Forum dyskusyjne

Żona, problemy, emocje, przyłszość

Autor: Haxiu   Data: 2019-04-06, 22:39:59               

Witam,
nie wiem od czego zacząć, ale chyba najlepiej od początku. Postaram się opisać swój problem najlepiej jak mogę. Nie zamierzam się także w żaden sposób wybielać czy szukać usprawiedliwień, każdy ma jakieś wady.
Żeby ewentualnie nie zostać rozpoznanym, będę czasem pisał ogólnikowe dane.
Jestem w związku małżeńskim 5 lat. Mamy jedno dziecko, które przyszło na świat jeszcze przed ślubem kościelnym. Żonę poznałem na jednym z portali randkowych. Po roku znajomości oświadczyłem się. Przyszła żona już była w ciąży. Wówczas zaczęła nalegać, aby jednak zmienić trochę plany i wziąć ślub cywilny szybciej. Zgodziłem się.
Zamieszkaliśmy razem, nie widziałem, wówczas żadnych negatywnych przesłanek, zdarzały się jej (żonie) napady agresji czy nerwów, ale tłumaczyłem sobie to hormonami itd. W międzyczasie żona weszła na wojenną ścieżkę z moimi rodzicami, gdyż chciała aby ich dom został przepisany na moją osobę. Nie zgodzili się i od tamtej pory i relacje są powiedzmy to, znacząco chłodne. Po urodzeniu dziecka, przeprowadziliśmy się do mojej teściowej, niby tymczasowo, bo po kilku miesiącach mieliśmy wrócić do poprzedniego domu, ale żona jak mówiła, tak zrobiła, z domem moich rodziców nie chce mieć nic wspólnego, ma do nich wielki żal.
Ja cały czas pracowałem i nadal pracuję, czasem ponad siły, aby wszystko utrzymać, ale o tym później. W pierwszych latach życia dziecka, przyznam, że żona wzorowo opiekowała się dzieckiem, byłem z niej bardzo zadowolony i byłem szczęśliwy. Dziecko urodziło się z bardzo małą masą urodzeniową, zielone wody, cesarka i te sprawy, ale dostał 10 w skali Apgar. Ze względu na wagę, był traktowany jako wcześniak, więc jeszcze wtedy jeździliśmy razem na różne kontrole itd.
Ze względu na spłaszczenie części czaszkowej zalecono nam, aby skontaktować się ze specjalistami.
U dziecka stwierdzono, wzmożone napięcie mięśniowe. Zalecono nam różne ćwiczenia itd. Jeszcze wówczas, przez kilka wizyt jeździliśmy razem, dawano ćwiczenia do domu itd. Jako, że ja pracowałem, prosiłem żonę, aby ona z dzieckiem ćwiczyła, jednak tutaj pojawił się pierwszy zgrzyt, powiedziała, że nie będzie tego robić, bo jej się nie chce... Żonę chyba przestraszyła wizja, że może mieć niepełnosprawne dziecko, opóźnienie rozwoju mowy, brak raczkowania, siadania, a o chodzeniu nie było mowy... Jednak, ja na tyle ile mogłem zabrałem się za ćwiczenie dziecka. Po jakimś czasie udało się osiągnąć sukces. Dziecko zaczęło stawiać pierwsze kroki, jednak rozwój mowy był nadal opóźniony. Zalecono nam wówczas, aby skontaktować się z jakimś prywatnym ośrodkiem. Tak zrobiliśmy. Rozpoczęliśmy terapię na wszystkich płaszczyznach logopeda, fizjoterapeuta, psycholog.
Na jednej z pierwszych wizyt, żona pokłóciła się z Panią psycholog i już nigdy się u niej nie pojawiła, (oprócz przedostatniej wizyty, tam w ogóle). Żona zaczęła tworzyć fikcyjne konta i złośliwie wypisywać negatywne komentarze dla Pani psycholog z czystej zawiści, innego powodu nie widzę. Byłem za to na nią wściekły. Jeździłem sam na terapię. Ona mi nie chciała w tym pomagać, zostawiła mnie z tym samego. Doszło do tego, że musiałem po pracy jechać 40 km za miasto po dziecko i wracać ponownie do tegoż miasta na terapię...
Pani psycholog w końcu zorientowała się, że ktoś z nas wypisuje negatywne komentarze i wezwała nas na dywanik, pod groźbą złamania regulaminu. Ja wówczas nic nie wiedziałem o tych komentarzach, dopiero po tym się właśnie zorientowałem o co chodzi... Jednak żona nie zaprzestała pisania złych opinii, po czym Pani psycholog zaniechała terapii, ponieważ złamaliśmy regulamin.
Zaczęliśmy szukać terapii w innym miejscu, gdzieś bliżej miejsca zamieszkania. Sytuacja bardzo podobna jak tam. Żona na pierwsze spotkania pochodziła, a później zostawiła mnie z tym wszystkim samego. Jej terapia dziecka nie interesowała, mówiła, że to niepotrzebne, samo wyjdzie na prostą i tak dalej... Przez niemal dwa lata jeździłem z dzieckiem na terapię, żona nie poszła ani razu, a jeździłem tam nawet po 3-4 razy w tygodniu. Żona miała ważniejsze sprawy, jak robienie sobie zakupy na portalach aukcyjnych, maniakalne robienie sobie zdjęć i porównywanie się różnorakimi celebrytkami. Rozpoczęły się większe wybuchy agresji (tutaj w wybuchu złości, potrafiła mi powiedzieć, że w wielu rzeczach mnie oszukała, bo zaraz bym z nią zerwał, musiała w wielu sprawach "udawać"), a w złości pojawiały się słowa, że dziecko jest jej kulą u nogi... Bardzo to było dla mnie przykre. Żona nigdy od zawarcia małżeństwa nie poszła do pracy. Wszystkie nasze ślubne oszczędności rozeszły się, w ciągu 2-3 lat. Ja nie wydałem z tego ani złotówki. Gdy skończyło się źródełko pieniążków, pojawiły się nowe preteksty do kłótni, że mąż musi utrzymywać żonę i strasznie wygórowane żądania pieniężne, często już po fakcie, bo trzeba już zapłacić...
To było około 1,5 roku temu, u żony zaczęła się pojawiać nadmierna senność, spanie do 11, później 12 i nawet 16.
Uznałem, że miarka się przebrała, wracając o 17 z pracy, widzę dziecko głodne, obsikane, nieprzebrane, a żona w łóżku, śpi.
To był moment, gdy nalegałem, aby dziecko zostało przyjęte do przedszkola. Tak dalej być nie mogło. Wymusiłem na żonie, aby coś zrobiła, poszła do lekarza, zbadać się, zrobić badania.
Robiła wszystko, aby uniknąć badania pod kątem psychiki... To nie, zaczęła szukać po internecie diet cud, masaży, akupunktury i wszelakiej maści rodzaje medycyny alternatywnej. Bezskutecznie. Ile pieniędzy zostało roztrwonione to nie jestem w stanie już policzyć...
Dziecko już jej nie interesowało. Ciągłe podrażnienie, poirytowanie, agresja...
Załatwiłem dziecku w przedszkolu terapię. Jednak na żonę, nie mogłem liczyć, powiedziała, że nie będzie odprowadzać i odbierać dziecka z przedszkola. Ja to mam robić. Nie miałem wyjścia. Nie zmieniłem wówczas pracy, ale poprosiłem szefa, aby zmniejszyć mój etat na 3/4, ale przy tym, aby pensja została ta sama. Oczywiście odbił sobie to na premiach, więc automatycznie trochę zbiedniałem. Musiałem szukać dodatkowego zajęcia po godzinach...
I tak jest do dnia dzisiejszego... W końcu, gdy wszelakie metody internetowe leczenia żony nie poskutkowały, zdecydowała się pójść na psychoterapię, jednak szybko zrezygnowała, bo to za drogo, bo za długo, a ona do pracy nie pójdzie, bo jest w fatalnym stanie, nie ma energii, śpi całe dnie...
Poszła, do jednego psychiatry, drugiego, trzeciego, czwartego... Diagnozy, przeróżne, nerwica depresyjno-lękowa, osobowość zależna, osobowość anankastyczna, anhedonia. Już nie pamiętam wszystkich jej leków, ale ona nie była i nadal nie jest w stanie pójść po nie do apteki, pamiętam xanax, parogen, mirtor, lorafen, triticco, było tego więcej. Nic nie działa. Stwierdziła, że jest lekooporna i zaczęło się straszenie śmiercią, że zabije siebie i dziecko, aby inni cierpieli tak jak ona. Jedyny temat jej rozmów to tylko jej choroba, ja nic nie mogłem o sobie powiedzieć, o swoich problemach... Zainteresowanie dzieckiem, minimalne. Na jej leczenie, lekarzy, leki musiałem zająć się dodatkowym zajęciem, bo brakowało mi pieniędzy. Kosztem tego, sam doprowadziłem się do skrajnego zmęczenia, spanie po 4 godziny dziennie, brak czasu dla własnego dziecka, a żądania dotyczące pieniędzy pojawiały się non stop i to wcale nie małe. Gdy tylko powiedziałem, że nie mam to następował wybuch agresji i nienawiści, tutaj może nie będę przytaczał różnorakiego rodzaju epitetów...
W końcu zwróciłem się sam o pomoc do psychologa, wszystko opowiedziałem. Psycholog zalecił, żebyśmy chodzili razem z żoną równolegle do dwóch psychologów. Żona po dłuższej namowie, poszła, ale na jej dwóch wizytach się skończyło... Z tego co mi żona przekazała, na ile to prawda to nie wiem, ale, że dla niej jest potrzebna ciągła opieka na oddziale.
Ja chodziłem do psychologa, przez około 6 miesięcy, aż żona nie storpedowała mi moich wizyt, pisząc niewłaściwe teksty w stronę Pani psycholog i wypisując jej oczywiście negatywne komentarze. Pani psycholog zrezygnowała z prowadzenia mojej terapii, ponieważ nie przynosi ona efektów, a jest gorzej. Pani psycholog zasugerowała, że w pierwszej kolejności powinienem myśleć o dziecku, że taka sytuacja nie wpływa pozytywnie na jego rozwój.
Jestem w tym wszystkim sam... W międzyczasie też żona wypisywała komentarze negatywne innym lekarzom, bo była niezadowolona z leczenia. Jeden wysłał pismo, że został przekroczony zakres negatywnego komentarza i podważyła kompetencje lekarza i wycenił straty na dużą kwotę pieniędzy.
Zbłaźniłem się, ale wybroniłem się, bo wiadomo, że musiałbym zapłacić z własnej kieszeni za to wszystko.
Ciągle słyszę tylko negatywne docinki na swój temat, mojej rodziny, kolegów itd. Tak wyglądają nasze rozmowy.
Nie jestem też sam biały w tej sytuacji. Żona wielokrotnie mi zarzucała i zarzuca, że jej nie bronię i nie wspieram. Otóż wspierałem ją cały czas, dzielnie znosiłem jej ciągłe poniżania, kłótnie, agresje, docinki... Żona ma mocno nietypowe podejście do spraw moralnych. Jeśli uważam, że ktoś nie ma racji, to nie zamierzam go w tym bronić, tylko dlatego, że jest kimś dla mnie bliskim...
Ostatnimi czasy starała się także storpedować ostatnią przyjemność, która mi została, czyli wizyty na siłowni. Uznała, że chadzam tam na randki z trenerką i wydaje kupę pieniędzy na ekskluzywną panią lekkich obyczajów, że wolę dawać na panią trenerkę, a nie żonę...
Wszystkie potrzeby w miarę możliwości staram się jej zapewniać. Tylko ja spinam budżet w całość. ja chodzę na zakupy, robię opłaty...
Cały czas starałem się być fair wobec żony, pomimo tych wszystkich negatywnych emocji...
Najlepsi koledzy mówili, zrezygnuj z tego, pókiś młody, szkoda życia...
Po tym całym długim czasie, braku efektów leczenia, coś we mnie się wypaliło... Kiedyś żona mi się podobała, teraz nie mam ochoty na nią patrzeć, a każde moje słowo mnie irytuje.
Był taki czas, że starałem się być miły, przytulić, pocałować, powiedzieć dobre słowo, to byłem odtrącany i bluzgany, że nie mam pojęcia jak ona cierpi i kazała mi lekko mówiąc spadać i to tak wiele, wiele razy.
Nie tak dawno zasugerowałem jej, że coś się we mnie wypaliło, że to już nie jest to, że już mam dość... Nagle zaczęło się tzw. wazeliniarstwo, przymilanie się na siłę, miłe słówka, jednym słowem przywalanie się, efekt jest odwrotny od zamierzonego, jeszcze bardziej mnie ona irytuje...
Sprawy seksu - temat martwy od kilku miesięcy, śpimy osobno.
Nie szukam żadnego usprawiedliwienia, czy pozwolenia na jakieś czynności.
Proszę tylko o zwykłą, ludzką poradę...
Chciałbym żyć dalej, zbudować dom, mieć drugie dziecko, a przy obecnej kobiecie to nie jest możliwe. Do wychowywania dzieci się nie nadaje... O kredytach nie chciała słyszeć... Nic nie mogę zaplanować na przyszłość... Wydaje mi się, że nasze tory rozjeżdżają się coraz bardziej... Czasem mam wrażenie, że żona nadal się zatrzymała na wieku nastolatki...
PS. Dziecko dzięki terapii i przedszkolu, ładnie się rozwinęło, moim zdaniem dorównało rówieśnikom, czuję się z tego dumny. :)
Pewnie nie wszystko napisałem, ale jeśli kogoś bardziej zainteresuje dany fragment, to postaram się rozwinąć.

Pozdrawiam
H.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku