Forum dyskusyjne

zdrada i powrót

Autor: matha   Data: 2017-12-27, 22:50:03               

Witajcie,

Stoję na rozdrożu, mam gonitwę myśli, dominuje we mnie żal, ból, rozgoryczenie. Potrzebuję spojrzenia z boku na moją sytuację...

Nie chciałabym się zbytnio rozpisywać, żeby Was nie zanudzić. Zapewne czytaliście tu setki podobnych historii, tak więc w pigułce... Kilka miesięcy temu zdradził mnie mąż, przeczucia co do jego nieuczciwości miałam od dawna, próbowałam wiele razy rozmawiać, czasem tłumaczyłam, czasem ostrzegałam, czasem groziłam, mówiłam o swoich oczekiwaniach itp. Z jego strony nie było żadnego odzewu. Czując że stoję pod ścianą podjęłam się poznania prawdy. Odkryłam ją uciekając się do sposobów z których nie jestem dumna. Niestety nie miałam wyboru, czułam że coś jest nie tak, a on oczywiście się wypierał. Podjęłam więc kroki, które potwierdziły moje przypuszczenia. Tego samego dnia kiedy miałam już niezbite dowody mąż musiał się wyprowadzić. Jak możecie się domyślić nawet gdy miałam dowody on szedł w zaparte, wypierał się wszystkiego, nie było z nim tak naprawdę żadnej rozmowy, a jak zwykle mój monolog. Nie chciał się wyprowadzić, jednak nie miał wyboru, nie mogłam już patrzeć na bezczelnego kłamcę i tchórza. Ostatecznie wyprowadził się. Przez dłuższy czas nie mieliśmy kontaktu, potem zaczęłam wymagać od niego zaangażowania w wychowywanie naszego dziecka. W między czasie dowiedziałam się o tym, że ma nową "koleżankę". Kolejną w ciągu 3 miesięcy. W całym tym okresie ciągle się wypierał, twierdził że to ja jestem chora psychicznie, mam urojenia, mówił tak chociaż miałam dowody czarno na białym. W końcu nadszedł czas kiedy zechciał wrócić. Twierdził że chce ratować, naprawiać, być tylko ze mną, wychowywać wspólnie nasze dziecko. Trwało to do czasu kiedy pozwoliłam mu wrócić.

Wrócił a ja z każdym dniem jestem co raz bardziej rozczarowana. Jego postawa nie zmieniła się wcale, te same zachowania, te same zagrywki. Nigdy nie zdobył się na szczerą rozmowę choć wie, że tego oczekuję. Gdy chciał wrócić twierdził że pójdzie na terapię, że on wszystko zrozumiał, oczywiście żadna terapia się nie rozpoczęła, mało tego nie podjął żadnych kroków w kierunku jej rozpoczęcia. Na moje przypominanie o tym odpowiada, że teraz nie ma czasu. Jego postawa powoduje, że zdarzają mi się wybuchy w których wyrzucam mu to czy tamto, co on na to odpowiada? Najczęściej nic, albo "no to do widzenia" nigdy nie patrzy w oczy, ja się produkuję a on patrzy w telewizor, ciągle twierdzi że to były koleżanki, a ja mam iść się leczyć. Żadnej refleksji, żadnego pokajania się.
Mogłabym jeszcze wiele pisać, ale poczekam na wasze ewentualne pytania...

Bardzo proszę Was o opinię takiej postawy męskiej. Przesadzam, mam rację... jakie jest Wasze zdanie?


Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku