Forum dyskusyjne

Miłość istnieje, ale nie dla mnie

Autor: nullo   Data: 2017-12-27, 19:19:50               

Dawno mnie nie było, ale przestało mi zależeć na forum, bo zdałem sobie sprawę, że bardziej od pewnego czasu mi szkodzi niż pomaga, dlatego dopiero teraz jestem. Nie tęskniliście? Trudno, ja też nie tęskniłem. Kiedy mnie nie było to miałem luźniejszy i lepszy okres w swoim życiu - ogólnie czułem się lepiej, ale powoli wszystko wraca do "normy". Bardzo dużo będę pisał o kobietach, ale wyłączam tutaj kobiety będące w związku małżeńskim oraz wdowy - z wiadomego względu. Bardziej kieruję swoją tyradę w stosunku do młodych kobiet.

Święta spędziłem praktycznie samotnie. Ale nie przejąłem się tym - nawet cieszyłem się tym faktem. Święta w moim życiu od lat nie mają racji bytu, czyli jeszcze za życia mamy. A ojciec? Miałem rację co do niego - nie ma sensu o nim mówić i myśleć dobrze, bo i tak się oszukam jak ostatni naiwniak. On nigdy się nie zmieni. Nawet, jeśli bywa okej, to tylko bywa okej. I jest taki jak znienawidzona przeze mnie była przyjaciółka - potrafi być naprawdę miły w stosunku do gości, a wobec mnie potrafi nawet grozić. Kiedy mu powiedziałem o tym, że on bił mamę, to ten groził, że mnie o to posądzi. Jakie mam argumenty? A dlaczego mama mając w sobie raka w kłótni mu o tym przy mnie wypomniała? No właśnie. Tak samo to, że mama przed śmiercią przewidziała koniec małżeństwa mojego brata. I tak naprawdę ona była ostatnią osobą, która naprawdę mnie kochała. Pomijam to, że ojciec z bratem kłócili się nawet wtedy, gdy mama tego nie chciała. No ale cóż - chora męska duma ojca musi być niezraniona. Poza tym - zdecydowałem o tym, że w przyszłości zmienię nazwisko albo na panieńskie mamy, albo będę miał nazwisko żony, ale patrząc na realia przybiorę nazwisko panieńskie mamy. I od razu mówię, w szczególności do kobiet - jeśli przybieranie nazwiska swojej matki lub swojej żony to gigantyczny powód do wstydu, to zejdźcie mi z oczu, bo dla mnie nie jesteście żadnymi autorytetami w tym kraju pełnym pseudoautorytetów, pseudoekspertów i hejterów. A co do ojca to z jego wypowiedzi podczas pewnej awantury wynika, że byłby zdolny razem z ciotką kłamać w mojej sprawie pod przysięgą tylko po to, by mi dopiec gdyby tylko ojciec zechciałby mnie o "fałszywe zarzuty" oskarżyć. Sam byłem bity przez niego pasem, a on może jeszcze mi powie, że sam to zmyśliłem tylko dlatego, że ma w pamięci to, że leczyłem się psychiatrycznie i by był zdolny innym i sądowi wmawiać, że przez to mam same urojenia? Jest mi przykro za swoją rodzinę.

A poza tym nieśpieszno mi z pisaniem pracy magisterskiej głównie z powodu dwóch osób - mojego ojca, który domagał się, bym robił tę pracę jak najszybciej, przez co bardziej mnie zniechęcał. Nie spieszno mi. Teraz boję się z promotorem spotkać, bo od miesięcy nie robię nic w tym kierunku, przynajmniej jeszcze. Bo nadal tematy uczelniane, rodzinne i prywatne odnoście dziewczyn nadal są dla mnie zbyt drażliwe, ale planuję za kilka miesięcy magisterkę skończyć pisać. Tylko nie wiem, co po miesiącach nieobecności promotorowi powiedzieć. Powiedziałbym, że miałem inne priorytety, szczególnie te zdrowotne, na tle psychicznym. A ostatni raz mnie widział właśnie w niezbyt dobrym stanie psychicznym. Teraz jest mi lepiej, ale pewna blokada psychiczna pozostała. Drugą osobą która mnie zniechęciła do całego życia w ogóle jest znienawidzona przeze mnie przyjaciółka, z którą już przez rok nie mam kontaktu, bo to ona rozpoczęła jesienią tamtego roku machinę, która mnie złamała, że do teraz i przez jeszcze wiele lat będę odczuwał skutki. Kiedyś przyjaciółka, a chciała mnie psychicznie wykończyć razem z chłopakiem w tamtym roku. I krucho byłoby ze mną, gdyby im się wtedy cały plan powiódł. Także lawina wymagań, niechęć do Boga i załamanie nerwowe na uczelni sprawiły, że ta blokada psychiczna się we mnie uruchomiła. Do teraz czuję się sparaliżowany - czuję że muszę coś zrobić, ale to coś także mnie paraliżuje. Czuję się totalnie niegotowy do dorosłego życia. Ale o to złym ludziom chodzi - by podcinać skrzydła i wysyłać poranionych ludzi w świat, by ci ludzie najlepiej już nigdy nie zaznali radości z życia. Dlaczego ja mam budzić się tylko po to, by brać niedziałające leki i żebym zarabiał i nie miał żadnej radości z życia, a inni mogą mieć dziewczynę, a mnie by one umoralniały tak, że między słowami wynika, że nie zasługuję na miłość, ale bajeranci, którym chodzi tylko o jedno, już tak? A wracając - ja nie potrzebowałem za wszelką cenę spełnić wszystkie podane mi na tacy wymagania. I zdałem sobie sprawę, że nie godzę się na życie przepełnione wymaganiami ze strony osób, które mają uciechę z życia i traktują mnie jak śmiecia i guzik ich obchodzi to, czy cieszę się życiem czy nie - mam robić i tyle, że mogę nawet zemdleć ze zmęczenia to mam robić i tak. I zdałem sobie sprawę, że ja nie chcę, by moje życie składało się z samych wymagań - też chcę cieszyć się życiem. I że nie godzę się na spełnianie czyichkolwiek zachcianek kosztem mojego zdrowia, tym bardziej psychicznego.

Zmieniłem się. Nie widać tego? Nie mój problem. Byłem w szpitalu przez problemy z brzuchem - już mi wiedzą co mi jest. Parę osób z którymi leżałem w szpitalu dodało mi otuchy i dało mi wiarę, że są jeszcze na tym świecie normalne osoby godne uwagi. To boli, gdy wśród osób mi obcych łatwiej znaleźć zrozumienie i ciepło niż w stosunku do osób, które są mi na papierze bliskie. Tylko na papierze - bo ich stać tylko na taką miłość, jakiej NIE CHCĘ. Bo jak do tej pory żadna kobieta nie jest godna miłości. I nie chrzańcie mi o tym, że mam coś na łamach tego forum udowadniać. Nie mam ku temu żadnego obowiązku. To wy, ludzie w ogóle, udowodniliście mi to co mieliście mi do udowodnienia. Ja nie mam obowiązku udowadniać nikomu, że potrafię kochać. Bo skoro nie ma kogo kochać, to po co komukolwiek udowadniać? Wy nie jesteście ode mnie ani trochę lepsi, a ja nie jestem od was ani trochę gorszy. Udowadniać i wykazać to można tezy na matmie czy cokolwiek na języku polskim. Ale moja opinia o ludziach jest tak słaba, że nie mam obowiązku nikomu cokolwiek udowadniać.

Nie pozwolę sobie, by w imię zakłamanej miłości krzywdzono mnie. A skoro tak lubujecie się kobiety w odmawianiu mi - wasz problem. Mój szacunek do was spadł mocno dzięki kilku dziewczynom. Nie bez powodu. Bo was byłoby stać na to samo, co tamte pomyłki w stosunku do mnie - na sprezentowanie mi niechcianego typu miłości, która jest też przeze mnie najbardziej znienawidzona. A - i jak tylko taką miłość zechcecie mi zaoferować, to powinnyście z urzędu dostać w pysk i być skazywane na samotność mimo tego, że i tak polecicie na gierki idiotów, a nie polecicie na człowieka, który może ma problemy ze zdrowiem, ale nie myśli o seksie. Ta wasza miłość to przeważnie frajerstwo, za którym czai się nienawiść, a to idiotom dajecie miłość taką, jaką ja bym chciał. Dla was podwójne standardy i krzywdzenie mnie dzięki temu - to wszystko jest dla was kobiet takie typowe.

A was kobiet boli to, co pisze? O jejku, jak mi przykro... Niektóre szczęściary to odczuwają ból tylko w kilku wypadkach - jak uprawiają seks, jak mają okres i jak rodzą dzieciaka. A jak bije ich facet, no cóż, same tak wybrały. I nawet przestałem być dla kobiet wyrozumiały.

A, i darujcie sobie czepialstwo z gatunku, że ja sam jestem niewłaściwą partią dla kobiet - doprawdy? Zabraniacie mi być sfrustrowanym? A może oto chodzi, by WSZĘDZIE udawać milusińskiego niezależnie od sytuacji, bo świat realny i wirtualny bazuje na sztuczkach i sztucznościach, a osoby które postępują tak jak czują są skazane na społeczne potępienie? A może wszyscy faceci mają być od tego, że najlepiej kobietom się podlizać i walić byle teksty, by te kobiety omamić? Bo jeśli tak, to sami z siebie dajecie mi kolejny powód, by w ogóle nie lubić ludzi. A ludzi nie lubię, bo i po co. A może jeszcze dalej wyjdźcie z wnioskami jak pewna kobieta z innego forum, gdzie padła sugestia, że ja będę bił własną dziewczynę jak ojciec bił moją matkę. Otóż nie - to, że jestem sfrustrowany nie oznacza, że dążąc do szczęścia mam się wyładowywać na kobiecie, którą bym kochał. Miłość nie polega na przemocy. Jak ludzie nie uwierzą - trudno, ich problem, ale wśród kobiet także hipokryzja, bo lecą na typa tylko po to, by kobiety z jego strony doświadczały kłótni i czasem nawet siniaków na ciele. Tak, lecicie na bajerantów, a na człowieka, któremu prawdziwie coś boli to już nie nawet, jeśli manifestuje to w jednak zdrowy dla społeczeństwa sposób? Jesteście idiotkami myśląc, że wkurzony pewnymi rzeczami w danej chwili człowiek zechce z Wami się związać tylko po to, by traktować was jak worek treningowy. To o was to dobitnie świadczy.

Gdy tylko przyjdzie moment poznania dziewczyny i wyliczanie z jej strony moich mankamentów urody, to będę wiedział, żeby do tej osoby nigdy nie podchodzić. Jak według niej moje problemy z brzuchem, zębami i głową liczą się przy robieniu dzieciaka, to dla mnie jest tępym babsztylem. I tępym babsztylem także jest, jeśli nie jest świadoma ile leki i zabiegi w tym kraju kosztują, ale czego oczekiwać po idiotkach, dla których w pierwszej kolejności liczą się lajki i kasa? A jak nie jest tego świadoma, to dla mnie jest nikim. W tym kraju niemal wszędzie jest drogo, niemal wszędzie ludzie ludziom utrudniają i niemal wszędzie trzeba czekać na coś. A jak kobieta nie jest świadoma, to jest dla mnie NIKIM i niech ze skończonym idiotą się zadaje, który ją do siebie przekona 100 razy szybciej niż ja kiedykolwiek, bo na rynku matrymonialnym czuję się bezwartościowy. A poza tym ja nie będę dbał o zdrowie ze względu na jej chore widzimisie. Dlaczego? A dlaczego w ich ocenie nawet Trynkiewicz ma więcej powodzenia niż ja (jest w związku małżeńskim)? Dlaczego w ogóle przestępcy i idioci mają mieć więcej powodzenia niż ja?

Dlaczego nie zależy mi na miłości? Bo frajerstwa ze strony przeważnej części z nich już nie jestem w stanie przełknąć i to już od ponad roku. A jeśli tej przeważnej części kobiet nie podoba to co się do was piszę - wasz problem. I może nie powinienem wrzucać kobiet do jednego worka i nawet niejedna osoba mi to powiedziała, ale ja od dawna mam dość tej farsy. Wiecie co? Każdy człowiek zasługuje na miłość, ale wygląda na to że dla tego społeczeństwa jestem tak martwy, że gdybym faktycznie umarł to większość udawałaby, że jest im przykro. Jeszcze ktoś ponoć powiedział, że na jedną kobietę przypada dwóch facetów. Jeśli to prawda - tym bardziej jestem zniechęcony.

I nie zależy mi na szukaniu miłości, bo i tak nieświadomie polecę na kogoś, kto i tak będzie mnie ranił tylko dlatego, że nie spełniam jej chorych wymagań i karmił mnie miłością, która tak naprawdę jest nienawiścią. A ja taką miłością gardzę. I jak tylko to macie mi do zaoferowania, a to idiotom oferujecie taką miłość, jaką ja chcę, to zejdźcie mi z drogi, bo tym sposobem udowadniacie swoją bezwartościowość oraz to, że po raz kolejny jestem ofiarą podwójnych standardów. I chwalcie się gdzie się da swoimi chłopaczkami. Chwalcie się - bo większość z was tylko do tego jest zdolna, by jeszcze przy okazji wzbudzić zazdrość. Ale i tak dla większości dziewczyn najistotniejsze są lajki. Jak im chodzi jawnie o seks to się nie obrażacie, a jak zaglądają mi w zęby to się wielce obrażają i mają temat do plotek na godzinę i mieszają mnie z błotem.

A co do mojej wiary... niewiele się zmieniło na lepsze, ale chyba już nigdy nie jestem w stanie wybaczyć Bogu tego, że Bóg widział pewne modlące się osoby, a nie widział mnie będąc niedaleko nich, a ich modlitwy spełnił. Koleżanka powiedziała mi, że "to zły tak mi podpowiedział". Coś w tym jest, bo znienawidzona mi przyjaciółka poszła do kogoś, kto stał się jej chłopakiem i powiedzmy sobie szczerze - sprzedała się dla niego w jakimś sensie, bo potem chciała psychicznie mnie wykończyć razem z chłopakiem. Rany "zadane przez Boga" goją się, ale rany zadane przez tego babsztyla nie zagoją się nigdy. Ktoś powiedział, że lekarstwem na starą miłość jest nowa miłość. Ale nie wiem kiedy będę gotowy na nowy związek. Bo tak jak mówię - jeśli miłość polega na celowym ranieniu drugiego człowieka i metaforycznym przystawianiu mi broni w postaci różnych ultimatów podczas, gdy innych facetów zechciałaby naprawdę pozytywnie ubarwić życie, to ja taką miłością pogardzam.

A - i wymagania w stosunku do kobiet mam ogromne, oczywiście w odwecie za to, co pewne kobiety uczyniły wobec mnie. I nie - nie powiem wam jakie i bazujcie na tym, co ja tutaj mówię. Są ogromne i już. To wszystko jest w ramach zemsty na kobietach, które wyrządziły mi krzywdę i zmieszały z błotem, ale też odpowiedź na ich wygórowane wymagania. I nie - nie zejdę z nich nigdy czy to wam się podoba czy nie. Bo w tym kraju, w tych czasach większą dumą jest chyba dobić do trzydziestki nie będąc nigdy w związku. Takie to są dzisiejsze kobiety - w większości porażki tym bardziej, że ja dla nich jestem porażką od razu, jak się na mnie spojrzą.

I tak - wolę prawdziwą wrogość niż nieprawdziwą miłość w stosunku do innych ludzi. I proszę nie dziwić się mojej frustracji. Bo ta od lat się budowała. Frustracja wszystkim. Frustracja moim zdrowiem i to, jakie koszty muszę ponosić. Frustracja rodziną, dla której nigdy się nie liczyłem. Frustracja Bogiem i swoją wiarą, którą buduję właściwie od podstaw. Frustracja życiem prywatnym, które jest delikatnie mówiąc nierokujące - co z tego, że z mojego powodu najbardziej, skoro większość dziewczyn stanowią takie, dla których nie zaistnieję nigdy ile bym się starał, a same nie karmiłyby mnie miłością, a nienawiścią. Nie warto kochać w tym kraju. I nie ma nikogo do kochania. Jeśli już, to wymarzone dziewczyny są głęboko ukryte. Ale się poddałem. W szpitalu mi ktoś powiedział, że nigdy w miłości nie powinienem się poddawać. Ale mi brakuje przekonania. I poza tym niech tym razem ona o mnie zawalczy, a nie że ja mam walczyć w nieskończoność gdzie i tak przegram.

I w ogóle co mam rozumieć przez gierki kobiet typu "udawanie niedostępną"? Chyba tylko celowe utrudnianie facetowi zdobycie kobiety, przez co doprowadzanie faceta do nerwów, a w skrajnym przypadku - do rozstroju zdrowia jak to było w moim przypadku. Otóż przestało mnie to ruszać i to niech one się do mnie starają. Może się odwdzięczę, bo mi przestało zależeć. Bo gdyby tak było to nadal byłbym naiwnym idiotą, a na to masa kobiet czeka, szczególnie tych młodych.

I wiecie, co jest największym wstydem? Faceci mówią, że na prostytutki wydają mniej niż na własne kobiety, a to prostytutki im więcej radości im sprawiają niż kobiety z którymi są, a które są zdolne im odmówić wiele rzeczy. To jest wstyd, też po stronie facetów, ale szczególnie po stronie kobiet - bo po co się starać? Nigdy nie korzystałem i nie skorzystam z usług prostytutek, bo mam w sobie zbyt dużo moralności, by na takie coś się skusić. Ale to, że wydałem trochę pieniędzy na dziewczynę jaką chciałem wliczając to przyjazdy i odjazdy pociągiem, to do dzisiaj wolałbym się nie przyznawać, bo nic z tego nie wyszło, a jej chłopak pewnie obdarowuje ją prezencikami. Bo z jej strony nigdy prawdziwej miłości nie uświadczyłem, a spotkałem się z nienawiścią, którą wyładowywała na mnie, bo ja byłem dla niej dostępny, bo nie było kogokolwiek kto bardziej zasługiwał na wyładowanie takiej nienawiści no i sama pochodzi z patologicznej rodziny. Ona sama udowodniła, że dzisiejsze kobiety ze szczególnym wyróżnieniem singielek to totalne porażki, na które emocjonalne i finansowe poświęcanie się nie ma sensu.

Ja nie potrzebuję miłości w swoim życiu. I tak mnie nikt nie pokocha, co najwyżej jakiś kobiecy syf, dla której będę tym ósmym lub dziewiątym z tak brzydką twarzą, że nie będzie przypominać kobiety. A te idiotki co mówią, że "by trzeba kogoś pokochać, trzeba samego siebie pokochać" tak naprawdę dają mi zawsze wspaniałą wymówkę, by mi odmówić i powiedzieć, że nie zasługuję na miłość, bo idiotom i bajerantom nie odmówią. Frajerstwo ze strony kobiet przestało być do przełknięcia. Przez ponad rok nie mam nikogo na oku. I wiecie co? Ja się czuję z tym lepiej bo mając świadomość, że większość kobiet zdolna jest tylko do ranienia i wysysania gotówki, nie ma sensu takie kobiety kochać a przy tym samopoczucie i nastrój mam trochę lepszy, dopóki tak jak teraz nie pomyślę o nich źle.

I poza tym - to, że mam zęby i brzuch w złym stanie to nie jest powód, by mnie eliminować. A jeśli tak, to ta idiotka jest materialistką, która nie ma bladego pojęcia ile zabiegi i leczenie kosztują. Już mnie jedna tak potraktowała, ale poleciała na bajeranta. A poza tym nie będę dbał o siebie przez jej widzimisie. Ona nie jest tego warta. Pieniądze do czegoś innego się przydają, np. kupno domu lub samochodu.

I jeszcze jedno - badałem się testem MMPI2 w szpitalu. Mam opinię - ojciec jest z nią zaznajomiony. Z niej wynika, że są podstawy, by stwierdzić u mnie depresję kliniczną, ale też prawdopodobnie u mnie rozwija się schizofrenia. I też jak przypomnę sobie wpisy kobiet na forach, że związek ze schizofrenikiem jest absolutnie niemożliwy, to takową wysyłam do zakładu karnego, bo może tam wśród przestępców znajdzie mężczyznę swojego życia jak nie chce porządnego schizofrenika. I dodam jeszcze, że nigdy więcej nie mam zamiaru iść do psychiatry, no chyba że chodzi o diagnozę. Bo ja nigdy nie będę finansował tych koncernów poprzez własne "leczenie", przez które nie czuję się lepiej. I mało tego - ja nie godzę się na to, bym miał się leczyć na głowę podczas, gdy cała masa ludzi cieszy się życiem, a chłopacy codziennie zabierają kolejne singielki dla siebie. Czułbym się wtedy tak, jakby karano mnie za cudze grzechy, a im się upiekło, przez co moja nienawiść do ludzi jeszcze bardziej się rozwija. A jestem zmuszony leczyć się na brzuch (znaczy się: "z przymusu finansować koncerny produkujące niedziałające leki, by jednocześnie sobie dać wmówić, że się leczę, a prawda jest taka, że się nie leczę wcale") tylko dlatego, że ojciec to nadzoruje. Bo tak - od miesięcy zażywam niedziałające leki, które na brzuch już nie działają. Bóg mi nie pomoże, nie sprawi, że dojdzie do cudu, bo i po co? Im pomógł, mi nie. Mamie też nie pomógł a była bardziej wierząca niż ja i ojciec razem wzięci. A nowennami modlić się będę, bo nigdy mi nie pomogły. W czym mi wiara pomogła tak naprawdę, jeśli miałbym podsumować całe swoje życie? Tak naprawdę w niczym. Innym pomogła - mi nie. Mam czekać nawet lata? A może się na cud nie doczekam i skończę życie przedwcześnie, co?

Ale nie! Co was to kobiety obchodzi? Dla was mam być zdrowy, perfekcyjny i poukładany nawet nie w każdym calu, ale co do milimetra. Dla was jestem chory to jestem dla was skończony, no chyba że tak zagram, że nawet nie dostrzeżecie tego - w końcu to wy podniecacie się gierkami i wmawiacie sobie, że to prawda. I mało tego - raz pewnej powiedziałem, że się zacząłem leczyć, to po 2 miesiącach zerwała ze mną kontakt. Pewna przyjaciółka też zerwała ze mną kontakt, bo najpierw pomagała, ale potem wyszła na hipokrytkę. Ja nie wiem, czy tak nieudolnie trafiam na ludzi, czy jest niepisana zasada w tym kraju wśród tego społeczeństwa, by pod płaszczykiem pomagania chorym, biednym i nieszczęśliwym poprzez pokazywanie tego w różnych mediach celowo utrudniać życie innym chorym, biednym i nieszczęśliwym, ale tego nie pokazywać, aby lajki nadal się zgadzały, przez co fałszywe dobre opinie o tej krzywdzącej nadal były aktualne? Ja jakoś im nie robiłem problemów, gdy mówiły o swoich niedowagach, chorobach serca, prywatnych rozterkach czy to, jak bardzo patologia do głowy im weszła, że zamiast kochać wolałybyście szukać okazji do awantur i wmawiać mi, że to miłość. A jeśli mi się robi problem tylko dlatego, że mam takie a takie problemy, to tym bardziej one są bezwartościowe. One są ważniejsze ode mnie i mam się liczyć z ich problemami podczas, gdy ja mówię co mnie trapi to one mają prawo mieć na to wyrąbane? Podwójny standard jakich wielu... A może to w imię tego, że "mam być prawdziwym mężczyzną"? Ja im nic udowadniać nie będę, to raz. A po drugie to ta znienawidzona przyjaciółka ma bardzo wypaczony obraz prawdziwego mężczyzny, więc tym bardziej olewam to, czy mieszczę się w ich ramach prawdziwego mężczyzny czy nie. I od razu najlepiej niech one udają się w ramiona tych tzw. "chłopaków", zróbcie mu dziecko i jeszcze dzięki temu zarabiajcie dodatkowo 500 złotych przez tego dzieciaka, z którego nie wiadomo co wyrośnie, a którego będziecie nieudolnie wychowywać.

I co z tego, że po raz kolejny się powtarzam? Może lepiej napiszę do was: no i? Bo to jest typowa kobieca broń by zagiąć innego faceta, którego zmusiły do tłumaczenia się z nie wiadomo czego.

Ani miłość, ani tym bardziej "miłość" nie jest mi do niczego potrzebna. Bawcie się sami w tę bzdurę. Mnie w to proszę nie mieszać. A Bóg? Gdzie jest Bóg w tym wszystkim? Bo jeśli jest miłością, to niech wie, że miłość w moim przypadku umarła. A może pytanie do kobiet wprost - dlaczego tak uwielbiacie ranić i utrudniać życie normalnym facetom, a idiotom i kretynom ułatwiacie, szczególnie pod wpływem hormonów? No słucham? Co macie na swoją obronę? A może to, że faceci nie są lepsi? Owszem, nie bronię ich, bo sami faktycznie nie są lepsi, ale ten argument jest dla mnie ŻADEN.

A piszę to wszystko nie dlatego, że potrzebuję pomocy, bo przekonałem się, że na ludzi nie można liczyć, a bardziej sam sobie pomagam mając taki a nie inny ogląd sytuacji - najlepiej mnie wtrącić do psychiatry wmawiając mi, że "mam o siebie zawalczyć", jakby jedyną formą walki o siebie jest poprzez leki. I jasne - w opinii oprócz psychiatry mam jeszcze zalecaną wizytę u psychoterapeuty, ale nie wiem czy ten mi pomoże. I w środku stycznia jadę do lekarza - skseruję sobie wyniki badań. Albo dostanę skierowanie do psychoterapeuty, albo mam to gdzieś i "leczę się" po swojemu. Zawalczyć o siebie zawalczę, ale po swojemu. Nie przez psychiatrów, ale po swojemu. Po omacku, ale po swojemu. I żaden ojciec i żadna inna nieżyczliwa mnie osoba, a w szczególności wiecznie nieżyczliwe mi pewne kobiety nie zniszczą mi tego. Nie pozwolę sobie na to. Piszę to wszystko tutaj, bo być może chcę poznać wasze opinie. W pomoc ze strony ludzi już nie uwierzę, no chyba, że w autentycznie bliskich, gdzie na forum ich nie ma. A przez szpital jeszcze bardziej wiem czego chcę. A co do swojego przyszłego zawodu psychologa - ja absolutnie nie chcę być człowiekiem, co odsyła (skazując ich jednocześnie) do psychiatrów, którzy dadzą receptę na leki, które nie pomagają. Nie chcę skończyć jak hipokryta, który kiedyś został z Centrum Interwencji Kryzysowej odesłany do psychiatry, by potem samemu innych pacjentów tam odsyłać. Ta świadomość sprawiła, że studia psychologiczne mogą mniej mi się przydać niż mogłoby mi się to wydawać. A większość medycznych usług w tym kraju bazuje nie na zdrowiu pacjenta ale to, że chcą od niego pieniędzy. Nic więcej. "Choroba się trafiła? Jaka szkoda, to jeszcze panu z gotówki potrącimy! Tak również zarabiamy na utrzymanie służby zdrowia!". Ani czekać nie będę, ani płacić nie będę - nie macie innych pomysłów? Trudno - i tak ten kraj i ten naród jest przegrany pod wieloma płaszczyznami.

I może święta minęły, tak jednak pozostanę taki sam. Nie będę udawał, że nic mi się nie stało nawet w święta. A ludzie, którzy mnie skrzywdzili, to może Bozia im przebaczyć, ale nie wybaczę im nigdy. Bo wybaczanie komuś w święta jest oddawaniem się magii świąt, którą sobie uroiliśmy. Bo magii świąt nie ma póki nie ma ludzi, którzy ubarwiają życie. I nie uznaję takich świąt, że słaniając się tradycją "próbowania dwunastu potraw" najlepiej wręcz władowywać te jedzenie do swoich żołądków, by wręcz ryczeć, że się tyle przytyło. To media tylko wmawiają ludziom "magię świąt" - a co to za magia świąt, jak w tym kraju dalej będą panować nienawiść i podziały? Na tę magię świąt nie dałem się nabrać po raz kolejny. Jej na pewno od 7-8 lat nie ma.

Odkąd moja mama umarła nikt mnie szczerze nie kochał. I czuję się w obliczu tego faktu coraz lepiej. Do czego mi potrzebna miłość, skoro w większości przypadków tylko podcina skrzydła? Nawet jak rozmawiałem z pewnym kolegą to on się godzi na to, że będzie sam, ale za to karierę będzie miał świetną. Tak sobie wybrał i też nie miał wyjścia. I dobrze dla niego - w dzisiejszych czasach większość kobiet nie jest warta wymierzenia w nich wzrokiem. I tak jak on - wolę walczyć o przyszłość i karierę, a nie o niepewną miłość. I ostatnia kwestia - jeśli walka o kobietę ma być bardzo mocno nacechowana stresem i nerwami, jakie dostarcza jej osoba i również to co ona robi i odwala (tak jak to było z obecnie znienawidzoną mi przyjaciółką), to wolę nie kochać i nie być kochanym, bo to przez stres mam problemy z brzuchem i z głową, a dalej cierpieć już nie chcę czy to się tym kobietom podoba czy nie. Mi zależy na miłości, ale jeśli nie daje mi się szansy, to ja w odwecie nikomu nie daję szansy. Tyle.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku