Forum dyskusyjne

Czuję się beznadziejna

Autor: xyz11   Data: 2019-12-03, 23:22:42               

To mój pierwszy post na tym forum. Nie wiem właściwie od czego zacząć bo wydaje mi się, że mój problem to bardzo złożona kwestia, miałam nawet problem jak nazwać temat posta. Mam małe dziecko (ok 1,5 roku). W okolicy skończenia przez nią roku zaczęłam myśleć co dalej ze mną, większość kobiet po skończeniu macierzyńskiego wraca do pracy. Ja nigdy nie pracowałam (mam 25 lat...). Najpierw studiowałam dziennie, potem poszłam na studia zaoczne mgr, ale ich nie skończyłam. Poddałam się pod koniec pierwszego semestru, choć wiem że gdybym się zawzięła, udałoby się. Zaczęłam kierunek zupełnie niezwiązany z 1 stopniem studiów, ten który chciałam zacząć na 1 stopniu,ale kochani bliscy stwierdzili, że to nie dla mnie, że sobie nie poradzę więc poszłam na inny, który zupełnie mnie nie interesował. Szukałam po nim pracy, ale w sumie nic wartościowego z tych ponad 3 lat edukacji nie wyniosłam. Czułam się szukając pracy jak osoba po liceum. Nie chciałam iść pracować do sklepu z ubraniami czy w inne podobne miejsca. Dlaczego ktoś by pomyślał. Bo od zawsze mam bardzo niską samoocenę a to by jeszcze bardziej ją pogłebiło. Wkońcu załapałam się na staż a właściwie próbę stażu na miesiąc do firmy spedycyjnej. Kierunek, który zaczęłam na 2 stopniu to właśnie logistyka więc to w sumie powiązane więc cieszyłam się, że to coś co w miarę mi odpowiada. Za chwilę okazało się, że jestem w ciąży. Był to dla mnie dramat. Miałam plany,chciałam dziecko,ale kiedy moja sytuacja zawodowa by się jakoś unormowała i... po ślubie. Miałam wtedy narzeczonego i zaplanowany ślub. Stażu nie zrobiłam w takiej sytuacji. Skro ciąża to zaczeiśmy z narzeczonym myśleć intensywnie nad tym gdzie będziemy mieszkać. Ja jestem z miasta (ponad 50 tys. mieszkańców). On z oddalonej o 40 km wsi. Ja zawsze chciałam mieszkac w mieście, ewentualnie wieś ale granicząca z miastem. On ze względu na swoją pracę (pracuje pare godzin rano i pod wieczór) chciał mieszkać w okolicy swojej wsi bo tam jest teren jego pracy. Nie odpowiadało mi to zbytnio, ale on twierdził, że w innej pracy się nie widzi, aby ją zmienić i wtedy zamieszkać gdzieś w mieście. Do tego jak mówił tu może dorobić w trakcie dnia. A ja... skoro byłam bez pracy to co miałam do powiedzenia? Nic. Wydawało mi się wtedy, że a niech będzie, ja nie mam pracy i pewnie mieć nie będę, nie mam specjalnego wykształcenia ani znajomości wielkich a tutaj on zarobi na naszą rodzinę. Mówiłam to mając 23lata... Już wiedziałam, że nic mnie w życiu nie czeka. Więc skoro decyzja została podjęta to zaczęliśmy budowę domu w wsi gminnej niedaleko jego rodzinnej. Dom jest w trakcie budowy a ja wtedy kiedy też zaczęłam rozmyślać po skończeniu przez moją córkę roku co dalej ze mną stwierdziłam, że nie chcę tu mieszkać. Nie odnajduję się tu, tak jak on mówi, że jego męczy miasto tak mnie męczy wieś, drażnią mnie tutejsi ludzie, wydaje mi się, że nie znajdę tu nikogo na poziomie do znajomości, ta mentalność. Nie jestem z metropolii, ale i tak widzę różnicę. Denerwuje mnie to, że po prawie wszystko trzeba dojechać do miasta 30 km, wydaje mi się, że tu zgnuśnieje, szkoda mi mojego dziecka bo uważam,że tu będzie miała gorzej. Ja sama czasami byłam zła, że nie jestem z większego miasta. Nie wyobrażam sobie życia tam a jak myślę, ze mam tam spędzić możliwe i całe życie to tylko płakac mi się chcę. Namawiałam go na sprzedaż tego domu, jest w stanie deweloperkim, ludzie kupują takie domy i myślę, że stratni byśmy na tym nie byli, ale on mimo tego wszystkiego, mojej niechęci nie chce się na to zgodzić. Mówi, że albo się rozwiedziemy albo tu zamieszkam a co ja mogę w takiej sytuacji? Wydaje mi się, że uczucie między nami się wypaliło. Czuję do niego niechęć, ciągle się kłócimy. Myślę sobie czasami, że gdyby nie ciąża to byśmy się rozstali przed ślubem... Próbuję się przestawić na pozytywne myślenie o tym miejscu, ale nie potrafię. Kiedy zajeżdzam do tej wioski odrazu mnie odrzuca. Niektórzy mi mówią, że jak się kocha to nie liczy się gdzie sie mieszka, ale z kim.. No właśnie. Ja chyba nie potrafię tego powiedzieć. Moja mama mói mi żebym dorosła, dojrzałą emocjonalnie. Decyzja została podjęta i jej nie cofnę, ale jak mam być dojrzała, jeśli ona przez całe życie mnie wyręczała, podejmowałą za mnie decyzje, nigdy nie pochwaliła. Mam nawet takie myśli czasami, że gdybym miała niezłą pracę to bym się czuła pewnie i się z nim rozstała, ale tak nie jest, nie pracuję dalej, chcoć to moja świadoma decyzja.Stwierdziłam, że jeszcze pobędę z dzieckiem w domu przez najważniejszy okres jej życia, nie mam pomysłu na siebie... Wydaje mi się, że jestem zależna od niego i jeśli bym zdecydowała się na rozstanie to moje dziecko by tylko na tym ucierpiało bo nie sądz,że jeszcze coś specjalnego w życiu osiągnę. Rozpisałam się a i tak wydaje mi się, że powiedziałam 1/4 tego co chciałam napisać... Nie wiem, czego oczekuję po tym wpisie. Ciężko tu chyba coś doradzić. Wiem, że muszę iśc do psychologa, ale ciągle mam jakieś opory, ale muszę to zrobić dla dobra mojego dziecka...

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku