Forum dyskusyjne

Na związkowym (i życiowym) rozdrożu

Autor: NN0011   Data: 2019-01-08, 19:35:22               

Drodzy,
piszę do Was, ponieważ znalazłem się w trudnym momencie życia i nie wiem, jak dalej sobą pokierować. Generalnie sprawa polega na tym, że niedawno wyszedłem z wieloletniego związku i dość szybko wpadłem w kolejny, ale on chyba nie ma przyszłości. Coraz bardziej myślę, że spowodowane jest to moimi problemami ze sobą, o których piszę w dalszej części wpisu. Jeśli ich nie wyeliminuję, to pewnie każdy kolejny związek będzie tak wyglądał. Chciałbym Was prosić o porady lub sugestie do kogo lub czego (filmy, książki, artykuły) warto sięgnąć, żeby jakoś sobie pomóc. Na szybko mogę powiedzieć, że z mojej autodiagnozy wynikają problemy z: zaufaniem, pesymizmem i poczuciem własnej wartości/męskości.

Ostatnie kilka miesięcy stanowiły dla mnie bardzo burzliwy czas, ponieważ gwałtownie skończył się mój wieloletni związek (zdrada i wielomiesięczne kłamstwa ze strony partnerki). To doświadczenie niestety wzmocniło we mnie pewne negatywne mechanizmy. To znaczy, zawsze byłem zdystansowanym i raczej nieufnym człowiekiem. Uważam, że "przezorny zawsze ubezpieczony", a że jestem raczej życiowym pesymistą, to być może nieco z tym przesadzam. Przy czym do momentu zdrady poprzedniej partnerki nie miałem z tym aż takiego problemu. Niestety, jej postawa spowodowała, że popadłem nie tylko w paranoję ciągłej inwigilacji (która potwierdziła moje najgorsze przypuszczenia związane z nieszczerością partnerki), ale i mocno zatraciłem zdolność ufania innym ludziom.
Zawsze tak miałem, że im bardziej mi na kimś zależy i im bardziej się z kimś wiążę, tym więcej od tej osoby wymagam i rośnie mój strach przed nieszczerością czy odrzuceniem. Doświadczenie zdrady tylko wzmocniło ten mechanizm. Myślałem, że mam to już za sobą. Niestety nowy związek pokazał co innego.

W tym miejscu pojawia się druga kobieta. Zupełnie inna od poprzedniej. Dorastająca w innej kulturze (Australia). Od kilku lat mieszkająca w Polsce. Moja rówieśniczka (oboje jesteśmy przed 30stką). Znamy się dopiero od 4 miesięcy, ale już zdążyliśmy się do siebie przywiązać (emocjonalnie i fizycznie). Niestety, zaczęły odzywać się moje "demony". Im bardziej czuję, że mi na niej zależy, tym mocniej odczuwam potrzebę jej sprawdzania i kontroli. Mój pesymistyczny umysł podrzuca mi wiele negatywnych scenariuszy na przyszłość i skupia się na negatywnych kwestiach, pomijając te pozytywne. W efekcie kilka dni temu zasugerowałem przejście na relacje koleżeńskie, co oboje mocno przeżywamy, bo okazało się, że nasze uczucia wskazują, iż chcemy czegoś więcej. Ja jednak czuję i jak mi się wydaje mam rację, że nie jestem gotowy na coś więcej. No bo przeczytajcie chociażby to:

* Ona jest osobą otwartą, pogodną, łatwo nawiązującą relacje, może dla postronnego obserwatora nieco flirtującą (wpływ wychowania w innej kulturze?) - dla mnie jest to znak, że pewnie łatwo nawiąże kontakt z innym facetem i w ten sposób zwiększy się prawdopodobieństwo, że mnie porzuci. Trudno mi zrozumieć, że ona taka jest i nie traktuje rozmów z kolegami jako flirtu, chociaż może mi się tak wydawać, gdy to obserwuję.
* Ma bardzo trudne doświadczenia z przeszłości (molestowanie, gwałt) i w związku z tym od 3 lat regularnie uczęszcza na terapię - dla mnie jest to z jednej strony powód do myślenia w stylu "każdy ma jakiś problem, dobrze, że ona o tym wie i nad tym z sukcesami pracuje", a jednocześnie męczą mnie wyobrażenia na zasadzie "a co, jeśli w dłuższej perspektywie okaże się osobą, z którą nie da się żyć, szczególnie że ma za sobą kilka nieudanych związków".
* Jej niektóre zachowania wzbudzają moje podejrzenia, więc zacząłem szukać informacji w internecie i dopasowałem to sobie do osobowości histronicznej/borderline - oczywiście wywołało to u mnie przerażenie, którego nie umiem stłumić, chociaż na poziomie racjonalnym wiem, że nie była diagnozowana w tym kierunku, a przecież w ciągu tylu lat terapii pewnie by to zrobiła w razie konieczności. Może ma osobowość o cechach histronicznych, ale to przecież nie to samo. Mimo, że racjonalizuję sobie tę kwestię, to jednak na poziomie emocjonalnym reaguję bardzo negatywnie i nie umiem sobie z tym poradzić.

To jest piękna i jak do tej pory dobra dla mnie kobieta, ale ja zauważyłem, że jej cechy w powiązaniu z moimi negatywnymi (opisanymi powyżej), stanowią mieszankę, z której nie da się zbudować stabilnego i szczęśliwego związku.

Może to tylko kolejne pesymistyczne urojenie mojego umysłu i poprzez decyzję o ograniczeniu relacji zamykam sobie szansę na coś cudownego ze świetną osobą? Nie wiem. To trzeba sprawdzić. Zaryzykować. Przy czym czuję ogromny strach przed ryzykiem (zawsze byłem zachowawczy, a teraz tylko bardziej).

Bardzo Was proszę o sugestie i porady.

Dzięki za pomoc!

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku