?

    Ja tak jak Meg myślam, że nie dam rady, pewnie, że mam lepsze i gorsze dni, jest mi ciężko i strasznie boli, ciągle o nim myślę, no i ciągle go kocham. Ale ten mężczyzna, który teraz przychodzi do mojego domu to nie jest już mój mąż - to ktoś kogo nie znam, kto jak pisze JG wyrzucił rodzinę do śmietnika dla swojego własnego "dobra".

    JG jeszcze raz dziękuję i wcale nie mam juz dość twoich wpisów. Jak zaczęła się moja historia pierwsza napisałaś olej go i wywal z domu - pomyslałam wtedy, że nie po to tutaj piszę, żeby mi ktoś takie rozwiazanie doradzał. Potrzebowałam czasu i choć niektórzy mówią, że te półtora miesiąca to jeszcze za krótko, że za bardzo się śpieszę ale z każdym dniem jestem o krok dalej.
    Meg myslisz, że łatwiej byłoby podjąć Tobie decyzję, gdyby on się wyprowadził do niej - myslę, że wcale nie byłoby łatwiej byłabyś po prostu bardziej zła i rozgoryczona, ale gdyby chciał wrócić to też bys go przyjęła. Myśl o sobie i tym czy z nim właśnie widzisz swoje dalsze życie.

    Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: 4lapy   Data: 2009-05-04, 22:37:57               Odpowiedz

    MEG podjelas juz decyzje, on wrocil teraz nic innego ci nie pozostaje jak zapomniec o tym co sie stalo i starac sie mu zaufac. A czy slusznie zrobilas czy nie to czas pokaze. Jesli chcialas zeby wrocil i to sie stalo to teraz musisz budowac z nim na nowo to co zsotalo zniszczone. Wiec nie zastanawiaj sie czy wrocil bo kocha czy nie mial gdzie mieszkac bo to ci nie pomaga,a reszta i tak wyjdzie w praniu. Zaufalas, przygarnelas to zyj tak jakby mialobyc dobrze, bo taka tez decyzje podjelas. Mysl pozytywnie.Nie wybiegaj w przyszlosc ( ja tez mam roznne doswiadczenia, ale nie radze wybiegac ci myslami daleko do przodu i widziec juz jego kolejna zdrade, jakies oszustwo i rozstanie, bo NIKT nie wie tak naprawde jak bedzie. A ty swoimi podejrzeniami siebie pograzasz i wam tez nie dajesz szansy, jak powiedzialas A musisz powiedziec B :) Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: felka4   Data: 2009-05-04, 21:43:32               Odpowiedz

    Meg, wiesz że nie musisz się tłumaczyć po kilka razy :) dlaczego postąpiłaś tak a nie inaczej?, zrobiłaś co w danej chwili uznałaś za stosowne, i tyle, resztę napisze życie.
    Myślę, że nie było w tobie dość nienawiści, gniewu, jaki widzę u innych tu radzących, bo to gniew zabija lęk, pomaga odejść/wyrzucać? i ty byłaś przez chwilę silna nienawiścią, ale nie wiem czy to o taką siłę w życiu chodzi
    I moja uwaga: nie masz nienawiści-ale masz złość, i nie pozwól jej na kąsanie wieczne, na warkot, na plucie, na jad, na pokusę zobaczenia męza na kolanach, nie staniesz się szczęśliwsza i lepsza przez nazywanie jej zdzirą a jego łajdakiem, ustal czy jest on dla ciebie wartością, jeśli jest- traktuj jak wartość, bo nic nie zbudujesz nowego. To oczywiście nie znaczy że nie możesz stawiać granic, warunków, wymagać.. czytaj listy Kai, ona nie koncentrowała się o ile się nie mylę na tym co złe, pozwoliła na nowy klimat, bo jeśli powiedziałaś "a" to trzeba będzie iść do "b", a nie się cofać, i dręczyć teraz ? no i koncentracja na sobie wreszcie a nie na nim, budowanie na sobie a nie na nim, by znów wszystko nie odeszło wraz z nim, odpukać..

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-04, 21:10:19               Odpowiedz

    oj oj Meg,

    no masz rację jakbyś napisała że ci kwiaty przyniósł to masz rację "skonałabym ze śmiechu".

    Z tego co piszesz to on się zachowuje śmiesznie - miły sms,,, a drugi pewnie do kochanki... stara sie bo co?

    nie, nie dogadamy sie kochana. Dobrze że choć przyznałaś ze materialistka jesteś jakiej świat nie widział...

    Jean - masz rację jest to jakiś krok, ale nie wiem czy do przodu - moim zdaniem do upadku z wyższego piętra, bardziej bolesnego. Oczywiście, że Meg ma prawo do własnych decyzji. Przecież nikt niczego jej nie narzuci, ani do niczego nie zmusi. Przyjeła frajera a teraz będzie go jeszcze tłumaczyła i przeinaczała wszystko złe co zrobił na dobre. Z tamtej zrobiła już dziwkę i szmate a z niego skruszonego misia. Pewnie, że każdy by się lepiej z tym czuł niż przynanie przed samym sobą - ale tak szczerze, nie tylko wystukanie w klawiature, że jestem bezdennie naiwna...

    Zadzwonił do niej przy Tobie Meg...? Na głosno mówiącym?? Słuchaj - nie wypuszczaj faceta z rąk bo to jest skarb jakich mało.

    Przepraszam za ironię, ale wpisy Meg ( bezdennie dur..) mnie denerwują. Żeby chociaż napisała raz i rozsądnie.

    "Dziewczyny - jestem frajerka, ale go kocham i nie mogę żyć bez niego" jakoś bym to inaczj przyjeła, niż jej brednie o smsach słodkich od niego i staraniu dla dzieci... I jeszcze do wyra daje mu włazić... Matko, przecież ten facet ani na sekunde nie poczuł że coś stracił...

    Od jednej dupy do drugiej...

    Oj ludzie, ludzie...

    skrytykujcie mnie, ale musiałam.. może to mocne słowa, nie umiem inaczej, poetką ani filozofem nie jestem. Nie piszę by nikogo obrazić, nie chcę jednak pisać słodko bo tak czuję

    Dla mnie tłumaczenia Meg są po prostu śmiechu warte..

    Wyłączam sie. Rady wielu tu osob były bezcenne, wartościowe i madre. Wynikające z chęci prawdziwej pomocy i troski. Jesteście fantastyczni. Pozdrawiam,.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-04, 21:01:59               Odpowiedz

    Meg !

    z tą rzeką jest tak, że niema w niej nic o wybaczaniu

    rzeka płynie
    wybaczenie to akt
    pojednanie to dopiero to co będziesz przeżywać, przygotuj się

    dziewczyno
    proszę ciebie, znajdź przynajmniej 5 minut dziennie tylko dla siebie
    5 minut gdy świat się kręci gdzieś w kosmosie , a ty jesteś w błogim stanie czucia siebie od wewnątrz, tą piękną dziewczynę którą byłaś wczoraj (wczoraj= kilka lat temu)

    kruszyno zrób coś bo całkiem się rozlecisz i kto będzie do nas pisał

    pozdrawiam, skowroneczko ( porównanie)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-05-04, 19:04:34               Odpowiedz

    Ludzie siad bo zrobię z tyłków jesień średniowiecza : P
    Po co ta gadanina kto miał rację a kto nie? czy to naprawdę ważne czyja racja w tej chwili jest najważniejsza. Ważne że Meg zrobiła jakiś krok do przodu i wyrzuciła go za drzwi a póxniej jak przyjeła to domagała się rozmowy i zerwania z lampucerą. Mały kroczek na przód w budowaniu pewności siebie. Co będzie za jakiś czas zobaczymy ,ważne żeby Meg panowała nad sytuacją i miała swego chłopa w garści : P

    Miki trzymam za Ciebie kciuki ,jeśli Twoj men nie potrafi znaleźć dystansu do siebie to lepiej go kopnąć w cztery litery. Jednak uważaj bo moze się okazać gorszy niż przypuszczałas, potrzebujesz naprawdę solidnych dowodów, bo on może znaleźć sobie fałszywych świadków.
    Znam już taką jedną rozprawę gdzie facet zdradził i odszedł do młodej a na zarzuty o zdradzie odparł że żona ma wieloletniego kochanka i potwierdził to jego brat (również taki co wyrzucił rodzinę do śmietnika żeby związać się z nową wielką miłościa), powodem było to by (wkrótce była) żona nie miała praw na alimenty dla siebie. Szczyt żenady. lepiej mieć się na baczności ,choć sądy zwykle faworyzują matki ,niestety na nieszczęście prawych dobrych i uczciwych ojców którzy dostają po tyłku.

    Czapla, pewnie już masz dość tych bredni o miłości , kochać dwa to można meble albo puchary. Pewnie w jego głowie Ty takim ulubionym meblem jesteś. Nie ma co zawracać, złóż rozwód, zgromadź dowody i poślij go w diabły.

  • RE: serce

    Autor: serce   Data: 2009-05-04, 18:16:39               Odpowiedz

    Wiesz co ci napiszę?
    Jesteś naiwna i przeinaczasz fakty.Wrócił bo nie miał gdzie mieszkać(ona NIE CHCIAŁA?,rodzice go wygonili).Wrócił skruszony,napisał dziś i co?Już wszystko ok?
    Zobaczysz za jakiś czas kto z nas miał rację.Wolałabym,żebyś to ty się nie myliła,jednak takich sytuacji jest zbyt wiele i zbyt wiele pokazuje negatywny koniec.
    Dziewczyny mają rację,że mogli się umówić(kochanica nie odbierze jego tel.,bo..tu może być wiele opcji).
    Miej oczy i uszy szeroko otwarte,bo wrócił z musu,a nie z miłości.Staraniem chce zagłuszyć swoje sumienie.Wiem coś na ten temat,bo zrobiłam identycznie,ale mój ukochany wrócił i nici ze starań.:-(Również chciałam zagłuszyć sumienie,również wróciłam do męża i co?Tel.,smsy,itd.Ale w głowie był on i jest w moim życiu.
    Pomyśl.

  • RE: serce

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 17:22:19               Odpowiedz

    co miałam napisać,ze kwiaty przyniósł. Tak przyniósł. ale gdybym to wcześniej napisała to byście mnie wyśmiały. Bo dla mnie to tez jest nic nie znaczacy gest.

    SERCE, ZELDA, ADAM UNDEST tak co mam powiedzieć, że dopiero jak przyszedł, położył walizkę, rozpakował się i spojrzałam na niego - stwierdziłam, że wcale mu nie ufam, że to nie jest człowiek o którego jeszcze 3 tygodnie temu walczyłam, że poczułam znów strach, brak sił. Tak się poczułam.

    Chodz osoby, które towarzyszą mi tu przy mnie mówią inaczej, że widzą w nim skruchę, że dało mu to do myslenia, że uważają, że powinnam dać mu szansę, że widzą szansę na poukładanie życia na nowo.

    Tak samej nie było mi zle. Świetnie radziłam sobie z 2 dzieci ... ale ale nie ukrywam dziś się boję rozwodu i wszystkiego co z tym związane, chodz przez chwilę czułam się silna. Przede wszystkim nie zakładałam, że będzie chciał wrócić. Myslałam, że odejdzie tak jak mąż czapli poprostu odejdzie, do niej. Że odejdzie do niej. Potem myślałam, że nie będzie go stać na tel do niej na głośno mówiącym, a on zadzwonił i tak wyszło, że ja z nią rozmawiałam i miałam okazję też jej wygarnąć.

  • RE: serce

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 17:14:33               Odpowiedz

    i wiesz co mam napisać, że nie spimy razem, bo tego nie chcę. On jest miły. Zadzwoni z pracy co z dziećmi, co u mnie, wyśle sms-a o jakiejś miłej treści. Jak zaczynam gadać, wracać, bo narazie nie udaje mi się inaczej, stara się za każdym razem wyjaśni ć, obiecuje, że bedzie próbować abym wierzyła, że del to del itp...

    Wpuściłam pod wspólny dach. co więcej powinnam oczekiwąć.

    powiedział, że załuje, powiedział, że załuje każdego przykrego słowa w moim kierunku, kłamstwa. Ze oczy mu się otworzyły, że tamto nigdy nie miało sensu, nie mogło sie inaczej zakończyć.

    Tak ja się domyslam, że ona go w dupę kopneła, tak też bym pomyślła, ale on mówi, że zxdał sobie sprawę, że nie chce nas opuścić. AAA ja poprostu domniemywam, że oni tak naprawdę fantazjowali i wykorzystali się oboje. Ale to są moje przemyslenia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 17:08:26               Odpowiedz

    cd.. co to znaczy wg ciebie skrucha.

    To, że nie miał gdzie mieszkać powiedziałam ja a nie on. To były moje domysły. Bo myslę, że rodzice wcale by go nie wygonili a po 2 myslę, że stać go na wyjanęcie, a po 3 jak by chciał to pewnie by do niej pojechał. Bo sytuacja była taka, że by mógł. To on decydował nie ja.
    Powiedział, że chce wrócić dla nas, nie dla domu. Bo tę kwestię też poruszyłam ... bo pewnie ... powiedział nie, że nie dla tego ... oczywiście ja pomyslałam co pomyślałam i tu napisałam. Jak chciał wrócić to też mu wygarnełam, że ma sobie do niej jechać, zabrac łachy i już.
    To nie jest tak, że z otwartymi rękami go przyjełam do życia, serca, łóżka.
    Tak zgodziłam się spróbować, ale on próbował mnie przekonać aby dać mu szansę, dla mnie i dzieci.

  • RE: serce

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 17:05:33               Odpowiedz

    cd.. co to znaczy wg ciebie skrucha.

    To, że nie miał gdzie mieszkać powiedziałam ja a nie on. To były moje domysły. Bo myslę, że rodzice wcale by go nie wygonili a po 2 myslę, że stać go na wyjanęcie, a po 3 jak by chciał to pewnie by do niej pojechał. Bo sytuacja była taka, że by mógł. To on decydował nie ja.
    Powiedział, że chce wrócić dla nas, nie dla domu. Bo tę kwestię też poruszyłam ... bo pewnie ... powiedział nie, że nie dla tego ... oczywiście jak pomyslałam co pomyślałam i pwoiuedziałam co powiedziałam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 17:02:54               Odpowiedz

    to nie jest tak ja piszę o swoich odczuciach generalnie zawsze biorę wyobrazam sobie najgorszą z opcji. tak mieszkał tydzień kątem u rodziców ok. i przyszedł i rozmawialiśmy, co to znaczy okazał skruchę. Tak starał mi się powiedzieć, że zakończył z tamtym, że zdał sobie sprawę, że nie chce od nas odejść, jak kazałam mu zadzwonić do tej zdziry, aby potwierdzić, że to koniec, nie chciał ale w końcu zrobił ... (co chyba dla mnie było najgorsze) sam zaproponował terapię, poprosił o szansę aby mu dać aby pokazał, że chce być z nami, przeprosił, powiedział, że załuje, że tam to koniec.
    Wiem to pewnie mało.
    wiem, bo nie powinnam i tak go słuchać.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 16:58:35               Odpowiedz

    ....inaczej bedzie się babrać tak jak teraz jeszcze bardzo długo... tak boję się dziś słów zeldy

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 16:54:18               Odpowiedz

    Uwierzcie mi, że jak czytam wasze wpisy to ogarnia mnie starch. Już sama nie wiem, nic nie wiem.
    Ja gdzieś wierzę, że np. u Kaji się uda i że może się udać również i u innych również i u mnie.
    Wiem, on dziś jest ok. Zadzwoni z pracy, wyśle miłego sms-a, zajmuje się dziećmi. Wiem, że to może być obłudne i najgorsze jest to, że im więcej czytam tych wpisów tym bardziej się boję i utwierdzam w tym. I zamist zachowć spokój zaczynam kolejną niemiłą dla siebie rozmowe.
    Nie potrafię uwierzyć w jego słowa.
    Tak i macie rację, że już sama nie wiem czy zrobiłam dobrze. Boli mnie ze wszystkiego brzuch. I chciałabym aby było dobrze, chciałabym zacząć wierzyć, chciałabym aby nas kochał. A jak czytam to co macie mi do powiedzenia to się czuję zle, płakać mi się chce. Bo tylko wydawało mi się, że jestem silna. To było złudzenie, bo tak naprawdę jestem słaba i tyle.
    I pewnie dostanę jeszcze w dupę za swoją głupotę. I pewnie dopiero czeka mnie życiowa klęska. AAAAAAAAA

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: serce   Data: 2009-05-04, 16:50:23               Odpowiedz

    Można wybaczyć gdy partner pokazuje skruchę,a twój wrócił bo nie miał gdzie mieszkać.Czy to zrozumienie i stwierdzenie,że popełnił błąd?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 16:47:59               Odpowiedz

    nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy
    ...
    czy to znaczy, że jesteś definitywnie przeciwnikiem wybaczenia. Uważasz, że to jest niemożliwe?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-04, 15:55:33               Odpowiedz

    Meg

    nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy

    dlaczego ?

    bo my homo sapiens mamy swój czas, którego nie możemy zatrzymać a tym samym cofnąć

    dlatego najważniejsze jak żyjemy w danej chwili , jak tą chwilę kształtujemy . A to co było to było. To co jest to chłońmy , żeby nie przeminęło. Przyszłość będzie nam dana, lub nie. A jaka ? - to zależy od tego jakimi jesteśmy w obecnej chwili.

    Powodzenia. Głowa do góry - nie zapominaj o sobie i siebie upiększaj każdą chwilą którą masz. Stawaj się piękniejsza z minuty na minutę. I proszę, przestań myśleć o przyszłości, na będzie. Szkoda tej obecnej chwili, a proponuję jak już to nie marnuj jej tylko wykorzystaj dla swojego dobra, dla dzieci , dla innych podobnych do ciebie stworzeń

    Kochaj życie nade wszystko

    PS. Dwie godziny temu odebrałem uzasadnienie do wyroku ( 17 stron) - nie życzę tobie czytania tego co widzą ludzie którzy przejmują twoją naturalną władzę rodzicielską

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 15:43:21               Odpowiedz

    nie wstydzę się swoich słabości i nawet nie muszę tego pisać - bo wiecie - on okazał się moją słabością.

    Tak i poczułam się przegraną, tak wyobrazałam sobie to inaczej ale taki jeden mały % nadzieji, że może mi się uda.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 15:39:21               Odpowiedz

    Nie będę się tłumaczyć.
    Niczego się nie wstydzę.
    I nie uważam, że życie jest tak proste jak tu się wypowiadamy.
    Tak pewnie wybrałam drogę pod górkę i uwierzcie cały czas myślę, zastanawiam się czy zrobiłam dobrze. Tak mam nadzieję, że nam się uda, uda zbudować coś na nowo.
    Że ja odzyskam męża, córcie odzyskają tatę.
    Czy jestem materialistką hmmmm myslę, że mogłaby się wypowiedzieć na ten temat jak do tego podchodzę tylko osoba, będąca w takiej sytuacji jak ja - czyli na utrzymaniu męża. Bo ja nie pracuję i nieststy muszę o tym mysleć, że jak coś to bym została bez grosza, ale wierzcie nie dlatego wpuściłam go do domu.
    Nie potrafiłam podjąć tej ostatniej decyzji, liczyłam, że on ją podejmi, ujoł mnie za serce swoim wytłumaczeniem, obietnicami, chciałabym mieć pełną rodzinę, aby moje córcie miały odzyskały tatę sprzed paru miesięcy, bo znam pary którym się udało, bo nie wiem dlaczego, bo może licze na cud ... ale uwierzcie czytałam wasze wpisy i starałam się, ale SERCE NIE SŁUGA ... i może dziś jaki pisze zelda nie jestem na to gotowa.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 15:32:39               Odpowiedz

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-04, 15:07:04               Odpowiedz

    dziewczyny !

    Ja życzę Meg , aby żyła dla siebie.
    Pomimo wszystko wybrała swoją drogę, jak zawsze pod górkę

    Powodzenia,
    jak będzie tobie Meg smutno to napisz do nas
    Jak będziesz się cieszyła to podziel się z nami swymi radościami
    Teraz , życzę sił i spokoju przed operacją
    Trzymam kciuki,
    i pozwolisz , po mojemu coś tam o tobie pomyślę

    Cieszy mnie , że pozwoliłaś na uczłowieczenia się mężowi, a sama nie stałaś się bestią

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-04, 14:41:14               Odpowiedz

    nikt się nie obrazi zeldo...

    spójrz tylko - Meg już tak rzadko pisze... nie będzie pisała o codzinności z nim bo chyba wstydzi sie samej siebie

    gdy było źle pisała 40 postów dziennie, założyła 30 wątków i pytała, pytała, pytała wciąz o to samo

    pisałam że udaje wielką siłę do wyrzucenia go i udawała

    po co? forum jest anonimowe, wstydzimy sie swoich słabości i prawdy o sobie to nie piszmy tu nawet anonimowo, bo po co mydlić oczy ludziom którzy doradzaja?


    juz się nie odezwie, a nawet jęsli to czy napiszę prawdę?

    serdecznie jej współczuje, naprawdę, bo żeby do tego stopnia stracić siebie trzeba mieć poważny problem w życiu, ona liczy że rozwiązaniem jej słabości jest mąż... nie jest.. my wiemy, ona nie.

    W mojej opinii jest osobą nie tyle słabą zupełnie co materialistką, której zależy na pieniądzach męża.
    Przykro mi, ale tak to widzę.
    To co pisaliśmy to przecież były wskazówki, ale czulabym się lepiej gdyby pisała szczerze, a tego nie robiła. Mogła napisać...

    "Wiem,że mąż mnie nie kocha, ale nie umiem żyć bez jego pieniędzy i wnoszenia zakupów na piętro"

    Jako forumowicz czuję się "nabita w butelkę". Kurcze, jesteśmy anonimowi.. piszmy szczerze o tym jacy jesteśmy

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: mucha33   Data: 2009-05-04, 14:26:03               Odpowiedz

    Meg prosze cie nie pisz ze zrobilas to dla dzieci bo mnie smiech ogarnia.zrobilas to dla siebie bo lubisz siedziec w pieknym domku na kredyt i wydawac mezusia pieniazki.a bez tego co by bylo?musialabys stracic taka pozycje i zamieszkac sama jak tysiace kobiet a tak wszystko jest ok,znajomi rodzina mysli ze przykladnym malzenstwem jestescie i jest pieknie;p
    ej wiesz co nie pisz ze twoj maz potraktowal swoja kochanke jak tania dziwke,dla taniej dziwki nikt nie wyprowadza sie z domu ,taniej dziwki sie nie kocha nie czeka sie na jej gest.pora sie z tym pogodzic ze pokochal kogos innego no ale rozumiem teraz jest juz wszystko dobrze maz idzie na spacer ze starsza corka i bieze mlodsze dziecko do lozka w nocy to znaczy ze juz sie zmienil i bedzie dobrze.
    a i nie uwierze ze bedziesz spala gdzies tam w innym pokoju daruj sobie te bujdy ,mojego zdania na twoj temat nie zmieni udawanie ze tak zalujesz ze ona go nie wziela itp.przeciez malo sie nie posralas jak pojechal sie zastanawiac kogo wybrac a teraz piszesz ze chcialam go wywalic ale on sie wprosil spowrotem i kogo oszukujesz dziewczyno?chyba sama siebie.
    ja nie oceniam meza meg po moim ex zwiazku ja go wogole nie oceniam zrobil.teraz jest w sytuacji ze jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma.zawsze mozna zacisnac zeby z kochankla przeczekac i zrobic to z glowa.ja nie wsadzam ludzi do jednego worka ale moje doswiadczenie i wieloletnie obserwacje roznych przypadkow kaza mi weszyc podstep i spisek wszedzie.dlatego mysle ze maz meg sie nie zmieni mysle ze bedzie szukal dalej bo ten zwiazek w ktorym jest jest juz wypalony skoro szukal czegos nowego.a i jeszcze jedno ja go nie przekreslam mysle ze jak znajdzie ta prawdziwa milosc to moze nawet stanie sie wierny tzn moze sie zmieni bo znam i takich ludzi ktorzy zdradzali a kiedy znalezli ta wymarzona osoba swiat sie zatrzymal i sie zmienili.zdrada powstaje zawsze tam gdzie cos szwankuje,jest juz ostatnim etapem rozkladu zwiazku jak dla mnie a nie poczatkiem do budowania go na nowo.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: zelda   Data: 2009-05-04, 14:16:39               Odpowiedz

    "niestety prawda jest taka ze nie uczymy sie na cudzych błędach, wiem coś o tym"

    W zwiazku z powyższym nie oceniajmy Meg. Moja teoria jest taka, że Meg jest jeszcze po prostu za słaba i za mało zdeterminowana do podjęcia zdecydowanych działań. Sytuacja nią wstrząsnęła i trochę czasu trzeba by mogła racjonalnie myśleć, a dołowanie jej tylko ją pogrąży.
    Będzie teraz żyła z nim na co dzień, znosiła codzienny ból istnienia obok obojętnego człowieka, bo okazywanie jej jakichkolwiek pozytywnych uczuć z jego strony będzie udawaniem.
    Przyjdzie dzień, będzie silniejsza i sama spakuje mu walizki i powie żegnaj.
    Nie oczekujmy, że będzie postępowała wg naszych wskazówek, a jak nie to się obrazimy...
    pozdr


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-04, 13:51:27               Odpowiedz

    "pewnie jestem idiotką, ale chcę spróbować dać sobie i dziecią szansę. Chodz zdaję sobie sprawę, że mogę gorzko tego pozałować"

    oj nie zdajesz sobie sprawy
    i jest tak jak przewidziałam

    wziełaś z powrotem faceta, ktory cię w ogóle nie kocha...
    nie wiem po co.. ty też nie.. i nie zasłaniaj swojego wygodnictwa dobrem dzieci...

    do usłyszenia Meg

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-05-04, 08:43:17               Odpowiedz

    Tak,bywa,że się udaje ale jakoś nie wierze,że wtedy gdy facet wraca,bo nie ma gdzie mieszkać.Gdzie tu jest miłość,choć w 1%,gdzie?
    Myślę,że Twoi teściowie wiedzą jaka jesteś miękka i dlatego pokazali mu drzwi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-04, 08:37:33               Odpowiedz

    rybko - to prawda, poczułam się troche urazona wyciagnieciem mojego wątku.. ale juz mi przeszło..

    to prawda, ze osądzam, bo Meg pyta o zdanie. Osądzam jej męza i zwiazek jako benzadziejny i do d...

    po prostu.. ja byłam oszukiwana a prawdy dowiedziałam sie sama, ale nigdy nie pozwoliłabym by mój mężczyzna mówił mi prosto w oczy jak to kocha inną kobietę i potem do mnie wracał. Ja sądziłam, że mój mąż mnie kocha cały czas i dlatego zrozumiał - nigdy nie powiedział "kocham inną"

    ale, ale - tyle o mnie...

    niestety prawda jest taka ze nie uczymy sie na cudzych błędach, wiem coś o tym. Zawsze wydaje sie nam że to właśnie my uratujemy nasz związek, że to u nas będzie ta wyjatkowoa sytuacja kiedy sie uda...

    niestety nie wierzę, ze jakiejkolwiek kobiecie po zdradzie udaje się żyć normalnie.. wszystkie piszą jest w miare ok, on się stara

    ale czy mozna życ w miare ok? troche dobrze a troche nie?

    różne są w życiu sytuacje, a najbardziej boimy sie nowego...
    Ja po prostu nie wierzę że mozna ułożyć dobrze życie sobie i swoich dzieci ze zdrajcą. Zaufanie rodzi sie z wielkiej miłości, wielka miłość pławi sie w szacunku i prawdzie.. a te pośrednie są do dupy.

    Bardzo nadal kocham mojego męża, często płaczę - budzę się i zasypiam z myślą o nim, ale zawsze potem myślę - a gdzie jestem ja? czy mnie już nie ma?

    chcę być dla siebie i kogoś najważniejsza, tak jak dziecko dla matki i ojca- wtedy wzrasta mocne i silne psychicznie i nie potrzebuje udowadniać swojej wartości całemu światu

    co to za życie skoro kązdego dnia musimy przekonywać same siebie - wrócił to chyba coś dla niego znaczę??

    to nie jest życie tylko wegetacja

    Mężczyzn ni9e skreślam - bardzo chcę się zakochać i być kochaną i uwielbianą, najważniejszą na świecie dla kogoś. Nigdy nie pozowlę nawet na maleńkie kłamstwo - czy zreszta można je tak dzielić, na małe i duże???

    kłamstwo i zdrada to kłamstwo i zdrada. Nie przekonają mnie ludzie mówiacy - każdemu zdarza sie chwila słabości...

    Albo mocno kochamy, albo nie kochamy. Być moze zabrzmi to nieskromnie, ale jestem bardzo atrakycjną kobieta - widzę jak patrzą na mnie mężczyźni, ale kiedy byłam z moim mężem to byłam jal ślepe dziecko - nigdy nie pozwoliłabym żadnemu nawet dotknąć swojej dłoni .. liczy się jedna osoba, ta w sercu i już...

    miłość nie umiera bo ktoś nas zauroczył.. miłosć pozwla śmiać sie z zauroczeń bo one jej nie dotyczą..

    rybko, każda uwaga jest cenna.. twoje dla mnie też.. staram sie zobojętnieć na NIego..

    "co kiedyś łączyło nas wciąż w sercu mam, nie ujrzy tego świat" - śpiewa Kasia Kowalska

    To moja maksyma...

    a zakochać pragnę sie bardzo, szalenie, zwariowanie - i chce widzieć w oczach tego mężczyzny wyłączność na siebie

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-04, 08:35:53               Odpowiedz

    dziewczyny pomimo wszystko dziękuję, że jesteście.

    może jestem głupia, może naiwna, a może a może a może ...

    dziś nie wiem i nie znam odp na to czy zrobiłam dobrze.

    Czas pokaże czy gorzko zapłaczę nad sobą, czy może uda mi się jeszcze coś zbudować.

    Załuję, że nie poszedł do niej mieszkać, że nie posmakowali życia ze sobą jak np. mąż czapli.

    Mój wrócił i w skrócie pisząc chce nam udowodnić, że można mu jeszce zaufać, że będzie dobrym mężem, dobrym tatą.

    pewnie jestem idiotką, ale chcę spróbować dać sobie i dziecią szansę. Chodz zdaję sobie sprawę, że mogę gorzko tego pozałować.

    wiecie znam przypadki, którym się udało.


    Narazie spadam





  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-05-03, 23:16:13               Odpowiedz

    hehe.nie chce mi się grzebać w tej chwili.
    mniej więcej pamiętam co pamiętam co pisałam.

    po prostu kilka razy przyuważyłam kochana undset1 że nie doradzasz a osądzasz..i mnie to poraziło, i nie chodzi tylko o ten wątek.

    ja bym nie wybaczyła zdrady emocjonalnej choć bym chciała(próbowałam) ale jak widać ludzie są różni, poza tym ostatnio zrobiłam się trochę bardziej wyrozumiała(czyt.nie wkręcam się tak już w te historie) mogę doradzić ale mniej się przejmuje.

    widać undset1 że mój wpis cie bardziej ruszył. i historia Meg również, widocznie się z nią utożsamiasz, niestety nikt nikogo nie uratuje...

    nie chciałam urazić, może zbyt bezpośrednio piszę.pa.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-05-03, 22:56:09               Odpowiedz

    może faktycznie niepotrzebnie te wykrzykniki....i caps loki.
    hmm.masz racje każdy może wyrazić tu swoje zdanie i opinie.

    ja przyuważyłam na kilku wątkach twoje wpisy i po prostu rzuciła mi się w oczy podobne odpowiedzi, pesymistyczne. miałam wrażenie pisane przez pryzmat twoich doświadczeń, i w 100% bazujące na twoich przeżyciach czyli jakby trochę nieobiektywne.

    jakbyś wszystkich chłopów odrazu skreślała i osądzała.takie odniosłam wrażenie.

    zwłaszcza iż niektóre wypowiedzi były w stylu:
    na pewno...i czasem czytałam że on zrobi tak i tak i żeby ktoś sienie łudził że będzie inaczej itp.

    czyli niedopuszczające innych opcji takie że tak powiem wyrokowanie.

    taka sugestia.nie chciałam urazić:)pisz dalej.im więcej opinii tym ciekawiej.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-05-03, 22:41:18               Odpowiedz

    Historię Meg śledzę od początku i to właśnie czegoś takiego jak przeżywan Ona nie mogłabym znieść. Mój "mąż" nie mieszka już z nami od miesiąca - przyjeźdźa 3 razy w tygodniu do córki, choć twierdzi, że nie tylko do niej, że kocha mnie - nie może się zdecydować, ble ble, ble. Powiedziałam mu, że jeżeli nie jestem kobietą jego życia, najważniejszą dla niego, kobietą, której chce oddawać całego siebie i od niej oczekować tego samego to na pewno nie jest to miłość - tylko przywiązanie (byliśmy razem 15 lat) a na tym nie uda się zbudować związku. Dziwi mnie trochę postępowanie Meg. Jak to życie ma dalej wyglądać? Ja od swojego nigdy nie usłyszałam, że kocha tamtą ale chociaż nie powiedział to z nią chce spędzać czas, jej ciała potrzebuje i to jej nie potrafi zranić a nie mnie. Meg usłyszała od niego tyle, że ja już chyba bym tego nie zniosła. Mój dziś powiedział mi, że wynajmuje razem z nia mieszkanie i będą sobie tam razem mieszkać i wiecie co ulżyło mi jak cholera. Niech ona sobie go bierze i go kocha, chociaż on poteafi powiedzieć, że kocha dwie kobiety i jeszcze się dziwi, że ja tego nie rozumiem. Na początku też trzymałam się kurczowo mysli, że bez niego nie dam rady, tak samo jak Meg mam do spłaty kredyt, prawda mam tylko jedno dziecko ale poza tym całe mnóstwo zwobowiązń, które nie ułatwią mi życia. Kiedyś przeczytała na tym wątku, że jak odchodzą to wyłazi z nich to jakimi są ludźmi. Wiecie to prawda. Przez cały czas od kiedy się dowiedziałam o zdradzie byłam opanowana cierpliwa, dużo rozmawialiśmy. W zeszłym tygodniu zabrakło mi juz tej cierpliwości i powiedziałam mu, że czas zacząć po sobie sprzątać. No i usłyszałam, że jestem taka a taka, że się żle do niego odzywam, że to jak ja postępuje skłania go do odejścia. Niezłe znalazł sobie wytłumaczenie co?
    Meg nie życzę Tobie źle, ale czy można odbudować coś, kiedy on tak naprawdę nie wraca dla Ciebie - bo właśnie takie mam wrażenie. Czy będziesz umiała żyć z myślą, że on jest z Tobą dla wygody? Przecież jeżli tamta go zostawiła to ne znaczy, że on przestał ja kochać.

    Pomimo to powodzenia, niech Tewój wątek będzie kolejnym, który zakończył się zwycięstwem miłości.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-05-03, 22:34:37               Odpowiedz

    Droga Undset1,mam nadzieję, że jeszcze tu jesteś i przeczytasz- duży szacunek za twoje słowa. Celne, przewidujące, mądre i mocne. Ja rozumiem twoją postawę wobec związków i też chciałabym tak zawsze nie godzić się na taką jakość partnerstwa. Szacunek do samej siebie to wartość, którą wysoko umieściłam w hierarchii moich wartości. Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-03, 22:08:44               Odpowiedz

    Można pisać swobodnie, ale tak jak Ciebie trafia szlak na np. moje słowa tak innych trafia szlak na Twoje słowa. Ja też sądzę, że jest w Tobie ukryty żal, ale też jest taka prawda, że nie wszyscy faceci robią to ponownie. Dlatego warto dać szansę, ale tylko na własnych warunkach i bez ustępstw jeśli na to pójdzie to może coś do niego dotarło. Teraz ona jest górą ale tylko wtedy jeśli dobrze to rozegra. Takie jest moje zdanie Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-03, 22:07:13               Odpowiedz

    "cierpięnictwo to domena kobiet.one to lubią.lubią być z kimś kto je poniżatł, zdeptał, opluł wszelkie uczucia i wartości i one jeszcze ich proszą starają się.proszą o miłośc.

    mężowie mówią że kochają i co z tego po tym wszystkim, co to za miłość to nie był jeden skok w bok na jedna noc to był związek.

    podziwiam.ja nie mogłam wybaczyć, zdrady emocjonalnej..."



    kochana rybko - czy to nie twoje słowa...

    może teraz już rozumiem, skąd wiatr zawieje..

    trzymajmy się jednak jednego zdania i opini na temat zwiazków i mężczyzn - radzę poczytać swoje wpisy z góry dotyczące związku z Kaji

    może moje słowa poruszyły cię bardzo, ale ja opini na temat związków, jesli oczywiście pozwolisz mi ją wyrazić, nie zmieniam

    to tyle polemiki bo to wątek Kaji i w sumie już teraz Meg.

    Pozwólmy po prostu każdemu na własną wypowiedź bez szykanowania go jego własną ( niestety nie miłą ) historią opisaną na forum i wpisów typu - TO nie twój eks. Takie ciosy są poniżej pasa, ale jak widać się zdarzają

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-03, 21:48:23               Odpowiedz

    witaj kochana rybko

    nie unoś się tak

    jak już pisałam i powtarzam, to jest forum...
    każdy ma prawo do własnego zdania, ty również i używanie wykrzykników nie potęguje wartości twojej wypowiedzi

    powtarzałam i zawsze powtarzam - to moje zdanie, moim zdaniem to się tak skończy, moim zdaniem Meg zachowuje się beznadziejnie a jej mąz to totalny dupek

    skoro ktoś loguje się na tym forum to liczy chyba na różne wypowiedzia, a nie głaskanie po głowie

    jak sądzisz droga rybko?

    ja nie lubię owijać w bawełnę - ja tylko pisze co ja sądzę

    oczywiście skoro to jest tylko forum, to nie znamy prawdy o gestach, spojrzeniach, słowach dokładnych bo tu są tylko relacje osób które mają problemy

    moje zdanie wyrażałam jasno od początku, dlaczego miałabym teraz pisać inaczej

    nie uważam że ona postepuje dobrze, uważam że zachowuje się beznadziejnie, ale skoro mój głos jej nie odpowiada, to przecież stosować do niczego się nie musi

    mam prawo do swojego głosu, podobnie jak ty i kazdy inny

    jeśli strasznie cię to rozdrażni to napisze raz jeszcze (choć bardzo jej współczuje i jest mi jej żal)

    jej mąż to dupek, ludzie nie zmieniają się wraz z kierunkiem wiatru, ona panicznie się boi życia bez niego i jest tchórzem

    naprawdę zamilknę chyba bo nie można wypowiadać swobodnie swoich myśli

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-05-03, 21:39:00               Odpowiedz

    undset1

    jak czytam to wszystkich oceniasz swoja miara.
    NA PEWNO TO SKOŃCZY SIĘ TAK..!!I NA PEWNO ON ZROBI TAK..!I NA PEWNO ON MYŚLI TO I TO...!!
    A
    a skąd wiesz że na pewno?wszystko oceniasz po swoim przypadku...
    znasz tego faceta i ta kobietę żeby tak o wszystkim wyrokować.

    z tego co czytałam kaja (autorka wątku)też wybaczyła mężowi.walczyła o niego i z tego co pisze wyszli z tego obronną ręką(choć łatwo nie było)i teraz jest dobrze..

    ja nie mówię że to co zrobiła Meg jest dobre.każdy ma swoją opinię.i swoje spojrzenie, może jej mąż zobaczył co narobił jak wreszcie poszedł do kochanki(to co niedostępne najbardziej kusi...)i żałuje jak nikt, może po prostu się przestraszył a może zrobi to znów za 5 lat..może, może może.

    ale ty undset1 już go osądziłaś, i wpakowałaś do wora...i jest TYLKO JEDNO ALE on nie jest TWOIM EKS MĘŻEM.i może to skończyć się inaczej.

    ale TY już znasz zakończenie.oczywiście to jest bardzo prawdopodobne, ale tobie też tak kiedyś mówili i nikogo nie posłuchałaś pewnie...

    bije z twoich postów taka agresja i żal jakiś albo coś takiego...ewidentnie widać że sprawa z eks mężem żyje w tobie.i jesteś pełna nienawiści do niego.

    żeby iść dalej trzeba pogodzić się z pewnymi faktami i zobojętnieć.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-03, 21:33:48               Odpowiedz

    Tak masz sporo racji. Pewna jestem tylko jednego ona dostała to czego chciała, a to co ja napisałam miało jej dodać otuchy. Bo wiem, że może wiele zmienić ale musi zacząć zmiany od siebie i zmienić swoje postępowanie wobec niego o 180 stopni.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-05-03, 21:20:20               Odpowiedz

    Nie oceniajcie w ten sposob MEG. Ja tez mojego przyjełam, błagałam na kolanach, okazywałam uczucia, chodziłam na terapie, robiłam wszystko aby był ze mną a co teraz usłyszałam ze on NIE WIE czy mu na mnie zalezy !!! I dopiero wtedy cos we mnie pekło, zablokowałam sie i postanowiłam ze juz nie bede mu w d... włazic. Nie chce to nie. Jak ja byłam głupia, sam sie wyprowadził, dawał mi kase i chciał spłacic a ja sie uparłam na niego i wierzyłam ze wszystko bedzie dobrze. Kobieta zakochana zniesie naprawde wiele. Trzeba sie stoczyc na samo dno i dostac strzał za strzałem aby w końcu zrozumiec z jakim bydlakiem ma sie doczynienia wtedy chyba jest łatwiej podjac decyzje. Moze jestem skrajnym przykładem i pewnie popełniłam po drodze wiele błedów no bo przeciez on potrzebuje spokoju i dostosowania sie do nowej sytuacji :) Powinnam byc mu wdzieczna ze dał MI szanse :) Ja pierdole ile mam jeszcze bic sie w piers kajac i przepraszac a on nawet nie żałuje bo przynajmniej ona oczy mi otworzyła. Słyszycie to !!! Wpedził mnie psycholm w takie poczucioe winy ze nie dawałam już rady. Teraz jestem spokojna ale oziebła, jak chce to niech idzie. Ja nie potrafie tak zyc. jestem jeszcze młoda, atrakcyjna, mam dobra prace i nie musze wciaz wysłuchiwac wyzwisk i błagac o miłosc. On mnie z jednej strony nienawidzi a z drugiej jak pies ogrodnika nie potrafi zostawic no bo moze ktos sie zakrecic i co wtedy ??? Zycze Meg i innym powodzenia. Każdy musi się przekonac na własnej skórze :) a szkoda.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-03, 21:15:20               Odpowiedz

    przecież ona go wcale nie wyrzuciła... przecież nic nie zrobiła i i tak miał prawo tam mieszkać gdyby tylko chciał
    przeciez bzykał i ja i tamtą, przychodził i odchodził a ona tylko zagryzała paluszki i biadolił "co ja zrobie bez jego pieniędzy"

    przecież to on się wyprowadzał do kochanki przemyśleć..

    no wybacz Albertyno, ale szlag mnie trafia jak kobieta pisze takie rzeczy jak ty...

    świat zwariował, masz rację ... chwal ją dalej
    ja już naprawdę tu konczę

    zbieraj resztki po kochance Meg i słuchaj tych co mówią nadstaw drugi policzek

    pusty śmiech i smutek jednocześnie mnie ogarnia że można aż do tego stopnia się szmacić

    czeka na wątek Meg za rok lub dwa...

    "Dałam mu szansę a on mnie zdradził"

    Przykro mi, ale nie bedzie mi żal. Wygrywa jak zwykle wygodnictwo i żądza pieniadza. Nie przekona mnie nikt że jest inaczej, czytać między wierszami umie każdy, ale nie kązdy ma odwagę, nawet anonimowo, przyznać sie do własnego zakłamania, strachu i wygodnictwa. i NIC TU MIŁOŚĆ NIE MA DO RZECZY.Miłość to szacunek dla kobiety ( mężczyzny) któremu podajemy dłoń.

    Powodzenia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-05-03, 21:12:13               Odpowiedz

    A może to jest tak,że Meg go kocha i boi się zostać sama z dziećmi.Woli mieć chłopa niż być rozwódką?Może się zmienił,może coś zrozumiał,może...
    Jakoś w to nie wierzę gdyż nie on wrócił z potrzeby serca tylko dlatego,że nie miał gdzie mieszkać i panienka go oszukała,jeśli w ogóle go oszukała(może zagrali pięknie aby Meg odpuściła,aby nie zadzwoniła do mamusi i chłopaka).
    Z boku wygląda to dość dziwnie,ale rozumiem,że Meg chce dać mu jeszcze jedną szansę(ehh...tylko którą?).
    Nie pisz tylko,że dla dzieci,bo dzieci powinny mieć spokój,a one będą wyczuwać Twoje emocje,może i wrogość do tatusia.Zauważą,że nie śpicie razem.
    Zrobisz jak uważasz,ale powtarzam nie wierzę w jego bezinteresowny powrót.Czy zmieni pracę,abyś się nie denerwowała podczas wyjazdów?Nie mówię,że już dziś.Zrobi to?Wątpię.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-03, 21:08:55               Odpowiedz

    Nie do końca ja tak bym postąpiła jak Meg ale stanowczo w końcu wyrzuciła męża z domu i pokazała mu gdzie jego miejsce zaczęła mówić stanowczym głosem a nie piskliwym gderaniem. Facet od razu stanął do pionu i teraz to on zaczął miałczeć.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-03, 21:05:05               Odpowiedz

    undset masz sporo racji Meg istotnie pisała ale tak jakby nic nie czytała bo zawsze robiła po swojemu, ale jedną szansę zawsze można dać, ale pod warunkiem, że zmieni się dokładnie wszystko od siebie począwszy. Czyli konsekwencja i stanowczość we wszystkim co się robi i mówi to nie łatwe ale wykonalne. Twoje słowa były ostre ale myślę, że potrzebne. Mnie też dały dużo mimo, że mnie nie dotyczyły i oby nigdy nie dotyczyły. Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-03, 20:59:46               Odpowiedz

    a można zapytac Albertyno, w czym widzisz tę stanowczość?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-03, 20:50:32               Odpowiedz

    Brawo Meg o tym mówiłam przez cały czas miłość potrzebuje stanowczości. Powodzenia.:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-03, 20:23:44               Odpowiedz

    mucho..
    to nie ma sensu, ona nic nie zrozumie. Jakie "wybralam" - facet przyszedł bo nawet sama Meg pisze że tamta kopneła go w dupę, a ona bierze takie ochłapy...
    nie ma siły i wiedziałam już dawni że i tak go przyjmie... a nawet jak napisze że nie przyjmie to ja już i tak nie uwierzę...
    napisze tylko na potrzeby forum, nie wiem po co//

    dla dzieci, sreci bzdeci

    mnie to już na te wpisy chce się tylko odpisywać blebleble

    bo i tak o rady nikogo nie pyta a jak już to wcale nie słucha

    naprawdę,,.. takiej historii to nie czytałam już dawno

    bądź byleś był... ruchaj inne byleś był... zakochuj się w innych byleś był ... zdradzaj mnie byleś był... wracaj do mnie byleś był...

    to w skrócie historia Meg, którą zawarła w 500 swoich wpisach

    kobiety przeżywają różne tragedie, ludzie umierają i rodzą się na nowo po zdradach i upokorzeniach

    ale niktórzy przeżywają na kolanach, w strachu i zakłamaniu całe swoje życie bo tak bardzo się boją

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: mucha33   Data: 2009-05-03, 18:47:44               Odpowiedz

    czyli zdajesz sobie sprawe ze on nie jest z nia bo ona go nie chciala a nie ze on zechcial ciebie i godzisz sie z tym?po jednym dniu biedulka ktory chodzil z walizka przyjelas?nic nie musial sie starac,nic nie stracil ,watpie aby sie przerazil tylko utwierdzilas go ze obwiniasz wszystkich wokolo a nie jego bo taka jest prawda,wydzwanialas do niej nie wiadomo po co zamiast zaczac sprzatac u siebie(mam na mysli meza ktory swiadomie cie zdradzal,mowil ze ja kocha nie moze bez niej zyc).wrocil do ciebie bo ona go odrzucila taka jest prwada a ty teraz masz w domu tylko cialo, jego glowa i serce jest daleko.moze z tego wyjdziecie,moze to prawda niektorym sie udaje ale dla mnie to juz zawsze bedzie podszyte falszem.i nie mow ze wybralas dla dzieci bo one nic z tym nie mialy wspolnego.wogole slowo wybralas tu nie pasuje.dopielas swego wrocil ciesz siechwila ale na twoim miejscu poszlabym juz do pracy i zaczela myslec co zrobic aby zapewnic dziecia buyt kiedy on znowu sie zakocha .

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-05-03, 17:44:56               Odpowiedz

    "Pewnie i tak sądzicie, że jestem głupia.
    Czas pokaże, czy szansa, którą dałam była tym ostatniem gwożdziem do mojej trumny. W jakiś sposób tą decyzją wybrałam wygodne życie, tatę dla dzieci"

    tak - dokładnie tak uważam - jesteś głupia

    aż mnie przeraziło jak weszłam na forum i przeczytałam to co przepowiedziałam już dawno - patrz wpisy wyżej, że go przyjmiesz

    i po co było kłamać i motać - jestem silna, chcę rozwodu - tak krzyczałaś Meg...

    powiem ci że już różne naiwne czytałam i widziałam ale takiej jak ciebie nie...

    wyruchał się chłop, wybawił, a teraz będzie znowu żonę dupczył

    przepraszam ale bym sie pożygała

    pamiętasz moze jak mówił że ją kocha i inne srele morele..

    przykro mi jeśli zabolą cię moje słowa, ale tak myślę i mam prawo sdię wypowiedzieć...

    zdradzi cię jeszcze nie raz

    ja już nic u ciebie nie napiszę bo szkoda mi tłuczenia w klawiaturę skoro i tak masz w dupie wszelkie rady

    pozdrawiam cie ( bez złośliwości) i życzę szczęścia w popapranym życiu

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-03, 17:03:06               Odpowiedz

    może to tylko bajka i jak poczuł smak zdrady to za jakiś czas się z tym znów zmierzę, a może akurat się uda.
    bo prócz zdrady poczuł też, że ona go wykorzystała (np.), lub tęsknotę za dziećmi lub może strach przed rozwodem itp itp itp...
    siebie nie wymieniam bo wiem, że mnie wyśmiejecie.

    Chodził z walizką codziennie z auta do domu rodziców i na odwrót był u niej (wtedy - pisałam)i pewnie myslał, że ona go przyjmie z otwartymi rękami, a ona tak sądzę nie bardzo go chciała z tym dobrodziejstwem inwentarza.

    Sama nie wiem jak będę potrafiła zmierzyć się z codziennością gdy zostanie dłużej w pracy wyjedzie na del. Sama nie wiem. Może zle zrobiłam (też nad tym myslę)ze pozwoliłam wrócić do domu.

    sama nie wiem jak opadną emocję jak będę się z tym czuć, jak to będzie jak jak jak...


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-03, 16:49:46               Odpowiedz

    bo to jest tak. Są pary którym udaje się wyjść z krysysu (takiego jak u mnie) i takie którym się nie udaje. Człowiek bojąc się, że w jego przypadku mogłoby się udać - pozwala wrócić.
    Mój wrócił. Stara się, ale co to dopiero 1 dzień, więc nie ma o czym mówić

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-05-03, 09:45:24               Odpowiedz

    Taaa, no to fajnie, że wszystko się dobrze kończy. Powodzenia. Żyj szczęśliwie.Ja mogę Ci podziękować za to, że mogłam kolejny raz utwierdzić się w przekonaniu jak żyć nie chcę. Dziękuję

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-05-03, 09:44:24               Odpowiedz

    Nie jesteś głupia,wręcz przeciwnie.Niech zobaczy,że dajesz sobie radę i niech skamle o powrót.
    Rozbawiła mnie kropka-kreska.Taka światowa kobiet(?)a takie g***o ogląda,żenada.
    Szkoda mi Ciebie,dziewczynek i chłopaka tej...daj mi jego nr,sama zadzwonię.
    Pozdrawiam.:-)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-03, 09:33:57               Odpowiedz

    dziewczyny macie rację pod każdym względem, to nie tak ze wrócił i wszystko ok.
    Wcale nie było mi dobrze rozmawiać z tą zdzirą, ale przynajmniej miałam okazję jej wykrzyczeć co nie co a mój przy tym był o krok od zawału. Tak moja dociekliwość go szokneła, że wiem skąd ona jest, znam ich tel itp. ale oczywiście to nie ma znaczenia. Był może i zły, że tak naprawdę do wszystkiego można dojść.
    Jak sąduję ta laska go w jakiś sposób oszukała. Na koniec faktycznie wyszło, że ich wzajemne obietnice mogą sobie do d..y włożyć. Tak bym to nazwała. Ani on nie był w stanie zrobić co obiecał ani ona np. nie zamierzała zakończyć tamtego związku. Między nami nie było szczerej rozmowy ale między między wyrzucaniem mu on co nieco powiedział o niej. Więc sądzę, że ona zrobiła sobie z niego mały sponsoring a on z niej tanią ..... Wiadomo.
    Nie wrócił do mojego łóżka, ani narazie dnia codziennego. spał w graciarni a w nocy jak mała zaczeła płakać to ją dostał do utulenia.
    Może to tylko doskonała gra. Może. Ja mam dowody zdrady, bo je mam, przyznanie się do zbrodni.
    On zdziwiony, że ja która zawsze opierałam się na nim, przez ostatnie 2 tygodnie go nie potrzebowałam, wszystko załatwiłam sama z uśmiechem na twarzy, ja która była zajęta tylko domem, dziećmi (taka kura) opanowałam rachunki, bankowe i wiele wiele innych. Co więcej jak wchodził powiedziałam, że wolę aby tego nie robił, że bez niego jest mi dobrze i że wcale już go nie potrzebujemy. On wręcz na siłę, że chce pokazać jak zależy ble ble ble.

    Pewnie i tak sądzicie, że jestem głupia.
    Czas pokaże, czy szansa, którą dałam była tym ostatniem gwożdziem do mojej trumny. W jakiś sposób tą decyzją wybrałam wygodne życie, tatę dla dzieci.

    Wiem, że wiele muszę w życiu zmienić. Prawda jest taka, że wiele się już zmieniło i pewnie już nigdy nie będzie tak samo.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: mucha33   Data: 2009-05-02, 21:36:45               Odpowiedz

    taaa,rozbawila mnie wypowiedz o ridzu i bruk hehehe.normalnie padlam.ja tez jestem przeciwna wydzwanianiu do matki ,nie robilabym tego glownie z powodu takiego ze jej matka moze byc taka jak moja i jeszcze by ci sie oberwalo.bo moja matka nie da zlego slowa powiedziec i nie slucha nikogo.
    a co chlopak jej w tym zawinil?i tak moze ci nie uwierzyc albo sie nie rozstana bo jej wybaczy tak jak ty mezowi;).
    dla mnie myslenie ze komus opinie popsuje jest poprostu smieszne ,ja mam w d...pie opinie innych co mnie jakies moherowe ciotki obchodza?moze ona spanikowala a moze umie dobrze grac.uwierz mi ludzie potrafia grac zawodowo.nic ci to nie da bo wiernosci twojego meza nie wroci.poza tym ona byla nie winna w tej sprawie bo on ja oszukal jak sama mowilas lepiej sie skup na mezu a nie na niej bo on napewno wiedzial co robi kiedy cie zdradzal.
    powodzenia odzyskalas ksiecia;)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-05-02, 19:57:47               Odpowiedz

    miałam już iśc z tymi spinkami we wlosach ...

    ale wiesz co Meg weż i jeszcze zadzwoń do ppapieża i królowej matki...zycze ci na prawdę dużo najlepszego...ale te telefony rodem Ridża i Bruk i Sali Spektry tam jeszcze brakuje...( a wlaśnie tam Tejlor wrociła ale ona to chyba umarła tysiąc odcinków temu musze zobaczyc o co kaman z ta tejlor...)

    historia pt zadzwonie do twojego chłopaka niech ci bedzie zle i jemu tak jak mnie jeszcze pokaż im język bo szpadelek-męża póki co odzyskałaś...skup sie na swoim małżeństwie jego kontynuowaniu albo rozwodzeniu a nie do jakiegoś Pscina wydzwaniasz...gadac z.....kochanica francuza.....chce ci sie z nia gadać??????mnie by obrzydzenie brało...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-05-02, 19:53:24               Odpowiedz

    A może oni sobie to wszystko ukartowali?Twój mąż wiedział,że masz numery tel.?
    Spotykać się mogą w dalszym ciągu,ale teraz będą bardziej ostrożni.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-02, 19:36:21               Odpowiedz

    to się nazywa "huśtawka nastrojów"

    utrata pewności siebie
    osłabione poczucie własnej wartości
    osamotnienie
    rozpacz po utracie
    gniew
    zazdrość
    odzyskanie pewności siebie
    .
    .
    nieuzasadniona radość
    .
    euforia po wątpliwym zwycięstwie nad ?

    Meg, spokoju wewnętrznego życzę
    http://i266.photobucket.com/albums/ii261/funkbutter/graphics/Flowers/9_flowers_reflection_rose.gif

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2009-05-02, 19:17:39               Odpowiedz

    Niestety w dalszym ciągu uważam,że wrócił bo musiał,bo się okazało,że ona nie jest takie cudo. nie boisz się jednak,że kiedyś historia się powtórzy?
    Ja bym zadzwoniła do mamy tej dziewuszki i chłopaka. Tyle osób oszukiwała,może i niewinnego chłopaka. Może wtedy Twój mąż zauważy,że sobie więcej nie pozwolisz,że jeśli będzie trzeba,to będziesz potrafiła pokazać pazur.
    Tak bym zrobiła.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-02, 18:03:00               Odpowiedz

    a więc tak. Przyszedł i zaczoł jak zwykle biadolić ble ble ble, że załuje itp. W akcie złości kazałam mu zadzwonić do niej aby mi przez tel powiedziała, że koniec. I suma sumarą od niego tel nie odebrała, odebrała odemnie (zastrzeżony) ale się wyłaczyła, poczym oddzwoniła, chciała mi powiedzieć, że ma dość naszych tel, ale ja jej na to, że zadzwonię do jej chłopaka i domu rodzinnego aby się dowiedzieli co narobiła, wtedy zmiękła i stwierdziła, że możemy wyjaśnić między sobą niemieszając osób 3. powiedziałam jej, że skałdam papiery rozwodowe i , że prócz nazwiska mojego męża bedzie jeszcze jej, na to ona, że ona nie chce abyśmy się rozwiedli, że czas leczy rany ble ble ble odp jej, że to jest konsekwencja spotykania się z żonatym facetem. Ona jest z małej wioski gdzie jak wiadomo opinia jest na 1 miejscu. wydygała się, że wiem skąd jest i że wiem i znam nr do jej chłopaka.
    Mój powiedziałabym jak sekunda przed zawałem.
    Prosi aby jeszcze raz spróbować, zaproponował nawet poradnię małżeńską. Czy zrozumiał? Hmmmmm. Napewno z rozmowy z nim już wiem, że zdał sobie sprawę, że to było niemożliwe aby to jakoś sfinalizować ale jak wnioskuję nie tylko z jego strony, on chyba zobaczył, że ona lekko mówiąc trochę go cycka. Bo jak się okazało wcale nie miała zamiaru zakończyć związku z tym swoim chłopakiem.
    Tu wyczułam jakiś jego zal do niej. Laska też trochę zwątpiła, że zatrzymałam jej sms-y. W końcu trzeba mieć ewentualnie dowody, po to to zrobiłam. Mój teraz jest z dzieckiem. chce wrócić do domu, chodzby na ten mały pokoik i pokazać mi, że zrozumiał swoje błędy, że chce wszystko naprawić.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-02, 10:42:09               Odpowiedz

    Meg !
    a może to będzie dla ciebie dobre
    http://media8.mojageneracja.pl/oiutortqry/mediumkfdw5k55499f2308dc84f69680.jpg

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-02, 10:13:37               Odpowiedz

    zastanawiam się co on mysli. czy jego smsy, że załuje są szczere? czy faktycznie dorosnoł te tego, że tamten związek nie był realnością. Hmm. ciekawe czy się ze sobą kontaktują? jak długo jeszcze b ed e się nad tym zastanawiać. Jak długo będę o tym mysleć? Jak długo jak długo ...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-01, 17:49:33               Odpowiedz

    MIKI
    wiesz myslę, że czas pokaże czy człowiek zrobił dobrze czy zle. powiem tak to co zrobił i co powiedział było wystarczające aby pozwolić mu wyjść a wręcz pomóc mu wyjść (delikatnie mówiąc) ja poczułam się tak, że wręcz chciałam aby poszedł i dał mi święty spokój.
    Powiem tak jest mi cięzko, ale ten spokój był i jest mi naprawdę potrzebny. Nie lękam się patrząc na jego tel, komputer itp.
    W głowie mam 1000 myśli. 1000 i 1 co będzie, jak bedzie i na ile on mówi prawdę. Myślę jak chcę żyć, co jeszcze w życiu chcę osiagnąć.
    Dobrze ze są dzieciaczki, to taki mój balsamik na moje obolałe serducho.
    Narazie spadam bo maleństwo chore i sporo marudzi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-01, 17:43:01               Odpowiedz

    mam taką złość w sobie najchętniej wygarnełabym jej, ale macie rację nie będę się poniżać. a do chłopaka zobaczę czy zadzwonię i mamy. czas pokaże.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: adam48   Data: 2009-05-01, 15:21:41               Odpowiedz

    Meg.
    Początki są trudne. Działaj rozsądnie. Po co tobie wendeta, za co?.
    Buduj od nowa, warto. Za 30 - 40 lat z uśmiechem będziesz wspominać igraszki emocjonalne.

    Powiem tobie z tej męskiej strony. Co z tego , że podobają mi się młodziutkie ciałka dziewczyn. Nawet chciałbym pozażywać tego miodu. Jest jeden problem, nie czuję się capem.

    Mąż jak raz zrozumiał swój błąd, to teraz będzie dla ciebie najlepszym kochankiem - zobaczysz.

    Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2009-05-01, 13:16:31               Odpowiedz

    Ja bym do niej nic nie pisała,natomiast do chłopaka i matki owszem. Po co zniżać się do jej poziomu. Nieźle namieszali,niech nie ma satysfakcji,że się poniżasz. Namieszałabym jej w życiu. Niech mamusia wie jakie ści***o wychowała,a chłopak niech wie z kim jest.
    Mimo wszystko miłego weekendu.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-05-01, 12:52:57               Odpowiedz

    ciekawe co przyniesie mi weekand. dziś zabrał małą (starszą) na wycieczkę.
    co myślę - nic nie myslę, może i jeden dzieć postarał się, ale ciekawe co będzie jutro, pojutrze. Mieszka z rodzicami, przeważnie z nią widywał się w weekandy. Ciekawe co będzie jutro.

    zastanawiam się czy nie wysłać tej panience sms - jest Twój. Bierz go, ale szybko :-)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2009-05-01, 11:04:47               Odpowiedz

    P.S.W pierwszym zdaniu miało być,że wrócił do dzieci.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2009-05-01, 11:01:38               Odpowiedz

    On sam powiedział,że wrócił do żony,że z nią nie miałby przyszłości. Ale niestety nikt z nas nie wie,czy aby nie będą się spotykać nadal,przecież tam o seks chodziło,a nie o budowanie domu. Żonę i dzieci on już ma,kochankę także.
    Nie wierzę w jego zmianę. Myślę,że na ich drodze(męża i kochanki)jak na razie jest zbyt wiele przeszkód i dlatego pozornie się rozstają. Czas pokaże co będzie później.
    Ja bym zadzwoniła do jej matki,chłopaka,niech wiedzą. Twój mąż myśli,że tego nie zrobisz,dlatego go to nie obchodzi. Jeszcze chwile temu ją tłumaczył,itd. Zastanawiał się co zrobić,bzykając ją,a teraz co? Cudowni przemiana? Raczej chłodna kalkulacja,bo gdzie będzie mieszkać?
    Spróbować można ale który raz i czy warto się szarpać. dzieci wszystko widzą i przede wszystkim czują.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-05-01, 08:12:28               Odpowiedz

    A moim zdaniem wrócił bo dopiero jak się straci to dociera co się robi i co się traci. Moim zdaniem postąpiłaś dobrze i teraz Twoje warunki. Dobrze je przemyśl. Zmiana pracy wizyta w poradni małżeńskiej to rozsądne propozycje, ale muszą być Twoje Bądź tylko stanowcza i co ważne konsekwentna. Nie każdy facet zdradza ponownie. Jeśli solidnie odczuje co zrobił to następnym razem dobrze się zastanowi, ale tu jest potrzebny ktoś taki kto pomoże i moim zdaniem wizyta w poradni małżeńskiej to dobry pomysł tylko wybierz najlepszą. Jest taka książka Colina C Tippinga pod tytułem "Radykalne wybaczanie", która nie mówi jak wybaczyć tylko pozwala zrozumieć dlaczego. Ta książka oraz ta którą polecała JG pomogły mi zrozumieć, że miłość wymaga stanowczość. Ja też jestem po przejściach.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: PDKu   Data: 2009-05-01, 01:05:54               Odpowiedz

    to też jest karalne, jeśli ktoś osiąga z tego korzyści materialne

    ale,ale, to się tyczy kobiet my tylko korzystamy z okazji za swoje pieniądze. Podobno to jest traktowane obecnie jako umowa cywilno prawna.

    Do czego to dochodzimy. Świat już całkiem na psy poszedł. Jeszcze nie tak dawno , jakieś 30 lat temu mogłem powiedzieć dziewczynie " choć pójdziemy na loda" , a dzisiaj to do domu wróciłbym z podbitym okiem,lub ............

    Dziewczyny , żeby odchamić się, wróciłem do fraszek Kochanowskiego , i co ?. Naczytałem się sprośności. A jak młodej dziewczynie ( polonistce ) wysłałem linka do biblioteki uniwersyteckiej, to potraktowała mnie jak zboczeńca

    Proponuję zmianę prawa karnego,:
    1) mąż zdradza żonę to ona idzie na 10 lat za stręczycielstwo,
    2) żona zdradza męża to on na 10 lat do paki za popieranie nierządu.

    Dajmy taka petycje posłom, jako inicjatywa społeczna.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-05-01, 00:50:20               Odpowiedz

    gdzie na boga jest to napisane w tym krio i kk?????....bo chyba przeoczyłam?????podzeganie to tylko w prawie karnym a i tak nie zawsze karzą:)))
    aczkolwiek moze i meg sie zaszczuła tymi jadowitymi wpisami pełnymi żółci/:) z drugiej strony zdaje sie potrzebowac wpisów jakichkolwiek ...meg se da rade jak kazdy ludz jest jak karaluch przyyyyywyyyyknie...do jakiejs tam sytuacji jak bedzie gotowa to zrobi to co najlepsze dzisiaj jutro za rok zostanie odejdzie łotewer...:) powodzenia...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-04-30, 21:37:22               Odpowiedz

    Meg,codzienność codziennością,a kochanka kochanką.Ludzie tak szybko się nie zmieniają.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-04-30, 21:33:16               Odpowiedz

    Dobrze że nie jest karalne kur***wo.Zresztą radzę zapoznać się z wpisami innych.:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-04-30, 21:30:48               Odpowiedz

    MEG - dziewczyno GTAULUJE CI !!! Podziwiam Cie ze jestes twarda chociaz w srodku pewnie cała się trzesłas, mi tej odwagi zabrakło. Tak chciałam aby wrócił i zgadzałam sie na wszystko. Teraz żałuję mógł sobie pomieszkac sam lub z nia a moze wtedy przyszedł by jak Twój po kolanach a tak co mam ? wielką łaskę że MI dał sznasę. dzisiaj byliśmy na terpaii i wiesz czego sie dowiedziałam że jest dla dzieci a jak spytałam czy mu na mnie zależy to patrzac mi w oczy powiedział NIE WIEM ! Teraz jestem sama w domu gdzies pojechał. Nawet nie interesuje mnie gdzie. Cos we mnie pekło, nie chce byc z kimś to mnie tak rani a ja daje mu wszystko. Moim zdaniem powinnas go przetrzymac i spokojnie zastanowic sie czy po jakims czasie bedziesz chciała aby wrócił, ja mogę Ci powiedziec ze żałuję że tak nie zrobiłam bo teraz żałuję. Jest zimny, obojętny i tylko mu wygodnie bo ma podane pod nos, posprzatane, uprane i dziecmi sie cieszy a ja to co ? służąca i gratis dająca ? Czy musiał mnie tak upodlic i skopac abym to zrozumiała. Juz mam tak dosc ze w weekend spotykam sie z moim adwokatem aby mi doradzil co mam robic i aby mnie nie wycykał do konca na szaro. Ja Meg byłam do tego stopnia naiwna ze rok temu zgodziłam sie na rozdzielnosc majątkowa. Został mi teraz dom ale na jego działce. Na szczescie mam dobra prace i mnostwo przyjaciół. Nie wiem co bedzie ale jesli on sie nie zmieni to dla mnie oznacza koniec bo dłużej o jego miłośc żebrac nie będę. Jak chcesz to napisz do mnie na gg 16192360.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: mucha33   Data: 2009-04-30, 20:43:14               Odpowiedz

    eeee,no ja nie wiem czy on nie ma szansy na zmiane moze cos do niego dotarlo?meg ja mysle ze powinnas go na ta chwile troszke przetrzymac nie odrazu wpuszczac,juz raz mowil ze skonczone i ze kocha ciebie i dzieci a po dwoch miesiacach stwierdzil ze nie potrafi tego zapomniec i nie chce twoich czulosci i sexu.
    badz ostrozna.nie wiem co ci radzic moze on rzeczywiscie sie otrzasnal a moze tylko przerazil jak napisala kolezanka wyzej.mysle ze najwazniejsze ze troche go postraszylas ale nie zmieniaj sie odrazu nie przyjmuj odrazu bo jesli cos za latwo ci przychodzi to poprostu tego nie szanujesz(chodzi o to ze jesli maz zobaczy ze ty jestes taka miekka moze bedzie chcial jeszcze kilka innych szans w przyszlosci)
    ja wierze w to ze czlowiek moze sie zmienic zrozumiec swoje winy ale mysle ze musi miec czas pokuty i niech on ma teraz ten czas a nie tak hop siup powroci i udajemy ze nic sie nie stalo.
    wybor nalezy do ciebie ty jestes zona znasz go lepiej niz my.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-04-30, 20:21:52               Odpowiedz

    powiem tyle..

    jeśli to prawda co piszesz, że go nie przyjełaś i jesteś zdecydowanie na "nie" to podziwiam i gratuluję.
    Ale jeśli nie to powiem ci jak będzie.

    Wrócił bo mu się portki zatrzęsły że straci finansowo
    wrócił bo go nie chciała bez kasy
    wrócił bo ma cię za idiotke i wie że nadal będzie mógł cie zdradzać ale bez wyprowadzki i alimentów

    NIGDY, powtarzam, Nigdy, nie uwierzę w skruche i nagłą zmianę takiego człowieka...
    nie ma takiej możliwośći.. nie wierzę i już

    przyczai się a potem wbije ci nóż w serce kolejny raz

    jeśli się kocha to się nie mówi kocham inną
    niech nie robi z dupy trąbki

    niech mnie zlinczują wszyscy ci którzy napiszą "wybaczać jest rzeczą wspaniałą, więc wybacz dla siebie Meg"

    bzdura, bzdura, bzdura

    trzeba mieć komu wybaczać
    a jak dla mnie to ten człowiek nie jest nic wart

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-30, 20:02:51               Odpowiedz

    Dziewczyny więc tak:
    dziś przyszedł niby do dzieci.
    Zaczoł przepraszać itp.
    piszę w skrócie bo czuję się jagbym przez magiel przeszła, mam malutką też chorą;
    Zrobi wszystko co zechce. da mi każdy dowód na to, że tamten ziązek się zakończył, chce iść nawet do poradni małżeńskiej (kiedyś mu to zaproponowałam).
    powiedział, że dziś widzi, że tamten związek nie był realny, że nigdy nie wyobrażał sobie życia bez dzieci, że załuje ble ble ble. oczywiście powiedziałam, że skłądam wniosek o rozwód. ok 18 poprosiłam aby sobie poszedł.
    Podobno uświadomił sobie, że to co mu się przytrafiło było tak naprawdę niemozliwe. bo ona młoda tak naprawdę niezdawająca sobie sprawy z tego co by ją czekało ... niby zdał sobie sprawę, że to nie była codzienność, bo w codzienności ten ich związek nie miał by szans. No i co jeszcze powiedział. Bo ja mu wyrzuciłam, że ma drogę wolną, że nich sobie idzie i układa to życie, niehc spełni te swoje marzenie, niech spróboje - powiedział, że nie chce. co więcej jak zawsze ją bronił tak teraz przestał.

    jak powiedziałam, że znam, bo znam jej chłopaka, mam namiary na matkę, że zadzwonię aby się dowiedzieli co narobiła - powiedział rób jak uważasz. A zawsze ją bronił wręcz rękami i nogami. I tyle.

    Wyprosiłam go potem i poszedł.

    dziewczyny możecie mi nazdać - jak se zasłuzyłam, to trzeba to zrobić.

    AA mówił jeszcze, że chciałby do domu wrócić - powiedziałam nie i że może se mieszkać gdzie chce, że jestem zdecydowana na rozwód.

    I tyle napioszcie coś do mnie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: atol1   Data: 2009-04-30, 18:05:19               Odpowiedz

    Pytanie !
    Namawianie do rozkładu pożycia małżeńskiego w naszym kraju jest karalne. Proponuję zapoznać się z kk i krio.
    Nakłanianie do przestępstw też jest karalne. Proponuję spałzować . Jest przykre jak podpowiada się rozwiązania mające na celu podjęcie decyzji niezgodnych z intencjami niezdecydowanej osoby.

    Pozdrawiam.

    PS. Istnieje też szereg praw mniejszości ( między innymi płciowych).

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-04-30, 16:26:00               Odpowiedz

    Chce wrócić do ciepłych bamboszy.
    Zapytaj mężusia czy zmieni pracę,przestanie wyjeżdżać i popatrz na jego pierwszą reakcję.Ona Ci powie wszystko.
    Wyrzucić nie możesz,ale i wpuszczać też nie musisz.Policja nic Ci nie zrobi.Słusznie ktoś tu napisał,że zony są maltretowane latami i co?Oni generalnie nie lubią się babrać w takich sprawach.Jeśli przyjadą,zapukają,może coś powiedzą i pójdą.Zresztą czy musisz być akurat wtedy w domu?Będą sobie gadać do drzwi.Zamki możesz zmienić...bo zgubiłaś klucze.:D
    Mężuś się z Tobą nie liczy,a Ty się nim przejmujesz.On jest wyrachowany i Cie nie szanuje.Nie szanuje matki swoich dzieci.
    Ok,zakochał się(przykre!!!ale tak bywa),ale zawsze będziesz matką jego dzieci,kobietą,z którą przeżył kilka lat.Na minimum szacunku każdy zasługuje.
    Myślę,że jeśli pokażesz mu swoją wartość,spasuje.Teraz uważa,że jesteś słaba,więc może wszystko.pokaż,że jest inaczej.
    Pozdrawiam.:)

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Albertyna   Data: 2009-04-30, 12:01:48               Odpowiedz

    O facetach nie piszę bo szkoda na nich miejsca oni jak wiadomo mają tylko połowę mózgu.

    Jeśli faktycznie jest tak, że postanowiłaś z nim mieszkać to daj się chociaż przekonać do powrotu na Twoich zasadach wizyta w poradni małżeńskiej niech specjalista mu uświadomi co zrobił, a Tobie podpowie jak postępować jeśli nic nie zrobisz to cała historia się powtórzy. Miłość potrzebuje stanowczości to szczera prawda, ci co się wahają tracą.
    Fakt jest taki, że od początku tego co piszesz nic w twoich wpisach się nie zmieniło jeśli teraz czegoś nie zmienisz to szczęścia nie zaznasz.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Albertyna   Data: 2009-04-30, 11:01:01               Odpowiedz

    Jeśli tak postąpił to jest bardzo ale to bardzo egoistyczny, Nikt go na siłę do ołtarza nie ciągnął podjął tę decyzję świadomie. Posiadanie dzieci to tylko chwila przyjemności, a na świat przychodzi nie kukiełka, której można wcisnąć każdy kit. To człowiek z waszej krwi i kości posiadający duszę i uczucia. To mały człowiek, którego zobowiązaliście się oboje wychować. Zrób wszystko, żeby to on wytłumaczył dzieciom dlaczego tak się stało nie wyręczaj go w tym tak ważnym i trudnym temacie. Teraz tylko Ty i dzieci się liczycie. Pewna zagubiona dziewczynka tak napisała do swojego ojca:

    Tato, ciągle nie wiem...
    Czy chciałeś od nas odejść?
    Zawsze zastanawiam się- dlaczego?
    Czy myślałeś, jak mogło być?
    Czy kiedykolwiek płakałeś z tego powodu?
    Siedzę w domu i myślę o Tobie,
    o tym jak mogłoby wyglądać nasze życie.
    Ciągle marzę, żebyś był razem z nami.
    Wydaje mi się, że gdzieś w środku coś we mnie nie dojrzało.
    Czy czasem o mnie myślisz? Mój tato? Mój własny?

    Ludzie zastanówcie się co robimy naszym dzieciom jaki los im szykujemy to tylko chwila przyjemności, a potem życie z takimi myślami. Do tanga trzeba dwojga. My kobiety potrafiłyśmy być solidarne walcząc z facetami o naszą godność i prawa do godnego życia, a teraz co robimy zgadzamy się, żeby niszczyć to co w życiu najcenniejsze. To nie sam facet to niszczy. Kobieta która rozbija rodzinę powinna być traktowana przez inne kobiety jak trędowata. Wszystko zrobią żeby tylko jakieś portki mieć przy sobie. To taka moja refleksja może my jako matki powinnyśmy uczyć nasze dzieci jakie wartości są w życiu najcenniejsze, a nie pokazywać im, że tylko one są ważne i wychowywać egoistów. Bierz dziecko co chcesz walcz o swoje bo tylko Ty się liczysz nic innego nie ma znaczenia. Może trochę mnie poniosło ale kto uczy dzieci tego co naprawdę wartościowe. Rodzina i dzieci to świętość. Po ilości rozwodów widać kto tak do tego podchodzi szanuje i dba o to co ma.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: PDKu   Data: 2009-04-30, 10:11:04               Odpowiedz

    Meg - polecam , znajdź nagranie filmu "Skrzypek na dachu" . W poniedziałek na 1 programie TVP w nocnych godzinach był.

    A tak nawiasem, każdemu przychodzą chwilę zagubienia. Sama o sobie wiesz wiele. Tak z męskiej strony powiem :
    1) gość się zagubił ,
    2) gość popełnił błąd,
    3) gość nie wiedział o swoich uczuciach nic ( niedorozwój )
    4) gość nauczył się, że jeśli popełnia się błąd to należy z niego wyjść z twarzą
    5) gość zapędził się w okazywaniu i korzystaniu z uczuć
    6) gość jest na tyle wrażliwy ,że nie umie po popełnionym błędzie pozostawić po sobie bałaganu,
    7) gość potrzebuje czasu na poukładanie swojego bałaganu,
    8) Meg zamiast pomagać gościowi w poukładaniu tego co nabałaganił poddałaś się emocjom,
    9) kochanka też jest kobietą, bardzo podobną uczuciowo do ciebie, mimo wszytko czuje podobnie do ciebie
    10) słuchając podpowiedzi prowadzących do rozwodu, sama siebie krzywdzisz, niekiedy łatwiej jest dać sobie czas dla siebie , żeby w sobie poukładać wszystkie uczucia ( miłość, gniew, zawiść, pokorę, cierpliwość i takie tam inne ) dla siebie. GWAŁT zawsze pozostanie GWAŁTEM, a najbardziej boli jeśli sama na sobie go stosujesz.
    11) gość potrzebował czasu dla siebie, a że ta jego potrzeba zabolała ciebie ?. Tak , mogę współczuć, lecz wiem o tym , że w oddziaływaniu dwu ciał stosowana jest zasada "akcji i reakcji". To co on odczuwa, podobnie ciebie tyczy. To co ty odczuwasz, działa na gościa. Nie zmienisz tego, bo świat jest tak stworzony.
    12) gość podejmie decyzje, zrozumie siebie, a ty Meg dając mu odpowiedni czas skorzystasz. To też jest zasada, najczęściej stosowana przez szczęśliwe kobiety. Starożytność daje tobie przykład - poczytaj Odyseję. Gość jest na etapie Iliady, pozwól mu na drugą część.
    13) wrażliwość nas ludzi na szalejące uczucia jest wspaniałą cechą, odróżniającą nas od innych stworzeń, poszukaj źródła tej wrażliwości ( jest ono bardzo blisko ciebie, czeka na twoją otwartość )
    14) "jesteś " więc "bądź", kobieta jest zawsze piękna obojętnie w jakiej jest sytuacji, a mężczyzna od zarania wieków poszukuje po całym świecie tego co jest obok niego w zasięgu reki. Przykre , ale nie każdego Odysa wiatry sprowadzają do Itaki. W twoim przypadku Meg, chyba jeszcze "zefirek" wieje we właściwym kierunku, a jak dojdziecie do układu niech przy zbliżeniach "orkan" szaleje w was.

    Kruszynki, ( do wszystkich) , współczuję. Wiem , że dawniej istniała funkcja swatki. Doświadczona kobieta potrafiła przysposobić każdą z was do początku związku. Teraz przyszły czasy swobody, wybieracie same. Uważacie się za nieomylne, wszechwiedzące, a jak przychodzi do pierwszych niepowodzeń to gubicie się w swoich pomysłach. Dlatego nie zawsze "rozwód" jest najlepszym wyjściem. Są przypadki, że jest pomocny w kształtowaniu właściwych relacji, ale nie konieczny. Współczuję,

    Opisałem się, a wystarczyło powiedzieć poczytajcie Makuszyńskiego "Koziołka Matołka". Jakby się nie patrzeć, to opis każdego męża. Mam nadzieję ,że nie znam waszych mężów , bo będę musiał uważać wychodząc z domu.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-04-30, 08:45:32               Odpowiedz

    PDKu, Dziękuję za zainteresowanie. Radzę sobie nieźle, a wszystko też dzięki ludziom, ludzkiej trosce i wsparciu. Mam taki swój mur i wszystkie trudności odbijają się od niego, szczególnie cudza podłość...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-04-30, 08:36:51               Odpowiedz

    z ostatniego wpisu Meg wynika dla mnie jasno..

    Możesz pisać co chcesz ale widzę że przyjmiesz go spowrotem, nie oszukujmy sie na wzajem bo po co

    orum po to jest anonimowe by choć tu nie kłamać...
    jak czytam twoje słowa - ciągle zasłaniasz sie dziećmi to widzę już jak on wraca.

    Nikt z nas cię nie przekonał jak widzę

    Nie przekonasz mnie że jest inaczej

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-30, 08:24:37               Odpowiedz

    no i poszło na meg kubel zimnej wody no i dobrze ...:)!
    meg czy to mieszkanie jest wasze wspolnekupione po zawarciu małżeństwa czy też jego albo twoje sprzed slubu a może rodzice dali kase na nie?
    do adwokata może i idz...tylko żeby z ciebie nie zerżnął kasy bo oni duzo gadaja a ty mało rozumiesz...:) dowody dowody dowody ...musisz je zbierac dowody na jego niewiernośc jesli chcesz udowodnic jego wine za rozpad malażeństwa...możesz póki co pisac pamietnik kiedy wychodził maile smsy...swiadkowie ...no chyba ze chcesz rozwodu bez orzekania o winie to powinno pójśc gładziej...tyle że przy winie mogłabys żadac alimentow na siebie tez poza dziecmi...

    może przesadzamy z oczekiwaniami co mdo mozliwości meg nie oszukujmy sie finansowo nie bedzie jej latwo bo zanim zasadza alimenty zanim załatwio sobie kase nie wiem jakis zasiłek rodzinny albo z opieki albo wróci do pracy...o wynajęciu mieszkania nie wspomnę...

    tale i tak trzeba zaczac dzialac szybko i konkretnie...bezwzglednie ...mam nadzieje ze sie facet jednak opanuje i dla dobra dzieci pojdzie sobie w swiat...ii krwii psuc nikomu nie bedzie zaslaniajac sie swoja postawa dobrego tatusia...spacerki kąpielki srupa dup....!!!!!

    no bo to musi byc potwór jakiś bez honoru żadnego w tej chwili jakis zaslepiony monster emocjopnalny kochanke miec zone miec dzieci pod reka tyle ile chce mieszkanko równiez bez rozwodu w pokoiku i może jeszcze kolegowac sie z żona...!!!!to sie nazywa TUPET!?!!

    zadzwon do jego rodziców powiedz zeby go trzymali u siebie może razem z jego kochanicą może zrozumieją...a potem dobitnie bym mu wyjasniła co go czeka w sądzie na rozprawie ...gdzies tu jest twój mail ????meg? to wiecej o rozwodach napisze ci prywatnie

    majówka dup....niech se jedzie oglądać pączkujące kasztany sam..i sie do przyrody zbliży zycz mu bon włajaz na majopwy łikend ....na koppach bym go wyslała na majowy relaks...!!!!!!

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-30, 07:03:28               Odpowiedz

    nieststy policja powiedziała, że nie mogę wyrzucić. On o to mógłby mi potem w akcie zemsty sprawę założyć.

    jak tak czytam te wszystkie wpisy to mój jest okropny i to mnie zgubiło taka cicha słodka żmija.

    on teraz miły, dla dzieci oki, spacerki itp, poropozycja na majówkę jakiegoś wypadu tak aby się do siebie zbliżyć.

    powiem tak muszę na okrągło polewać się zimną wodą i przypominać co zrobił, bo on teraz próbóje mnie zmiękczyć.

    ale ja już wiem, że sprawę o rozwód i alimenty założę. wolałabym aby nie wracał do domu, ale jak mamuśka go już wyrzuca to pewnie na siłę przyjdzie, albo się zdziwię i z nią jakieś gniazdko wynajmie :-)))).

    napiawdę od pocztku wiele we mnie pękło, wiele się zmieniło, podsumowałyście mnie ostro, ale ja go kocham (am) sama jeszcze nie wiem, kocham dzieci i w pewnym momencie wydawało mi się, że to się da jeszcze jakoś poukładać. Ale faktycznie tym wyjazdem do niej to już postawił kropkę nad I.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: PDKu   Data: 2009-04-30, 00:28:21               Odpowiedz

    koleżanko balanga

    czy październiku zeszłego roku nie miałaś podobnych kłopotów, jak sobie poradziłaś , szczególnie ( o ile dobrze pamiętam ) z alkiem

    Mur, murem , tylko Meg jest sama na szpicy i ten mur jej na wiele się nie zda.

    Nie odczytuj mnie jako złośliwego.

    Cześć

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: olga291   Data: 2009-04-29, 23:56:15               Odpowiedz

    Kurczę to "mój mężulo" to anioł w porównaniu do męża Meg he he

    Ja mojego spakowałam,a jak wrócił od kochanki to powiedziałam że ma się wynieść,bo nie chcę oddychac tym samym powietrzem co on,jak od niej wraca i rzygać mi się chce jak na niego patrzę.Coś tam bąknął,że to też jego dom,a ja powiedziałam mu-to już nie jest twój dom,ty juz zadecydowałes,że nie chcesz tego domu i tej rodziny.Ok-powiedział,wziął walichy i wyszedł.
    Do dziś nie wrócił he he no i bardzo dobrze.

    Na szczęście wojny o mieszkanie(wzięte na kredyt)nie było,zaciągnęłam go(męża) do notariusza i zrzekł się mieszkania na mnie,a razem z kochanka wynajeli sobie jakąś norkę.
    Piszę to,bo myślałam że mój to drań,ale po tym co przeczytałam,to są gorsi,bez honoru,zwykłe kanalie.

    Meg a może zadzwoń na policje i zapytaj anonimowo,czy masz prawo go nie wpuścić?No nie wiem,tak mi przyszło do głowy.

    Trzymaj sie kobietko i nie daj sie k....stwu!!!OLGA

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: PDKu   Data: 2009-04-29, 23:42:07               Odpowiedz

    Czyżbym odczytał w twoich wpisach smutek i żal ?

    Ach kruszyno, współczuję

    Wybaczenie to nie konieczność dalszego wspólnego życia, to może być uwolnienie od pragnienia zawładnięcia partnerem.

    Życzę tobie , abyś uwolniła się od tak natarczywego rozdrapywania swojej rany. Nie zawsze jest tak , że nasz ludzki pomysł na życie jest jedynie słusznym .

    Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-04-29, 23:39:07               Odpowiedz

    I żeby do głowy nie przyszło ci kupować sobie coś małego (mieszkanie). Dlaczego masz się gnieździć i żyć w niewygodzie? Pan rozwiązał umowę małżeńską, pan poniesie konsekwencje. Ty mieszkaj gdzie jesteś, jego nie wpuszczaj, jak radzą dziewczyny i czekaj na rozwiązania w sądzie. Moja koleżanka ma identyczną sytuację i pan w obawie o orzeczeniu jego winy poszedł na ugodę- dostała mieszkanie i wysokie alimenty na syna i spore na siebie na czas 5 lat, dopóki nie stanie na nogi, bo wcześniej nie pracowała. Nie bój się. Walcz. Murem tu za tobą stoimy!!!

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-04-29, 21:52:09               Odpowiedz

    oj, jeszcze wyjdzie szydło z worka

    zawsze tak jest.. jak zobaczy ze jesteś twarda to zobaczysz jak cię zeszmaci, i dzieci już sie nie bedą liczyły..

    Tylko zablefuj - zmien zamki i powiedz że już tu nie mieszka - zobaczysz, reakcja otworzy ci oczy szeroko ze zdumienia

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: mucha33   Data: 2009-04-29, 21:46:12               Odpowiedz

    he,he dziewczyny ale sie bojownicze zrobilysmy:).bo prawda jest taka ze "dziad"honoru nie ma i tupet ogromny.po tych cyrkach wynurzeniach jak to ja kocha (kochanke)teraz chce sie na chate wladowac i hotel urzadzic?!dno.boisz sie ze policja ci cos zrobi?pomysl o kobietach co je maz maltretuje gdzie jest policja wtedy?myslisz ze on bedzie taki zeby na chama sie do domu pchac wylamywac zamki i robic cyrki przy dzieciach?moze to jest mysl zmien zamki sprzedaj te mieszkanie i odseparuj sie.no jak zmienisz zamki to wyjdzie jego prawdziwy charakter podejrzewam ze podobny jak u sylbut:/

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-04-29, 21:37:06               Odpowiedz

    Co może policja?Przyjdą,nie otworzysz,pójdą.

    Wiesz...wpuść mężusia,niech zacznie pomieszkiwać,może zaprosi (w przyszłości) kochanicę na noc,a Ty będziesz po niej szorować kibel.Sorry,ale wymyślasz.

    Masz wiele możliwości,to nie jest koniec świata.Niektórzy mają jeszcze bardziej pop.życie i starają się coś zrobić.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-04-29, 21:33:18               Odpowiedz

    nooooooooooo
    co za ulga, oby tonie był puste słowa na potrzeby forum Meg.

    Wypierdolić dziada ze swego życia - przepraszam za wulgaryzm admina ale musiałam.

    Co ci poradzić kochana?
    Jego wizyty bedą bolały, ale musisz nauczyć sie z nimi żyć, tak jak musiałaś nauczyć się chodzić.
    Nie rozmawiaj z nim na żadne tematy oprócz dzieci, jeśli będzie chciał, miej siłę by uciać dyskusję.

    Co do mieszkania - ne wyobrażam sobie byś zaczeła normalnie funkcjonować mieszkając z nim. Musicie je sprzedać, kup sobie coś małego, maleńkiego ale własnego. Twoje córki przeżyją to, naprawdę. dzieci chcą chłonąć miłość a nie telwizor plazmowy...

    To taka przenośnia... :)

    Idź do innego adwokata a nie do tego durnia co ci każe go nie wywalać i patrzeć jak przychodzi po tym jak sie pierd... z kochanką. Co to w ogóle znaczy że tak będzie lepiej jak się sam wyniesie, A jak się nie wyniesie to co??
    Masz z nim żyć??? W ten sposób się zatrujesz, tak sie nie da oddychać.

    Popros o radę rodzinę, koleżanki. Nie wstydź się, to nie twoja wina, wiele kobiet tak sądzi - ja też tak miałam.

    Prawdziwi przyjaciele ci pomogą, zrobią zakupy. A ci którzy przestaną odbierać tel? Pewnie bedą i tacy, ale co ci po nich.

    Nie wiem gdzie mieszkasz, sama chętnie bym ci pomogła. Ja w Gdańsku.


    Coś zrób - odejdź sprzed komutera i idź do pranika i do sądu. Tak sie nie da żyć.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: mucha33   Data: 2009-04-29, 21:18:48               Odpowiedz

    no tak teraz to cie urzadzil na cacy:/.rzeczywiscie nie mozesz go wywalic z domu no wspolczuje,teraz to bedzie sobie pozwalal,siedzial w swoim pokoju traktowal cie jak powietrze czasami zajmie sie dziecmi a na weekend pojedzie do kochanki.moze powinnas byc stanowcza moze sprobuj powiedziec ze nie ma mowy bo ty rzygasz na niego i nie zniesiesz jego obecnosci po tym co narobil,ze jak powiedzial ze kocha ja i ja wybiera to niech probuje zapewnic sobie byt niech wynajmie sobie pokoj u kogos innego.ja wiem ze nie mozesz go wywalic ale dla mnie to gosc bez honoru na maxa,i teraz masz powod jego naglej milosci i odmiany powod dlaczego wybral ciebie i dzieci pokochal bezgranicznie.brak mieszkania go zmusil do tego a nie uczucia.tfu!nie lituj sie nad nim,niech wynajmie pokoj jak dobrze zarabia.jak ci sie na chate wrypie spowrotem to sie wykonczysz nerwowo.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-29, 21:12:29               Odpowiedz

    Sprzedaj mu częśc mieszkania za rozsądne pieniądze i kup sobie coś małego, przynajmniej spróbuj, w każdym razie postaw mu warunek że nie chcesz z nim mieszkać i dlaczego i koniec. Jutro Ci wyślę maila.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-29, 21:10:13               Odpowiedz

    POWIEDZCIE CO ZROBIĆ W TEJ SYTUACJI.

    PRAWDA JEST TAKA ZE JAK GO NIE MA MAM NAPRAWDE SPOKÓJ JEST MI DOBRZE JESTEM ZRELAKSOWANA MAM W KOŃCU CZAS DLA DZIECI. JEST MI DOBRZE. BOLI ALE MAM SPOKÓJ.
    JAK ON PRÓBUJE KONTAKTOWAC SIE Z DZIECMI TO BOLI WTEDY WSZYSTKO BOLI NA NOWO.

    I DLATEGO JESTEM ZŁA ZE ON POPROSTU NIE ODSZEDŁ DO NIEJ

    BO MOJA WIZJA JEST TAKA ZE ON TERAZ ZROBI SOBIE TEN SWÓJ POKOJIK OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU A NA WEKANDY BEDZIE DO SWEJ PANIENKI JEZDZIŁ

    NO DZIEWCZYNY CO JA MAM ZROBIĆ W TEJ SYTUACJI

    CZY NAPRAWDĘ MOGĘ NIE POZWOLIC MU MIESZKAC WE WŁASNYM DOMU????








  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: mucha33   Data: 2009-04-29, 21:07:59               Odpowiedz

    no troche mi ulzylo bo myslalam ze mnie "zjecie"za to co napisalam.ja rowniez mam dosc uzalania sie meg i zaslaniania dobrem dzieci.o jakim dobrze jest tu mowa?moje biedne dzieci nigdy nie zaznaja szczescia...bla,bla.a czy te dzieci maja tylko ojca czy ty szykujesz sie do grobu?dla mnie jest to maskowanie prawdziwych powodow twojego strachu,boisz sie co teraz bedzie jak on sie wyprowadzi i skonczy sie twoje wygodne zycie za jego pieniadze.sama pisalas ze bedziesz walczyc aby twoje dzieci dostaly jak najwiecej po nim itp.one dostana o to nie musisz sie bac,kiedy umrze odziedzicza po nim bez obaw.tobie tez beda sie nalezaly alimenty ale czy on bedzie je placil?wiesz ze jesli nie to trudno bedzie ci zyc i to cie tk przeraza.wiesz meg ja nie rozumiem ciebie doszukujesz sie ze on kocha ze wroci w kazdym slowie.czekasz az napiszemy ok,daj mu szanse daj dobre zycie dzicia ,ale w czym moze byc te zycie lepsze niz bez niego?ja zostalam z dnia na dzien w obcym kraju bez pieniedzy bez rodziny sama z dwojka dzieci i zyje:),mam przyznane alimenty ale nawet ich na oczy nie widzialam i nie chce ich wogole widziec.powiem wiecej poznalam kogos kto kocha mnie kto lubi sie bardzo z moim dziecmi.nie zastepuje im ojca ale daje wsparcie jest przyjacielem.i zylismy sami dlugi czas ale nigdy nie uwazalam ze moje dzieci sa biedne i nieszczesliwe bo nie maja tatusia.oczywiscie nie moge zastapic ojca ale naprawde swietnie sie ze soba czujemy i wydaje mi sie ze jestesmy naprawde zgrana brygada.ten czas kiedy bylam sama z dziecmi wykorzystalam na maxymalne zblizenie sie z nimi i mysle ze to zaowocuje na przyszlosc.jestesmy tak bardzo zzyci bo nie bylo nikogo ze mna kto moglby mi pomoc i wiedzielismy ze mamy tylko siebie i wzajemne wsparcie i szacunek w rodzinie jest nasza sila.tego zycze ci meg.obawialam sie ze wprowadzenie mezczyzny w nasze zycie bedzie problemem ale okazalo sie ze moej dzieci sa szczesliwe ze ja jestem szczesliwa i zaakceptowaly a nawet polubily mojego "chlopaka"bez problemu.teraz to sa juz nastolatki wczesne ale jednak nastolatki.widze jak zaczynaja miec swoj swiat swoich kolegow kolezanki,mam wiecej czasu dla siebie bo nie siedza juz uczepione mojego rekawa i jesc umieja sobie przygotowac,i czasami maja swoje male sekrety jak to rodzenstwo.
    widzisz meg nie trzeba ojca i wyszarpywania kazdego grosza aby dac dziecia chwile szczescia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-29, 21:04:40               Odpowiedz

    macie rację w 100%. chcę rozwodu bez 2 zdań. i teraz powiedzcie co mam zrobić. przed chwilą dowiedziałam się, że on do niedzieli ma zakwaterowanie u rodziców potem won. I już się zaczyna, że przecież mamy ileś tam pokoji, że mam mu jeden dać. I co mam zrobić. nie wpuścić go?

    Chciałabym aby poszedł do niej - naprawdę nich idzie. Boli, ale i boli co zrobił, i czuję się nikim i jak szmata.

    Ale prawda jest też taka, że prawnie nie mogę go z domu wywalić. nie mogę. bo może wrócić z policją i tak wejdzie i ble ble ble ...

    i co mam mu pokoik dać?

    chcę rozwodu, chcę być bez niego. Dla mnie najlepiej by było jagby się spakował i do niej poszedł lub gdzie chce. Ale żebym go tylko nie musiała oglądać.

    A on chce z dzieckiem na spacer iść, a on chce dziecko odwiedzić i pewnie w poniedziałek przyjdzie i będzie chciał pokojik. NO I CO JA MAM ZROBIĆ.

    BO JA SIĘ CZUJĘ JAK W SZACHU - ok do adowkoata pójdę założe sprawdę, ale kurwa co ja ma się z dziecmi gdzieś wynieść????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-04-29, 20:46:38               Odpowiedz

    Być może zabrzmi to obraźliwie co napiszę Meg, ale nigdzie nie czytałam aż tak głupio naiwnych wpisów jak twoje.. Kobiety cierpiały, pisały, męczyły sie na różne sposoby ( jestem jedną z nich), ale chyba nigdy nie czytałam wpisów kobiety tak przeraźliwie wystraszonej brakiem pieniedzy i zasłaniającej swoje wygodne życie cierpieniem dzieci bez tatusia.

    Może nasze wpisy trochę cię otrzeźwią ( w co przyznam sie zaczynam wątpić).

    Już takie głupoty odpisujesz że aż mnie to drażni...

    Rozumiem towje cierpienie, moje trwało dłuzej ale nigdy nie pozwoliłabym na sytucję w której mój mąż jedzie na weekend poruchać kochankę i zastanowić się co dalej, i jeszcze mi o tym mówi...

    Co innego być dobrze oszukiwanym a co innego pozwolić trakować sie jak szmate - bo on chyba za nic innego cie nie ma.

    Zgadzam się z przedmówcami co do ich obawy o to jakie zycie pokażesz córkom jako ich matka???

    Pozwalajcie się szmacić, poniewierać w imie wygodnego życia i strachu???

    Tak chcesz żeby żyły? Bo jeśli będziesz tak nadal postepowała to tego włąsnie je nauczysz...

    Biedne dzieci...

    Już nie wiem co ci odpisywać, bo ciągle biadolisz jak to boisz się zostać sama, a do niektórych wpisów i rad nie odnosisz się w ogóle. My piszemy, piszemy, czyli jesteśmy z Tobą, myslimy o Tobie, zaglądamy tu...

    A odpowiedź... " to tak boli, on się zastanawia, jak bedę żyć bez niego...

    ble ble ble

    juz nie moge z Toba nerwowo...

    są ludzie totalne ofiary, mam nadzieję że nie jesteś jedna z nich bo inaczej biedny los Twoich córek...

    Może pogniewasz się za te ostre słowa, widzę że już rzadko odpisujesz i w ogóle w sposób jakbyś nas w ogóle nie czytała. Odpisuję ostro bo wierz mi, mogę śmiało powiedzieć, ze cierpaiałm dłużej niż ty, nadal cierpię, ale szmacić można sie do jakiegoś momentu

    Ty mam wrażenie się tym już rozkoszujesz...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-04-29, 20:41:23               Odpowiedz

    Tak jak piszecie, obawiam się, że nic się nie zmieni, a wszyscy tu będą roztrząsać czy delegacja zaczęła się dzień wcześniej, czy kochanka manipuluje nim czy jest szlachetna czy szmata, czy można żyć bez mężczyzny, dla jakich wartości poświęcamy swoje życie i czy taki model rodziny 2+2+1 jest do przyjęcia? zakład przyjmuję, że Meg da mu szansę, prawda Meg? Za mało upokorzenia! Pytam jeszcze raz: co jeszcze ma się wydarzyć, jak wielką krzywdę ma ci zrobić, jaką niegodziwość, jak daleko się posunąć żebyś przejrzała na oczy, Meg?

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: mucha33   Data: 2009-04-29, 19:27:44               Odpowiedz

    ja mysle ze papiery o rozwod moze zlozyc,moze to go otrzezwi.przeciez samo zlozenie papierow nie oznacza odrazu rozwodu a poza tym zawsze sie mozna z tego wycofac jesli cos sie zmieni.
    sprawa o rozwod nie jest na drugi dzien od zlozenia pozwu to raz a w przypadku kiedy sa dzieci i orzekanie o winie rozpraw jest kilka wiec mysle ze to moze byc dobry sposob aby otrzezwic meza i zobaczyc na czym mu naprawde zalezy.
    wedlug mnie Meg nie powinna zaslaniac sie dobrem dzieci probujac ratowac ich malzenstwo,dzieci dobrze wyczuwaja falsz a za kilka lat naprawde nie beda potrzebowaly tatusia taka jest prawda beda mialy swoje zycie kolezanki kolegow a meg bedzie siedziala sama w domu smutna i rozzalona ze zostala w tym zwiazku.oczywiscie to tylko moja teoria ale poparta obserwacjami.
    osobiscie drazni mnie gadanie meg ze dziewczynki beda zyly bez tatusia itp.nie beda zyly bez tatusia bo tatus zyje i ma sie dobrze. dzieci szybciej potrafia sie dostosowac do zmieniajacych sie sytuacji niz ci sie wydaje meg.prawda jest taka ze najbardziej boisz sie jak sobie poradzisz bez jego pieniedzy w sytuacji kiedy nie pracujesz i masz male dzieci.uwierz mi nie jest to koniec swiata.twoje corki moga ci byc w przyszlosci bardziej wdzieczne jesli zostaniecie w trojke i bedziecie mialy spokojny dom niz kiedy zostaniesz z mezem i bedziesz zyla sfrustrowana obok niego.przemysl to i nie mysl ze rozwod lub jego brak cos zmieni w stosunkach miedzy mezem a dziecmi.poniewaz to jakim ma byc ojcem nie zalezy od tego czy bedzie twoim mezem czy nie.
    spojrz jak to wyglada kochanka powiedziala zeby poszedl do ciebie a on nie wie co robic chociaz wie ze ty bys go przyjela z wielka radoscia .taka jest prawda bardziej przyciaga go pseudo dobroc kochanki jej lekkie go odepchniecie niz ty rozzalona smutna zona.otrzasnij sie dziewczyno sprobuj zachowac godnosc.
    patrze na siebie i wiem ze jesli przestalabym kochac to nic nie byloby w stanie zmienic moich uczuc i zakochac sie na nowo nie bylabym w stanie.zostanie w zwiazku ze wzgledu na dzieci kiedys zacznie mu ciazyc i kiedy corki podrosna on odejdzie albo co gorsza bedzie poszukiwal uczucia caly czas poza domem w domu utrzmujac sztywna porzadna atmosfere.szkoda zycia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: pytanie   Data: 2009-04-29, 16:36:42               Odpowiedz

    Wiem co będzie dalej.
    Meg nic nie zrobi,bo mąż obieca,że się zmieni.On będzie nadal się bawić,Meg już tego nie zauważy i tak będą trwać do momentu,aż szanowny mąż stwierdzi,że jednak kocha inną i odejdzie.Być może córki będą wtedy dorosłe,a może trochę starsze.
    Myślę,że jeśli faktycznie kocha tamtą,to będą się spotykać i wreszcie stanie się to,co planują.
    Chcesz być z mężem tylko dla dzieci?Jaki wzorzec domu im przekażesz?Mają znaleźć takich samych kandydatów na męża?
    Nie możesz wywalić go z domu?To zrób coś.Zapiszcie mieszkanie na córki,wynajmij je.Jeśli możesz przeprowadź się z dziećmi na jakiś czas do rodziców.Masz prace,po wychowawczym rozejrzyj się za inną.
    Tu trzeba tylko chcieć.
    Rozwieść się zawsze można,choć myślę,że w Twoim wypadku czym później tym gorzej.Szanowny mąż będzie Cię urabiać.
    Kłamał,kłamie i nie przestanie.Jeśli u kochanki zastanawiał się co dalej,to uwierz,że kłamie na maxa i nie ma do Ciebie za grosz szacunku.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: balanga   Data: 2009-04-29, 15:13:49               Odpowiedz

    A ja myślę, że nasze wpisy, choćbyśmy sobie tu flaki wypruły nic nie dadzą, bo jeśli ty Meg nadal piszesz czy nie oglądać się na dzieci i złożyć pozew o rozwód? to znaczy że niewiele wzięłaś z tego co dziewczyny tu piszą. Nic się nie zmieni, bo chyba należysz do tych kobiet, które za wszelką cenę będą zatrzymywały mężczyznę. Jeśli tak chcesz żyć jak ostatnio to proszę bardzo, nikt tego nie zabrania. Nic się nie zmieni, już mu pokazałaś na ile ustępstw idziesz, byleby tylko twoje portki nie uciekły od ciebie. Czy trzeba by sprowadził kochankę do domu i kazał ci jej usługiwać, byś się obudziła!!!??? Czy na to też pójdziesz? A ty w ogóle to choć trochę lubisz siebie? Aż zgroza!!!

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-29, 14:26:58               Odpowiedz

    przestańcie chrzani...c o tych rozwodach...a kto wam sie kar\e od razu rozwodzić...?????!!!!!i podejmowac decyzje na smierc i zycie juz raz sie przysiegało na kobiercu i sie okazało ze sobie mozna wsadzić w bajki te przysięgi to i rozstanie nie musi abnalogicznie byc oststeczne...nmad rozwodem zastanowisz sie za pół roku a na razie niech sie wynosi ten twój mąz gdzie chce do niej do niegoo do rodzicow do kolegi pod most na alaske gdzie chce odizolujcie sie od siebie!!!!na Boga!!!!!

    gadanie bredzenie prawnika że go nie mozesz wyrzucic z domu !!!a niby czemu!!!!???? temu że ma kochanke! na co masz dowody a jak nei masz to je miej! esemesy maile świadkowie ...nie wiem co jeszcze

    maz cie zdradza a ty go nie możesz z domu wywalić bo niby co? bo wasz wspólny? no i niech se bedzie? podzielicie sie nim przy rozwodzie! a jak nie ma sie gdzie wynieśc to niech wraca i siedzi na d...pie

    skoro i tak sie zadreczasz tak ze przez ekran nawet cxzuc jak boli to sie zadreczaj w samotności bedzie ci prosciej....

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: sylbut   Data: 2009-04-29, 14:17:09               Odpowiedz

    Meg

    Proszę nie myśl, że będzie dobrze. Postanów to co powinnaś, czyli to czego się boisz, a zobaczysz, że będzie już tylko lepiej.
    Od momentu jak sobie to uświadomisz poczujesz się dobrze. Może nie od razu, ale z każdym dniem na pewno coraz lepiej.

    Wiem co mówię. Przecież miałam to samo. Wiem, że masz troszkę inną sytuację niż ja, ale to nie powód by nie postąpić tak jak ja. Nie pozwalaj mu już wracać.

    Tak wiele się słyszy, że skoro facet zostaje w związku dla dzieci to nic z tego związku i tak nie będzie. I tak jest w rzeczywistości.
    Chcesz żyć z człowiekiem, który Ci zrobił tyle okropnych rzeczy, który kocha inną i Wasze dzieci. Bo to co czuje do Ciebie to nie miłość - to przywiązanie i nic więcej.

    Dla dzieci na pewno będzie lepiej jak Ty będziesz szczęśliwa, a nie codziennie nieufna, smutna, czekająca na drobny gest z jego strony. Nie poświęcaj się.

    On nie jest Ciebie wart. Powtarzaj to sobie. Tylko to w tej chwili jest prawdą.

    Trzymaj się Kochana i wiedz, że radzimy Ci tak jak uważamy za słuszne. Co zrobisz - ten wybór należy tylko do Ciebie.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: undset1   Data: 2009-04-29, 13:43:09               Odpowiedz

    wybacz ale jeśli on pojechał na weekend do niej się zstanowić to znaczy że ma cię za niezłą idiotkę...

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-29, 12:58:42               Odpowiedz

    chyba jestem słaba. on ma mnie w dupie jeszcze na weekand pojechał do niej sie zastanowić a ja boje sie wniesc o rozwód. boje sie boje wszystkiego co jest z tym związane.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: undset1   Data: 2009-04-29, 11:40:56               Odpowiedz

    MEG - POSŁUCHAJ CO CI NAPISZĘ..

    Absolutnie nie zgadzaj się na żaden powrót.!!!

    Mój mąż wrócił, mineły 4 lata - mojego wybaczenia, poczucia winy, pomagania mu we wszystkim itd...

    Teraz znowu mnie zdradził...

    Nie wierzę, i nigdy nie uwierzę, w żadne porywy "dobrego serca" ze strony takiego oszusta.

    TYLE RAZY CIE OKŁAMAŁ I MYŚLISZ ŻE JUŻ NIE OKŁAMIE WIĘCEJ ?????

    Albo jesteś taka głupia albo sama się oszukujesz. Przepraszam jeśli to mocno brzmi, ale chyba jakbym była twoją mama, albo koleżanką, to bym Ci dała po gębie.


    "powiem tak dziś miesza mi w głowie, dla niego jako człowieka nie chciałabym juz wracać, ale dzieci. on teraz kręci, że kocha dzieci."

    - to dla dzieci budź sie każdego dnia i sprawdzaj mu telefon, bo może nowa panna albo stara sie odezwie
    - to dla dzieci sypiaj z nim myśląc o tym jak dotykał inną i mówił że ją kocha
    - to dla dzieci wlecz się za nim na spacerze, bo przecież tak własnie spaceruje prawdziwa rodzina
    - to dla dzieci zgiń, zgnij, duś to w sobie i rzygaj w samotności tą pustką, która będzie cię otaczał


    CZY TAK CHCESZ ŻYĆ????

    Można wybaczać - ale przecież już raz to zrobiłaś, przecież wrócił i jak było???

    Chciał się kochać częściej żeby ci się lepiej spało, jak to robił mąż Kaji???

    TO JEST KUREWSTWO !!!!!!

    Strasznie się zdenerwowałam, a nie pisze tego z punktu widzenia kobiety w tej materii niedoświadczonej przez los.

    - wiem co to zdrada
    - wiem co to wybaczenie
    - wiem co to nieufanie
    -wiem co to wycie po nocach bez niego
    - wiem co to myśli samobójcze, bo go straciłam
    - wiem co to znaczy się zatracić
    - wiem co to znaczy błagać o powrót
    - wiem co to znaczy dostać "zimny dotyk"

    I WIEM CO TO ZNACZY ZNOWU BYĆ OSZUKANYM!!!!

    NIE MA NA ZIEMI NIC GORSZEGO NIŻ UTRATA NADZIEI!!!

    Ocknij się, kobieto!

    Pozdrawiam cię i bardzo mocno przytulam

    Nie trwaj w tym bo nigdy nie zaczniesz procesu leczenia ran


  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: zelda   Data: 2009-04-29, 10:39:45               Odpowiedz

    Może masz mu jeszcze współczuć, że taki niezdecydowany? i że nieszczęsliwie sie zakochał?

    nie wiem, czy możesz go wyrzucic z domu, czy nie, ja już popełniłam jeden błąd i teraz wiem, że nie oglądałabym sie na prawo, tylko go spakowała.
    Jesli tak nie chcesz koniecznie złóż pozew rozwodowy i sprawę o alimenty. Prawdę ci pisza wszyscy, nie bądź miękka, ja swojego biłam, wiem , że nie ma sie czym chwalić, ale to było odreagowanie na jego teksty typu: ty nie rozumiesz. A co tu jest do rozumienia? że mąż puszcza sie jak dziwka z najpiękniejszą jego zdaniem babą na świecie, a do ciebie przychodzi na obiad i po skarpetki?
    Przytuli dzieci, kupi im coś i już są jego? one sa jego też w chorobie, na korepetycjach, za które trzeba zapłacić, w sklepie z ciuchami i na niedzielnym obiedzie.

    Błagam cię, nie daj się. Jestes młoda, ja jestem 25 lat po ślubie, co mnie jeszcze czeka w porównaniu z tobą? Wręcz zazdroszczę ci, że masz jeszcze sznasę byc szczęśliwa. Płacz w nocy, ale jak sie obudzisz działaj.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: venus1979   Data: 2009-04-29, 10:32:45               Odpowiedz

    On potrzebuje zrozumiec,i zdecydowac sam,bo juz z tego co kojarze ten watek obiecywal,ze zostaje z Wami i z nia skonczyl a jednak potem okazalo sie ze klamal.
    Jesli nie przejrzy sam wreszcie na oczy,nie otrzesnie sie i nie zachowa jak dorosly zemczy Cie!!
    Bedzie przykladem innych mezow ktorzy zostali,i owszem moze dla dzieci byli kochani ale dla zon obojetni, zimni.
    Czy warto miec kogos kto nie przytuli, przy kim nie mozna czuc sie bezpiecznie, ktory jest ale tak naprawde go nie ma?
    Mysle ze nie,bo predzej czy pozniej zrobi to ponownie.
    Niestety wiele zalezy od niego,od tego czy wreszcie bielmo zejdzie mu z oczu.
    Najbardziej denerwuje ze zawsze oni maja wizje nieskazitelnych kochanek a tak naprawde ostatnich sz....,ktore jesli juz poznali to z jednej strony,a uwazaja ze to juz nie wiadomo jaka milosc.
    Dla podbudowania meskiego Ego zniszczenie wszystkiego co sie do tej pory budowalo.
    Oby wreszcie przejrzal na oczy, ale Ty nie pozwol sobie juz wiecej wlazic na glowe,bo on juz wie ze moze wszystko a Ty mu wybaczysz i musi zrozumiec ze wcale tak nie jest.
    Trzymaj sie i pamietaj o dzieciach,to one sa najwazniejsze ale tez i Ty i to co Ty chcesz,a nie to co sobie zadecyduje i wymysli ksiaze - pan,ktory zachowuje sie jak nastoletni smarkacz.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: pytanie   Data: 2009-04-29, 10:05:19               Odpowiedz

    Meg,a ja Ci współczuję,bo dla niego ona jest taaka cudna,g.prawda.Śmiać mi się chce,że jej żal dzieci.A gdzie była gdy zabierała dzieciom ojca?Nie brała w tym udziału?
    Wiem,do tanga trzeba dwojga,ale nikt jej na siłę nie wpychał do łózka Twojego męża.
    Niedobrze mi się robi gdy słyszę,że one wszystkie żałują,życzą szczęścia na nowej drodze życia,bla,bla,bla...
    A później z byle pretekstu piszą,bo...trzeba złożyć życzenia,bo...trzeba sprawdzić czy aby nie zmienił zdania!!!
    Takie nieszczęśliwe panny,na które wreszcie jakiś facet zwrócił uwagę i które będą się teraz kurczowo trzymały nadziei.
    Zastanów się czy chcesz być z kimś kto nie dojrzał do związku,kto jest ślepy na prymitywną manipulację.Może się zdarzyć,że jeśli nie ta,to będzie inna.
    Ty i Twoje dziewczynki na pierwszym miejscu,pamiętaj.
    Trzymaj się.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Albertyna   Data: 2009-04-29, 10:04:16               Odpowiedz

    To nie on powinien precyzować do czego chce wrócić to Ty powinnaś postanowić na jakich warunkach ma szansę wrócić.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Albertyna   Data: 2009-04-29, 09:56:49               Odpowiedz

    jest to następny fragment książki, którą polecała JG

    " Jednym z ważniejszych powodów rozpadu małżeństw jest pobłażliwość ostatecznie fatalna w skutkach. Kiedy dowiadujemy się, że jesteśmy zdradzani, instynktownie chcemy zrozumieć, wyjaśniać, przebaczać lub zignorować cudzołóstwo. Z gruntu dobrzy ludzie kierują się miłością w jej najczystszej formie. Można ich podziwiać za litość, jaką okazują współmałżonkom nawet w najtrudniejszych chwilach. Niemniej znajdujemy sobie jakieś "wytłumaczenie" dla tych wybryków, przez co niewierność małżonka tylko się potęguje."

    Tu są opisane przykłady zdradzonych kobiet i mężczyzn i dalej

    "Oto najważniejszy problem. Kochający, prawi ludzie mimowolnie chronili swoich małżonków przed konsekwencjami zdrady małżeńskiej. Powiedzmy sobie otwarcie cudzołożnik nie potrzebuje ogarniętej poczuciem winy partnerki, która doskonale rozumie jego zachowanie i całą winę bierze na siebie. Cudzołożnik potrzebuje przywołania do odpowiedzialności. Właśnie dlatego małżeństwo z tolerancyjną, współczującą żoną, która bez przerwy przebacza i zapomina o zdradzie czy flirtach jest najczęściej z duchowego punktu widzenia, biletem do piekła w jedną stronę. Nadmierna tolerancja przyczynia się do wielu rozwodów. Wystarczy odrobina twardej rzeczywistości aby wyrwać niepoprawnego marzyciela z jego fantazji."

    to właśnie to co dzieje się u Ciebie kiedy musiał się wyprowadzić nagle zderzył się z rzeczywistością i zmienił swoje zachowanie.

    "Kiedy nie musi się tłumaczyć przed dziećmi. Kiedy nie musi się wyprowadzić do mniej wygodnego miejsca. Kiedy nadal może sypiać i kochać się ze swoją żoną. Kiedy nie musi tłumaczyć się przed znajomymi i bliskimi. Kiedy nie ponosi ciężaru utrzymania siebie i rodziny. Kiedy nie musi wysilić się, żeby iść do specjalisty. Kiedy nie musi spojrzeć w lustro i powiedzieć- dlaczego wszyscy myślą, że to moja wina?. Nic dziwnego, że romans trwa skoro nie ma konsekwencji i z czasem nawet przeradza się w nałóg. Podczas gdy jeden jest uzależniony od alkoholu czy narkotyków, niewierny małżonek jest uzależniony od zakazanego seksu. Z psychologicznego punktu widzenia potrzebuje tego dreszczu potajemnych spotkań. I podobnie jak narkoman człowiek taki chce się zmienić. Wiele obiecuje, ale niestety niewiele realizuje. Niestety napady gniewu czy wściekłości nie działają na niewiernego małżonka. Potrzebne są raczej konkretne działania- Ultimatum w którym zażąda się konkretnej reakcji."

    Reasumując jeśli wyraża chęć powrotu to tylko na Twoich jasno ustalonych warunkach. Może poradnia małżeńska może psycholog nie wiem ale musisz być twarda i stanowcza i wtedy się okaże czego tak naprawdę chce. Żadnego pobłażania w łamaniu zasad nie podoba się droga wolna. Może to Ci pomoże podjąć decyzję, ale musisz OTRZĄSNĄĆ SIĘ Z TEGO AMOKU MASZ SZANSĘ TO URATOWAĆ ALE TYLKO TWARDĄ I ŻELAZNĄ RĘKĄ. NIE MA WYTŁUMACZENIA DLA ŻADNEGO WYTŁUMACZENIA DLA ZDRADY!!!!!. Możesz mu powiedzieć kocham Cię ale nie zamierzam tolerować takiego postępowania jeśli chcesz szansy to ją dostaniesz ale na moich warunkach. Pozdrawiam i życzę wytrwałości w postanowieniach, a z własnego doświadczenia wiem, że to niełatwe.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-29, 08:49:46               Odpowiedz

    jasne chce wrocić niech sprecyzuje do kogo ...te opowieści jak sztampowe z podręcznika że on z nia rozmawiał jak ludzie bez kłótni że dzieci sreci!!!!!niech se idzie i se pouzywa jak zacząl to niech skończy z honorem takim na jakio go stać ...powiedzial A to niech ciągnie swoja farsę...a nie z geby dup...robi każdego dnnia....myslałby kto cierpienia młodego wertera niech sie wespnie na mont blanc i tam niech cierpi jak konrad kordian czy inny bohater romantyczny jak dla mnie to chochoł i tyle!

    a ty Meg opanuj sie w końcu świat ci sie nei skończy jak tupniesz noga i ziemia sie nei rozstapi w czeliuściach ciągle myslisz o nim a nie o sobie...ii ciagle mam wrazenie ze tęsknisz za utopia której nie ma między toba a mężem i co gorsze już nigdy jej nie będzie ...nawet jak wróci a ty zachowujesz sie jak mała dziewczynak która chce żeby wszystkie lalki wrociły do domku i pobawiły sie w dom...no co? wróci i co zasiądziecie na kanapie razem? podasz pyszny obiadek a on si ebędzie wyglupial a córkami na dywaniu ? pójdziecie na spacerek razem a nie ty z tyłu?....zapomnij póki sie nie zdystansujesz do sytuacji i do niego samego nie wróże nic dobrego...i unikasz tematów o których tu zagajamy....co z rozmowa z córką?

    daj mu świety spokój niech idzie gdzi epieprz rośnie na razie dopiero...poczekaj to on musi wrócić na prawde a nie ty go ciągle zarekaw szarpać...nie wiem czemu sama sobie rozdrapujesz rane która i tak juz bardziej chyba bolec nie może?

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: miriam   Data: 2009-04-29, 08:30:07               Odpowiedz

    Myślę Meg, że powinnaś napisać swojemu mężowi wszystko co Cię gryzie-wyrzucić wszystko co Ci leży na serduchu. Czasami podczas rozmowy nie wszystko jesteś w stanie powiedzieć, a i ton rozmowy nie zawsze bywa odpowiedni. Spróbuj i może niech on się do tego ustosunkuje. Nie używaj wulgarnych epitetów określając jego "przyjaciółkę". Spróbuj napisać list z Klasą, od kobiety dumnej i świadomej swej wartości - bo pamiętaj jesteś wspaniałą Kobietą i niech zobaczy co może na zawsze stracić. Powodzenia.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-29, 07:13:39               Odpowiedz

    Przecież Ci nie powie że ona jest do bani, że jest kiepska w łóżku (wątpię aby panny ze wsi studiowały kamasutrę albo inną sztukę kochania :P z resztą kochanki zwykle robią tylko tyle ze dają ciała a adrenalinka robi dodatkowo swoje)ale go słuchała i patrzyła na niego z podziwem i poczuł się w jej oczach mężczyzną, więc będzie ja idealizował bo dla niej jest mężczyzną i bohaterem, a dla Ciebie może być już conajwyżej kastratem więc chyba tak jak u meza Kaji jak było nie przyzna się do winy ani do tego że ona jest podła i perfidna (a on z resztą taki sam),bo jest na to zbyt dumny.
    Pamiętasz pierwsze wpisy Kaji ,wspominała własciwie identyczne słowa do Twoich "że łączy ich coś wyjątkowego a ona tego nie rozumie" i inne bójdy :P A teraz zmiana o 180 stopni,
    PS myślę też że tamten jej chłopak też powinien się dowiedzieć jakie ma ziółko :/ a może juz wie i zyją w otwartym związku, a on jest szczęśliwy że znalazła sponsora?
    Pewnie się boisz mu mówić prawdy, bo co jak okaże się że ona z płaczem poleci do Twojego mezulka nadać jaka to Ty zła jesteś i zniszczyłas jej związek, to musisz przed nim zdać sprawozdanie. I penwie zacząłby zarzucać jaka jesteś zła i podła, ale ja wtedy na Twoim miejscu z sarkazmem bym powiedziała "jestem zła podła ,cóż ,ona jest ideałem i pewnie nigdy nie będę w stanie dzielić się swoją miłością i ciałem na więcej niż jedną osobę ,ba nawet na cudze dzieci którymi pewnie ona by się bardzo chętnie zaopiekowała bo ja powinnam zrobić sobie kurację w psychiatryku za takie przeżycia, oczywiście za Twoje pieniądze, ale myśle ze w niej jest tyle miłości że nie będzie na to patrzyć ile wydajesz na rodzinę i będzie Cię kochać mimo wszystko, tak samo jak ja Cię pokochałam kiedy w ogóle nie miałeś pieniędzy" Robię się złośliwa ,na razie dość : P

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-29, 07:02:21               Odpowiedz

    dziewczyny jestem w strasznym dołku. bo jak już wszystko wyszło to wydaało się, że oni się zejdą a ja z czasem pozbieram się, a teraz widzę , że on chce wróćić (co tak naprawdę w jego głowie siedzi - nie wiem?). bo ona ta szmata między innymi mysli o moich dzieciach. i co mi po takim co wraca ale koch ją. tak to odbieram.
    i co ja będę się starać przewalczyć to co on we mnie zabił a za chwilę się okarze, że oni są znów razem, bo ich miłość jest śilniejsza????? On mi mówi, że ja nie rozumiem, że nie tak to wygląda jak ja to widzę, że ona nie taka a taka. dziewczyny rozumiecie to?

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-29, 06:56:37               Odpowiedz

    to co on mi proponuje - oczywiście ja to tak odbieram międzysłowami.

    chce byc z nami, z dziećmi i ze mną. mówi, że kocha, że chce wrócić do domu. Ale to nie jest jakieś wielkie błaganie. Mówi, ze spuszczoną twarzą.

    o niej. złego słowa by nie powiedział. ona jest wrazliwa. co więcej rozstali się podobno ale nie w kłótni tylko po rozmowie jak ludzie, biorąc pod uwagę dobro dzieci, bo jak on powiedział ona martwi się o nasze dzieci. nie zeby powiedział, z mają kontak, ale nie są okłóceni.

    powiem tak dziś miesza mi w głowie, dla niego jako człowieka nie chciałabym juz wracać, ale dzieci. on teraz kręci, że kocha dzieci.

    wolałabym aby odszedł, powiedział, że tamtą kocha i odszedł. a on postanowił zpostać. dziś mieszka u rodziców, ale prawnik mi powiedział, że z domu nie mogę go wyrzucić.

    bpoję się a może to kolejna gra, i za miesiąc ona zadzwoni a on poleci jak wierny piesek.

    zastanawiam się czy napisać mu list jak to wygląda tak naprawdę - bo wiecie co on tego nie widzi, on jest dziś ślepy.

    A może nie patrzeć na dzieci i jednak złożyć pozew o alimenty i rozwód.

    czy po tym wszystkim - czy to chila dla niej czy on jest tak okropnym człowiekiem? chciałabym znać odp. na to pytanie.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: mucha33   Data: 2009-04-28, 09:20:12               Odpowiedz

    absolutnie sie z toba zgodze 7 letnie dziecko to nie 4 latek,szczera rozmowa napewno pomoze mu oddnalesc sie w tej sytuacji.licytowanie sie kto powinien ja przeprowadzic wydaje sie nie na miejscu,przeciez to nie jest wazne ,najwazniejsze to przeprowadzic taka taka rozmowe w cieplej atmosferze i na odpowiednim poziomie.jestem przeciwniczka ukrywania problemow przed dzieckiem predzej czy pozniej sie wszystko wyda bo ile ojciec moze byc w delegacji?moze byc tez tak ze sie dowie od kolezanki a nie od matki czy ojca i to bedzie chyba wiekszy szok.pozdrawiam

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: majunia:))   Data: 2009-04-28, 08:13:43               Odpowiedz

    Zapewne..
    On zabawia się z nową panną,ona już wchodzi w tryby"a nóż się zmieni(-ł)."
    Dzieci niestety rewelacyjnie wyczuwają emocje.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-28, 07:57:50               Odpowiedz

    a ja mam pytanie czy ktos rozmawial z córką...mnie sie wydaje ze moze warto przestac udawac głupka przed siedmiolatka że jest wszystko ok...ona i tak czuje i wie swoje ...ja uwazam że zyje w wielkiej niepewności bo jej dorośli nie powiedzieli o co chodzi...owszem pytanie dlaczego matka ma to robić i zrzucic to na męża on sie miota on niech sie tłumaczy ale skoro dziecko zaczyna pytac to chyba warto wziąz je na poważna rozmowe i potraktowac z naleznym mu szacunkiem...i powiedziec o problemie...oczywiście tyle ile siedmioletni mózg jest w stanie przyswoic i w sposób jak najdelikatniejszy...poczytac moze pare madrych porad w tej sprawie jak to sie robi ...a nie czekac jak wróci albo nie wróci i udawac ze jest sielankowo dziekując ze sie mogło tejj rozmowy uniknąc...ot tyle mam do powiedzenie

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Nastusia   Data: 2009-04-27, 22:54:58               Odpowiedz

    Nie wierzę,że jeśli ktoś kręci,mota,itd.nagle przestanie,wróci do rodziny,będzie wierny swojej żonie.
    Nie wiem ile jesteście lat po ślubie,dlaczego się pobraliście. Nie wiem czy Twój mąż miał czas na wyszumienie się przed ślubem. Nie wiem nawet jak wam się układało w łóżku,ale wiem,że on teraz stracił głowę dla młodej laski i zapewne ich związek opiera się głównie na seksie,a to wiąże i wcale nie jest tak łatwo się z tego wyplątać.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: olga291   Data: 2009-04-27, 19:18:56               Odpowiedz

    Meg-bardzo trudno jest doradzać nam-nam którzy nie znają Ciebie,ani Twojego męża,nie wiemy pewnie o wielu aspektach tej sytuacji.To zbyt ważna i trudna decyzja,musisz podjąć ja sama.Wiem że myślisz przede wszystkim o dzieciach,że nie będą miały pełnej rodziny-to boli bardzo.
    Jeśli czujesz się na siłach,masz ją jeszcze-możesz spróbować,ale myślę że będzie Ci bardzo,bardzo ciężko.
    W tej całej sytuacji jestes jeszcze Ty,Twoje uczucia,Twoja duma,poczucie bezpieczeństwa.
    Jeśli jesteś w stanie mu zaufać,uwierzyć w jego słowa,uczucie które deklaruje teraz względem Ciebie-możesz spróbować...

    Ale czy będziesz w stanie przeżyć następne kłamstwa,jeśli takie się pojawią?Czy będziesz potrafiła stworzyć z tym człowiekiem taką rodzinę,jaką chciałyby mieć Twoje dzieci?
    Ty sama musisz sobie odpowiedziec na te pytania,my tego nie wiemy.
    Zastanawiam się,czy Twój mąż musiał sie wyprowadzić z domu,żeby zrozumieć że kocha Ciebie?Że chce być z wami?

    Może nabrał dystansu,przemyślał,no nie wiem...
    No ale jeśli nabierał dystansu będąc z nią-to wybacz,nie ma o czym mówić.Ale to jest moje zdanie,Ty możesz mieć oczywiście inne.
    Meg-nie wiem co zrobiłabym na Twoim miejscu,mój nie przejawiał chęci powrotu na łono rodziny he he,więc nie wiem jak zachowałabym się w takiej sytuacji.Myślę,że nie przyjęłabym go,ale pewna nie jestem...
    Mówię oczywiście o tych pierwszych dniach po odejściu,bo teraz to nie ma absolutnie takiej opcji.Pomalutku odbudowuję swój świat na nowo,świat który on zburzył,zostawił ruiny i zgliszcza.Nie chcę już cierpieć i nie pozwolę już,żeby ktoś mnie skrzywdził ponownie.Zwłaszcza ON!

    Kochana Meg-spróbuj jeszcze raz porozmawiać z nim o jego chęci powrotu,o tym czym się kieruje podejmując taka decyzję.Może coś w końcu z tego pojmiesz.Życzę Ci podjęcia słusznej decyzji i mądrego wyboru-musisz zdecydowac sama.Nikt z nas nie chce Ci źle doradzić.Życzę powodzenia!OLGA

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-27, 19:06:22               Odpowiedz

    czytam własny wpis i przypominam sobie jak sylbut pisała o swoim rozstaniu

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-27, 17:44:19               Odpowiedz

    wiesz mnie też różne opcje po głowie chodzą.

    i też mam swoją zranioną duszę.

    Dzieci. Tu boli.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Nastusia   Data: 2009-04-27, 16:52:57               Odpowiedz

    Ja to rozumiem,jest właściwie szczery,choć nie wszystkich wypowiada słów na głos.
    Kocha ją,wybiera ciepłe kapcie.Zastanawiam się tylko na jak długo? Może ona tez musi zakończyć jakiś związek,może szuka lepszej pracy,może,może,może...
    Uważaj Kochana.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-27, 15:25:00               Odpowiedz

    co dziś usłyszałam.

    ze kocha dzieci, że kocha mnie, ze chce się z dziecmi widywać, ze chce mi pomagać, że nie chce aby dzieci płakały

    ja: gdzie byłeś? on daleko.

    oczywiście wiadomo, że był tam.

    ja czy ona wie, że chcesz być z nami? on: nie miał okazji z nią rozmawiać.

    ja: ze tak mówi bo opd pon do piątku nie ma gdzie mieszkać! on. nieprawda.

    ja czyżbyś się odkochał od piątku? on: nie. ale zastanowił się i che być ze mną i z dziećmi.

    ze nie wyobraza sobie zycia bez dzieci i mnie.

    ROZUMIECIE TO

    Żeby to chociaż zakończył, powiedział, że tamto to definitywna pomyłka. to nie jak widać ona pewnie ma swoją wersję. a on naldal ją kocha. i ja po tym wszystkim niby miałabym zrozumieć, że on kocha mnie i ją. zrozumieć i pogodzić się z tym i pewnie czekać na jego kolejną niewiadomo gdzie delegację.

    ból. starsza zaczyna pytać. gdzie jest tatuś i dlaczego nie ma dla niej czasu. ból.

    DZIEWCZYNY ROZUMIECIE TO.

    MAM mało czasu teraz - uciekam. do wieczora.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: undset1   Data: 2009-04-27, 11:09:04               Odpowiedz

    OLGO...

    Pewnie że młoda - ja mam też 31 lat ....:)
    Bardzo chcę wierzyć w towje słowa, że to stało się po coś i tylko teraz jeszcze nie wiemy po co i dlatego jest nam tak źle...

    Masz rację.. nie wierzę w gadki typu - Obie strony są winne...

    Owszem - jeśli tak jest można odejść a potem z kimś się związać...

    A tu co? Zawsze to samo... Odchodzi bo się zuroczył, zakochał a że przy okazji zdepcze kochającą kobietę, zeszmaci i jeszcze zarzuci że jej wina to to czy tamto...
    Odchodzi się ze złego związku w pustkę a nie w czyjeś "kochające ramiona"

    Życie musi być kiedyś lepsze, no ichyba gdzieś tam są jacyś mężczyźni którzy brzydzą się zdradą i kłamstwem...

    Mam wielką nadzieję że tak

    Trzymajcie się Olgo, Sylbut i Meg...

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: sylbut   Data: 2009-04-27, 09:46:13               Odpowiedz

    Witaj Meg

    Cóż mogę powiedzieć. Ja podobnie jak Olga nie chcę go wcale widywać. Traktuję jego brak jako wyjazd, z którego już nie wróci. Zostanie tam gdzie wyjechał.

    Ja mam 30 lat. 17 lat udanego związku i w końcu klapa.Coś poszło nie tak jak powinno i mój (nie mój) facet poszukał sobie czegoś innego.

    Teraz jak o tym piszę, czyli po 3,5 miesiąca już tak nie boli. Najgorsze są wieczory, pusty dom, w którym nikt na mnie nie czeka i wtedy nachodzą mnie chwile zwątpienia i ryczę rzewnymi łzami.

    Jak się dowiedziałam zaprzeczał. Potem już nie dało się zaprzeczać to nie wiedział którą wybrać. Nocował raz w domu raz u niej. Jak doprowadziłam do spotkania na ulicy to co mi zafundował - to, że poszedł sobie z nią pod rączkę a mnie zostawił samą na ulicy.

    Cieszę się, że mam siostrę, na którą od samego początku mogłam liczyć. Wspiera mnie do tej pory. Bardzo jej za to dziękuję i pewnie nigdy w życiu się nie odwdzięczę.

    Po 3,5 miesiąca coś we mnie pękło. Do tej pory chciałam wybaczać, chciałam z nim być, założyć rodzinę. On nie wiedział czego chce, więc jak można być z człowiekiem, który nie wie, czy chce być z Tobą.

    No i stało się. Święta spędzone w "samotności" tzn. bez niego, bo on Święta spędził z nią - zaważyły na tym, że postanowiłam już nie dawać żadnych szans. Rozpoczął się koniec naszego związku, bo ile można czekać na osobę, którą się kocha, a która nie kocha ciebie.

    Podstawowe rzeczy już zabrał. Zostały tylko te większe. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak on zobaczył, że ja już głupiutka nie jestem to zaczął mnie straszyć, wyzywać, pokazywać jaki on zadrosny. Chciał wszystko od razu z domu zabrać co jego na złość dla mnie, że zabrałam klucze, że go wpuścić nie chcę do domu.

    Po kilku dniach takiego zachowania stwierdził, że nic nie wskóra, więc teraz dostaję sms - jak bardzo mnie kocha. Że się pogubił, że zrozumiał, że tęskni.
    Chrzanić to. JA przez tyle czasu dawałam mu szanse. Z żadnej nie skorzystał.

    Nie mogę mu ponownie zaufać. Już tak daleko zaszło nasze rozstanie, że nie mogę, a czy chcę (może jakaś część mnie chce)go znów przyjąć do siebie, do swojego serca. Po co za jakiś czas mam znów to przeżyć. Nie chcę czuć tego co czułam przez ostatnie miesiące. Ja przez to wszystko schudłam 16 kg w 1,5 miesiąca.

    Meg co Ci powiedzieć. Nie ma uniwersalnej rady. Po prostu nie myśl o tym wszystkim. Nie żyj nadzieją, bo to nic nie da. Wiem, bo sama żyłam nadzieją.
    Teraz spodziewać się możesz różnych zachowań z jego strony.
    Życzę Ci dużo cierpliwości i naprawdę myśl o swoim mężu jakby wyjechał i gdzieś tam jest, ale wiesz, że nie wróci.
    Mi to pomaga.

    Powodzenia i trzymaj się cieplutko. Będzie dobrze - zobaczysz.
    Wszystko przyjdzie w swoim czasie i na pewno przyjdzie taki dzień, że powiesz "JESTEM SZCZĘŚLIWA", czego Ci życzę z całego serca.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: olga291   Data: 2009-04-27, 08:20:58               Odpowiedz

    Witaj Meg!
    Nie wiem jak wygląda Twoja sytuacja z rodzicami,ale na pewno pomogą Ci przy dzieciach,nie zostawią Cię samej.Napisałaś wcześniej,że Twój mąż powiedział,że będzie pomagał Ci przy dzieciach,ale Ty się tego boisz,tych spotkań z nim.Doskonale Ciebie rozumiem.Ja z moim mężem od jego przeprowadzki widziałam się 2 razy-raz w banku i raz u notariusza i cieszę się że tylko dwa razy.Pomaga mi to,że go nie widuję,leczę się z niego,w mojej podświadomości traktuję go jakby umarł.Wiem że cierpiałabym ,gdybym musiała go oglądać,było by mi dużo ciężej.Nie chcę go oglądać też z tego powodu,że się brzydzę nim po tym,co nam zrobił.
    Mam nadzieję,że Twój mąż okaże się na tyle odpowiedzialny,że będzie kontaktował się z dziećmi,bo mój przez te 4 miesiące widział się z synem chyba z pięć razy.Muszę chodzić z mały do psychologa,tak bardzo to przeżył.A niestety po każdym spotkaniu z tatusiem,który opowiada mu głupoty na mój temat(słuszna jest Twoja obawa,że mąż będzie mieszał dzieciom,a zwłaszcza starszej w głowie)ja muszę to odkręcać u pani psycholog.Koszmar-bezduszny dupek!
    Mój jak odchodził mówił,że to nie moja wina,że ja jestem cudowna i wspaniała,że wolałby żebym wbiła mu nóż w serce ble ble.Po miesiącu rozpowiadał już głupoty na mój temat,na temat naszego małżeństwa.Za wszelką cenę chce się wybielić,wytłumaczyć.
    Nie wiem czy to norma,może Twój jest inny,ale przygotuj się Meg na to,że usłyszysz wiele kłamst z jego ust,które zabolą cholernie,ale Ty najlepiej wiesz,jaka jest prawda,więc nie wyjaśniaj nic nikomu,nie tłumacz się.Nie ma sensu.
    Meg,ja po odejściu męża poszłam do psychologa,chodze do tej pory i wierz mi,że to BARDZO pomaga.Doszłam szybko do jako takiej równowagi,potrafię cieszyć się małymi rzeczami,uśmiechem syna,wiosną,słońcem...

    Nie wiem Meg czy jestes wierząca,ale ja przez cały okres mojej"walki o małżeństwo"modliłam się i mówiłam do Boga-Boże,w Twoje ręce składam moje małżeństwo,co Ty uznasz za słuszne,to sie z nim stanie"
    Rozpadło się,a ja uznałam,że tak miało być,że widocznie Bóg ma inny plan względem mnie,że
    wie co robi he he.
    Wszystko sie dzieje po coś Meg-ale po co,to tego dowiemy
    sie później.
    Wiem jak boli świadomość porażki,że coś się nie udało,że miało być inaczej,że przecież kiedyś mnie kochał,co sie stało?co się stało?Nie słuchaj tych co mówią,że winne są dwie strony-g...o prawda!Nie szukaj winy w sobie,bo jej nie ma.Nie ty zdradziłaś i poszukałas sobie kochanka,ale on.Zawiódł,rozczarował,zniszczył,podeptał.
    Meg ile masz lat jeśli mogę wiedzieć?Ja mam 31 i cieszę się z jednego-że to się stało teraz,póki jestem jeszcze młoda he he(no tak średnio młoda,ale co tam)

    Trzymaj się Meg,nie poddawaj się!Musi być dobrze,Bóg o Tobie nie zapomniał,zaufaj Mu!
    Pozdrawiam Cię i życzę siły!OLGA

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-27, 06:49:43               Odpowiedz

    Wszystko się zgadza. To straszne ale niestety prawdziwe. Co mój zostawi dla dzieci?????? oby nie kłopoty, nienawiść do ich mamy, ale pewnie i tego mogę się spodziewać. Ja mam malutkie dzieci. 7 lat i 8 miesięcy - uwierz to boli. Bardzo boli.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: olga291   Data: 2009-04-26, 22:30:45               Odpowiedz

    Witam Cię Meg bardzo cieplutko!Postanowiłam napisać,bo doskonale wiem co czujesz i przeżywasz.Nie wiem czy czytałaś moj historię na tym wątku(OLGA)ale przeżyłam to co Ty.Cztery miesiące temu mój mąż też mnie porzucił.Mnie i naszego synka,po 11 latach małżeństwa.Tak się zakochał,że "nie mógł z tym walczyć".Zanim odszedł zafundował mi piekło psychiczne,przez trzy miesiące nie mógł się zdecydować,czy zostać,czy odejść.Ciągle zmieniał decyzję.W końcu w sylwestra oznajmił mi,że to nie ma sensu(dzień wcześniej powiedział mi że mnie kocha i nie skrzywdzi więcej)bo on mnie nie kocha he he,czuje tylko przywiązanie,a poza tym,to po co mi taki kłamca!!!?i że jeszcze spotkam kogoś wartościowego.Drugiego stycznia,kiedy był u kochanki,spakowałam go-wierz mi,że sprawiło mi to dużo satysfakcji-w te jego torby pakowałam nie tylko jego rzeczy,ale wszystkie złe emocje,które mi zafundował,którymi zatruwał mi życie przez trzy miesiące.Wyrzuciłam go Meg z naszego wspólnego mieszkania,wziętego na kredyt.On pojechał do swojej miłości,zabrał ją i jej córkę,pomieszkali kątem przez kilka dni u jej kuzynki,po czym wynajęli sobie mieszkanie i sobie mieszkają.Tatuś zostawił swojego 10letniego synka,a zastąpił go 6letnią córką innego faceta he he.Żegnaj rozum!On chciał sprzedać mieszkanie,nie zgodziłam się,powiedziałam,że zostawiam je naszemu synowi.On się zgodził,bo przeciez jemu potrzebna była tylko ona do życia,nic więcej.Zaciągnęłam go do notariusz,gdzie zrzekł się mieszkania na moja rzecz,zrobiłam to szybko,póki mój mąż był jeszcze w amoku szczęścia,że może być w końcu z nią.Oczywiście nie stać mnie na mieszkanie samej w tym mieszkaniu(kredyt,czynsz)więc wynajęłam je,a ja wróciłam do rodziców,którzy pomagają mi przy dziecku i oczywiście finansowo,bo tatuś póki co daje mi 300 zł miesięcznie he he.Mój mąz tak jak Twój,też na początku mówił że za wszystko będzie płacił,czynsz,kredyt itp.Nie wierzyłam mu i słusznie,teraz nie interesuję go nic,nawet to że za trzy tygodnie nasz syn ma komunię i za co ją wyprawię.Piszę Ci to Meg,żebyś nie wierzyła w obietnice swojego męża,że będzie płacił,utrzymywał itp.Gówno prawda.Tamta też będzie chciała kasę,a on szybciutko poczuję się wolny i bez zobowiązań. Kochana Meg-prawdę piszą Ci,którzy radza ,abyś teraz otoczyła się dobrymi,kochającymi ludźmi-to najlepsze co możesz teraz zrobić.Ja tak zrobiłam i to pozwoliło mi przetrwać te najgorsze chwile,Z każdej strony czułam miłość,wsparcie i sympatię.Teraz napiszę Ci najważniejsze-od momentu kiedy mój mąż powiedział że się zdecydował i go wyrzuciłam,było tylko lepiej.Skończyła się udręka niepewności,patrzenia jak na mnie patrzy,żebrania o każdy miły gest,słowo.Śledzenia,czy do niej pisał,dzwonił,był u niej.W końcu SPOKÓJ!!Uratowałam swoją godność,nie żebrałam,czekałam,ale to było straszne,koszmarne,upokarzjące i tak.Schudłam 10 kg,miałam depresję(mówię o tych 3 miesiącach,kiedy się "zastanawiał".Meg kochana,nie pozwalaj mu wracać,bo to Cie wykończy!Wszystkie sprawy urzędowe(alimenty,rozwód)pomalutku załatwisz,ale nie od razu.Teraz odetchnij,odpocznij,ciesz się spokojem psychicznym,który w końcu będziesz miała.Boli strasznie,wiem,ale trudno,trzeba życ dalej.Na głupotę nie ma rady Meg-na głupotę i nieludzkość naszych mężów.Powiedz sobie mała,że nie był Ciebie wart,zobaczy co stracił za jakiś czas,oj zobaczy i zapłacze.Meg-nie pozwól się juz więcej upokarzać,pokaż mu swoja klasę,gorzej już być nie może,tylko lepiej.Z dnia na dzień będzie lepiej,wiem,bo przeżyłam,przeżywam nadal,ale wiem jedno-za nic w świecie nie chciałabym przeżywać tego jeszcze raz,tego bólu,niepewności i upokorzenia.Teraz jest mi lepiej,spokojniej. 11 maja mam sprawe o alimenty,dam Ci znac jak poszło.O rozwód jeszcze nie składałam,a gdzie mi się śpieszy,ładuję baterie i szykuję się do bitwy he he.Kochana Meg-damy radę,jesteśmy mądre i silne.Pozdrawiam Cie cieplutko,będę się odzywac.Myślę o Tobie-trzymaj sie i nie poddawaj-OLGA

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-26, 12:33:23               Odpowiedz

    Nie będę podsuwała nadzieji że może jednak jest sam i naprawdę próbuje się zdecydować. Jednak myślę że nie warto się nad tym zastanawiać. Meg może poczytaj trochę książek? żebyś nie zastanawiała się gdzie jest co robi ,co z nią robi itp. Jeden ze zdradzonych kiedyś polecił trening odganiania od siebie złych myśli tzn kiedy nachodzi Cię zła myśl ,szybko ją zastepujesz czymś innym, po jakimś krótszym lub dłuższym czasie przestanie Cię to tak męczyć.

    Ja mimo wszystko mam nadzieję że jednak on się opamięta i nie zostawi was samych, i będzie robił wszystko żeby wynagrodzić wam ten ból,przejży że jego lampucera ze wsi jest fałszywa - dobra tylko wtedy kiedy liczy sie zyskanie celu. Lub jak już musi tak bardzo odejść to przynajmniej zachowa się jak facet z jajami.

    Wprawdzie zgadzam się częściowo z zeldą ,ale myślę że to ostatnie że mężczyźni są w większości poligamiczni z natury jest nad wyrost. Jesteśmy jednym gatunkiem homo sapiens, a nie dwoma różnymi i idąc tym tropem myślenia kobiety też są w większości poligamiczne (co z resztą potwierdzi masa zdradzonych męzów i chłopaków).
    Odchodzenie do kochanki od żony, albo ciągłe męczenie żony myślami o innej raczej nie nazwałabym poligamią tylko kurestwem przemieszanym z durnymi mitami o hormonalnej miłości romantycznej.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-26, 12:19:12               Odpowiedz

    dziś prócz huśtawki nastrojów nic nie ma.

    On tam (podobno rozmysla co zrobić ze swoim życiem z dala od gadania innych) śmiechu warte.

    Ale wiem, że tam mieszkać nie może i tu porażka, żeby czasem nie wrócił z powodu braku mozliwości zamieszkania. bo co wtedy mam zrobić. mieszkanie jest nasze, podobno wyrzucić go nie mogę. A ono troszkę kilometrów stąd mieszka.

    Jaka będzie moja przyszłość. Niewiem. Wiem co muszę zrobić, chodz serce boli, bo nigdy tego nie chciałam.

    Ja nie mam czego wybaczać. On nawet o to nie poprosił. Gdzieś tam tylko wykrząkał żałuję i nic więcej.

    Jak coś się wydarzy. napiszę. dziś mam córcie. śliczne, pachnące, milutkie cieplutkie. Staram się uśmiechać, chodz boli. Moje serce i dusza. boli boli boli.

    W jakim jestem miejscu. sama nie wiem.

    dziś stoję w miejscu, na niczym, prócz tego, że on jest u kochanki a ja z dziećmi w domu.

    Wiem co mam robić. Smutne, ale nie pozostawił mi wyboru.

    mam nadzieję, że to nowe zycie nie będzie aż tak złe, samotne, zabiegane. Mam nadzieję, że gdzieś tam jeszcze będę potrafiła się uśmiechać, poczuć spokój.



  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Nastusia   Data: 2009-04-26, 11:40:44               Odpowiedz

    Zelda,to co napisałaś powinny przeczytać kobiety,które zostały zdradzone. Niestety jest tak,że większość najpierw jest w szoku,później się odgraża,a następnie podkula ogon i już wszystko gra,bo on coś obiecał. A facet tylko na to czeka i najczęściej dalej robi swoje.
    A kobiety mają nadzieję,że on się ponownie zakocha.Nie można kochać dziś jednej,jutro drugiej.Nawet jeśli się zauroczył,musi minąć ogrom czasu zanim zrozumie.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: zelda   Data: 2009-04-26, 11:21:59               Odpowiedz

    Żle sie w tym małżenstwie czułam od początku, ale myślałam, że to norma gdy zamieszkasz w nowym miejscu z jego rodziną, zwłaszcza, że mówił, jak bardzo kocha...Rodziły się dzieci, czas mijał, nic się nie zmieniało, wciąż mówił, że kocha, aż tu nagle zdrada.
    nie będę pisać, co czułam, bo wiesz. Tylu obietnic zmian i poprawy nie usłyszałam nigdy, zaczęłam marzyć, że nagle to małżeństwo będzie żyło, że zdrada pomimo wszystkich złych emocji akurat w naszym małżeństwie wiele zmieni na dobre, umocni nas, że może jest jeszcze szansa na szczęście...
    Nic sie nie udało
    1. żadna jego obietnica nie została spełniona,
    2. zaufania nie da się odbudować,
    3. skrucha była nieszczera,
    4. jego zamyślenie doprowadza mnie do szału, pewnie marzy co stracił,gdyby był z nią
    5. wszystko kojarzy mi się z ich związkiem, mieli "swoje" piosenki, wiedział, jakie lubi kwiaty, owoce, kolory, jakie bierze lekarstwa, znał jej numery telefonów, o mnie nie wie nic, a numery telefonów? nawet alarmowych nie pamięta
    6. niczego sobie nie wyjaśnilismy, (to on nie chciał mówić) oprócz tego, dlaczego nie byłam dziewicą jak się ze mną żenił- to ja musiałam się tłumaczyć, zupełnie jakby sugerował, że dlatego mnie zdradził,
    7. wciąż robi inaczej niz ustalimy i wciąż się z tego tłumaczy i przeprasza i wciąż robi to samo,
    8. przed dziećmi jest łagodny i "bedny", jak jesteśmy sami jest przede wszystkim obojętny.
    Mogłabym długo tak wyliczać, ale Meg- tak naprawdę chodzi o miłość. Ona się w naszym związku skończyła i nie można kazać jej wrócić. On kocha tamtą, tym bardziej, że to miłość niespełniona, pozostanie w jego myślach i marzeniach, a ja nie mam na to wpływu. Nic nie wywalczę, bo sie nie da i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. To, co tobie napisał Adam48 powinnam wziąć do siebie, jest bardziej adekwatne, ale uwierzysz, że wciąż nie mogę sie pozbierać?
    Otaczaj się rodziną i ludźmi i patrz trzeźwo, przyjdzie dzień, kiedy się obudzisz i poczujesz, że juz jestes wolna. Gdyby został może się to nigdy nie wydarzyć.
    Twoja godność i babski honor też ma znaczenie. Mój został podeptany, ale ty nie daj się.
    Trzymam za ciebie bardzo mocno kciuki, śledziłam twoje losy od początku i to straszne jak te historie się powtarzają.
    Mój wniosek na pocieszenie: większość mężczyzn ma w naturze poligamię, reklamacje więc chyba Stwórcy trzeba zgłosić.


  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-26, 10:34:43               Odpowiedz

    klęska - dlaczego?

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: zelda   Data: 2009-04-26, 08:38:31               Odpowiedz

    adam48
    przedstawiłeś męski punkt widzenia, co jest bardzo cenne, czytasz, czytasz i współczujesz, ale niestety od razu widać, że nie rozumiesz

    Meg opuścił mąż, który przyrzekał na dobre i na złe, ona go kocha, mają dzieci, za które ona czuje się odpowiedzialna, a on powoli zwalnia się z tej odpowiedzialności, mają zobowiązania kredytowe, z którymi trzeba coś zrobić, itp., itd., a ty każesz jej z dnia na dzień coś zmienić w swoim życiu, rozwijać sie w momencie, kiedy jej facet cały czas bawi się jej uczuciami i manipuluje....
    myślę, że ona zacznie sie rozwijać i zmieniać swoje życie, ale nie rozumiesz, że na to trzeba czasu? to nie samochód, o którym wiemy, że jesli nawet nowy, to może nawalić w każdej chwili, ale żywy człowiek z emocjami
    Meg, ja też czytam i wspólczuję, ale wasze rozstanie to dobre rozwiązanie, choć teraz może jeszcze o tym tak nie myślisz i bardzo się boisz.

    Wiem coś o tym, zostałam ze swoim zdrajcą, minęło 3,5 roku od zdrady...klęska

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-26, 07:50:37               Odpowiedz

    kochanie mylisz waki. jestem tu od 3 miesięcy.

    macie w jednym rację. człowiek gdzieś liczy na cudowne ozdrowienie sytuacji. w tym jest głupi. bo być może to cudowne ozdrowienie nigdy nie nadejdzie a brakiem czynów obronnych siebie i dzieci jeszcze dołożę sobie problemów.

    jeśli chodzi o problemy zdrowotne to trocję ich jest dot. to mnie i dziecka. :-(.

    to co we mnie jeszcze nie umarło, to to, że kiedyś on był inny. Ale dociera do mnie, że na wspomnieniu nie zbuduję swojej przyszłości, nie dam dziecia jeść.

    I chyba nawet jego dziś być może dobre szczere intencje w stosunku do utrzymania nas, nie mogą być dla mnie pewnikiem.
    bo co będzie gdy zrobię coś co nie będzie po jego myśli?????

    pozatym dlaczego ja się mam martwić - co mu powiem jak zacznę walczyć. przecież to on mnie oszukała i zostawił z wszystkim. bez zastanawiania się czy w nocy śpię, co jem, jak zrobię zakupy, kto z dziećmi do lekarza pójdzie itp itp.

    powiem tak az boję się jego obietnic, że będzie opiekował się dziećmi itp itp. lepiej by było jak by odszedł i o nas zapomniał, bo przepuszczam, że jego dzisiejsza opiekuńczość nad dziećmi tylko będzie mi przeszkadzać.

    Nie wiele mogłam zawsze na niego liczyć. Wracał pózno z pracy więc tak naprawdę dzieci zawsze były na mojej głowie.

    Czapla, sylbut co z wami?

    Dziewczyny, które założyły sprawę o alimenty lub rozwód napiszcie jak to było u Was?


    AAAAA "Proszę nie wzoruj swoich działań na podstawie opisów z forum" nie wzoruję. I nie wiem dlaczego tak myslisz. prawda jest taka, że są ludzie którzy potrafią się otrząsnąć i ściągnąć różowe okulary w jednym momencie i są też tacy którzy do tego dojrzewają. ten proces u mnie trwa, nadzieja na lepsze jutro nie umarła. jeszcze go kocham, ale już ściągnełam różowe okulary.




  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: adam48   Data: 2009-04-26, 00:47:26               Odpowiedz

    Meg !
    Czytam, czytam, współczuję.

    Dziewczyno, kiedy wyrzucisz z siebie te obsesyjne pomówienia męża. Chłop popełnił błąd, ale nie wytrzyma z tobą . Zamiast spędzać czas na forum udaj się wreszcie do ludzi , którzy potrafią pomóc tobie.
    Naprawdę życzę tobie pięknego życia. Proszę nie marnuj tego co w tobie jest najpiękniejsze.

    Wiem jak tobie jest ciężko, lecz to co w tobie tak charkocze to nie jest miłość, to jest pragnienie zniszczenia siebie. Jeśli nie spojrzysz się na siebie z innej perspektywy nie doczekasz upragnionego rozwodu, nie poukładasz sobie życia, skrzywdzisz własne dzieci ( piękne istoty ) . Rozwiązaniem nie jest udowodnienie zdrady męża, ale pozbycie się depresji poporodowej.

    PS. Śledzę twoje wpisy od 7 miesięcy i nadal ciągniesz ten sam wątek, bez zmian, bez przebudowy siebie. Ile wytrzymasz ? Ile twoje dzieci będą miały radości z przebywania z mamą ?
    Proponuję , zastanów się nad przekazanymi tobie wzorcami przez twoich rodziców. Proszę nie wzoruj swoich działań na podstawie opisów z forum. Istnieje zasada ograniczonego zaufania. Niektórzy mogą się bawić twoimi uczuciami i projektować na ciebie swoje niepowodzenia małżeńskie. Bądź mocna .

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Nastusia   Data: 2009-04-25, 21:21:56               Odpowiedz

    Tylko współczuć takiego palanta.
    Teraz jest Twoja chwila i albo zrobisz coś z tą sytuacją,albo będziesz stać w miejscu,a on będzie miał dwie:żonę i kochankę.Jak mógł bronić tej panny jak?
    On się z Tobą nie cacka,ma w nosie Wasze dzieci.
    Powiem Ci tak.Ciesz się,że masz zdrowe dzieci.Męża można wymienić na lepszy model,dzieci na zdrowsze nie!
    Jesteś młoda,możesz ułożyć sobie życie.Mam nadzieję,żenie staniesz w miejscu.
    Pozdrawiam,trzymaj się.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-25, 21:03:52               Odpowiedz

    JG to jakiś koszmar. Wczoraj przyszedł. Nawet trudno opisać jak to wyglądało. Z jednej strony kawał kutasa, który nie padł na kolana i nie płakał (jak przepuszczali jego rodzice) bo oni myśleli, że on wróci i przeprosi a on bierny, jeszcze stawał w jej obronie. Doszło do przykrych rozmów o finanse. i powiedziałabym tu istna przepychanka.

    Suma sumarą on wszystko zrobił aby zostać i spać w domu. Spał w innym pokoju. A ja z moimi córciami i moją mamą w sypialni.

    On jest jakiś dziwny. tu jednego dnia widać, że ona tylko się liczy a drugiego chce rozmawiać ze mną. Dziecko przytula. półsłówka, że załuje.

    Ale to nic. Wypraszam go z domu. bierze swoją torbę wychodzi.

    poczym dzwoni i mówi, że jestem dobra, że zawsze kochał i mnie i dzieci ale wiecie gdzie jest. Jest gdzieś daleko to jego odp. gdzie jesteś - daleko.

    Czyli wiem, że u niej. On oczywiście wypiera się, że z nią jest.

    zaczynam się zastanawiać czy on nie chce mnie wmanewrować w to, że to ja jestem winna rozwodu.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: balanga   Data: 2009-04-24, 23:07:35               Odpowiedz

    Wiele zależy od Meg i jej postawy. Czasem jest tak, że poranione do kości i obolałe nie widzimy, że składamy coraz więcej ofiar swojemu nieszczęściu. Czasem tak bardzo zapatrujemy się w swój ból, że trudno nam dostrzec cokolwiek. Czasem w samotności i rozpaczy zbyt wiele powierzamy naszym dzieciom. Zdezorientowane i pałające chęcią odwetu (to przecież ludzkie), w potwornych emocjach wciągamy w nasz wir jeszcze mniej rozumiejące istoty. Ja nie teoretyzuje, staram się dzielić doświadczeniem i opowiedzieć o swoich błędach. Nie daję rad, ani terapeutycznych nauk, mówię tylko o tych doświadczeniach, które sama przeżyłam. Ostrzegam przed błędami. Znacznie mniej boleśnie uczyć się na cudzych. Więc ucz się Meg na moich i chroń dzieci, dla nich masz mieć jasną twarz, choćby serce pękało.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-24, 21:25:32               Odpowiedz

    Nie rozumiem czemu to od Meg zalezy czy dzieci będą miały ojca, sorry ale to przegięcie, Meg jedyne co powinna robić to utrzymywac dzieciom że tatuś je kocha ale nie mogą razem mieszkać i tyle + rozmowy z nim na temat dzieci najlepiej przez telefon ale i tak będzie to bolesne. Tyle. Reszta niech zależy od tatusia czy będzie miał ochotę na odwiedzanie dzieci.

    Meg, chyba jeszcze wiele przed Tobą, nie myśl o tym że im się nie uda, nie życz nikomu źle choć to bardzo ciężkie, słowa same się rzucają na usta. Ale tak naprawdę dowodzisz że dalej go kochasz, tak długo jak będziesz liczyła na to że oni się rozstaną a on będzie sam i nieszcześliwy tak długo nie uwolnisz się od tego uczucia.

    Miki ,podejmij taką decyzję która będzie dobra dla Ciebie. Rozwód nikogo nie krzywdzi ,a Twój facet skoro nie umie przestać być palantem i pragnie kawalerskiego stylu życiato cóż ,droga wolna byleby Tobie nie torował szczęścia.
    Po prostu zrób to co podpowiada Ci wnętrze. Te emocje, które teraz przeżywasz, są bardziej pewnym wyznacznikiem naszych wewnetrzych przeżyć i pragnień niż emocje należące do uczuć miłości.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: balanga   Data: 2009-04-24, 18:16:36               Odpowiedz

    Dlaczego przesądzasz, że twoje córcie nie doświadczą tego, tzn. zainteresowania i miłości ojca??? Wasze rozstanie nie oznacza rozwodu z dziećmi! Im się należy jego troska i z twoich opisów należy się spodziewać, że będzie utrzymywał kontakt. Rozwód małżonków nie przekreśla miłości obojga do dzieci. Dorośli nie mogą bądź nie chcą ze sobą żyć, ale to nie powinno rzutować na ich kontakty z dziećmi. Twoja rola w tym jest olbrzymia, aby one miały kontakt z ojcem, aby nadal uczestniczył w ich życiu. Od ciebie zależy jak przedstawisz dzieciom sytuację i jaki stosunek do ich ojca będziesz mieć, jako ojca dzieci, nie męża. Od ciebie zależy czy zainfekujesz je lękiem i zaszczepisz w nich poczucie winy. Od ciebie zależy czy będą myślały, że tata odszedł z ich powodu! Wtedy całe życie czekają je niepowodzenia w bliskich związkach lub w ogóle niemożność zbliżenia się z kimkolwiek. Czułam irytację jak czytałam twój ostatni wpis. Piszesz, że ona okazała się wyrachowaną i zimną kobietą, bo wiedząc jak go kochasz jest nadal z nim. Więc albo jesteś naiwna, albo potwornie egoistyczna, albo tracisz kontakt z rzeczywistością. Nikt nie rezygnuje z własnego dobra. Ty też o nie walczysz, tak samo jak ona. Każda o to samo, choć w innym wymiarze. I każda z was ma do tego prawo. Rozsądza się tylko we własnym sumieniu. Prawda jest, że każdy jest wolnym człowiekiem. Kodeksy moralne działają w dwie strony. Ty powiesz- nie ma prawa być z nim, bo on należy do mnie. Ona powie- nie ma prawa z nią być, bo kochać się z kobietą, której się nie kocha to jakby ją gwałcić i samemu pozwalać gwałcić siebie. Sorry za te mocne słowa, ale przestań się użalać nad sobą. Obudź się!

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-24, 16:34:17               Odpowiedz

    miki - jesteś zdecydowana na rozwód?????

    napewno?

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-24, 16:29:27               Odpowiedz

    staram się sobie myśleć co on zrobił. Powtarzać to na okrągło. Zaczynam wogóle się zastanawiać czy ten przypadek zakończył się zakochaniem, czy w jego życiu nie było więcej takicjh skoków, niezobowiązujących sexów itp. W końcu jego praca to wieczne delegacje. A więc i wiele wcześniejszych mozliwości na zdradę.

    AAAAA boję się, boję się tego spotkania, boję się na niego spojrzeć, boję się jak będzie wychodził, boję się żyć bez niego. chodz wiem, że to nieuniknione.

    własnie strzaskałam lusterko. aaa chyba pech będzie mniej już do końca zycia przesladował :-((.

    Miki. zachowanie twojego przypomina mi zachowanie mojego z ostatnich tygodni. dla dzieci ok (wręcz obiecująco) dla mnie zimny, odpychający. jak się okazało to był czas w którym następowało ich pojednanie.

    Ona okazała się zimną, wyrachowaną kobietą. Wiedząc, że go kocham, że kocham dzieci wróciła do niego. On zamiast dziękować bogu, że postanowiłam mu wybaczyć, pochłonoł się w walce o nią. To był jego cel. cel który osiągnoł. zdobył ja na nowo a ona jego.

    Czy spotkali miłość życia?

    jak będzie wyglądać moje życie?

    jak będę żyć, jak oddychać?

    Czuję się bezradna.

    Gdy on wracał zawsze starsza na niego czekała, rzucała mu sie na kolana, przytulała i była szczęśliwa.

    Dziś boli jak oddycham. boli, bo wiem, że to chwile o których dziś mogę tylko pomarzyć. Już nigdy moje córcie tego nie doświadczą.

    jak każdy człowiek chciałabym aby przytulił, ucałował, powiedział jak kocha. A on zimny, zdecyowany, inny, już nie mój, nie mój mąż. tylko zakłamany okrutny kat mojego serca.

    jak będą wyglądać następne tygodnie, miesiące, jak jak jak. boję się. boję się aż boli.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: miki12   Data: 2009-04-24, 10:29:41               Odpowiedz

    Czesc dziewczyny, długo sie nie odzywałam ... przeczytałam ostatnie wpisy i powiem Ci MEG że chyba lepiej dla Was jeśli Twój mąż odejdzie. Mój został, walczyłam o niego jal lwica ... a co mam ? NIC, łzy, rozpacz i smutek. Niby jest ale widze ze nie zalezy mu na mnie, tylko dzieci daja mu radosc i tylko dla nich jest. Wiem na pewno ze nie ma kontaktu z tą druga. Ale moje zycie to teraz koszmar, brak radosci, sensu, usmiechu. Żałuje teraz ze wrocił ! Jemy zalezy teraz tylko na niezaleznosci, prywatnosci, wlasnych sprawach. Nie informuje mnie o niczym, nawet o tym ze w sobote umówił się z kolegą. Nie potrafię i nie chce tak zyc. Tak jak napisała 4lapy dawałam mu miłoś, dbałam o niego, pisałam czułe sms-y, stroiłam się w piękną bieliznę, usmioechałam chociaż w środku bolało mnie wszystko, przytulałam itd. Nie dostałam kompletnie NIC. To mo co mi taki facet ??? On chce miec spokój w domku, uprane, ugotowane, sniadanko uszykowane do pracy i żona do tego która nic nie chce, nie wymaga, nie pyta itd. Chce życ jak kawaler a ja czuje sie jak służąca. Mam prace, mogę utrzymac się sama, jestem atrakcyjna i nikt nie bedzie mnie poniżał i w ten sposób traktował. Wciąż go kocham ale to uczucie schowałam i zdusiłam i dojrzewam do decyzji aby rozwiesc sie z nim bo to tylko aby mnie juz nie ranił i aby o nim zapomniec. To tyle ... a tak o niego walczyłam... Myślałam ze zmienił się naprawdę bo przez 3 lata był cudowny ale on się nie zmienił znów jest takim gnojkiem jakim był prze 10 wcześniejszych, już nie będę żebrac o jego miłosc, swoje odpokutowałam i nie czuje sie teraz niczemu winna. Trzymaj się dziewczyno. Dasz radę. Wierzę w to !!!

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-24, 08:09:58               Odpowiedz

    meg przesadzasz ...drama na miare szekspira...spokojnie...to tylko awaria:)))...w każdym razie dlaczego niby córki maja nie miec taty ...mają i beda miały biologicznie sie ich nie wyprze w żaden sposób...maja ojca i nadal je może uczyc nowych rzeczy...niezależnie od tego jakim jest był bedzie mężem...

    za duzo myslisz ...mysli sie za duzo kiedy sie broni przed czuciem nawet tym najbardziej żenująco paradoksalnym albo nierozsadnym czuciu ...nie myśl....a jesli już to tylko o sobie

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: zagubiona36   Data: 2009-04-23, 21:48:14               Odpowiedz

    Meg....jak wiesz i znasz moja historię ,narazie nie wyprzedzaj ...za dużo w przód nie wybiegaj.Nie wiesz jak będzie i jak potoczy się wasze życie.Może odejdzie,moze nie..może wróci......Daj mu tak zwyczajnie odejść...jesli go kochasz to daj mu odejść ...niech zazna tego swojego szczęscia.
    Oni nic nie zbudowali....

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-23, 20:33:44               Odpowiedz

    jestem w przed dzień jego odejścia. ma kochankę. walczyłam, poniżałam się, miałam nadzieję. Dziś mam nadzieję, że życie nie będzie aż tak okrutne, że z córciami damy radę, że słoneczko do nas zaświeci, że nowe jutro nie będzie zabijać a da nadzieję na nowe szczęście, na uśmiech na twarzy. Czy zapomnę. Pewnie nie. Mój mąż, mój pierwszy poważny chłopak, pierwszy raz. Moja miłość. do dziś jedyna.
    Boli boli boli jak córcia mówi o tacie, że nauczył ją tego, kiedy tata wróci itp. to naprawdę boli. boli bardziej niż usłyszeć, że o niej marzy itp ... znacie moje losy. Tak bardzo jest mi jej żal. Zrobię wszystko aby jej życie było szczęsliwe. Bez taty ale szczęśliwe. Mam rodzinę, która dziś mnie wspiera.
    dziś wiem jest kretynem. byliśmy dobrym udanym małżeństwem. mamy 2 pięknych dzieci a on się tak poprostu zakochał, stał się perfekcyjnym kłamcą, niszczył mnie dzień po dniu - zabijał. jego kochanka. wierzyłam w jego słowa, że jest dobra, a prawda okazała się smutna. była taka dobra, że wiedząc jak kocham o dzieciach, wiedząc co czuję tak poprostu dawała mu się zdobywać na nowo.
    zbudowali swój związek wiedząc o mnie i dzieciach. wiedząc jaką robią nam krzywdę.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: d1b1   Data: 2009-04-23, 18:14:04               Odpowiedz

    Tak, mozna przestac kochac osobe, ale nie znaczy to ze niema w nas milosci. Potrzeba tylko odrobine czasu.

    Dla mnie bylo to nejciezsze 5 miesiecy w zyciu...zapmoniec

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: 4lapy    Data: 2009-04-23, 17:38:56               Odpowiedz

    MEG trzymam kciuki za ciebie. Dasz rade.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: undset1   Data: 2009-04-23, 11:54:42               Odpowiedz

    wiesz Meg..

    tez sobie zadawal takie głupie pytania..

    o Boże = on teraz u rodziców, nie stać go na własne mieszkanie, nie ma pieniędzy na adwokata.. a ja z adwokatem..

    to sa takie chore podrygi współczującego serca dla osoby które w to serce wbiło nóż...

    czemu to my mamy sie matrwić jak im teraz będzie źle i nie wygodnie w życiu??
    czy oni martwili sie o nas... czy twój lub mój mąż zabawiając sie z inna pomyślał - O! Może moja żona teraz płacze i cierpi przeze mnie? Nie pomyślał.

    Ja wiem że trudno nie mysleć o nim. Bedziesz myślała jeszce rok, moze dwa ( to samo przede mną więc sama siebie nie pocieszam) ale mam nadzieję że pewnego dnia obudzę się bez mysli o nim... za to z myślą o sobie...

    kropko kresko

    racja - ludzie przeżywają tragedie o jakich się filozofom nie śniło i i tak serce im nie pęka z żalu i z bólu to i nam nie pęknie...

    niestety.. bo tak byłoby łatwiej...

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-23, 08:34:43               Odpowiedz

    wiesz co Meg ...? ja też juz nie wiem co własciwie chcesz, chyba piszesz bo ci to przynosi ulgę....ale posłuchaj no kłamie to wiemy od jakiegos czasu, jeżdzi do niej to tez wiemy...boli jak zawsze w takiej sytuacji to wiesz sama...i w tch kłamstwach bólu jego wyjściach co chcesz osiągnąć? chcesz żeby co? wrcopcił i siedział w domu? nie kłamal? kochał ciebie tak jak niby ja kocha?...wydaje mi sie że cokolwiek zrobi to ci bólu nie umniejszy...no jak on mógł to zrobić ...no widac mógl zrobil i zyje i go jasny piorun nie strzelił...jesteś sama wobec siebie niesprawiedliwa teraz ...jesli on nie idzie do niej bo nie mają gdzie mieszkać...co ciebie to obchodzi...po co ci wiedza o niej o jej mieszkaniach?...niech on sie wynosi chocby pod most w tej chwili...może będzie się karmił miłościa wzajemną ze swoją przyjaciolka ...może zaryzykuj spakój wystaw walizki do przedpokoju...otwórz i zamknij za nim drzwi...siedzisz i żebrzesz w tej chwioli o coś czego on ci nie da teraz...może będziecie razem a może juz nie ale teraz jest jak jest twóje cierpienie stanu faktycznego nie zmieni...(inna sprawa że sie zastanawiam jak to mozliwe żeby tak bardzo kochac mężczyzne ...bardziej niż siebie samą????) nie wiem czy żalowac sama siebie że tego nie doświadczam czy dziękowac że nie tak nie cierpię...czy ty w ogóle widzisz swiat poza nim...mówilam już to wcześniej...słońce zajdzie i wzejdzie niezz\laznie od tegoo co ludzie robią...niestety serce ci nie pęknie bo ono nie pęka nieststy zasnniesz i obudzisz sie sama w łózku nastepnego dnia minie kolejny dzień...ludzie przezywają smierc dziecka tragedie pożaru powodzi wojny obozy koncentracyjne przemoc gwałty...zbrodnie krzywdy...przeżyjesz i ty...ciagle pytasz czysie uda czy wróci dlaczego kłamie dlaczego inna...my chyba nie wiemy...pocieszyć tez cie nikt nie zdoła...powtorze sie wyprowadx go samodzielniew piatek czy w sobote umow sie na pieniądze dla dzieci...i skończ z tym dla swojego dobra...a potem co bedzie to si ebedziesz martwić na bieżąco...

    a propo kłamstw pisał tutaj ktos że żądal prawdy i jak ją dostal to sie okazalo że boli tak samo...bo zamiast kłamac maż mówil wprost ...jade do niej wroce jutro...boli tak samo...tzn chyba boli obojetnośc drugiego czlowieka że mu nie zależy na nas tak bardzo że nie obchodzi go to czy nas cos boli czy nie....
    wspołczuję ci ale wierz mi zupelnie obiektywnie dasz radę...bo....nie masz wyjścia....

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-23, 06:46:42               Odpowiedz

    Wiem, że on nie pójdzie do niej. Bo nie jeden raz usłyszałam, że ona nie ma swojego mieszkania, że mieszka gdzieś kątem u kogoś? z kimś? to nie ma znaczenia gdzie pójdzie. Chodz to boli, chodz jestem przerażona on ma odejść. Za to wszystko co powiedział i dołożył, że jeszcze przed chwilą u niej z nią był, że do niej wrócił a mnie wciskał kity. Te kłamstwa one mnie teraz zabijają. Te jego okrutne kłamstwa.
    Już nie widzę innej przyszłości. Dziś być z nim to jak być i z nim i z nią. Nie umiem tak.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: kaja133   Data: 2009-04-22, 23:14:17               Odpowiedz

    Meg

    przepraszam, ze się nie odzywalam tak długo, ale nie zawsze miałam czas, aby wszystko przeczytać, a znając tylko częśc faktów trudno się wypowiadać.

    Wydaje mi się, że niedawno (może trzy cztery dni temu) czytałam, że w domu jest znośnie. On się stara, całuje przed wyjściem do pracy, troszczy o dzieci.
    ...a teraz - znowu cos przegapilam bo zaskoczyła mnie wiadomość o waszym rozstaniu i jego kłamstwach.

    Jesli juz musi się wyprowadzić - droga wolna (przeżyłam to samo - nie odchodził co prawda do niej, ale wiedział, że dłużej w zawieszeniu między mną i nią nie może żyć). Powiedział mi o swojej decyzji w czwartek wieczorem, w piątek się wyprowadził. Ten dzień był jednym z gorszych - cały dzień w pracy przeryczałam. Popołudniu starałam się wytrzymać i nie pokazać słabości, ale bałam się potwornie ... Udało się - pożegnałam go chłodno bez rozpaczy, płaczu... Na odchodne dałam mu zadanie - poszukać dobrego psychologa i dowiedzieć się jak powiedzieć to dziecku. Z jakiej racji to Ty masz to robić. Nie pozwól też (ani nie rób tego sama) aby załatwił to od tak z rozpędu i zostawił Cię z przerażonym tą sytuacją dzieckiem (myśle o starszym - maleństwo nie zauważy jego nieobecności). Niech zdobędzie się chociaż na odpowiedzialność względem swoich dzieci i niech fachowiec mu uświadomi co im funduje.

    I jeszcze jedno - to, że odchodzi nie musi oznaczać końca. Nie chcę Ci dawać złudnych nadziei, ale kiedy chodziłam do psychologa to usłyszałam od niego, że szkoda, że nie może z nią pożyć tak normalnie. Romans to wakacje od normalnego codziennego życia - musi byc atrakcyjny. Natomiast szara rzeczywistość, kilka tygodni razem skutecznie pozbawiają złudzeń. Może coś w tym jest ...
    Teraz Ty musisz pomysleć o sobie - o tym czy gdyby za kilka tygodni (mojemu wystarczyło kilka dni) chcial wrócić czy mu pozwolisz i pod jakimi warunkami. Głupie różowe okulary, które przez kilka miesięcy noszą nasi faceci wcale nie muszą przekreślać wszystkiego. Wcale po takim kryzysie nie musi być gorzej. Może to kopniak, bardzo bolesny (po wszystkim dla obu stron), aby zrozumieć co naprawdę jest ważne i o co trzeba bezustannie dbać. Ja wiem, że nie potrafiłam cenic tego co mam.
    u mnie teraz wszystko na dobrej drodze - myślimy o dziecku... Ale ciągle jescze są takie dni kiedy to wraca i czuję się tak jak Ty teraz - gorsza, poniżona, niedoceniona. ...ale to mija...

    Przetrwasz to - na pewno. Nie mów nic narazie dzieciom - na złe wiadomości będzie jeszcze czas. Jesli możesz poproś swoją przyjaciółkę, aby wprowadziła się do Ciebie na kilka dni. Może bedziesz tak samo jak ja mile zaskoczona pierwszą przespaną a nie przepłakaną nocą. Czasami latwiej jest znieśc trudną prawdę niż żyć w niepewności. Zobaczysz - kiedy się uspokoisz on zwątpi... musisz wtedy wiedzieć czy chcesz mu dać szansę ...

    wykorzystaj ten czas dla siebie i dzieci - one są najważniejsze.
    trzymam kciuki za Ciebie i wiem, że poradzisz sobie...
    Głowa do góry

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-22, 21:47:28               Odpowiedz

    dziękje

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-22, 14:57:58               Odpowiedz

    no to pozegnaj go ozieble
    spakoj walizki niech na niego czekaja porozmawiaj z córka ze czasami tak bywa ze si edorsoli nie dogaduja i musza mieszkac osobno ...nie musisz mówic nic o innej kobiecie to nawet niewskazane ponoc od dyplomatycznej matki i kobiety...po prostu powiedz ze zdecydowaliscie ze tata bedzie mieszkal gdzie indziej nie wiadomo jak dlugo ...

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-22, 14:44:20               Odpowiedz

    Ale ja już wiem, że w piatek on odejdzoie. Dla mnie już nie ma innej opcji. Dziś jest w del, wraca dopiero w piatek.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-22, 13:52:11               Odpowiedz

    na razie to masz czas na smarkanie plakanie żalowanie myślenie i wszystko na raz odpuśc sopbie planowanie wizyt u prawników na wszystko przyjdzie pora...na razie rozwodzic si enie musisz juz zaraz teraz spokojnie co sie odwlecze to nie uciecze...

    ja bym nalegała żeby on sie wyprowadzil bedzie łatwiej ustalic jakie sa okoliczności w ktorych jesteś i podjąc jakies dzialanie planowanie organizowanie , oczywiście porozmawiaj z nim o płaceniu na dzieci


    haha! przedstaw mu tragiczna wizje rozwodu z orzekaniem o jego wyalcznej winie z racji posiadania dowodow na kochanke o płaceniu alimentów na dzieci i na ciebei z racji pogorszonej wyjątkowo sytuacji majątkowej...ale nie w formie "zostan ze mna bo jak nie to..." raczej "idz sobie teraz ja rozdaje karty..." ale to tak na przyszlośc teraz to sie po prostu spróbuj wyciszyc w miare możliwości...

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-22, 13:23:16               Odpowiedz

    Witaj. Jeszcze niewyprowadzony, ale można powiedzieć, że już pożegnany. Tak wyszły kolejne kłamstwa. Jest z nią.
    Ubolewam nad tym co się stało, cięzko mi o tym mysleć, o tych kłamstwach, o tym , że patrzył mi w oczy aaaa...... wieleby można było pisać wiele. To takie smutne i przykre. Że po ilus tam latach nagle człowiek zaczyna zachowować się jak szczeniak kłamać, mataczyć. Z jednej strony dorosły podjoł decyzję o 2 dzieci a tu taki malutki chłopczyk, biegający z prezerwatywą a kieszeni mówiąc, że to co mu się przytrafiło to nie romans to coś więcej.
    Smutne. Nie pomyslał o dziecicch, o zadłużeniu. Zostałam sama z wieloma wieloma problemami. Ma być w piątek w domu. przygotuję mu rzeczy. Niech idzie do tego więcej niż romansu. Mam dzieci. To dziś moje największe szczęście, mam dla kogo żyć i mam nadziję, że się nie załamię. A on czy znalazł miłość życia???????
    Nie zostało mi nic innego jak tylko zakończyć ten związek. i powoli zapominać o nim. O człowieku, który skrzywdził mnie jak nikt w świeci. Upodlił, upokorzył, sprzedał ...

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Nastusia   Data: 2009-04-22, 13:06:19               Odpowiedz

    Ty się czujesz podle? To raczej on powinien.Wiem,że Ci ciężko,ale pomyśl czy będzie lżej trzymając tego...pod dachem,wiedząc,że zapewne nie przestanie spotkań z kochanicą?
    Cóż ona nie ma dzieci,obowiązków,pewnie dla niego się stroi,ale przyjdzie czas że i ona stanie się zwykła,chyba że wcześniej się rozstaną.
    Kiedyś mój znajomy po prawie 30l.powiedział,iż żałuje,że się rozwiódł(odszedł do innej,co w niej widział?takiej drugiej s**i nie znałam w całym życiu).Życie jest pokręcone.
    Uśmiechnij się,masz dla kogo żyć.On nie jest jedynym facetem na świecie.Poza tym będzie musiał płacić alimenty na WAS.Mam nadzieję,że rodzina WAM pomoże.
    Trzymaj się dzielnie.:-)

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-22, 12:58:22               Odpowiedz

    czuję się podle

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: undset1   Data: 2009-04-22, 11:56:04               Odpowiedz

    hej co się stało z naszymi pocieszającymi wpisami...??

    może należy założyć wątek - "można tak po prostu przestać kochać .."?

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: sylbut   Data: 2009-04-22, 08:15:00               Odpowiedz

    Witaj Meg!!!

    Bardzo Ci współczuję, bo wiem co przechodzisz.
    Powiem Ci tylko tyle, że w tej chwili musisz być bardzo silna, gdyż jak już się to zacznie (tzn. jego wyprowadzka) on może zmienić się nie do poznania - wiem to z własnego przykładu.

    Co robić pytasz? Na to nie ma odpowiedzi. To dzieje się tak szybko, że nie sposób pomyśleć. Ja dostaję sms od mego, w których on raz mnie straszy i wyzywa, a w innych przeprasza.

    Wczoraj doszliśmy do porozumienia co, jak, kto, ile. Było to straszne. Ale miałam przy sobie rodziców.
    Jeśli masz taką potrzebę, żeby byli przy Tobie rodzice to zrób tak. Naprawdę lepiej załatwić to w towarzystwie rodziców, gdyż wtedy nie padną złe słowa. Wszystko delikatniej się potoczy. Takie jest moje zdanie. Wiem, bo miałam to wczoraj.

    Trzymaj się Meg. Jestem z Tobą, choć już kilka kroków za.
    Ja już prawie jego wyprowadzkę mam za sobą. Zostały jeszcze tylko te większe rzeczy. Ale i na to przyjdzie czas.
    Pomału jakoś wszystko się ułoży.

    Mam taką nadzieję.

    Myślami jestem z Tobą.

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-22, 07:53:34               Odpowiedz

    no właśnie gdzie są moje wypociny...? chyba ci mężowie je usuwają...:)...

    Jean jak tam u ciebie? zrobię z tego pytania przecinek, pauzę na oddech, w rzecze nieszczęśliwych wywodów zdradzieckich...radzisz sobie? jak tam poszanowanie dla organizmu...bo widzisz może z tym organizmem jest jak ze zdradą ty zdradzasz swoje ciało dając i zabierając to czego potrzebuje a ono takie naiwne wciąż trwa przy tobie...:) właśnie!!! samym sobie powinnismy przysięgac "i ślubuje sobie miłośc wierność i uczciwość i że się nie opuszczę aż do śmierci"

    ale każdą zdradę można przeżyć przeboleć wybaczyć jeśli sie tylko współpracuje...:))) zresztą może szamani powinni odżywiać się energia kosmiczna i przejść na wewnętrzne odżywianie?...pozdrawiam i żądam wyjaśnień na temat usuniętych postów bo WSZELKIE PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONO!!!!

  • RE: i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-22, 07:45:36               Odpowiedz

    Doradzcie dziewczyny co zrobić aby nie zwariować?

    Jesli przeszłyście to co ja to jak załatwiać te sprawy krok po kroku.

    I tak muszę wybrać się do prawnika, ale jak wy to załatwiałyście.

    To boli, że oni się zeszli. Że ona ta dobra kobieta która by krzywdy nikomu nie zrobiła, miała mnie w dupie zchodząc się z Nim. I nie pomyslała o dzieciach. No cóż ale to w końcu moje dzieci.

    żal w sercu gdzy patrzę na dzieci. Ogromny żal. Maleńkiej i tej dużej. Tak mi przykro.

    Mój mąż okazał się strasznym egoistą. Ani ja ani dzieci nie były dla niego ważne.

    Z niedz na poniedziałek pojechał do niej, pobzykać się, poudawać jaki to on biedny mający taki ciężar w domu a ona dobra wiejska gwiazda, przytuliła go pewnie i powiedziała kochanie nasza miłość wszystko zwycięzy.

    Co to za kobieta, która poszła na układ, że on jest w domu z nami, a do niej ukratkiwm w del wyjeżdza. Na jeden, dwa dni. ma 20 pare lat i wystarczy jej tylko tyle. Co on musiał jej powiedzieć, że ona się zgodziła.
    Jakie to straszne i smutne.

  • i już nadszedł mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-22, 07:05:20               Odpowiedz

    dlaczego moje wpisy usunięto.!!!!

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-21, 22:48:33               Odpowiedz

    hmm czemu w tym wątku usuwane są posty?
    Może zróbmy jakąś część drugą?

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-21, 22:22:57               Odpowiedz

    Smutno mi. Okazał się perfidnym kłamcą i egoistą.
    On teraz zbuduje sobie nowe życie. Szczęsliwe. Będzie mieć kogo przytulić, kochać do kogo się uśmiechać. Ja też mam dzieci. Ale moja miłość umarła a wraz z nią jakaś część mnie. Boli mnie Ona. Ona która wróciła do niego.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: PDKu   Data: 2009-04-21, 22:11:39               Odpowiedz

    Dziewczyny !

    Amazonki wyginęły nie za sprawą mężczyzn, tylko ich braku wśród nich.

    Zmieńcie proszę swoje życie dla siebie, my jesteśmy wam potrzebni nie po to żebyście płakały, ale po to żebyście były piękne .


    Proszę starajcie się być PIĘKNE PIĘKNE PIĘKNE, a jak tego mało to niech będzie BĄDŹCIE PIĘKNIEJSZE NIŻ JESTEŚCIE DZISIAJ PIĘKNE i jeszcze BARDZIEJ PIĘKNIEJSZE

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: undset1   Data: 2009-04-21, 20:41:38               Odpowiedz

    bedą lepsze dni i gorsze

    ja sie wymądrzam a dziś sama siedzę i płaczę. Kiedyś myślalam że tylko mnie mąż opuscił. 4 lata temu nie znalazłam żadnego miejsca jak to i niekt mi nie doradzał, nie pocieszał. I choć czasem już się śmieję to ipłacze rozpaczliwie, jak teraz:(

    Nie rozumiem ludzi którzy ileś lat związku przekreślają dla nowo poznanej osoby - ok , miłość może się trafić, ale kiedy jest to nastolatka, to po prostu nie pojmuję i nikt mi nie przetlumaczy że to wielkie uczucie.
    Mój mąż zostawił mnie z dzieckim dla 18 latki a teraz nadal zarzuca mi ze jestem małą rozkapryszoną dziewczynką i że nie umiałam być żoną

    Nie reaguje na jego wiadomości, ale ryczę strasznie z tego powodu...
    a czasem przypominam sobie jak powiedział że ją kochał, i że mówił jej to wiele razy i że było z nią tak wspaniale a ja nie dawałm mu czułości...

    nie pojmę... może mi ktoś dziś coś wytłumaczy... proszę..:(

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: venus1979   Data: 2009-04-21, 20:14:08               Odpowiedz

    Mysle ze bedzie kiedys tego zalowal i jak Ty sobie poukladasz zycie, tak on bedzie nieszczesliwy.
    Brzydze sie klamstwem,egoizmem i ludzmi co buduja cos kosztem innym,to sie tyczy tez jej,bo zawsze wychodze z zalozenia jak suka nie da pies nie wezmie,bo tak jest!!Okropienstwo.
    Jak mozna zachowywac sie jak jakis malolat i na podstawie paru nocek z jakas gowniara odrzucac to co sie budowalo latami,rodzine,jakies wartosci,priorytety zyciowe,zapominac jak bylo,i byc slepym przez co jest jak jest.
    Przez ile bedzie mial to co ma teraz,przez tyle ze zmieni na kogos nowego jak sie znudzi.Brak slow.
    Zycze duzo sily i wytrwalosci wszystkim kobieta ktore sie poswiecaja i przechodza przez takie pieklo,bo nie zasluzyly w wiekoszosci przypadkow.

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-21, 19:33:16               Odpowiedz

    Tak bardzo chciałabym wierzyć w to lepsze jutro.Że będzie lepiej. Tak bardzo chciałabym. A wydaje mi się, że będzie tylko gorzej tylko bardziej smutno, tylko bardziej przykro. Co powiem mojej córci jednej i drugiej. Za co będę żyć.

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: undset1   Data: 2009-04-21, 16:58:58               Odpowiedz

    zrobisz jak uważasz kochanie..

    a pytanie " co bedzie dalej?"

    po pewnym czasie musi być lepiej i będzie

    wiem, bo sama przeżyłam to co ty :(

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-21, 15:26:24               Odpowiedz

    JG wysłałam ci mój email.

    Wiecie. Nie chce mi się w to wierzyć. Poprostu nie umiem w to uwierzyć. Ze za dzień za dwa. Będę sama z 2 dzieci. Tak trudno mi się do tego przyzwyczajić.

    Rodzicę mają być. To moje zdanie.

    Co teraz robić. Co??????

    W poniedziałek idę do prawnika założyć sprawę o alimenty. Oj. Jak dam sobie z tym wszystkim radę.

    Jaki okazał się wyrachowany i perfidny. Oj głowa boli. boli boli.

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-21, 15:22:38               Odpowiedz

    węższa pochwa. Jestem po 2 cesarkach i moja pochwa jest ok :-)))

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-21, 15:09:36               Odpowiedz

    Meg ,masz e-mail?

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-21, 15:05:56               Odpowiedz

    Meg, nie pisz że to koniec ,proszę Cię. Pomyśl sobie że to początek. Zapomnisz już raz na zawsze o wszystkich udrękach, uregulujesz sprawy finansowe, a jako że nie mozesz teraz pracować z powodu małej to on Ci da wszystkie pieniądze. Możliwe że został z wygody bo wiedział na co się szykuje rozwód, teraz musisz się przygotować psychicznie i nie być sama, jakby Twój mąż miałby się okazać kimś na podobieństwo chłopaka Sylbut. Zgromadźcie tyle pieniędzy ile się da i weźcie od niego wszystko czego potrzebujecie od życia ,a on moze sobie mieszkać w akademiku ze swoją studentką. Wprawdzie różnica wieku 10 lat to nie tak duzo ,ale jakoś wątpię by ona mu była wierna i kochała go do końca życia. Z resztą podejrzewam że ona jest typową pindą ze wsi, dla której liczy się kasa i nic więcej. Ona kocha go tak długo jak ma pieniadze. (z resztą skoro Ty jesteś ładniejsza ,to jej atutem jest tylko wiek i ,jak na razie, węższa pochwa).

    Oczywiście mógłby być jeszcze wariant, że pojechał do niej żeby się z nią pożegnać, ale nie wiem czy to możliwe, Paradoks okaże się dopiero wtedy kiedy on będzie Ci zarzucał to ze nie chciałaś po zdradzie z nim uprawiać seksu więc na nowo wylądował w ramionach kochanki, ale niech sobie tak gada.

    Nie myśl o trudach, uwolnij serce od lęku. Świat jest tak skonstruowany że podobne przyciąga podobne, więc jeśli dalej będziesz się bać to w końcu Ty sama zaprojektujesz mierną przyszłość swoich dzieci. Myśl o sobie jak o zwyciężczyni. Wydaje Ci się że poległaś,bo ukochany mężczyzna Cię zostawił ,ale tak naprawdę to on poległ, on nie wie co to prawdziwa miłość i zniszczył to na co pracowaliście wiele lat.

    Musisz uwierzyć że sobie poradzisz, pomoże Ci mama, może jakaś dalsza rodzina, przyjaciele.

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: undset1   Data: 2009-04-21, 14:34:24               Odpowiedz

    po co ci rodzice do tego?
    spakuj walizki, kobieto, raz zrób coś sama...

    najpierw czekałaś aż on się opamięta
    potem czekałaś że wam sie ułoży
    potem czekałaś czy jeszcze okłamie
    teraz czekasz aż on sie spakuję, albo rodzice go spakują

    ZRÓB TO DO CHOLERY SAMA

    RYCZ, WYJ, KRZYCZ, TARZAJ SIE PO PODŁODZE, ALE GO SPAKUJ I POSTAW WALIZY PRZY DRZWIACH

    DO CHOLERY MEG!!!!!!!
    OTRZĄŚNIJ SIĘ

    on właśnie zerżnął babeczkę a jak przyjdzie to ty ze smutkiem w oczkach - Rodzice pomogą ci sie pakować???

    błagam cie - zrób to raz sama. Może wielu rzeczy pożałujesz ale tego nie, to ci przyniesie dużo satysfakcji i stanie sie podwalina budowy nowego

    ZRÓB TO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: .kropka.kreska.   Data: 2009-04-21, 14:28:53               Odpowiedz

    daj spokój z tymi rodzicami ...może spróbuj sama jako pierwszy krok ku samodzielności he??:) ja bym spróbowała...juz sie tak nie przejmuj tymi kłamstwami no klamie to kłamie z braku lepszego pomysłu bardziej godnegoi honorowego..widac taki typ na chwile obecna ...spakuj go sama...postaw walizki mu na dzin dobry w przedpokoju zrób kolacje poproś zeby sprawdzil czy niczego jeszcze nei chce zabrać...zapytaj jak tydzien minal omów sprawe łożeniia na dzieci odpowiedniej sumy do czasu sprawy w sadzie ewentualnie...wszystko ze stoickim spokojem...rzeczowo klarownie no przeciez co sie juz złego stało to się stalo nie urządzajmy histerii...niech polozy dzieci spac i do wi dze nia! a potem jak zamkniesz drzwi to se możesz poryczeć:))) ale idz wczesnie spac bo może trzeba będzie wstac o piątej:)? a tych rodzicow sobie zostaw na potem przydzadza ci się ze swoją pomoca ...ale na prawde uwazam ze robienie z siebie i zmęża dzieci którym rodzice musza walizki pakowac jest niepotrzebne...

    co nas nie zabije to nas wzmocni

    a miłośc jak ma przetrwac to przetrwa choćby sie odchodzilo wracało zdradzało ...mimo wojen i pokojów mimo awantur milczenia i obojetności...nie myśl tyle od myslenia miłosci nie obudzisz do życia na pstrykniecie palców...

  • RE: i nadszedł i mój koniec

    Autor: majka34   Data: 2009-04-21, 14:23:01               Odpowiedz

    witaj Meg
    bardzo mi przykro,że to się tak kończy, ale każda z nas ma zawsze nadzieje że się zmieni na lepsze.
    Ale znajdziesz kogoś kto będzie ciebie kochał , chociaż pewnie w to teraz nie wierzysz
    życze ci dużo siły
    pozdrawiam

  • i nadszedł i mój koniec

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-21, 14:08:08               Odpowiedz

    dziś odkryłam kolejne kłamstwo. Wyszedł z domu w niedzielę, ale dopiero w poniedziałek doleciał tam gdzie miał. Z niedzieli na poniedziałek był z nią.

    Cóż.
    W piątek jak wróci będą jego rodzice i moja mama. Jego rodzice spakują syneczka i z nim wyjdą. Nie chcę być z nim sam na sam. Nie chcę aby wciskał mi kolejny kit. JUż nie.

    Doszłam też do wielu innych kłamstw. Kłamał i kłamie. Smutne.

    JG Sylbut kropka.kreska undset ...

  • Do Undset1

    Autor: olga291   Data: 2009-04-19, 20:36:15               Odpowiedz

    Droga Undset1-znam Twoją historię z innego portalu,nie pamiętam z jakiego.Śledziłam ją dzień po dniu,płakałam razem z Tobą,niemal fizycznie czułam Twój ból,Twoją rozpacz.Znam to doskonale,nie wiem czy czytałas mój wątek,ale ja również przeżyłam piekło za sprawą mojego cudownego męża.Nie wiem co u Ciebie,nie pamiętam gdzie czytałam Twoje wątki,ale z tego co przeczytałam tutaj rozwodzisz się,ja też czekam na sprawę rozwodową.Wiesz,zapamiętałam Cię,bo masz niesamowitą zdolność opisywania uczuć,odczuć,emocji-a wszystko co pisałas było takie szczere,prawdziwe-jak było lepiej-pisałaś o tym,a ja cieszyłam się-jak było tragicznie-też pisałaś a ja płakałam jak to czytałam.Tyle było rozpaczy i bólu w Twoich słowach.Widzę że w końcu się dźwignęłaś i BARDZO BARDZO cieszę się z tego powodu,bo naprawde dużo o Tobie myślałam.Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i życzę powodzenia,a kiedyś tam PRAWDZIWEJ I SZCZEREJ MIŁOŚCI bo to co ofiarowali nam nasi mężowie to nie była miłość,tylko jej imitacja.Jeszcze raz pozdrawiam-OLGA

  • RE: JG

    Autor: undset1   Data: 2009-04-19, 12:57:26               Odpowiedz

    bedę złym prorokiem- albo on i tak pewnego dnia znowu odejdzie, albo znajdzie inne "marzenie", albo ty nazbierasz sił - czego ci życzę Meg - i przetniesz mocno i boleśnie ten wrzód. Raz, zaboli kurewsko, ale potem będzie się goić...
    aż sie zagoi...
    inaczej bedzie się babrać tak jak teraz jeszcze bardzo długo...

  • RE: JG

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-19, 07:35:21               Odpowiedz

    zwycięstwo???? co masz na myśli????

  • RE: JG

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-19, 06:57:54               Odpowiedz

    Dionizy kim Ty jesteś??????

  • RE: JG

    Autor: Dionizy   Data: 2009-04-18, 23:40:40               Odpowiedz

    wiem , że potrafisz ta porażkę przekuć w zwycięstwo

  • czapla

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-18, 23:28:48               Odpowiedz

    CO Z TOBĄ????

  • RE: JG

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-18, 23:25:37               Odpowiedz

    on żyje marzeniami o niej a jest z nami, bo wie, że tamto to tylko marzenia a nie świat rzeczywisty.

    I tłumaczy sobie, że 8 lat naszego małżeństwa kiedyś nie była przypadkowa lecz kochaliśmy się.

    Ale żyje marzeniami.

    Wg niego min. to być dla dzieci a max ??????

    A ja wiem, że dziś odniosłam porażkę.

  • RE: JG

    Autor: PDKu   Data: 2009-04-18, 22:04:49               Odpowiedz

    Jesteś cudowna MEG4.

    Jeśli mogę, to znam związki małżeńskie ,które długie lata żyją podobnie do twojego opisu.
    Może z nieświadomości swoich uczuć ?
    Może z powodu wygaszenia uczuć ?

    Znam też końcowe momenty takich związków, kiedy dopiero po odejściu jednego z tego związku, okazywanie uczuć stało się normą każdego dnia. Piękne, a jednocześnie tragiczne. Jeśli jeszcze do tego dodam, że w tych małżeństwach nie obyło się bez ran, obojętności, samotności, itp.

    Znam małżeństwa , które żyją zranione zdradą. Lecz ich życie polega na ciągłym wynagradzaniu sobie nawzajem przyczyn zranienia. Piękne życie, ale mają cel nie tylko żyć dla dzieci, lecz dbać o swoje wspólne życie w sense duchowym (nie tylko religijnym).

    Piękno pojednania, o nie też walczę dla siebie. U mnie potrwa ten proces lata. Być może nie dokończę tego procesu, ale nie zwalnia mnie ten fakt z codziennej pracy nad dążeniem do tego celu.

  • RE: JG

    Autor: 4lapy   Data: 2009-04-18, 21:31:34               Odpowiedz

    Meg swego czasu chcialam zeby "moj" wrocil i wrocil.Tylko ze ja chcialam zeby wrocil zeby mnie kochal, dawal mi czulosc cieplo, zrozumienie,akcetacje, wszystko to co wiaze sie z uczuciem, to samo chcialam mu dac, okazalo sie ze to byla tylko moja wizja..od niego dostawalam obojetnosc.. Meg po jakims czasie i to bardzo krotkim zalowalam ze jest...bolalo jak go nie bylo, ale jeszcze bardziej bolala ta jego obojetnosc i brak zainteresowania mna i moimi potrzebami. Nie po to chcialam zeby wracal.

  • RE: JG

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-18, 20:59:44               Odpowiedz

    Powiem tak On poprostu jest i nic więcej.

    Totalna porażka. Czuję się nieszczęsliwa, niekochana, niechciana. Został i tyle. A ja potrzebuję aby mnie ktoś przytulił, powiedział, że kocha, że slicznie wyglądam i że dziękuje mi za 2 piękne córeczki. A on poprostu został. Zrobił mi łaskę ????? Hmmm nie wiem co on czuje, ale w tym układzie można tylko umrzeć.

    Tak to jest po zdradzie? Tak to wygląda? Czy czas coś zmieni???

    Czy sama muszę kogoś poszukać aby znów poczuć się piękną i kochaną?????

    NIe dla mnie takie życie. Nie umiem żyć tylko obok. Zastanawiać się czy on mysli o niej, jak ją przytulał, jej mówił kocham.

    Nie umiem, nie umiem.

    Co czuję. DNO. Doszłam do niczego. On został - ale co mi z tego. Mają go dzieci - ok. To już 80% sukcesu, ale ja też czuję, ja też czegoś potrzebuję i co. Mam 80% o które walczyłam jako mama - cieszę się ale jako kobieta osiągnełam dno.

    Idąc na spacer - razem, ale osobno, w domu razem - ale osobno, w gościach razem - ale osobno.

    Osobno osobno osobno



  • JG

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-18, 07:21:28               Odpowiedz

    JG z pewnych powodów nie mogę dziś odpisać zrobię to jutro.

    Przykro, że się żle czujesz. Nie dziwi mnie, że nasze problemy przygnębiają. Ale ja ze swojej strony pomimo wszystko bardzo ci dziękuję za to, że jesteś, za wsparcie, interesowanie się moim wątkiem. Wiesz nie zawsze chodzi o te rady, ale o to, że w tych smutnych dla mnie dniach wiedziałam, że jesteś Ty JG i sylbut, kaja i wiele innych dziewczyn.
    Dzięki.

    Do jutra.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: 4lapy   Data: 2009-04-15, 22:04:21               Odpowiedz

    trzeba sie wyleczyc z tej chorej milosci. Bo to niezdrowe..
    Poza tym jak mozna kochac kogos kto nas krzywdzi..?
    Pisze to w zasadzie sama do siebie..
    Nie wolno kochac kogos kto nas nie szanuje, szantazuje, o nas nie dba,a do tego klamie oszukuje i widzi wine we wszystkich w okolo tylko sam nie potrafi klepnac sie w piers i powiedziec moja wina, zle zrobilem.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-04-15, 21:56:45               Odpowiedz

    bardzo mądre słowa Jean...

    trzymaj sie jakikolwiek masz problem...

    no.. a jeśli osobowośc kształtuje się koło 30 tki to... mój Boże nie sądzilam ze kiedyś to napiszę....

    za osobowośc mojego męża już dziękuję....

    przykład, który sprawił, że pierwszy i mam nadzieję ostatni raz płakałamz rozpaczy i smiałam się jednoczęśnie

    napisałam do mojego męża smsa ( nie mieszka już z nami pół roku)... że jednak tęsknie i że wyrządził mi krzywdę i takie tam cnotliwe i ckliwe...w sumie że kocham..

    a on na to : czy możesz oddać mi dwie pary spodni, które zostawiłem u Ciebie...???

    Cios w mordę aż mnie przekrecił...

    Tak sie dostaje za kochanie za bardzo .. :(

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-15, 21:48:14               Odpowiedz

    undset1 mam nadzieję i z całego serca życzę Ci by rozdział o nazwie mąż w życiu Twoim i Twojej córki na zawsze sie skończył.
    Napiszę do was jeszcze zanim się całkowicie rozsypię. Niewierni dzielą się na takich co zdradzą a później żałują ,ale też na takich co zdradzają i żałują że zostali nakryci i mają problem.
    Oczywiście za związek odpowiedzialne są dwie osoby ,ale za czyny to jednak tylko jedna. Zgubne są chyba stereotypy że męzczyzna nie potrzebuje bliskości fizycznej tak bardzo i jak kocha to odłoży ją na dalszy plan oraz rozmów,wsparcia i czułości kobiety ,a kobieta zawsze się wszystkiego domyśli, wszystko zrozumie i będzie o siebie cały czas dbała, bo kocha męża. Wszystko to może zgubić związek, brak bliskości i psychicznej i emocjonalnej i fizycznej. drobne pękania powstają niezauważenie i czasami ich niewidzimy, a druga strona często unosi się honorem albo idiotycznie "w imię miłości" chce poczekać. U Kaji pewnie były takie drobne pęknięcia, dziecko i praca wymagały poświęcenia i zejścia na dalszy plan siebie i męża. Wszystko ok jak to trwa pewien okres czasu ,ale problem się robi jak się do tego przyzwyczajamy i rutyna gotowa. Kaja jest na dobrej drodze do odbudowania swojego małżeństwa, trochę martwie się tym, że cały czas mu to wypomina, ale może w końcu przestanie. Na innym forum ktoś pisał o zdradzie męża, żałował i żona mu wybaczyła ,są razem 42 lata ale kiedy nachodzą ją wspomnienia to ona mu to przypomina, a on skula głowę pokornie. Życzę jej ze i jej mąż będzie taki sam, będzie pokorny i już zawsze wiernie wytrwa i bedzie mówił czego potrzebuje ,czego mu brakuje i będzie umiał przy niej trwać. Nie lubię tego określenia ale człowiek czasami się gubi, nasza chora konsumpcyjna era(która z resztą budowała się i osodzała w zamętach naszego umysłu dobre kilka tysiącleci) uczy nas żeby wymagać i pragnąć coraz to nowe rzeczy, a nie żeby budować i tworzyć arcydzieła jak rodzina czy związek. Podobno mamy tzw. gen monogamii (mężczyźni również), więc ona powinna leżeć w naszej naturze, dlaczego jest inaczej?
    Tworzenie wymaga czasu ,przejscie przez etapy fascynacji az po zwątpienie zniechecenie i negatywne uczucia az do olśnienia kiedy pojawia się złoty owoc naszych trudów.(wiem coś o tym, bo maluję ^_~)
    Oczywiscie to, że człowiek się gubi nie znaczy że jest zwolniony z odpowiedzialności za swoje czyny. Ale zdrada buduje sie znacznie wcześniej niż występuje. W podświadomości gromadzą się nasze niezrealizowane pragniena tęsknoty i potrzeby, czasami niespełnione wybuchają i powstaje zdrada,a czasami (Dzięki naszemu dążeniu do konsumpcji i gromadzeniu dóbr) po prostu mamy ciągłe pragnienie nowości ,więc wszystko jest towarem do importu i eksportu.
    Meg, nie wiem co Twój mąż chce, nie wiem dlaczego zdradził może tak samo głupi jest i pragnął nowości, ale Ty nie możesz się cały czas bać. Nie mowię o tym żebyś go wyrzuciła albo żeby został ,musisz usunąć ten strach, bo dalej się boisz, że stracisz wszystko po jego odejściu i Twoje dzieci umrą z głodu albo wylądują w domu dziecka. Z resztą 22 lata to jeszcze nie ukształtowana osobowość i moze sie zmienić kiedy dobiegnie do 30-stki. odobno jest taki termin - kryzys wieku 30-tego ,tzn wtedy ukształtowywuje się w pełni nasza osobowość i nasze pragnienia ,wiemy czego chcemy ,ale myślę że ta granica jest jednak płynna i nie zawsze musi to być 30 lat.
    Twój mąż wyrządził Ci świństwo i ogromną krzywdę, jednak emocje należą tylko do Ciebie i to Ty musisz się z nimi uporać. Pozdrawiam i życze wszystkim uwolnienia się od tego brzemienia zdrady i nowego szczęścia ze starym mężem lub z kimś nowym.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-04-15, 21:17:48               Odpowiedz

    meg

    cóż mam ci napisać...
    może po krótce, bo już o tym pisałam...
    mam 32 lata, z mężem byliśmy parą od (mój Boże)19 lat. Slub zaplanowany, córeczka zaplanowana ... i cóż ... 3 miesiące po jej narodzinach, tak wyczekanych, mój mąż oznajmił że odchodzi, a co najgorsze to "niestety on odchodzi w pustke". Pustka jak się okazało po miesiącu miała na imię Kasia i miała latek 18. Błagałam, wyłam, ryczałam, rozchorowałam się. Przychodził do nas przez 1,5 roku, potem wprowadzil się ponownie. Byłam wniebowzięta, utrzymywałam go przez 2 kolejne lata, bo gdy odszedł narobił sobie długów. We wrześniu 2008 roku pojawiła się kolejna pustka o nazwie "koleżanka z pracy" - tylko koleżanka, a twoja zazdrość jest chora! - tak słyszałam...

    Koleżanka teraz sie rozwodzi ( ma dwójkę małych dzieci), mój mąż się rozwodzi ze mną...

    Najgorsze było moje spotkanie z tą pierwszą "pustką", która przyznała ze ich związek nie zakończył się ( jak twierdził moj mąż po 3 miesiącach) ale po 1,5 roku. Tak więc sypiał ze mną i z nią
    FUJ
    ...
    Kochana MEG, SYLBUT I wszystkie inne Panie..

    Może zabrzmi to drastycznie, banalnie itp...

    nigdy nie uwierzę że mężczyzna który zdradzil i oszukał może się zmienić..

    moze niektóre z was ( te które wybaczyły i starają się coś posklejać) spotkamy tu za kilka, kilkanaście lat... ale niestety pewna jestem ze spotkamy....

    kłamstwo zakaża na zawsze !!!
    oszustwo ma się we krwi, siedzi przyczajone cichutko i czeka na ujawnienie, a im później się ujawni tym głębiej sztylet wbije się w serce drugiej strony...

    bardzo kocham mojego męża... nadal kocham... tęsknię .. pragnę... rozpaczam ( choć już bez prochów i psychologa tak jak na początku).. kocham..TAK PO PROSTU... tego sie nie da zamknąć na zawsze :(

    tak więc jeśli kochało sie prawdziwie - to nie mozna przestać :(

    ale tamten ukochany człowiek nie zyje.. a ten>?
    nigdy nie pozwoliłabym mu juz się dotknąć.. przepraszam za prozaiczne określenia i może wulgarne...

    brzydziła bym się dotyku jego ust na sobie po innych kobietach...
    dusiłabym się w jego ramionach...
    brak zaufania zabijałby mnie bardziej niż pustka i samotność bez niego...

    teraz muszę przeżyc rozwód...
    wasze cierpienia, dylematy są moimi, wasze myśli, słowa - dokładnie czułam to samo...

    KŁAMSTWO JEST NAJPODLEJSZĄ RZECZĄ JAKĄ MOŻNA ZROBIĆ KOCHAJĄCEJ OSOBIE !!!!

    TO MAGICZNY I ZAMKNIĘTY NA ZAWSZE KRĄG!!!

    czekam na słonce, dziś mam jeden promyczek - 4 letnią córeczkę, którj nie mogę zawieść, choć tata tak bardzo nas zawiódł

    mnie obwinil za wszsytko - podła świnia, wybielał się moim kosztem

    po zdradach i oszustwach, do których nadal się nie przyznaje - o naiwnośći, mówił "Bo ty byłaś taka...."

    świnia, świnia, świnia !!!!!

    TO NIE NASZA WINA ŻE KTOŚ ZDRADZA - TO ON MA PROBLEM ZE SOBĄ!!!!!
    DZIŚ TO JEDNO CO WIEM...

    nie widzę dla siebie większych nadziei na zaufanie komukolwiek, ale może za pare lat spróbuję...

    wiem tylko że życie ze zdradzaczem zabija... pomaleńku, latami, może nawet nie widocznie, bo same się oszukujemy, ale zabija.....

    odbiera radość z małych nawet rzeczy,....
    dlatego mimo samotności i smutku i tęsknoty DZIŚ WOLĘ TO NIŻ JEGO....

    wszystkie to przeżyjecie, nie macie wyjście i to jest w tym wszystkim najlepsze....

    po prostu nie ma wyjścia jak przeżyć ....

    pozdrawiam was ( i siebie :) dzielne, mądre i wierne kobiety...

    nikt nie odbierze nam tego - i nie umniejszy!!! - że byłysmy uczciwe do końca :(

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-15, 20:38:21               Odpowiedz

    Meg, czyli został? Może jednak was wybrał?
    Przepraszam, że nic teraz nie piszę ,ale szczerze mówiąc mam dość bycia wsparciem ,jest mi źle i chce mi się ryczeć, a przykro mi to mówić ciągłe czytanie waszych historii i ich analizowanie i szukanie odpowiednich sposobów działania (które nie muszą być z resztą dobre) mnie wykańcza psychicznie i emocjonalnie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: 4lapy   Data: 2009-04-15, 16:36:45               Odpowiedz

    szkoda gadac...
    jestem, chyba diabli wiedza co to jest i jak dlugo jeszcze potrwa. Najgorsze ze nie jest mi obojetny, chcialam budowac naprawiac , ciagac go do psychologa itd. Niestety nic z tego nie wyszlo. Tylko ja chodzilam. On to typ egoisty nieliczacego sie z potrzebami innych, to dlatego tez tak to wszystko wyglada. Boje sie ze to koniec a z drugiej strony nie chce tego co mam. Chcialabym zeby bylo inaczej, ale on musialby sie zmienic co zdalam sobie w koncu sprawe ze raczej jest niemozliwe...A przynajmniej jesli on nie bedzie chcial, ale on w swoim postepowaiu bledow nie widzi...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-15, 16:30:11               Odpowiedz

    Hmmm szkoda gadać. Czy dziś z nim jesteś????

    To jest poprostu straszne.

    Brak mi słów

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: 4lapy   Data: 2009-04-15, 16:17:16               Odpowiedz

    MEG pytalas czy wybaczajac stajemy sie silniejsze. Ja sie nie stalam,to tkwi bardzo gleboko i tego nigdy sie nie zapomina tego braku lojalnosci klamstw i krzywdy. To nas wcale nie wzmacnia. No i co z zaufaniem..?Potem trudno go odbudowac..a z klamca ktory juz raz dopuscil sie zdrady..mimo szczerych checi bardzo bardzo ciezko...
    I powiem Ci MEG ze z kazda kolejna zdrada stajesz sie coraz slabsza i masz mniej sily do walki....
    Jak zostalam zdradzona w wieku okolo 21 lat , jakos wydaje mi sie ze szybciej sie pozbieralam, niz teraz gdy zdradzil mnie gdy mialam 33 lata...Po kazdej kolejnej zdradzie mamy mniej sily o to aby walczyc o siebie, niestety.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: 4lapy   Data: 2009-04-15, 16:02:31               Odpowiedz

    niestety musze potiwerdzic. Moj pierwszy raz mnie zdradzil jak mielismy okolo 19 lat ( nie bylam pewna tej zdrady, obydwoje zaprzeczali ) Potem byla inna jak mielismy okolo 21 lat.Ta zdrada byla potwierdzona. Rozmawialam z nia byla tak samo oszukiwana jak ja. Mowil ze ja kocha nic nas nie laczy tylko dziecko. Rozstalismy sie jakis czas potem. Po kilku dobrych latach okolo 8 lat zeszlismy sie. Wydawalo mi sie ze facet w koncu zmadrzal, tamte zdrady kladlam na karb mlodosci , niedojrzalosci itd. Teraz wydawalo sie ze jest statecznym facetem przed 30 stka z dobra praca sprawial wrazenie ze zalezy mu na nas na synu i na mnie , na rodzinie itd.Zreszta wiek wskazywalby na to ze juz troche o zyciu wie i wie co w nim jest najwazniejsze. No i niestety kochane po chyba 4 latach bycia razem przylapalam go na blizszych stosunkach z baba ktora prowadzila nasze konto.Pracownica banku...Kto jakim sie urodzil takim zostanie.Nie wierze w diametralne zmiany. Kto ma jakas osobowosc taka bedzie mial.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-15, 13:53:56               Odpowiedz

    undset1 boję się, że masz rację. Że jeśli teraz nie odejdzie, za jakiś czas może znów zatęsknić za tym stanem, wolnością. Wiesz boję się, że możesz mieć rację.

    Ale ale powiedz, czy wybaczając nie satałaś się śilniejsza. Czy po latach tak samo boli, bardziej czy byłaś już silniejsza?????

    undset1 dziś było by mi cięzko zostać samej. Mamy 2 dzieci w tym dzidziusia z racji obowiązków nad nimi i finansowej. Ale zastanawiam się nad tym (codziennie po koilka razy) czy gdyby było tylko jedno dziecko to starsze, czy wybaczyłabym. Zastanawiam się i wydaje mi się, że nie. Ja wziełam wiele pod uwagę. W tym przedewszystkim dzieci dzieci i jeszcze raz dzieci, pytania starszej o tatę i wiele innych w tym finanse. Ja wcale nie uważam, że samamu jest żle. Czasami może być może i nawet szczęsliwiej.

    Może za 2 -3 lata będę bardziej gotowa, może wtedy już go nie zatrzymam, może sama otworzę mu drzwi zamiast w pierwszym momencie się załamywać.

    Dziś już wiem, że mam żyć dla siebie i dzieci a w żadnym przypadku dla niego. Dziś wiem, że muszę wrócić do pracy, mieć swoje pieniądze, coś odkładać tylko dla siebie. Dziś wiem, że muszę żyć tak aby czuć się samodzielną.

    Mnie osobiście pomogła nie wizyta u psychologa tylko u prawnika. Bo bałam się, że zostanę z dziećmi bez grosza gdy on będzie rozpieszczał swoją kochanicę. Dziś wiem :-))), że by się zdziwił i ona również.

    Nie wiem czy masz dzieci - ja staram się z nich czerpać szczęście. Myśleć o nich. Dzięki Bogu je mam. Mam dla kogo żyć, mam kogo uszczęsliwiać i mnie ma kto uszczęśliwiać.

    Może mi się tylko dobrze gada. Bo on jest. Może własnie tak jest.

    Mam też prawdziwą przyjaciółkę, która w razie czego się do mnie wprowadzi na parę dni.

    Przykro mi za to co przechodzisz. Oni są potworami. Krzywdzą, kłamią są egoistami.

    Szkoda, że spadłam z chmur. Byłam w niebie , nieświadoma życia, zakochana, czułam się bezpieczna dałam mu moje życie w jego ręce. Tak tak było. Chciałam być kurą domową dla niego, żonką, mamusią poświęcającą się dla niego i dzieci.

    AAAAAA dziś wiem, że muszę sama dla siebie coś osiągnąć coś co da mi poczucie bezpieczeństwa, że mnie i dzieciom nic złego się nie stanie.

    A mam nadzieję, że życie mu podziękuje za krzywdę, którą nam wyrządził.

    undset1 napisz mi coś więcej o sobie.

    MEG

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-04-14, 17:56:57               Odpowiedz

    Meg, Sylbut...

    podziwiam was dziewczyny bom oże same tego nie widzieci ale w waszych postach zaszła wielka zmiana....

    Ja za miesiąc mam rozwód, a mojego męża nie ma od grudnia...

    płakałam, wyłam, mówiłam że kocham, ....

    teraz milczę... poradzę sobie...

    jemu nie zaufam juz nigdy, nigdy, nigdy....

    układanka ułożyla się w całość.. pierwsze klamstwo to początek wielu nastepnych nawet jeśli miałyby pojawić się po latach i wydaje nam się że coś sie uratowało...

    moim zdaniem, powtarzam, moim zdaniem, kolejne kłamstwa i zdrady to kwestia czasu, może nawet lat.. ale niestety bedą...
    mój mąż zdradził, wrócił, a po 4 latach znowu zrobił to samo...
    kłamca pozostaje kłamcą.. nie uwierzę w żadne odbudowy,... to tkwi, siedzi, zamarło może ale czeka by ponownie wbić nóż w serce temu kto wybaczył...

    życzę siły dziewczyny - sobie i wam :)
    jesteście mądre i wspaniałe kobiety...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-04-14, 12:04:32               Odpowiedz

    Witaj Meg

    U mnie już nic się nie uratuje.

    Nie spędził nawet świąt ze mną. Nie było go i nie ma.
    Dobrze, że go nie widzę.
    Została mi tylko do przeżycia jego wyprowadzka.

    Nie chcę go widzieć. Jest tchórzem, oszustem nie wartym tego, aby mu dalej ufać i wybaczać.

    Już się z tym pogodziłam.

    Święta minęły i nie było tak źle. Mam rodzinę, siostrę, znajomych.

    Co będzie czas pokaże. Może znowu w końcu będę kochana i szczęśliwa. Nie będę już samotna.

    Ale Ci Meg życzę szczęścia. Żebyś umiała na nowo pokochać swojego męża jeśli Wam się powiedzie, czego naprawdę z całego serca Ci życzę.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: kaja133   Data: 2009-04-14, 00:46:29               Odpowiedz

    Witaj Meg

    Ja też przeszłam cała tę huśtawkę lepszych i gorszych dni, mój też zapowiadał, że po powrocie z wczasów odejdzie... nie odszedł tylko z nia zerwał. I nic mi o tym nie powiedział - tylko, ze cierpial tak bardzo, ze pokłóciliśmy się i wywrzeszczał mi, że on z nią skończył, a ja nie potrafie uszanować tego, że nie chce ze mną rozmawiać...
    Potem umawial się ze mną, że za dwa, trzy tygodnie będzie już wiedzial czego chce i tak ciągle - atałam w miejscu zastanawiając się co bedzie dalej. Niby z nią zerwał, a jednak dzwonił do niej... Wyjezdzał przemysleć sprawe z dala od domu, a ja odchodziłam od zmysłow czy pojechal do niej. Po powrocie byl miły, czuły i kłamał, że z nią rozmawiał aż nie kazałam mu dzwonić na numer z listy jego ostatnich połączeń... wtedy przyzanał (a raczej milczał) kiedy mu udowodniłam (po raz kolejny) kłamstwo. Kiedy ządałam by zarwał z nią kontakt, albo z nami koniec - odpowiadał, że nie obieca mi, ze nie bedzie z nią utrzymywal kontaktu, bo łączą ich sprawy o których nie mam pojęcia... Pamiętam jak bardzo bolało jak odpowiadał, że zastanowi się i powie mi jutro czy ona czy ja... Na drugi dzien milczał ... do momentu kiedy znowu ja rozpoczynałam rozmowę. I w końcu doszlo do tego, że nie mogliśmy się znieść - on - nie wiem czego może świadomości jak bardzo namieszal w naszym życiu, ja tego, że mnie ignorował i ciągle jestem mniej ważna niż ....którą znał trzy czy cztery miesiące....

    I pamiętam kiedy powiedział, że wyprowadzi się bo dłużej tak nie może. Nie wie czego w zyciu chce - naszej rodziny czy tamtej... Ja poszłam do pracy, Mycha do przedszkola a on miał zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i wieczorem po zaśnięciu Malej wyprowadzić się z domu. Byłam przerażona tym co bedzie następnego dnia. Spanikowana pod byle pretekstem sciągnęlam rodziców (którzy do tej pory o niczym nie wiedzą), żeby tylko nie zostać sama. I wiesz co - to czego tak bardzo sie bałam było końcem udręki - to co, że mógł całą noc do niej dzwonić czy pisać smsy- ja tego już nie widziałam i to wystarczyło, aby na chwilę od tego odpocząć. To była pierwsza noc, którą po ponad dwóch miesiącach przespałam a nie przepłakałam...
    A on dopiero wtedy poczuł co może stracić. Już następnego dnia powiedzial mi, że bardzo za nami tęskni i nie wie jak zniesie kolejne dni bez nas...

    Od tej pory bylo już tylko lepiej.
    Oczywiście przyszedl czas kiedy ja zaczęłam się zastanawiać czy chcę być z nim czy może zasługuję na kogoś kto mnie doceni i będzie potrafi kochać...

    Do tej pory nie wiem co tak naprawdę się stało. Oczywiście nie pozwolę mu tak poprostu o tym zapomnieć dręczę go od czasu do czasu rozmowami, ktorych on unika jak ognia. szkoda tylko, że nic z nich nie wynika.

    Teraz on zastanawia się czy nas nie straci (oczywiście kiedy wchodzimy na trudne tematy i powtarzamu mu, że może odejść, że juz teraz wiem, że dam sobie radę sama, że jeśli ma wątpliwości czy może być ze mną szczęśliwy to droga wolna ...)

    Meg nie wiem jak dokładnie jest u Was - ale po tym co przeszłam wiem, że nie wszystko jest takie jak sobie to wyobrażamy. W moim przypadku - to nie on szukal z nia kontaktu, tylko ona zaczęła do niego dzwonić i odgrażać się, że nie potrafi bez niego zyć. On czul sie odpowiedzialny za to co sie stało i bal się o nią. Wolał przyjąć wszystko na siebie, że powiedzieć mi prawdę - szkoda wszystko byloby łatwiejsze.

    Jego "nieobecność" to wcale nie było uciekanie myslami do niej a przerażenie tym co się dzieje i nieumiejętnośc wyplątania się z tego co się stało.

    Meg wiem, że znacznie łatwiej nam się katować naszymi wyobrażeniami niz szukać racjonalnych wyjasnień zachowania naszych facetów. Mi bardzo pomagal psycholog kiedy nie radziałam sobie z sobą i zaczynałam szalec umawiała się na rozmowę i stawałam na nogi. Spróbuj przełamac sie i pójść sama do psychologa rodzinnego. On pomoże Ci spojrzeć na wszystko inaczej. Twój mąż gdyby chcial odszedł by od Was - póki co jest z Tobą a skoro nigdy nie byl wylewny tymbardziej teraz nie jest mu łatwo. Spróbuj tak na to spojrzeć - jemu też nie jest łatwo z tym co Wam zafundowal. Postaraj się nabrac pewności siebie - niech i on poczuje się zagrożony i uświadomi sobie, że może stracić. Może w końcu zrozumie czego chce, a wtedy bedziecie mogli ratować Wasz związek. I nie bój się tego, że odejdzie - może podobnie jak mój wtedy dopiero zrozumie gdzie jest jego miejsce.
    Bądz silna, dasz sobie radę. Trzymam kciuki... ja już wiem, że nie mozna tak poprostu przestać kochać - ani żony ani dzieci...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-13, 22:33:20               Odpowiedz

    Kurcze dziewczyny boję się wszystkiego.
    Z jednej strony mam go dosyć, z jednej wydawało mi się, że jestem przygotowana na jego odejście a im więcej czasu płynie mam wrazenie, że znów było by mi ciężko. Mam go dość, ale jakoś te święta spowodowały, że znów się wystraszyłam, że może odejść. Mam jakąś blokadę przed nim. Zbliżenia - teraz on "delikatne" próbuje ale ja jakoś nie potrafię. Ale powiem tak z jakiegoś powodu (tak wewnętrznie) nie potrafiłabym teraz sprowokować go do rozmowy o niej. Chyba ze strachu.
    Nasze życie dziś wygląda zupełnie inaczej. Rozmawiamy tylko o dzieciach. Żadnych wspólnych planów nic. Tylko ustalamy lekarzy dziecięcych, jego wyjazdy delegacyjne czy wizyty w przedszkolu. I tyle.
    I tak dzień za dniem.
    Święta pomógł mi (wmiarę jego obecności) przygotować, bo mieliśmy całą rodzinkę. Stara się do dzieci. Albo udaje, albo zaczyna je kochać na nowo. Starszej a to książkę przezcytał a to się troszkę powygłupiał.
    Ale ale ale mam cały czas na uwadze, że mój mąż tak jak bym oceniała w stosunku do innych tu wpisów jest dość grzeczny (co nie oznacza, że robił czy myslał inaczej niż męzowie inni) i tu zastanawiam się czy to nie jest tylko takie udawanie na siłę.
    No właśnie bo po moim to trudno się tak dokońca domyśleć. Już raz sądziłąm, że może być lepiej to usłyszałam, że do świąt napewno będzie a potyem .....

    Teraz jak pisałm wcześniej gdzieś tam na marginesie jakby wycofał się z tej opcji, ale to było powiedziane tak naprawdę gdzieś obok.

    Zastanawiam się co będzie dalej.

    Za tydzień ma kolejną del. HMMMMM na cały tydzień? Do niej? Z nią? a może naprawdę z pracy????

    Odejdzie? Zostanie?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-13, 21:38:49               Odpowiedz

    jest cięzko. Jest inaczej. Jest dziwnie.
    Z jednej strony on się stara (jest miły ..., nawet próbóje o dziwo po tym co powiedział doprowadzić do zbliżenia, ale odtrąciłam go już kilka razy - mam jakąś blokadę) z drugiej strony cięzko wzdycha, oglądając film romantyczny mam wrazenie, że o niej myśli, że ma minę jakby miał umrzeć bez niej. Nie rozmawiamy o niej ani o nas. Tylko o dzieciach.

    Ciekawe co będzie po świętach???? raz moze 2 w małej sprzeccze powiedziałm o opcji po swiętach odp. nie ma żadnej opcji, ale ja i tak jestem bardzo bardzo niepewna. Nie czuję się bezpieczna, że zostanie, ani to dziwne nie mam ochoty na nic co jest z nim związane.

    Do jutra muszę kończyć

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: allegra   Data: 2009-04-11, 16:18:24               Odpowiedz

    Na dzień dzisiejszy jesteśmy razem.Oboje się bardzo staramy,ale coż lekko nie jest.Mój mąż skończył te znajomosć,mimoże ona kilkakrotnie probowała sie z nim skontaktować.Mam nadzieje ,ze będzie dobrze,mam nadzieję...Teraz nasz zwiazek jest inny bo ja też sie zmieniłam.estem niezależna i dobrze mi z tym.On to akceptuje i jest ok.Wiem ,że Wam jest teraz bardzo ciężko,wiem z czym się borykacie,wiem jakie to trudne.A jednak wierzę,że będzie lepiej,bo to naprawdę jest mozliwe,pod warunkiem,że obie strony sie starają i chcą tego samego.Trzeba przetrać tych kilka najgorszych miesięcy,potem będzie już z góry,chociaż są i gorsze chwile.Pozdrawiam allegra

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-04-09, 22:55:11               Odpowiedz

    Meg doskonale wiem co czujesz, z tym małym wyjątkiem, że mój mąż już nie mieszka w domu od prawie 2 tygodni. Podobno nie mieszka też z nią - nie wiem ale staram się mu wierzyć. Nadal jest niezdecydowany, nie potrafi się określić, z nią widuje się codziennie w pracy i po pracy, do nas przyjeźdźa co drugi dzień na 2-3 godziny. Boli strasznie jak przychodzi, a jeszcze gorzej jak wychodzi. Ja już przestałam z nim o tym rozmawiać, nie piszę do niego smsów, nie dzwonię, nie proszę żeby wrócił ale nadal tęsknię i go potrzebuję. Myślę, że postępowanie o jakim pisze syrian to jest jakaś droga wyjścia z tej sytuacji. Udało mi się przeczytać kilka rozdziałów tej książki i to właśnie dzięki nim zrozumiałam, że powinnam być bardziej stanowcza. Czy to skutkuję? Na razie tego nie wiem ale pomaga mi to jakoś radzić sobie z tym wszystkim. Czy mój mąż wróci do nas? Tego jeszcze nie wiem, ale zauważyłam, że patrzy na mnie inaczej jak do tej pory.

    We wtorek byłam u psychologa, wygadałam się i trochę pomogło - co mi powiedział - "najważniejsze być ze sobą w zgodzie, robić to co się czuje, że powinno się robić, no i oczywiście dbać o siebie, o swój spokój wewnętrzny".

    Meg te święta pewnie nie będą dla nas ani wesołe ani radosne. Będzie tym gorzej, że pamiętamy wszystkie poprzednie razem spedzone święta - ale chyba nie ma sensu potrzeć w tył tylko iść do przodu.

    Syrian też chciałabym wiedzieć jak się Tobie układa.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-04-09, 22:16:58               Odpowiedz

    Droga Meg długo się zastanawiałam czy to napisać. Coś mnie jednak podkusiło i dlatego piszę. JG polecała chyba właśnie w tym wątku książkę pod tytułem " Miłość potrzebuje stanowczości " kupiłam tę książeczkę niegruba i niedroga. Nie łatwo się ją czyta i niełatwo się ją czyta i niełatwo zaakceptować to co ten facet pisze, ale pisze to facet pokazując męski punkt widzenia i opisuje doświadczenia, które zebrał w poradnictwie rodzinnym przez wiele lat. " Gdy nadchodzi kryzys, należy zupełnie zmienić swoją postawę. Zamiast prosić, błagać, załamywać ręce i skomleć, kobieta musi być opanowana i pewna siebie. Najważniejsza jest pewność siebie. Zachowanie kobiety powinno mówić Ja wierzę w siebie. Przestałam się bać. Dam sobie radę bez względu na rezultat. Wiem coś o czym nie mówię. Mam już dość smutku i płaczu. Dam sobie radę ze wszystkim co w życiu stanie mi na drodze. Oczywiście nie ma potrzeby głośnego wypowiadania tych słów. W takich okolicznościach im mniej słów tym lepiej. Jednym z największych błędów poszkodowanej kobiety jest nadmierna gadatliwość. W tym stadium kryzysu nie wolno również robić tego co da się przewidzieć. Po wielu latach małżeństwa mężczyzna zna kobietę na wylot. Wie co ją drażni, a co rozśmiesza zna wszystkie odzywki i komentarze. Radziłbym "zmianę płyty". Kobieta powinna stać się nieodgadniona. Może się zdarzyć chwila zdenerwowania, jeśli on ją na przykład znieważy, ale wówczas ona musi odpowiadać zdecydowanie, krótko i panować nad swoimi wypowiedziami. Kiedy taka cicha pewność siebie zaczyna zastępować łzy i użalanie się nad sobą, dzieje się coś niezwykle interesującego. Męża zaczyna zżerać ciekawość, więc próbuje poznać szczegóły. Być może pierwszy raz od wielu miesięcy odzywa się i mówi -Wydaje mi się, że jesteś dziś jakaś inna. Z przykrością stwierdza, że u żony pojawiają się zmiany nad którymi nie panuje. Nic mu nie mów niech dalej się zastanawia. Wprowadzając takie zmiany kobieta nie może przestać okazywać swoich uczuć. Powinna pamiętać, że z Bożą pomocą chce zbliżyć się do zobojętniałego męża. Nie może palić mostów i niech nie zapomina, że jej celem jest stanowczość ale poparta miłością. Mężczyzna, który grozi odejściem albo pogonią za inną kobietą rzadko kiedy jest przekonany, że postępuje właściwie w końcu ma sumienie, które nie daje mu spokoju. Tego można być pewnym." takich cytatów jest tu mnóstwo i nie sposób napisać wszystkiego bo trzeba by przepisać połowę książki. Może to Ci się na coś przyda. życzę spokoju ducha i mimo wszystko radosnych świąt Tobie oraz pozostałym uczestnikom tego wątku. Pozdrawiam A

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-09, 17:50:12               Odpowiedz

    aaa jakoś beznadziejnie się czuję.

    On w del. Ja wogólę do niego nie dzwonię. On to robi (na cały dzień 2-3 tel)ale oczywiście nie ma jakiś większych rozmów. Co u Was, jak dzieci. Jutro wraca.

    Ja posprzątałam cały dom i wszystko wszystko mnie boli. Do tego mała jeszcze po nocach nie śpi. Ledwo chodzę.

    AAAA zawsze tak się cieszyłam na święta. A tym razem - jakoś nie za bardzo.

    Chyba brak mi takiego czasu tylko dla siebie. Ale skąd mam go mieć. Jego wiecznie nie ma, z pracy dopiero około 17-18. A moje dwa ukochane urwiski dają mi w kość. Poprostu za dużo dom, święta i duży i mały urwis. Jestem wszystkim zmęczona. Brak mi sił na wszystko.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-09, 16:53:44               Odpowiedz

    JG wszystko rozumiem, ale wiesz ja zyję w takim zawieszeniu. On niby jest ale tak naprawdę go nie ma. Zdaję sobie sprawę z tego, że może odejść i czekam. Czekam na cud albo na to, że odejdzie. Jest mi cięzko bo cały czas czekam czekam na jedno z tych opcji. Stoję w miejscu i nie wiem co dalej. Nie mam ochoty już z nim rozmawiać na ten temat i w gruncie rzeczy nie wiem, czy po świętach odejdzie czy mu mija, czy wogóle nie wiem co?

    Ja osoba niecerpliwa muszę czekać. To dla mnie straszne, bo w gruncie rzeczy tego nie potrafię. Nie potrafię czekać.

    Wogóle fizycznie bardzo zle się czuję. Czuję się ogromnie zmęczona. Wydaje mi się , że wszystko mnie boli.

    Zresztą 2 dzieci w tym maleństwo - samamu - jest naprawdę cięzko.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-09, 16:48:43               Odpowiedz

    dziękuję za odpowiedz . A powiedz czy jesteś ze swoim mężem?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: allegra   Data: 2009-04-08, 22:26:12               Odpowiedz

    Mimo,że dziś w to nie wierzysz naprawdę bedzie lepiej,pisałam wcześniej jako syrian na tym wątku wiec wiesz,że przeszłam przez to samo.Niezależnie czy będziecie razem czy nie pozbierasz sie z tego.Ale to niestety trochę musi potrwać i to dla mnie bylo najtrudniejsze.Mnie zajęło to pół roku,z twojej perspektywy to pewnie b.długo,ale ja dopieropo tym czasie stanęłam na nogi.Dobry psycholog na pewno bardzo by ci pomógł.Spróbuj żyć swoim życiem,bądz autonomiczną istotą,a nie tylko zoną i matką,miej swoje pasje ,swojch znajomych a nie tylko wasze.Mi takie podejscie pomogło ale i otworzyło oczy na wiele spraw ,głowa do góry,dasz radę.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-08, 22:14:11               Odpowiedz

    Musisz pokonać lęk i pokonać siebie. Kiedy już wyzwolisz się z gniewu i smutku ujrzysz swoje przeznaczenie.I drogę do szczęścia. Droga do szczęścia mimo, że jest ścieżką z kamieni i bardzo nie przyjemną, wyzwoli Cię z cierpienia tego świata.

    To takie moje powiedzenie ,czasami je sobie powtarzam to mi się lepiej robi.
    Przepraszam że tak mało ale miałam dzień pełen przemyśleń i wewnętrznych decyzji. Meg, pokonaj swój smutek ,pesymizm i podejrzliwość - to są teraz Twoi najwięksi wrogowie. Mąż niech sobie odchodzi, życie i córki same mu wystawią rachunek ,a później i Bóg.
    No właśnie, Bóg, kocha nas bezwarunkowo i zawsze jest z nami, ale często zapominamy o nim w swoim życiu i dlatego czujemy lęk i chcemy uciec, chronić się czuć się bezpieczni.
    Nawet ja jako przyszła szamanka i tantrystka : P o tym zapominam .

    Ściskam Cię mocno.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-08, 21:34:44               Odpowiedz

    JG, czapla ... ciezko mi. On w del. Niby jestem gotowa na jego odejście a jednak jak o tym myślę to jest mi cięzko. Jest mi ciężko o wszystko. O to co mi zrobił, o to w co wierzyłam, o to co jest teraz. Totalnie o wszystko. Cały mój świat przewrócił się do góry nogami, cały.
    Z jednej strony nie mam z nim o czym rozmawiać, nie mam ochoty na zbliżenia na nic co z nim związane, z drugiej tęsknię za tym co było, a z trzeciej chciałabym hmmmm co ja bym chciała - chciałabym być poprostu szczęśliwa.
    Zastanawiam się nad jego zachowaniem. JG wiesz mam wrodzony pesymizm, podejrzliwośc i wybujałą wyobraznię. Dziś we wszystkim widzę zdradę, kłamnstwo ...
    Dobrze , że mam moje dwie pociechy. Być może on odejdzie. A one są po to abym żyła, abym się do nich uśmiechała i po to abym była szczęsliwa, że one są.
    I wiesz mam prawdziwego przyjaciela, naprawdę prawdziwego. Jeśli on odejdzie ta osoba (przyjaciółka) wprowadzi się do mnie na tyle na ile będę potrzebować, pomoże mi się pozbierać. To osoba która bardzo dużo w życiu przeszła ... Jak dobrze, że ona jest.
    Jak dobrze ...

    .. to straszne, co mi i innym dziewczynom się przytraiło. Mój świat był piękny, kochający, ufający ... był taki jaki być powinien i co i co teraz kalkuluję, zastanawiam się co zrobić aby przetrwać - to jest poprostu straszne.
    On już nie mówi, że kocha, nie mówi, że tęskni nic nie mówi, poprostu jest ... ile jeszcze wytrzymam ... czy sama muszę miec romans aby poczuć się kochana ???

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-08, 20:02:25               Odpowiedz

    szkoda, że życie nie jest tak łatwe jak się wydaje

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-07, 21:53:57               Odpowiedz

    JG wiesz dziś mam dość tych portek czy rozporków.

    Czas czas czas, On w del a ja poprostu odpoczywam i cieszę się moimi szkrabami.

    Dobrze, że je mam. Dziś to mój cały świat.

    Mam głęboko w d....e facetów. Dziś ich nie potrzebuję. Nie potrzebje zblizeń - nic co jest z nimi związane.

    Co będzie - czas pokaże. Niestety trzeba być gotowym na każdą z opcji. Nieststy :-(((.

    JG a jak Ty się czujesz????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-07, 21:42:31               Odpowiedz

    Aniu - szkoda wiele kilometrów nas dzieli.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-04-07, 08:22:23               Odpowiedz

    Jen Grey Masz 10000% racji Dziewczyny otrząśnijcie się jak możesz dać się mu przytulać na oczach własnego dziecka robisz krzywdę sobie i dziecku. To tak jakby strzelił Ci pięścią w twarz, a potem przytulił. Pewnie na taką fizyczną przemoc byś się nie zgodziła, a na psychiczną się zgadzasz?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-07, 07:52:19               Odpowiedz

    Czapla
    Jest niedojrzały. Jeśli jego miłość potrafi krzywdzić i dozwala na dowolną ilość partnerek to nie ma sensu z nim być. Chyba że i Tobie pozwoli na kilku innych partnerów.
    W jego umyśle to może wyglądać mniej więcej tak - "mam fajną ulubioną zabawkę, teraz mam drugą fajną ulubioną zabawkę i chcę się nimi objema bawić". Czapla ty chcesz go pozbawić frajdy z zabawy pierwszą zabawką, skazując go na pierwszą nową ,ale też niewiadomą ,bo ta pierwsza wytrzymała już lata a ta druga może się szybko zepsuć. Więc lepiej mieć dwie zabawki. Zdarza sie czasami w życiu że poczujemy coś więcej do innej osoby niż naszego malżonka, ale to nie zwalnia ani z odpowiedzialności za drugą osobę ,ani nie daje prawo jej krzywdzić.
    Twój mąż postąpił egoistycznie i nieodpowiedzialnie. Miłość nie wymaga egoizmu ,ani tymbardziej ofiar, a on Ciebie złożył w ofierze żeby być z tamtą, ale jednocześnie chce żebyś dalej z nim była. Tak się nie da.

    Meg
    Twój się z kolei wacha ,on chyba sam nie wie co ma robić. No i przeraża mnie to że chce mieć furtkę otwartą jeśli z tamtą by mu nie wyszło albo gdyby tamta z nim by nie chciała być. Nie moze Cię tak testować i rezerwować miejsce "na wszelki wypadek". Chyba wystrzelił z tym tekstem tydzień temu bezmyślnie, że chciałby z nią spróbować (żeby Cię nie krzywdzić lol),a tu okazuje się że to wcale nie takie proste , że i tak skrzywdzi Ciebie i dzieci. Nie mam pojęcia co on może myśleć (a może ona już nie chce go widzieć i jasno mu to zdeklarowała i dlatego się przymila do Ciebie?) a może mu się wydaje że się zakochał i się zastanawia czy jednak kocha Ciebie, ale tak jak mąż Kaji czuje wyrzuty sumienia z powodu tego co on Ci zrobił? Zbyt wiele pytań na które nie ma odopwiedzi. Wszystko okaże się w przyszłości. W tej chwili zadbaj o dzieci i o siebie. I porozglądaj się po rozporkach jak to już adwokat zlecił :D

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: zagubiona36   Data: 2009-04-06, 23:33:22               Odpowiedz

    Meg,nie bój się.Dasz sobie doskonale radę!!!!Te strachy to sobie same wymyslamy.Nic co gprszego nam sie przytrafiło nam sie nie przydarzy,uwierz w to!!!!!Z jakiego miasta jestes?Ja z Poznania.

    Ania/z pozycji kochanki

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-06, 23:10:59               Odpowiedz

    bez zmian. Niewiele ze sobą rozmawiamy. Jeśli już to raczej o dzieciach. Dobrze, ze jutro wyjezdza bo mnie jakieś nerwy ogarniają i trudno mi wewnętrzny spokój utrzymać.

    JG sama nie wiem jak opisać stan w którym jesteśmy.
    Powiedziałabym, że dziś nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Dosłownie tak. Ja idę spać a on jeszcze siedzi przed telewizorem z otwartym komputerem. Tak wyglądają nasze wieczory. Idzie spać do tego samego łóżka ale gdzieś obok. Jak wraca z pracy można tak powiedzieć dzielimy się obowiązkami nad dziećmi i potem znów ja idę spać a on ...

    JG czy z tego jeszcze coś będzie????

    Cholera jasna zabija mnie ta niewiadomo co sytuacja. Ani nie jest ze mną ani bezemnie. Niby jest w domu, ale jak długo? A może tak to musi być. Moment ochłodzenia aby jeszcze było dobrze??? A może to już koniec????

    Hmmmm....

    Oczywiście biorę każdą opcję pod uwagę. Raz utożsamiam się z byciem samą z 2 dzieci a raz sama nie wiem. Obojętnie co boję się przyszłości. Jaka by ona nie miała być - boję się jej.




  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-06, 22:54:46               Odpowiedz

    ogólnie bez zmian.
    jutro sie odezwe

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-04-06, 22:42:28               Odpowiedz

    Witaj JG - miło, że pytasz.
    U mnie to już chyba koniec. W sobotę powiedział mi, że mnie kocha. Wczoraj nie pojawi się w domu, zadzwonił wieczorem do córki (będąc u tamtej) ale ona już spała. Zapytałam, go dlaczego nie wraca do domu skoro mnie kocha to odpowiedzia, że nie tylko mnie kocha!!!!!!! Co za brednie, napisałam mu w końcu sms "żegnaj - bądź szczęśliwy". Dziś przyjechał do córki, jak położył ja spać to zapytał dlaczego go tak traktuję - już z nim o tym nie rozmawiam, nie pytam, nie tłumaczę, nie odpisuję na sma z pytaniami jak sobie radzę - ogólnie jest na mnie zły (choć twierdzi, że nie jest). Podobno nie nocuje u niej tylko u kolegi, ale jak sam stwierdził co to za różnica.

    JG ROZUMIESZ COŚ Z TEGO?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-06, 20:17:15               Odpowiedz

    A jak u was dzisiaj?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-05, 21:13:24               Odpowiedz

    U mnie nienormalny spokój. mój robi porządki w swoich rzeczach. Domniemywam, że przed wielkim odejściem. Hmmmmmm ... albo wiosenne ???

    Spokój, rozmowy tylko o dzieciach i tyle. w tyg delegacja parodniowa.

    JG zastanawiałam się nad tym co napisałaś, że może czyta moje wpisy. Ale wiesz hmmmm nie mogę oczywiście tego wykluczyć, ale jakoś niewydaje mi się.

    Zobaczymy. zobaczymy.

    Zaczynam się zastanawiać nad tym wsystkim, nad tym czy sama nie chciałabym przeżyc czegoś podobnego jakiegos nowego uniesienia. Hmmm. Co on mi zrobił! Co on mi zrobił.

    Dobrze ze mam dzieci. To moja największa miłość zyciowa. Dziś jeszce bardziej doceniam fakt, że je mam. 2 piękne kochane istotki dla których warto żyć i się uśmiechać nawet wtedy gdy w duszy smutno.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-04-05, 12:00:34               Odpowiedz

    JG dzieki za radę. Wczoraj jak to przeczytałam doszłam do wniosku, że to jedyna droga. Dziś do niego zadzwoniłam i mu to powiedziałam i co usłayszałam? Że mnie kocha, nie jest już pewien swoich uczuć do tamtej, boi się konsekwencji swojego czynu (tamta powiedziała mu też, że nie wie co się z nią stanie jak on ją zostawi - dobre co?), myśli, że między nami mogłoby się ułożyć, ale czy poradzi sobie z tym jak na niego patrzeć będzie moja rodzina i nasi znajomi, którzy wiedzą.
    Powiedziałam, mu, że chyba mu się zdaje, że mnie kocha bo gdyby tak było nie miałby żadnych wątpliwości, wiedziałby, że jeżeli się kocha to można wszystko pokonać (tak jak do tej pory).
    No i przede wszystkim gdyby mnie kochał to chciałby wrócić do domu nie zważając na konsekwencje a nie nocowałby u niej. Mówi, że potrzebuje jeszcze czasu, powiedziałam, że ja już chyba nie mogę mu go dać, bo to może tak jeszcze trwać i trwać, a on ciągle nie będzie umiał się zdecydować - na to on, że może umówimy się na jakiś konkretny termin. Nie zgodziłam się bo nie dam mu argumente żeby potem mógł powiedzieć, że wrócił ale chyba do końca to przemyślał bo miał za mało czasu, że na niego naciskałam i odejdzie.
    Mam tego dość, co mogę jeszcze zrobić? Zabronić mu przychodzić do nas jeżeli nie podejmie decyzji? Córka tak bardzo tęskini, ale z drugiej strony po każdej wizycie jest jeszcze gorzej i dla niej i dla mnie.
    Brakuje mi już sił.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-04, 20:37:38               Odpowiedz

    czapla, to jest chore co się dzieje. Jak nie umie jej powiedzieć tego to Ty jej powiedz przy nim. Niech się zdeklaruje i koniec. Następny psychol który niszczy rodzinę i nagle nie wie w którą stronę iść bo boi się podjąć złą decyzję. Meg, czapla, macie pewność że wasi mężowie byli wychowywani przez matki? Zachowują się jak bachory, najlepiej mieć kilka zabawek dla siebie.

    Proponuję Ci zebyś zrobiła to co sylbut - postaw mu ultimatum do jakiegoś czasu i masz w nosie to co on myśli że tęskni za nią, powiedz, że Ty masz dość bólu i ma się zdeklarować i powiedzieć córce inaczej Ty jej to opowiesz i koniec, i g***o Cię interesują jego wątpliwości, czy podejmie dobrą decyzję ,niech się wypcha. Ty też masz prawo do szczescia i zasługujesz na kochającego Ciebie i wiernego faceta (choc przykre jest to że Ci zazwyczaj są zdradzani i olewani) i nie masz ochoty czekać aż Twój mężuś się zdecyduje wrócić ,bo Ty też masz prawo do szczęścia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla    Data: 2009-04-04, 19:42:13               Odpowiedz

    Meg co u mnie? Jeden koszmar. We wtorek powiedział córce, że się wyprowadza, zabrał część swoich rzeczy i wyszedł. Zabolało strasznie, ale byłam pewna , że jakoś dam radę, że wszystko się ułoży. Najgorsze w tym wszystkim jest patrzenia jak córka cierpi, tym bardziej, że nie rozumie co się stało. Ja już nie wiem co mam jej mówić. Na szczęście mam rodzinę, która stara się mnie wspierać. Ponadto na początku tygodnia mamy wyznaczone wizyty u psychologa.

    Minęły dwa dni - w czwartek zadzwonił powiedział, że chciałby przyjechać do córki. Zgodziłam się pod warunkiem, że będzie z nią rozmawiał i spróbuje jej wytłumaczyć tą sytuację. Niestety przyjechał i powiedział, że nie może i nie umie z nią o tym rozmawiać, że tęskni za nami, nie wie co zrobić, jak jest z nami to czuje się dobrze, ale jednocześnie mysli też o tamtej i odwrotnie. K..wa czy to nie okrutne. Przyjechał również w piątek a dziś właśnie wróciliśmy z "rodzinnej" wycieczki - tylko, że on już nawet nie wszedł do domu tylko pojechał do niej.
    Co o tym myślicie?
    Poradziłam mu, żeby poszedł do psychologa, nawet sama zorganizowałam mu wizytę. Jak mówi, boi się, że dokona złego wyboru.
    Nie wiem już co myśleć, córka ciągle nie wie co jest grane, widzi, że on mnie przytula a za chwilę wychodzi i nie nocuje w domu. To jakiś koszmar. Do domu też nie chce wrócić, chociaż mówi, że mu brakuje i domu i tej całej naszej codzienności. Mówi, że to zły pomysł bo nie chce robić nam nadziei, z drugiej strony zastanawia się nad wynajęciem mieszkania i zamieszkania z nią. Czy to jest normalne?
    Nie wiem już co robić.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Takajestem   Data: 2009-04-03, 20:58:06               Odpowiedz

    Z tego co winika jestem owiele młodsza od Ciebie i mam nieco mniejsze doswiadczenie, ale postaram się pomóc.
    Skoro Twój mąż wziął z Toba slub to nadal coś do Ciebie czuje, i to jest nie uniknione że nadal mocno Cie kocha.
    Znam wiele małżenstw które nie widza sie przez kilka miesięcy z powodu pracy w innym kraju. Jednak jest wiele osób które nadal przetrwały to małżeństwo.
    Byc może Twój małżonek poznał kogos w kim jest zauroczony i wydaje mu się że chorobliwie zakochany. Jednak jego błedem byłoby odejście od Ciebie, ponieważ prędzej czy pózniej poczułby że stracił coś bardzo cennego.
    Powinnaś dbać o siebie oczywiście nie sugeruje że tak nie jest :). Wzbudzaj w nim zazdrosc i poświęcej jak najwięcej czasu. Daj mu do zrozumienia że popełniłby błąd odchodząc od Ciebie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-03, 13:16:23               Odpowiedz

    czapla co u ciebie

  • RE: czapla

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-02, 15:43:11               Odpowiedz

    Czapla ja mam zupełnie inne zdanie jeśli chodzi o dzieci. Jeśli odejdzie ta najpierw powiem, że wyjechał do pracy, potem poradzę się psychologa co zrobić aby ona jak najmniej na tym ucierpiała.
    7 lat to zbyt mało aby zrozumiała - ale to jest moje zdanie. Jak przyjdzie co do czego poradzę się psychologa dziecięcego jak to zrobić.

    Powiem tak. Nie mam nadzieji, ani, że zostanie, ani, że odejdzie. Dziś zastanawiam się co by było dla mnie i dla dzieci lepsze.

    Jeśli nie ma co ze sobą zrobić - ok. Przynajmniej ja mam pomoc do dzieci i kasę nieograniczoną na koncie. Sorry, że to piszę. Jak on wraca to dostaje dzieci do rąk, jak idę na zakupy nie liczę kasy i póki jest będę to robić. Oczywiście nieprzeginając , bo w sądzie mógłby powidzieć, że moja rozrzutniść jest powodem rozstania.

    Idz do prawnika, ale dobrego on ci wiele podpowie.

    Mój mąż póki co niewyprowadził się. Między nami jest zimno. Rozmawiamy tylko o sprawach koniecznych, o dzieciach. Żadnych uniesień, zbliżeń, awantur.

    Zrobi co zrobi. Sam musi do tego dojrzeć. Nie mam dowodów na to aby ten związek nadal trwał, żadnych sms, wiadomości email czy wypadów po pracy.

    Jak odejdzie ok. jak zostanie to coś musi się zmienić, napewno taki stan nie będzie trwał w nieskończoność. Albo w końcu zacznie być dobrze, albo wszystko runie i już nie będzie czeko żałować.

    Prawnik mi poradził abym poczekała. Jak chce iść to niech idzie. Ma to być jego decyzja. A przy okazji jeśli odkrytję, że to trwa to zbierać dowody i tyle.

    ŻYCIE JEST BRUTALNE.

    Co do rzeczy może wziąść tylko osobiste. Cała reszta należy do wsa wspólnie i on nie może ich zabrać. Skoro to on sam zadecydował , że odchodzi - czapla zanim się z nim spotkasz idz do prawnika. Nie będę tu dawać porady prawnej idz on ci wiele powie co masz zrobić aby się zabezpieczyć.

    Oszczędz mała narazie nie mój jej prawdy. Jej świat to księżniczki, syrenki i księcia na koniu. Za wcześnie aby to zroumiała. Dla niej tata jest ukochany. Co jej powiesz, że ją niekocha - to Ty ją wtedy zniszczysz.
    Uwierz czas da ci szansę na to abyś jej powiedziała, że tata odszedł do innej a jej na to aby tatusia za to znienawidzieć. Ale nie dziś. 7 lat to zamało, zamało.
    Zburzysz jej system wartości, poczucie bezpieczeństwa, poczuje się gorsza i niekochana. Moim zdanbiem powinnaś ją okłamywać dla jej własnego prawidłowego rpozwoju emocjonalnego.







  • RE: czapla

    Autor: czapla   Data: 2009-04-02, 13:04:02               Odpowiedz

    Meg czy twoje dzieci już wiedzą?
    Moja córka wie i nie może się z tym pogodzić, on powiedział jej tylko, że się wyprowadza i, że nie będzie mieszkał sam. Wywnioskowała, że będzie meszkał z kolegą. Córka nie chce ze mną rozmawiać, bo to co jej mówię rani ją i zabija w niej nadzieję.(a mówię prawdę i oczywiśnie nie oczerniam go, mówię, że ją kocha) Ciągle nasłuchuje czy już wraca, mówi, że jak go poprosi to na pewno wróci, że jak ja będę mu prać i prasować to będzie wiedział, że jestem dobrą żoną, nie chce do niego dzwonić, a on nie chce przyjechać i jej wytłumaczyć, że już ie wróci, będzie miał nową rodzinę.
    Udało mi się już dziś załatwić wizytę u psychiatry (pisałam już wcześniej, że się długo leczyłam). Tak jak piszesz dostałam leki i w przyszłym tygodniu idziemy do psychologa (i ja i córka).
    Zastanawiam się teraz nad prawnikiem, ja też mam kredyt, dom, który razem wybudowaliśmy i całą masę innych zobowiązań z tym związanych.

    We wtorek jak powiedział córce to wyszedł i zadzwonił o 22.00, że chce przyjść po swoje rzeczy. Zapytałam czy jest pewny tego co robi to powiedział, że nigdy nie będzie miał tej pewności, przeprosił za to co mi robił przez ostatni tydzień (to niezdecydowanie, dawanie nadziei). Zostawił jeszcze tylko obrączkę, zabrał to co wpadło mu w ręce, powiedział, że wróci kiedyś jak nas nie będzie w domu po resztę rzeczy, i że chce się spotkać na mieście, żeby porozmawiać o sprawach finansowych itp.

    Teraz gdzie jest nie wiem - może u niej (chociaż ona nie ma swojego mieszkania i w dodatku nie mieszka sama), może wynajęli już jakieś mieszkanie nie wiem. Wczoraj zadzwonił koło 20.00 (po tel. mojej mamy do niego, że niszczy dziecko), żeby porozmawiać z córką. To tyle. Ogólnie piekło. Boję się, że on będzie chciał wrócić, a ja w końcu ulegnę. Kocham go, tęskinię za nim, ale straciłam nadzieję na to, że może nam się jeszcze ułożyć w życiu.

    Meg jeśli twoje dzieci nie wiedzą to zmuś go żeby im powiedział, żeby się określił czego chce bo inaczej Cię zniszczy. Może on tylko po prostu nie ma co ze soba zrobić i czeka, czeka, czeka. Daje Ci nadzieję a potem znowu zdepcze twoje mażenia o jego powrocie do domu.
    JG pisała o stanowczości i chyba to jest droga wyjścia z sytuacji.
    Oczywiście chciałabym, żeby przynajmniej Tobie się udało.
    Powodzenia. Jeszcze wiele przed nami.

  • RE: KAJA.......

    Autor: Albertyna   Data: 2009-04-02, 11:14:24               Odpowiedz

    Wspaniale się czyta takie posty to naprawdę napawa optymizmem i dodaje otuchy :))) życzę szczęścia :)))

  • RE: KAJA.......

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-02, 10:51:04               Odpowiedz

    Cieszę się że u was wszystko idzie ku lepszemu. Bez wątpienia zrobił coś okropnego ,ale teraz chłopak się stara i miejmy nadzieję że będzie się już tak cały czas starał :>

    Nie wiem jak często tu wchodzisz i czy chcesz jeszcze się mieszać w te sprawy, ale paru dziewczynom przydałoby się trochę otuchy i słów wsparcia. Meg zwłaszcza prosiła o kontakt e-mail.

    Pozdrawiam i życzę Ci jak najwięcej szczęścia.

  • RE: KAJA.......

    Autor: kaja133   Data: 2009-04-02, 10:42:01               Odpowiedz

    Witaj JG

    U mnie wszystko w porządku. Dziś mogę potwierdzić, że czas leczy rany... Czasami trudno mi uwierzyć, że to wszystko naprawdę się wydarzyło. Między nami jest jak kiedyś, zupełnie normalnie. Urządzamy do końca mieszkanie, planujemy wakacje, myślimy o drugim dziecku.

    Myślę, że przebaczenie i odpowiedzialna decyzja, że chcemy nadal być ze sobą są podstawą budowania czy naprawy związku jeśli cos złego się w nim stanie. My przetrwaliśmy - nie sprawdzam już komórki, nie interesuje mnie zupełnie jego poczta e-mailowa, bez obaw będę czekać na niego jeśli wyjedzie na kilka dni służbowo. Wierzę (nawet jeśli czasami mówię mu coś innego), że jesteśmy bezpieczni. To co się stało jest dla niego czymś czego sam nie potrafi wyjaśnić, nie ma zadnego znaczenia i sprawia mu jeszcze większy ból niż mi. Nie wiem czy przeczytają to inne dziewczyny, które znalazły się w podobnej sytuacji, ale dajcie sobie szansę (nie znam co prawda waszych facetów, ale skoro byłyście z nimi szczęśliwe to może warto spróbować). Postarajcie się nie nakręcać siebie i przeczekać. To minie i znowu zaświeci słońce.
    pozdrawiam Wszystkich i życzę dużo siły i wytrwałości w szukaniu odpowiedzi na pytanie co dla Was jest najważniejsze - o to warto walczyć

  • RE: czapla

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-02, 10:29:58               Odpowiedz

    Czaplo co poradził - aby to on sam wyszedł, aby nie dać się sprowokować do wielkich dyskusji, awantur, być spokojną i czekać. Wiesz mnie w rozmowie chodziło o te kredyty, majątek i już wiem, że wszystko jest do załatwienia, oczywiście jak nie dobrowolnie przez niego to przez sąd. Pewnie to by była długa i żmudna walka, ale wszystko jest do załatwienia. Jeśli się bojisz znajdz sobie dobrego polecanego prawnika. Ja po tej rozmowie wyszłam spokojniejsza. Ale o szczegółach pisać nie będę.
    Co do psychiatry też byłam i powiem ci tak - psychiatra poleci ci leki, ale tak naprawdę wygadać się możesz przed psychologiem. To psycholog będzie z tobą analizowała, rozmawiał , rozdrabniał na części proste to co się stało, nie psychiatra.
    Napisz co dziś u ciebie?
    Gdzie Twój małżonek?

  • RE: JG

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-01, 22:33:26               Odpowiedz

    Jutro napiszę.

  • RE: JG

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-01, 13:33:57               Odpowiedz

    JG myślisz pewnie dobrze bo w tej naszej (tamtej) rozmowie on powiedział, że chciałby z nią spróbować, ale ja mu powiedziałam ok ale bierz swoje rzeczy i rozpoczyna się nasz proces pożegnalny. I to go boli, bo on sam powiedział, że się boji odejść, że nie będzie mieć powrotu.
    Znając jej sytuację być może tak domniemywam, że ona powiedziała mu ok, ale odejdz najpierw od żony.
    Z tego co wiem to do świąt on nie ma zbytnio szans do niej wyjechać, ale ale ale własnie już po świętach tego nie gwarantuje.

    JG cóż mogę zrobić - zobaczymy. Jak mi się uda dziś wszystko pogodzić co mam do załatwienia to idę na poradę prawną, co mam robić.

    Psychicznie jak najbardziej dopuszczam myśl, że on wychodzi i nie wraca. Już do tego dojrzałam, pogodziłam się. Pewnie będzie boleć - ale już zrobiłam wszystko co mogłam. On musi się odkochać, alebo ona dziś dać mu kopniaka w d, aby on wrócił nie tylko ciałem do domu.

    Generalnie on ma straszne huśtawki. Wczoraj i dziś. powiedziałabym dość troskliwy tatuś i kulturalny, miły mąż. Ale wiem, że ma i takie i inne chwile.
    Mam nadzieję, że zdążę dziś do prawnika i mam nadzieję, że on powie, że jagby co to nie zostanę z dziećmi pod mostem.

    Niewiem już o co mu chodzi, ale powiem ci, że zacyna mi być obojętne.

    JG pozdrawiam

  • RE: JG

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-04-01, 11:05:26               Odpowiedz

    Nie przesadzaj ,nie jestem wcale taka mądra. A silna nie jestem ostatnio przechodzę załamanie ,a o swojej chorobie-nałogu już tu kiedyś pisałam.

    Wiesz co pomyślałam sobie przez chwile że Twój szanowny mąż poprosił o czas do świąt żeby sie z nią spotkać i porozmawiać, sprawdzić czy ona mu da szansę i czy jeszcze jest wolna.

  • RE: JG

    Autor: Albertyna   Data: 2009-04-01, 10:14:04               Odpowiedz

    Meg trzymam kciuki
    czapla za Ciebie też może spędź ten czas z dzieckiem na zabawie ale takiej, której będziesz w stanie się poświęcić bez reszty. Generalnie wysiłek fizyczny przynosi chwilową ulgę. Powodzenia

  • RE: JG

    Autor: czapla   Data: 2009-04-01, 09:55:54               Odpowiedz

    Meg napisz proszę co proadził prawnik - ja już zapisałam się do psychiatry będę chciała, żeby polecił mi kogoś do córki. Tylko, że to dopiero w poniedziałek - a jak przetrwać do poniedziaku?

  • RE: JG

    Autor: Meg4   Data: 2009-04-01, 09:15:34               Odpowiedz

    dziś mam spotkanie z prawnikiem, zobaczę co mi powie i jak każe się zachować aby ochronić siebie i dzieci.

  • RE: JG

    Autor: balanga   Data: 2009-04-01, 09:10:59               Odpowiedz

    Bardzo, bardzo Wam współczuję Dziewczyny. Wiem, że ból jest straszny, tym bardziej wiem jak dzielne jesteście. Teraz trzeba ochronić dzieci, teraz one są najważniejsze i tu jest konieczny psycholog. O ile my dorośli możemy próbować uleczyć się poprzez kontakt z życzliwymi ludźmi o podobnym doświadczeniu, to w sprawie dzieci konieczny nam jest profesjonalny drogowskaz. To teraz się dzieje, teraz trzeba działać, nie wolno tego momentu przegapić.

    Czapla piszesz, że niektórym udaje się przestać kochać... może nigdy nie kochali, ulegali tradycji bądź podobały im się te emocje, których jak zabrakło poszukali ich gdzie indziej. To niedojrzałe. Kolejny związek zakończy się podobnie, bo to nie problem w partnerce, a w nich i oni tacy sami, z tymi samymi deficytami, oczekiwaniami i ograniczeniami wejdą w nowy związek. Weszli na szaleńczą karuzelę poszukiwania doznań. Może się zakręcić w głowie, można z niej spaść, a można też rzucić kolorowego pawia na siebie i wszystkich wokoło. Obawiam się, że oni właśnie to robią. Sorry za tę obrazową metaforę. Pozdrawiam ciepło.

  • RE: JG

    Autor: czapla   Data: 2009-04-01, 07:08:40               Odpowiedz

    Odpowiadając na pytanie z wątku - można tka po prostu przestać kochać. Są ludzie, którym się to udaje.

  • RE: JG

    Autor: czapla   Data: 2009-04-01, 07:05:39               Odpowiedz

    No i stao się.
    Wczoraj jak wrócił z "delegacji" poprosiłam go, żeby powiedział córce, spakował się i odszedł.

    Nie chciał tego rozbić, powiedział, że może jutro, albo w czwartek czy piątek weźmie sobie wolne i spędzi z nią czas ble, ble, ble.......... Sama zaczęłam rozmowę i nie miał już wyjścia. Było ciężko, bardzo. Córka niewiele zrozumiała, a on zamiast jej wytłumaczyć to wyszedł. Zadzwonił wieczorem, że chce przyjść po rzeczy - zgodziłam się.

    Co mnie popchnęło do tego, żeby zmusić go do rozmowy z córką? - jej słowa "mamusiu dlaczego tata mówi, że jedzie jak ja nie słyszę żeby jechał" - to po rozmowie przez telefon, zresztą ja też kilkakrotie dzwoiłam w ciągu dnia i nie słyszałam ,żeby jechał. Dość tych kłamstw.
    Wieczorem przed snem córka powiedziała, że chce zadzwonić do taty - spytaam dlaczego "bo chcę zapytać kiedy wróci" - jak ja to przeżyję?

    Meg niech on odejdzie od razu. Nie czekaj, to naprawdę lepsze rozwiązanie. Przecież i tak już go dla Was nie ma od dawna. A te kłamstwa, oszustwa, upodlanie siebie to naprawdę nie pomaga.

    Trochę się już z tym pogodziłam, boli ogromnie boli ale przecież kiedyś przestanie prawda?

    Jak patrzę jak córka cierpi to nie daję rady, wiem, że muszę być silna dla niej dla siebie ale jak to zrobić?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-31, 17:20:56               Odpowiedz

    zazdroszczę

  • JG

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-31, 17:02:04               Odpowiedz

    JG jesteś taka mądra. Czy jesteś też w życiu tak silna.

    Czytam twoje wypowiedzi i tu i tam. A gdzie nie czytam to mam wrazenie, e wszyscy piszą o mnie.

    Boziu dlaczego większość z nich taka jest.

    Jak widzę prawie każda z nas zostanie sama. SMUTNO

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-31, 14:01:32               Odpowiedz

    jestem przekonana, że jeśli ją tak kocha to odejdzie. Jestem co do tego przekonana.
    Ona jest młoda, pewnie ma swoje życiowe plany, nie zostać kochanką a żoną i mamą. I pewnie do tego doprowadza aby on odszedł.

    On ma huśtawki sam nie wie co ma zrobić, zresztą o tym mówi, że nie wie co ma zrobić raz mówi o nas większość nic nie mówi a wczoraj co powiedział to powiedział (wyżej opisałam).

    Ja mam takie odczucie, że on by chciał abym go wywaliła tak mi się coś zdaje.

    Decyzję podejmę (jeśli on sam wcześniej tego nie zrobi)po rozmowie z prawnikiem.

    Muszę wiedzieć co dla mnie i dla dzieci będzie najlepsze.

    Poza żony, która za wszelką cenę chce uratować małżeństwo, sepracaja, rozwód, czy mam wystarczające dowody itp itp.

    Muszę iść do prawnika. Zresztą dziś po 15 mam dzwonić do takiego dobrego i się umówię na poradę prawną.

    Jedno to jest to co czuję jako kobieta. (Tu szkoda gadać) a drugie to to, że mam 2 cudownych dzieci i zrobię wszystko co w mojej mocy aby one i ja dostały po tatusiu jak najwięcej.

    Tu akurat muszę być ostrozna aby nie popełnić błędu, bo od tego ile wywalczę zależy komfort życia moich dzieci i mnie. Nieststy już nie marzę o księciu ale muszę walczyć o byt - jakość życia.




  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: undset1   Data: 2009-03-31, 13:05:17               Odpowiedz

    przepraszam że pytam Meg ale co zrobisz jak sam nie odejdzie ? będziesz tak żyła i czekała aż on sam odejdzie bo co potem powiesz dzieciom?

    Sama zastanawiam sie co zrobie gdy córka mnie zapyta kiedyś czemu tatuś nas zostawił... co powiem? bo to kawał chu... i zdrajcy, który żadnych wartości nie uszanuję???

    nie... pewnie powiem - Taką podjął decyzje, kochana córeczko, a ja wpływu na drugiego człowieka nie mam żadnego... żadnego :( choć kiedyś wydawało mi się ze mam :(

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-31, 13:00:58               Odpowiedz

    sybult wiesz, że zrobiłaś wszystko, wiesz, że nie możesz sobie nic zarzucić.
    Ja też tego chcę. W grę wchodzą dzieci i ich całe życie nie mogę mieć do siebie cienia wątpliwości, że mogły mieć tatę. Nie mogę całe życie gdy dziecko zapyta gdzie on jest zastanawiać się co mogłam zrobić.
    Jeśli przyjdzie ten czas - a pewnie przyjdzie, że odejdzie to sam to zrobi. A ja nie będę mieć do siebie żalu, że dzieci mogły mieć tatę - żal bedzie do niego, że odszedł i tylko do niego i z czasem powiem dziecku, że tata odszedł do innej pomimo moich starań a nie że ja go wyrzuciłam. Pewnie nie będzie mnie i im łatwo z tym, że zostaniemy same, a zostaniemy przez niego a nie przezemnie.
    NIECH SAM WYJDZIE

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-03-31, 12:25:19               Odpowiedz

    Przeanalizuj sobie ile masz pieniędzy i ile kosztuje utrzymanie mieszkania licz tylko to co najważniejsze. Wizyta u prawnika nie jest złym pomysłem doradzi Ci jak postąpić. Jeśli macie jakieś kredyty może można je chwilowo zawiesić. Kwestie prawne nie są łatwe, ale najważniejsze, żebyś miała na rachunki i na jedzenie reszta jakoś się poukłada. On pracuje tam gdzie mieszka więc wyjazd do niej wiąże się ze zmianą pracy i mam wrażenie, że on sprawdza ile jeszcze wytrzymasz. Musisz być stanowcza dla siebie bo inaczej się wykończysz.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-31, 12:16:37               Odpowiedz

    boję się o siebie pod względem finansowym o siebie i dzieci

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-03-31, 12:11:13               Odpowiedz

    Jeśli zależy Ci na tym, żeby zrobił to sam to daj mu konkretny nieprzekraczalny termin np. masz czas do jutra albo albo. Jeśli wyjdzie to jego wybór jeśli zostanie to na Twoich warunkach bez negocjacji. Jeśli Twoim jedynym dowodem są wasze rozmowy to może nagraj kilka takich rozmów. On Cię poniża bo mu na to pozwalasz i się na to zgadzasz. Nie jesteś złą osobą, a wasi znajomi będą stać po Twojej stronie to jemu odbiło nie Tobie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-31, 12:00:55               Odpowiedz

    Meg ja jak dorwałam kluczyki od samochodu, a on nie nocował w nocy w domu to go spakowałam. Te najpotrzebniejsze rzeczy i wyniosłam do samochodu - do bagażnika kilkanaście worków wrzuciłam.
    Od tygodnia wozi je w samochodzie. A mówił, że ja mu nie pozwalam się wyprowadzić dla tej k...... , że chce, ale ja mu nie pozwalam.
    Teraz ma możliwość, ale nie jedzie do niej ze swoimi rzeczami. Nadal je wozi w samochodzie.

    Też na początku myślałam tak jak Ty - że niech sam to zrobi, ale nie doczekałam się. Doczekałam się tylko kłamstwa w oczy, że nie pozwalam mu się wyprowadzić.

    Długo nie pociągną w tej ciągłej huśtawce - i tu i tam.
    W końcu to musi się skończyć.

    Wiem, że boli, bardzo boli.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-31, 12:00:04               Odpowiedz

    JG wydaje mi się, że normalnie nie mnie to dotyczy.

    Pomimo wszystko niech sam się spakuje i wyjdzie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-31, 11:45:23               Odpowiedz

    Rób jak uważasz. Mnie by w tej chwili najmniej obchodziło co inni myślą i liczyłoby się tylko moje samopoczucie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-31, 11:43:15               Odpowiedz

    powiem tak rozmawiałam z nią, i wiem co mój o niej mówi. I sądzę, że ona może dała mu szansę ale nie kosztem rodziny i on woli abym to ja sama go wywaliła lub 2 moje przemyslenie dała mu alternatywę albo ja albo ona i tu mu też nie ułatwię niech sam wyjdzie. Ja w sądzie powiem, że robiłam wszystko aby utrzymać małżeństwo.

    On ma straszną huśtawk. Wczoraj z nienawiścią na ustach poszliśmy spać a dziś rano on wymusił przy dziecku abym pocałowała go przed wyjściem do pracy życząc mi udanego dnia.

    Chodz to bardzo trudne poczekam aż sam to zrobi lub delikatnie go o to poproszę ale za niego tego nie zrobię. Co potem będzie udawał biednego wyrzuconego męża przed ludzmi, to ona nie chcoiała dać mi szansy, to przez nią dzieci nie mają taty = to ona mnie wywaliła ----- TEGO DLA NIEGO NIE ZROBIĘ

    dZIEWCZYNY NIE uważacie tak jak ja?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-31, 11:38:30               Odpowiedz

    "Może on chce jej powiedzieć to ona mnie wyrzuciła. Dlatego nie dam mu takiego prezentu. Jak chce po świętach to ok."

    Zdajesz sobie sprawę jakie Ty durnoty gadasz? Jakie ułatwienie ,jaki prezent? nie gadaj pierdół tylko bądź praktyczna, jeśli się da to zbierz dowody, świadków, bo będą potrzebni. Z widzeń z dziećmi możliwe że sam zrezygnuje skoro tamta mieszka w innym mieście ,a on tylko do niej tęskni i nawet dzieci sie dla niego nie liczą, ale dobrze to o nim nie będzie świadczyć. Przestań się mazać, bo on dalej rozdaje karty a Ty czekasz? a może chcesz aby on wywalił was wszystkich na zbity pysk i wprowadził się ze swoją nową wspaniałą studentką i będą sobie wić gniazdko na waszym miejscu?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-31, 11:31:00               Odpowiedz

    nie nie spakuję mu walizek. Nie ułatwię mu tego, sam ma się pakować i sam ma wyjść. Ma to zrobić sam. Niewiem dlaczego ale tak to czuję. Ma to zrobić sam.
    Wczoraj on mi się zapytał dlaczego go wtedy nie wyrzuciłam - zrozumiałam być może czekał na to, być może chciał i chce tego bo sam się boji. Tak bardzo go nienawoidzę, że nie zrobię tego dla niego.
    Chyba , że znajdę jakiś dowód. Bo tak naprawdę narazie niczego nie znalazłam prócz tych przykrych rozmów.
    Może powiem, że jak zamierza po świętach wyprowadzić się to niech zrobi to wcześniej - to może powiem - może napiszę i zostawię dla niego kartkę w kuchni. Ale nie zobię tego za niego.
    Może on chce jej powiedzieć to ona mnie wyrzuciła. Dlatego nie dam mu takiego prezentu.
    Jak chce po świętach to ok.
    Umówię się w przyszłym tygodniu z prawnikiem aby wiedzieć co robić. Czy dobrze jest dać mu rozwód czy inna opcja jest lepsza. Zamierzam z nim walczyć o wszystko o wszystko, co tylko się da.

    W gruncie rzeczy jak chce pójść niech idzie to lepsze niż to zawieszenie. Zastanawianie się co dalej i jak dalej. Jak ona jest taka boska, nadzwyczajna, dobra to niech sobie do niej idzie.

    Ale boję się, bo zycie bywa okrutne , że będą chcieli pozbawić mnie i dzieci co tylko się da. Dziś tylko tego się boję. Tylko tego.

    Niech idzie i niech się pławią tą swoją miłością zbudowaną na moim i naszych dzieciach nieszcz ęściu.
    Chciałabym odebrać mu całkowicie dzioeci aby tylko alimenty na nie płacił nic więcej - żadnych widzeń - tylko alimenty

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-03-31, 10:51:41               Odpowiedz

    Spróbuj wybaczyć nie dla niego dla siebie wtedy poczujesz ulgę. Wybaczyć nie znaczy zapomnieć tylko pogodzić się ze sobą zrozumieć. Wybaczanie jest procesem wewnętrznym, który przeprowadzamy dla siebie, by poczuć się lepiej. Dobrym sposobem jest radykalne wybaczanie. Dopiero przerabiam ten temat, ale też ktoś mi to polecił. Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-31, 10:30:24               Odpowiedz

    Meg tak bardzo mi przykro, że u Ciebie też nie wyszło. Myślałam, że skoro jest przy Was, jest blisko Ciebie - to wszystko jest na najlepszej drodze do szczęścia.

    Ale co to jest szczęście.
    Kiedyś ktoś mi napisał - "może właśnie tak miało być, może dopiero teraz będziemy naprawdę szczęśliwe".

    Meg masz dzieci i możesz na nich się skupić. Ja mam tylko psy, więc nawet pogadać nie mogę.

    Przestać kochać tak po prostu. Jednak w to nie wierzę. Kiedyś myślałam, że tak właśnie jest w moim przypadku - że po prostu przestał mnie kochać - ale to nie jest takie proste. Myślę, że im brakowało czegoś w nas i dlatego oddalili się od nas. Ale mam nadzieję, że zrozumieją i zapłaczą nad tym co zrobili.

    Meg będziesz szczęśliwa - to pewne - tylko potrzeba czasu.
    U mnie minęło 2,5 miesiąca odkąd wiem, ale powiem Ci, że nadal płaczę. Skąd ja jeszcze mam łzy? Myślałam, że wszystkie już wypłakałam.

    Moj nie powiedział mi, że chce odejść. Jego po prostu nie ma. Może właśnie to co Ci powiedział pozwoli Ci odetchnąć, bo wiesz na czym stoisz - ale w to wątpię. Boli tak bardzo, że aż wyć się chce.

    Tyle lat i co - i nic z tego nie zostało. Ja, Ty i każda z nas ma wiarę, że wszystko wróci do normy, ale tak nie będzie. Nigdy nie będzie tak jak kiedyś.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Albertyna   Data: 2009-03-31, 09:11:04               Odpowiedz

    Jan Grey ma 100% racji spakuj go dziś ma się pożegnać z dziećmi i ma powiedzieć gdzie idzie i że nie wróci. Potem zadbaj o to żeby dzieci nie sądziły, że to ich wina. Nie zgadzaj się na takie upokorzenie bo te święta będą najgorsze w Twoim życiu, a tak do świąt jakoś się pozbierasz. Nie poddawaj się zobaczysz, że jak tak zrobisz to poczujesz się lepiej. Mogę Ci jeszcze zaproponować książkę pod tytułem "Radykalne wybaczanie" Colina C. Tipinga wybaczając uzdrowisz siebie i poczujesz się lepiej z tym, że jest to zupełnie inna niż tradycyjna metoda wybaczania. Pozwala spojrzeć na wszystko z innej strony. http://radykalnewybaczanie.com.pl/download.htm tu znajdziesz historię Jill mi wlała wiele otuchy do serca. Dziewczyny trzymajcie się I niech cały wszechświat będzie teraz z Wami

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-31, 08:21:00               Odpowiedz

    Meg tak mi przykro, uwierz, wiem co czujesz. Ja na szczęście mam tylko 1 dziecko (również 7 córkę) ale podobnie jak ty kredyty, wielkie zobowiązania i niewielkie finanse. Coraz bardziej dojrzewam do myśli, że czeka mnie to co Ciebie. Ale ja nie chcę tego co ty przechodziłaś przez te ostsatnie 2 miesiące. Masz rację, jeżeli chce odejść niech robi to teraz. Póki mam jeszcze trochę godności w sobie.
    Damy radę przecież nie jesteśmy jakimiś głupimi kobietkami, które bez męża nie potrafią odnależć się w prawdziwym świecie. No i wszystko musi się przecież jakoś ułożyć - głupi frazes ale chyba prawdziwy.

    Jeżeli mój odejdzie zamknie sobie drogę do mojego serca raz na zawsze. To boli, strasznie boli, na pewno będzie ciężko ale chyba jeszcze gorsze będzie to jak stracę szacunek do samej siebie. Czytając twoją historię, twoje przeżycia wiem, że tak nie można. Z drugiej strony wiem, że inaczej jest ciężko. Ja już nie chcę, żeby mnie więcej krzywdził. Przecież jeżeli kocha ją a nie mnie to powinien to wiedzieć, powinien odejść od nas i przestać dręczyć, swoimi kamstwami, obietnicami.......... Po mału zastanawiam się jak go zniechęcić do siebie (bo jak powiedział nic mu we mnie nie przeszkadza - ale z tamtą jest inaczej, no i się zakochała, a zakochania się przecież nie planuje).

    Twój jeżeli chce odejść to po co czeka, aż będzie po świętach? Jak sobie te święta wyobrażasz - będziecie siedzieć i milcześ - czy może obsypywać epitetami. Dzieci przecież to wyczują. A może będziesz musiała znosić to, że będzie w domu, zacznie pisać smsy, dzwonić do niej lub tylko kilka godzin spędzi w domu, a noce z nią. Nie daj się tak traktować (wiem, że to ciężkie ale chyba tak trzeba, żeby potem mniej bolało).
    Słów mi brakuje na to co oni nam robią i ile jesteśmy w stanie znieść. Wiesz ktoś mi powiedział "co on ma ci jeszcze zrobić, żebyś go przestała kochać" - dobre pytanie prawda?

    Meg naprawdę tak mi przykro ale chyba nadal Ci zazdroszczę bo wiesz już na czym stoisz.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-31, 08:12:44               Odpowiedz

    Wiesz, jak chce odejść to niech odejdzie teraz, jeśli mu niezależy na dzieciach to nic z tym nei zrobisz. Spakuj go jeszcze dzisiaj i wyrzuć z domu im wcześniej tym lepiej, i każ mu powiedzieć że odchodzi do innej, on ma im to powiedzieć. Będzie Ci ciężko, ale w końcu rozkwitniesz, poszukaj innej pracy, może wyprowadź sie do innego miasta i miej dowody.
    Chyba tak było od początku, on cały czas się z nią kontaktował : ( a teraz ściemnia żeby tylko mieć czas. Bardzo Ci współczuję, ale musisz się podnieść czym prędzej. Jak chce to niech idzie i zacznie płacić alimenty. Ty będziesz mieć czas żeby zadbać o siebie i skończy się Twoja huśtawka.
    Powodzenia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-31, 06:54:03               Odpowiedz

    JG, Kaja, sybult, czapla -

    mineły 2 miesiące - 2 miesiące męk, smutku, zalu, zadawania pytań

    ON ZAPOWIEDZIAŁ ŻE CHCE ODEJŚĆ


    Wczoraj rozmawialiśmy okazało się, że mysli o niej, że chce z nią spróbować, że jak to powiedział (śmiechu warte) nie chce mnie ranić, boli go gdy widzi jak cierpię.
    Tak to usłyszałam.

    CHCE ODEJŚĆ

    Nie chce zblizeń, pocałunków, przytulania - powiedział nie. Achhh jakże byłam głupia walcząc w ten sposób o niego teraz czuję się jak sz...a.

    Cóż już nie mam o co walczyć. On zrobił wszystko co mozliwe, po 2 miesiącach usłyszałam znów o niej (chodz podobno się nie spotykacją). Usłyszałam znów, że na szali waży się moje małżeństwo i jego krótki związek. Cóż. Cóż.

    Czapla nie masz mi czego zazdrościć. Być może już dziś powinnaś go wykopać a nie dawać sobie miesiące oczekiwań, że cię pokocha - gówno prawda nie pokocha - prędzej czy póżniej spakuje swoje manatki i odejdzie. Widzisz u mnie wydawało się, że jest jakaś nadzieja - ale jak widać nadzieję miałam ja a on miłość do niej.

    Mam 2 dzieci. Cóż im powiem. Co powiem 7 latce - tatuś cię już nie kocha! Tatuś ma inną panią którą kocha! Przecież ona tego nie zrozumie.

    Kurde dlaczego oni tacy są - myślą o sobie a nie o dzieciach które spłodzili, o losie, którym teraz im dają. O pytaniach.

    Mam nadzieję, że się otrząsnę, że będę jeszcze szczęśliwa. Nie muszę żyć dla faceta dla niego - mam dzieci dla nich będę żyć. Nie muszę szukać nowego związku. Dzieci będą dla mnie a ja dla nich. Oby tylko starczyło nam na życie. Tylko to mnie martwi.

    Jestem młoda, atrakcyjna, wykształcona, mam mamę która bardzo mnie kocha i mi pomoże - cóż więcej. Mam być jego szmatą, której nie szanuje.

    Już go nie zatrzymam. Spakuje się i odejdzie. Już jest ten moment, że go nie zatrzymam. Boli, że ułoży sobie z inną życie, być może i ona urodzi mu dziecko - boli boli, ale mam nadzieję, że z czasem przestanie boleć. A spokój i dzieci dadzą mi siłę aby żyć.

    pRZEDEMNĄ smutna walka o mieszkanie, alimenty, spłatę kredytów - walka, wojna o przetrwanie dla mnie i dla dzieci. Mam nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy mi pomogą, doradzą co zrobić.

    A z tej miłości - nie boję się - wyleczę się i to szybko. Być może po jakimś czasie poczuję ulgę, spokój, odbuduję siebie na nowo.

    Oby tylko finansów mi nie brakło.


    Usłyszałam do Świąt jeszcze będę - do Świąt. do Świąt. do Świąt. Hmmmm.



    Dziewczyny już wiem, że można przestać kochać. Mój przestał kochać mnie.

    szkoda, że życie jest tak brutalne.







  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-30, 21:04:57               Odpowiedz

    To że wraca później z pracy a w czwartek chce iść na kręgielnie może świadczyć że albo tak własnie jest albo się z nią spotyka ,albo chce odrobiny ciszy i spokoju.
    Naprawdę ciężko powiedzieć ,pamiętaj że Ty mu nawyrzucałas i wyklinałas przy każdej próbie rozmowy. Zasłużył sobie ale to nie pozostało bez wpływu na niego. Mówię Ci zajmij sie sobą i dziećmi. Nie dowiesz się co on wyprawia tak naprawdę. Musisz sie odbudować na nowo, siebie przedewszystkim jako kobietę, bo w tej chwili czujesz się nikim ,kimś gorszym od jakiejś studentki dla której prawdopodobnie wartością była kasa.
    Niestety partnera nigdy nie można być pewnym, partner to nie skała. Trzeba zaufać ,a jak nie ma w Tobie jeszcze zaufania to musisz zrobić z soba porządek ,zająć się sobą. Tylko siebie możesz zmienić ,wtedy może i on się zmieni.Pamiętaj też że różne rzeczy które sobie nakręcasz w głowie mogą mimo wszystko inaczej wygladać z jego strony. Jeśli mimo wszystko odejdzie, będziesz gotowa żeby walczyć jak lwica o swoje ,ale póki to nastąpi spróbuj się uspokoić.

    http://www.seremet.org/kurs_relaksacji/

    Nie wiem czy to przysyłałam ,tutaj jest darmowy kurs relaksacji ,może Ci się przyda, nie zaszkodzi spróbować. Kurs wędruje na maile.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-30, 20:36:19               Odpowiedz

    JG jesteś tam?
    jutro wiem ze wraca pozniej z pracy a w czwartek chce z kolegami z pracy iść na kręgielnię (sami faceci) hmmmm - czyżby się zaczynało??? czy nie tak to brzmi na innych wpisach

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-30, 14:39:34               Odpowiedz

    JG czy to tak wygląda po zdradzie. Czy musi być taka cisza, czy to jest rekonwalescencja - czy poprostu początek końca????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-30, 14:16:25               Odpowiedz

    sylbut tak mi przykro za to co przechodzisz. Sama nie wiem co mam Ci napisać. Chciałabym Cię jakoś pocieszyć, ale wiem, że w tej chwili to chyba niemożliwe. Poprostu trzymaj się, bądz silna, trzymaj się.

    Co do mojego - hmmm wydaje mi się chodz nie mam żadnej poewnośći, że mój jest dlatego min. że ona po jego kłamstewkach go odrzuciła. Po jego kłamstewkach, może po moim telefonie - ona wtedy miała niepowtarzalną szansę zapytać a ja niepowtzrzalną szansę aby jej odpowiedzieć. Ona też nie jest stąd więc oni nie mają aż takich mozliwości aby się spotykać, bo patrząc na te 2 miesiące przepuszczam, że gdyby była stąd to pewnie miałabym tak jak ty raz w domu raz u niej.

    Co do zbliżeń to powiem tak większość z nich zainicjowałam ja, może on z 2 trzy razy ale fakt raczej się nie opiera - ale ale ale z czasem wydaje mi się ze oboje mamy na to coraz mniej chęci - i to mnie przeraża zastanawia w szczególności jeśli chodzi o niego.

    My tak naprawdę nie rozmawiamy ze sobą - więc niewiem co on myśli. Ale sądzę, że tęskni za swoją miłością życia.

    On jest bo jest. Żadnych wzlotów żadnych upadków - poprostu jest. Wraca po pracy, stara się zająć dziećmi, pooglądać coś w tel, poczytać coś w komp i tyle. Żadnych planów na wakacje nic - takie życie z dnia na dzień.

    Nie usłyszałam w gruncie rzeczy nic miłego, dobrego świadczącego o tym, że on wybrał nas nas dla nas. Poprostu jest.

    A co będzie jutro ?????? To się okaże.

    sylbut TRZYMAJ SIĘ. JESTEM Z TOBĄ. ZAWSZE CZEKAM NA TWOJE WPISY.

    BĄDZ SILNA


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-30, 14:04:39               Odpowiedz

    ????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: mmonika   Data: 2009-03-30, 11:54:23               Odpowiedz

    Czy można tak po prostu przestać pisać już na tym wątku wspaniałym????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-30, 11:09:01               Odpowiedz

    Meg u mnie podobnie mówił, że mu nie jest łatwo i inne pierdoły, które na nic się zdały. Jest mu przykro - owszem -ale co z tego - skoro nie wraca - tylko przeprasza - pisze, że powinien być ze mną - ale co z tego skoro go nie ma.

    Tego co mi zrobił nigdy, przenigdy nie zapomnę. To zawsze będzie we mnie. Nawet jeśli zdarzy sie jakiś cud i będziemy jeszcze razem to i tak to będzie we mnie. W najmniej odpowiednich momentach nachodzą mnie okropne wspomnienie, tak bardzo bolą, że tylko paść i się już nie podnieść. Ale podnieść się trzeba, więc usuwam te myśli jak najdalej w głąb mojej duszy.

    Meg myślę, że Twój mąż jednak coś do Ciebie czuje. Mój jak spał w domu to nie ze mną. Co do zbliżeń - to żadnych nie było, bo on nie chciał (poza jednym wyjątkiem).

    Życzę Ci wytrwałości, ale nie w okazywaniu mu miłości, tylko w tym abyś sama ze sobą była w zgodzie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-30, 10:48:51               Odpowiedz

    Meg, czapla, odpiszę wam popołudniu.
    Czapla zacznij brać życie w swoje ręce, nie oddawaj losu w ręce kogoś kto jest tak fałszywy i podły

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-30, 10:35:52               Odpowiedz

    Dziś wyjechał w delegację. Prawie całą sobotę rozmawialiśmy, a raczej ja pytałam i wysówałam wnioski, on odpowiadał lub milczał. Został na noc w domu ale o 16.00 w niedzielę już nie wytrzymał i pojechał do niej. Wrócił koło 22.00 i co? Czuję, że coś się zmnieniło, nie wiem tylko czy na lepsze czy na gorsze. Rozmawiać już nie chciał powiedział tylko, że jej powiedział, że kochał się ze mną będąc już z nią. Co ona na to "w końcu to twoja żona" - nie wiem czy coś więcej ale ogólnie, że go nie zawiodła. Ale decyzji jeszcze nie podjął. Poczułam, że mnie to upadla - Pan i władca, który ma prawo rozporządzać miom życiem, a ja mam czekać!!!! Powiedział, że jak będzie jechać, a jedzie daleko to jeszcze spokojnie o wszystkim pomyśli.

    Dlaczego on mi to robi. Przecież to jest gorsze od tego jak by mi powiedział, że odchodzi. Nie mam już siły.
    Obiecał córce, że jutro wróci - czy to prawda? Zapytałam, go jeszcze czy jedzie sam i czy na pewno jest to delegacja służbowa. Powiedział, że jak mu nie wierzę to może przesłać mi zdjęcia.
    Siedzę i ryczę - nie wiem co robić. To czekanie mnie dobija. Powiedziałam mu już chyba wszystko, a on nadal nie może się zdecydować.
    Meg chciałabym ruszyć chociaż o ten jeden kroczek do przodu i tak jak Ty zastanawiać się, czy on wrócił i Cię kocha, czy może zrobił to dla dzieci, czy może dla swojej wygody. Pytania, pytania ale to zawsze już jakaś nadzieja, że może się ułożyć. Nie jest to komfortowa sytuacja ale i tak zazdroszczę Tobie.
    Ja już tracę tą nadzieję. Przestaję sobie z tym radzić i też mnie to zabija.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-30, 09:59:26               Odpowiedz

    JG hmmm. U mnie chyba wszystko idzie w złym kierunku.
    I już chyba nie dlatego, że oni się spotykają ale dlatego, że między nami umiera umiera umiera to coś co jeszcze zostało.
    Ja skacze mu do oczu, z różnych powodów. Jestem na niego zła, czuję, że już mnie nie kocha, ta jego spokojność cisza to dla mnie jagby mnie olewał omijał.
    Jemu potrzebny jest spokój - to powiedział a co ze mną. On tylko siebie widzi. Usłyszałam, że mu nie jest łatwo. Co miał na myśli?????? JG to chyba początek końca.
    Już mam dosyć sama siebie - tyle mi zrobił. Zawsze czułam się piękna i atrakcyjna dzisiaj czuję się niczym. I co z tego, że mu zrobię dobrze. Może i jemu dobrze a ja a ja to co. Służę tylko do zaspakajania. On słyszy i widzi tylko swój ból. Bo na mój niereaguje. Chodz tego nie powiedział widzę, że jest tylko dla dzieci. Widzę i czuję.
    On jest w domu, niby się dziećmi zajmuje, niby telewizr ogląda, posprząta kuchnię - a ja - a ja jagby mnie nie było. Nie zapyta się jak się czuję, z pracy nie zadzwoni, jest owszem uprzejmy nie mówi wprost kocham ją jadę do niej już cię nie kocham - tego nie mówi ale ja się czuję jagby mnie nie było. Śpimy w jednej sypialnie w jednym łóżku na 2 różnych stronach. Nawet jak doprowadzę do zbliżenia ono jest poczym on idzie się umyć i tyle. K...a to co to ma być. Dmuchana lalka do zaspakajania potrzeb.
    Dobija mnie ten jego spokoj. On by chciał wrócić do domu i odpoczywać nie ze mną poprostu w domu - A JA A JA TO CO!!!!!

    JG mnie to chyba zabije !

    Już saama nie wiem czy czas tu coś na dobre zmieni, napewno zmienia mnie, zamiast być silną i dumną. Jestem gderliwa, nie potrafię nic osiągnąć dla siebie - bo ob tylko spokoju potrzebuje. Mówiłam mu co mnie boli - i co nic się nie zmieniło nic nic nic. Powiedziałam i tyle nawet nie odpowiedział.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-30, 08:44:26               Odpowiedz

    Czapla ! Warunki są dobre ale czy w tym momencie????

    Pomyśl oni dziś nie myślą tak jak my. My wiemy, że kochamy, a oni wiedzą, że pragną być z tamtą. Niestety takie są moje przemyślenia. Prawda jest taka, że moim zdaniem trudniej jest się im pożegnać z dodtychczasowym życiem niż ze zdradzoną żoną. On napewno zastanawia się na dzieckiem, domem, rodziną, znajomymi, waszymi kredytami i może to go powstrzymuje. W chwili w której zaczeli zdradzać może nie przestali kochać ale napewno nie kochają tak jak kiedyś. I pewnie gdyby nie dzieci i inne sprawy dawno by odeszli.

    Takie jest moje zdanie. Mój trochę zwatpił pewniego wieczoru jak wyrzuciłam mu kewstie rozwodu, podziału majatku, szybszej spłacie kredytu (co za tym idzie sprzedaż nowiutkiego wypasionego po brzegi auteczka - jego auteczka), o ograniczoności widzeń z dziećmi.
    Nie wiem co to za laska u ciebie u mnie była młodziutka dziewuszka - bo ja mu jeszcze wyrzuciłam, że pewnie ona też bedzie chciała mieć dzieci i już nic tylko na alimenty i na jej dziecko będzie robił.
    Też próbowałam mu wytłumaczyć że to co go spotkało to chwila bo codzienność jest inna.

    AAAA i ważna sprawa zastanów się nad tym aby do niej doszło to, że on ją też oszukuje. W moim przypadku tak własnie było - nie wiedziała, że mamy 2 dzieci w tym maleństwo - to już musiało trochę ją zastanowić i ja zadzwoniłam do niej i z nią rozmawiałam i uwierz mi szoknełam ją. Jej się wydawało, że mieliśmy krysys, że on zamierzał odejść, że mmnie nie przeprasza - powiedziałam jej, że powiedział, że kocha dzieci, że chce budowaowo, że złożył deklarację wobec rodziców itp itp.
    Tak poniżyłam się ale za to jeśli on ją nadal bajerował (a tak pewnie było- tak mi się wydaje - chodz nie mam na to dowodów) to i ona poczuła się dalej okłamywana a co za tym idzie mam nadzieję, że jak i ja straciła zaufanie - czy on ją kocha czy była tylko zabawką w jego rękach.
    Ale czapla ja nic nie skłaałam użyłam tylko słów które zostały wypowiedziane, samą prawdę.

    A powiem ci tak jak by mi się zapytał czy z nią rozmawiałam - wtedy skłamie - wyprę się wszystkiego.
    To straszne co robie. Ale straszniejsze jest to co on zrobił mnie i dziecią.

    Mineło 2 miesiące. Jest spokojnie, ale wcale nie jest dobrze. Nadal jest pewne napięcie między nami w szczególności po mojej stronie, mam do niego zal zal zal. I do końca nie wiem czy tamto to już koniec i wcale nie jestem pewna czy moje małżeństwo przetrwa.
    On hmmmm pewnie ubolewa nad stratą kochanicy.
    Najgorsze jest to, że już nie myślę o nim tak jak kiedyś. To już nie jest mój książę.
    Już nic nie jest tak samo. Nic nic nic.

    Tak należy ich zaangazować do dzieci - to napewno. Ale nie zmusimy do kochania nas. Może czas coś tu zmieni a może nie?????

    Narazie kończę pa

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-29, 14:05:43               Odpowiedz

    Meg zgadzam się z JG - musimy zacząć wymagać, a nie prosić o miłość, o chwilę dla siebie, żeby był dla dzieci.
    Od momentu, kiedy ja postawiłam warunek, że ma zostać tylko jeżeli mnie kocha poczułam się trochę lepiej. Nie czuję się już jak żebraczka.
    Nie przestałam go kochać ale jeżeli on nie będzie kochać mnie - to po co mi takie życie ??????.
    Powiedziałam mu to i wiesz co już nie jest taki pewien, że nic do mnie nie czuje, a może się tylko przeraził, że straci mnie i dziecko.

    Z drugiej strony myśli o wynajęciu mieszkania - ona mu to doradza hmmm. Chce mieć na niego większy wpływ?

    Zapytałam go co dla niego oznacza to, że mu wybaczam, co usłyszałam - alternatywę. Ale ja nie jestem i nie chcę być alternatywą. Albo mnie kocha albo nie !!!!!!!!!
    My dużo rozmawiamy, widzę, że nasze rozmowy prowadzą do tego, że on ma coraz większe wątpliwości. Mówię, mu, że nie taki jest cel moich pytań i mówienia tego co czuję. Ja przede wszystkim chcę jego decyzji, tak albo tak.
    Myślę, że jak już się określi to potem jeżeli zostanie będzie łatwiej. Chociaż może być i tak, że będzie dalej mnie okłamywać (przecież swojej "nowej miłóści" też nie mówi wszystkiego.
    Sama już nie wiem...........

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-29, 13:50:25               Odpowiedz

    Musisz być silna. Każda z nas na początku usłyszała wiele wiele wiele przykrych rzeczy, jaka to ona wyjątkowa, jak jego zycie odmieniła, jak ma to coś w sobie itp itp itp. Z czasem w moim przypadku coraz mniej o tym rozmawiamy, bo te rozmowy do niczego nie doprowadzały tylko do moich i jego nerwów, rozterek, przykrości. My już o tym nie rozmawiamy, ale prawda jest taka , że to nadal jest między nami. On nie jest jak kiedyś, ja nie jestem jak kiedyś, czasami jest uprzejmie, czasami miło a czasami znówm do d..y. Ja mogłabym na okrągo mu wypominać, chciałaby na okrągło aby mnie zapewniał, a on poprostu nie chce o tym rozmawiać. Też zadaję sobie pytanie - bo nadal z nią jest i wolałby nie kłamć??? bo leczy się z tej miłości, bo nie chce ranić mówiąc, że myśli o niej. My nie potrafimy dziś rozmawiać o tym. Rozmawiamy o dzieciach - przedewsztsrkim.
    Niby dochodzi do zbliżeń, a jednocześnie jesteśmy obok siebie nie razem a obok.
    Raczej doprowadzam do zblizeń. Z różnych powodów, bo z czasem byłoby coraz trudniej, bo chcę mu pokazać, że może mieć jeszcze ogień w sypialni i ewentualnie w sądzie powiem, że zrobiłam wszystko aby utrzymać małżeństwo.
    I wiesz - to jest straszne, bo nigdy tak do tego nie podchodziłam. Wierzyłam w miłóść, wierność, uczciwość. A teraz muszę grać aby coś dla siebie i dzieci ugrać.
    Życie jest straszne. Prawda jest smutna. Jaki będzie finisz ?????????????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-29, 12:13:21               Odpowiedz

    Czas pokaże co wybrał, a poki Twój jest w domu to też jest z Wami. Nie mam pewności, że już nie jest z kochanką. Mogę wierzyć jego słową, które jeszcze przed chwilą kłamały. Więc tylko czas pokaże. Mój w delegacjach się z nią spotykał a w delegacje nadal jezdi. Więc jak jest wie tak naprawdę tylko on. Życzę ci dużo zdrówka, trzymaj się

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-28, 21:18:08               Odpowiedz

    Czego zazdroszczę? Tego, że wybrał życie z Tobą i dziećmi. Masz szansę wszystko poukładać. Ja nie mam nawet tego.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: donia19745   Data: 2009-03-28, 20:29:24               Odpowiedz

    Chyba ta 13-stka jest pechowa.Ja jestem małżeństwem z 13-letnim stażem i mój mąż też powiedział z dnia na dzień,że się odkochał.Fakt była to też moja wina,.Dowiedział sie o moich dużych pożyczkach,przez które mieliśmy problemy,ale już wyszlismy z nich razem.Jednak cały czas korzystał z tych pieniedzy,nie pytają skąd je mam.Jednak moje małżeństwo poległo,tzn.jesteśmy razem,mieszkamy,mamy dzieci,jednak stwierdził,że już mnie nie kocha,bo się na mnie zawiódł.Ok ma do tego prawo,ale jest bardzo ciężko i też nie mogę się z tym uporać.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-28, 20:25:42               Odpowiedz

    Czapla czas podobno leczy rany - ale ile rok, 2, 3 lata?????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-28, 20:01:23               Odpowiedz

    zazdroszczę?????? Czego????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-28, 19:57:57               Odpowiedz

    dlaczego to on o mnie nie walczy. Czy będę potrafiła z tym poniżeniem żyć??? Dlaczego to ja walczę a nie on.
    Czy kiedykolwiek będę potrafiła bez niego żyć. Czy to jedyna szansa? a może nigdy go z domu nie wykopie? tym samym upadlając siebie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-28, 19:55:46               Odpowiedz

    Meg zazdroszczę, chociaż przeraża mnie taka sytuacja - ta niepewność.

    U mnie wielka niewiadoma. Postawiłam warunek, że ma zostać jeżeli mnie kocha - inaczej tego nie chcę. Powiedział, że potrzebuje czasu - ale to się chyba wie - prawda?

    Nie wiem ile jeszcze wytrzymam - on nie chce już rozmawiać. A ja nie chcę tkwić w tej niepewności.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-28, 19:47:36               Odpowiedz

    Chciałabym wiedzieć jaki będzie finisz.
    Czy można kiedyś wybaczyć, zapomnieć i zyć z uśmiechem na twarzy. Dziś patrzę na niego i z jednej strony nienawidzę z 2 - iej boję się, że odejdzie. Czy ktoś to rozumie.
    Chodz on tego nie powiedział - czy mógł przestać kochać?
    Mnie - ją?
    Czy jest tylko dla dzieci?
    Czy to tylko kolejna chwila

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-28, 19:44:33               Odpowiedz

    dziś 2 miesiące jak wszystko wyszło.
    Moje zycie wygląda zupełnie inaczej. Uszło ze mnie szczęście radość wiara.
    On - hmmm. Kto t wie co myśli. Jest z nami ciałem ale czy myślami? Nie jest tak jak kiedyś niestety nie i chyba nigdy już nie będzie.
    Szkoda.
    Bo było naprawdę dobrze.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-28, 10:48:36               Odpowiedz

    Jeszcze nie wrócił, córka od rana już nie pyta o niego nie chce nawet do niego zadzwonić.

    Ja siedzę i ryczę - cholera jak to boli. Ale nie będę już dłużej prosić - wie, że go kocham i wybaczam ale to co robi ze mną teraz to już przesada.

    Dlaczego to tak boli???????
    Jak można zrobić komuś taką krzywdę?????

  • KAJA.......

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-28, 08:21:46               Odpowiedz

    Długo nie piszesz ,co u Ciebie? trochę się martwię.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-28, 08:20:45               Odpowiedz

    przecież nie musisz go wcale przyjmować, a jak będzie winić Ciebie to możesz mu zarzucić że on sam pierwszy zrobił skok w bok i mógł być przynajmniej wierny w stosunku do Ciebie.
    Wiesz - mozesz sprawdzić czy mu na Tobie zalezy, spytaj sie że skoro on się puszcza z pierwszą lepszą ,to w takim razie i Ty znajdziesz sobie kochanka i byleby Ci nie przeszkadzał w drodze do szcześcia.

    Ja bym oświeciła biedaczkę która też jest okłamywana. Niech wie że Twój mąż i z Tobą uprawiał seks. Jemu teraz wygodnie i na dodatek niszczy Ciebie psychicznie, chcesz na to dalej pozwalać?
    A jak będzie miał jakieś ale że mu stanełaś w drodze do szczęścia to niech spi***ala, mógł być wierny swojej wybrance.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-28, 07:54:40               Odpowiedz

    Jak pisałam wczoraj mój mąż wybierał się do pabu z "kolegami" - tak powiedział w pierwszej wersji. Wiecie co usłyszałam jak wychodził? Jadę do (tu pada imię tej sz...ty) potem idziemy do pabu wrócę jutro rano, będę w domu cały dzień, bo córka mnie o to prosiła. Szczerość aż do bólu prawda. Zresztą sama się o to prosiłam, chciałam, żeby był szczery i już mnie nie okłamywał.

    JG przeczytałam to o czym pisałaś wyżej, przemyślałam i dziś jak wróci to mam zamiar mu powiedzieć, że mam dość. Kocham, go ale skoro "jego miłość do mnie się wypaliła i nic już nie czuje" to niech spada. To on zdradził nie ja. Pomimo problemów jakie mieliśmy mógł przyjść i porozmawiać, a nie szukać innej. Ja tak nie zrobiłam.

    Spytałam go wczoraj czy on słyszy co do mnie mówi i usłyszałam, że teram mu łatwiej, kiedy już wiem, przynajmniej nie musi mnie okłamywać. K..wa przecież ja i moje dziecka nie mamy już od dawna męża i ojca, a ja nie potrzebuję ochłapów. Skoro mnie już nie kocha i te kilka miesięcy znaczy dla niego więcej niż nasze współne 15 letnie życie to good bay.

    Córka jak się dziś rano się obudziła to powiedziała, że tatuś "może" będzie się dziś ze mną bawić - obiecał. Prawie się przy niej rozpłakałam - ale byłam silna.

    Jej słowa utwierdziły mnie o słuszności podjętej przeze mnie w nocy decyzji.

    Kontaktować się z tą sz..tą nie mam zamiaru. Po co się jeszcze bardziej dręczyć. Jak jej powiem to co mi to da? Jak jej nie będzie zależało na nim tak bardzo jak mnie to go rzuci a on wróci do nas (bo nic innego mu nie zostanie) i będzie ciepieć i winić mnie, że mu przeszkodziłam w drodze do "szczęścia". Na taki układ się nie zgadzam - wraca i jest z mani bo nas kocha, tylko się trochę pogubił albo niech nie wraca w ogóle.

    Trzymajcie kciuki - idę do dziecka, wynagrodzić jej cały ten ostatni tydzień.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-27, 22:45:50               Odpowiedz

    sorry oglądałam film.
    Meg, wsłuchaj się we własne emocje i podejmij decyzję. Przedewszystkim nigdzie nie jedź jeśli to ma być poza, bo widzę ze masz do tego skłonność, bądź szczera ze sobą. Jeśli naprawdę potrzebujesz sie oderwać od niego to jedź ,jeśli chcesz mu tylko pokazać co by było gdyby był sam to moim zdaniem bezsensu.

    czapla ,wysyłałam wyzej link Meg do książki "Miłość potrzebuje stanowczości" Sorry ,ale Ty jesteś klasycznym przypadkiem chryzostonomowym. O co mi chodzi. Jan Chryzostom pisał że kobieta nadaje się tylko do zaspokajania męskich rządz ,a zostaje uświęcona tylko przez macierzyństwo (co za tym idzie ,również ślub). Ty chcesz się utrzymać swojej życiowej misji, która polega na założeniu rodziny i utrzymaniu jej w całości, niezaleznie od wszystkiego ,czujesz sie odpowiedzialna za to że mąż znalazł kogoś innego a to on powinien się wstydzić. Nie zaszkodziłoby tą pannę oświecić że mąż sypiał z Tobą kiedy był już z nią.

    Miki, Coś mi się wydaje że żal i nienawiść z czasem Cię zdominują. To niebezpieczne uczucia i doprowadzą do końca związku. Twój mąż musi zmienić nastawienie do Ciebie i do rodziny ,a Ty też musisz zacząć wymagać, a jak coś nie pasi to droga wolna. Miej odwagę pragnąć i wymagać.

    Jutro spróbuję napisać coś więcej

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-27, 21:27:40               Odpowiedz

    JG jesteś tam?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-27, 17:17:23               Odpowiedz

    JG zastanawiam się czy nie zrobić czegoś co nigdy nie robiłam, chciałabym go zaskoczyć, ale nie dla niego chciałabym aby mu kopara spadła.

    Wiesz ja nigdy nie wyjechałam nigdzie bez niego - nigdy. Wiadomo, że sama to nie wchodzi w grę (z dziećmi).

    Zastanawiam się czy nie pojechać na weekand do mojej rodzinki z dziećmi bez niego. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Niech sam zostanie w domu. Pewnie będzie mu tu bardzo dobrze, samemu bez obowiązków, ale i może zastanowi się nad tym dlaczego nie chciałam jechać z nim.

    JG co sądzisz.

    Powiem Ci, że sama mam na to ochotę aby pojechać do rodzinki i przez chwilkę odpocząć od niego i domu.

    Czy lepiej dziś tego nie robić?


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-27, 16:42:00               Odpowiedz

    Mnie również przraża ten weekend. Od poniedziałku nie robię prawie nic poza czytaniem Waszych historii. Niektóre pomagają, a inne wręcz przerażają. Mój mąż idzie dziś z "kolegami" do pabu - myślicie, że wróci na noc. Sama się z tego śmieję jak to piszę. Kurcze jestem strasznie zła, zła, zła......

    Do tego wszystkiego ja nawet nie mogę się nigdzie ruszyć - dziecko mam chore od tygodnia. Najgorsze jest to ,że ją zaniedbuję - bo siedzę przy kompie i czytam, czytam, czytam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-27, 16:31:43               Odpowiedz


    JG dziękuję za rady. Narazie zukam dobrego psychologa. Zdecydowanie muszę znależć sposób na relaks. Co mi przyniesie weekand?????? Hmmm zobaczymy.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-27, 16:16:17               Odpowiedz

    Miki powiem tak, mój mąż również jest uprzejmy. To nie jest to co było kiedyś poprostu jest. Też do mnie nie wydzwania nie pisze sms-ów. Jest. Podobnie jak ty mam ataki złości i wykrzykuję mu to i owo, ale powiem ci, że naprawdę bardzo bardzo się staram aby do tego nie doprowadzać. Nie dla niego dla siebie.
    Wcale nie jest mi dobrze jak mam taki dzień gdzie wyrzucam wszystkie brudy na wierzch. Wczoraj wałśnie miałam taki dzień. Skakałam mu do oczu jak w....ny kogut, wypominając to co zrobił, i wiele jeszcze innych bolączek i wiesz co w końcu nad samą sobą chciało mi się płakać - nad samą sobą.
    wiem ze mamy prawo do tych nastroji ale mysle ze tym przegrywamy. on powinien załowac tego co zrobił a nie patrzec i myslec mam dosc gderania tej baby. JG kiedys mi napisała aby mu nie ułatwiac - I własnie o to chodz tym zachowaniem ułatwiamy im odejscie, wybielenie siebie za to co robią.
    Miki nie zostało nam nic innego jak tylko czekać zobaczyć co przyniesie czas. Mój o terapi nawet nie chce słyszeć, szkoda ale nie ma motywacji aby ze mną tam pójść.
    On się stara - ale te starania w większości na dzieci przelewa, wobec mnie powiedziałabym to tak, że wzioł mnie na przeczekanie - tak ja bym to okresliła. Jest miły, uprzejmy, jak jest w domu chce np. ze mną kapać dziecko, chce abyśmy razem jakiś film pooglądali, ale nie nosi mnie na rękach, nie kaja się, nie przeporasza i nie chce wracać do tego co się stało.
    Co mi to przyniesie - nie wiem. Może to jego sposób na to aby zapomnieć o niej, może nie chce mnie przepraszać a woli aby czas wyleczył rany, a może poprostu udaje ze coś może być dobrze a jest z nią - miki nie wiem nie wiem. I nie zostaje mi nic innego jak zobaczyć co przyniesie czas.

    Staram się panować nad emocjami - ale nie dla niego dla mnie - aby np. nie mógł w sądzie powiedzieć, że moje zachowanie coś wywołalo. Jesli mamy się rozstać, to on nie powinien mieć argumentów na mnie. To ja na niego powinnam je mieć.

    Pozatym po takiej burzy - sama ze sobą zle się czuję. Już wiem, że nigdy tym zachowaniem nic nie wygram, a przecież chodzi nam o to aby coś uzyskać. A podobnie jak ty jedynie co uzyskuje po pyskówce - to słysz ę mam dosyć ...

    Miki trzymaj się

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-27, 14:22:30               Odpowiedz

    JG on twierdzi ze ja się nakręcam i mam urojenia i sama doprowadzam się do takiego stanu, płaczę, krzyczę. Napisał mi że za dużo dzisiaj usłyszał. Najgorsze że poniosło mnie przy dzieciach. Skąd on ma ten spokój, tłumaczę sobie to tym że mu nie zależy i ma mnie w dupie. Wiem ze nie powinnam o niej z nim rozmawiać ale to mnie tak dusi w środku że nie potrafię, zwłaszcza jak widze jego obojętność. On twierdzi że zaczeliśmy coś powoli budować a ja to burzę. Jak mu mówię co czuję i dlaczego tak reaguję to znów winę zwala na mnie. Czasami chciałabym aby zniknął z mojego życia raz na zawsze i chce o nim zapomnieć. On mnie wykańcza psychicznie. W poniedziałek jedziemy na terapię, powiem tej Pani jak sięczuję i jak odbieram jego zachowanie i nie potrafię się opanować, ciekawe co ona powie. Nie wiem czy kiedyś mu zapomnę, naprawdę się staram. Gdyby tylko troszkę mnie uspokoił i przytulił ale on nie bo twierdzi że po takiej awanturze nie ma na to ochoty. Jak mógł po kilku tygodniach znajomości przekreślić całe nasze zycie. Twierdzi ze sie odkochał, podkreśla oczywiście że został dla dzieci i powinnam docenić to ze czasami zadzwoni, odpisze czy podejcie i przytuli ( 2 razy ). Może za dużo chcę od razu, za szybko ale taka właśnie jestem.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-27, 12:51:37               Odpowiedz

    Na pewno nie będzie lepiej. Z dnia na dzień będzie coraz gorzej.
    U mnie to co przechodzisz przez 5 dni trwało 2 miesiące.
    Raz był w domu, innym razem nie.
    Współczuję bardzo, ale radzę Ci olać go totalnie. Traktuj go jak powietrze. Mówię Ci z własnego dośwadczenia. Nie warto się poniżać, bo nie masz dla kogo.
    On decydując się na to wiedział doskonale co robi.
    Oni nie określają się tak szybko. 2 miesiące to za mało na określenie się, a co dopiero 5 dni.
    Mu jest dobrze tak jak jest. Nie zrezygnuje z tego sam. Pomóż mu.
    Poczytaj wątek: pomóżcie kochani - zdradzona.
    Miałam to samo tylko dłużej. Współczuję. Również nie wiem co robić, ale mam nadzieję, że to minie - oby szybko.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-27, 12:31:34               Odpowiedz

    Totalna beznadzieja - wylazło z niego zwierze. Wczoraj pojechaliśmy na zakupy - tak zwyczajnie - ale było okropnie (ukradkowe sms-sy, itp.). Nie wytrzymałam - te bzdury o rozstanu się w przyjaźni, ble, ble, ble..... Tak jak napisałaś JG zapytałam czy może teraz stworzymy milutką rodzinkę we troje - wiecie niedzielne obiadki, odwiedziny. To go wkurzyło. Do tej pory ja byłam spokojna i opanowana - czekałam na jego decyzję, rozmawiałam o różnych ewentualnościach, zapewniałam, że go kocham i mu wybaczam. Czułam, że tak muszę, chociaż wiem, że codziennie się z nią widuje i w pracy i po pracy. Nie było jakiejś dzikiej awantury, ale powiedział chyba trochę za dużo - jak będziesz utrudniać to ...... same niemiłe rzeczy. Dziś pewnie nie wróci do domu na noc. Kocham go, chcę żeby z nami został, staram się wierzyć, że nam się uda. On nie wie jeszcze czy odejść czy zostać (chociaż po mału myślę, że jest zdecydowany tylko się boi). Pozostaje jeszcze kwestia oszukiwanie jego wielkiej miłości - przecież nie powiedział jej do tej pory, że będąc z nią kochał się ze mną. Wczoraj jak o tym rozmawialiśmy to zapytał czy chcę do niej zadzwonić i jej to powiedzieć - "żeby ją zranić". Żenada.

    Postanowiłam sobie, że nie będę tego znosić. Niech się już w końcu okreści. To dopiero 5 dni od kiedy mi powiedział, a ja już wymiękam - chyba jestem słaba.

    Czytam jak sobie radziłyście po kilka miesięcy i was podziwiam.

    A może to tylko gorszy dzień?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-27, 10:36:06               Odpowiedz

    Miki, wspólczuję. Ty też musisz walczyć o przestrzeń dla siebie. Krzycz, wrzeszcz, wymagaj od niego zachowania jakby miał być w związku. Inaczej będziecie tak przechodzić od zdrady do zdrady ,najpierw Ty ,a później on i kazde będzie coś chciało dla siebie ugrać, on nie chce się niczym dzielić, Ty czujesz się wykorzystywana więc będziecie walczyć. Mówiłaś że on już się wczesniej tak zachowywał ,przez pierwsze dziesięć lat ,później Twoja zdrada ,a on zaczął się starać ,teraz jego zdrada i to on chce wszystko (a raczej powinno wyjść na zero).
    Pomyślałam przez chwilę ze mogłabyś mu zagrozić że jak nie zmieni zachowania to ma odejść, to mi wygląda jak jakiś szantaż - mogę robić sobie co zechcę, a Ty masz siedzieć w domu i zajmowac się wszystkim bo inaczej koniec z naszym małżeństwem. Ale na początek nie rób mu ani jedzenia ani prania ani uprasowania, później warto byłoby to poruszyć na terapii waszej, wylej wszystko z siebie co Ci lezy i niczego nie ukrywaj. Powiedz też że autonomia nie znaczy samowola i jest dalej w związku więc nie będzie sie zachowywał jak kawaler lub zrób co innego - sama zacznij go olewać, nie mówić o wyjściach , dzieci podłóż gdzieś u znajomych lub u babci.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-27, 09:55:49               Odpowiedz

    Osiągnełam dzisiaj totalne dno, nie wytrzymałam i wykrzyczałam mu wszystko prosto w twarz. On zachowuje się jak Pan i władca. Nie zadzwoni nawet ze wraca pozniej po pracy do domu, o niczym mnie nie informuje bo przeciez nie musi. Robi to na co ma ochote, kompletnie nie liczy sie ze mna i moimi uczuciami. Starałam się dostosowa do rad Pani psycholog i nie rozmawiac z nim o przeszlosci, nie grzebac mu w kom, byc spokojna i opanowana ale on wykorzystuje to na maksa. Doprowadza mnie do skrajnosci. Czy tak trudno jest zadzwonic i powiedziec ze bedzie sie pozniej? Nie rozmawia ze mna bo nie ma o czym. Chce miec wszystko dla siebie, zyc jak kawaler a przy okazji sliczna rodzinka na pokaz. Ja praca, dom, dzieci i czekanie na drobny gest, czule słowo ale nie doczekałam sie jest jak beton. Mam dosyc, moze nawet wolałabym aby odszedł. Potrzebna mu jestem tylko do uszykowania śniadanka, obiadku, oprania, uprasowania a on gosc w domu. Do niej to pisal i dzwonil. Nienawidze go za to co mi o niej mowił, to boli bardziej niz to ze mnie zdradzil. Czasami tak go nienawidze ze chcialabym aby ktos tak go zranil jak on mnie, jest bezwzgledny i okrutny. Co z tego ze niby z nia skonczyl ale wobec mnie nie stac go na nic a to mnie zabija, nie chce tak zyc, nie potrafie ... pewnie sama wszystko spieprze ale tak jestem nie umiem udawac i czekac.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-26, 16:31:30               Odpowiedz

    czapla -> może od razu mu zaproponujesz żeby przyprowadził kochankę do domu i żebyście stworzyli wielką poligamiczną rodzinę gdzie Ty i Twoja córka będziecie odsunięte na bok jako miły dodatek?

    Meg co się dzieje? Co sobie mówicie?
    Jak masz ochotę na niego na wrzeszczeć to jeszcze raz Ci przypomnę żebyś zaczeła stosować ćwiczenia relaksacyjne. W sumie to tutaj jest jeden kurs-> http://www.seremet.org/kurs_relaksacji/
    No i dobry psycholog to podstawa.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: balanga   Data: 2009-03-26, 16:12:20               Odpowiedz

    Wprawdzie pytasz JG, ale postanowiłam odpowiedzieć, tym bardziej że odpowiedzi udzielił już lekarz: Idź do psychologa. Bardzo cenię różne wspierające wypowiedzi tu na forum, ale w stanie jakim jesteś nie powinnaś opierać się na poradach forumowiczów, a właśnie iść do psychologa i to jak najszybciej. Znajdź kogoś dobrego i odpowiedzialnego. Powodzenia

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-26, 15:46:47               Odpowiedz

    JG jest fatalnie. Skaczemy sobie do oczu. W szczególności ja. Psychiatra wysłał mnie do psychologa. Wszystko do d ... jestem słaba, wybucham złością atakuję go. I jest to silniejsze odemnie. A jednocześnie nie chce zostać sama. JG co robić?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-26, 15:01:13               Odpowiedz

    Chyba zacznę go namawiać, żeby jej powiedział, że spał ze mną będąc jednocześnie z nią. Myślę, że tego nie robi bo boi się ją stracić, a na obecnym etapie nie chce palić za sobą mostów.

    Chciałabym, żeby się już określił tak albo tak. Codziennie rozmawiamy i te rozmowy bardzo mi pomagają. Jak jest w domu to jestem spokojniejsza. Jak wychodzi do pracy i wraca koło 20-21 i wiem, że jest praktycznie cały czas z nią to wariuję. Tracę pewność siebie, wiarę i zaczyna brakować mi nadziei.

    Myślę, że jej wczorajsza próba kontaktu ze mną na gg to rodzaj prwokacji z jej strony, żebym zniżyła się do jej poziomu (ona posunęła się nawet do tego, że przesał naszej córce kartkę na urodziny, które niedawno obchodziła). Żeby mogła oczernić mnie w jego oczach, powiedzieć jaka jestem zła i ją nękam. Kiedy mi powiedział o tym, że kogoś ma chronił jej tożsamość - chociaż ja zapytałam wprost czy to właśnie ona.

    Bardzo boli mnie to, że córka ją zna i lubi - traktuje nawet jak starszą koleżankę (pozwoliła jej mówić do siebie po imieniu). Mąż jest raczej z tego zadowolony - nawet spytał czy mnie to nie cieszy - odpowiedziałam, że raczej martwi bo jak już się określi i odejdzie to córkę jeszcze bardziej zaboli, że osoba, któą lubił zabrała jej tatusia.

    Wierzę (a raczej staram się wierzyć), że w niedługim czasie będę mogła tak jak Syrtan i Kaja napisać, że się opamietał, wrócił, stara się wszystko naprawić i zacząć wszystko od nowa.

    Czy nam się uda?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: czapla   Data: 2009-03-26, 13:27:09               Odpowiedz

    Witam wszystkich - moją historię poznacie z postu "czy jest dla nas szansa". Na dzień dzisiejszy wszystko zawieszone jest w próżni. On nie podejmuje decyzji - codziennie rozmawiamy. Jak pisałam wczoraj ona sama "przez przypadek" napisała do mnie na gg - takie są jego wytłumaczenia. Ja nie szkałam z nią kontaktu - oczywiście domyślałam się kim jest. Nie sprawdzam jego komórki (zresztą dla niej ma oddzielny numer), staram się go nie kontrolować, wiem, że razem pracują i maja codziennie kontakt. To boli bo jak coś w pracy nie tak to ona zawsze jest na miejscu. Zapytałam go wczoraj czy ona wie, będąc z nią (kiedy ja jeszcez nie wiedziałam) on sypiał ze mną - powiedział, że nie wie. Jestem w totalnej rozterce - on oszukuje ją i mnie. Ja mu już chyba wybaczyłam ten romans chcę żebyśmy zacęli od nowa. On się zastanawia. Ja niem mam z kim pogadać wszyscy są zajęci, a ja mam coraz większe wątpliwości. Nie wiem już co robić.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-25, 19:40:53               Odpowiedz

    Wiesz dziś to dla mnie naprawdę bardzo trudne - to wszystko co robiłam na początku bardzo zle dziś na mnie wpływa. To nie byłam ja. wiesz poczułam się tak jak bym sama siebie nie szanowała. Zresztą dziś mam ogromny zal.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-25, 18:02:16               Odpowiedz

    Kaja rzadko tu wchodzi, ten temat ją dołuje.
    Poproś o mail jak będzie.

    Ja wierzę tylko w tantryczne małżeństwo czyli jedność na poziomie 6-ściu czakramów( 7-my to już więź z Bogiem). Sztuczne sakramenty do tego nie są potrzebne ,bo taki zwiazek sam zostanie pobłogosławiony.

    Twój facet zachował się po prostu jak facet - nie było seksu wiec postanowił sam na własną rękę szukać rozwiązania bez konsultacji z Tobą żeby się zaspokoić myśląc że takie rozwiązanie będzie najlepsze dla wszystkich, oczywiście nie przewidział że się zakocha.

    Masz jednak mocny atut - dwoje dzieci ,miłość do nich jest silniejsza niż do kogokolwiek innego (no chyba że jest totalnym łomem i dzieci nie są dla niego czymś wartościowym)
    I może to własnie go odmieni i zapomni o tamtej raz na zawsze. Ja wiem że to może być trudne dla Ciebie, ale może warto dalej inicjować zbliżenia? Może to paradoksalnie was do siebie zbliży? oczywiscie tylko wtedy jak będziesz gotowa, albo kiedy on daje lekkiego buziaka to Ty spróbuj go pocałować tak namiętnie. Ale tylko wtedy gdy będziesz miała na to ochotę, kiedy masz okres że nie chcesz go widzieć to lepiej tego nie robic, będzie to sztuczne.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-25, 15:00:08               Odpowiedz

    Jestem (staram się być spokojna) wiesz czas czas i czas pozwolił mi się trochę utozsamić z myślą, że być może to koniec mojego małżeństwa.
    Masz rację, że nie wierzysz w tę instytucją ja już chyba też nie wierzę, ale dla dzieci chciałabym spróbować raz jeszcze. Oczywiście już troszkę inaczej, powoli usamodzielniać się, zbierać sobie pieniążki tylko dla siebie i dzieci o których on nie wie i ewnetualne dowody aby walczyć o to abym z dziećmi zbyt wiele nie straciła.

    Wierzyłam w niego za bardzo za bardzo. Dziś się zastanawiam jak mogłam do tego doprowadzić, że aż tak zawierzyłam facetowi. Może i popełniłam parę błedów w małżeństwie, ale pomimo tego on powinien ze mną porozmawiać chcąc coś zmienić a nie brac sobie do łóżka jakąś młódkę.

    Staram się psychicznie przygotować np. na to - że usłyszę odchodzę. Może do tego nie dojdzie (dziś bym się z tego cieszyła) ale robię to też dlatego aby próbować zyć sama dla siebie i dla moich córeczek. Za jakieś parę miesięcy wróce do pracy, pewnie poczuję się lepiej.

    Wiesz teraz nie opłaca mi się wracać i tak z tak małym dzieckiem wiele nie zmienię a jak on odejdzie to i na mnie alimenty będzie płacił.

    Oczy mu się otworzą - jaka droga jest ta jego miłość.

    Zrobię wszystko aby jak najwięcej z tego co dziś mamy było dla moich córek. Jeszcze nawet nie wiem czy to mozliwe, ale chodzbym miała się zapożyczyć weznę najlepszego adwokata, aby tylko moim dziecią zostało bo tacie jak najwięcej.

    Nie wiem czy ten spokój w domu tak na mnie wpływa czy poprostu wewnetrznie poczułam się silniejsza.
    cHODZ mam tez wiele lęków i nocnych koszmarów.






  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-25, 14:39:40               Odpowiedz

    JG nie wiesz co u Kaji??? Czy im się jakoś pooukładało.


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-25, 12:06:27               Odpowiedz

    Nie wiadomo czy zdają sobie sprawę ,pewnie by zdawali gdybyście Wy zdradziły. Jednak może z czasem dojść do niego jaką krzywdę Ci wyrządził i zacznie się kajać i przepraszać.

    Jednak tutaj faceci lubią sobie tworzyć podwójne standarty moralności tzn kobieta ma być wierną penelopą i czekać ,a mezczyzna może być buchajem rozpłodowym ,na szczęście ta podwójna moralność powoli umiera.

    Meg bądź spokojna, zawsze go możesz wyrzucić za drzwi i ściągnać alimenty. Hmm a nie próbowałaś go namiętnie pocałować kiedy on się nachylał na tego delikatnego buziaka? Oczywiście musisz sama tego chciec, nic na siłę.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-25, 10:55:05               Odpowiedz

    U mnie aktualnie wygląda tak, że on bardzo drobnymi gestami typu buziak w policzek, czy stwierdzenie do starszej zobacz jak mama dziś ślicznie wygląda zbliża się do mnie.
    Hmm na pytanie co znią słyszę - znów wracasz do tego tematu. Ale w końcu mówi, że koniec.
    Nie staram się w to wierzyć. W gruncie rzeczy wcale mu nie wierze, wcześniej potrafił kłamać to i teraz może.
    Nie narzucam się mu, poprostu jestem. W gruncie rzeczy on też. Poprostu jest tak dziwna cisza, spokój, nie jest tak, że skaczemy sobie do gardeł ani nie jest tak jak było kiedyś. Staram się go bardziej obciązyć dziećmi., żeby wiedział ile jest przy nich do zrobienia.
    nIE wiem co czas przyniesie - nie wiem nie wiem. On mówi, że tamtego związku nie ma. I tyle żadnych wielkich wyznać, że kocha, sms -ów miłosnych, kwiatów. Poprostu wraca po pracy do domu i jak się uda to wspólnie zajmujemy się dziećmi. Niedużo rozmawiamy, a jesli tak to o dzieciach. Co to przyniesie????
    Dziś nie mam siły być jego kochanką, szykować mu wytrawnych obiadków czy robić masażów. Dziś nie mam na to siły ani ochoty. I tego nie robię. Może żle????? Może.

    Zastanawiam się czy oni wogóle wiedzą co nam zrobili jak ich zdrada nas boli,jak zmienili nasze życie- CZY ONI ZDAJĄ SOBIE Z TEGO SPRAWĘ??????
    Czy ubolewają nad utratą kochanki?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-23, 17:36:04               Odpowiedz


    aaa

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-23, 15:29:58               Odpowiedz

    Nie wiem czy Cię oszukuje czy jest szczery, może jest szczery. Znam taki przypadek gdzie mąż po zdradzie był cacy chodził na każdą terapię którą żona kazała ,zabierał żonę na randki i w ogóle cud miód i orzeszki a okazuje się że jego romans się nie skończył a dalej trwa od dwóch lat (jedynym w zasadzie cieniem podejrzenia był brak ochoty na seks ,poza tym wszystko jak najlepiej). Więc jeśli miałby okłamywać to mógłby to lepiej robić i być sprytniejszy.

    Jeśli powiedział że was kocha to być może idzie to w dobrym kierunku, po tym co wcześniej gadał nie rzucałby takich wyznań teraz, chyba że próbuje być sprytny i chce Ci dać iluzję że powoli wraca do was.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-23, 11:13:15               Odpowiedz

    JG
    u mnie wygląda tak.

    Nie rozmawiamy zbyt wiele tyle ile trzeba troszeczkę o dzieciach, o niej wogóle o nas wogóle. On jest miły, spokojny, ale i z dystansem.
    Wczoraj ja pojechałam na zakupy a on w tym czasie zrobił obiad (sam od siebie), gdy kładł się spać pogłaskał mnie po ręce, ale ja specjalnie dziś dałam dziecko między nas (jakoś nie potrafię się do niego zbliżyć). Wychodząc do pracy delikatnie musnoł całusek w mój policzek, delikatnie się zbliżył. Pa Pa. I taki generalnie był cały weekand. Bez wielkich wyznań, rozmów, kłótni, zbliżeń. Tylko tak cicho dośc kulturalnie - tak bym to nazwała.
    Oczywiście po rozmowie o tych prezerwatywach powtórzył, że tam jest zakończone.

    JG jak sadzisz czy to jego wredna gra, czy powoli wraca myślami na łono rodziny.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2009-03-22, 10:11:36               Odpowiedz

    Uwierz mi właśnie dlatego jesteś mądra,że się zastanawiasz. Nie dajesz sobie mydlić oczu.
    Rozumiem,że z wywaleniem go na zbity pysk to nie jest taka prosta sprawa,bo nie masz wystarczających funduszy,itd. Ale pomyśl czy gdybyś miała dobrą pracę i swoje mieszkanie,to byś go wywaliła? Kochasz go(uczucie to czasami zły doradca).
    Nie wiem jak to jest z Wami. Czy macie kredyt na mieszkanie,czy też nie. Zawsze M można sprzedać i kupić coś mniejszego(chodzi mi o Was),on może sobie wynajmować. Poza tym możesz zmienić pracę. Nie myślę,że już dziś ale za jakiś czas. Co Ci szkodzi złożyć gdzieś swoje CV?
    Powinnaś się zabezpieczyć na wszelki wypadek.
    Co do podsłuchów wiem,że nimi dysponują detektywi. A gdzie możesz sama kupić? Może poszperaj w necie?
    I zastanawiałam się nad prezerwatywami. Jak dla mnie,to albo miał dwie paczki i z przemęczenia zapomniał schować drugą,albo nie spotkali się,bo kochanica miała focha,albo to ona mu je wsadziła,żeby Cię zdenerwować(kobiety tak robią wiedząc,że żony przeszukują torby,portfele,marynarki).
    Zadbaj o siebie,Twoje samopoczucie jest najważniejsze,bo jesteś matką i kobietą.
    :-)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-22, 09:14:55               Odpowiedz

    Hmmm to dość trudna sprawa (kosztowna), ale zastanawiam się nad jakąś pluskwą w aucie :-)))). Ale nie mam pojęcia skąd to wziąść, gdzie takie rzeczy się kupuje.

    Wcale nie jestem mądra. Wręcz przeciwnie, gdybym myslała to powinnam go dawno wykopać za to co zrobił mnie i dziecią, ale wiesz tak myślę, że powinnam

    doprowadzić aby wrócił na łono rodziny i dopiero teraz pokazać mu co to jest rodzina, dzieci, obowiązki ...

    bo on dotychczas miał jak w raju, poprane, posprzątane, ugotowane, wracał i się relaksował teraz powinien poczuć co to dzieci, kąpiele, wywiadówki no i no i no i nie zamierzam już być oszczędna, zamierzam trochę poszastać, aby mu na kochanicę nie starczyło.

    Wiesz to straszne co piszę, ale ja mam różne nastroje raz cierpię za to co mi zrobił, bo go kocham a raz wydaje mi się, że go nienawidzę. Czasami nie potrafię na niego patrzeć a czasami chce mi się płakać z bólu serca.

    Moji doradcy skłanaiją się do tego aby dać mu szansę, nie dla niego ale dla dzieci i dlatego, że samej byłoby mi bardzo cięzko w zyciu, bynajmniej teraz gdy dzieci są malutkie i gdy jestem na wychowawczym.

    Wiesz ja generalnie mam straszny mętlik w głowie. Miotam się między bólem (wspomnieniem tamtego człowieka) między tym, że zastanawiam się jaki on jest naprawdę, a może to kawał ...... i tyle i zawsze taki był. Ale teraz się zaangażował i wyszło jak wyszło. AAAAAAA

    Sama nie wiem. Wiem, że jeszcze nie dojrzałam do tego aby sama wystawić mu walizki, nie czuję się na tyle silmna, mocna, i nie chciałabym aby on odszedł. Jeszcze nie.

    Idę do psychiatry chcę się ewentualnie psychicznie przygotować na to.

    Mam 2 dzieci i nie mogę się iotać załamywać, bo skoro on o nich nie myśli (bo dołem pomyślał) to ja muszę być dla nich podporą.

    Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-22, 09:00:19               Odpowiedz

    Nie rozmawiam o niej. Powiem tak, wydaje mi się ale oczywiśćie mogę się mylić, że on jest tak jagby coraz blizej domu. Tak jak pisałam ostatnio to było chyba w ubiegłą środę, miał zły dzień w pracy, był zmęczony i i własnie wtedy znów powiedział o niej, że tęskni ale nie będzie mi mówił co czuje bo nie chce mnie ranić. JG mój inaczej o niej mówi niż np mąż Kaji. Mój twierdzi, że mówiąc by mnie skrzywdził a i tak ja go nie zrozumiem. Ja się go nie pytam czy on dalej o niej mysli. Po znalezieniu prezrwatyw tylko powiedziałam widziałeś się znią o czywiście zaprzeczył, kolejny raz zapytałam czy się spotykają też powiedział, że nie - nie spotykamy się. Powiem tak było ich 3 więc nie zużył rzadnej :-))). Może mu się poprostu nie udało.
    Wtedy po raz pierwszy do tamtego czasu powiedził, że kocha dzieci i mnie, ale on nigdy nie powiedział, że mnie nie kocha, mówił, ze bardzo dużo dla niego znaczę i ble ble ble, nigdy nie powiedział, że już nie kocha, też nicgy nie powiedział, że ją kocha, ale ze jest kimś wyjątkowym dla niego ważna no i ze przeszło mu przez myśl, że odejdzie do nie to były jego słowa jakiś miesiąc temu.
    Nie zadaję mu pytań co do niej czuje bo on pewnie albo by powiedział, że o niej tęskni, myśli - i po co mi to i tak wiem, że tak jest, po co sama się mam katować.

    Specjalnie wkłada - JG ale po co???? Bajęczkę???? Jaki to ma sens?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2009-03-21, 21:57:17               Odpowiedz

    Podoba mi się w Tobie to,że rozważasz różne rozwiązania. Nie przyczepiłaś się jednej opcji (jak większość;to ładniej wygląda,lepiej pasuje więc klapki na oczy i udają,że czegoś nie ma). Mądra z Ciebie babka.
    Trudno powiedzieć czy Twój mąż w coś gra. Kochał ją? czy tylko był zauroczony? Przecież to dość świeża sprawa.
    Gdybyś mogła choć na jedną delegację wynająć detektywa.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-21, 21:48:17               Odpowiedz

    Może faktycznie robił porządki ,ale może też wciska Ci kit bo wie że go kontrolujesz i specjalnie wkłada prezerwatywy aby puścić Ci taką bajeczkę.
    Przydałby Ci się kurs relaksacji i trochę ćwiczeń fizycznych żeby się uspokoić.

    Tylko coś dziwnego mi się wkrada - on powiedział że kocha Ciebie i dzieci a z nią już koniec? żadnej tęsknoty itp?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-21, 20:11:48               Odpowiedz

    Więc tak. Już wiem, że w lutym delegacje były delagacjami. Nie kąbinował z braniem urlopu. Było tak jak mówił. 1 delegacja (3 dniowa) i tyle. Przypominam, że on się z nią widywał jak jezdził w del, brał 1-2 dn urlopu. Dla mnie del 4 dniowa a tak naprawdę 1 dzień urlop a 3 w del służbowej.

    Ale ale i tu załamka.

    Znalazłam w jego torbie pezerwatywy (paczkę) a przypominam, że teraz czwartek piątek też był na del.
    Oczywiście wiska mi kit, że to stare, że z pracy z półki, bo powili sprząta w swojej szufladzie. Załamka. Załamka.

    Wróciliśmy oczywiście do rozmowy. Oczywiście mówi, że z nią koniec, że się nie spotykają itp. Że kocha dzieci i mnie.

    Między nami jest tak dziwnie, spokojnie. Po tym on starał się być naprawdę miły, tłumacząc min, że przecież wie, że go kontroluję i że gdyby chciał ukryć to by o tym pomyślał, nawet wysilił się na to aby mnie przytulić i dość dużo zajmował się dziećmi.
    Mnie jakoś dziwnie. Nie potrafię na niego patrzeć, dotykać ani nawet gadać mi się z nim nie chce.

    Hm

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-20, 19:36:40               Odpowiedz

    dziś nie mogę pisać. Odezwę się jutro

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2009-03-20, 17:08:39               Odpowiedz

    A widzisz..wcześniej nie napisałaś,a może nie zauważyłam,iż te delegacje z urlopem były wtedy. Myślałam,że to się stało teraz.
    Trudno ocenić czy jest szczery. Czasami jest tak,że jeśli ktoś się zastanawia co ma zrobić i wie,że jedna decyzja jest słuszna,a inna nie to stara się za wszelką cenę pokazać wszystkim,że myśli(w tym przypadku)o Was i przyszłości. A co będzie kiedyś nikt nie wie.
    "Tak naprawdę boję się sprawdzić czy to była delegacja czy urlop boję boję. Co mi to da. Zrobię mu awanturę ale tak naprawdę nie chcę aby odszedł. Chcę aby zakończył tamten związek i nas znów pokochał(...)" To mnie zaniepokoiło. Chcesz żeby wrócił,żeby był ale to że będzie nie fair to co? To nic? Tu będzie grał ukochanego męża,a tu będzie kochanica. Czy to nie jest powód,żeby sprawdzić? Może być tak,że jeśli nie ta panna,to kiedyś będzie inna i co? Skąd wiesz co siedzi w jego głowie? Depczesz swoją godność!!! Lepiej nie wiedzieć,lepiej się zastanawiać co on robi na tych delegacjach,lepiej się oszukiwać? Nie da się tak po prostu nagle pokochać.
    A co do tej dziewczyny. A może jej taki układ pasuje? Trudno ocenić. Może lubi niedojrzały dreszczyk emocji,ukradkowe spotkania,spojrzenia. "Szczęśliwe chwile to motyle..."

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miriam   Data: 2009-03-20, 16:59:46               Odpowiedz

    Meg czytam Twój wątek od jakiegoś czasu i myślę, że Twój mąż już się nie spotyka z tą kobietą. Rozmowy na tak poważne tematy mężczyznom przychodzą o wiele trudniej niż kobietom (wiem to z własnego doświadczenia).
    Jeżeli twierdził, że tęskni za nią to chyba tylko do iluzji, że mogłoby być piękniej niż w codziennym życiu. Spróbuj mu uwierzyć, nie dociekać, a przy tym być dla niego wsparciem i nie rozdrapuj tematu - na tyle ile Ci się uda(ile starczy cierpliwości). Zajmij się też sobą, wyjdź do ludzi, zrób coś egoistycznego tylko dla siebie, dla poprawy swojego nastroju i ucieczki od złych myśli, od nakręcania się. Powodzenia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-20, 15:51:45               Odpowiedz

    Tak naprawdę boję się sprawdzić czy to była delegacja czy urlop boję boję. Co mi to da. Zrobię mu awanturę ale tak naprawdę nie chcę aby odszedł. Chcę aby zakończył tamten związek i nas znów pokochał. Bopję się, że jak to odkryję to on wyjdzie - tak naprawdę pomogę mu wyjść. Bo co on mi powie, tak spotykam się z nią i wyjdzie. I zostanę sama sama z 2 dzieci. Pomału utożsamiam się z tą myslą, ale mnie na to nie stać. Nic tylko brutalność życia, nie stać mnie na to aby zostać samą. Jestem na wychowawczym, mieszkamy w dośc drogim mieszkaniu. Za co jak ja nie mam kasy. Jedno to to co on mi zrobił jak skrzywdził jak czuję ból w sercu a drugie to to, że żyję z jego kasy. Nawet jak wrócę do pracy to mam mały zarobek. I tego się boję, że moje zycie stanie się od krechy do krechy. Boli, że mnie nie kocha (chodz tego nie powiedział) ale myśli, tęskni o niej. Mój mi tak nie powie jak od Kaji, już teraz coraz bardziej waży słowa. Ale widzę jego zamyślenie, poirytowanie domem. Niby drobne gesty jak niby zrobienie pizzy, całusek w policzek, czy przytulenie, czy mała zabawa z dziećmi ale pewnie tak jaki piszesz to wyrzuty sumienia.

    Czuję się jak w zawieszeniu.

    Nie potrafimy rozmawiać, nawet nie potrafimy się porządnie pokłócić. Jak zaczynam rozmowe, to on ją ucina, że znów do tego wracam a on się okreslił i tak jest za każdym razem. Ostatnio te rozmowy nic nie wnoszą nic a nic. To jest tak jak by on został tylko dla dzieci z przyzwoitości a myslami (i może nie tylko) jest z nią.

    Te rozmowy do niczego nie prowadzą do niczego.

    Może on się zastanawia????? Może wzioł mnie na przetrzymanie, może ona go wzieła na przetrzymanie?????

    To jak cisza przed burzą. Boję się co z tego stanu bedzie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-20, 15:16:17               Odpowiedz

    Wogóle to boję się go pytać o wszystko. Jak pytam to słyszę, że 1000 razy mi powtarza, że jest z nami, jak pytam czy jest z nią - słyszę NIE. Co więcej - on jest zły gdy pytam. Gdy wracam do tego. Gdy go kontroluję. Gdy dzwonię co chwilkę, gdy zadaję pytania, gdzie, czy sam, a dlaczego tak a nie inaczej.
    Zmęczony tym, że na okrągło to robię a może poprostu nadal zdradza i wolałby nie odpowiadać bo kłamie.
    HMMM nie skaczemy sobie do gardeł. Niby spokój, niby normalnie a jednak dziwnie dziwnie dziwnie.
    Boję się jak wróci z del. Generalnie codziennie zanim wróci z pracy mam taki jakiś dziwny lęk, niechęs, strach przed niewiadomo czym. Z jednej strony nie chcę aby odszedł dla dzieci dla mnie dla zachowania wszystkiego tak jak jest z drugiej jak go nie ma odczuwam spokój. Wczoraj jak był w del. to mia łam taki spokojny wieczór z dziećmi. Spokojnie położyłam się spać jakoś się nie bałam, nie zastanawiałam nad jego tel. kom i nad tym co robi w koputerze czy klika czy coś ogląda. Taki spokój.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-20, 14:41:51               Odpowiedz

    Wiesz jest tak, że np. byliśmy u znajomych w krakowie i on wyrazał się, że latem jak bedzie ciepło to znowu tu przyjedziemy to starszej córci tak mówił. Albo w pażdzierniku coś ma nastąpić to mówił do mnie, że weżnie urlop aby mi pomóc na to ja mu, jak z nami jeszcze będziesz a on na to, że przecież się określił, że jest z nami.
    A za dwa dni usłyszałam jak za nią tęskni i że nie bedzie o niej nmówił bo nie chce mnie ranić itp..

    Tak to wygląda, albo on ma też niezłą huśtawkę albo liczy na to, że ona mu wybaczy i tylko na to czeka, albo albo sama nie wiem co.

    Powiem tak on ani tak jak mąż Kaji nie mówi, że odejdzie bo ją kocha ani też nie mówi, że zostanie z nami bo nas kocha.

    Wiesz jedynie co powiedział to to, że boji się od nas odejść, że jak odejdzie to zrozumie, że popełnił błąd a ja już wtedy nie będę chciała aby wrócił do naszego zycia. Jedynie to powiedział.

    Nie wiem czy czytałaś wszystkie moje wpisy. On ją też okłamał i napewno na poczatku ona go olała. Jak jest teraz nie wiem. Już więcej do nierj nie zadzwonię.

    Ale po jej wypowiedziach sądzę (ale to mój domysł), że nawet jeśli się nie spotkali to napewno on do niej pisze lub pisał, napewno chciał ją przeprosić ... czy chciał aby do niego wróciła ???? nie wiem. Ale ona mi powiedziała, że on bardzo za nią szalał, zabiegał (ale też mogła chceć się wybielić, że to nie ona rozbija małżeństwo).

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-20, 14:30:20               Odpowiedz

    Nie nie wiem jeszcze czy okłamał.
    Chodzi o to, że znalazłam dowód na to, że okłamał w grudniu i styczniu ale generalnie wtedy do tego się przyznał. Teraz czekam na pewien dokument i będę wiedzieć jak to było w lutym i marcu.

    Wyrzuty - sądzisz, że nadal się spotykają? Z tego powodu wyrzuty. Czy wyrzuty tak wogóle.

    Wiesz on pomimo tego, że mówi, że za nią tęskni też mówi, że jest z nami. Dziś on się nie przyznaje aby się spotykali.
    Ja tylko tak sobie dorabiam. No bo jezdi na te delegacje (a wtedy się spotykali), ale on mówi , że nie.
    Tak się zastanawiam, bo ta dziewczyna ona liczyła na to, że on od nas odejdzie, wiesz ona jest młoda, niemężatka bezdzietna napewno chce jakoś zycie sobie ułożyć - myślisz, że ten układ on z nami i z nią jej pasuje?????
    Ja z nią rozmawiałam i powiedziałam jej ze kocham męża, że razem powoli budujemy nasz związek, że zadeklarował się , że jest z nami. I czy ona poszłaby na ten układ?????

    Wiesz mam też takie wrazenie, że do mojego męża dochodzi w końcu to, że to nie jest tak , że on wyjdzie i już. Że jestem ja i nasza 2 dzieci. i pewne zobowiązania.

    AAAAAA. Widzisz ja sama nie wiem co myśleć.

    Nie mam żadnych namacalnych dowodów aby mnie dziś tzn od czasu gdy to wyszło okłamał. Żadnych. Nie znalazłam ani zadnego sms, ani wiadomości gg, ani emaila. To wszystko sobie domniemywam. Ona też nie pwoiedziała, się spotykają, ale zadała mi par ę takich pytań które rozwineły mi moją wyobraznię.





  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2009-03-20, 14:08:58               Odpowiedz

    Niestety myślę,że go wyrzuty sumienia zżerają i dlatego tak się zachowuje.Pozwalasz mu na to,dlaczego?Czekasz w niepewności,wiesz,że już Cię okłamał odnośnie delegacji i urlopu.Nic z tym nie robisz,chyba że chcesz żeby wrócił tylko do dzieci.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-20, 14:02:08               Odpowiedz

    U mnie sama nie wiem jak. On dzisiaj wraca z del. Właściwie już wrócił ale pojechał prosto do pracy. Podobno pracował całą noc (nie nocował w hotelu tylko zdrzemnoł się w pracy ???? Hmmm, tylko jedno mi się nasówa do głowy ((bo jak bym chciała zobaczyć wydruk z hotelu?))) ok 8.00 zadzwonił, że wraca. Zadzwonił jeszcze raz z zapytaniem jak dzieci i ze wieczorem, z starszą córcią pizzę zrobi (to ich ulubione danie, które razem zawsze robili) Hmmm. O co chodzi jednego dnia tak bardzo za nią tęskni. Pisałam wcześniej, jak jest w domu rozdrażniony, zmęczony, jak mu żle a dziś oj jak bardzo z dzieckiem chce coś zrobić.
    AAAA moja podejrzliwość mi mówi,że może ten wieczór niby to w delegacji z nią spędził, a teraz jak to JG powiedziała udaje, że nam się układa.

    Wiece co sama nie wiem co myśleć.

    Po tamtej rozmowie o niej jak za nią tęskni bardzo tak wewnętrznie spasowałam. Wyobrażam sobie jak się rozwodzę, co,mówię dziecią jak walczę o alimenty.
    A tu on dzwoni jak by nigdy nic.

    U mnie jest dziwnie, bo mój mąż stara się być grzeczny, - jak powiedział, nie będzie mi mówił o niej czy o tym co mysli o niej bo nie chce mnie ranić, nie chce abym cierpiała inaczej niż u Kaji. Kaja walczyła on też a u mnie tak złudnie niby jest spokojnie a potem znów wybucha.

    Sama nie wiem jak to rozgryżć.
    Co o tym sądzicie????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-20, 11:59:33               Odpowiedz

    Witajcie, cieszę się że ból który miałam i mnie rozsadzał od środka minął. Postawiła mnie na nogi wizyta u Pani psycholog i potwierdzenie mojego męża że tak skończył. Wczoraj moja Pani psych. (chociaż nie wiem skad to wie) też mi powiedziała że nie mam się już tym zadręczać bo na pewno oni się nie spotykają ani nie mają kontaktu. I jeszcze coś mi powiedziała, ze Ona ma już innego. Co za s..., wyrachowana i bezwzględna, ale tak ją nawet jej były mąż określił. Patrzyła złapać tylko faceta z kasą i siebie ustawić. Nie liczyła się ani z moimi uczuciami ani z dziećmi, najgorsze jest to ze osoba którą dokłądnie to samo spotkało wcześniej robi to drugiej osobie. Cóż ma teraz z a swoje i wiem to na pewno ze ona już sobie życia nigdy nie ułoży. Nie powiem mu tego, może nawet wie ale ja będę milczeć. Nie jest tak cukierkowo i różowo ale przynajmniej mój spokój nie powoduje niepotrzebnych spieć. Potrafi się ze mną kochać i sam tego chce, brakuje mi jednak takich drobnych gestów, jak przytulenie rano w łóżku, całusek w kuchni jak szykuję śniadanie, miły telefon w ciągu dnia. Tłumaczę sobie że na to wszystko przyjdzie czas i nie mam wymagać wszystkiego od zaraz. Mam być cierpliwa, bardzo chce odzyskać uczucia męża. Co mnie jedynie drażni i powiedziałam to na wspólnej wizycie że on chce ugrać jak najwiecej dla siebie, oczekuje zmian z mojej strony, chce miec wolność, niezależność i autonomię wyłącznie dla siebie. Na szczęście ta babka jest bardzo mądra i tak nami kieruje że i ja na tym korzystam, co go pewnie wkurza. Prosty przykład. Mój mąż chce jechać na obóz sportowy (trenuje AIKIDO) 10 dni gdzieś nad morzem, powiedział mi o tym, stwierdziłam że niech jedzie odpoczynek od siebie dobrze nam zrobi. Natomiast moja koleżanka zaproponowała babski wypad i zwiedzanie Paryża (jej mąż jest Francuzem i miałybyśmy wszystko pozałatwiane i małym kosztem) ja się nie deklarowałam na ten wypad bo i tak z góry wiedziałam że on się nie zgodzi. A ta PAni psych. stwierdziła i tak poprowadziła rozmowę że aż mu ciśnienie skoczyło i nie wiedział co powiedzieć. Myślę że dzięki niej on też się zmieni i oboje zaczniemy od nowa budować fundamenty naszego związku :)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-19, 19:37:26               Odpowiedz

    Mam dzieci, które kocham nad zycie i mam nadzieję, że jakoś damy sobie radę.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-19, 18:45:56               Odpowiedz

    dzięki

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-19, 13:16:34               Odpowiedz

    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/milosc_potrzebuje_01.html

    Znalazłam taką książkę ,może Ci się przyda. Nie wiem czy na tej stronie jest cała czy tylko parę rozdziałów, ale możesz poczytać.
    Co jeszcze... Szczerze mówiąc poradziłabym Ci jakieś techniki samouzdrawiania i spojrzenia w głąb siebie albo medytacji, no i co nie co o inteligencji emocjonalnej, może wtedy byś odkryła w sobie umiejętność ryzykowania. Nie chodzi mi tu o ryzyko zwiazane z wyrzuceniem go na bruk tylko po prostu z rzuceniem starej pracy i znalezieniem nowej ,lepszej.
    Syrian tak zrobiła i jej wyszło. I przedewszystkim nie lękaj się.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-19, 12:52:17               Odpowiedz

    aaa wiesz JG to już prawie 2 miesiące myślałam, że to czas w którym on się odkocha. pod koniec stycznia wszystko się wydało, i jak widać dalej w jakiś sposób ciągnie. Myślałam, że to dośc duzo czasu aby wiedzieć co dalej

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-19, 12:23:33               Odpowiedz

    aaa wiesz JG to już prawie 2 miesiące myślałam, że to czas w którym on się odkocha. pod koniec stycznia wszystko się wydało, i jak widać dalej w jakiś sposób ciągnie. Myślałam, że to dośc duzo czasu aby wiedzieć co dalej

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-19, 12:19:09               Odpowiedz

    JG dziękuję za odp. Boję się ale już dopuszczam tę ewentualność a na początku nie. Hm mam nadzieję, że to będzie dobry psychiatra - a własciwie pani dr. Mam nadzieję, że jeśli nie on z przyzwoitości to sąd zmusi go do utrzymania nas. On ma dość dobre zarobki, ja nieststy jak wrócę do pracy to niezbyt. Żyjemy na dość dobrym poziomie dzięki jego kasie.
    Nie życząc nikomu zle mam nadzieję, że jeśli on odejdzie ona rozczaruje się swoim księciem, alimentami, i szybkim spłatą kredytu co bardzo go pogrązy.
    Wiesz ja wiele domniemywam, nie mam dowodów, tylko własne wyobrazenia. Ale skoro tak bardzo dalej o niej myśli to jak nic w mojej głowie się układa, że pewnie się spotykają. A mnie dlaej okłamuje, że nie. A co to za stwierdzenie, że on się boji odejść bo jak stwierdzi, że zrobił błąd to już nie pozwolę mu wrócić. Rozumiesz to JG? czego on chce, chce odejść, ale zastanawia się nad nią? czy nad konsekwencjami finansowymi? czy dzieci mu zal??? AAAAA mam nadzieję, że ta pani dr da mi coś na uspokojenie tak abym mogła trzezwo na wszystko patrzeć.
    AAA co mi jeszcze powiedział, że za nią tęskni i co on bedzie mi mówił - bo on nie chce mnie dalej ranić. Kawał ..... z niego.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-19, 09:36:48               Odpowiedz

    Mój e-mail -> kiddo87@o2.pl
    wszelkie zażalenia tam słać

    Dla mnie dwudziestoparolatka która pcha się w związek z żonatym zachowuje się żałośnie. Słyszałam gdzieś że tylko przeciętne albo nijakie kobiety pchają się do wszystkich łóżek albo szukają dowartościowania się w rękach żonatych bo to im podwyża samoocene ,ze nie są aż tak przeciętne, że jednak są fajne. A te superatrakcyjne to zazwyczaj polują na starszych prawie zawsze z jednego powodu - kasa tudziez sadystyczna potrzeba zagrania na czyimś bólu. A druga rzecz to jaki ma taka paniusia miec dowód na to że ta miłośc będzie już na zawsze ,skąd ma pewność czy nie znajdzie się jakaś młodsza która zawiesi na nim patrol,a on ją rzuci dla jeszcze młodszej?

    Meg, wiesz co dla ochłonięcia proponuję zainteresować sie jego problemami w pracy i okazywać mu wsparcie ,kibicować żeby sobie z nimi poradził. W ten sposób pokażesz mu że jesteś z nim i ma w Tobie wsparcie, może to coś da. W każdym razie może tęsknić za nią ,może mu się wydawać że się zakochał ,ale czy to prawda to się okaże po jakimś czasie. Nie możesz się trząść ze strachu o przyszłość, bo czasami nasze lęki działają jak życzenia i się spełniają. Dobrze że zaczynasz nad sobą panować, zapomnij na razie o tym jednym dniu urlopu. Na psychiatrów czy psychologów lepiej uważaj byś nie natrafiła na jełopa jakiegoś bo pełno takich a nic nie pomogą, tylko pogorszą Twój stan. Pisz tutaj jak coś.

    Syrian , u mnie kiepsko ,on się nie odezwał od 2 tygodni ,chce mi się ryczeć i mam wszystkiego dość poza tym problemy rodzinne które się piętrzą. Szczerze to nie mam na razie ochoty ani czasu na amory, myślę żeby zacząć zarabiać choć to trudne bo regularnie byłam nsizczona psychicznie przez lata i teraz czuje że nic nie potrafię i nie dam sobie rady i jestem uzalezniona od toksycznych rodziców. Wszystko byłoby prostsze gdyby chociaż on pisał. A tak to czuję się całkowicie osamotniona ze wszystkim ,ale cóz, trzeba się podnieść,chwycić miecz i walczyć do ostatniej kropli krwi ^_~ Mam nadzieję że u Ciebie powoli będzie spokój, wcześniej pisałaś że mąż mimo wszystko Cię kocha (nawet jak mówił że kiedy był z nią blisko to nie było to samo co z Tobą) ,teraz wprawdzie ten szok związany z kłamstwami,ale Ty już odbudowywujesz siebie i nie boisz się żadnych ewentualności. Mąż niech będzie zazdrosny ;D trzymaj tylko granicę, bo już o flirtach w innym temacie to Wiatr opowiadał, ze przez flirt zakochał się w innej (choć do niczego nie doszło z tego co pisze i mam nadzieję ze nie dojdzie) oby wszystko się ułożyło a będzie dobrze, a panią kochanicą się nie przejmuj.

    Miki ,cieszę się, że u was wszystko się odbudowywuje. Szczerze mówiąc to nie wierzyłam specjalnie żeby coś się zmieniło ,tak mi zmalowałaś obraz swojego męża i jeszcze ta ksywa "Arab" ;> Pewnie jeszcze napad płaczu będzie się pojawiał nie raz, taki niż, ale później coraz rzadziej aż w końcu sobie odpuścicie. Trzymam za was kciuki.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-19, 08:32:44               Odpowiedz

    Kolejny dziwny dzień.
    Wczoraj wieczorem nagle zaczeliśmy ze sobą rozmawiać. Tak w skrócie Wam napiszę.

    Powiedział, że bardzo dużo o niej myśli. Powiedził, że żle się czuje z tym co zrobił z tym jak zmieniło się życie (nie powiedział nasze, życie tak wogóle). Powiedział, że żałuje, że nie potrafi dziś cieszyć się dziećmi i mną tak jak powinien i wie, że pewnie będzie tego załować.
    Powiedział, że wszystko co się dzieje (a ma też poważne problemy w pracy) bardzo go przytłacza i nie potrafi nad niczym się zastanowić. Powiedział także, że nie chce nas opuścić - bo bo boji się, że jeśli to zrobi to będzie tego załował (że będzie pewnie żałował nas). Hmmmm.
    Oczywiście ja jak to ja, ale ze spokojem w głosie postarałm mu się powiedzieć aby mocno się zastanowił, że życie które go tam czeka już nie będzie takie samo, że nie dam krzywdy dziecią zrobić, że to on będzie musiał się wyprowadzić i puki co nas w pełni utrzymywać. Że jeśli dzieci już zostaną wciągnięte w ten cięzki proces to nie dam im huśtawki emocjonalnej w postaci raz tatuś jest a raz nie ma. Powiedziałam, że może odejść jeśli chce, ale bezpowrotnie. spakujemy jego ubranka i tyle reszta należy do dzieci. powiedziałam aby tez się zastanowił nad tym kim dla niej był czy ta dzisiejsza prawda faceta z 2 dzieci z alimentami i problemami jest tą wizją jego, którą jej pokazał. W rozmowie chciałam mu też uświadomić, że to już nie będą potajemne schadzki kochanków tu zacznie szię rzeczywistość, pranie, prasowanie, problemy finansowe ...
    To nie była rozmowa wyrzutów - spokojna rozmowa.
    Powoli ja sama w sobie szykuję się na każdą opcję. Idę też do psychiatry, aby mi ktoś pomógł. Dziś widzę, że mój mąż patrzy bardzo egoistycznie na życie widzi tylko siebie i jego problemy.
    Czy się spotykają - hmmm nie wiem. A co do tego urlopu to dopiero zobaczę, narazie nie wiem, przepuszczam ale ie wiem.
    Powiedziałam mu też, że cóż to za miłość 4 miesiące, w większości zbudowana na kłamstwach i braku rzeczywistości. Wróciłąm do naszego małżeństwa lat które spędziliśmy ze sobą, problemów które przeszliśmy razem itp. Zapytałam go czy ona napewno zna go takim, czy wie o naszych kredytach o jego problemach w pracy itp. NIE wiem co pomyslał.

    Na koniec powiedział, że chciałby mnie przytulić. Delikatnie przytulił i zakończyła się rozmowa.

    Rano wstał przywitał się czule z dziećmi i mnie dał całuska w policzek.

    Potem wyszedł. Dziś ma wyjazd do Krakowa wraca jutro. Delegacja. Hmmm delegacja czy wiecz ór z nią????? Wyjeżda w trakcie pracy dziś a jutro do tej pracy wraca.

    Dziś wszystko pachnie mi tak samo. Kłamstwo i zdrada.

    AAAAA na zakończenie powiedział, że jest z nami.

    Hm przetrwanie????? jednak walka o nas???? Zaczyna do niego docierac nierealność tego co było???? Przyzwoitość??? A może ona dała mu kopa. Bo wiecie młoda 20 paro latka bez dzieci - czy miłość wystarczy aby być z facetem który ma rodzinę i który także i ją okłamał????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: serce   Data: 2009-03-18, 21:30:29               Odpowiedz

    A w takim razie ten jeden dzień urlopu yo po co wziął?Chyba nie jest tak jak mówi.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-18, 20:41:06               Odpowiedz

    MEG czytałam Twoje wpisy i powiem Ci że na początku zachowywałam i czułam się tak samo, zresztą do tej pory tak jest ale staram się nad tym panowac. Powiem Ci ze duzym przelomem bylo u mnie jak przeczytalam historie Kai i innych w tym watku i wiesz one maja racje, czas i opanowanie tylko to da ci sukces. Pomysl tak skoro jest z Wami to widocznie chce i chyba nie mowilby Ci tego gdyby tak nie bylo. Ja z takiego zalozenia wyszlam i oplacilo sie. Skoro wykonuje tez drobne gesty to jest juz krok do przodu i przelom !!! Uwierz mi faceci sa inni, oni nie chca rozmawiac tak jak my, mowic o uczuciach itd. potrzebuja czasu i spokoju, daj mu to. Wiem jakie to trudne ja tez mam dwojke dzieci 12 lat i 1 roczek i nie wyobrazam sobie wychowywac ich sama. Moj maz wyprowadzil sie nawet na jakis czas i chyba wtedy zrozumial. Jak wrocil to nie po kolanach i z bukietem kwiatow. Mowil mi prosto w oczy ze jest tylko dla dzici a miedzy nami moze sie ulozy. Przez kolejny miesiac zyłam jak na krawedzi bedzie czy odejdzie. Dopiero jak zaproponowal terapie bo my sami to bysmy sie pozabijali uwierzylam ze bedzie dobrze. Sa to na razie male kroczki, do tej pory nie powiedział że mni kocha i nie jest wylewny ale przytulamy sie i zachowujemy spokoj. Na tym właściwie oierwszym spotkaniu Pani psych. powiedziała nam ze nie mamy rozmawiac ze soba o przeszłości, o niej bedziemy mowic u niej a w domu NIE. Poza tym powtorzył to raz jeszcze u niej ze tam skonczył definitywnie i nie maja kontaktu. To mnie uspokoiło. Dzisiaj był w del. i wiesz naprawdę byłam spokojna. Chciałabym aby napisał czy zadzwonił ale na to przyjdzie czas wierze w NAS. U Ciebie też tak będzie tylko nie zachowuj sie tak napastliwie, agresywnie, nie zadreczaj go pytaniami. Ja też mam mysli i krece sobie filmy ze myśli o niej ze chcialby z nia byc itd. ale ucze sie nie robic tego, odganiam je i zajmuje sie domem i dziecmi. Nie kojarze teraz jak dlugo trwa u ciebie ten stan ale ja myslalam ze nie przezyje dnia wiecej bez meza ale walczylabym tak dlugo jak starczyloby mi sil. Posłuchałam rady Olgi, dac czas ale tylko tyle ile sama dasz rade zniesc. Zacisnij zeby i zachowuj sie po prostu normalnie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-18, 20:25:25               Odpowiedz

    JG dziwny ten mój świat.

    Coraz mniej rozmawiamy na wiadomy temat. On wykonuje drobne gesty, to poleżmy razem trochę , to delikatnie przytuli, wykąpmy małą razem. Jutro jedzie na del czwartek - piątek. Nie wytrzymałam powiedziałam, że wszystko kojarzy mi się z tamtym - usłyszałam ile mam ci powtarzać jedno i to samo jestem z wami i koniec więcej nie chcę rozmawiać na ten temat, jestem zmęczony mam trudny okres w pracy. Oki dzień upływa dalej. Przed chwilą wyznanie które znowu spowodowało, że brzuch zabolał - wszystko mnie drażni, wszystko.

    O co mu chodzi???

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-18, 20:03:34               Odpowiedz

    Sorry pewnie, że faceci potrafią bajerować. Ale wiedząc, że On ma żonę myslę, że należałoby trochę sprytnie przyjżeć się jego związkowi. Pozatym co z moralnością? Żonaty facet.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-18, 14:09:02               Odpowiedz

    fajnie ze twój mąż chciał na nią pójść

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-18, 14:02:10               Odpowiedz

    JG jesteś niezwykła.

    Wiesz jest mi strasznie smutno, że on zmienił całe moje życie. A było mi tak dobrze :D. a teraz :-(((.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-18, 11:43:16               Odpowiedz

    Witam wszystkich. Wróciłam z wakacji i od razu piszę co u mnie. Mąż zachowuje się bardzo normalnie, nawet jestem zaskoczona że jest taki spokojny, miły i prawie taki jak wcześniej. Oczywiscie na wakacjach cały czas byłam nerwowa czy się ze sobą jednak nie kontaktują, on zapewniał mnie ze mogę być pewna. Po powrocie jakby coś we mnie pękło, cały zcas płakałam i nie mogłam sie opanować. Wiem ze go to zraża i boje się ze wszystko popsuje swoim zachowaniem. Na szczęście byliśmy na kolejnych wspólnym spotkaniu-terapii małżeńskiej, dużo nam to daje. Chyba bez pomocy tej Pani nie dałabym rady i sama to skończyła. Ona pomogła mi uporać się ze złymi myślami-kręceniem sobie filmów i każde z nas idzie na jakieś ustepstwa i budujemy swoje relacje od nowa. Mąż powiedział przy niej raz jeszcze że skończył to definitywnie bo ja oczywiście miałam wątpliwości i myślałam że przyjeżdżamy tutaj aby rozstać się w spokoju. Dzisiaj pojechał w del. i czekam na niego bez nerwów i zadręczania go tel. czy sms-sami. Polecam wszystkich taką terapię.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: firla   Data: 2009-03-18, 00:04:11               Odpowiedz

    łatwo się coś facet zakochuje:) i sama chyba widzisz jak zrobił wszystko, żeby z Tobą być, pierwsza przeszkoda i hyc:), odpuść Go sobie, dobranoc:)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: lilianna74   Data: 2009-03-17, 23:47:22               Odpowiedz

    serce, a jesli własnie odchodzi, tak jak moj? Fakt, mój nie był zonaty, ale zył w stalym zwiazku, wiec to prawie jak małżenstwo. co z tego, ze tylko 2,5roku-kazde małżenstwo od czegos zaczyna...Mojemu w dodatku nie było źle, kiedy mnie poznał. Wszystko miedzy nim a jego kobieta ukladało się pomyślnie. Twierdzil, ze się zakochał i ze zrobi wszystko, zeby ze mna byc.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: firla   Data: 2009-03-17, 23:29:34               Odpowiedz

    Nie demonizujmy tak tych facetów:), oni często wierzą w to co mówią, a zgoda potrafią powiedzieć wszystko gdy chcą kobietę zdobyć, tylko potem to musi przełożyć się na inne działanie:),poza tym prawie równa ilość kobiet i mężczyzn zdradza swoich parterów, tak to dziś wygląda,

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: serce   Data: 2009-03-17, 23:06:20               Odpowiedz

    To nie jest bzdura,bo większość tak robi.Chcą tylko zaliczyć i trafiają na podatny grunt.A jeśli facet jest żonaty to przyzwoitość nakazuje odpuścić go sobie.Dlaczego?Bo jeśli mu tak źle,to dlaczego nie odejdzie,tylko szuka d**y na boku?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: lilianna74   Data: 2009-03-17, 23:01:03               Odpowiedz

    Bzdura, serce. Jeśli jestes skrzywdzoną kobietą po przejsciach i o niczym innym nie myslisz, jak tylko o tym, zeby wreszcie ulozyc sobie zycie i poczuc sie kochana, to niekoniecznie wylapujesz niuanse meskich klamstw. Zresztą, nie kazdy facet chcący uwiesc kobiete kłamie. Wielu jest naprawdę przekonanych o tym, ze da rade odejsc, bo spotkal milosc swojego zycia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: serce   Data: 2009-03-17, 22:48:13               Odpowiedz

    Ale mamy mózgi i ich używamy.Jeśli mi facet od początku słodzi,to wiem o co mu chodzi.A żonaci nawet nie próbują,bo wiedzą,że ich bajer na mnie nie zadziała.Używaj mózgu,to nie boli.Każdy facet,który będzie chciał zaliczyć,będzie kłamał w żywe oczy.Aich teksty są wciąż takie same.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: louloulou   Data: 2009-03-17, 22:42:58               Odpowiedz

    Jean Grey, potrzebuję nawiazac z Tobą prywatny kontakt, tylko nie wiem, jak to zrobic, bo wykorzysta to kilkanascie innych osób. Dlaczego? Nie chcę mowic o tym tutaj. Juz mnie parę osób zjechało.
    Do wszystkich tu piszących; nie zawsze jest tak, jak to sie wszystkim wydaje. Nie zawsze kochanka to ktos winny calej sytuacji, ktos zimny i wyrachowany. Nie macie pojecia, co faceci potrafia wymyslec, zeby zbajerowac kobietę i jak przedstawic swoją domową sytuację, zeby uwiesc inna na boku. Nie macie pojęcia, bo nie jesteście kochankami. Nie obwiniajcie ich za wszystko i nie nazywajcie tak brzydko. to Wasi faceci są winni.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-17, 21:02:58               Odpowiedz

    Dzięki do jutra

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Nastusia   Data: 2009-03-17, 17:54:43               Odpowiedz

    Wydaje mi się,że jeśli jesteś tak bardzo emocjonalna,to nie wytrzymasz i wywrzeszczysz mu prawdę w najmniej sensownym momencie. Może lepiej stanąć przed nim i z obojętnością w głosie powiedzieć iż wiesz,że wziął urlop i wiesz dlaczego? Nie pytać dlaczego,tylko stwierdzić fakt. Wtedy się zdziwi,bo zaczniesz być inna. Nie płakać,nie denerwować się,spokojnie.

    Fakt,najlepiej byłoby aby zbierać dowody przeciw mężowi ale..

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-17, 17:35:22               Odpowiedz

    I teraz lepiej opanuj emocje, niewiadomo na co był ten 4 dzień ,ale na wszelki wypadek zachowaj dowód, przyda się w razie ewentualnej rozprawy.
    Zaciśnij zęby, przemilcz to i udawaj że nic nie wiesz o tym urlopie. W razie czego zbieraj dowody aby mieć ich jak najwięcej. Jeśli jest trochę pieniędzy to jakiś detektyw się przyda, a w miedzyczasie Ty "udawaj" że walczysz o was (czyli nie miej złudzeń i bądź gotowa na wszystko). Uspokój się, wycisz i ani słowem mu nie wspominaj o tej delegacji.
    Tak sobie pomyślałam - jak będziesz miała okazję do zbliżeń to rób wszystko aby mu pokazać, że jesteś najlepszą kochanką na świecie, kiedy on cię już popieści ,ty go popieść ,zrób coś odważnego czego nigdy nie robiłaś np seks oralny z kończeniem w ustach ;D a co tam, niech ma jeszcze większy mętlik w głowie, nie ułatwiaj mu podjęcia decyzji no i udowodnij sobie że jakaś młoda paniusia która nie ma pojęcia o życiu nie umywa sie do Ciebie i tego jaka potrafisz być ognista i seksowna.
    Tylko zastanów sie czy tego chcesz ,czy umiesz się na tyle zmobilizować i czy on tego nie odbierze jako czegoś dziwnego.

    Syrian , odpiszę Ci później

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-17, 15:39:23               Odpowiedz

    Chyba Ci zazdroszczę, że wydaje się masz już ten koszmar za sobą.

    Mnie się wydaje, że mój jak coś nas oleje i nasze 2 dzieci i odejdzie do swojej nowej młodszej pani :-(((.

    Zaczynam go kontrolować i coś czuję, że znajdę (albo za bardzo się nakręcam) i pewnie będę musiała go spakować, a on pewnie się ucieszy i odejdzie do niej.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: syrian   Data: 2009-03-17, 15:27:15               Odpowiedz

    Do J.G .Nasze sprawy,cóż różowo nie jest.Pisałam wcześniej,że widziałam się z mężem tej kobiety,odnalazł mnie na naszej klasie.Uświadomił mi że oni spotykali się jeszcze cały listopad i grudzień,więc okazało się,ze okłamał mnie.Po karczemnej awanturze spakowalam mu walizki i dopiero w tym momencie poczuł,ze zarty się skończyły.Został i z tego co wiem nie spotykają się już.Ale czy na pewno,licho wie.Ja natomiast zmienilam pracę,zarabiam naprawdę nieżle,co w tej sytuacji jest ważne,w razie draki dam sobie radę.Krecą się koło mnie różni faceci,mały flirt jest ok.Ból pozostał,ale on go już nie widzi i nigdy nie zobaczy,dopiero teraz się stara,jest zazdrosny o nowych znajomych.Powiedział mi kedyś że nie moze być z kimś kto mu nie ufa,ale wtedy nie wiedział ,że ja też nie będę żyć z kimś komu ja nie ufam.To byloby na tyle,nie uwierzysz ,ale rozmawiałam z nią przez chwilę temat nieistotny i okazała się być zimną i bezwzględną s...nie było jej nawet głupio czy niezręcznie w tej sytuacji.Napisz co słychać u ciebie ,jak się ma Twoja niespełniona miłśc?Leczysz jeszcze serce? buziaki syrian

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-17, 15:13:29               Odpowiedz

    JG i nie tylko tak się zastanawiam.

    Np. chcę aby został. To już wiemy. Bynajmniej narazie, puki sama nie stanę na nogi.
    Chciałabym aby został z nami.

    I teraz pytanko. np. kontroluję go i okazuje się, że jednak skłamał i delegacja zamiast 4 dni trwała 3. Na jeden miał wypisany urlop (już wiem jak do tego dotrzeć) i co teraz????

    Rzucić mu to w twarz - że nadal kłamie i z pewnością był z kochanką jednocześnie wywalić go z domu? Zapytać dlaczego to robi nadal? zadzwonić jeszcze raz do jego kochanki mówiąc że już wiem, że nadal są razem? Przemilczeć.

    To mogę sprzwdzić z 1 miesięcznym opuznieniem.
    Zapisuję jego delegację a potem porównam.

    Ale co dalej, co jesli okaże się, że łże jak wredna ś....a.

    Wiem ze na dzień dzisiejszy dla dzieci powinnam powalczyć, alem czy walczyć na przeczekanie czy walczyć ofen z ryzykiem, że albo ja sama go wystawię albo on w nerwach wyjdzie

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: d1b1   Data: 2009-03-17, 15:11:17               Odpowiedz

    Meg4

    Tak jak mi to ciocia wytlumaczyla(co sie po niej niespodziewalem bo nigdy do uczuciowych i wylewnych osob nienalezala[tak jak ja pamietam])
    To co masz w sercu zostaw dla siebie. A na zewnatrz pozostan obojetna.
    Im bardziej on widzi ze ci na nim zalezy tym bardziej ma nad toba i twoimi emocjami przewage. Bo jest wciaz uswiadamieny ze ma jeszcze ten most za soba po ktorym jeszcze moze wrocic , gdyby cos poszlo nietak.

    Niepal tego mostu juz teraz. ale narazie go zamknij na jakis czas.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-17, 06:26:00               Odpowiedz

    JG jesteś bardzo mądra.

    AAA wiem, że co ma być to będzie.
    Ale zabija mnie to. że on jest bo jest, i wcale się nie stara jest miły i tyle nic nadzwyczajnego, nic więcej.

    Smutno mi

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-16, 21:32:07               Odpowiedz

    O widzę, że trochę lepszy humor.

    Czytałam w którymś rozdziale Kamasutry ,że żona jeśli chce odciąć uwagę męża od konkubin,kurtyzan lub innych młodszych żon, robi sie jeszcze milsza ,stara sie być idealna i chować wszystko w głąb siebie ,znosić cierpienia dzielnie. Wtedy nawet jeśli mąż będzie ją odtrącał lub dalej obrażał - może liczyć na wiwat i wsparcie otoczenia. W sumie to nasze przesiąknięte katolicyzmem ziemie mają to już we krwi ,oczywiście w przypadku kobiet ,w przypadku mężczyzn różnie bywa.

    Dlaczego on Cię odtrąca i to na dodatek po zbliżeniu? ciężko powiedzieć. Może myśli o tamtej ,może z nią jest i robi pozory intymności i ponownego budowania więzi ,a może wszystkie słowa które mu wykrzyczałaś tak w nim utkwiły że się zablokował na bliskość w stosunku do Ciebie. Nie chcę Ci robić nadziei ale może nawet jakby odszedł to tamten związek by się szybko rozpadł (kłamstwa ,wcześniejszy szpan i rodzina na utrzymaniu skutecznie by go rozbiły) i wtedy mógłby wrócić do Ciebie twierdząc że zrozumiał swój błąd. Jednak myślę że to byłaby już hipokryzja. On na razie jest przy Tobie, może kłamie ,a może takie ma wyrzuty sumienia że boi się przebić ten mur.
    Ty chyba masz tendencje do psychicznego masochizmu,podobno każdy człowiek jest masochistą, jednak u Ciebie to podchodzi pod toksyczność i niezdrową relację. Nie wiem jak było wcześniej w waszym związku, z resztą problemy są w kazdym i nie trzeba od razu uciekać w ramiona kochanka. Ty teraz masz to wszystko nasilone, boisz się odpowiedzialności za dzieci ,za siebie, za swój los i powierzyłaś mu go całkowicie. Zachował się obrzydliwie bo wykorzystał to. Nie masz jak sprawdzić, ale jeśli odejdzie to tylko pokaże swoją podłośc i nie będzie na to żadnego wytłumaczenia.

    Wiesz, tak niedawno sobie pomyślałam o modlitwie. Żebyś parę minut dziennie poświęciła na wyciszenie umysłu i jakieś afirmowanie , proszenie Boga o pomoc. Taka modlitwa własnymi słowami (mam nadzieję ze Ty nie z tych katolickich :P nie no żartuję ,z resztą meksykanie i haitańczycy niby są katolikami ale jednocześnie miesza się to z ich rodzimą wiarą i praktykami magicznymi i szamańskimi). Oczywiście musisz w to uwierzyć, to bardzo ważne, a wiara jest ukryta w głębinach Twojej podświadomości ,ale może nie będziemy się tutaj rozpisywać na temat Magii i Szamanizmu ; >
    Póki co bądź cierpliwa, co ma być to będzie, nie zmienisz tego, ale możesz odmienić swój los. Możesz przestać być tą małą ,ciągle przestraszoną dziewczynką która chce żyć tylko w bezpieczeństwie i szcześciu.
    I nie lękaj się, strach niestety to takie silne uczucie które ma moc spełniania pragnień których świadomie nie chcemy ,ale które kodują się wewnątrz nas.
    Dzisiaj mnie już nie będzie, miłych snów.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-16, 21:14:22               Odpowiedz

    :-))

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-16, 21:01:25               Odpowiedz

    wiem ,odpisywałam ,ale rodziciela zwaliła mi się na głowę domagając się masażu stóp i łydek :P Odpiszę później.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-16, 20:47:41               Odpowiedz

    JG :-))

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-16, 19:54:08               Odpowiedz

    JG napisałam coś do ciebie wyżej

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-16, 19:24:06               Odpowiedz

    Syrian ,a jak się sprawy wam układają?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: syrian   Data: 2009-03-16, 19:20:52               Odpowiedz

    Jeśli mu nie wybaczysz to wasze życie razem nie ma sensu.Wybacz mu dla siebie będzie ci dużo łatwiej pozbędziesz się wielkiego cieżaru goryczy i nienawisci.Zaufanie przyjdzie z czasem,ale to musi niestety potrwać.Jeśli go jeszcze kochasz myślę,że warto.Nie chcę się wymądrzać ale przechodzę przez to samo i wiem jak to smakuję.Myślę,że takie historie jak nasza pozwalają,choć to bardzo bolesne zweryfikować nasze uczucia do partnera.Ja kocham męża i wiem,ze bez tej miłosci nie byłabym w stanie być z nim po tym wszystkim ,pozdrawiam cię życzac siły i wytrwałości syrian

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-16, 14:38:34               Odpowiedz

    jg ja duzo mu juz powiedziałam jak boli, jak bardzo boli, jak bardzo zranił. on to usłyszał. co sobie pomyslał nie wiem. ale dzis sadze ze ma to w d....e.

    teraz jest tak, ze oni miły usmiech ani bycie w łózku razem nic nic nic nie daje mni zadnej pewnosci.

    jak mysle co zrobił to łzy do oczów napływaja. straszny smutek mnie ogarnia.

    mam teraz wrazenie, ze nie jestem w stanie nic zrobic jak tylko udawac normalne zycie.

    UDAWAC UDAWAC.

    czuje ze mnie cygani, ale co mam z tym zrobic. nie wszystko jestem w stanie sprawdzic. w gruncie rzeczy nic. wiem ze on moze mnie cyganic non stop. co mam co godzine do niego dzwonic. jak nie bedzie chcial to i tak nie odbierze a w koncu powie ze nie odbiera bo ma dosc ze co chwile to robie. rachynek z hotelu - wiem ze potrafi podrobic (dla mnie oczywiscie). w tel nic nie ma, ale zawsze moze skasowac a podobno firma bilingów nie daje (bo to tel słuzbowy). komputer tez laptop słuzbowy wiec nigdy go w domu nie ma.


    wiec co ja moge sprawdzic - co co co?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-16, 14:19:51               Odpowiedz

    Aktualnie to sama nie wiem na czym stoję.

    Im bardziej analizuję rozmowe z nią tym bardziej utwierdzam się w tym , że on nadal za nią biega. Lub są poprostu razem. Ta delegacja. Planowanie innych wyjazdów wydaje mi się, że mnie kłamie, że jest z nią lub po drodze jedzie do niej aby się przed nią kajać.
    Z jednej strony wraca do domu jest wmiarę miły, ani niegrzeczny ani jakiś bardzo super. Poprostu jest. Byliśmy na wyjezdzie u znajomych. Fajnie spędzilismy czas, ale nie rozmawialiśmy ze sobą, spacerek po mieście. W drodze powrotnej milczenie. Potem sam przyszedł i zbliżyliśmy się w nocy. Ale po wszystkim poprostu zasnoł. A rano jak chciałam się przytulić to znów delikatnie mnie odtrącił. Jak zapytałam się to co było wczoraj - brak odpowiedzi. Poczułam się beznadziejnie. Wykorzystał tylko ciało i nic więcej. O niej nie rozmawiamy. Na pytania, które mogłyby dot. przyszłości on omija. Np. o wakacjach. dziś nie chce rozmawiać. Woli zbierać kasę (hmmm, aby szybciej dług oddać - bo takowy jeden mamy).
    Ja staram się teraz zachowywać normalnie. Nie rozmawiamy o przeszłości, nie wypominam nie ględzę.

    Staram się być wmiarę miła, powiedziałam mu, że czuję, że nam się uda, że czuję, że będzie dobrze, powiedziałam także, że go kocham i , że dzieci bardzo go kochają.
    On na to - NIC nie odpowiedział, a jak zapytałam co on - usłyszałam znów wracasz do tego tematu.

    Staram się być wmiarę miła, ładna, grzeczna.
    Ma kolacyjkę i sniadanko do pracy.
    Powiem tak jak ma zamiar odejść, nie chcę aby powiedział, że to ja nawaliłam. A może moje w miarę pogodne zachowanie spowoduje, że na nowo spojrzy na nas inaczej.

    Umówiłam się już do psychologa. Chcę się przygotować w razie czego na najgorsze.

    Czuję, że za nią biega. Pytanie tylko czy chce mieć nas obie czy chce odejść do niej i zostawic nas.
    Będę walczyć ale tylko normalnością życia. Żadne wyrzuty ani żadne wchodzenie na siłę do łózka. Poprostu starm się być miła, grzecxzna.

    nie dopytuje sie co robi, nie wydzwaniam. jesli cos robie to robie to tak aby on o niczym nie wiedział.A nawet jak coś mi nie pasuje to dziś mu tego nie wyrzucam. nie chce go atakowac, ale są rzeczy które dziwnie wyglądają.

    Powiedziałam mu, że boli, że postawił na szali 4 miesiące a nasz cały związek - odp. gdybym wiedział, że to się stanie bym do tego nie dopuścił, nie wiedział, że się zakocha. Ale co z tego jak dziś tak mi się wydaje nadal nas okłamuje i mataczy.

    Tak naprawdę nie wiem do czego on zmierza.
    Już nie mówi zdecydowanie, że idzie z nami, już jest powściągliwy, o niej nie rozmawiamy. Z jego powodu z mojego. Zresztą na nie które pytania odp. NIE PYTAJ, DLACZEGO ZNOWU DO TEGO WRACASZ ITP.
    Więc przestałam pytać, bo nic mi jego odp. nie dają. Nic a nic. Tylko ból i huśtawkę emocjonalną.

    Jeśli ma odejść to nie mogę mu tego ułatwić. W związku z tym, że dziś nie mam dochodów musze postępować tak aby jeśli co wina była tylko po jego stranie. Aby mieć jakieś zapewnienie życia zanim sama wrócę do pracy. W końcu na świecie jest 2 dzieci i te dzieci chcą jeść, mieć zabawki, ubranka. Jeśli on tego nie widzi to ja muszę być dla nic i mamą i tatą. One nie są winne , że tatuś nie widzi prawdziwego życia.

    Mam tylko nadzieję, że jeśli się zwiążą to rzeczywistość ich przerośnie. Alimenty na mnie na dzieci. Hmmm pewnie pobożne zyczenie i nic więcej.








  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: starka38   Data: 2009-03-16, 09:44:18               Odpowiedz

    Witam wszystkie i wszystkich tu piszących....:)
    Około roku temu równiez okazało się, że jestem zdradzoną żoną.. Ciężko było przeżyć ten szok, było niedowierzanie, wściekłość ( dlaczego i jak mógł mi to zrobić), żal, strach ( co będzie dalej). Pierwsza reakcja : niech zniknie z mojego życia, już, natychmiast... rozwód bez orzekania o winie, byle tylko zniknął. Potem refleksja: dlaczego mam ułatwiać mu życie? I pytania, pytania, ciągłe pytania. Co, jak, kiedy i dlaczego?... Nie miał wielkiej ochoty odpowiedzieć mi na żadne z pytań... Teraz mówi, bo wie, że to jedyne wyjście żeby uratować małżeństwo. Teraz nadszedł taki moment, że to mój mąż się stara.... Jemu zależy....
    Macie rację, nigdy i nic nie jest już tak jak było....
    Nie odczuwam żadnej satysfakcji, że tak się stara, jak chyba nigdy w życiu. Wciąż czuję się tak, jak gdyby "tamta" była gdzieś tuż za naszymi plecami.
    Ponieważ była 20 lat od nas młodsza, zaczęłam czuć na sobie upływ czasu. Zaczęłam czuć się staro, choć naprawdę nie wyglądam na swój wiek. Wciąż mimo woli czuję się gorsza....
    Nie potrafię cieszyc się życiem i tym wszystkim co teraz otrzymuję od swojego partnera. Teraz jestem na etapie pomocy psychologicznej, tzw. terapia małżeńska.
    To On poszedł pierwszy do psychologa, ponieważ powiedziałam, że nie dam sobie rady, że trzeba się rozstać.
    Minął ponad rok od momentu gdy się dowiedziałam. Czuję się jednak tak, jakbym była wciąż na poczatku drogi. Nie potrafię wybaczyć nie tego, że się kimś zauroczył. Boli mnie to, że nie potrafił być szczery, że mnie oszukiwał...
    Teraz potrafi powiedzieć, że nigdy nie chciałby być na miejscu jej męża. I tu mu wierzę. Bo niejednokrotnie mu mówiłam, że największą dla niego karą byłoby, gdyby byli razem. Pewnie ilekroć szedłby do pracy, zastanawiałby się nad tym czy ona go nie zdradza z kimś innym , tak jak zdradzała swojego męża z nim. Ostatnio usłyszałam : "Wiesz, naprawdę nie wiem, dlaczego to zrobiłem, ona nawet nie byłą specjalnie zgrabna..."
    Sam nigdy, przenigdy nie zaczyna rozmów na temat tego co się wydarzyło. To ja niestety wciąż, z uporem maniaka do tego wracam. Mam nadzieję, że kiedyś przestanie mnie to boleć i że, przestanę kiedyś "rozdrapywać rany".
    Któraś z moich poprzedniczek napisała, że już nigdy nic nie bedzie takie same. Święta prawda. U mnie tak jest. I to pomimo, że starmy się razem wszystko naprawić. A nawet bardziej stara się On. Ja chyba teraz bardziej "pozwalam się kochać". I jeszcze jedno, najgorsze jest to, że nie potrafię już nigdy mu zaufać. On o tym wie i godzi się na to. Ale czy można na takich fundamentach budować dalsze życie?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-16, 08:50:39               Odpowiedz

    Meg4 to zależy w zasadzie od przypadku. Niektórzy lubią to wykorzystywać bo podnieca ich damska rywalizacja, inni są "wiecznie niezdecydowani"
    Myślę że za bardzo martwisz się o bzdury a za mało o swój związek. Co kogo obchodzi to, że dzieci odeszły od ojca, nie żyjesz dla czyjegoś dobrego zdania tylko dla siebie i własnego szczęścia. Twój mąż z tego co mówisz powoli się przemienia, chociaż niepowinnaś stosować juz wulgaryzmów i wyrzucać mu stale ,choć emocje potrafią być silne, może spróbuj jakoś ciepło mu powiedzieć że chcesz aby było tak jak dawniej. Ciągłe potępianie go nie przyniesie tego czego chcesz i nie uzdrowi waszych relacji. Miej też na uwadze że z Tobą łączy go o wiele więcej niż tylko nadmiar hormonów zakochania. Jemu może przejść to zauroczenie lub nie przejdzie, ale w zasadzie ta druga opcja mimo wszystko będzie na Ciebie działać błogosławiąco.

    Nie starałaś się jakoś spokojniej mu powiedzieć czego się boisz, powiedzieć że to nie sprawiedliwe że postawił na szali Ciebie i dzieci z 4-miesięcznym związkiem ze studentką która nie zna go naprawdę?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: basia74   Data: 2009-03-15, 11:57:10               Odpowiedz

    Spokoj przyjdzie z czasem.To taka żałoba, ktora musi minąć.Zawsze tlumaczylam sobie, ze Bog wie co robi.Narazie nie znamy jego planow ale zrozumiemy je po latach.Najwazniejsze bylo dla mnie to, ze ja zrobilam wszystko zeby dac nam szanse, dlugo prosilam go i ponizałam.Ale potem z pokorą zyłam dalej.A jak to wszystko minie to inaczej bedziemy spoglądac w przeszłosc.ja patrze na mojego eks jak na chorego człowieka.W jego przypadku nie mial pozytywnych wzorcow ktore nauczylyby go co znaczy małzenstwo i rodzina.Jego rodzice podobnie zyli.w tym wszystkim tylko syna mi zal,ze nie bedzie wiedzial jak to jest zyc w pełnej rodzinie i caly czas tlumacze mu co w zyciu jest wazne.Nie chce zeby poszedl w ojca slady.Jestem juz o wiele szczesliwsza nie bedac z nim.To bylo chore i toksyczne.Zyjemy dla innych ale nie dajmy sie niszczyc!

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: lezka1   Data: 2009-03-15, 11:50:09               Odpowiedz

    do Basia74
    Bardzo mnie poruszyl Twój post który tak bardzo podobny jest do tego co ja przezywam.Tez sa nieprzespane noce , apatia,brak zycia we mnie ,brak reagowania na problemy dzieci,psychaitra ,leki i utrata wiary w siebie ,totalny dół.Mam 40 lat i juz nie wierze że ktos mnie pokocha lub że ja pokocham jeszcze kogokolwiek.Bardzo zostalam oszukana, jak naiwna nastolatka uwierzylam w piękne słowa,kwiaty ,wycieczki .... Tak bardzo potrzebowałam ciepła ,zainteresowania , przytulenia .... TAK BARDZO POKOCHAŁAM I KOCHAM NADAL chociaz wiem że On na to niezasługuje i że chyba nigdy mnie naprawde nie kochal . Strasznie cierpie i nie wiem jak mam sobie poradzic trwa to przeszło 7 miesiecy a ja nadal tęsknie .
    Bardzo się cieszę ,że Tobie się udalo znowu być kochaną, gratyluje i życzę wiele wzajemnej milości.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: aagap   Data: 2009-03-15, 02:54:58               Odpowiedz

    kurcze, czytam to i robilam prawie to samo...tylko nie bylo dziecka. ale tez mu na za duzo pozwolilam w nadziei na powrot czy nie wiem na co - toksyczne to bylo. i juz sie odcknelam i zerwalam wszelki kontakt, ale bywa ciezko psychicznie.

    chcialabym poczuc sie spokojna wewnetrznie, bo jezeli chodzi o jego osobe, to mi sie oczy otworzyly, ale znow brakuje mi kogos obok czasek, kto by kochal.

    mam nadzieje, ze ten spokoj przyjdzie z czasem. eh

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: d1b1   Data: 2009-03-15, 01:18:55               Odpowiedz

    Basia wszystko co napisalas jest dokladnie tak jak jest teraz u mnie. Prawie . Bo u mnie jest to swieze a ona jest z nim w Polsce. Tak brakuje mi bliskosci i milosci ktora jest jeszcze w moim sercu. Sam niewiem dlaczego skoro byla tak niewierna i falszywa. Logika dalej podpowiada mi ze jestem teraz szczesliwszy bez niej. Dzieci sa spokojniejsze. Zadko o niej wspominaja. Czesciej mowia o piesku o ktorego sie tak dlugo ze mna wyklucala a teraz podrzucila go swojej matce.

    Jest teraz marzec i wczoraj po raz rzeci zadzwonila w tym roku. Ostatnio nawet zapomniala im powiedziec ze je mocno kocha . Wiec po godzinie napisala im smsa na ich komorki...

    Mocno wierze ze nadejdzie dzien spokoju. Dzien ktory niezacznie sie znowu mysleniem dlaczego?...
    Modle sie mocno zeby zapomniec, zeby zrozumiec. Ale dalej nic.

    Wiem ze to jest za swierze. Ze troche to jeszcze potrwa.
    I jest to tak meczace, takie ciezkie. Przyjaciele mowia mi ze swietnie sobie daje rade ze wszystkim. Ze oni niewiedza jak by to mogli przetrwac.
    Fajnie. Ale niewiedza i mam nadzieje ze sie nigdy niebeda musieli dowiedziec jak to boli. Jak serce moze byc jednoczesnie przepelnione zloscia , nienawiescia i miloscia ktorej juz nik niechce. Nikt niepotrzebuje. Nikt nieszanuje.
    Uczuciem ktore zostalo w nas dla kogos kto nas juz niekocha.Bo inaczej jak mozna tak z zimna krwia powiedziec rano z nienaturalnym szyderczym usmiechem na ustach:
    '' wiesz , szkoda mi ciebie ale wybralam jego...''

    p.s. kobiety swiete tez nie sa...

    Pozdrowienia dla wszystkich kochajacych sie szczesliwych par.

    Oby wasza milosc nigdy niewygasla...


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: basia74   Data: 2009-03-14, 23:17:17               Odpowiedz

    Poczytałam sobie o was kobiety i przypomnialam sobie o sobie sprzed 4 lat.Pamietam jak nie spałam prawie 7 dni słuchajac przez słuchawki,zeby nie obudzic syna, muzyke relaksujacą mnie- Roberta miles.Pamietam jak mama prowadzila mnie do psychiatry.Pamietam jak wydawało mi sie ze bez niego bede nieszczesliwa, ze zrujnował mi zycie odchodzac do innej.Jak wykorzystał mnie i zostawil jak nie bylam mu potrzebna i to w 10 rocznice ślubu.Szkoda mi mojej mamy jak cierpiała razem ze mna.Nie wynagrodze dziecku ktore zaniedbałam, myslac o swoim szczesciu.Popijałam sobie zeby zapomniec albo chociaz zasnąc.Klękałam i z płaczem modliłam sie zeby Bog wyleczyl mnie z tego jezeli nie wroci do mnie.Niech Bog zadecyduje jak ma byc ale zebym juz przestała cierpiec.Pragnelam snu i spokoju ducha.Pragnełam dnia w ktorym uda mi sie nie pomyslec o nim wcale.PO kilku miesiacach aby moc sie przytulic do kogos bo tak bardzo mi brakowało czułosci i bliskosci przespałam sie z mezem, ktory byl juz z inna.Potem przyszedł po jeszcze i tez mu dałam bo myslalam, ze go jeszcze odzyskam.I wtedy jakby piorun strzelił do mnie! Dosłownie ocknęłam sie.Po 8 miesiacach udreki, analizowania jego czynow, zastanawiania sie wiecznego gdzie jest czy dzis przyjdzie do dziecka w duchu powiedzialam do siebie,,KOBIETO CO TY TU ROBISZ,, I wtedy nagle wyleczyłam sie.Wyzdrowiałam! Pomyślałam, ze on nigdy na mnie nie zasługiwal i nigdy sie nie zmieni, nawet dla niej, bo dokładnie zrobił jej teraz to co mi .Zdradził ja.Zaczełam patrzec na to z boku i po roku ze smiechem na ustach powiedzialam muz ze jestem juz jej wdzieczna za to ze sobie ciebie wzieła.Nigdy bym juz do niego nie wrocila.Teraz widze z kim zyłam.Mam jedna satysfakcje, ze ratowałam do konca, naiwnie ale zrobiłam wszystko.Obecnie jestem w zwiazku tak bardzo szczesliwym , ze az sie boje ze sie skonczy.Mieszkamy razem jest odpowiedzialny i dobry a za pol roku sie pobieramy.Kobiety uwierzcie w siebie i nie musicie wyrzucac facetow tylko pozwolic im odejsc.Nie wariujcie nie dzwoncie do tamtych ja mam satysfakcje ze nigdy tego nie zrobiłam.I strasznie w to wierze, ze jak komus zrujnujesz zycie los sie odwroci przeciwko tej osobie.kara za wszystko przychodzi od losu.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: d1b1   Data: 2009-03-13, 21:02:49               Odpowiedz

    Jesli posledzisz post ``Moja zona potrzebuje czasu`` to sie dowiesz.

    Co przyniesie nam przyszlosc nik tego niewie.

    Moja przyszla eks jest teraz obecnie w polsce u swego kochanka. Dzisiaj dzwonila do dzici. 3 raz w tym roku.
    Mowi ze ich kocha i w ogule ale ja wiem lepiej jak jest.
    Prawdopodobnie jest w ciazy gdy z nim w zeszly roku zaszalala. Wykorzystala mnie emocjonalnie i opusicila. Ja zaczolem walczyc o dzieci zeby niepowtorzyla sie historia jej matki i siostry. Niestety teraz ona tak samo robi tj. chciala zrobic.
    Co nowy partner to nowe miasto lub panstwo.
    Mamy razem coreczki blizniaczki w wieku 9 lat i syna , pare dni temu skonczyl 6 lat.

    Tez do niego dzwonilem i prosilem zeby dal mi czas wszystko naprawic. Ale uwierz mi to nie oddnich zalezy. Moga ale niemusza nic robic. Ostateczne slowo nalezy do naszych eks.

    Niemartw sie , dbaj o dzieci i siebie. Powoli zaczniesz widziec co mialas i zobaczysz niebedzi ci zal ze odszedl.

    heads up !

    Pozdro.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-13, 20:44:55               Odpowiedz

    Żałuję, że zadzwoniłam, żałuje.

    To przykre, że już nigdy tak nie będzie.

    Napisz mi czy Ty zostałaś, ze swoim partnerem?

    Ja mam 2 dzieci. Jedno ma 7 lat drukie 6 miesięcy. Także będzie mi ciężko samej. Ale staram sobie mówić, że pewnych rzeczy i tak nie przskoczę. Mogę się starc a jak będzie chciał nas olać to oleje. Moja sytuacja się komplikuje bo jestem na urlopie wychowawczym i nie mam zbyt dużych zarobków, a chciałabym aby moim dziecią nic nie brakło. Boli też myśl, że będę musiała powiedzieć tatuś już nie wróci. Starsze bardzo bardzo kocha tatę.
    Boli mnie też np., że ktoś bytć może wytknie moje dziecko - tata ich zostawił dla innej. To mnie boli boli boli.

    Gdzieś wyczytałam, że czasami mąż potrafi nawet bardziej pózniej pokochać - no tak ale to wcale mnie nie musi się przytrafić. Mnie może w d ... kopnąć.

    Ale wiesz przez to, że z nią rozmawiałam wiem, że ona dziś wtedy widziała go zupełnie innym niż jest. Codzienność, problemy + problemy jakie będą z nami jego starą rodziną mogą też jej oczy otworzyć. 2 dzieci, alimenty już nie będzie tak słodko.

    Hmmm albo mnie się tak tylko wydaje.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: d1b1   Data: 2009-03-13, 16:02:50               Odpowiedz

    Meg4

    Jestes w takie sytuacji w jakiej ja byloem do niedawna. Rozumiem dokladnie prze co przechodzisz.
    Wiec opowiem ci o moich refleksjach.

    Pierwsze i najwazniejsze: to co bylo dotychczas miedzy wami nigdy juz niewruci. Chocbys na glowie stawala tak juz nigdy niebedzie. Wiem cos o tym.

    Przestan wspominac przeszlosc i zalowac ze juz tak niema.
    To jest przeszlosc ktora ma znaczenie ale teraz juz tylko historyczne. Jesli to sa mile wspomnienia to sie im poddaj. Potrzebujesz chocby troche szcescia , szczegulnie teraz. Wiec gdy wracasz mysami do tych mily chwil to daj sie temu poniesc.
    Po czasie zrozumiesz ze puzniej trzeba wrocic na ziemie it o powoli cie zacznie umacniac.

    Drugie tez wazne:niedzwon do niej, niepros sie go o zmiane decyzji. W ten sposob umacniasz go w jego krokach. Musisz naprawde byc twarda. Wiem ze macie dziecko ale jakie bedzie ono mailo szczescie jesli jego rozdica sa ze soba tylko na sile, dla wlasnie jego.
    Zniszczycie dziecka charakter i wizje szczesci an przyszlosc.

    Wiem ze cierpisz , wiem jak to boli, wiem jak to jest klasc sie spac z jego/jej imieniem na ustach. Wstac rano i czuc sie silniejszym o jeden dzien by za chwile przez glupie spojrzenie na cos co ja/go przypomina zaczac plakac.
    I znowu starac sie przetwac nastepny dzien.

    Czujesz sie jak w koszarnym snie. Tak bardzo chcesz sie z niego wybudzic. Ale dzwonek niedzwoni. Sen sie niekonczy.
    Skup sie na dziecku , tylko i wylacznie dziecku. Niemysl o nim . Gdy tylko to wruci skieruj swoja uwage na cos innego.
    Co mi pomoglo?

    Sprzatanie, mp3 na uszy i dawaj, codzienne sprzatanie calego domu. Lub cokolwiek innego co zmusi cie do skupienia sie na tym jak najbardziej.

    Wiem ze budujesz w sobie wielko wiare sterowana przez twoje serce. Ale sama wiesz serce nie sluga. Mysl rozsadnie.

    Potrzebujesz duzo czasu, tak jak my wszyscy ktorzy zostali zdradzeni przez milosc swego zycia.


    Wszystkim cierpacym na te same doleglowosci z calego serca zycze- wytrwalosci, cierpliwosci i wiary.
    Zycie nie jest zle. Czasami musimy pchac te kule pod gore.
    Ale widok ze szczytu bedzie napewno przepiekny.

    Glowa do gory!!!

    Meg4





  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: malizna   Data: 2009-03-13, 15:40:17               Odpowiedz

    ja tez uwazam ,ze on nie ma jej w garsci. To nie ta platforma -mieć tu chodzi o być.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-13, 15:32:27               Odpowiedz

    JG uważasz, że walcząc facet myśli, że ma w garsci tą która walczy?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-13, 12:58:20               Odpowiedz

    No tak ale pewnie im się tak wydaje. miłóść życia

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-13, 12:20:49               Odpowiedz

    Malizna, Jesli czytałaś wpis Kaji od początku to pewnie już wiesz że ta historia może miec wiele zakończeń.Również to szcześliwe.
    Ja nie wiem czy bym wybaczyła zdradę ,w zasadzie Ty jej jeszcze nie wybaczyłaś,jesteś w fazie szoku i burzy emocjonalnej i sama tak do końca nie jesteś w pełni świadoma co robisz.Dominuje Tobą silny strach przed utratą czegoś co było dla Ciebie najcenniejsze i dla waszych dzieci również co Cię dodatkowo napędza.
    Twój mąż w zasadzie zachowuje się jak dekiel przechodzący kryzys wieku średniego (zaczęłam się zastanawiać czy wasi mężowie nie są wytwarzani seryjnie na jakiejś taśmie produkcyjnej)i myśli ze mu wszystko wolno. Nie zdziwiłabym się gdyby okazało sie ze ta jego nowa wielka jedyna prawdziwa miłość niedawno skończyła maturę albo studia.
    To co teraz Ty manifestujesz to lęk przed nieznanym, boisz się że stracisz "swój świat" który był budowany wiele lat.
    Powinnam tu przysłać Wiatra żeby powiedział Wam parę słów, jednak jeśli facet sie miesza pomiedzy szybkim króciutkim związkiem i długoletnim małżeństwem w którym był szczęśliwy ,a ostatnio przestał bo mu się siwizna pojawiła na skroniach więc trzeba zatrzymać proces starzenia nową partnerką, to tylko zdecydowanie i stanowczość żony może doprowadzić do równowagi w związku lub do jej wolności.
    Pamiętaj, że Ty go poznałaś jak on nie miał złamanego grosza, dochodziliście do wszystkiego wspólnie razem ,wspieraliście ,a jeśli on teraz Ciebie wymienia na kogoś innego to zachowuje sie jak bezwartościowy gnój.
    Acha ,wbrew temu co Ci się może wydawać ,mimo ze krok do wyrzucenia go z domu jest bardzo trudny ,to jednak nawet jakbyś miała z nim być, bo on by się zdecydował na dalsze trwanie małżeństwa to jednak walka o to małżeństwo będzie nieporównywanie cięższa i trudniejsza.
    Miej na uwadze przedewszystkim to że pragnąc o niego walczysz ,pokazujesz mu, że on ma Ciebie w garści i ma nad Tobą władzę absolutną.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-13, 12:09:40               Odpowiedz

    Sorry, ale Ty teraz ostro pieprzysz. Za dużo komedii romantycznych i telenowel oglądałaś.
    Prawdziwa miłość to nie jest 5 minut i już ,bach ,zakochali się w sobie ,to jest proces długotrwały który się rodzi w bólach i ciągłym dochodzeniu do siebie kiedy hormony przestały nas napędzać.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-13, 11:57:13               Odpowiedz

    Cóż mogę powiedzieć każda z nas ma inną historię ale jakże tak samą. Ja również walczę, walczę o niego dla siebie o tatusia dla 2 dzieci.
    Jaki będzie koniec. Chciałabym wiedzieć. Wiem jak jest ci cięzko bo sama jestem w tej sytuacji. Tak jak ty zraniona, upokorzona, bojąca się dnia bez niego.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: malizna   Data: 2009-03-13, 11:48:49               Odpowiedz


    Nie wiem czy można przestać kochać - ja sadzę że nie . Maż uważa, ze tak. Właśnie mi powiedział, że już mnie nie kocha -, że mogę być dobrą przyjaciółką . Ja nie chcę - ale po kolei. Znamy się 27 lat. Małżeństwem jesteśmy 23 lata. Do zeszłego roku mogłam powiedzieć szczęśliwe- nic nam nie brakowało. Dzieci cudowne. Od roku nagle zaczęło się coś psuć.
    Teraz wiem-ma kogoś od ponad pół roku. Teraz jesteśmy w okresie podjęcia decyzji przez niego -co dalej?- my czy ona? Boje się, co z dziećmi? nasza rodzina?, co z tymi wartościami o których mówiliśmy dzieciom? Żyję w pełnym napięciu- czekam na wyrok. Mam świadomość, że daleko mu do podjęcia decyzji zostawienia tamtej osoby; nie wie, co robić? Z jednej strony nie chce rozwodu z powodu dzieci a z drugiej nie wie czy uda mu się mnie pokochać. Z tamta jak twierdzi nie wie czy będzie szczęśliwy, bo będzie miał wyrzuty sumienia.. To, że ze mną jest jak powiedział od pól roku to ciągle próba. Ale ja teraz wiem ,ze w jego życiu jest ta druga. Ten cały okres to straszy czas smutku, depresji, nie wiem jak udało nam się ukryć przed światem..
    Ja mu mówię czy jest pewny czy ją na tyle zna, że ich związek się ułoży . Czy warto zostawiać tych, co go kochają, znają się jak łyse konie, czy nie warto się odszukać?
    Może jest to to, co ja bym chciała usłyszeć. Ale dzieci, zresztą wszyscy maja go za cudownego człowieka a nas za wspaniale małżeństwo
    Wciąż dręczą mnie pytania: -jak można prowadzić podwójne życie?; -dlaczego? , co to za osoba?, czy samotna?, czy z rodziną?, czy stara czy młoda?. Jakie ja mam szanse? dlaczego wcześniej mi tego nie powiedział - jak mówiłam ze cos nie tak- milczy ( może by tak daleko nie zaszło)?; kiedy się spotykają jak cały czas poza pracą jest w domu?, jak wyglądają ich spotkania?, czy wie ze ma dzieci, mnie?; jak możne spać ze mną w jednym łóżku?
    Nie chcę myśleć, że powinnam go zostawić - tak za nim mnie to dotknęło uważałam- zdradzona kobieta powinna zostawić chłopa z jego brudami, domem tej drugiej. Teraz chcę o niego walczyć. czy mamy szansę, czy znów sobie zaufamy - nie wiem lecz wierzę. Nie rozmawiam o tym z nikim - z rodziną, z przyjaciółmi. Duszę to w sobie. Mam nadzieję, że jeżeli o tym nie mówię to może jak uda nam się pozostać razem nie zniszczymy innym życia. Czekam do wyroku.
    Dlatego stwierdziłam, że na forum mogę się wygadać i poczytać opinii innych. o co proszę

    Pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-13, 11:44:25               Odpowiedz

    A może to nie zakochanie a miłóść życia????? Ale czy mozna tak powiedzieć po 4 miesiącach?????

    Boję się tej miłości. Bardzo się jej boję.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-13, 11:40:07               Odpowiedz

    Bardzo Ci dziękuję. To jest przykre, że jest nas aż tyle zdradzonych, upokorzonych żon. Tu widzę, że nie jestem ani pierwsza ani ostatnia. I nigdy nie myslałam, że mnie to spotka, nigdy nigdy i że po tym co zrobił będę mieć takie rozterki, że będę walczyć o kogoś kto zrobił mi największe świństwo w zyciu.

    Dziwny jest ten świat.

    Kiedyś różowy, pachnący, wspaniały dziś szary, smutny ...

    Nie umiem się pogodzić z tym co się stało. To jak koszmar, przed chwilą oczekwanie na przyjście na świat dziecka dziś walka o dotychczasowy byt.

    Jest mi naprawdę ciężko.



  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-13, 10:48:51               Odpowiedz

    Meg jestem z Tobą. Musisz przestać myśleć o tym co się stało. Nie pokazuj, że Ci zależy tak bardzo. Jestem pewna, że sobie poradzisz, jak każda z nas w takiej sytuacji. Bardzo Ci współczuję i naprawdę gdybym mogła przytuliłabym Cię. Wiem, że to pomaga. Ja mam siostrę, na której mogę polegać. Wymyśla dla mnie różne zajęcia, podtrzymuje mnie na duchu.
    Doszłam do wniosku, że to co czujemy do naszych mężczyzn musimy przez pewien czas zachować dla siebie i zobaczyć co będzie.

    Ja na swoim przykładzie widzę, że gadanie z nim o tym co się stało przynosi odmienny skutek.
    Myślę, że na jakiś czas przycichnę i zobaczę co będzie. I tak naprawdę zrób to samo.

    Oni naprawdę nie wiedzą co czynią. Jestem o tym święcie przekonana.
    Mają zapewne jeszcze większe rozterki niż my kobiety zdradzone.
    Oni nie chcą stracić tego co mają, a boją się tego co mogą mieć.
    Sami muszą wybrać. Ja się poddałam. Nie będę błagać, poniżać się, zapewniać o miłości. Całe 17 lat okazywałam swoją miłość - raz mniej - raz więcej.
    A on tego nie czuł, więc co można zrobić więcej, żeby poczuł?
    Trzymaj się cieplutko.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-13, 10:32:40               Odpowiedz

    A jeśli nawet to co to zmieni?
    Może Twój mąż zaczyna powoli żałować a telefon do niej od Ciebie i ten jego wyjazd to po prostu zbieg okoliczności.
    Jeśli Was zostawi to tylko pokaże jaki jest naprawdę i nie będzie czego żałować

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-13, 10:20:04               Odpowiedz

    przed chwilką się dowiedziałam, że musi wyjechać. Powiedział, że mogę z nim jechać, ale dobrze wie, że z dzidzi to niemożliwe. Czasami miewał takie awarie gdzie nagle musiał wyjechać.
    Co mysleć, czyżby ona do niego napisała, czyżby chciała się z nim spotkać po moim tel.????
    Rozmawiałam z nią bardzo miło, nie miałam do niej wyrzutów, powiedziałam tylko, że kocham męża i chcę go odzyskać dla siebie, dzieci dla naszej rodzinki.
    Ona ... czułam to, że też czuła się kimś wyjątkowym w jego zyciu, że wierzyła, że on bedzie z nią. Bardzo w to wierzyła. Być może wczoraj tak wew wkurzyłam ją i teraz chce mi i sobie udowodnić, że to ona bedzie go mieć????? Być może chce zobaczyć, czy wybierze ją. Czy jak pozwoli mu przyjechać to on to zrobi????
    Chyba zwariuję, ale też chyba nie mam wyboru jak tylko ze łzami w oczu i ogromnym bólem w sercu poczekać. Może mówi prawdę.

    Tak teraz żałuję, że zadzwoniłam, bo choć rozmaowa była miła może w niej coś rozbudziło.
    Złość między tym co on jej mówł, a tym, że dziś jest jeszsze w domu.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-13, 08:55:55               Odpowiedz

    JG może błąd. Chciałabym Ci powiedzieć co jej powiedziałam ale boję się tego tak oficjalnie napisać. Może ona też ma tu jakiś swój wątek????? Ale tak w skrócie, że jest miłością mojego życia, że go kocham ...

    Może poleciłabyś mi ja kakąś lekturkę - tak konkretnie.

    Wariuje to fakt. Siedzę całymi dniami w domu i wariuje.
    Szkoda, że nie pracuję, że nie mam opieki do maleństwa może wtedy widziałbym, że można zyć inaczej. Dzisiaj mam wrazenie, że nie dam rady z dziećmi bez niego nie tylko finansowo pod każdym aspektem.

    Wiem wiem muszę się uspokojić, bo zadręczam go i siebie. On przychodzi z pracy wykończony a w domu ma tylko jazgot i wracanie wciąż i wciąż do tego samego tematu.

    Obiecuję będę się starc być spokojniejsza. Nie będę mówić na ten temat. Będę się starać będę nie wracać do tego.

    Postaram się żyć z tym i mam nadzieję, że on mie nie odepchnie.

    Dzisiaj przez to, że on wczoraj mi powiedział, że jest złym człowiekiem, że tylko krzywdzi - pomyslałam, że sama go zdołowałam i odebrałam chcęć walki o nas. Bo po co ma walczyć jak ja go za takiego złego mam.

    Powiedziałam mu, że wiem, że jest dobry, że napewno odzyskamy go takim jakim był i że go kocham.

    Może błąd ale bałam się, że ona może go zdobyć tym, że teraz to ona bedzie go kochać a ja będę tą złą żoną.

    Jej też chciałam powiedzieć, że wybaczam Mu bo go kocham nie tylko dla dzieci dla uczucia dla biego także.

    JG ale po rozmowie z nią widzę, że to młoda siksa nie wiedząca o zyciu wiele. O radzinie, małżeństwie ... itp.
    Raczej nie zdaje sobie sprawy z tego co zrobili i jak wiele osób na tym cierpi. Ona musi być bardzo młoda, naiwniutka, nie znająca zycia.

    Co ona teraz zrobi? Czy się spotykają?(tu wygląda na to, że nie, ale czy mówi prawdę??). Czy jeśli go tak kocha nie zadzwoni do niego aby się znią spotkać?

    Strasznie się tego boję. Ona ma tez wiele pytań bez odpowiedzi. Wiadomo z jej strony wyglądało to zupełnie inaczej.

    Co on tak naprawdę czuje !!!!! On dziś nie chce na ten temat rozmawiać więc sama sobie odpowiadam, że pewnie o niej myśli ... skoro nie mówi o miłości do mnie.

    Może zle postępowałam tylko go odpychając, mówiąc jak bardzo mnie skrzywdził, jakim jest złym złym złym człowiekiem, wpychając się mu do łózka mówiąc, że poprostu miałam na to ochotę fizyczną, sama go od siebie odepchnełam. Dlatego teraz chcę mu pokazać, że go jednak kocham, że mu pokazać, że z mojej strony widzę nadzieję, że bedzie jeszcze kiedyś dobrze.

    Czy zle robię?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-13, 08:31:43               Odpowiedz

    Nie on się obwinia. Powiedziałabym tak, że tak bardzo mu nawrzucałam, że teraz on sam o sobie mów jestem złym człowiekiem, skrzywdziłem, krzywdzę, nie zasługuję.

    I co a ja bym chciała aby on o mnie walczył.
    Powiedziałam mu wiele przykrych wulgarnych rzeczy (wiem należało mu się) a on to wszystko przyjoł do siebie zamiast walczyć o swoje dobre imie i o nas on stweierdził jestem zły ...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-13, 08:18:41               Odpowiedz

    Meg, widzę że dostajesz ataku histerii z powodu tego co się stało. Będzie ich jeszcze wiele. Chcesz chyba bardzo pokazać mężowi jaki jest zły i jak bardzo Cię skrzywdził. W tej chwili wariujesz bo jedyne co robisz to rozpamiętujesz ten romans. Pamiętaj że zakochanie to tylko silne zauroczenie ,to jeszcze nie jest żaden związek.
    Mam wrazenie że Ty sama chcesz storpedować to małżeństwo, pewnie czujesz taki ból żen ie masz ochoty być z tym, który Cię skrzywdził i który postawił na szali Ciebie i Wasze dzieci.
    Trochę go rozumiem bo może było mu cięzko bez bliskości fizycznej kiedy Ty jednak zdrada to nie była tylko dla seksu, to był u niego dłuższy proces majacy przyczyny w jego braku dojrzałości, chciał imponować jakies młodej że jest dziany bla bla bla ze może już mu się nigdy coś takeigo nie trafi i wykorzystał okazję. W zasadzie to sam tego chciał ze masz teraz wachania nastroju.
    A tak jeszcze chcialam co do Ciągnięcia go do łóżka. Wiesz tu problem moze niekoniecznie leżeć w tym że tęskni za tamtą i czułby że ją zdradza z Tobą, tylko problemy w pracy sprawiają że nie ma na to ochoty, że boi się np kolejnej ciąży a przy obecnej nawałnicy po jego zdradzie i utrzymaniu dwójki dzieci, kolejne dziecko może wydać się czymś przykrym i niechcianym lub boi sie że poczujesz się wykorzystana, że ten seks dodatkowo Cię zrani albo brutalniejsza perspektywa - nie pociągasz go przynajmniej na ten czas.
    Telefon do kochanki to był błąd. Po co chciałaś z nią rozmawiać, co chciałaś przez to uzyskać? Chciałaś usłyszeć upewnienie sie że on z Tobą jest i że ona już nic do niego itp? Uwikłałaś się w wir udowadniania jaki z niego podły i wstrętny drań i chciałabyś żeby cały czas na kolanach Cię przepraszał , płakał i żałował że Cię tak skrzywdził. Jednak jak widzisz Twoje wysiłki do niczego nie prowadzą i narasta tylko frustracja między wami. Co musisz zrobić, przede wszystkim zająć sie sobą. Może jakaś literatura ezoteryczna ,duchowa itp?
    Znajdź sobie zajęcie ,hobby cokolwiek żeby odciągnąć myśli od tego co sie stało i żebyś się nie rzucała na męża za każdym razem żeby udowodnić mu jaki to on be. Teraz rozpamiętujesz i cały czas myślisz jak się utrzymacie jak on odejdzie (tak mi się wydaje)i próbujesz go zatrzymać wzbudzając wyrzuty sumienia, ale atakiem nic nie zdziałasz, on bedzie się tylko bronił.
    Może kaligrafia japońska? ;>
    Słyszalam pewien sposób na wybicie facetowi z głowy skoki w boki i kochanki - udowadniasz mu że jesteś lepsza od nich wszystkich. Jednak czy to działa to nie wiem bo w zasadzie nikt nie chce byc ze świecącym nieskażonym ideałem.

    Ps mąż Kaji też na początku się tak zachowywał może nawet duzo gorzej niż Twój ,ale wrócił w końcu do świadomości i uzmysłowił sobie jak ją skrzywdził. U niej chyba dobrze, powoli wraca do równowagi psychicznej.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: d1b1   Data: 2009-03-13, 00:50:31               Odpowiedz

    Tak mozna.

    Tak wlasnie zrobila moja zona.

    To okropne wiem, ale taka nasza podla ludzka natura.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: kitty28   Data: 2009-03-12, 22:40:23               Odpowiedz

    Nie jestem JG ale moze pomoge bo robilam to samo.Wierz mi,nie rob tego juz,bo sie ponizasz przed nia.Ona moze klamac, a jak on sie dowie obroci sie przeciw Tobie,ze nie dajesz jej spokoju itd...
    Zapamietaj jedno i sie kieruj tym ze nie zbuduje sie szczescia na nieszczesciu i jesli kiedykolwiek beda to nie na dlugo.Gwarantuje.
    Przeszlam wszystko jak Ty,wszystko od ponizania przez niego do gadania mojego, wypominania-to ostatnie najgorsze.Ja sie mecze trzeci rok!!tyle wierzylam ze znowu bedzie tak samo,ale nigdy nie bedzie,nie da sie wymazac, z czasem jedynie nauczyc z tym zyc.Nie wypominaj, nie rozmawiaj o tym z nim .Nie teraz, to go bardziej odpycha i przypomina o niej. Staraj sie jak dawniej,codzienne sprawy jak w pracy, w domu tak...,chodzmy na zakupy itd, dzieciaki to.
    Przyjdzie na to czas ze porozmawiacie o niej chyba ze on jednak jest na tyle glupi ze nie widzi,ze zle robi...
    Zameczysz sie inaczej,ja wylalam tone lez ale to On musi nie Ty.Jak on nie chce san to nie zmusisz go,to on ma zrozumiec.Tak bardzo tego zycze,ale prawda czasem okrutna,bo niestety nie wszystko zalezy tylko od NAS.Tak bardzo rozumiem co czujesz...tak bardzo ze az za...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: rybkka   Data: 2009-03-12, 21:28:45               Odpowiedz

    już NIGDY NIE BĘDZIE TAK JAK BYŁO ale za to może być lepiej, dojrzalej, mądrzej.
    na moje oko.dużo pracy przed wami WSPÓLNEJ a jak czytam to twojemu mężowi się nie kwapi...
    zakochał się wrócił i chce aby było tak jakby nic się nie stało a tak nie będzie i nie może być BO STAŁO SIĘ--zdradził zawiódł, nie obwiniaj się o ten ból który nosisz w sobie idź do psychologa on pomoże ci uporać się z emocjami, teraz przezywasz najgorszy kocioł, ale będzie lepiej.
    powinniście razem przez to przejść a twój mąż"umywa ręce"że tak powiem, niezbyt dobry objaw.....wygląda to tak jakby nie chciał ponieść odpowiedzialności za to co zrobił..

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-12, 21:17:04               Odpowiedz

    JG do czegoś muszę ci się przyznać.
    Zadzwoniłam do niej.

    Rozmawiałam z nią. Powiedziałam jak kocham męża, jak chcę dla dzieci i dla niego zbudować związek na nowo.

    Jak dzieci go potrzebują, jak ja go kocham i że zawsze był dla mnie dobrym mężem.

    Co ja narobiłam??????????????????????

    Czy to coś da. Wiem, że na dzień dzisijszy on do niej nie dzwoni, ale czy sama czegoś nie sprowokowałam

    Ale jestem głupia

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-12, 20:59:37               Odpowiedz

    Tak bardzo chciałabym zyć tak jak kiedyś.
    Przytulać się do niego kiedy chcę, dawać mu całuski, uśmiechać się do niego, wysyłac sms o miłości, zdjęcia dzieci ... tak bardzo za tym tęsknię.

    Odczuwam strach strach strach, że już nigdy tego nie odzyskam. Jestem taka słaba w obliczu tego co zrobił. I tak mało mądra aby wiedzieć jak z tym postępować. Popełniłam tyle błedów.Tyle błędów. Tyle błędów.
    Życie okazało się takie okrutne.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-12, 20:45:52               Odpowiedz

    Co u mnie.
    Kolejny dzień byłam upierdliwa i zadająca pytania, wyrzucająca krzywdy ... efekt powiedział, że ma dosyć, że tak naprawdę nie dałam mu mozliwości o tym pomysleć.W pracy ma bardzo bardzo cięzko i to go dobija przychodzi do domu a w domu nie ma chwili wytchnienia non stop zadaje mu pytanie czy jest z nami i on non stop odpowiada mi na nie, a ja codziennie od nowa.
    Już sama nie wiem. Wiem zdradził, skrzywdził.
    A ja zle się czuję z tym moim ględzeniem i gadaniem. Tak go tym zmęczyłam, że on zaczyna chyba naprawdę wątpić czy ma być z nami. Tak to odbieram.

    Chcę aby był z nami. Chcę go odzyskać takim jakim był. Chcę aby znów nas kochał, aby kochał dzieci.

    Ale czy to jest wogóle jeszcze mozliwe. Jestem głupia, że po tym co zrobił o niego chcę walczyć. Chcę o niego walczyć gdy on mysli o innej (tak sądzę), on dziś nie mówi mi prawdy co do uczuć - widzę to bo boji się moich emocji. Tego, że nie potrafię nad tym panować. W emocjach potrafię wyjść w ciemną noc, wypić piwo, nakrzyczeć i wracać non stop do jednego i tego samego. On ma tego dosyć a ja nie potrafię być cicha, obrazona, powściągliwa.

    Chcę myśleć pozytywnie. Chcę myśleć, że będzie dobrze, że znów nas pokocha. ALE CZY TO MOZLIWE?????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

    JG czy mam jakieś szanse na odzyskanie swojego starego zycia.

    Kaja nie pisze co u niej? Czy się jej jakoś ułozyło? Czy jest z mężem czy nieststy to się rozpadło???

    JG czy mam jakieś szanse na odzyskanie swojego starego zycia.

    Czuję się tak beznadziejnie. Co zrobić aby się nie wykończyć.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-11, 12:12:55               Odpowiedz

    ale najgorsza jest ta niepweność - brak zaufania. Wolałabym aby odszedł niż dalej okłamywał.

    Jak wierzyć, że to koniec.

    Co do kontrolowania to wiem i nikt tu mnie nie przekona, że można naprawdę skutecznie się ukrywać. Kasować SMS, wiadomości email, czy połączenia tel. Mogę zaglądać w tel, ale zdaję sobie sprawę, że teraz będzie się ukrywał - jeśli już. Zresztą tak naprawdę to bardzo tego nie lubię robić, że się z tym czuję. A kiedy mam jego tel w ręce to mam wrazenie, że mi z rąk wypadnie tak mi się ręce trzęsą.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-11, 11:45:49               Odpowiedz

    JG - tak to dziś jest strasznie trudne.

    Ale doszłam już do wniosku, że nic na siłę. On sam musi chceć być z nami aby nam się jakoś ułożyło.
    Na poczatku za bardzo naciskałam, ale widocznie tak własnie miało być.
    Teraz od czasu do czasu mamy krótkie spięcia przezemnie oczywiście on od czasu do czasu stara się mnie przytulić. Być miłym. Hmmm.
    Tak jest.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-10, 21:27:39               Odpowiedz

    Wielki powrót Syrian! :3
    Cieszymy się bardzo, przyszło do nas w międzyczasie parę zabłąkanych duszyczek.
    Olga pisała wyżej pod nowym nickiem ,ale chwilowo znowu ucichła, może za chwilę wróci.
    Mam nadzieję że Twoje małżeństwo sie poskleja i mąż też będzie się starał odbudować wszystko ,a jak nie to cokolwiek Cię spotka ,aby Ci to przyniosło szczęście. Ale wiesz ,tak naprawdę co się stanie zależy od Twoich pragnień ,Twoich wewnętrznych pragnień których nawet niekoniecznie musisz być świadoma, ale są głęboko w twojej podświadomości. Jeśli chcesz i głęboko wierzysz że to małżeństwo da sie scalić to tak będzie. Człowiek jest taką istotą że potrafi wpływać na los nie tylko czynami ale takze myślami i naszymi podświadomymi życzeniami(ja mam nawet umiejętność prowokowania zdarzeń poprzez myśli albo to jasnowidzenie ,ale nie umiem tego kontrolować więc teraz sie tego uczę powoli i żmudnie) Jeśli wzbudzisz w swojej podświadomości życzenie aby to stare małżeństwo legło w gruzy a na jego miejscu pojawił sie nowy związek partnerski (mimo że z tym samym facetem) to tak się stanie. On Cię kocha, myślę teraz musicie wybudować kanały komunikacji i więzi które zostały mocno nadszarpnięte. Życzę aby i u was skończyło się cierpliwie.

    Renian, szczerze mówiąc ja bym go zostawiła na Twoim miejscu. Facet nie miał skrupułów żebyś była sama w trakcie walki o swoje życie. Wolał się interesować nowym nabytkiem ( i zapewne sporo młodszym) Czy Ty chcesz napewno tego związku czy po prostu boisz sie samotności?

    Meg, pisz cały czas co się u Ciebie dzieje. Ale pamiętaj też tak jak powiedziałam Syrian ,Twoje myśli mają moc sprawczą (te podświadome) nie mozesz się dać lękowi zdominować i dać się spełnić temu życzeniu. Moze Twój mąż teraz tęskni za nią a za jakiś czas odkryje że to była totalna głupota, albo będzie sie z nią kontaktował nie wiadomo. Jeśli chcesz aby on został to musisz uwierzyc w niego choć to strasznie trudne.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: syrian   Data: 2009-03-10, 19:14:01               Odpowiedz

    Witam Cię Kaju ,widzę że podczas mojej nieobecnosci wątek sie rozwinął ,co u ciebie slychać? jak w domu?czy wiesz co dzieje się z Olgą?Umnie w miarę ok.Staramy sie sklejać i budować od nowa,ale czy to się uda nie wiem,pozbierałam się do kupy i w miarę dobrze funkcjonuję.Praca jest dla mnie błogostławieństwem,pozwala mi nie mysleć ,daje jakiś cel.Spotkałam sie kilka tygodni temu z mężem tej kobiety,dowiedziałam się od niego że oni spotykali sie jeszcze w grudniu,cóż zostałam oszukana raz jeszcze.Dopiero po karczemnej awanturze i grozbie rozwodu z jego winy dotarło,że kolejnej szansy nie będzie.Sprawa została postawiona na ostrzu noża,ja dotarłam do ściany i już wiecej nie zamierzam o nas walczyć.Teraz kolej na niego.Jeśli nie będziechciał wnoszę pozew o rozwód,w końcu chyba zrozumiał,że żarty się skończyły i naprawdę bardzo się stara,a ja czekam co z tego wyniknie,pozdrawiam cię goraco syrian

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-10, 18:15:25               Odpowiedz

    JG dziękuję za odpowiedz.

    Cóż nie mogę nic innego zrobić jak tylko dac czasowi czas. Tak - powiedziałam męzowi, że ma dokonać wyboru, albo my albo się wyprowadza. On na to, że przecież dokonał wyboru i że jest z nami i z nami chce być. I, że za każdym razem kiedy rozmawiamy przecież tak mówi.

    Hm mówi nie mówi ja nie potrafię zaufać . Nie zostaje nic innego jak poczekać i zobaczyć co się dalej bedzie działo.

    Mówi, że tamtego związku już niema. Nie piszą ze sobą, nie dzwonią nie spotykają się. Cóż ...
    Tak mówi, że tamtego już nie ma jako związku.
    (wcze śniej mówił, że tęskni ale też utrzymywał, że już nie są parą).
    Niby to człowiek kontroluje, ale przecież teraz nie pozwoliłby sobie na żaden błąd.
    Czas poka że.

    Już wiem, muszę żyć własnym życiem i tak je zorganizować aby nie być zależną od niego.
    Tak dostałam lekcję życia, że nie można tak ufać.
    Wiem i chcę i to mój cel - muszę nauczyć się żyć sama dla siebie również z myslą, że kiedyś może zostanę sama z dziećmi. Muszę się usamodzielnić.

    Po szoku jakim doznałam już zaczynam widzieć mnie samą z dziećmi.

    A czas pokaże czy to małżeństwo się rozpadnie czy nie. Czy on również dostał lekcję życia i już więcej do tego niedopuści, czy będzie ostatnią ł...ą. Ale czy wtedy będzie mi żal?

    Nie mam nic innego do zrobienia jak tylko poczekać, obserwować i krok po kroku organizować swoje własne życie.
    Przede wszystkim wrócić do pracy, wśród ludzi itp.

    Muszę na chwilę nabrać wody w usta i ni8e gderać, bo te rozmowy prowadzą tylko do tego, że ja się żle czuję, on też. Wygarnełam mu już jaki z niego ś....a, to on już wie. Wygarnełam , że jak chce to go spakuję ...

    Narazie on stara się być miły (taki był wczoraj ) dziś mało się widujemy (mnie w domu nie było).
    Może chciałabym aby się kajał, ale się nie kaja. Więcej nie będę wracac do tego tematu.


    Dzi ękuję ci JG, że jesteś.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: renian   Data: 2009-03-10, 15:25:42               Odpowiedz

    Jeszcze raz piszę do Ciebie Kaju mój pierwszy wpis był po przeczytaniu Twego wpisu na samym początku, cieszę się, że sprawy potoczyły się tak jak Ci życzyłam z całego serca tak trzymaj .renian

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: renian   Data: 2009-03-10, 12:59:15               Odpowiedz

    Kaju bardzo mnie poruszyła Twoja historia, trzymaj się i nie rezygnuj, jeśli masz nadzieję.Bardzo prawdziwie opisujesz stan w jakim się znalazłaś To nic,że targają Tobą te nawet negatywne emocje, doputy są emocje to jest nadzieja w Tobie.Nie czytałam wielu odpowiedzi, czy rad na ten jak się okazuje nagminny problem, ale sama też przeżyłam i przeżywam podobne emocje. Ja też nie rezygnuję z mojego małżeństwa mimo, że usłyszałąm po 30latach małżęństwa, że się zakochałem parę lat temu a ja w momencie tej wypowiedzi byłam tuż po amputacji piersi, z wiarą i ufnością,że kto jak kto ale mąż mi pomoże przejść przez to , bo dzieci mam już duże i samodzielne , niestety przez cały okres chemi i pooperacyjnych dolegliwości nie było go chociaż mieszkaliśmy i mieszkamy razem a on stale dzwoni do niej bo ona mieszka w innym mieście. Ja po mału wychodzę z choroby a trwa to już trzy lata, a on nie che rozmawiać ani tłumaczyć się, bardzo ciężko mi było i jest ale widzę że jego miłość do niej gaśnie.Kaju bądż dobrej myśli i walcz jak umiesz.renian

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-09, 22:05:59               Odpowiedz

    Nie wiem czy Cię to pocieszy - zakochał się bo ona nie miała żadnych zobowiązań mogła być cały czas wyidealizowaną wizją ,nie miał czasu żeby zasmakować z nią codzienności. Te myśli Cię w końcu zniszczą ,nie myslałaś jednak nad rozstaniem ,przynajmniej chwilowym? Wtedy byś zobaczyła co on faktycznie robi, czy będzie z nią czy w ogóle mu zależy na was czy woli swoje wyidealizowane marzenia. Skoro tęskni za stanem zakochania to on prędzej czy później i tak Cię zostawi. Jeśli po prostu nie może dojść do siebie to musi albo uświadomić sobie Twój ból albo dostać porządnego kopa typu "Jeśli masz zamiar dalej rozpamiętywać ten cudowny zwiazek i zaniedbywać mnie to jazda - droga wolna " . Psycholog Ci se przyda żeby zebrać siły i spróbować odbudować siebie.

    Na pewno zrobiłaś poważny błąd myśląc ze mąż jest jak skała. Nie , maż to jest człowiek i też ma świadomość jak i uczucia. Jednak on pozwolił sobie na to zakochanie i to jest w tym wszystkim obrzydliwe, poza tym byłas w ciąży, jak tak bardzo potrzebny był mu seks to mógł Cię wymasować i poprosić o co nie co bez stosunku ,przecież to nie jest problem. Myślę sobie że on wewnątrz pozostał małym nieodpowiedzialnym smarkaczem i tylko przez chwilę Cie kochał. Oczywiscie może się zmienić i zacząć kochać prawdziwie ale to jednak zależy od niego ,od tego czy się wewnątrz przemieni. Jeśli potrafił wymienić na małą pannę której łatwo zaimponować kasą i która nie dostrzega wad to nie uratujesz tego związku jeśli on się nie zmieni. A zmienić się może widząc albo Twoją miłość albo Twoje zdecydowanie.

    Olga np odżyła kiedy wywaliła męża za drzwi, pewnie wspomnienia czasami powracają ,ale to jest też jak uwolnienie sie z jakiś więzów toksycznych. Ty jeszcze tego nie potrafisz bo czujesz sie nic nie warta, bo on Cie tak upodlił i masz wrażenie że tylko na niego zasługujesz.

    Powodzenia ,ja też przeżywam załamanie nerwowe ,może założymy klub zdołowanych Lejdis?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-09, 14:35:52               Odpowiedz

    Kaja jest zdecydowanie odemnie silniejsza. Walczyła, nie poddając się a ja z jednej strony chce aby on był a z drugiej niepotrafię pogodzić się z tym co się stało. To starasznie boli strasznie boli. To co zrobił i to, że to może nie być koniec.
    Jestem nikim. Nie potrafię nawet walczyć o swoje, nie potrafię z godnością wywalić go, ani mu zapomnieć. Mam dzieci i pozwalam na to aby widzaiłuy jak cierpię. Jestem nikim,.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-09, 14:32:38               Odpowiedz

    Jestem kompletnie załamana. Targają mną różne emocje. Dziś wkońcu płaczę. Nie wiem jak dać sobie z tym radę. Chyba muszę iśc do psychologa bo kąpletnie sobie nie radzę. Kompletnie kompletnie.
    Wszystko mnie przeraża przeszłość, terazniejszość i przyszłość.
    Zaniedbuję dzieci. Nie to, że chodzą głodne czy brudne ale nie umiem się uśmiechać, nie poświęcami im tyle co powinny dośtać.
    Nie wiem co się ze mną dzieje i jak dam sobie z tym radę.
    Jestem w kompletnym dołku. Nie wiem jakie są oznaki depresji ale czasami nawet życ się jie chce. Dobrze, że są dzieci, ale .....
    Dlaczego on mi to zrobił, dlaczego życie mi top zrobiło, dlaczego. dlaczego dlaczego.

    Mam straszny problem ze sobą. Nie umiem dac sobie ztym rady. Im dłużej to trwa tym dla mnie jest to coraz bardziej bolesne. Boli, że to zrobił, że się zakochał, że chciał odejść i być może odejdzie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-09, 13:48:40               Odpowiedz

    Kaja Zaglądasz tu jeszce?

    Cieszę, że ze udało Ci się wygrać. Że masz go dla siebie. Ja zaczynam wątpić. Mam wiele wpisów jak powyżej jak znajdziesz czas sięgnij do nich. Dużo rozmawiałam z JG. Czy moja sytuacja jest beznadziejna??????
    Nie wiem czy się spotykają. Mój ma tel służbowy, kom służbowy i nie mam czegoś takiego jak bilingi. Póki co kom jest czysta, ale równie dobrze może ją czyścić.
    Chciałabym mieć już to za sobą i miedz jego, który kocha tak jak kiedyś, który jest oddany rodzinie tak jak kiedyś. Ale czy akurat to mi jest pisane?????????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-09, 13:39:54               Odpowiedz

    JG proszę podaj mi te fora co wypowiadają się męzowie o zdradzie.

    JG wiem muszę sobie z tym poradzić. Nie ukrywam boję się dnia jutrzejszego. Boli gdy widzę, że on myśli, boli gdy odpowiada na pytanie, że o niej myśli, że to nie był zwykły romans, że się zakochał, boli boli boli.
    W tym wszystkim zastanawiam się czy on wie czego chce.
    i to, że nie uzyskuję takiej odp jak chce powoduje, że czuję się jak na bardzo kruchym lodzie.
    Za bardzo zawierzyłam, za bardzo. Ale z 2 strony chyba na tym polega małżeństwo. Ty w nie niewierzysz może ja również zaczynam wątpić. Dziś o niego walczę ale sama nie wiem jak będzie wyglądac moje życie. Czy w dłuższej perspektywie będę umiała z tym co się stało żyć i się uśmiechać.

    Był wszystkim dla mnie. Tak tak tak.

    Nie jestem samodzielna, boję się totalnie wszystkiego. Chciałabym wyznań miłosnych, obietnic, że to koniec , że się ni powtórzy ale ich nie dostaję.

    Może to początek końca. Może.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-09, 10:38:21               Odpowiedz

    Wiesz, Twój i zapewne jego błąd polega na tym że tęskni za idealizacją ,a nie za osobą, Ty również identyfikujesz jego kochankę jako osobę a nie idealizację ,a nie miał okazji jej zobaczyć że się myje, że nie ma makijażu ,że goli włosy na nogach czy w burych swetrach chodzącą po domu.

    Prowokowanie do seksu jest dosyć częste w takich sytuacjach, pewnie ma to jakieś biologiczne uzasadnienie, ot samica próbuje wkraść się w łaski samca aby ten się tylko nią zajmował. To jest taka reakcja - Twoje poczucie niepewności napędza pożądanie, więc im bardziej czujesz sie zagrożona ,tym bardziej go pragniesz.

    Jeśli on ma odejść to i tak odejdzie ,niezaleznie co zrobisz. A jesli chcesz znać przyszłość - idź do astrologa, ja niestety tego nie umiem ,z resztą wolę rozwijać swoje umiejętności jasnowidzenia : P Hmmm a interesuje Cię ezoteryka albo wiedza duchowa? Tak sobie pomyślałam żeby Ci coś podrzucić. Może to by Ci pomogło.

    Co możesz zrobić? pozwól sobie na ból, ale jego zostaw w spokoju. Ty w tej chwili wymagasz od niego żeby się nad Toba litował i żeby się przed Tobą kajał ,nie wiem jaki to skutek da, ale w tej chwili zajmij się sobą ,a nie nim.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-09, 06:55:07               Odpowiedz

    JG jak to odczytujesz. Czy to jego manipulacja?????

    to już ponad miesiąc jak tamto runeło. Przepuszcam, że w największym rozkwice związku. Podobno narazie do teraz nie pisze do niej ani nie dzwoni nie spotyka się. Ona mieszka daleko więc na codzien to raczej się nie spotykają ale gdześ wracając z jakiejś delegacji zawsze to jest możliwe, że pojedzie do niej. Pisałam Ci ostatnio co ja se ubzdurałam lub tak faktycznie było.

    Mój błdą chciałabym aby on nadal mnie na rękach nsoł aby mówił, że łądnie wyglądam, aby przytulał. To, że tego nierobi powduje, że wiecznie do tego wracam, gadam, wyrzucam mu i sobie każę składać deklarację.
    JG jesteś bardzo mądrą kobietą - PEWNIE ZLE ROBIĘ?

    Doradz krok po kroku co robić.

    Jak odejdzie to wtedy będzie już postanowione. Pewnie wtedy to już nie będę miała z czym walczyć. Ale wolę aby do tego nie doszło.
    Są dzieci. Dla nich też chciałabym tatusia.


  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-09, 06:49:15               Odpowiedz

    No i tak było wczoraj.
    Dzi ś nowy dziwń.

    Masz rację za bardzo zawierzyłam w niego za bardzo byłam pewna. Gdy czytam wpisy na tym portalu to widzę życie zupełnie inaczej niż patrzyłam na nie przed chwilą. Wiem to było o nie ma do czego wracać wiem wiem.

    Muszę nabrać wody do buzi i nie gadać tyle, bo to moja wada. Nie potrafię prowadzić polityki bo czuję się słaba.
    Dziś mam małe szanse na przezycie. Przez jeszcze jakiś czas jestem na wychowawczym. Jest maleństwo. Muszę szybko wrócić do pracy aby się jakoś odbić, wzmocnić.

    Myślę, że go kocham (choć czasami za to co zrobił mam wrazenie, że go nieniawidzę, ale chciałabym odbudować to co było na tyle ile się da.

    On też powiedział, że chce spróbować odbudować - ale ale też powiedział, że o niej myśli. I to mnie dobiją bo to ale jest dla mnie tak jagby mówił odejdę do niej.

    On powiedział, że już nigdy nie uwikła się w coś takiego, że jest to jego życiowa nauczka, że takich rzeczy się nierobi, ale w jej przypadku nie umie powiedzieć nigdy, mówi tylko , że chce z nami prbować odbudować rodzinę na nowo. Że chce próbować z naimi iść w jednym kierunku. Czy to normaln, że on mówi próbować - może on sam daje sobie furtkę??????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-08, 22:53:18               Odpowiedz

    Raczej o stanie zakochania, o niej, tęskni. Mówi to bo chce być szczery wobec mnie i jak mówi nie chce mnie skrzywdzić. Tęskni za jakimikolwiek kontaktami z nią. Nie mówi o sexie tylko o tęsknocie do nej.

    To ze mną jest coś nie tak.
    To ja powinnam coś z sobą zrobić.

    On mi takie rzeczy mówi, po czym ja go zaciągam do łóżka. Po co? Nagły przypływ tego aby z nim być blisko. Czy ktoś to zrozumie. Zamoiast się szanować, postawić jakiś warunek ja z nim do łózka idę, po tym jak on wprawdzie powiedział próbujemy razem odbudować związek ale wciąż o niej myslę, chciałbym mieć z nią jakiś kontakt.

    JG to ja chyba zwariowałam. Panicznie boję się zostać bez niego i coraz to bardziej się pogrążam pogrążam, bo po tym wszystkim wcale się ani ja ani on dobrze nie czujemy. On jak facet rozbudziłam go, ale najpierw nie chciał. To moja i tylko moja inicjatywa.

    I na koniec - wyszło ze mnie najgorsze. Jak już było po zapytałam się czy mogę do niej kiedyś zadzwonić.
    I wkurzył się.

    Jestem do badni.

    JG co mam z sobą zrobić aby nie zwariować i aby on nas pokochał i nie zostawił swoich 2 dzieci.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-08, 21:41:42               Odpowiedz

    Nie można kogoś pokochać przez kilka miesięcy, to jest nierealne. Wszystko do czego tęskni to do jakiegoś przeidealizowanego marzenia. Nie mówiłby tak gdyby miał z nią wspólne problemy ,codzienność ,dzieci i inne rzeczy składające sie na związek i rodzinę.

    W jakim sensie o niej myśli? że złamał jej życie ,wykorzystał itp i ma wyrzuty sumienia? Czy taki że ona jest młodziutka i naiwna, więc można ją jeszcze sobie zrobić wedle własnego widzimisie? albo może myśli i tęskni za tym stanem zakochania?
    Wiesz ,potrzeba czasu i albo w końcu przestanie myśleć i dostrzeże Twoją krzywdę ,albo rzuci Cię i rodzinę dla młodej lali.

    A co zrobisz jak on odejdzie i nie będzie w ogóle sie wami interesował nie bedzie dawał pieniędzy ,wypnie się po prostu? W jakiej Ty rodzinie zostałaś wychowana, że podporzadkowywujesz mu cały swój świat?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-08, 21:31:57               Odpowiedz

    JG .
    jestem po rozmowie. Spokojnej, z moimi wielkim wew. emocjami. Tak boję się i to bardzo, że odejdzie.

    On cały czas o niej myśli. On ją chba bardzo pokochał. Jest miesiąc po rozstaniu , a on wciąż bardzo o niej myśli.
    Przyznał się do tego, że to nie była zwykła znajomość, tak o tym mówi.
    Z jednej strony mówi, że chce spróbować być z nami, że chce o niej zapomnieć, chce być tylko dla nas, ale jagby nie potrafi powiedzieć nigdy (powiedział, że nigdy nie myslał, że coś takiego w życiu będzie) więc nie może powiedzieć nigdy. Chce próbować z nami. Ale ale, nie chce mnie krzywdzić i jagby nie może na 100% obiecać. Ja nie wiem bo ja chyba potrafię na 100%.

    Mówił, że chce z nami, z nami, z nami, ale jagby nie potrafi powiedzieć nigdy.

    Powiedziałam mu, że jak chce może si ewyprowadzić aby się zastanowić, powiedział, że nie chce, że chce z nami próbować. Ale, że wciąż o niej myśli.

    Co mam JG o tym mysleć.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-08, 20:45:42               Odpowiedz

    akurat to ja sama nie mam szacunku dla instytucji małżenstwa : p ślub to może i miał wartość(taką prawdziwą, duchową) w kulturach szamanistycznych, tantrycznych i w ogóle jeszcze zanim nastała cywilizacja śródziemnomorska. Teraz to jest tylko durny nic nieznaczący papierek. Jeśli sama miałabym mieć kiedyś ślub to żadnych weseli, tłumu świadków, widowiska, ABSOLUTNIE żadnego księdza ani tymbardziej kościoła itp itd tylko błogosławieństwo niebos i miłości ;> Ok rozgadałam się.

    Wiesz, rób tak jak czujesz, jesli w pewnej chwili poczujesz że chcesz mu to powiedzieć że chciałabyś aby był tym człowiekiem co był i żebyście byli szczęśliwi to mu to powiedz spontanicznie.
    Wiele romansów kończy się własnie w ten sposób, Ty czujesz się nie pewnie bo tak odniosłam wrażenie że jesteś troche taką małą zagubioną dziewczynką i chcesz mieć obok siebie kogoś na kształt ojca - partnera dla swojego bezpieczeństwa, który zawsze będzie przy Tobie (a że ojcowie czasami odchodzą od rodzin i olewają swoje dzieci na korzyść dzieci kochanki lub nowych to już inna historia) Stąd cały czas szukasz kogoś kto Ci zapewni wszystko, teraz np cały czas tu wchodzisz żeby mi się wygadać lub powiedzieć to i owo, spytać się itp ;> Choć z drugiej strony faktycznie sytuacja w której się znajdujesz może powodować zagubienie.
    Błąd popełniłaś napewno taki myśląc że Twój mąż to skała i zawsze przy Tobie będzie, on pewnie też tak pomyślał + braki w komunikacji czego efektem jest zdrada która niestety zwielokrotniła problem i spowodowała dużo bólu.
    Fajnie że wyperswadowiłaś mężowi o swoim bólu (miejmy nadzieję ze bez oskarżania, pamietaj że co by nie było to jest Twój ból więc lepiej unikać konstrukcji "zadałes mi ból" choć bezpośrednio to co zrobił jest jego przyczyną)
    Jednak może przydałoby się powiedzieć mu co nie co o komunikacji i tego czego Ci teraz brakuje i spytac się czego jemu brakowało że znalazł inną? (ja nie wierzę w takie zakochanie i o ,lądujemy w łóżku, fascynacja i hormony mogą przemijać ale pójście do łóżka to już decyzja)
    Jednak cokolwiek byś nie robila pamiętaj że ból cały czas będzie do Ciebie wracał, teraz zwłaszcza bo rany są bardzo świeże.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-08, 20:07:55               Odpowiedz

    Nie nie chodz o to. Wręcz przeciwnie. Pomyslałam sobie ze może sam zobaczy siebie w tych wypowiedziach i pomyśli o miłości do mnie.
    Wiesz jak pisałam ja mam straszny mętlik w głowie. Jest z nami. Tak powiedział i wiele innych rzeczy, ale czy jeśli się zakochał, jeśli jeszcze tydzień temu zył przeszłością to czy dziś on zdał sobie sprawę z tego ze mnie kocha, czy jest bo ona go nie chce, czy przerosła go cała procedura np. rozwodu. Ja dziś nie czuję się kochana. Zdradził, upodlił, upokorzył tak bym to nazwała.
    Może zbyt wiele powiedział, że się zakochał, że o niej myśli, że ona ma to coś, że żyje przeszłością, że przez myśl przeszła mu myśl, że nas opuści. Wiesz to nie jest tak, że on sam z własnej woli zakończył ten związek. W gruncie rzeczy pośrednio zrobiłam to ja. Odnalazłam sms. Spisałm jej nr tel. Rozmawiałam z Nią. Tak naprawdę to sytuacja, że się dowiedziałam zakończyła a nie on sam. I to mnie dręczy. Zastanawiam się czy on nadal o niej myśli, jeśli tak to jak bardzo itp. Ale już nie zadaję mu tych pytań. Zadałam ich za dużo on był zbyt szczery a ja potem to perfidnie wykorzystywałam w słowach i on już nie jest szczery.
    Niby powiedział, że jest z nami, że chce, że czuje w sercu ze nam się jeszcze uda. Ale jak czytam wiele wpisów faceci czasami tak potrafią a jednocześnie dalej z kochanką. I to wszystko powoduje, że ni czuję się pewnie. Boję się, że to jeszcze runie.

    JG powtórze pytanie. Czy powinnam mu napisać, że jednak zależy mi na nim, że pamiętam tego dobrego człowieka, że chcę aby pokzał, że nadal może nim być.???????

    Czy to za wcześnie. Czy jednak nie powinien o tym wiedzieć.

    List który mu napisałam to bardziej o bólu, krzywdzie, o braku szacunku do instytucji małżeństwa o konsekwencjach nie pisałam. W gruncie rzeczy to był smutny list konsekwencji romansu.

    JG dziękuję, że mnie wysłuchujesz.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-08, 19:56:49               Odpowiedz

    Przestań robić gierki.
    Co mu chcesz udowodnic - jaki on zły i będziesz go porównywać do innych i że wcale aż tak bardzo nie żałuje?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-08, 19:54:18               Odpowiedz

    A może jeszcze aż tak nie załuje i powinnam go uświadomić.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-08, 19:52:37               Odpowiedz

    A po co?
    Jeśli on tak samo żałuje jak ludzie w przedstawionych historiach to jest to zbędne.
    Przykro mi nie jestem w stanie więcej pisać, mam coś na kształt załamania nerwowego.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-08, 19:50:43               Odpowiedz

    JG dziękuję. Dziękuję. Może poślę to mojemu mężowi - co sądzisz?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-08, 19:20:49               Odpowiedz

    Meg, pamiętaj że zawsze jest czas zeby zacząć od nowa i wykopać go z domu.
    Przekopiuję Ci parę odpowiedzi z innego forum tych co zdradzili (i nawet się zakochali, wiec nie wszyscy są perfidni):

    -Jestem załamany. Jakiś rok temu, po 13 latach małżeństwa zdradziłem moją żonę. Moja żona to odkryła i od tamtej pory jestem spalony w jej życiu i uczuciach.
    Nie wiem co się stało, miedzy mną a żoną od jakiegoś czasu nie układało sie najlepiej, to była chwila, zauroczenie, jakaś fascynacja drugą kobietą. Trwało to 3 miesiące.. Zona coś podejrzewała,bo znalazla w mojej komórce jej zdjęcie, ale ja zacząłem ją okłamywac, wypierać sie i udawać ze to nic nie znaczaca koleżanka z pracy.Mówilem ze wszystko bedzie dobrze. Chciałem się z tego wycofać, tak żeby nic sie nie wydało, ale jak znowu zobaczyłem ją w pracy to wróciło oczarowanie i dalej w tym tkwilem wciąż ją oszukując. Chciałem juz zakonczyc ten romans, wtedy tak myslałem, bo to okłamywanie mnie męczyło. Kłamałem bo nie chciałem stracić żony,a kochanka była dla mnie takim brakującym ogniwem w naszym małżeństwie. Byłem rozbity na dwie strony. Prawdziwy koszmar. Myślałem, że żona mnie nie kocha. Rzadko uprawialiśmy seks.Kochanka była tym uzupełnieniem. No i zadurzyłem się.Rozmawiałem z koleżanką o wspólnym byciu razem. Ale wiedzieliśmy, że to nierealne.Ona była mężatką. Ona wyjechała do męża i pisalismy do siebie , dzwonilismy, smsowalismy. Dlaczego nie mialem tyle siły powiedziec dość temu romansowi, kiedy żona odkryła jej zdjęcie?!!.
    Któregoś dnia byłem nie ostożny i żona odkryła moją korespondencję z kochanką. Calutką. Nic nie wykasowywałem. Dowiedziała sie w ten sposób wszystkiego. Doznałem chyba takiego samego szoku jak żona. Szoku przerażenia. I co teraz. Żona do konca dnia sie nie odzywala. Ja czekałem i myślałem ,co teraz bedzie. Wieczorem usiadła i zaczęła spokojnie ze mną rozmawiać.Mówiła, że jesteśmy dorośli.Ze możemy sie rozwieść jak ludzie.Bez kłamstw. Pamiętam jej słowa, które wstrząsneły mną do głębi. Uśmiechnęła sie do siebie i powiedziała:"Tyle lat zmarnowałam.Ja jeszcze będę szczęsliwa."W tym momencie, w ułamku sekundy zobaczyłem całe nasze wspólne życie... . Wszędzie chodziliśmy razem, żona zawsze mogła na mnie liczyć, postrzegani byliśmy jako wzorowe małżeństwo. Zrozumiałem co mogę stracić i jak wielką krzywdę jej i naszym dzieciom zrobiłem I zdałem sobie sprawe jak bardzo ją kocham. Jak bardzo chce być częścią tego szczęscia.Zobaczyłem jak bardzo mnie kocha!!!Pokazała Swoją klasę. Z mężczyzny egoisty wiecznego chłopca w jednej chwili stałem sie mężczyzną dojrzałym. Nie interesują mnie już żadne inne kobiety. Moja miłość do żony stała sie dojrzałą,bo i ja też dojrzałem. Poprosiłem żonę o jedną jedyną szanse.Ze wiem już jak bardzo mnie kocha i czuję jej miłość znowu. Ze jest dla mnie żona najważnejsza.Postanowiła, ze spróbujemy, ale prosiła mnie o szczerość. Wykasowałem wszystkie zdjęcia i wiadomosci romansu. Odcięłem sie od kochanki ,mówiąc jej ze to już koniec. Wyjechaliśmy do innego miasta z cała rodziną i dobytkiem. Zona znalazła spokojną mało płatną pracę, a ja zmuszony kłopotami finansowymi wyjechałem na wyspę. Mam bardzo dużo czasu na przemyślenia.Pracuję z nikim nie rozmawiajac po 12 godzin dziennie.Pracuję w milczeniu i myśle. Nie ma tu Polaków a słabo znam angielski. Kilka razy dziennie kontaktuje sie z rodziną przez skypa i dzwonie. Przyjeżdzam co 1.5 miesiaca na tydzień.Jest ciężko, ale jestesmy zdani tylko na siebie.Pomagam żonie jak tylko mogę. Mówie tylko prawdę. Nie kręce. Kłamstwem sie brzydzę na samo wspomnienie.
    Teraz wiem, że gdy oboje pracowalismy całymi dniami do domu wracaliśmy jak do hotelu , jedzenie podane przez tesciową, dzieci umyte, posprzatane, wyprane i wyprasowane. Niczego wspólnie w domu nie robiliśmy. To nas oddaliło. Zmęczenie powodowało brak checi na seks. Żona, jak każda kobieta musi być wypoczeta i zrelaksowana a stres w pracy dawał sie we znaki.Zacząłem szukac czegoś na boku. W tym czasie żona straciła pracę i siedziała w domu z dziecmi i moją teściową, która zajmowała sie domem. Ja pracowałem , byłem w tłumie ludzi.Odsunelismy sie jeszcze bardziej, bo doszedł jeszcze stres z powodu utraty pracy. Zaczęliśmy zapominać o drobiazgach: drobne prezenciki na jakieś okazje, od czasu do czasu kwiaty, nie mieliśmy czasu na wspólne rozmowy ze sobą, dodatkowo zamiast być wieczorami przy żonie, ja wolałem usiąść przed komputerem Żona nic nie mówiła, tylko zaciskała zęby i zajmowała sie domem przez pół roku. Nie widziałem żadnych .sygnałów, które mi wysyłała. Nie rozmawialiśmy o naszych problemach. Byliśmy po prostu małżeństwem i nic ponad to. To moja wina, po prostu przestałem pielęgnować naszą miłość, choć bardzo ją kocham. Naprawdę bardzo.
    Teraz próbuje to wszystko naprawić, wiem że muszę na nowo to odbudować, że muszę od nowa zasłużyć na jej miłość, zdobyć ją, odzyskać jej utracone zaufanie i wybaczenie. Nie wiem czy to jest możliwe, ale będę walczył do końca. Ja ją tak strasznie kocham. Jestem głupi palant i będę za to płacił do końca życia.
    Przejąłem w zasadzie wszystkie obowiązki domowe, nie oglądam telewizji, cały czas coś robię w domu, zapewniam żonę o swojej miłości, ale mi nie wierzy. Do tego kłopoty finansowe i wyjechałem na Wyspę zarabiać. Jestem tu z nowo poznanym kolegą. Mamy podobny układ rodziny. Powierzyłem mu mój sekret, bo nikt z rodziny nie wie o całej sprawie. Żona też nikomu nie powiedziała. Żona cały czas myśli, że ją okłamuję, że myślę o tamtej, ale tak nie jest (już wtedy mi przeszło po tej rozmowie.). Wypomina mi to wszystko,cytuje co pisałem do kochanki.Mówi jaki jestem perfidny , cham i dwulicowy. Ja to rozumiem i wysłuchuję jej z opuszczoną głową, chciałbym żeby mnie uderzyła, odreagowała,może wtedy troszeczkę jej ulży. Nie może się z tym pogodzić, rozumiem to, ale boję się, że nie pogodzi się nigdy i będzie chciała, żebym odszedł, a tego nie zniosę. Ja nie mogę bez niej żyć!

    -Jak takie rzeczy są możliwe? Dlaczego ja zdradziłem i przedłożyłem tamto uczucie nad miłośc do mojej żony. Czy mówię prawdę, że kochałem moją żonę także gdy byłem uwikłany w uczucie do innej kobiety (z którą nawet się nie spotkałem)? Najgorsze w tym wszystkim jest to że jedynym logicznym wytłumaczeniem jest, że tamto uczucie to był błąd. Kiedy błądziłem nie widziałem prawdy, zaślepiony pewnie nie chciałem widzieć. A kiedy teraz widzę co zrobiłem to sam nie potrafię tego wyjaśnić. Czy czegoś brakowało mi w mojej żonie co miała skompensować ta inna kobieta? Jedyne czego mi brakowało to uczucie takiej bliskości, które było coraz mniejsze bo brak czaru, obowiązku etc. Ale tenbrak bliskości to nie był brak po stronie mojej żony ale po mojej własnej. Część mojego cierpienia polega teraz na tym, że moja żona stara się zrozumieć DLACZEGO takzrobiłem, jest to jej wyraźnie potrzebne ... a ja nie wiem dlaczego ... nie portafię wyjść poza trywialne "błądziłem".

    -Zdradziłem jedyną kobietę jaką kochałem w swym życiu.
    Teraz ona, tak samo jaki ja stawia pytanie - Dlaczego? Do tej pory nie umiem odpowiedzieć na nie ani jej ani sobie.
    Tylko dlatego że byłem cholernym egoistą i myślałem tylko o sobie? To pytanie jest cholernie trudne.
    Czytam posty tutaj i postanowiłem się do Was przyłączyć, lepiej zrozumieć to co się dzieje z nami.
    Nikt juz nam nie uwierzy ze jednak najważniejsza jest ona, teraz gdy to zrozumieliśmy jest już za późno.
    Na to właśnie zasłużyliśmy. Jedynie na pogardę!!!
    Ta prosta maksyma iż doceniasz coś jedynie jak to stracisz, jest tak prawdziwa.
    Z twoich postów wynika jak dużo siły i zaparcia masz aby uratować tą wątłą część twojego małżeństwa.
    Ja widząc jak moja żona cierpi opadam z wszystkich sił.
    Ostatnio gdzieś usłyszałem że jeśli sie kogoś kocha to nie wolno być egoistą a to oznacza że może powinienem sam odejść (lub jej pozwolić) aby z kimś innym ułożyła sobie na nowo życie, szczęśliwe życie nie skażone czarną plamą.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-08, 16:32:56               Odpowiedz

    Znam go i wiem, że o terapi nie ma mowy. W tym wszystkim popełniłam wiele błędów. W szkou działałam bez zastanowienia, czasami bez godności.

    Nie postawiłam warunków. To były tylko rozmowy, kłótnie, przekomarzania się. Nie wyrzuciłam go z domu, pozwoliłam zostać. W pierwszym momencie nawet poszłam do łózka. Potem przyszła niechęć. On przez ten pierwszy miesiąc był różny raz lepszy raz zamyślony, zasmucony. Zorganizowałam kilka spotkań ze znajomymi aby widział jak było.

    Ten list to był dobry pomysł o małżeństwie, wierze itp tym co mi zrobił. Miałam szansę napisać jak to zabolało on przeczytał w spokoju. Pokazanie mu rónież listu który sam kiedyś w wielkim zakochaniu do mnie pisał też było dobre. Powiedział, że o nim zapomniał. Hm szkoda, ale cóż. Tam było jak bardzo kocha itp...

    Po liście powiedział, że naprawdę gdyby wiedział jakie będą konsekwencje to by do tego nie dopuścił. Generalnie widzi jak to na mnie wpłyneło. Jak zmieniło się nasze życie.
    Powiedział, że brnąc w tamten związek nie myślał o konsekwencjach. Poprostu obydwoje w zakochaniu szli coraz bardziej nie zastanawiając się nad niczym.
    Gdzieś przez myśl przeszła mu myśl o odejściu od nas - ale dziś mówi, że w sumie wiedział, że to nie byłoby proste.

    Gdzieś tam między między powiedział, że w głębi serca wierzy, że nam się jeszcze uda. Ale widzę, że moja podejrzliwość, kontrolo (dzwonienie do niego np. gdy jest w del) bardzo go irytuje.

    Hm może to syndrom zdradzonej ale ja jakoś boję się wierzyć w te słowa. Boję się że znów skrzywdzi.
    Terapia naprawdę wątpię aby się udało. On nalezy do bardzo skrytych osób, nie potrafi z rodzicami rozmawiać w sumie nie ma przyjaciół od serca.

    JG czy powinnam naprawdę powiedzieć:
    - proszę nie krzywdz nas więcej
    nie w wyrzutach ale tak z bliska patrząc w oczy. Powiedzieć, że zależy mi również na nim, nie tylko na tym aby został dla dzieci (bo tak przez większość czasu mu mówiłam). Czy gdy powiem mu, że zalezy mi też na nim to wtedy stwierdzi, że może mi wszystko zrobić a ja i tak będę o niego walczyć??????
    Przeczytam na spokojnie wszystkie wpisy Kaji.

    Boję się mu pokazać, że chciałabym aby było tak jak kiedyś lub podobnie. Czy powinnam to zrobić????







  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-08, 15:51:41               Odpowiedz

    a jak przytuliłaś to zrobiło Ci się miło czy miałaś ochotę go rzucić w ścianę ?;>

    Tylko nie rozumiem czemu Ty się go pytasz albo proponujesz żebyscie poszli na terapię, to powinien być warunek i tyle. Wyjaśnić że nie rozumiecie się, nie umiecie sie komunikować i potrzebna wam terapia ,ale postawic to jako warunek. Oczywiście teraz już za późno wiec jedyne co możesz to czekaj aż sam z tym wyjdzie. Czasami niewierni po jakimś czasie zmieniają zdanie (pod wpływem cierpiącego partnera) i idą na terapie.

    Boisz się zaufać w tej chwili ,wolisz się przygotować na najgorsze, tylko niestety dorabiasz sobie w głowie dodatkowy scenariusz filmu. Może na pocieszenie powiem tylko ze to normalny szok po zdradzie - zastanawianie sie i rozdrapywanie wszystkiego tysiące razy. Z czasem wszystko złagodnieje.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-08, 15:32:16               Odpowiedz

    poprostu mam taką złość i żal w sobie, że to zrobił, że do tego dopuścił.
    Nie ufam to kolejny ból. A może on tylko tak ściemnia, że tamten związek to koniec. Może planuje do niej pojechać.
    Na pytania otpowiada koniec koniec - ale jak wierzyć, skoro potrafił kłamać! Ona młoda - może i skrzywdzona, ale jak młoda to i naiwna. Może wkońcu sama do niego z tęsknoty zadzwoni, albo ulegnie gdy on w końcu postanowi ją odwidzić ? Tysiąc pytań.
    O terapi nie ma mowy. On nie chce i koniec.
    Nie mam zaufania i przez to nie umiem uwierzyć, że to koniec.
    Przytuliłam go dość łagodnie - odwzajemnił, uśmiechnoł się.

    Ale to może przykrywka????????????????????????????????????

    Dziś jest a może za miesiać tak za nią zatęskoni, że postanowi do niej wrócić????
    JG dobrze ze jesteś :-))

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-08, 12:33:50               Odpowiedz

    Może warto byłoby się zastanowić czego tak naprawdę chcesz

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-08, 11:22:48               Odpowiedz

    Totalny bark ochoty na cokolwiek. Nie potrafię na niego patrzeć a co dopiero przytulić. Uciakam byle gdzie byle nie być z nim

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-07, 22:35:16               Odpowiedz

    Ech ciężko z wami. Na jakiej podstawie uważasz ze on kłamie? ok kłamał przez jakiś czas, to co zrobił zabolało Cię, ale czemu miałby teraz kłamać? Chyba powinnam Cię wysłać do Wiatra z tematu nowaji, on może bardziej by Ci przemówił bo jest facetem ( i ma podobne rozterki co Twój mąż z tym że jego zakochanie jest póki co platoniczne ,ale dalej kocha żonę i jest jej wierny). Wiesz, jak niewierny partner, który zdradził kocha i woli tamtą drugą niezaleznie od wszystkiego (czyt .nie dojrzał do roli ojca i męza) to rzuca wszystko w cholerę jasną.
    Już Ci mówiłam żebyś przeczytała wpis Kaji (a najlepiej wszystkie jej wpisy). Jej też się wydawało że to wielka miłość, a okazało się wszystko prozaiczne do bólu, a mężowi zachciało się adoracji + samotność z dala od rodziny i wszysyko sie zamyka, tyle.

    Ważna rzecz - nie przywiązuj sie do emocji swojego męża, emocje są nietrwałe jak myśli, Ty też możesz sie kiedyś zakochać ,ale od zbitki fenyloetylaminy i dopaminy do Prawdziwej miłości jest bardzo długa droga.
    Chyba będę wbijała to bezprzerwy - miłość to decyzja,postanawiasz z kimś być i jesteś z nim ,a nie uciekasz kiedy pojawia się "lepsza propozycja" fakt Twój mąż nawalił i nawinęła mu się lepsza propozycja, ale on zrezygnował w końcu i prosi o szansę (jak ja się cieszę że nie uznaję ślubu i instytucji małżeństwa ]:P jedynie ślub szamanistyczno-tantryczny ;D)
    Teraz wszystko jest w Twoich rękach.

    Hmmm tak mi coś wpadło do głowy - może spróbujesz sie do niego przytulic z całych sił od tak i popatrzeć mu w oczy przez kilka minut, pogłaskać twarz, tors brzuch? nie mówię o seksie tylko takich drobnych czułościach i przytulaniu.
    Wiem że prawdopodobnie nie masz ochoty ale spróbuj się przemóc. Jednak w końcu tęsknisz za jego ramionami prawda? Tylko teraz masz wrażenie że one nie są Twoje tylko przeznaczone dla kogoś innego.

    Poza tym słyszałam że na nasze relacje w związku wpływa to co jemy ;> wg pewnego rosyjskiego uzdrowiciela Lewszynowa.

    Tyle na dzisiaj.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: kaja133   Data: 2009-03-07, 16:55:55               Odpowiedz


    Dziewczyny - tak jeszcze bedzie przez jakis czas - raz lepiej raz beznadziejnie... musicie jakoś przez to przebrnąć
    ... i nie wyobrażajcie sobie niestworzonych rzeczy - może oni poprostu uświadamiają sobie co narobili i jak bardzo przez nich cierpicie - to chyba nie może być powód do samozadowolenia ...
    ... oczywiście ja podobnie jak Wy teraz doszukiwałam się w jego zachowaniu dowodów na to, że tęskni za tamtą, rozpacza bo wie co może stracić (...milość życia...itd) a to wcale nie bylo tak. Dręczyło go to w co się wpakował i nie wiedział jak z tego wybrnąc. Kiedy zrozumiał, że chce być z nami - wszystko okazało się łatwiejsze. Powiedział tamntej, że chce być z nami i nie zmarnuje ostatniej szansy aby wszystko naprawić... i jak na razie wszystko uklada się coraz lepiej

    ...tego i Wam zycze (a jeśli chodzi o postepowanie wzg. męża - przeczytajcie wpis Piotra z początku wątku)

    pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-07, 15:39:51               Odpowiedz

    Terapie odrzuca.
    Szczery nie potrafi być - być może dlatego, że nadal ją kocha. Jest z nami i powiedział, że chce abyśmy jeszcze byli szczęsliwi, ale o niej nie da se złego słowa powiedzieć. Zresztą mam wrażenie, że tak jak pisałam wczesniej, to ja zakończyłam ten romans a nie on. On chyba załuje, jakoś tak to czuję, że to się zakończyło. Może gdybym tego smsa nie przchwiciła to on wcale nie zakończyłby tego związku tylko dalej w niego brnoł z miłości do niej.
    Czy naprawdę w 4 miesiące można się aż tak zakochać????? Naprawdę można zniszczyć bliskich (żonę, dzieci) dla 4 miesięcy????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-07, 15:31:06               Odpowiedz

    list przeczytał. Zrobił się smutny, przerażony.
    Ja jak to ja z natury gaduła, nagadałam. Znów wylałam na niego swój ból cierpienie i same wyrzuty. Jak to ją kocha, jak to robił, jak kłamał. Jak 4 miesiące zakochania go zmieniły, jak to mnie nie kocha, nie szanuje itp. Rezultat. Powiedział, że przeczytając list zrozumiał a jak mnie słucha to ma dosyć.

    To chyba nie ma sensu. My się nie dogadamy. Cxuję się upodlona do granic możliwości. Czy on mnie jeszcze kocha? Czy jego zakochanie w tamtej jest silniejsze?
    Zakochanie zakochanie. Tak to tłumaczy, że oni się poprostu w sobie zakochali i przestali kontrolować rzeczywistość.

    Może jestem okrutna, ale w jednej rozmowie przetoczyłam jak wygląda rozwód, sąd rodzinny, alimenty, podział majątku. Że będę walczyć o dobro dla dzieci o każdy złamany grosz dla Nich.
    Wylałam mu na głowę 1000 wyrzutów, że mnie nie kocha, nie szanuje, że zrobił ze mnie szmatę, że ma w d...e mój ból. Że kłamał prosto w oczy.
    A ją tylko chronił. Jaka ona jest dobra. Taka dobra, że postanowiła odebrać mojim dziecoą tatę i wspólnie spędzone chwile.

    Co robić, aby nie zwariować? Co robić

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-06, 22:34:45               Odpowiedz

    A bo faceci często umierają i drą się najgłośniej kiedy łapie ich chociażby przeziębienie :)
    Poopiekuj się nim, może tak go odzyskasz ,a list w końcu przeczyta. Moze wcale nie dzwonił do studentki, ale Ty cierpisz na taki syndrom po zdradzie i zastanawiasz sie co on jej mówił czy ją kochał, czy kochał bardziej niż Ciebie (ja pewnie wszystkich zszokuję ale mnie bardziej zabolałyby stosunki seksualne, bo kochać to możesz i przyjaciela, a na emocje też nie masz wpływu ,natomiast jeśli facet nie zrywa tego co nas scala - np seksu, to jedyne co mam to powody do niepokoju :>)
    Więcej jutro, dziś jestem strasznie zmęczona.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-06, 20:33:53               Odpowiedz

    O co mu chodzi?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-06, 20:30:27               Odpowiedz

    Wrócił, ale listu nie przeczytał. prawie 38 gorączki więc same wiecie - umiera.
    Dziś wyciągnełam pewne listy, które on kiedyś do mnie pisał i pewien niezwykły albumik gdy wspólnie zdobywaliśmy szczyty itp. List napisany przez siebie przeczytał. Zasmucił się, zdjęia powolutki obejrzał.
    Jedyne co powiedział.
    Daj mi szanse, chcę budować nasze życie od nowa. Od dziś od teraz. Nic nie odpowiedziałam prócz tego, że ma przeczytac mój list.
    Padł w pocie czoła w gorączce (pewnie umiera :-()).

    Co będzie jutro? Zobaczymy.
    Dziękuję Ci JG

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-06, 17:47:23               Odpowiedz

    Poczułam się strasznie zrezygnowana. Tym, że nie odbierał tego tel. Czuję, że kłamie. Tak wewnetrznie.
    Sama nie wiem czy nie jestem zbyt słaba aby z tym walczyć. Czy w tej walce nie przegram najważniejszego - samej siebie. Czuje się zupełnie beznadziejnie. sama nie wiem czy on może mnie jeszcze pokochać skoro przez jakiś czas kochał kogoś innego. A tak naprawdę nie chcę aby był ze mną bez miłości. Bo wtedy zawsze będę się zle czuć. Boli gdy myslę jak on ją pokochał. to, że poszedł do łóżka - jakoś bym przezyła, ale, że pokochał. A mo.że to ona jest jego miłością życia a nie ja ??????
    Tylko za póżno ją spotkał?!!
    AAAAA beznadziejnie się czuję. Totalnie beznadziejnie.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-06, 16:42:28               Odpowiedz

    ale wy mnie wychwalacie. I tak w to nie wierzę :P
    Meg, przeczytaj posty Kaji z początku tematu ,a później ze środka i porównaj z tymi ostatnimi. Walka była u niej bardzo długa, kiedy miała dość a mąż wrócił na łono rodziny to jednak nie skończyło się dalej ,cały czas były spięcia ,dopiero wizyta u psychologa coś dała i teraz jakoś budują wszystko od nowa ,zamiast tkwić w ruinach (głównie jej mąż buduje).U Ciebie niewiadomo jak będzie. Oczekuj wszystkiego ,ale też nie spalaj zwiazku na starcie bo to może być samospełniająca się przepowiednia.
    Później coś więcej.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-06, 16:23:08               Odpowiedz

    JG dziękuję za rady, ale jakoś myślę, że u mnie to chyba wszystko się rozleci. Na terapię on nie chce iść. List mu napisałam, wysłałam na emaila ale nie zdązył go jeszcze przeczytać bo wraca z del. A tam nie miał połączenia, a w pracy nie mógł.
    Wiesz ja myslę, że on się za bardzo zadłuzył. To są moje przepuszczenia, on zaczoł być dośc powściągliwy w odpowiedziach, bo ja za bardzo je potem wyolbrzymiałam. Wiesz on wyjechał na del. Ja oczywiście z braku zaufania prawie non stop telefonowałam. Jego to strasznie irytuje a ja inaczej nie mogę. Była taka godzinka gdzie nie odbierał potem wcisnoł mi bajeczkę, że wyciszył tel (po co???? brak odpowiedzi) moje wyobrażenie mi powidziało. Pojechał do niej. Chodz przepuszczam, że ona go nie przyjeła za to co jej zrobił. Tak przepuszczam. 100 % nie mam ale tak sądzę. Wydaje mi się, że pojechał do niej chciał znią porozmawiać. Zapytałam go oczysiście o to odp., że nie był u niej. W złości powiedziałam mu, że do niej zadzwonie się zapytać - o dziwo powiedział to zadzwoń. Albo liczy na to, że nie zadzwonię, albo faktycznie nie był u niej.

    Ale jakoś jest chłodno. Ja mam teraz wiele chłodu w sobie, ale on też jest raczej taki obok.
    Z jednej strony nie umiem żyć z tym co on mi zrobił z drugiej boję się żyć bez niego.
    CO ROBIĆ CO ROBIĆ
    Rady - czas czas czas tak ja to wiem ale nie umiem w sobie znależć tej cierpliwości.

    Nie bardzo teraz potrafimy ze sobą rozmawiać. Ja za grosz mu nie wierzę. Wydaje mi się, że on nas non stop okłamuje. Jeśli chodzi o terapię on nie zabardzo ale ja tez narazie nie umiem się z tym utożsamić. Też jestem dość skryta i chyba też patrząc na mojego rozmówcę nie potrafię się otworzyć.

    JG

    Doradz coś

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-06, 14:38:57               Odpowiedz

    JG - jesteś tak mądrą kobietą że mogłabym Cie czytać na okrągło. Wczoraj czułam się szczęśliwa i spokojna a dzisiaj znów mam doła, pewnie niepotrzebnie się nakręcam ale mój mąż nawet rano nie napisał "dzień dobry rodzinko" czy coś ogólnego w tym stylu. Mamy dzisiaj zabiegany dzień ale ja jakoś mam czas aby zadzonić czy napisać a on nic. Czuję jakby nagle znów się odsunął, od razu mam myśli ze ona dzwoniła, że suszy mu głowe, ze nie chce ze mną jechać itd. Gdyby mu zależało to by chociaż słowo napisać, ale widać faceci tacy są. Staram się nie nakręcać ale jest mi cieżko :( odezwę się po 16 marca. Trzymajcie się dziewczyny ciepło.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-06, 12:24:39               Odpowiedz

    Miki ,cieszę się że u Ciebie coraz lepiej. Może zaczniecie Tantrować ?;D Tantra i miłosne Tao to podobno najlepszy sposób aby uchronić się przed zdradą i aby związek był zawsze szczęśliwy i namiętny. ja służę literaturą Miłości Uzdrawiającej w razie czego ^_~ ok dość propagandy i reklamy.
    Zastanawiałam się wprawdzie czy Twój mąż dalej Cię kocha, tylko nie chce Ci tego mówić żebyś nie pomyślała ze znowu masz go w garści ,ale ja w zasadzie straszna pesymistka jestem ;D a w jednej z ksiązek czytałam taki fragment ze czasami nam się wydaje że kogoś przestajemy kochać(czasami nawet nam się wydaje że kochamy kogoś innego) ,ale po powrocie i zaczynaniu od nowa znowu kochamy tą osobę. Ty i Kaja jesteście nadziejami ;> Pewnie warto walczyć kiedy jest to naprawdę warte świeczki , ja podziwiam was ,bo mi łatwiej kogoś znienawidzieć niż walczyć (nawet nie do końca świadomie, po prostu tak to się przeradza), mam taką brzydką cechę jak pielęgnowanie żalu i chowanie urazy.

    Zamiast szukać czegos nowego i traktować związek jak zaspokojenie swoich potrzeb (bo z tego najcześciej się bierze niewierność ) powinniśmy być z kimś dla bycia własnie z nim (nie chodzi mi o toksyczną miłość). Wasi mężowie strasznie nawalili, ale może to sprawi że albo będą lepszymi męzami póxniej i stworzą lepszy zwiazek z wami ,bez zdrad i niedomówień (jak u
    Kaji i Syrian- choć u niej nie wiem, dawno nie pisała), albo uwolnicie się od ich zakłamania i egoizmu który was wyniszcza (jak Olga i Lila).
    Miki ,gorące brawa za odkrycie tak waznej rzeczy "miłość trzeba pielegnować cały czas, okazywać drugiej osobie szacunek, zainteresowanie, dawać oznaki miłosci, po prostu ją pielegnować " ale pamiętaj że o tym trzeba stale pamiętać ,zapisać sobie gdzieś na karteczce w widocznym miejscu i stale do tego wracać. Ponadto to dla każdego z nas co innego znaczy więc komunikacja też jest bezcenna. Miki ,Ty i Twój mąż powoli się jej uczycie, bo nigdy u was nie była zbyt dobra z tego co piszesz ,to samo Meg by było potrzebne, a Sylbut ,Tobie jest potrzebna komunikacja intymna ze sobą samą ;> Rozmowa o swoich uczuciach ,w ogóle identyfikowanie i nazywanie wlasnych uczuć jest istotnym składnikiem nie tylko zwiazku ,ale i życia.
    Sylbut ,bądź twarda w swoim postanowieniu ,on musi albo się zmienić ,albo dać Ci szanse na nowy zwiazek z kimś innym. Przy okazji zobacz sama czy nie popełniłas jakiegoś błędu - ja chyba zauwazyłam podstawowy, matkowanie. W zwiazku odrobina miłości matczynej i ojcowskiej jest jak najbardziej ok ,ale partnerzy musza być dla siebie kobietą i męzcyzną a nie rodzicami (tudzież mężczyzną i mężczyzna lub kobietą i kobietą ,jak kto woli).
    A Ty Meg wytargaj swojego faceta za uszy na tą terapię ;D może jednak da się go wyciągnąć. Jak u Ciebie z tym listem?

    U mnie sytuacja też koszmarna, nie rozmawiałam z "moim" od dawna.Płacze i tęsknię ,chciałabym zeby ze mną porozmawiał. Pewnie Wy nowe nie wiecie o moim problemie. Ja chyba mam niechlubny zaszczyt bycia tą drugą. choć to za mocne słowo ,bo my związku/romansu nie mamy, a raczej łączy nas przyjaźń ,taka ciepła i bliska, a on niewiele jest starszy ode mnie i póki co ma tylko dziewczynę ,choć niestety już drugą odkąd go znam. Poznaliśmy się przez ten portal ;> on pisał tutaj tydzień przed pierwszym postem Kaji.
    Miałam szansę kiedyś żeby spróbować (nawet słaliśmy sobie gorące wyznania albo flirty) ,ale wtedy zrezygnowałam bo był świeżo po rozstaniu i chciałam po prostu poczekać ,ale niestety albo i stety dawna sympatia się pojawiła i bajka się skończyła. No i jestem w takiej pułapce że z jednej strony chciałabym być na jej miejscu ,a z drugiej nie mogę na siebie patrzyć, bo z tego co wygląda on jest szczęśliwy z nią, a mnie to boli i mimo że nic właściwie nie zrobiłam ,to mam wyrzuty sumienia że smucę się z powodu ich szczęścia. Najgorsze jest kiedy on ma problem w związku ,musze wtedy zacisnąć zęby i jakoś mu pomóc. Ale może jeszcze będę miała szansę ,a jak nie i On się zaręczy (jest katolikiem, mi to nie przeszkadza w zasadzie ,ale jednak ślub dla niego jest bardzo ważny) to po prostu się wycofam z tej przyjaźni bez słowa wyjaśnienia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-05, 22:43:11               Odpowiedz

    Dziękuję, dzieci już śpią wiec spokojnie mogę napisać. Trafiłam tutaj na wątek "czy warto wybaczać". Prawdą jest ze miłość trzeba pielegnować cały czas, okazywać drugiej osobie szacunek, zainteresowanie, dawać oznaki miłosci, po prostu ją pielegnować i nie być nigdy pewnym siebie bo to moze zgubić. To co mamy doceniamy dopiero jak to tracimy. Takiego bólu i zalu nie czułam nigdy i nie chcę już poczuć ani zranić drugirj osoby. Gdyby każdy to przeżył to nie byłoby zdrad i rozwodów. Wciąż się boję że ONA będzie kontaktować się z moim mężem ale ważniejsze jest dla mnie jak on sie zachowa, jeśli będzie miał siłę i potrafił powiedzieć NIE to dla mnie reszta nie ma znaczenia. Wiem ze skoro oboje chcemy tej terapii a on do niej doprowadził to znak że jest i chce być ze mną. Po południu zadzwonił i dostałam najpiekniejszy prezent o jakim śniłam, powiedział "kocham cie" , wciąż to słyszę i pewnie nie powtórzy mi tego od razu jak wróci ale wiem ze tak jest. Oboje ranilismy się przez tyle lat i niejedna osoba powiedziałaby ze to nie ma sensu a ja wiem ze ma bo my bez siebie nie potrafimy żyć a taka miłość nie zdarza się dwa razy, dlatego moge powiedzieć że WARTO WALCZYĆ o miłość i jeśli ktoś naprawdę kocha to nie przestanie i nie mozna przestać kochać tak poprostu...

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-05, 13:44:17               Odpowiedz

    Gratuluję
    Cieszę się, że chociaż dla Ciebie zaświeciło słońce. Że oboje chcecie wyciągnąć wnioski i naprawić błędy. Najważniejsze, że razem. Powodzenia.
    Pozdrawiam cieplutko.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-05, 13:36:48               Odpowiedz

    Czesc dziewczyny,
    chyba zaczynamy wychodzic na prostą. wczoraj byliśmy na pierwsze wizycie u psychologa razem. Chcemy rozpocząć terapię małzeńską. Mąż sam znalazł odpowiednią Panią, umówił nas i pojechaliśmy. Widzę w nim że chce tylko boi się, to tak samo jak ja. Tyle rzeczy we mnie siedzi ale nie chce mu nimi głowy suszyć aby po pierwsze nie przypominać mu o niej a po drugie wiem ze sami tylko pogorszymy sprawę tymi rozmowami. Musimy mieć mediatora który jemu powie jak odbierać moje zachowanie czy słowa a mi jego. Dzisiaj mam imieniny, mąż rano pojechał w delegację. Ryczeć mi się chciało bo nie złożył mi życzeń. Wiem ze nie specjalnie tylko wyleciało mu z głowy. Zorientował się w trasie i zadzwonił. Naprawdę czułam w jego głosie przeprosiny, mówił tak czule i pierwszy raz napisał mi sms-a "kochanie". Dla mnie to więcej niż jakikolwiek prezent. W piatek wyjeżdżamy na narty całą rodziną, chcę aby ten wyjazd zbliżył nas do siebie zwłaszcza że będzie też duże grono znajomych i chcę im pokazać jak bardzo się kochamy i nikt już nigdy nie zburzy naszej rodziny. Będę Wam pisać jak wygląda taka terapia ale czuję już po pierwszym spotkaniu ze będzie dobrze :)

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-05, 11:42:43               Odpowiedz

    Jestem z Tobą. Trzymaj się.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-05, 11:18:40               Odpowiedz

    Meg4 ja też napisałam do niego list (12 stron A4). Jedym mało innym dużo.
    Jak go przeczytał nic nie powiedział. Zachował się tak jakby ta prawda z listu, ten ból - go zabolała, bo aż śmieszne - obraził się - jeśli kolejne milczenie można nazwać obrażeniem się.
    Dochodzę do wniosku, że większość mężczyzn to tchórze. Mój taki jest. Nie potrafi przyznać sie do błędu, nie potrafi wybrać, a przecież są tylko dwie strony medalu (ja albo ona).
    Poczekam cierpliwie na jego decyzję. Ale jak go znam on takiej decyzji nie podejmie sam.
    On czeka aż ktoś go za rączkę pociągnie w którąś stronę. Jak ja go ciągnę to się zapiera. A u tamtej podejrzewam, że nikt go nie ciągnie i on nie wie, która lepsza i co wybrać.

    Czy mnie która próbuje i on wie, że wybaczę - czy ta druga ze swoim dzieckiem, która pewnie tak bardzo nie ciągnie jak ja. Ale jest jeszcze on. On ma się przechylić, albo w jedną albo w drugą stronę.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-05, 08:50:14               Odpowiedz

    Kochana ! Myślę, że jeżeli dałaś mu czas do niedzieli. To muszisz teraz uzbroić się w cierpliwość i poczekać. Rozumiem cię, że masz dość my kobiety lubimy czuć się bezpiecznie, nie lubimy zmian. Może dla wytrwania jednak umów się z koleżanką na kawkę czy piwko. Bo w domu patrząc na niego i zastanawiając się co on mysli i jaką decyzję podejmie bedzie Ci cięzko.
    Ja posłuchałam Jean i napisałam do Niego list. Opisałam o odczuciach co nam zrobił i naszym dzieciom. Hmm zobaczymy ?

    Za ciebie trzymam kciuki. Bądz cierpliwa.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-05, 08:29:13               Odpowiedz

    Witajcie
    Pomóżcie kochane zrozumieć. Niby wszystko jest jasne, ale nie dopuszczam do siebie tych myśli.
    Przedwczoraj postanowiłam go olać zupełnie. Nadmienię, że mój mężczyzna wraca do domu dopiero między 19 a 20 i po godzinie, dwóch kładzie się spać. To ja wiedząc, że przyjechał wyszłam z domu. Nic nie wzięłam, komórkę wyłączyłam. Wróciłam do domu ok 23 i okazało się, że on nie może spać, bo stoi w oknie i wygląda czy przypadkiem nie idę do domu. Wydzwaniał po znajomych i rodzinie i mnie szukał. Więc w jakimś stopniu na pewno mu zależy. Tak myślę.

    Gdyby mnie zupełnie olał, to już dawno by spał i by nawet nie wstał jak wróciłam.

    Wczoraj jednak już miałam dość i szczerze mu powiedziałam co myślę. Że tak dalej żyć nie mogę. Że on ma wybrać ja albo ona. Tylko dlaczego on nic się nie odzywa. Nic nie mówi. Choć nie - powiedział, że gdyby mu nie zależało to już by się wyprowadził z domu. Więc skoro mu zależy to dlaczego się nie stara cokolwiek naprawić. Na co on czeka. Aż uzyska moje przyzwolenie. To mu powiedziałam, że się nie doczeka - że to on musi podjąć decyzję. Że ja już powiedziałam co o tym myślę.

    Powiedzcie kochane czy dobrze zrobiłam dając mu czas na zastanowienie (albo ja albo ona) do niedzieli. Ma wybrać, ale to ja powiedziałam, on nawet nie odpowiedział, że to zrobi. Jak żyć. Pogonić go z domu bez jego zgody, czy on sam ma podjąć decyzję o wyprowadzce.

    Ciągle mam nadzieję. Ale żyć tak jak przez ostatni czas już nie chcę. Wolę być sama niż być sama obok niego i ciągle mieć nadzieję, że skoro jest obok to mu coś się zmieni. Już nie wytrzymuję tego milczenia, kłamania, olewania, nie odpisywania na sms, nie wracania do domu wcześniej i nie robienia niczego przez niego aby było dobrze.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-04, 14:19:23               Odpowiedz

    nie koniecznie ,może tak gadać, bo tamta po prostu służyła mu jako zaspokojenie potrzeb fizycznych i adoracji, ale teraz widzi jak Ciebie to skrzywdziło więc dał sobie spokój.
    Kiedyś tu pisała Lila ,nie wiem co się z nią stało ,jej facet to było prawdziwe przegięcie, córka ledwie zaczęła się rodzić a on zakochał się w 17-stce. Po prostu żenada. Szkoda że już nie pisze.
    Czy to coś da - nie wiem ,przekonasz sie dopiero jak napiszesz. Teraz też nie wiesz czy coś da to że on zerwał z tamtą studentką. Musisz się uzbroić w masę cierpliwości.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-04, 13:59:20               Odpowiedz

    Dzięki za odp.
    Raczej wątpię w to aby do takiej wizyty u psychologa doszło. Moja wrodzona niecierpliwość spowodowała, że już wczoraj to zaproponowałam. Mój mąż odpowiedział, że chce być ze mnią i dziećmi, że podjoł tę decyzję i nie potrzebuje psychologa. Na pytanie, że moze ja go potrzebuję, nic nie odpowiedział. Potem mała zaczeła płakać i temat zniknoł.
    Między nami jest tak dziwnie, niby grzeczni, ale małomówni, teraz jest tak, że o łóżku to chyba zadno z nas nie myśli bynajmniej ja. Teraz czasami nie mam ochoty z nim rozmawiać, przekazujemy sobie w grzeczny sposób obowiązki nad dziecmi.
    Jean zaproponowała mi abym mu list napisała z moimi odczuciami - hmmmm czy to coś da? Jesli on mysli o niej to pewnie ma w dupie to co zrobił mnie.
    Co do psychologa ja sama muszę się zastanowić czy tego chcę. Bardzo bym się tego bała. Ja chyba też nie należę do zbyt otwartych ludzi. Tu piszemy, ale sie nie znamy, nie wiemyu jak wyglądamy i jest miła two pisać o tym co czujeę, a tak to nie. U mnie tylko rodzice wiedzą co się stało. Dla reszty jesteśmy nadal kochającą rodzinka :-((.

    On mówi, że jest z nami dla nas. Hmmmm.
    Narazie wiem ze się nie kontaktują. I to wiem. On do niej nie dzwoni ona do niego także.
    Powiedział, że chce być z nami z dziecmi.

    Tak gada bo ona zamkneła mu dzrzwi przed nosem????

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: kaja133   Data: 2009-03-04, 11:49:22               Odpowiedz


    Witajcie Dziewczyny

    znowu wczoraj namieszałam; odpowiedziałam Miki, ale nie w tym miejscu gdzie trzeba... Przepraszam, że po raz kolejny wysyłam ten sam tekst, ale chcę aby dotarł do Miki i Sylbut
    pozdrawiam


    Miki - trochę dziwnie to zabrzmi, ale z dumą czytam Twoje ostatnie wpisy. Bardzo ładnie napisałać Sylbut - zgadzam się z Tobą, ona musi zacząc wymagać od swojego faceta. Sylbut (mam nadzieję, że to przeczytasz) on sie Tobą znudził, albo na chwilę i zaraz mu przejdzie, albo nie. Myślę, że Ty możesz wymagać od niego podjęcia decyzji - albo Ty albo ona. Jeśli zrobi tak jak mąż Olgi - krzyżyk mu na drogę. Jeśli Twoją stanowczość potraktuje poważnie - jest nadzieja, ze da się uratować Wasz związek. Ale musisz być przekonana, że warto... Nawet jeśli jesteś pewna swoich uczuc to bez niego nic nie osiągniesz. Jeśli masz jeszcze tyle sił aby dać mu trochę czasu - spróbuj. Ale jeśli poczujesz, że juz więcej nie wytrzymasz - poproś aby się wyprowadził - i zapewniam Cię - poczujesz ulgę. Oczywiście nie musisz zakładać, że wyprowadzka to definitywny koniec, ale postaw mu warunki, które musi spełnić jeśli chce wrócić. Ja dałam czas do namysłu i powrotu do domu do czasu kiedy tamta wróci do kraju (powiedziałam, że jeśli choc raz się z nią spotka, to może juz nie wracać). Nie pozwoliłam na to aby mnie dalej oszukiwał i udało się. Jestem pewna, że nie ma z Nią kontaktu, co więcej bedzie go unikał jak ognia...

    Miki - jestem pewna, że wspólna wizyta u psychologa Wam pomoże. Starajcie się rozmawiać ze sobą, w pierwszej koleności o sobie, swoich potrzebach a potem o tym co i dlaczego sie stało (kwestia dlaczego u mnie ciagle jest otarta, a mój mąż sam nie potrafi odpowiedzieć sobie na to pytanie)

    Trzymam kciuki, ucałuj dzieciaczki i bądź dobrej myśli
    do jutra

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-04, 10:34:07               Odpowiedz

    Witajcie
    Kaja133 tak miło jest poczytać Twoje wypowiedzi. Robi mi się lżej na sercu, bo wyobrażam sobie, że i dla mnie w końcu zaświeci słońce.
    Popieram, że warto czasami "powalczyć".
    Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: kaja133   Data: 2009-03-03, 23:13:54               Odpowiedz

    Witajcie

    Trochę dziwnie to zabrzmi, ale z dumą czytam Twoje ostatnie wpisy. Bardzo ładnie napisałać Sylbut - zgadzam się z Tobą, ona musi zacząc wymagać od swojego faceta. Sylbut (mam nadzieję, że to przeczytasz) on sie Tobą znudził, albo na chwilę i zaraz mu przejdzie, albo nie. Myślę, że Ty możesz wymagać od niego podjęcia decyzji - albo Ty albo ona. Jeśli zrobi tak jak mąż Olgi - krzyżyk mu na drogę. Jeśli Twoją stanowczość potraktuje poważnie - jest nadzieja, ze da się uratować Wasz związek. Ale musisz być przekonana, że warto... Nawet jeśli jesteś pewna swoich uczuc to bez niego nic nie osiągniesz. Jeśli masz jeszcze tyle sił aby dać mu trochę czasu - spróbuj. Ale jeśli poczujesz, że juz więcej nie wytrzymasz - poproś aby się wyprowadził - i zapewniam Cię - poczujesz ulgę. Oczywiście nie musisz zakładać, że wyprowadzka to definitywny koniec, ale postaw mu warunki, które musi spełnić jeśli chce wrócić. Ja dałam czas do namysłu i powrotu do domu do czasu kiedy tamta wróci do kraju (powiedziałam, że jeśli choc raz się z nią spotka, to może juz nie wracać). Nie pozwoliłam na to aby mnie dalej oszukiwał i udało się. Jestem pewna, że nie ma z Nią kontaktu, co więcej bedzie go unikał jak ognia...

    Miki - jestem pewna, że wspólna wizyta u psychologa Wam pomoże. Starajcie się rozmawiać ze sobą, najpierw o sobie, swoich potrzebach a potem o tym co i dlaczego sie stało (kwestia dlaczego u mnie ciagle jest otarta, a mój mąż sam nie potrafi odpowiedzieć sobie na to pytanie)

    Trzymam kciuki, ucałuj dzieciaczki i bądź dobrej myśli
    do jutra

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: kaja133   Data: 2009-03-03, 22:50:07               Odpowiedz

    Witaj Meg

    Przepraszam, że namieszałam - jak tylko mam trochę czasu wchodzę na forum i nadrabiam zaleglości. Przeczytrałam kilka wpisów Twoich i Miki, potem w kolejnej wolnej chwili zaczęłam odpisywać... i namieszałam. wracając do domu uświadomilam sobie, że to nie Ty planujesz wizytę u psychologa.

    Teraz jeszcze raz przeczytałam Twoje wpisy. To, że badziej się starasz (również w supialni) jest chyba naturalną reakcją na to co się stało. Ty przez ciąże, ja daleko od mojego faceta - zaniedbywałyśmy ich (oczywiście to "zaniedbanie" było czasowe i mamy prawo wymagać od swoich facetów cierpliwości; a jeśli coś jest nie tak mamy prawo wiedzieć o tym pierwsze). Tak czy inaczej próbujemy nawet nie dokońca zdając sobie z tego sprawę udowodnić, że jesteśmy dobrymi zonami... nie tylko w kuchni, ale również w łóżku. Nie martw się - ja też w ciągu dnia słuchałam, że kocha tamtą, że nic na to nie może poradzić, że zabrnął z nią tak daleko, że nie chce tego stracić, a co wieczór kochaliśmy się. Potem minął obłęd pierwszych tygodni i dowiedziałam się, że kochal się ze mną, żebym lepiej spała... i nie łykała tylu tabletek uspokajających.

    Meg - porozmawiaj z nim - czy myślisz, że kiedy mój mąż wrócił po 6 miesiącach do domu i powiedział mi, że ma inną kobietę usłyszał ode mnie coś miłego. Nie masz pojęcia jak kończyły się "z założenia" spokojne rozmowy - ja wpadałam w histerie on wściekły odtrącał mnie i udowadniał, że nie potrafimy się dogadać. Oczywiście byłam po wszystkim na siebie wściekła, że znowu nie umiałam się opanować, że daje mu kolejne argumenty przeciwko sobie, że przeze mnie jest mu tak żle, że ucieka myslami do tamtej sielanki.
    Właśnie dlatego nie chciał ze mną rozmawiać - bo wszystko kończyło się płaczem, udowadnianiem mu jakim jest potworem, jak mnie ponizył i podziękował za moje poświęcenie dla niego i naszej rodziny.

    Mój facet też jest zamknięty i nie potrafi przyznawać się do błędów. Teraz twierdzi, że z tego powodu brnął z nią w ten związek. Na początku też nie potrzebował niczyjej pomocy, a tymbardziej pomocy psychologa.

    Wszystko się zmieniło kiedy postanowił któregoś dnia wyprowadzić się z domu (jakies dwa tygodnie po tym jak z tamtą zerwał). Mimo, że z nią zerwał wcale mi o tym nie powiedział i nie oznaczało to, że mnie kocha i chce z nami zostać. Sama nie rozumiem po co to zrobil. Ona mimo, ze z klasą zakończyła romans (poprosiła aby nigdy do niej nie dzwonił i nie pisał) sama po tygodniu zaczęła do niego wydzwaniać. Najpierw pod pretekstem spraw zawodowych, potem z pretensjami, że miała plany, że nie potrafi bez niego żyć itd. Oczywiście mój facet nie powiedzial mi o tym - dowiedziałam się - jak zwykle - z bilingu. Wściekłam się, że po raz kolejny mnie oszukuje, a on jak zwykle przyjmowal wszystko na twarz i nie próbowal nawet się tłumaczyć. Kilka dni później powiedział, że nie potrafi znależć się w tej sytuacji, nie wie czego chce i w związku z tym chce na jakiś czas wyprowadzić się z domu. Pakował się kiedy byłam w pracy. Potem przyznał, że dopiero wtedy kiedy pakowal swoje rzeczy po raz pierwszy poczuł, że odchodzi. Juz na drugi dzień - po nieprzespanej nocy w naszym pierwszymi mieszkaniu zrozumiał co tak naprawdę robi. Poprosił, żebym do niego przyjechała i powiedział mi, że uświadomil sobie jak bardzo mu brakuje mnie i Małej. Powiedział, że jest pewny, że nas kocha i bardzo za nami tęskni. Nie masz pojęcia jak bardzo czekałam na te słowa.

    Potem zgodził się na wizytę u psychologa, zaczęliśmy rozmawiać - nie bez oporów z jego strony. wszystko zaczęło się wyjaśniać a moje wyobrażenia okazały się zupełnie mylne. Teraz on bardzo się stara. Ja cierpliwie tłumaczę mu dlaczego chcę rozmawiać o tym co się stało - on mimo, że bardzo tego nie lubi godzi się na to. Nie boję się mówić o swoich uczuciach, o tym, że mam ogromny żal za to co mi zrobil i jak traktował. Wie, że wymagam od niego absolutniej szczerości. Obiecal mi, że będę o wysztkim wiedział - jeśli ona znowu zacznie do niego dzwonic lub pisać - powie mi o tym, a jej nie chce widzieć już nigdy w życiu.

    Wierzę w szczerość jego słów choć ciągle jeszcze uświadamiam mu jak kruchy po tym trzęsieniu jest fundament naszego związku.

    Podsumowując - to, że nagadałaś wiele różnych rzeczy nic jeszcze nie przekreśla. Chyba możesz oczekiwać od niego zrozumienia. Niech on też trochę się postara - je4śli mu zależy niech to udowodni. Poproś aby poszedł z Tobą do psychologa bo Ty tego potrzebujesz. zaczekaj może jeszcze chwilę z taką prośbą, ale zacznij wymagać od niego więcej zaangażowania i rozmawiajcie - może na początek o sobie, swoich oczekiwaniach wobec drugiej osoby. Powiedzcie sobie czego w sobie nie lubicie (to czasami szukanie dziury w całym - w naszym przypadku tak było, ale może jest coś co mozna poprawić). A jeśli już nie będziesz w stanie znieść jego zachowania (a on potwierdzi, że to tęsknota za tamtą) poproś go aby na jakiś czas się wyprowadził. Wiem, że będzie Ci ciężko, ale zobaczysz - kiedy się jest na granicy wytrzymałości to taki radykalny krok przynosi ulgę. Ja cały dzień płakałam wiedząc, że wyprowadza się z domu; byłam przerażona perspektywą samotności. Ale ta noc kiedy się wyprowadził była pierwszą po ponad dwóch tygodniach którą przespałam spokojnie. Wreszcie zniknęły komórkowe koszmary - nie obchodziło mnie już wtedy czy do niej wydzwania czy nie - wystarczyło, że nie musiałam tego oglądać aby było lepiej.
    Bardzo boimy się zmian, ale one wcale nie muszą być gorsze, ...a często mogą prowadzić tylko ku lepszemu.

    znowu się rozpisałam - mam nadzieję, że moje doświadczenie udowodni Ci, że warto czasami "powalczyć".
    Trzymaj się

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-03, 21:37:15               Odpowiedz

    Przepraszam tyle tych wpisów!
    Pozdrawiam do jutra

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-03, 20:59:11               Odpowiedz

    Wiem ,przeczytałam to ,ale mówiłam że napiszę więcej jutro ;>

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-03, 20:49:31               Odpowiedz

    Autor: Meg4 Data: 2009-03-03, 17:40:21
    Jean !!!
    Wię w to abyśmy poszli na jakąś terapię.
    On raczej nie pójdzie. Znam go i wiem, że nie pójdzie. Generalnie mój mąż to dość skryta osoba i niepotrafi się zbytnio przed nikim otworzyć.

    Kiedyś wydawało mi się, że jesteśmy dla siebie przyjaciółmi i potrafimy ze sobą rozmawiać, ale dzisiaj już w to wątpię.

    Myślę, że on jest bardzo ostrożny i nie lubi i nie przyznaje się do swoich błędów i porażek. Od czasu do czasu mówi mi o swojej pracy i rzeczach, które się tam wydarzają, ale sądzę, że jeśli np. go ktoś uraził lub obraził to nie mówi mi tego tylko dusi to w sobie.

    Tak mam różne wątki. Bo mam wrazenie, że nie wiem co będzie, jak moja historia się potoczy.

    Dziś jesteśmy razem. W jednym domu, ale raczej obok siebie. On zdradził a ja w amoku złości, rozczarowania, upokorzenia też go naobrażałam, byłm wylgarna. On chciał szczerości a ja zrobiłam z igły widły, wszystko przekręcałam i w tym obrazałam jego. Wiem to mój straszny błąd, ale już tego nie zmienie.

    Wiesz Jean a to mu powiedziałam, że zostałam z nim tylko dla dzieci i jego pieniędzy, bo sama niezarobkuje w tym momencie a i zarobki mam małe. A to mu powiedziałam, że kwestią czasu jest to kiedy odejdę, a to, że mu zazdroszczę miłości i pewnie sama sobie jej poszukam jak wrócę do pracy. ... itp .... itp ....

    Sama sobie zniekształciłam obraz który jest tak naprawdę. On chciał mi wiele powiedzie ja to zepsułam a teraz on już nie chce do tego wracać, bo wie jakie są moje reakcje.

    O dziwo poszłam z nim szybko do łóżka i o dziwo w tej tragedii byłam Chyba spełnieniem jego marzeń a na jego pytanie dlaczego to zrobiłam potrafiłam mu powiedzieć, że rozdzieliłam mił.ość od sexu.
    Nie dość , że poszłam z nim szybko do łóżka to codziennie go do zbliżeń ciągnełam. Jak nigdy.
    Widzisz Jean moja reakcja na to co się stało tak naprawdę teraz i mnie przeraża.

    Od wczoraj jagby opadły moje emocje stałam się spokojniejsza. W gruncie rzeczy nie mam ochoty na rozmowe z nim. Teraz ogarnoł mnie straszny smutek.

    Pytam sama siebie czy jego zachowanie dziś to to, że myśli tylko o niej czy to wszystko co ja mu nagadałam i jak się zachowałam.

    Dziś tak naprawdę niebardzo chce mi się go wysłuchiwać być dla niego przyjaciółką.

    Moze terapia byłaby nam potrzebna,Ale znam go i wiem, że on się na to nie zgodzi.

    Proszę odpisz mi.

    Chciałabym aby było jak kiedyś, ale sama powiedziałaś, że tak narazie nie będzie, może nigdy już, a napewno nie za szybko.




  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-03, 20:47:42               Odpowiedz

    Kaja będzie dobrze, wkrótce wiosna (chociaż domyślam się że od razu mogą Ci zacząć krążyć myśli o tym co sie stało rok temu) może spróbujecie porobić coś razem. Musisz teraz nauczyć się odganiać te myśli od siebie, siłą jakkolwiek ,nawet jeśli czasem tak Cię dopadną że przywołasz sobie wszystko co bylo i będziesz miała ochotę ryczeć. Z resztą znam 2 przypadki gdzie niewierne żony pozostały z mężami ,jednak mężowie do dziś nie usłyszeli przeprosin, one to po prostu lekko potraktowały na zasadzie "było, minęło".
    Myślałaś nad jakimś przyjemnym wyjazdem gdzieś tylko we dwoje?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-03, 20:37:17               Odpowiedz

    Przepraszam, nie będzie zbyt długo, bezprzerwy ryczę i mam doły od weekendu ledwie cokolwiek piszę,a ostatnio bezprzerwy dręczą mnie napady obżarstwa (pisałam tu już kiedyś że choruję na bulimię)


    Musisz dać sobie czas, emocje będą teraz jak na huśtawce. Zaczniesz łapać doły a czasami będzie spokój. A myślałaś żeby mu napisać jakiś list jak poczułaś sie zraniona jak bardzo Cię skrzywdził tym? Moze jakies minimalne przeprosiny chociaż wiadomo że to on zawinił. Przedewszystkim nie drąż tego choć nasza głupia ludzka ciekawość domaga się od nas dowiedzenia się wszystkiego o naszym rywalu, Kaja popełniła ten błąd i ma jeszcze więcej do uniesienia. Nie ma sensu, to Ci tylko zaszkodzi.
    Terapia powinna się odbyć, powiedz że Ty tego potrzebujesz i wasz związek także.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-03, 17:40:21               Odpowiedz

    Jean !!!
    Wię w to abyśmy poszli na jakąś terapię.
    On raczej nie pójdzie. Znam go i wiem, że nie pójdzie. Generalnie mój mąż to dość skryta osoba i niepotrafi się zbytnio przed nikim otworzyć.

    Kiedyś wydawało mi się, że jesteśmy dla siebie przyjaciółmi i potrafimy ze sobą rozmawiać, ale dzisiaj już w to wątpię.

    Myślę, że on jest bardzo ostrożny i nie lubi i nie przyznaje się do swoich błędów i porażek. Od czasu do czasu mówi mi o swojej pracy i rzeczach, które się tam wydarzają, ale sądzę, że jeśli np. go ktoś uraził lub obraził to nie mówi mi tego tylko dusi to w sobie.

    Tak mam różne wątki. Bo mam wrazenie, że nie wiem co będzie, jak moja historia się potoczy.

    Dziś jesteśmy razem. W jednym domu, ale raczej obok siebie. On zdradził a ja w amoku złości, rozczarowania, upokorzenia też go naobrażałam, byłm wylgarna. On chciał szczerości a ja zrobiłam z igły widły, wszystko przekręcałam i w tym obrazałam jego. Wiem to mój straszny błąd, ale już tego nie zmienie.

    Wiesz Jean a to mu powiedziałam, że zostałam z nim tylko dla dzieci i jego pieniędzy, bo sama niezarobkuje w tym momencie a i zarobki mam małe. A to mu powiedziałam, że kwestią czasu jest to kiedy odejdę, a to, że mu zazdroszczę miłości i pewnie sama sobie jej poszukam jak wrócę do pracy. ... itp .... itp ....

    Sama sobie zniekształciłam obraz który jest tak naprawdę. On chciał mi wiele powiedzie ja to zepsułam a teraz on już nie chce do tego wracać, bo wie jakie są moje reakcje.

    O dziwo poszłam z nim szybko do łóżka i o dziwo w tej tragedii byłam Chyba spełnieniem jego marzeń a na jego pytanie dlaczego to zrobiłam potrafiłam mu powiedzieć, że rozdzieliłam mił.ość od sexu.
    Nie dość , że poszłam z nim szybko do łóżka to codziennie go do zbliżeń ciągnełam. Jak nigdy.
    Widzisz Jean moja reakcja na to co się stało tak naprawdę teraz i mnie przeraża.

    Od wczoraj jagby opadły moje emocje stałam się spokojniejsza. W gruncie rzeczy nie mam ochoty na rozmowe z nim. Teraz ogarnoł mnie straszny smutek.

    Pytam sama siebie czy jego zachowanie dziś to to, że myśli tylko o niej czy to wszystko co ja mu nagadałam i jak się zachowałam.

    Dziś tak naprawdę niebardzo chce mi się go wysłuchiwać być dla niego przyjaciółką.

    Moze terapia byłaby nam potrzebna,Ale znam go i wiem, że on się na to nie zgodzi.

    Proszę odpisz mi.

    Chciałabym aby było jak kiedyś, ale sama powiedziałaś, że tak narazie nie będzie, może nigdy już, a napewno nie za szybko.








  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-03, 16:10:08               Odpowiedz

    Kaja !!!

    Nie my nie idziemy na terapię.

    Boję się, że może się z nią spotkać. Ja do końca nie wiem skąd ona jest. Napewno nie blisko Nas.
    Mój mąż widywał się z nią wyjeżdzając na delegację (w różne miejsca Polski) gdzieś zawsze do niej dojeżdzał, ale gdzie nie wiem.
    Raczej teraz nie powie mi bo jak kiedyś zaczoł mówić mi sszczegóły - chciał być szczery to ja zrobiłam tzw. z igły widły. Byłam niemiła, wulgarna i suma sumarą on już stwierdził, że nie powie mi o szczegółach.
    Rozmawiałam z jego kochanką i zaproponowałam jej kawę(chciałm dowiedzieć się jak blisko nas jest) powiedziała, że to jest niemożliwe bo zbyt wiele kilometrów nas dzieli.
    Mój tak 2 razy w miesiącu musi wyjechać na del.
    Jak z nią rozmawiałam powiedziała ze się nie widują, nie dwonią, że ją nie nęka, że ona stara się o nim zapomnieć, że jest skrzywdzoną idealistką ....... idealistką ... musze kończyć jak będę tylko mogła wrócę

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: kaja133   Data: 2009-03-03, 15:42:53               Odpowiedz

    Witajcie Dziewczyny

    Meg - jakoś trudno mi uwierzyć w uczciwośc panieniek biorących się za rozbijanie rodzin. Ta, ktora chciała zając moje miejsce wiedziała od poczatku o mnie, dziecku, a mimo to uganiała się cierpliwie przez trzy miesiące, łaziła do niego, wyciągała pod byle pretekstem na kawę, pisała miłe smsy, wyjeżdżała z nim słuzbowo i skończyło się tak a nie inaczej. Nie chcę usprawiedliwiać mojego faceta, ale rok wczesniej pracował w tym samym miejscu, też pół roku z dala od nas i nic złego się nie wydarzyło...

    Wiem jak bardzo Ci ciężko, jak trudno pogodzić się z tym, że nie potrafiłyśmy czegoś zauważyć, przegapiłyśmy coś istotnego tylko dlatego, że było to dla nas poprostu nierealne. Ja też miesiąc przed jego powrotem byłam u niego na wakacjach. Już wtedy mnie ignorował, ja płakałam niocami do poduszki, a on znudzony zasypiał. Nie wiem dlaczego tak mnie traktował wtedy w czerwcu, a potem po powrocie do domu. Teraz ja zadręczam go tym pytaniem, ale on nie potrafi mi odpowiedzieć. I to nie dlatego, że nmie ignoruje bo zależy mu na nas bardziej niz kiedykolwiek, ale poprostu nie wie.

    Meg nawet jeśli z Nią zerwał może jeszcze czasami wracać do tego co było. Dobrze, że idziecie na terapie - pomoże to wam spojrzeć na cała sprawę z innej perspektywy. Może okaże się, że jest coś w waszym związku czego Wam brakuje i co możecie sobie dać (w moim doszukiwanie się przyczyn tego co się stało w naszym małżeństwie niestety nie przynisło zadnych rezultatów) Mój mąż zakochał się w innej nie dlatego, że dawała mu coś czego nie dostał ode mnie; nie dlatego, że przekonał się czego mu w zyciu brakuje do szczęścia. ... sam nie potrafi powiedzieć dlaczego .... i nie potrafi teraz tego zrozumieć.

    Musisz być cierpliwa i nie liczyć na to, że bedzie tylko lepiej. Będą i gorsze chwile, kiedy nie tylko On ale i Ty będziesz mieć wątpliwości. Ważne jest abyście byli pewni tego, że chcecie nadal byc razem. Nie ze względu na dzieci (choć o nich w pierwszej kolejności myslimy walcząc o nasze związki), nie dlatego, że za dużo problemów z rozwodem i podziałem majątku itd.

    Mój facet też był nieobecny. Tylko przy Małej trochę się ozywiał, a tak słuchal Vivy i udawał, że jeszcze nie wrócił do domu. Nic mi nie chciał mówić, nie widzial najmniejszej potrzeby tłumaczenia się i wyjasnienia mi czegokolwiek (jeśli przebrniecie przez moje wpisy zwłaszcza te od sierpnia do października to przekonacie się, że musiało mi wystarczyć stwierdzenie, że nie jest gotowy do rozmowy...)

    A ja dostawałam szału; przychodziłam do pracy żeby się wypłakać i jakoś potem przebrnąć wspólne popołudnie w domu. W nocy kiedy Mała już spała znowu płakałam, ... codziennie. A on ... unikal problemu, upieral się przy swoim, nie chcial ałuchać zadnych argumentów.
    Chodziłam do psychologa kiedy juz przyjaciele nie mogli postawić mnie na nogi. I to psycholog po tym jak ponad dwa miesiące nic się nie zmianiało kazała udarzyć pięscią w stól. Ani ja ani Wy nie musicie znosić takiego traktowania. I prawdę mówiąc dopiero jak powiedziałam mu, że nie mam zamiaru znosić dłużej jego tęsknoty za tą szmatą oprzytomniał. Po raz pierwszy zwątpił, zaczął odpowiadać na moje pytania, wyjaśniać. Oczywiście było już za późno bo ja robiłam to samo co Miki. Skoro niczego mi nie powiedział sama ułożyłam sobie przepiękną historie miłosną. Nawet w pewnym momencie zaczęłąm mu zazdrościć, że poznał uczucie, które jest ważniejsze od własnego dziecka, dla którego nie szkoda żadnej ofiary...
    Ale to były tylko moje wymysły, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością i o mały włos nie zniszczyły mnie. Wiem doskonale jak trudno nie mysleć o tym co się stało i nie szukać wyjasnienia.
    Meg jeśli Twój facet chce rozmawiać spróbujcie otworzyć sie przed sobą. Wiem, że takie rozmowy są trudne, moga kończyć się płaczem, trudno ciągle jeszcze chlodno patrzeć an to co się stało. Ale on też musi Cię zrozumieć i nie obrażać się na to, że cierpisz.

    Rozpisałam się jak zwykle - muszę kończyć
    Musicie jakoś to przeczekać i zapewniam - nawet z najgorszymi faktami można się oswoić. To bedzie jeszcze bolało, ale coraz mniej. Starajcie się nie koncentrować na tym co złe. Życie może być jeszcze piękne i bedzie (nawet jeśli będzie trzeba uznać, że facet z którym byłyśmy tyle lat zawiódł). Póki co jest szansa na to, że bedzie dobrze pod warunkiem, że oboje zrozumiecie co tak naprawdę jest dla Was najważniejsze.
    pozdrawiam

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Jean Grey   Data: 2009-03-03, 15:42:01               Odpowiedz

    No, wreszcie napisałam, przepraszam że tak długo ,ale ostatnio mnie dół złapał i wchłanianie innych negatywnych emocji nie wpłynęło by na mnie dobrze.

    Meg, w tej chwili rany są bardzo świeże jednak musisz od niego też wymagać.
    Może on jest zamyślony z innych powodów -np jak mąż Kaji ma wyrzuty sumienia, że tak Cię zranił i wykorzystał inną młódkę żeby się zaspokoić i znowu być "mężczyzną" w czyichś oczach, albo tęskni własnie za taką namiastką adoracji (mimo że w zasadzie kłamał i pozował na kogoś innego). Musisz go nakłonić do przebudowania całej jego osoby, aby był prawdziwym mezczyzną a nie aktorem -tchórzem. Ważne żeby z nim rozmawiać (może nawet pokazać swoje posty na forum) żeby do niego dotarło że nie zachował się jak męzczyzna i że mężczyźni się tak nie zachowują. Z tego co widzę tutaj na forum zakładasz różne wątki i rozpatrujesz różne rozwiązania. Skoncentruj się teraz na jednym. I ważna rzecz - trzeba go ciągnąć do psychologa ,bo widze u was żen ie ma komunikacji zbyt dobrej. On ma Ci ufać i mówić Ci o swoich bolączkach ,rozterkach ,emocjach, potrzebach, a nie udawać że nie ma problemu a iść do innej panny która jest jeszcze niedojrzałym podlotkiem. Wprawdzie był problem z seksem przez ten okres ciąży ,ale jak już tak nie miałaś siły na jakiekoliwiek pieszczenie go to mógł sobie ręką dopomóc, tyle czasu by wytrzymał. Problem jest zdaje się głębszy ,on chciał po prostu zobaczyć podziw w cudzych oczach. Tylko co z tego? Ty mogłabyś zachować się tak samo, zrobić się na bóstwo i uwodzić pierwszego lepszego przystojniaczka aż zaczełyby mu się oczy błyszczeć. Sensu to nie ma.
    Sporo pracy przed wami przedewszystkim nad nim i jego stosunkiem do świata, życia ,rodziny i Ciebie. Może też jakaś wspólna terapia by się przydała?

    Sylbut - u Ciebie sytuacja jest martwa. Twój facet okazał się pustakiem nie dojrzałym ani do małżeństwa ani do związku (a może to dziecko tamtej kobiety to własnie jego dziecko). Im prędzej się z tym pogodzisz tym lepiej dla Ciebie. Zmienić możesz kogoś tylko wtedy kiedy sama się zmienisz ,co nei znaczy że tak właśnie się stanie. I nie nazywaj kochanki swojego męża takimi epitetami. Ona Ci mimo wszystko nie ślubowała, ale to Twój mąż dał ciała. Nie żyj marzeniami, bo rzeczywistość Cię w końcu zmiażdży.

    Miki - wam to by się przydał dobry tantryczny seks połączony z masażem ;D(jak coś to służę literaturą) Ale ten poziom jest jeszcze odległy. Wiesz czasami nam się wydaje że kogoś przestaliśmy kochać ,ale kochamy go nadal , może jego uczucia do Ciebie są gdzieś skryte i on tego jeszcze nie zauważył. Powinniście oboje przekreślić to co było w przeszłości. Z tego co mi pisałaś ,on się starał jak długo to nie wiem ,ale wyszło na to że jak się stara to Ty go olewasz, a kiedy Cię zdradza ,natychmiast reagujesz- tylko idąc tym tokiem myślenia żebyście się cały czas starali i dbali o związek musielibyście nieustannie zdradzać się. Może faktycznie jest tak że się bardzo kochacie tylko właśnie -bariera porozumienia i każde z was zdradza żeby to drugie zauwazyło to pierwsze. Bardzo dobrze że on zaproponował terapię, bo może faktycznie nie umiecie się komunikować, ale oboje wymagacie wewnętrznej przebudowy ,waż związek również. W tej chwili potrzebny jest czas ,żebyście ochłonęli trochę po ostatnich wydarzeniach.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-03, 15:25:26               Odpowiedz

    SYBULT kochana wiem ze ciezko tak radzic na odległość ale zastanów się czy rozstanie nie zrobiło by Wam dobrze, może jak na jakiś czas odejdzie to zrozumie co stracił. Mój mąż wyprowadził się w styczniu, nie mogłam znieść że pod jednym dachem myśli o niej, wyjeżdża do niej, pisze sms-y. Wprawdzie i tak przyjeżdzał do dzieci i to było straszne. Wrócił ale twierdzi cały czas że dla dzieci, po 3 tygodniach zaczął się normalnie zachowywać, może zrozumiał że romantyczna miłość w wieku prawie 40 lat to śmiech i kiedyś minie a życie codzienne z inną kobietą i porównywanie wszystkiego to nie dla niego. Ona też ma dziecko a on dwójkę 12 lat i 15-mcy. Nie mógłby być z nią i jej dzieckim a mysleć o swoich. Ja mu powiedziałam że jak chce to proszę bardzo ale wtedy szybki rozwód, podział majątku i nie chcę go wiecej widzieć, po dzieci jak przyjedzie to bedzie czekał pod klatką bo ja się z tego domu wyprowadzę aby mnie nie dręczył psychicznie.
    Moja Pani psycholog powiedziała mi ostatnio że my sie bardzo kochamy tylko mamy problem z porozumieniem. Czasami nie mam juz siły i może byłoby lepiej gdybyśmy nie byli razem ale są jeszcze cudowne dwie istoty i dla nich też warto spróbować. Jutro idziemy na pierwszą wizytę razem, on umówił nas na terapie. Strasznie się boję ale bez tego nie dogadamy się. Szanuj siebie dziewczyno !!! Chcesz być z kimś kto Cię nie kocha, oszukuje i ignoruje ? Ból z czasem mija i możesz spotkać swoja drugą połówkę. Gdyby mój mąż nie zmienił swojego zachowania (sama przed sobą dałam mu czas do końca lutego) to bym mu podziękowała i sama to skończyła bo rozsadzało mnie od środka gorzej niż gdy się wyprowadził. Pomyśl o tym. Daj sobie czas ale nie męcz się bo życie jest zbyt krótki i piekne aby ktoś tak cie traktował. Niech idzie a zobaczysz wróci po kolanach bo nie da się przekreślić wszystkiego po 17 latach i przestać kogoś tak po prostu kochać, nie da się !!! wiem cos o tym. Powodzenia.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: sylbut   Data: 2009-03-03, 11:57:30               Odpowiedz

    Droga Miki12
    Tak szczerze to pewnie żadna z nas nie radzi sobie z tym dobrze. Wszystkie przeżywają to niby podobnie, ale każda na swój sposób.

    Jesteś w tej "dobrej" sytuacji, że Twój mąż chce naprawiać i się stara (pomału, ale to robi).

    U innych jest tylko olewanie. Czy kobieta cierpi, czy nie to ich już to nie obchodzi.

    Ja bardzo cierpiałam przez ponad miesiąc. Teraz jest trochę lżej. Mój nie robi nic żeby się do mnie zbliżyć i naprawić to co popsuł. Jest obok mnie ciałem, a myślami daleko.
    Do domu wraca tylko po to, żeby się przespać i to wszystko.

    A ja sobie na bieżąco powtarzam w myślach "TU I TERAZ" - nie wiem czemu akurat to, ale trochę pomaga. Staram się jak nachodzą mnie myśli - oddalić je od siebie jak najdalej.

    Pozdrawiam.

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: miki12   Data: 2009-03-03, 10:53:00               Odpowiedz

    Dzisiaj jadąc z mężem do pracy widziałam ją pierwszy raz na żywo na krzyżówce, aż mną zatrzęsło. Mój mąż niby nie zauważył, ale mu nie wierzę. Wciąż go podejrzewam o kontakty z nią chociaż twierdzi że to definitywny koniec i nie kontaktują się. Wiem ze powinnam mu wierzyć bo sam wyraził chęć terapii i umówił nas, wykasował też jej komentarz pod swoim zdjeciem na NK. Widzę takie drobne gesty z jego strony chociaż on twierdzi że sam nie wie co czuje niby raz czuje a drugi raz nic. Powiedział mi że chciałby na tej terapii odbudować miłość do mnie i chciałby aby tak mu zależało jak mi teraz. Czasami wydaje mi się że czar prysł i nigdy już nie będzie dobrze a z drugiej strony on też odzyskał moje uczucia i może specjalnie tak się zachowuje aby za szybko nie poczuła że go odzyskałam. Nie radze sobie ze swoimi emocjami a najgorsze jest jak zaczynam krecic sobie film i wyobrazac ich razem, jak udaje Wam się z tym radzić ?

  • RE: czy mozna tak poprostu przestać kochać?

    Autor: Meg4   Data: 2009-03-03, 10:48:10               Odpowiedz

    Droga sylbut !!! Bardzo dziękuję za słowa wsparcia. Mój książe ma 33 lata.
    Mówią, że męski krysys przychodzi po 40 a jak czytam wszystkie wpisy to mam raczej wrażenie, że po 30.

    Niestety na dzień dzisjeszy rozstanie było by bardzo bolesne dla starszego dziecka (7 lat), nie obyło by się bez spraw sądowych, sądu rodzinnego itp. To co mamy jest wspólne. To on przoduje finanosowo ale można powiedzieć, że wszystko jest na nas. Dzisiaj jestem na wychowawczym, ale już pomału dojrzewam do powrotu do pracy i ewentualnie jak tylko będzie to możliwe do podwyższenia swoich zarobków. W tym całym układzie bardzo mi doskwiera to, że nie jstem samodzielna finansowo.

    Mój się przyznał i złamał mi zycie.

    Wiesz sądzę, że nie kwestia swobody o tym decyduje. Znam przypadek gdzie mąż wychodził tylko do pracy i też przez wiele miesięcy miał kochankę.
    Myślę , że pilnowanie non stop to też nie klucz do sukcesu.

    Mnie wiele ludzi radzi aby zacząć naprawdę o siebie dbać, być atrakcyjnejszą, robić rzeczy, których zazwycza