Forum dyskusyjne

Awersja do zmian

Autor: travis89   Data: 2014-10-05, 12:44:37               

Noszę w sobie bardzo silną niechęć do wprowadzania jakichkolwiek celowych zmian. Bo mam poczucie, że wówczas coś tracę. Można moją awersję porównać pod względem wszechwładności do tej Sheldona Coopera z Teorii Wielkiego Podrywu, ale jest kilka różnic:

- U niego występuje najprawdopodobniej od najwcześniejszych lat (zespół Aspergera), a u mnie jest nabyta w późniejszym okresie życia (właściwie to mam ją chyba od kilku lat).
- Nie wiem, jak to dobrze teraz ubrać w słowa, ale mam poczucie, że moja awersja ma chyba trochę inny charakter.
- Jego awersja zdaje się być ego-syntoniczna, a moja doprowadza mnie do frustracji, lęku i bólu. Do tego stopnia, że w końcu "pękam" i jednak dokonuję danej (zazwyczaj pomniejszej) zmiany. Jeśli jednak "pęknę" w swoim mniemaniu za wcześnie, to mam poczucie, że mogłem jeszcze trochę wytrzymać i dlatego odczuwam w związku z tym dyskomfort. I z jednej strony pojawia się we mnie postanowienie, żeby następnym razem w takiej sytuacji już bardziej uważać, ale z drugiej strony - póki co - działa we mnie przez pewien czas coś w rodzaju "siły bezwładności" i jestem nieco bardziej skłonny do zmian, bo mam chwilowo jakby "mniej do stracenia", skoro i tak czuję dyskomfort, dezorientację, zagubienie, poczucie zagrożenia i niepewność.

Czy ktoś z was ma może jakiś mądry przekaz dla osób takich jak ja? Coś, na czym mógłbym w jakiś sposób skorzystać? Z góry dziękuję (na razie za zainteresowanie tematem; a jeśli doznam wdzięczności, to pewnie podziękuję znowu ;) ).

Hmm...i właśnie zawiesiłem się nad przyciskiem "Wyślij". Czekam, aż próg bólu zostanie przekroczony. Wtedy dopiero zamierzam kliknąć. Jeśli to czytasz, to znaczy, że jednak kliknąłem.

I impuls kliknięcia wciąż nie nadchodzi...
Jeśli kliknę, to potem będę się niepokoił - tego się obawiam. Mam poczucie, że kliknięcie będzie pochopne, lekkomyślne, beztroskie. Że to będzie takie stawianie siebie na siłę przed faktem dokonanym. Piszę to wszystko, żebyście mieli lepszy obraz mojej sytuacji. Bo w gruncie rzeczy podejrzewam, że chyba jednak w końcu kliknę, choć nie mam 100% pewności. Na ogół w takich sytuacjach w gruncie rzeczy wiem, że jednak w końcu zrobię, to co chcę zrobić, ale tutaj to jest poważniejsza dla mnie sytuacja. Więcej mi namiesza. Jest bardziej ryzykowna. Bardziej rozchwieje mój świat. Na jakiś czas. Potem będę musiał to wszystko uspokajać. Wiem to z doświadczenia, bo już kiedyś na tym forum pisałem. I potem niepokoiłem się myślami o odpowiedziach na moje posty i często je sprawdzałem. Czułem ulgę, gdy już moje tematy później ucichły. I dlatego później długo nie pisałem. A teraz obawiam się powtórki z tamtej sytuacji.

Jeśli kliknę, to znaczy, że jestem idiotą i kompletnym kretynem. Tylko tak umiem to sobie wytłumaczyć. Bo nie widzę żadnego racjonalnego powodu, abym kliknął. Ból? Frustracja? Strach? Ochota? Chęć? To wszystko mają być racjonalne powody? Nie są w stanie mnie zmusić same z siebie do działania. A jednak - chcę zachować się nieracjonalnie i im ulec. Kiedyś myślałem, że mam silną wolę. I w pewnym sensie mam. Ale jak widać nie doskonałą. I dzięki Bogu, bo dzięki swojej słabości ulegam takim impulsom - inaczej bym cierpiał.

Czuję lęk na myśl o tym, że mam kliknąć. Już nie jestem taki pewien, że to wyślę. Może jeszcze ten jeden, jedyny raz spróbuję. A jeśli znowu to nie wypali, jeśli znowu efekty mnie nie zadowolą, to nie sądzę, bym prędko sięgnął znowu po to. Czy na pewno jestem gotów na kilka dni niepokoju, związanego z rozpoczynaniem nowego tematu na tym forum? Po co ja to robię? Czy nie lepiej zachować bezpieczeństwo? Ból i frustracja - czy na pewno były aż tak silne? Skoro mogłem je wytrzymać, skoro potrafiłem je tolerować, to może nie było aż tak najgorzej. Po co mam teraz mieszać? Mam ogromną tolerancję na ból i frustrację. Chyba zbyt dużą. Wytrzymuję cierpienia w imię awersji do zmian. W imię zachowania tego, co mam. Nie zawsze tak było. Kiedyś naiwnie dążyłem do szczęścia. Do realizacji swoich największych marzeń. I w sumie się udało. Ale zapłaciłem za to ogromną ceną. Taką, jakiej nigdy się po życiu nie spodziewałem. A gdy już zacząłem wychodzić z tej traumy, zaczęła się we mnie (na początku powoli) rodzić awersja do zmian. Po to, aby na przyszłość powtórki uniknąć. To było dla mnie tak niewysłowienie bolesne przeżycie, że postanowiłem tak się przeprogramować, by zminimalizować ryzyko powtórki sytuacji. Obecny ból, obecna frustracja, obecny strach - czymże to wszystko jest w porównaniu z tym, co doświadczałem kiedyś. Czymże to wszystko jest w porównaniu z możliwością powtórki, nawet jeśli ryzyko jest bardzo małe (powiedzmy 1% szans). Jest bardzo małe, ponieważ dzisiaj jestem mądrzejszy i znam środki, umożliwiające poprawę sytuacji i samopoczucia, które można zastosować, o ile nie ma się awersji do zmian. Pewnie w takiej skrajnej sytuacji, moja rozpacz by wygrała z awersją. Ale 100% pewności nie mam. Jednak nie chciałbym tego przeceniać.

Pewnie pominąłem niektóre aspekty sytuacji. Trudno by mi było to wszystko naraz opisać od wszystkich stron. Miałem swego czasu dużo różnych przemyśleń, skojarzeń, połączeń puzzli. Ale to wszystko wciąż - jak widać - za mało. Choć może jednak nie. Kiedyś układanka była dla mnie kompletnie niezrozumiała. A dzisiaj umiem już to dużo lepiej ubrać w słowa i rozbić na czynniki pierwsze, które już mogą zostać zrozumiane przez osoby z zewnątrz. A co mnogość głów, to nie jedna.

W sumie nie najgorzej, że to wszystko napisałem. Inna sprawa, czy to w końcu wyślę. Może po prostu to sobie zachowam? A może jednak wysłać, hmm...

Tak naprawdę moje "podejmowanie decyzji" polega na czekaniu. To jest coś w rodzaju testu przycisku, który rzekomo podważa istnienie wolnej woli. Badani mieli ponoć wstrzymać się z naciśnięciem przycisku tak długo, jak tylko będą zdołali się powstrzymać. Ja bym nie chciał powstrzymywać się aż tak długo i pewnie wcisnąłbym, a potem uważałbym, że mogłem jednak trochę dłużej wytrzymać. Najwyraźniej nie miałem ku temu motywacji. Choć pewnie część mnie nadal by uważała, że mimo braku aż tak wysokiej motywacji, nadal mogłem mimo wszystko dłużej wytrzymać. Być może to złudzenie. A być może po prostu nie chciałem dłużej wytrzymywać. I wybrałem złamanie, odstąpienie od swoich zasad. Do czego nie chcę się przed samym sobą przyznać, bo na ogół swoich własnych zasad chyba jednak przestrzegam. Więc szukam alternatywnych wyjaśnień, a że mnie nie przekonuję, czuję wypierany dyskomfort. ?

Chcę odstąpić od swoich zasad. Chcę zachować się bezsensownie i głupio i wysłać tego posta. Ale boję się, że będę czuł potem dyskomfort. Jednak z drugiej strony nie czuję tego zagrożenia aż tak wyraźnie. Może jednak zaryzykuję? Najwyżej upewnię się na przyszłość, że jednak miałem rację i trzeba było nie wysyłać? Ale po co niepotrzebnie zwiększać liczbę lekcji, na których mam się uczyć, jeśli dotychczasowe lekcje powinny były być wystarczające? Ale czy na pewno powinny były? Muszę to wyczuć. Muszę uważnie to wyczuwać. Do czego czuję się bardziej przekonany.

To pisanie pełni chyba jednak jeszcze jedną funkcję. Odkładam ten nieprzyjemny moment dyskomfortu, związanego z koniecznością czekania aż wyślę posta. Lub zrezygnuję?

Kretyn. Idiota. Debil. I jeszcze parę kilka innych obelg. Tak będę o sobie myślał (A może wystarczy mi to, że już teraz je napisałem?), jeśli to wyślę. Ale i tak w te słowa nie będę wierzył. Będę je mówił sobie w głowie tylko po to, żeby mi ulżyło. Że niby to mnie usprawiedliwia. Lepiej tak niż gorzka prawda - nie będę miał nic na swoje usprawiedliwienie. A przynajmniej nic, z czego bym w pełni zdawał sobie sprawę.

Nadzieja. To ona sprawia, że jednak wciąż rozważam opcję wysłania. Że umieszczenie tego postu na forum mi jakoś pomoże. Że jakoś na tym skorzystam. Że ktoś napisze mi coś mądrego. Coś, czego wcześniej nie przewidziałem. Kiedyś to byłoby mało prawdopodobne, ale ostatnio coraz częściej na takie rzeczy natrafiam.

Boję się, że zmienię zdanie i że jednak tego nie wyślę, To rodzi we mnie pokusę, bym klikał już teraz, zanim to się stanie. W myśl zasady z "Madagaskaru": "Szybko, zróbmy to, zanim dotrze do nas, że jest kompletnie bez sensu".

Kretyn. Idiota. Debil. Wariat. Świr. Głupek. Naiwniak. Pacan. Jełop. Mam ochotę odstąpić od swoich zasad i to wysłać. To ewidentnie świadczy o mojej głupocie. Głupota z premedytacją. O ile to wyślę. Może spróbuję głupoty z premedytacją ten jeszcze jeden, jedyny raz. Dawno tego w aż takim stopniu nie robiłem. Bardzo dawno. Będzie chyba z rok. A kolejne odstępy chyba rosły. Czyli mi się to nie spodobało. No, ale teraz jest chyba jednak trochę inaczej? Może mogę dać temu jeszcze jedną szansę? Jak się będę potem czuł? Niepokój, lęk, zagrożenie, dezorientacja, zagubienie, dyskomfort, żal, złość na siebie? Nie wiem sam...
A jak się będę czuł, jeśli tego nie wyślę? Mdło...będę się bał, że wróci stare, kiedy trudno było mi się przełamać. Boję się, że jeśli tego nie wyślę, jeszcze bardziej się sobie zamknę. To jest taki mdły pomysł...

Mam wybierać między grypą a anginą? Które jest gorsze? A które to mniejsze zło? Na które wypada teraz kolej? Intuicja każe mi kliknąć. Intuicja, czyli to wewnętrzne dziecko, głos serca. Kiedyś toczyłem wojnę między intuicją a resztą, czyli umysłem. Między tą dziecięcą częścią a swoimi późniejszymi uwarunkowaniami, mechanizmami obronnymi, nabytymi we wczesnym dzieciństwem. Aż znalazłem sposób na rozejm. Na zgniły rozejm, ale jednak rozejm. Polegał on na próbie utrzymywania "Status Quo". Ma to swoje zalety, ale także wady. Wygrałem dzięki niemu z nerwicą natręctw (bardziej typu "just right" niż tą lękową - choć wystepował lęk, że później i tak ulegnę, więc lepiej ulec teraz ten ostatni raz i mieć to już za sobą, niż później do tego wracać; a intuicja mówiła mi, że to nigdy nie będzie "ten ostatni raz"; a ja nie wiedziałem komu zaufać - intuicji czy umysłowi; i miotałem się w te i we wte aż nastał rozejm), ale z drugiej strony umocniłem awersję do zmian. W gruncie rzeczy to od tamtego czasu jest ona taka mocna. Wcześniej była względnie zdrowa, umiarkowana, wydawała się być dopuszczalna. Urosła w siłę, po wygraniu z nerwicą.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku