Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • RE: A ja uważam że to pozytywne

    Autor: fatum   Data: 2021-01-13, 15:28:29               Odpowiedz

    Miło czytać,że masz dobre relacje ze swoją mamą.Nie każdy tak ma.Pozdrawiam.

  • RE: A ja uważam że to pozytywne

    Autor: okti325   Data: 2018-07-21, 00:02:28               Odpowiedz

    Ale jak to się ma do relacji z matką, bo nie rozumiem? Ja z mamą zawsze miałem dobre relacje...

  • RE: PS 2

    Autor: okti325   Data: 2018-07-20, 23:59:13               Odpowiedz

    Spokojnie, aż tak źle ze mną nie jest. Normalnie funkcjonuje i mam dosyć wysoką samoocenę. Pewność siebie też już całkiem, całkiem. Tylko ta sytuacja..... Po prostu wymknęła mi się spod kontroli. To fantazjowanie i wymyślanie różnych rzeczy zawsze mi towarzyszyło... Teraz wiem, że jest to strasznie szkodliwe. Już wiem, że nie popełnię tego błędu w relacjach z dziewczynami. Zastanawia mnie tylko fakt, czemu mam przez to takie nagłe spadki nastroju i dlaczego tak bardzo związałem się emocjonalnie z wyobrażeniami o tej dziewczynie. Czy to aby na pewno przez lęk? Owszem przyznaję, że z natury zawsze byłem nieśmiały, ale ostatnimi czasy mocno nad tym pracowałem i już na tym 1 roku studiów moja pewność siebie uległa znacznej poprawie i relacje z osobami. Poznałem grupkę fajnych osób i się jakoś dogadujemy. Może w relacjach z dziewczynami nie było nigdy jakiś fajerwerków... Ale nie wiem czy na pewno ten lekki niepokój do płci pięknej mógł spowodować fantazjowanie i wyidealizowanie jakieś zupełnie nieznajomej dziewczyny oraz huśtawki nastroju.... ciężko powiedzieć

  • PS 2

    Autor: Mirabelle   Data: 2018-07-20, 14:49:20               Odpowiedz

    Jeszcze jedno.
    Moim zdaniem twoje fantazje są mechanizmem typowym dla dzieci.
    Dzieci sobie tworzą rzeczywistość. Wymyślają przyjaciół itd.
    To naturalne u dziecka. Nienaturalne u prawie dorosłego faceta.
    Zaspokajasz swoje niezaspokojone potrzeby poprzez fantazje bo nie masz odwagi by sięgnąć po to czego pragniesz w rzeczywistości (lęk, blokada, prawdopodobnie jest to związane z lękiem przed odrzuceniem i porażką, widać też że masz niską samoocenę).
    Masz dwa wyjścia:
    iść w to dalej i masz szansę zostać stalkerem lub inną osobowością poważnie zaburzoną.
    Albo zacząć mierzyć się z tygrysem czyli małymi krokami (może poprzez częstsze kontakty z bezpieczniejszą formą czyli koleżankami) obniżyć swój lęk przed kobietami.
    Popracowałabym też nad tym jak widzisz siebie jako mężczyzna.
    Jako student Politechniki Wrocławskiej masz już szansę na dość duży prestiż społeczny jako facet.
    Ale widać jeszcze coś Ci brakuje byś poczuł się atrakcyjnym facetem. To jest ważne byś się nie bal kobiet.

    Przypominam sobie taką historię.
    Umówiłam się kiedyś z facetem z internetu. Nigdy nie miał dziewczyny. Był dość przystojny i ciekawiło mnie czemu i jak to możliwe, że jej nie miał. Był starszy. Miał ok. 28lat.
    Gdy poszłam na tą randkę zrozumiałam.
    Był wysoki. Miał fajne barki. Ciepły uśmiech, ale...
    Głos mu drżał strasznie. Ręce się telepały. Miała poczucie, że on jest przerażony...(potem mi powiedział, że miał ochotę mnie pocałować-ale ja miałam cały czas wrażenie, że ucieka wzrokiem i jest jakiś dziwny).W życiu bym nie wpadła na to, że mu się podobam.Po jego reakcji.
    Więcej się nie umówiłam choć fizycznie mi się podobał.
    Po prostu to jego przerażenie i niepewność jakoś mnie odstręczyło a terapii mi się nie chciało uprawiać-w końcu poszłam na randkę a nie niańczyć faceta.
    A swoją drogą szkoda.Bo był całkiem całkiem.
    Nie miał takiego wykształcenia jak Ty. Pracował fizycznie więc gadanego też nie miał (a Ty masz patrząc po ilości tekstu).
    Więc chłopie popracuj nad sobą.
    Nad swoim lękiem.
    Szkoda by było byś się zeschizował całkiem.

  • PS

    Autor: Mirabelle   Data: 2018-07-20, 14:27:29               Odpowiedz

    Fakt faktem, że jak nie dasz rady sam ze sobą to czasami warto poszukać wsparcia farmakologicznego (psychiatra) na obniżenie poziomu lęku.
    Tobą rządzi lęk.

  • A ja uważam że to pozytywne

    Autor: Mirabelle   Data: 2018-07-20, 14:22:24               Odpowiedz

    że jesteś świadomy swojej "urojeniowej' natury. Jesteś s wiadomy, że sam tworzysz sobie wizje w głowie.
    Masz ogromny poziom lęku przed kobietami. W momencie gdy jeszcze jakaś Ci się podoba to już kaplica.
    Widać ogromną potrzebę bliskości z kimś dla siebie ważnym.
    Blokuje i paraliżuje Cię lęk.
    Nadrabiasz sobie deficyty poprzez fantazje.
    Obyś zachował świadomość, że to nie jest normalne.
    Ja na twoim miejscu nauczyłabym się najpierw zagadywać do w miarę obojętnych kobiet (ze strony których nie obawiam się odrzucenia-lub ono nie byłoby dla mnie taką porażką).
    Więc najpierw się oswoić poprzez kontakty z "bezpiecznymi' kobietami. Zastanawiam się co się stało w twojej relacji z matką. Ale to inny wątek.
    Poza tym, myślę, że żadna kobieta nie pragnie by jakiś facet miał na jej punkcie obsesję. I stan obsesji nie jest atrakcyjny. Więc lepiej byś wyszedł z tego.
    Obsesje biorą się z lęków. Więc musisz popracować nad lękami związanymi z odrzuceniem i z kontaktem z kobietami.
    Poćwicz na koleżankach;)

  • RE: Dziwne wahania nastroju, brak kontrolii emocji

    Autor: znajoma   Data: 2018-07-20, 12:57:15               Odpowiedz

    A ja jeszcze dodam, że zamiast do psychologa, powinieneś udać się do psychiatry. Kiedy dziewczyna oskarży Cię o stalking,pokażesz papiery od lekarza i nie będziesz karany.
    Nie doczytałam epopei do końca, nie dało się. Poległam na przystankach tramwajowych i autobusowych.

  • RE: Dziwne wahania nastroju, brak kontrolii emocji

    Autor: Tika012   Data: 2018-07-19, 22:37:53               Odpowiedz

    Ja ze swojej strony na razie powiem ci jedno... A właściwe dwie rzeczy.
    Po pierwsze: Doskonały wybór uczelni. PWr rządzi! ;-)
    Po drugie: Nie wiem czy nie powinieneś udać się na uniwerek. Masz chłopie pisane. Normalnie epopeja ;-)

  • Dziwne wahania nastroju, brak kontrolii emocji

    Autor: okti325   Data: 2018-07-19, 21:03:48               Odpowiedz

    Ostatnio w moim życiu stała się dziwna sytuacja. Zacząłem nagle mieć znaczne obniżenia nastroju i dość duże problemy z koncentracją. I choć mogło to być przez sen i ogólne zmęczenie, ciągłą naukę. dodam, że jestem studentem Politechniki Wrocławskiej, od października zaczynam drugi rok akademicki. Nigdy wcześniej nie miałem takich huśtawek nastrojów. W rodzinie zawsze się układało i było dobrze, wiec tym bardziej sytuacja dziwi. Opiszę jak doszło do tych nagłych obniżek nastroju i stanów przygnębienia.
    Wszystko zaczęło się w marcu 2018 roku kiedy zainteresowałem się pewną dziewczyną rok młodszą ode mnie. Dziewczyna ta chodziła ze mną do liceum 2 lata i mieszka w sąsiedniej wiosce 2 km ode mnie. Dodatkowo dość często widujemy się w autobusie, kościele itd. Nigdy z nią jednak nie gadałem, a przez te kilka lat była mi zupełnie obojętna, specjalnie nie zwracałem na nią uwagi. Nawet w szkole, chodź często ją mijałem tak jakoś wyszło, że nie poznaliśmy się osobiście. Można powiedzieć, że to normalna rzecz, że ludzie mają nieraz ze sobą styczność, a jednak nie gadają ze sobą, nie poznają się itd. Maturę zdawałem w maju 2017 roku. Więc wtedy skończyłem szkołę. Poszedłem na studia z dosyć dobrze zdaną maturę i wszystko było w porządku. Pierwszy semestr zdałem wzorowo. Ale nagle w drugim.... na początku marca zacząłem nagle zwracać bardziej uwagę na tą dziewczynę. Chodź już rzadziej się widywaliśmy, bo głównie w autobusie to jednak coraz bardziej o niej myślałem i poprostu się nią zainteresowałem. Nie wiem czemu do niej najzwyczajniej w świecie nie zagadałem, i był później taki moment, że bardzo żałowałem, że skoro chdziliśmy ze sobą do szkoły to trzeba było podejść i pogadać. Trochę się obwiniałem o to, ale teraz już tego nie robię. Ale wracając do tej sytuacji to po prostu ta osoba mnie zafascynowała, a właściwie fantazje które zacząłem o niej mieć. Ciągle o niej myślałem, przypisałem jej cechy kobiety idealnej, pobożnej, uśmiechniętej itd. Po prostu ją wyidealizowałem. I zamiast zagadać w autobusie to przez to, że strasznie się emocjonalnie związałem z tymi wyobrażeniami o tej dziewczynie to po prostu bałem się odrzucenia. Zacząłem nieustannie jej wypatrywać, szukać kontaktu wzrokowego, uśmiechać się, szukać oznak zainteresowania z jej strony. Szukałem 100 % okazji kiedy ona popatrzy na mnie, uśmiechnie się i wtedy do niej podejdę i zagadam. Ta okazja jednak się nie pojawiła. I tu pojawia się mój kolejny problem- BRAK OPANOWANIA MYŚLI I EMOCJI. Nie mogłem przestać myśleć o tych wyobrażeniach, fantazjach. Ciągle rozmyślałem jaka to jest idealna i że jesteśmy razem, jesteśmy w związku itd. Przerodziło się to trochę w obsesję. Zacząłem szukać w internecie informacje o niej na różnych portalach, stronach. Potrafiłem długo patrzeć w jej zdjęcia na facebooku i emocjonować się jaka to jest wspaniała i ciągle wyobrażać sobie wspólne życie. I tak było przez koniec marca i cały kwiecień-szukanie 100% okazji kiedy na mnie popatrzy i da mi jasny sygnał, nieustannie wypatrywanie jej w autobusie, kościele itd. Szukałem nawet jej plany zajęć by wiedzieć o której godzinie kończy lekcje i wraca tym samym autobusem co ja. Specjalnie zrywałem niektóre zajęcia aby móc ją spotkać w tym autobusie i na nią się popatrzeć i znaleźć kontakt wzrokowy. Dodatkowo jeszcze napisałem do niej na facebooku, że jest ciekawą osobą i chcę ją poznać. Ona nie odpisała mimo wyświetlenia wiadomości. Nie chcę gdybać czemu. Może dlatego, że wzięła mnie za dziwaka i olała po prostu albo widziała, że jestem jakiś za bardzo napalony i nie chciała mnie skrzywdzić... Nie miałem wtedy jeszcze jakiś zniżek emocjonalnych, stanów przygnębienia itd. Wszystko zaczęło się w maju....
    W maju postanowiłem, że skończę już z tym czajeniem się na tą osobę i zagadam w końcu. Dziewczyna w prawdzie już byłą mocno zdziwiona tą sytuacją i moją osobą, ale przez te fascynacje i wyidealizowanie tej dziewczyny w ogóle nie docierało do mnie to jak się to wszystko może skończyć. Akurat jechała pisać maturę z matematyki. Wtedy postanowiłem, że jak wysiądzie z autobusu to podejdę do niej i zagadam. Całą drogę patrzyłem się na nią w oczy by szukać kontaktu wzrokowego chodź miejsce w autobusie obok niej było wolne. Potem wysiadła z autobusu i szybko wsiadła w tramwaj. Można to tłumaczyć tym, że śpieszyła się na maturę, chodź dzisiaj na trzeźwo mogę powiedzieć, że szybko uciekała przede mną. Bo rzeczywiście wyszedłem na jakiegoś świra i napaleńca. Chodź wtedy byłem strasznie zaślepiony tą aurą wyidealizowanej dziewczyny i fantazjami o niej. Nie zamierzałem się poddawać.... Dalej myślałem, że mi się uda w końcu znaleźć 1000% okazję w której da mi jasny sygnał, żebym podszedł i zagadał. Po tym jak napisała maturę z matematyki w poniedziałek 7.05 i wracała o tej samej godzinie autobusem to mimo, że siedziała i miała obok siebie miejsce wolne to mimo tej chęci jej poznania to nie podszedłem do niej i nie zagadałem. Jakbym po prostu ciągle się czegoś obawiał.. Jakbym czekał aż to ona do mnie podejdzie.. Nic z tego... Ja zamiast do niej podejść i pogadać, znowu patrzyłem jej w oczy i się lekko uśmiechałem. Później w domu bardzo żałowałem tego czemu nie zagadałem do niej i ciągle o niej fantazjowałem, patrzyłem dalej na jej zdjęcia.. Zaczęło się wewnętrzne obwinianie się. W ciąż nie rozumiałem, że to jest głównie pociąg do wyidealizowanych cech, które ta osoba może nie posiadać. Mimo, że na naprawdę mnie zainteresowała, zaciekawiła to po prostu źle ta cała sytuacja się ułożyła i przez to zacząłem powoli wchodzić w błędne kółko. Później we wtorek 8.05 była matura z angielskiego. Punkt kulminacyjny całego zdarzenia. Zacząłem się zastanawiać nad tą całą sytuacją i myślałem, że tym razem dziewczyna będzie chciała na maturę pojechać nieco wcześnie bo widziałem jak wtedy się spieszyła. Akurat siostra która jest z jej rocznika też pisała maturę i chciała wcześniej wyjechać. A, że wcześniej autobus nie kursował o pasującej godzinie to jechałem z siostrą autem. Pomyślałem, że dziewczyna pojedzie innym autobusem z innej linii. I w nadzieii, że uda mi się "załapać" na wspólną rozmowę z wielką chęcią pojechałem z siostrą autem do miasta. Później wsiadłem w miejski autobus by podjechać na ten konkretny przystanek na którym może być ta dziewczyna. Pomyślałem, że poczeka na nią z te pół godzinki, akurat na zajęcia mi się nie śpieszyło bo zaczynały się od 11, a to była godzina 7:30. Matura zaczynała się od godziny 9:00. Więc według moich obliczeń dziewczyna jadąc autobusem z innej linii powinna być właśnie około 7:40 na tym przystanku. Stało się tak jak planowałem.... Wysiadła około godziny 7:40, a ja już na nią wtedy tam czekałem. Zobaczyłem, że jest w słuchawkach i z telefonem w ręku. Nieśmiało zacząłem się do niej zbliżać. Ona wyraźnie się odsunęła. Ja byłem cały czas zaślepiony moimi fantazjami o tej osobie i ciągle miałem nadzieje, że zechce ze mną pogadać. Wsiadłem za nią w tramwaj i gdy wysiadłem na przestanku kolejnym na którym odjeżdżał inny tramwaj bezpośrednio do szkoły to był po prostu początek moich problemów.... Chwila ta tak mi utkwiła w pamięci... Chcę do dzisiaj zapomnieć o tej sytuacji, jakby to byłą jakaś zwykła sprawa i drobnostka, ale ciężko jest... Mam nadzieję, że kiedyś będę się z tego wszystkiego śmiał.. Wracając do tej sytuacji to... oboje wyszliśmy z tego tramwaju i ja zacząłem na nią się patrzyć i nieśmiało podążać w jej stronę. Ona to wyczuła i samo poszła w moją. Minęła mnie, stanęła na chwilkę i mocno popatrzyła mi w oczy jakby dała mi sygnał żebym podszedł i zagadał a ja ... nie zagadałem tylko po prostu popatrzyłem na nią jakbym czekał nieświadomie, aż to ona podejdzie i zacznie kontakt. To było bardzo dziwne... Minęliśmy się i ona wsiadła do tramwaju i pojechała na tą maturę, a ja ze spuszczoną głową poszedłem sobie dalej. I można powiedzieć, że to zwykła błahostka i tak po prostu dziwnie wyszło... Mi też się początkowo tak wydawało, ale ta sytuacja diametralnie zmieniła moje nastawienie i nastrój. Gdy na następny dzień wróciłem ze studiów do domu zaczęły się straszne huśtawki nastroju. To było okropne. Miewałem straszny żal, stany przygnębienia, jakbym obwiniał siebie wewnętrznie o zaistniałą sprawę. Bywały chwile wysokiego entuzjazmu, ale mieszały się one z tym okropnym zjazdem emocjonalnym. Nawet jak chodziłem później na wspólne spotkania ze znajomymi to musiałem wcześnie wracać gdyż dostawałem takiego doła tak.. po prostu znikąd. Nie musiałem specjalnie rozmyślać o tej dziewczynie by gwałtownie obniżył mi się nastrój. Co było dalej... Dalej mimo tych zjazdów emocjonalnych postanowiłem pogadać w końcu z tą dziewczyną wierząc, że ułagodzi to mój wewnętrzny ból. Zacząłem szukać i rozmyślać dalej kiedy mogę ją spotkać i wtedy po prostu nie zależnie od sytuacji podejść i już bez żadnego patrzenia i szukania oznak zainteresowania pogadać. Koledzy znaleźli spis matur ustnych kiedy ona ma i o której godzinie. Wiedziałem na którym przystanku ona wysiądzie. Ciągle rozmyślałem o niej i o tym, że wysiądzie i zaproszę ją na herbatkę do pobliskiego lokalu itd. Oszacowałem mniej więcej godzinę kiedy wysiądzie z tego tramwaju po powrocie z matury. Czekałem ponad godzinę... Nie było jej... No cóż myślałem, że będę szukał dalej sytuacji w przyszłości i poszedłem spokojnie na zajęcia.. Okazało się, że miałem w tym dniu 2 kolokwia i oba doszczętnie uwaliłem. Prawie cały dzień miałem obniżony nastrój i wewnętrzne rozbicie. W przerwie między jednym wykładem a drugim poszliśmy z kolegami do pewnej księgarni. Akurat droga wiodła obok mojego byłego liceum, tego samego w którym dziewczyna miała w tym dniu maturę. Dodatkowo czułem się straszliwie rozbity wewnętrznie i miałem straszny stan przygnębienia... Po tym feralnym dniu wróciłem do domu i tak jakby coś się uspokoiło trochę.. Ciągle jednak miałem nadzieje, że uda się w końcu doprowadzić do tej sytuacji w której podejdę i zagadam do niej. Szukałem róznych okazji, np. wtedy kiedy wracała z matury z historii i czekałem na nią na przystanku by pogadać.. oczywiście jej nie było. A ja później w domu miałem znowu stany przygnębienia. Na następny dzień był koncert Krawczyka i akurat wtedy spotkałem się z kolegami i była chwila optymizmu, radości.. Później przez kilka dni jeszcze miałem te huśtawki nastrojów. Jednak w końcu uświadomiłem sobie, że to ciągłe rozmyślanie o niej i szukanie na siłę sytuacji w której ją spotkam sprawia, że czuję się przygnębiony. Postanowiłem sobie odpuścić.. na jakiś czas. I nawet po drodze miałem okazje w autobusie by podejść i zagadać, ale nie skorzystałem, ale mimo to ciągle czułem, że w końcu pogadamy ze sobą. Oczywiście wchodząc do autobusu zacząłem z przyzwyczajenia oglądać się na wszystkie strony. W końcu było coraz lepiej... 13 czerwca miała być w kościele na jednym nabożeństwie i wtedy chciałem zaczekać po nabożeństwie i do niej podejść i zagadać. To trzymało mnie w nadziei. Przez resztę maja i początek czerwca żyłem w przekonaniu, że w końcu w tą środę podejdę do niej i pogadamy. Ciągle zacząłem mieć wyobrażenia jak ze sobą gadamy po tej skończonej mszy itd. Nawet ułożyłem sobie w głowie dialog... Mimo, że naprawdę kłopoty z koncentracją ciągle były, ale już te stany przygnębienia nie były tak straszliwie mocne i dało się normalnie żyć. No i pojawiła się ta środa 13 czerwca.. No i co? Skończyło się nabożeństwo, a ja czekam na nią pod kościołem i ... ona się nie pojawia i ... ja wracam do domu i dalej mam ten stan przygnębienia... I błędne koło. Wtedy po tej sytuacji i po wizycie u psychologa już któreś z kolei już całkowicie zdałem sobie sprawę, że strasznie jestem emocjonalnie związany z wyobrażeniami o tej dziewczynie i nie ma znaczenia, że kiedyś chciałem naprawdę ją poznać. Zdałem sobie też sprawę, że najlepiej jak w 100% zapomnę o tej całej sytuacji a ona stanie się dla mnie obojętną dziewczyną. Pytanie jak to zrobić by byłą dla mnie tą obojętną osobą? Można powiedzieć, że była to jakaś dziwna obsesja.. Ja wciąż jednak wracam myślami do tej sytuacji i do tej dziewczyny mimo, że chcę ją zneutralizować. Mam myśli o niej różne, że widzę ją w basenie obok domu i tak dalej. Chcę po prostu wrócić do normalności tak jak to było te 3 miesiące temu. Pytanie jak zapomnieć o tej sytuacji i jak sprawić by ta osoba była całkowicie mi obojętna..? Jakie jest najlepsze wyjście z tej sytuacji?
    To było dziwne też z tego powodu, że wcale nie jestem już taką osobą nieśmiałą i normalnie wcześniej zdarzało mi się podchodzić do dziewczyn i nawiązywać jakąś rozmowę. W tym przypadku byłem strasznie napalony emocjonalnie na wyobrażenia, fantazje o tej osobie, stąd pewnie tak to się potoczyło. Podświadomie czuję, że będziemy razem, że to historia jak w hollywodzkim filmie i skończy się happy endem. Jednak tak naprawdę wiem, że najlepiej jak zapomnę o tej sytuacji i zneutralizuję tą dziewczynę. Wiem, że to największe wyzwanie w moim życiu i chcę to rozwiązać. Miałem różne ciężkie momenty w życiu i wiele z nich przezwyciężyłem w wielkim stylu.
    Mam dalej duże chęci do życia i nowych wyzwań mimo tej trudnej sytuacji. Chcę traktować tą sytuację jako szkołę życia i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
    I PRAGNĘ normalnie nawiązywać znajomości z dziewczynami, nie rozmyślając dniami i nocami o nich i oglądając ich słodkie zdjęcia. Problem tylko w tym, że do końca nie mogę zapanować nad myślami i emocjami. A ta sytuacja odcisnęła piętno na mojej psychice i często do niej wracam myślami i przez to wciąż mam stany obniżonego nastroju, chodź nie są to te stany przygnębienia co miałem w połowie maja to jednak ciężko z tym normalnie funkcjonować. Chciałbym aby ta osoba była dla mnie zupełnie obojętna. Przeczytałem już setki artykułów o podobnych schorzeniach. Próbuję wielu rzeczy: medytacji, dłuższego snu, wizyt u psychologów... Jednak mimo dosyć dużej poprawy nie mogę wyjść z tego stanu. Zastanawiam się co to może być: obsesja, mania, natłok myśli?
    Może to przez ten natłok myśli spowodowany ciągłym gonieniem za sukcesem (a mam ich trochę na swoim koncie), małą ilością snu po prostu nie panuje do końca nad swoimi myślami i te wyobrażenia i wyidealizowanie tej dziewczyny wzięło się właśnie z tego powodu? Chciałbym po prostu aby ta dziewczyna była dla mnie obojętna, bym był szczęśliwy jak wcześniej, a wcześniej w ogóle jej nie znałem. Dodatkowo chciałbym panować bardziej nad myślami o emocjami. Jeden z psychologów mi doradził, że warto skorzystać z terapii poznawczo behawioralnej. Chciałem się wobec tego
    zapytać również czy rzeczywiście ta terapia mogła by pomóc całkowicie wrócić do normalności? Czy mógłbym znaleźć w Polsce gdzieś taką terapię na NFZ? Proszę o odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i jasną ocenę tej całej sprawy związaną z obsesją, brakiem kontroli myśli i emocji i dziwną huśtawką nastrojów. Z góry dziękuję