Forum dyskusyjne

RE: Presja, frustracja, lęk, bezradność.

Autor: Milan9053   Data: 2019-06-05, 18:55:38               

W sumie racja.
Zawsze jak próbowałem się za to zabrać, to potem było mi wstyd i głupio się czułem z tym, że inni nie mają takich problemów, że potrafią radzić sobie całkiem nie źle albo w ogóle nie przejmować.
Na stan mojego samopoczucia wpływ miało przez lata wiele kwestii. Począwszy od tego, że zawsze byłem/ byliśmy ze wszystkim sami, poprzez brak czasu dla siebie, utratę pracy, wyjazd za granicę...
A tu trzeba było zacząć wszystko od nowa, przebić się przez nowe bariery. Znowu wziąłem na siebie tyle ile tylko mogłem, zawsze odpowiadając, że jest dobrze i że u mnie ok.
Z miesiąca na miesiąc było gorzej jeśli chodzi o samopoczucie mojej żony ze względu na jej funkcjonowanie tutaj. Bez rodziny, znajomych, calymi dniami sama z dziećmi, bo ja pracowałem a potem załatwiałem wszystko to, czym w PL mogliśmy się dzielić. Nie potrafiłem wielu spraw zobaczyć, moje próby pomocy żonie były raczej nieudolne, często jej nie rozumiałem, nie potrafiłem rozmawiać. Ani o nas ani o sobie mimo, że tyle mnie w środku dusiło.
Po drugim dziecku, które urodziło sie już w DE całkowicie straciliśmy siebie dla siebie, siebie nawzajem. Dzieci pochłonęły Nas w całości...
To, co mnie całkowicie pociągnęło w dół, to drugi facet w życiu mojej żony. Nie nie było zdrady ( fizycznej). Nie potrafię się rozpisać tak jakbym chciał, więc napiszę tak. Nie wiem dlaczego w mojej głowie pod względem takich znajomości, kontaktów myślenie jest takie, a nie inne. Dlaczego jestem aż tak zazdrosny, skąd to się wzięło, kiedy ukształtowało? Może dla większości to śmieszne ale ja nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Do teraz mam problemy. Może również dlatego, że mimo wszystko zdarzały się kłamstwa ze strony żony odnośnie tej znajomości, jakieś nieszczerości, niedopowiedzenia. Zawiodła w pewnym momencie bardzo moje zaufanie i ciężko mi je odbudować. To wszystko jest przeplatane raz gorszymi raz lepszymi chwilami, w których potrafie wiele zrozumieć, bo to nie jest zła osoba i niczym celowo mnie nie krzywdzi.
Wyszedłem z najgorszego okresu, w którym byłem jak zombie. Nie jadlem, nie spałem, nie potrafiłem się na niczym skupić. A teraz przytłaczają mnie konsekwencje takiego stanu. Może gdybym radził sobie lepiej z codziennością, inaczej znów patrzyłbym na siebie i świat wokół.
Od września nawet na boisku nie mogę dać upustu swoim emocjom, bo doznałem poważnej kontuzji. Tak jakby się wszystko przeciwko mnie wydarzyło.
Marzę o tym, żeby być znowu sobą...




Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku