Forum dyskusyjne

trudny związek

Autor: Lacota   Data: 2019-11-26, 15:22:09               

Dzień dobry,
jestem w związku już ponad 3 lata, mamy córkę, ma prawie rok.
Córka z miłości, planowana, pomimo pewnych trudności, ale nie o tym.

Ona jest na macierzyńskim, ja pracuję. Wstaję o 5.30, jadę na 7 i jestem w domu 16-17. Pracuję umysłowo.
Mamy dość sporo zadłużenia. Powstało, by w zeszłym roku straciłem pracę, a trzeba było kupić dużo rzeczy dla dziecka. Łącznie kredytów mamy na 2,5 tysiące/miesiąc (60 tysięcy).

Mamy też działkę na kredyt. Mieliśmy się budować, ale w tej chwili nie mamy żadnej zdolności z powodu kredytów.

Kasia (tak będę ją nazywać) od zawsze mieszkała z rodzicami. Ja się do nich wprowadziłem z wynajmowanego mieszkania, by oszczędzić i uzbierać na wkład własny. Nic z tego nie wyszło. Miał być rok, góra dwa, zaczął się trzeci rok, odkąd mieszkam z nią i rodzicami w ich mieszkaniu. Rodzice są w pokoju przechodnim. W porządku ludzie, ale nie tego oczekuję od życia.

Zawsze starałem się planować wydatki. Zapisywałem wszystko, nadpłacałem zobowiązania, musiałem odłożona sumę "na życie" i się tego trzymałem.

Kasia nie rozumie naszej sytuacji. Niby się dołuje, niby ciągłe myśli o długach i "pójściu na swoje" ale robi wszystko co innego.
Przykład: mam zaplanowany budżet. Mówię, że po opłaceniu wszystkiego, nie zostaje nam nic (pieluchy, ciuszki, lekarz dziecka, to kosztuje). Ona nagle stwierdza, że idzie do fryzjera - 150 zł co miesiąc. Makijaż temperamentny - 300, usta permanentne - 200. Wczoraj sobie przypomniała o szamponie z keratyną - 80 zł. Huśtawka dla dziecka - 350 zł i stoi, bo krzywa. Kojec, zabawki, dziesiąty z rzędu misiek. Wszystko musi być. A zapożyczeni jesteśmy wszędzie.

teraz idzie na jakieś zabiegi elektrostatyczne - 350 zł (9 razy x paliwo 20 zł jedna podróż).

Gdy coś powiem, to wypomina mi konsolę, konsolę, która kupiłem prawie rok temu, gdy mieliśmy pieniądze, albo telefon. Ona liczy, że mama da, babcia da itd.
Nigdzie nie wychodzimy. Brak pieniędzy. Mimo to nagle stać ją na nieplanowane wydatki (ciuchy dla dziecka, pieluchy, kosmetyki, zabiegi itd). Zakłada za innych przez co tracę kontrole nad budżetem. Ma tendencję do dawania prezentów "taki sam lub lepszy".
Co chwilę skalda wniosek o kolejny kredyt, by nadpłacić stary lub skonsolidować inne. Jednak jak wspomniałem, brak zdolności.

Potrafi mnie męczyć, że trzeba kupić auto, bo moim jeździć nie będzie (za duży).

Podnosi głos, drze się, że ja się drę, chociaż nie krzyczę. W ten sam sposób odzywa się do każdego w rodzinie.

Chociaż wstaję rano, każe mi siedzieć do 1-2 i masować. Jak tego nie zrobię, to foch. jak wracam z pracy, to od razu daje mi małą i mam się z nią bawić póki nie uśnie. Kocham córkę, zawsze z nią siedzę, ale potrafi wypomnieć, że nie poświęcam jej (córce) dużo czasu.
Nie gotuje, syf w pokoju strasz. Zwala to na mnie, bo coś na stole leży. A jej sprzątanie polega na tym, że wywala wszystko z półek i leży na podłodze tydzień, bo sprząta.

Jak coś ruszę, to źle, bo to jej rzeczy i wszystko pogubię. Jak nie ruszę to obwinia mnie za bałagan.

Moja rodzina to trzy osoby 200 km. dalej. Nie mam z nimi złego kontaktu, ale potrafię spojrzeć obiektywnym okiem i wyrazić swoją krytykę na pewne ich zachowania. Ale ona strasznie ich krytykuje. Bo wszystko odgapiaja (kupili meble w tym samym kolorze, ale zupełnie inne modele). Doszukuje się wszystkiego, co mogli od nas zgapić. Kuzynka poszła na basen z roczną córką jak my - zgapiła! Kupiła podobne buty - zgapiła! Buduje się- nie chciała, więc zgapiła bo my chcemy!
Bardzo mi się nie miło tego słucha, nawet jak po cześć ma rację. Nie potrafi uszanować tego, ze to moja rodzina. I każdy mój argument traktuje jako atak na nią samą, i że ich bronię.

jestem tym wszystkim zmęczony. Nie chce mi się wraca, ale nie mam nawet środków by coś wynająć.
Kocham ją, ale z każdym dniem mam wrażenie, że coraz mniej chcę spędzić z nią resztę życia.
jest wspaniała matką i dobrą kobietą, ale jej charakter jest ciężki. Męczy mnie psychicznie Aha. już zaraz chce drugie dziecko, jak tylko się zatrudni, bo czas nagli (34 lata). Chociaż mamy długi, mieszkalny u jej rodziców, nie stać nas na nic.

Nie wiem co robić. Nie podoba mi się okolica, w której mieszkam. Wszędzie daleko. Wioska typowo zurbanizowana. Zamiast kaczek i krów droga krajowa i ciężarówki. Czasami sobie marzę, że wracam do siebie do gór.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku