Forum dyskusyjne

Choroba czy prawdziwy charakter?

Autor: czarnoczarna   Data: 2019-07-16, 17:16:58               

Hej, mam pewien problem, z którym powoli przestaję sobie radzić.

Kilka miesięcy temu poznałam faceta. Długie godziny, wręcz dni upłynęły na rozmowach i relacja szybko zmieniła się w związek. Od początku byliśmy ze sobą bardzo szczerzy - przyznał, że od kilku lat przechodzi nagłe, okresowe zmiany nastroju. Od euforii w depresję, choć prawdopodobnie nie tak nasilone jak w przypadku typowej choroby afektywnej dwubiegunowej. Zanim nastrój zaczął mu się wahać, leczył się przez kilka miesięcy na depresję.

Kiedy mnie poznał, był po tej radosnej stronie bieguna. Był wesoły, wygadany, aktywny. Trwało to jeszcze około dwóch miesięcy i naprawdę świetnie nam się układało. Dużo rozmów, czułości, komplementów, no sielanka. W okresie pełni wiosny, gdy większość ludzi 'rozkwita' i po zimnych miesiącach wraca do życia, on zaczął gasnąć. Zrozumiałam, że zaczyna się dołek i zanim zdążyłam się jakkolwiek do tego przygotować, pojawiła się apatia, ciągłe narzekanie, brak czerpania przyjemności z czegokolwiek, skrajny pesymizm. Powiedział, że co roku dopada go to w okresie wiosenno-letnim. Ja to wszystko rozumiem, bo sama choruję na nerwicę (a właściwie jestem świeżo po odstawce leków) i wiem, że bardzo ważne jest wsparcie bliskich i właśnie zrozumienie drugiej osoby. Nie liczę na to, że przy moich staraniach magicznie mu się odmieni i nagle będzie chodził radosny i uśmiechnięty. Tyle że ja, codziennie dając z siebie 100% aby jakkolwiek mu pomóc, ulżyć, staję się celem na wyładowanie jego frustracji. Jeśli jest coś, do czego może się przyczepić - to on to znajdzie, nie dostrzegając przy tym wszystkim jak wiele dla niego robię. Jedną rzeczą jest bycie przybitym w takim depresyjnym stanie (bo to rozumiem), a inną wyładowywanie negatywnych emocji na mnie. Czuję się wyczerpana psychicznie tym wszystkim. Ciągle mam w pamięci te początki, kiedy było super i po prostu zastanawiam się, czy to choroba, czy dopiero wychodzi z niego to, kim naprawdę jest. Może są tu jakieś osoby z doświadczeniem w podobnych przypadkach? Może to normalne, jeśli to faktycznie CHaD?

Chodził do psychologów ale twierdzi, że żaden mu nie pomógł, a wręcz czuł się po wizytach gorzej. Wiem, że ma nieprzepracowane traumy z wcześniejszych lat. Ale czy nie jest tak, że na psychoterapii właśnie trzeba się z nimi zmierzyć jeszcze raz, nawet jeśli chwilowo może nam się wydawać, że to pogarsza sprawę? Kiedy sama się leczyłam, mnie to pomogło na dłuższą metę. Może spróbować go namówić, żeby poszedł jeszcze raz? Sama już nie wiem co robić i jak na to wszystko patrzeć.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku