Forum dyskusyjne

... Kiedy mężczyzna kocha kobietę...

Autor: Maximuss   Data: 2008-07-31, 02:39:32               

... to niezaprzeczalny fakt, że gotów jest zrobić wszystko byle tylko z Nią być... Lecz problem pojawia się wtedy gdy rozumie to za późno...
Była, jest i będzie dla mnie najcudowniejszą kobietą... Ostatecznie podjęła decyzję, że odchodzi. Jestem odpowiedzialnym i dojrzałym mężczyzną, miałem w życiu wiele partnerek lecz nigdy żadna kobieta nie sprawiła bym czuł się tak wyjątkowy i kochany... Moja praca niestety wymaga wiele poświęcenia i czasu, bardzo często wyjeżdżam. Wtedy Ona mimo swoich licznych obowiązków zostawała sama. Wielokrotnie na takich wyjazdach spotykam kobiety piękne, które wręcz siłą zaciągnełyby mnie do łóżka. Od kiedy Ją poznałem nie spojrzałem na żadną kobietę w taki sposób jak patrzę na Nią... Bardzo szybko się Jej oświadczyłem, po raz pierwszy w życiu poczułem, że chcę mieć dzieci, być z Nią i kochać Ją już tak zawsze. Stałem się zaborczy... myślę, że chyba za bardzo. Cały świat chciał Ją mieć a ja tak bardzo chciałem być z Nią. Pewnego dnia powiedziała mi, że będę ojcem. Oszalałem ze szczęścia. Niestety straciła dziecko na wspólnym wyjeździe weekendowym. O mało nie umarła. Nigdy nie zapomnę kiedy przywieziono Ją z sali operacyjnej... myślałem, że pęknie mi serce. Cały czas ściskała moją dłoń. Po wyjściu ze szpitala bardzo potrzebowała mojej obecności a ja ciągle pracowałem. Sam byłem bardzo rozdrażniony, miałem na głowie bardzo poważny projekt i nie widziałem jak bardzo mnie potrzebuje. Zawsze była niesamowicie optymistycznie nastawiona do życia lecz wtedy coś jakby zablokowało ten stan. Zajęła się przygotowaniami do ślubu lecz mimo tego na wszelkie sposoby chciała mi powiedzieć, że mnie potrzebuje. Zaczynałem widzieć w Niej wroga. Sądziłam, że to już jakaś histeria i po prostu nie dyskutowałem już więcej o tym co się stało. Myślałem bardziej w kategorii, że coś się stało, minęło i trzeba żyć dalej. Okazało się, że to ja byłem tchórzem który chciał uciec od problemu. Kilka tygodni później odeszła, odwołując ślub. Na początku powiedziałem Jej że nie będę Jej zatrzymywał, że widocznie nie pasujemy do siebie. Ani razu nie zadzwoniłem aby zapytać jak się czuje taki byłem urażony. Emocje opadły... Po kilku tygodniach wróciliśmy do siebie. Lecz ponownie odeszła na początku tego roku. Widywaliśmy się jeszcze, chłonąłem każdą sekundę z Nią. Gdy pytałem co z Nami będzie już pewnie i stanowczo mówiła, że musi odejść... i tak zrobiła. Próbowałem Ją odzyskać mimo tego na wiele sposobów, czasem nawet zupełnie absurdalnych i wręcz dziecinnych. Wiem, że cierpiała po naszym rozstaniu, wiem ile Ją kosztowało zaczynanie życia od nowa. Zrozumiałem to za późno...

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku