Forum dyskusyjne

Wygaszanie przyjaźni na różnych etapach życia

Autor: huanitashimena   Data: 2018-01-01, 11:57:41               

Przede wszystkim witam wszystkich na tym forum. Postanowiłam napisać o swoim dylemacie, bo być może Wasze spojrzenie z boku pozwoli mi podjąć prawidłową decyzję.
Od 15 lat mam koleżankę. Nie nazwałabym tego przyjaźnią, ale bardzo bliską znajomością - w różnych okresach naszych żyć byłyśmy raz bliżej, raz dalej, spotykałyśmy się w większym gronie raz częściej, raz znacznie rzadziej. Od jakiegoś czasu (parę lat) nasze życia idą w dwóch przeciwnych kierunkach - są zupełnie, diametralnie odmienne. Mimo wszystko, ponieważ jej zależy na mojej osobie, zgadzałam się na coraz częstszy kontakt. Od tego czasu nie czuję już z nią większej więzi, ale jestem lojalna i bardzo często się poświęcam - ona zawsze inicjuje spotkania i nigdy jej nie odmawiam. Próbowałam delikatnie, subtelnie spowolnić bieg tej relacji, trochę się odsunąć, lecz mam wrażenie, że koleżanka nie odbiera sygnałów. Jednak jestem już tym bardzo zmęczona, prawdę mówiąc czuję się obłudnie - nasza "przyjaźń" chyba wygasała, przynajmniej we mnie - a nadal udaję, że jest inaczej. Nie jest to pierwsza sytuacja w moim życiu - tylko kolejna. Mam za sobą kilka bardzo długich relacji z koleżankami, które bardzo długo ciągnęłam wbrew sobie, przez wzgląd na niechęć do zranienia ich. Jestem z natury introwertyczna, mam rodzinę i pracę i mało czasu i potrzeb na dodatkowe przyjaźnie - ale brnę w nie, często wbrew własnej woli. Nie wiem z czego wynika ta skłonność - czy to dobre wychowanie, czy naiwność, czy nadmierna ofiarność. Niestety na ogół jest też tak, że owe przyjaciółki to singielki, które nie akceptują obecności mojego męża i oczekują spotkań we dwie (zwierzenia z ich strony). Próbowałam to zmienić, ale nie działa - na ogół wyraźnie dają do zrozumienia, że chcą się spotkać bez niego. Z tego powodu zresztą nasze wspólne życie towarzyskie (moje i męża) zamarło, co nie podoba się ani jemu, ani mnie.
Wracając do meritum - obecna koleżanka też jest singlem z bardzo odmiennymi potrzebami spędzania wolnego czasu. Czuję, że już nie mam z nią wspólnych tematów, nie łączy nas wiele - ona nie chce za bardzo spotykać się również w gronie mojego męża czy dziecka. A ja nie mam już ochoty na spotkania we dwie, nie ciągnie mnie, męczę się i zmuszam do tego - to nie jest uczciwe ani wobec mnie, ani niej! Chciałabym to delikatnie wygasić, aby je nie urazić - nie zrobiła mi absolutnie nic złego, jest mi jej żal i naprawdę jednocześnie czuję się podle ze swoimi potrzebami.
Czy ktoś był w takiej sytuacji? Co można zrobić, co robię nie tak?

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku