Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

    Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 18:08:40               Odpowiedz

    Na terapii miałam m.in. następującą sytuację:

    Opowiadam o tym, jak rozmawiałam z partnerem o moich stanach depresyjnych. Rozmowa z nim była internetowa. Mówię, że czuję się źle i to prawdopodobnie depresja (a wiedział, że ogólnie mam ciężki okres, więc żadne zaskoczenie w sumie), on mi na to mówi, żebym się za coś wzięła, ja mówię, że wiem, że tak to może dla niego wyglądać, ale ta choroba właśnie na tym polega, że nie można się za coś wziąć i że potrzebuję, by okazał mi zrozumienie, on mi na to, że nie poważam jego rad, ja, że dziękuję za radę i poważam, a nawet zapytałam, czy na co dzień czuje się niepoważany, na co odpowiedział, że nie. Mówię, że doceniam, ale najbardziej potrzebne mi w tym momencie zrozumienie, przyzwolenie na to, jak się czuję itp., on się robi coraz bardziej niecierpliwy i agresywny, ja wysyłam linka do strony, gdzie piszą, co mówić, a co nie osobom z depresją, on mówi, że szkoda, że nie napisali dlaczego tak robić, ja jeszcze raz tłumaczę (próbuję dotrzeć zdroworozsądkowo), że teraz przede wszystkim potrzebuję ciepła i zrozumienia - od drugiego człowieka, bo tego sobie sama nie dam, a rady moge sobie sama dać, on mi na to, że nie ma to jak pochopne wnioski, że tego zrozumienia nie ma, ja, że pewnie jest, ale potrzebuję zobaczyć. On się dalej złości, ja w końcu nie wytrzymuję i mówię, że to ja tu mam problem i to do mnie trzeba dotrzeć, nie na odwrót. On automatycznie: "tylko nie miej pretensji, jeśli się nie uda".

    Tak więc opowiadam to terapeutce jako bolesną dla mnie sytuację. Ona na to z pewnym zadowoleniem, że większość mężczyzn by tak zareagowała - radą "weź się za coś" i jej mąż pewnie też by jej tak powiedział. Cisza. Ja jej na to tłumaczę, że nie w tym rzecz, nie rada mnie ubodła, a dalsza część - że ja dziękuję, okazuję zrozumienie, wyrażam jasno swoje potrzeby, a on dalej swoje. Ona - uśmiech i cisza.

    Czy ja jestem głupia i nie rozumiem mężczyzn, czy pani mnie po prostu traktuje jak dziecko?



    • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

      Autor: nika22   Data: 2011-01-31, 18:24:00               Odpowiedz

      Jednym słowem uczyłaś terapeutkę jak prowadzić ma terapię,co ma mówić?? Bo diagnozę to sama postawiłaś(depresja):)))



      • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

        Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 18:28:54               Odpowiedz

        Nie, nie zrozumiałaś postu.

        Miałam depresję wcześniej i wtedy rozmawiałam o tym z partnerem. To, jak mnie wtedy potraktował było dla mnie bolesne. Dlatego poruszyłam ten temat z terapeutką (a było to już dużo później).



        • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

          Autor: nika22   Data: 2011-01-31, 19:09:17               Odpowiedz

          Myślę że chodzi o to,że mężczyźni uważają że pomóc można tylko kontretnym działaniem i dlatego tak ci poradził-zrób coś.Jeśli potrzebujesz zrozumienia,wygadania się to od tego są przyjaciółki.Do faceta musisz mówić konkrety,chcesz żeby cię przytulił,bo ci źle,to mówisz mu:przytul mnie,potrzebuję tego teraz,a nie:mógłbyś mnie częściej przytulać...to tylko przykład.Nieraz przekonałam się że nie każdy przekaz dla faceta jest jasny,do nich trzeba czasami naprawdę drukowanymi literami mówić:)
          I tak na marginesie-faceci potrafią skupić się na słuchaniu trzy minuty i"robią" kilka minut przerwy:)))(tak mi powiedziała pewna pani psycholog),także :krótko,zwięźle i na temat:)
          pozdrawiam



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 19:18:10               Odpowiedz

            No właśnie - tylko ja to rozumiem, że facet mysli zadaniowo i dlatego udziela rad, jak się zwracam z problemem. I ja za tę radę podziękowałam. Jednoczesnie ważne są też moje potrzeby, a ja potrzebowałam wtdy wsparcia, zrozumienia. I dlatego powiedziałam mu o tym wprost, on się oburzył, staram się go zrozumieć, docenić, co robi, ale też przekazać, czego potrzebuję, a on się tylko złości, mimo że przecież to ja mam problem, i to całkiem poważny.

            A terapeutka słysząc tę historię skoncentrowała się na części, gdzie on mówi "weź się za coś", mówiąc to tonem sugerującym, że ja nie rozumiem, że mężczyzna tak ma, że da radę zamiast pocieszyć. Ja jej wyraźnie mówię, że nie miałam z tym problemu, nie zabolała mnie jego rada, wręcz podziękowałam za nią. Zraniło mnie co innego - że on reaguje agresją na to, jak mu mówię o swoich potrzebach. A ona na to tylko się usmiecha i patrzy jak na kretynkę, tak jakby wiedziała lepiej, w czym jest problem.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: nika22   Data: 2011-01-31, 19:29:28               Odpowiedz

            No właśnie o to chodzi.Facet jak pomaga to są to konkrety,inaczej nie umie,a wsparcie jakiego ty oczekujesz...no właśnie,możesz powiedzieć konkretnie co to miałoby być?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 19:33:06               Odpowiedz

            Chodziło mi o okazanie zrozumienia, np. "rozumiem, ze jest Ci ciężko", albo jakieś miłe słowo. To nawet nie chodzi o to, że on tego nie zrobił, tylko o to, że reaguje agresją, wścieka się, podczas gdy ja jestem łagodna, doceniam go i tylko proszę o pomoc. Bolało mnie to, że ja jestem w dołku, a on mi jeszcze dokopuje.



    • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

      Autor: maladzielna   Data: 2011-01-31, 18:38:43               Odpowiedz

      Ja przyznam szczerze, że mam nienajlepszy okres w swoim życiu. W związku z tym byłam u psychologa i mowił uwierz w siebie zajmij się czyms itp. A ja poprostu nie mogę nie to że jestem leniwa ale po prostu nie mam na to chęci. Jednak uwazam że jeżeli bliska osoba znając powagę sytuacji powinna starac się o to ciepło, powinna uzbrobic się w cierpliwośc i wyrozumiałośc.. Po prostu są takie czasy że czujemy się niedocenieni gorzej znosimy porażki.. wokół siebie szukamy swoich ideałów a tu nic nie idzie w dobrym kierunku.. Za bardzo nie wiem na czym Twój problem polega jednak w rezultacie jesteśmy zdani tylko na siebie.. mimo że i bliska osoba i Pani psycholog chcą przecież dla nas jak najlepiej..
      Więc albo zmienic bliska osobe albo szukac innego psychoterapeuty.
      Mnie wizyty u psychologa bardziej zniechęciły niż wprawiały w lepszy nastrój.. a bliską osobę moje problemy zaczęły męczyc.. bo przecież ileż można narzekac i użalac sie nad sobą..



      • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

        Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 19:41:14               Odpowiedz

        Hmm, powinnaś chyba zmienić psychologa, jesli jeszcze tego nie zrobiłaś. W końcu powinien Ci pomagać, nie dołować.

        Jedna sprawa, że ktoś chce pomóc i robi to nietrafnie, np. dając rady. Inna sprawa, jeśli zwracamy się z problemem, a ktoś się na nas złości, w ogóle nie próbuje tego zobaczyć z naszej perspektywy, irytuje się (od razu praktycznie), krzyczy na nas, mimo że staramy się przekazać, że czujemy się źle i go potrzebujemy.



        • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

          Autor: nika22   Data: 2011-01-31, 19:55:16               Odpowiedz

          Złości się,bo widzi,że mimo iż starał się wspierać ciebie tak jak umiał,to nie poprawia twojego stanu.Nie rozumie że czasem zwykła obecność,dobre słowo pomaga.
          Spróbuj może kiedy on cię wspiera(bo przecież czasami tak jest), zauważyć to i powiedzieć mu że widzisz,że on się stara,że ci to naprawdę pomaga...ale powiedz mu to odrazu,nie po czasie.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 20:04:04               Odpowiedz

            Wiesz co, tyle że to nie był normalny związek - mój były jest DDA i miał straszny problem z bliskością. Ponieważ wiedziałam, że może nie widzieć, czego potrzebuję w danej sytuacji, to starałam się mu mówić wprost na bieżąco, a także dać odczuć, że to, co robi jest ważne, że doceniam jego intencje. I tak też mu powiedziałam na początku. Powiedziałam też, że potrzebuję zrozumienia, bliskości właśnie, a ponieważ on miał z tym straszny problem, to zareagował agresją. To nie jest normalne - normalne jest, że nie zrozumiesz, dasz radę i nie trafisz w potrzeby, ale nie jest raczej normalne robienie wyrzutów osobie, która prosi o pomoc i jest dla Ciebie łagodna.

            A terapeutka się zachowała, jakby nie było problemu i nic złego się nie stało. Tyle się mówi o mówieniu o swoich potrzebach w związku - i to zrobiłam; o tym, żeby rozumieć, że różnimy się - okazałam, że zdaję sobie sprawę, że tak on może mój problem odbierać, doceniłam jego dobre chęci. Zrobiłam jedno i drugie, a w zamian co dostałam - stek wyrzutów z agresją. Bolesne? No cholernie, szczególnie że zwracam się z poważnym problemem. A pani psycholog się uśmiecha z pobłażaniem i sprowadza do banału sugerując, że mam problem, bo dostałam radę.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: nika22   Data: 2011-01-31, 20:12:46               Odpowiedz

            No to nieciekawa syuacja...Ty w depresji...On DDA,a ty próbujesz sama"uratować "was oboje.

            To znaczy ty chodzisz do psychologa,bo wiesz że masz problem(depresja)...a on(DDA)?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 21:11:41               Odpowiedz

            Już nie jestem ani związana z nim, ani z psychologiem. Ale to dość świeża historia, więc się dopiero z niej "leczę". On nie chodził na terapię, także dlatego, że terapeutka, do której chodziliśmy na terapię par nie rozpoznała tego problemu, albo wydał jej się na tyle błahy, że nie wysłała go nigdzie, jedynie zasugerowała, że może to mu pomóc. Jednak mnie przyciskała, bym podjęła decyzję, co do tego, czy być z nim dalej na podstawie tego, co się działo na bieżąco, nie było mowy o terapii dla niego jako czegoś, co należałoby spróbować, by scalić związek. To ta sama babka - później parę razy byłam u niej, bo mi się to wszystko nie układało w kupę i chciałam porozjaśniać. Ale tylko zaciemniłam. A potem się okazało, że syndrom DDA to naprawdę poważny problem i bez terapii nie było szans na żaden zdrowy, bliski związek. Szkoda, że nam tego nie powiedziała.



    • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

      Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 19:45:07               Odpowiedz

      Zdziwiło mnie, że ona mówi na całą tę sytuację, że jej mąż też by powiedział "weź się za coś" i patrzy na mnie, jakbym głupia była. A ciekawe, czy jej mąż też zareagowałby agresją, gdyby okazała, że rozumie jego punkt widzenia, docenia go, i poprosiła o okazanie odrobiny ciepła i zrozumienia.



      • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

        Autor: bezendu   Data: 2011-01-31, 20:14:30               Odpowiedz

        są dobrzy psycholodzy / terapeuci i źli.
        Tak jak w każdym zawodzie. Na kogo trafiłaś? odpowiedz sobie sama.
        Ktoś kiedyś (z psychologów) określił,że należy wystrzegać się takich "śniętych psychologów" ,czy taka osoba wzbudza dalej Twoje zaufanie? Chcesz prowadzić u niej terapię?



        • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

          Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 21:14:55               Odpowiedz

          Na szczęście już ją zakończyłam, jednak dopiero teraz do mnie dociera stopniowo, jak zła ta terapia była. Ta sytuacja to jedna z wielu dających do myślenia. Na bieżąco jakoś starałam się machać na to ręką, liczyłam, że się jakoś w końcu dogadam z nią i się starałam oczywiście. Ale patrząc z perspektywy czasu, trzeźwiej, to to była masakra, szkodliwa rzecz wręcz, no i się muszę z tego wylizać.



        • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

          Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-01-31, 21:23:12               Odpowiedz

          Jestem w trakcie terapii i powiem ci, że dokładnie tak samo postępuje moja terapeutka. Ja tego nie neguje ponieważ jej ufam i na prawdę dobrze na tym wychodzę. Twoje oczekiwania wobec partnera są czysto dziecinne, oczekujesz ciepła, uwagi, zrozumienia. to są oczekiwania wobec matki. Chodzi o to żebyś w końcu sama stała się dla siebie kimś kto da sobie zrozumienie, ciepło i uwagę. Sama z siebie jesteś niezadowolona to nie ma szansy żebyś zauważyła dobre intencje innych. Twój partner się złości i wcale się mu nie dziwię, bo ma problem, partnerkę depresyjną, która nie wierzy w siebie i jeszcze ma wobec niego wygórowane oczekiwania. Mimo to jest przy tobie, daje rady, zależy mu. Wyraża to jak potrafi, ale ty będziesz niezadowolona dopóty dopóki nie weźmiesz sama za siebie odpowiedzialności, nie zauważysz, że to jak postrzegasz świat zależy od twojego nastawienia, a twoje nastawienie wynika z twoich przeżyć w dzieciństwie. Twoja potrzeba uwagi, zrozumienia itd wyni8ka najprawdopodobniej z deficytów które miały miejsce w dzieciństwie. Przeniosłaś to w dorosłe życie i oczekujesz tego od innych. Jesteś dorosła, nie jesteś dzieckiem. Sama zacznij kierować swoim życiem. Terapia jest po to aby bezpiecznie przeprowadzić cię przez tor przeszkód który jest tylko namiastką tego co niesie prawdziwe życie. Założyłaś maskę depresji bo tak jest łatwiej, bezpieczniej, ale to nie jest dobre wyjście. ;)
          Możesz zmienić terapeutkę, albo możesz przeanalizować jej słowa i zachowanie. Sprawdzić czy w tym co mówi nie ma trochę racji i być może ty inaczej postrzegasz rzeczywistość. :)
          Ile już czasu chodzisz na terapię?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-01-31, 21:27:17               Odpowiedz

            Ta terapia była dobra, prawdziwa. Zbyt szybko ją zakończyłaś żeby ją docenić. Za mało czasu, ale to ty straciłaś a nie terapeuta. Ona ma się dobrze, a ty masz depresję i to bynajmniej nie z jej powodu. Jeżeli pewnych rzeczy nie zrozumiesz to będziesz zmieniać terapeutów co trochę i żaden nie będzie dobry, bo problem tkwi w tobie, a od siebie nie uciekniesz.
            Powodzenia! ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 21:33:58               Odpowiedz

            Mam nadzieję, że faktycznie wierzysz w to, co piszesz.

            Terapia trwała o wiele za długo - najpierw terapia par, która nie dała nam nic - zero nam jedno wielkie wyjaśniła. Potem byłam na paru spotkaniach indywidualnych łudząc się, że coś się dowiem. Jeśli ja jako klient czuję, że mi się pogorszyło, to chyba nie może być dobra terapia. Mój były też nie był zadowolony.

            I bardzo Cię proszę, przeczytaj jeszcze raz mój pierwszy post. Postaw siebie na moim miejscu w rozmowie z partnerem - jeśli nadal czujesz, że on traktuje Cię fair, to radzę się zastanowić nad samooceną.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 21:29:54               Odpowiedz

            Juz nie chodzę na tę terapię.

            Inny terapeuta mi uświadomił, że mój były związek był dla mnie destrukcyjny i nie realizowałam w nim prawie w ogóle swoich potrzeb. W związku chodzi o to, by się wspierać wzajemnie, być blisko, słuchać drugiej osoby. Przeczytaj mój post jeszcze raz i się zastanów, czy reakcja partnera faktycznie była adekwatna. W związku o to chodzi, by spełniać swoje wzajemne potrzeby, nie może to iść w jedną stronę.

            Przez takie poglądy, jak te, które Ty prezentujesz łudziłam się, że ten związek ma sens i trwałam w nim o wiele za długo. W depresję wpadłam właśnie dlatego, że czekałam, aż coś się zmieni - a niby miało, bo partner zdawał sobie sprawę, że jako DDA nie daje mi wszystkiego, co powinien w bliskim, partnerskim związku, przede wszystkim wsparcia.

            A więc radzę się przyjrzeć sloganom, które głosisz. Nie twierdzę, że są złe w każdej sytuacji, ale nie możemy sprowadzać bliskich związków do absurdu, że każdy sobie rzepkę skrobię i nikt mi do niczego nie jest potrzebny. Zastanów się, czy faktycznie jesteś z tym szczęśliwa. Bo ja próbowałam wg tego postępować i wyszło na to, że tylko się płaszczyłam przez partnerem.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 21:38:03               Odpowiedz

            "Twoje oczekiwania wobec partnera są czysto dziecinne, oczekujesz ciepła, uwagi, zrozumienia. to są oczekiwania wobec matki. Chodzi o to żebyś w końcu sama stała się dla siebie kimś kto da sobie zrozumienie, ciepło i uwagę."

            Ja Cie bardzo przepraszam - w związku dokładnie chodzi o te potrzeby, które wymieniłaś - ciepło, uwaga, zrozumienie.

            Jeśli nie, to oświeć mnie, po co nam związki?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-01-31, 22:21:46               Odpowiedz

            Po to żeby dostać to wszystko bez oczekiwań, w takim razie zmień partnera jeżeli nie możesz zaakceptować, ale nie zamęczaj. Może on znajdzie kogoś kto będzie twardo stał na nogach i był dla niego partnerem, a ty kogoś kto zaspokoi twoje wyolbrzymione potrzeby < zauważyłaś może, że są ludzie bez depresji i wygórowanych potrzeb bliskości, uwagi itd? > Nie chodzi o to ,żeby nie mieć tych potrzeb, ale żeby nie leżeć jak dziecko w beciku i wołać o opiekę itd. Bo dorośli ludzie nawet z trudnościami radzą sobie sami. To ty musisz sobie sama ze sobą poradzić, ze swoim wnętrzem, bo to nie partner czy świat jest zły, ale twoje postrzeganie jego jest przewrażliwione> Jesteś jak człowiek bez skóry który bardziej odczuwa deficyty i braki, odbiera świat i ludzi jako boleśnie raniących, a czy tak jest w rzeczywistości? To od ciebie zależy jak sobie zorganizujesz ową skórę, a nawet ubranie które cię ochroni i sama powpli powinnaś o to zadbac. Terapeuta ma pomóc a nie załatwić sprawę.

            Wyobraź sobie, że mi się tak pogorszyło, że myslałam, że zwariuję i to w trakcie terapii, ale tak właśnie wygląda terapia. Coś co ma się ładnie zagoić i nie boleć musi zostać rozdrapane najpierw, żywo krwawić. dlatego na terapii przerabia się relacje z bliskimi. To cholernie trudne, bo musisz sama spojrzeć w siebie i zauważyć, że wcale nie jesteś doskonała. Musisz rozdrapać trudne przeżycia dzieciństwa, przepracować je, przeżyć jeszcze raz i powoli odpłyną, a ty będziesz spokojniejsza i spokojniejsza... wtedy się poprawia jak najpierw się pogorszy. :)

            Twój partner jest DDA, a ty skąd masz depresję? Nikt kto ma normalną przeszłośc, dom, dzieciństwo na depresję nie choruje.

            W terapii ważne jest żeby wytrwać, to swoistego rodzaju surrvival który trzeba przetrwać, a na końcu odkryć, że jest się zdecydowanie silniejszym i sięgnąc po jeszcze większe wyzwania.;)
            Ktoś kiedyś trafnie porównał psychoterapię do początkowej jazdy maluchem z przesiadką do mercedesa na kloniec.
            Terapia jest cholernie trudna,ale nikt nie powiedział że będzie latwo.
            Ja zaczynając terapię powiedziałam terapeutce, że zrobię wszystko żeby pokonać chorobę, że będę pracować nad sobą. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak trudno bo nie raz czułam się jakby mnie przejechał walec drogowy i to fizycznie też, ale było warto. Jeszcze kawał drogi przede mną, ale już dzisiaj wiem, że wygrałam drugie życie, bo nawet jeżeli terapia zakończyła by się w tym momencie to ja jestem o niebo mądrzejsza i dojrzalsza, poradzę sobie bo procesz leczenia już jest uruchomiony.
            Nadal kontyntynuuję terapię bo chcę jeszcze siebie poznać, potykam się, popełniam błędy, koryguję je i przerabiam z terapeutką. Jest na prawdę dobrze! :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 22:32:33               Odpowiedz

            No to gratuluje Ci, jeśli dla Ciebie Twoja terapia działa.

            Słuchaj, wydaje mi się (skoro Ty mi stawiasz diagnozę, to ja Tobie też postawię), że ślepo przyjmujesz wszelkie modne hasła psychologii o samowystarczalności itp. jako swoje. Może możesz sobei na to pozwolić, bo akurat otoczenie zaspokaja Twoje potrzeby, a więc nie odczuwasz braku. Nie znaczy to jednak, że te hasła są zawsze prawdziwe.

            Co do moich potrzeb, to nie są wygórowane, co zresztą było powiedziane na terapii przez tęże panią terapeutkę, a więc bardzo Cię proszę nie oceniaj mnie przez pryzmat tego, co we współczesnej psychologii na topie.

            To "oficjalne" - oczekiwania mam przeciętne. I nie wołam o nic, jak dziecko w beciku, tylko zgodnie z Twoimi pewnie też modnymi prawami mówię jasno o swoich potrzebach, nie oczekując, że ktoś się będzie domyślał.

            Oficjalne jest także to, że partner jako DDA ma blokady i ciężko mu dopuścić ludzi do siebie, jednocześnie bardzo pragnie bliskości i chciałby spełniać potrzeby bliskich osób. I nigdy mi nie zarzucał, że są wygórowane.

            Na koniec dodam, że wszelkie te prawdy o nieoczekiwaniu już przerabiałam, a więc słuchałam wszelkiej maści specjalistów, wierząc w to, że być może obwieszczają mi bolesną prawdę i dlatego to dla mnie jest takie niewygodne. Jednak się okazało, gdy je stosowałam, że tylko się płaszczyłam, zaniedbałam własne potrzeby i wpadłam w depresję.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-01-31, 22:43:31               Odpowiedz

            BylaNerwolka
            I proszę znów masz wiele racji.
            Z przyjemnością Ciebie czytam.
            Fajnie byłoby,aby ktokolwiek zapragnął skorzystać z Twojego doświadczenia.
            Z tego co wiem,to zdarza się niekiedy.
            I tego właśnie życzę Tobie.
            BylaNerwolka.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 22:50:20               Odpowiedz

            A to ciekawe, że pewna terapeutka, z której porad korzystałam niedawno, jak i nawet tamta, co średnio mi się podobała, uznają hasła głoszone przez Nerwolkę za psychologiczny bełkot. Jasno też padło na terapii, że mamy jak najbardziej prawo oczekiwać od partnerów - jeśli nie chcą spełniać naszych oczekiwań, to do widzenia, nie ma przymusu, mają prawo odmówić. Jednak w przypadku mojego związku mój były chciał, a nie mógł. Powiedziano też na terapii, że pewność siebie, dobra samoocena to jest coś, co się czerpie od innych, z otoczenia, i nikt nie jest samowystarczalny, a jeśli jest, to związek mu raczej nie potrzebny. To nie jest jakieś wołanie o uwagę i nienasycenie, to są zwyczajne potrzeby w związku.

            No ale Wy wiecie lepiej niż nawet terapeutka, którą Nerwolka nota bene uznała za dobrą.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-01-31, 23:11:58               Odpowiedz

            Nie przeczytałaś moich słow dokładnie. Napisałam przecież, że jeżeli partner nie spełnia twoich oczekiwań to od niego odejdź i poszukaj takiego co spełni,a jemu daj szansę na znalezienie takiej która tych oczekiwań ma mniej. Toż to to samo co powiedziała twoja terapeutka. :D

            Oczywiście, że mamy prawo oczekiwać i ja oczekuję, a jeżeli nie dostanę to dokonuję wyboru. Mogę zostać i zaakceptować, że nie dostanę, albo odejść i szukać dalej. Ja zostaję chociaż mój mąż też nie zawsze spełnia moje oczekiwania, ale ma za to wiele innych zalet, że suma sumarum bardziej opłaca mi się zostać. Z resztą, on tak na prawdę spełnia te oczekiwania, tylko ja tego nie odczuwałam przez swoje deficyty. To człowiek bardzo zaangażowany w rodzinę i nie widzący świata poza mną, tylko byłam na początku zbyt slepa żeby to zauważyć. Terapeutka mi pomogła. Moje dziecięce potrzeby były tak wielkie, że nie zauważałam niczego poza nimi. Mój mąż i tak wiele znosił, ma anielską cierpliwość i niezwykłą umiejętność wyłączania się kiedy przesadzam z oczekiwaniami których spełnić nie może, albo nie potrafi.

            Powiedziano też na terapii, że pewność siebie, dobra samoocena to jest coś, co się czerpie od innych, z otoczenia

            to jest najgorsze myslenie z mozliwych. kompletna bzdura której i ja się trzymałam. nie ma nic gorszego od patrzenia na siebie oczami innych, bo jeżeli ktoś powie jesteś okropna, brzydka i gruba, a ty masz tendencje do uzależniania swojego poczucia wartości od opinii innych to jesteś ugotowana i deprecha murowana. Ważne jest to co myslisz sama o sobie, a to trzeba sobie wypracować podczas terapii bo póki co to od razu widać że myslisz o sobie kierując się tym co myslą inni.
            Szkoda mojego czasu na tłumaczenia. Szkoda, że przerwałaś terapię. Mogłaś wiele zyskać, ale to twój wybór. Powodzenia życzę, może spróbuj jeszcze terapii jeżeli nie dasz rady sama. Tylko nie oczekuj, ale sama pracuj. ;)

            Ps. Mnie nie interesuje co mówią inni terapeuci. Ja mam swoją i nie odbieram jej sugestii bezdyskusyjnie. Zanim coś przyjmę to wierz mi, że dyskusja jest zażarta, najczęściej odbywa się wewnątrz mnie. Nie jestem łatwą pacjentką, bo mam charakterek i trudno mi uwierzyć, że ktoś może mysleć iż ja przyjmuję wszystko to co mówi terapeuta...hahaha ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: bezendu   Data: 2011-01-31, 23:25:38               Odpowiedz

            Gratuluję ByłaNerwolka :-)
            kolejna epopeja o sobie
            czy nie uważasz ,że najbardziej jesteś skupiona na tym "co Ty", a inni to tylko taki sobie dodatek?
            no, oczywiście w imię specyficznie pojętej "miłości bliźniego"
            ech...



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-01-31, 23:29:36               Odpowiedz

            Jestem w trakcie terapii, a tam nie przerabiam nikogo innego tylko siebie. Takie są zasady. Jestem Ja, mój kochany, nasze dzieci i potem są inni... To jest mój świat i to ja decyduję kogo do niego wpuszczę. Eoistyczne to, ale egoizm jest zdrowy. wiem, że trudno zrozumieć, ale cóż... nie każdy musi, nie? ;)
            Uwielbiam epopeje o sobie, bo przez jakieś 35 lat liczyli się tlyko inni, teraz jestem JA! Haha! ;D



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: bezendu   Data: 2011-01-31, 23:38:26               Odpowiedz

            No dobrze, wyluzuj
            zachłystywanie się swoim EGO to też przegięcie, tyle ,że w drugą stronę, czy Twój terapeuta Ci tego nie mówi???
            Nie zachłystuj się tak sobą i tym ,że masz "charakterek" , to trochę dziecinne...



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-01-31, 23:58:28               Odpowiedz

            Dziecinne czy nie, ale ja nie mam z tym problemu. Ty masz? A kto ci każe? Sam <a> Wyluzuj i zajmij się sobą, weź ode mnie trochę mojego egoizmu i naciesz się sobą, bo może jeszcze o tym nie wiesz, ale twój świat to ty. Życzę ci abyś zdobył <a> tą świadomość. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 23:26:49               Odpowiedz

            "Nie przeczytałaś moich słow dokładnie. Napisałam przecież, że jeżeli partner nie spełnia twoich oczekiwań to od niego odejdź i poszukaj takiego co spełni,a jemu daj szansę na znalezienie takiej która tych oczekiwań ma mniej. Toż to to samo co powiedziała twoja terapeutka. :D"

            W pewnym sensie tylko. Pisałaś, że mam wyolbrzymione oczekiwania, dziecinne potrzeby. Otóż przekazałam Ci tylko, że na terapii wyszło, że są "przeciętne" i "normalne".

            Partner w zasadzie to zero oczekiwań spełniał, bo się bał - bał się otworzyć, zrobić coś dla mnie, bał się odrzucenia. A więc to nie ja mam za duże wymagania, a on nie jest w stanie wejść w bliski związek, bo jest egocentrykiem i na sygnały o potrzebach drugiej strony reaguje zarzutami i postawą roszczeniową - nie dlatego, ze tak myśli, tylko żeby się obronić przed bliskością, uniknąć ryzyka. A więc nie jest to ktoś, kto wyciąga rękę, szuka wspólnej drogi, dobrych rozwiązań. Nie byłam ślepa, nie było tak, jak w Twoim przypadku - mnie się nie wydawało, on naprawdę nie spełniał moich potrzeb, ale właśnei sobie wmawiałam, że może mi się tylko zdaje i na swój sposób je spełnia, a to ze mną jest coś nie tak. Terapia pokazała, że nie! hola! - nic ze mną nie jest nie tak, a on faktycznie ich nie spełnia, nie zdaje mi się. Ale naprawdę chce i obiecuje, bo mu zależy, ale ma duże ograniczenia.

            "to jest najgorsze myslenie z mozliwych. kompletna bzdura której i ja się trzymałam. nie ma nic gorszego od patrzenia na siebie oczami innych, bo jeżeli ktoś powie jesteś okropna, brzydka i gruba, a ty masz tendencje do uzależniania swojego poczucia wartości od opinii innych to jesteś ugotowana i deprecha murowana. Ważne jest to co myslisz sama o sobie, a to trzeba sobie wypracować podczas terapii bo póki co to od razu widać że myslisz o sobie kierując się tym co myslą inni"

            Nie, kilka opinii, że jesteś taka czy siaka nie jest w stanie zachwiać Tobą i wpędzić w deprechę, jeśli jesteś emocjonalnie zdrowa. A jesteś, bo albo na ogół masz pozytywne sygnały od otoczenia, albo wyrobiłaś to na terapii - tak jak mówisz - tylko zauważ, że to jest dokładnie to samo - bo terapeuta to też otoczenie, i to bliskie, to człowiek, któremu ufasz, który Cię zna dobrze. I w podobny sposób wpływają na nas sygnały od bliskich osób, np. partnera. Z powietrza dobrej samooceny nie weźmiesz, nie powiesz sobie "będę pewna siebie, tak postanawiam" i od razu się przemienisz w takową. Tak się nie da.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-01-31, 23:34:08               Odpowiedz

            Terapeuta to swego rodzaju rodzic który daje ci to czego prawdziwi rodzice nie dali. Pomaga, uczy i akceptuje. do terapii trzeba dorosnąc w pewnym sensie. Nie wiem na jakim etapie terapii byłaś, bo twoje oczekiwania są jak najbardziej ok, zdrowe i normalne, ale dla dziecka. Terapia to swego rodzaju dojrzewanie osobowości. Na pewnym etapie te oczekiwania są ok, ale z czasem dojrzewasz i zauważasz, że jednak były wyolbrzymione, stajesz się silniejsza, a one jakby się zmieniają i już tak głośno nie płaczą. Tak to mniej więcej jest, terapeuta przeprowadza cie przez dojrzewanie. Ja jestem w terapii już półtora roku, bo wybrałam tą długoterminową, taka z resztą jest najskuteczniejsza i daje trwałe zmiany w osobowości. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-01-31, 23:42:26               Odpowiedz

            Słuchaj, troszkę lawirujesz, ale ok, rozumiem Cię.

            Pisałaś, że mam wygórowane oczekiwania i sugerowałaś, że płaczę w beciku czy coś podobnego.

            Rozumiem, że większość ludzi jest niedojrzała, tak? No bo skoro moje oczekiwania są niby przeciętne w związku, ale na poziomie dziecka, to tak by wynikało.

            Niech tak będzie. Jednak ludzie tworzą szczęśliwe związki z takimi niedojrzałymi oczekiwaniami jak ja, bez wcześniejszej terapii. Moja terapeutka nawet powiedziała, że właśnie po są związki - by zapełnić luki z dzieciństwa, bo gdybyś tak wszystko miała, to związek nie byłby Ci potrzebny. Ludzie się właśnie na tej podstawie dobierają - każde ma pewne braki, ważne by się dobrać tak, że jedno drugiemu te braki uzupełnia. I to jest normalne, a nie niedojrzałe. Jeśli ktoś woli najpierw "dojrzeć" w gabinecie terapeuty, to gratuluję zmysłu ekonomicznego.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-01, 00:05:42               Odpowiedz

            Nie napisałam, że płaczesz w beciku, ja płakałam,ale jeżeli z tobą jest inaczej to się z tym nie identyfikuj. :)
            Powiem tak, wszystko polega na tym żeby znaleźć w tym wszystkim środek odpowiedni dla siebie. Masz oczekiwania, nie jesteś w stanie z nich zrezygnować ani trochę to szukaj partnera który je spełni. Jeżeli jednak jesteś w stanie trochę zejść z nich,a partner obecny jest tego wart to popracuj nad nimi.
            Chodzi o to żeby zmienić to co można i zaakceptować to czego nie można zmienić w sobie, bo jeżeli uda ci się to ze sobą to i z całym otoczeniem. To stanie się jakby automatycznie, ale to nie jest łatwe i żaden terapeuta nie da ci gwarancji, że ci pomoże jeżeli sama nie będziesz chciała nad sobą pracować.
            Oczekując i nic nie robiąc nie dostaniesz NIC. Masz wybór. ;)

            Co oznacza, że troszkę lawiruję? Ja po prostu opisuję to co przeżyłam, czego doświadczyłam, na jakim etapie byłam i na jakim jestem. Bardzo dużo zyskałam dzięki terapii, ale to nie jest dowód, że inni też zyskają, bo największą robotę wykonałam ja, a nie terapeutka. Ona nie mogła mnie zmusić do niczego. :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-01, 00:11:09               Odpowiedz

            Zaczęłam od tego, że przechodziłam takie same rozterki jak ty. Też miałam wątpliwości i czułam, że terapia nie pomaga. Czułam się czasami atakowana,a nie wspierana. Dzisiaj wiem, że to normalny etap i przede wszystkim należy o tym z terapeutką rozmawiać. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-01, 00:17:23               Odpowiedz

            Co oznacza, że troszkę lawiruję?

            No nie wyraziłaś się jasno, jeśli faktycznie miałaś na myśli to, co teraz mówisz.

            Fajnie, że Tobie terapia pomaga. Bolesna, ale opłacalna jest. Nie zakładaj jednak automatycznie, że jeśli terapia jest bolesna, to będzie skuteczna, jeśli da się jej szansę. Może się zdarzyć, że jest po prostu źle prowadzona i bolą wcale nie prawdy, a niesprawiedliwa ocena - i dokładnie tak się czułam. Mimo to przez jakiś czas dawałam temu szansę, a także stosowałam się do wskazówek terapeutki (także zanim rozpoczęłam terapię - bo zachowania proponowane mi przez nią były dla mnie niemal oczywiste, ale w związku mi się odmieniło ze względu na frustrację i inne negatywne uczucia). Nie przyniosło to rezultatu, pogłębiło ból. Na terapii nie dowiedziałam się w zasadzie nic - oprócz tego, że moje oczekiwania nie są z kosmosu. Ale za to tyle kasy to przesada. A poczucie niesprawiedliwości, niezrozumienia i frustracji przekreśla nawet tę jedną korzyść.

            I po konsultacji z inną psycholog, wiem, jak powinna wyglądać dobra terapia - może to jest bolesne, bo się oczyszczam, ale nikt mnie nie ocenia, nie zakrzykuje, daje wyjaśnić to, co może się na pierwszy rzut oka wydawać dziwne. Czuję się bezpiecznie, nie boję się - ja nie mam walczyć z terapeutą i się przełamywać do jego prawd, mamy współpracować.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-01, 00:26:03               Odpowiedz

            Fajnie, że znalazłaś kogoś kto ci daje nadzieję na dobrą terapię. Moja jest za darmo, a moja terapeutka nigdy mnie nie ocenia, ale pozwala i pokazuje jak poznać i ocenić siebie samą. Powodzenia i siły życzę! :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-01, 00:33:30               Odpowiedz

            Dzięki i nawzajem!

            Moja była terapeutka niestety mnie oceniała - może nie w tej sytuacji, którą przytoczyłam, ale - jak widać - ignorowała moje odczucia i w sumie, jak by nie patrzeć, zrobiła niecelną negatywną sugestię w moją stronę, jakby w ogóle nie pozwalając mi wytłumaczyć sedna sytuacji. No bo wybacz, co ma moje (nie)rozumienie tego, że faceci dają rady, do tego, że moje tłumaczenia i potrzeby spotykają się z agresją i zarzutami partnera. Wręcz uważam, że pokazałam, że doceniam i rozumiem jego punkt widzenia, ubodło mnie, że on w ogóle nie dopuszcza mojego, mimo że sprawa dotyczy mnie, że problem, z którym się zwracam do niego, jest mój. Czułam się potraktowana nie fair przez niego, i drugi raz przez nią - bez empatii i z zarzutem, nawet z jakimś pobłażaniem.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-01, 00:40:36               Odpowiedz

            Myślę, że to co odbierasz jako brak empatii i agresję swojego partnera w tej sytuacji mogło być ową dobrą radą z jego strony.
            Myślisz, że on myślał, że daje dobrą radę czy agresywnie bagatelizuje twoje potrzeby? Co on czuł rozmawiając z tobą? Chciał cię zranić? Potrafisz to powiedzieć? :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-01, 00:53:05               Odpowiedz

            Był głuchy na to, co mówię - na link, który wysłałam, na moje potrzeby, był zezłoszczony, zarzucał mi, że go nie poważam, sugerował, że sama jestem sobie winna, jeśli on nie dotrze do mnie ("jeśli mi się nie uda (dotrzeć), to nie miej pretensji"). Czy to jest konstruktywny ton? Gdzie tu otwartość, nawet nie mówię o wyrozumiałości, jako że ja mam problem. Ja nie mogę powiedzieć, że byłam głucha na niego - okazywałam zrozumienie, dziękowałam za radę, zainteresowałam się jego potrzebami (czy na co dzień też się czuje niepoważany), byłam łagodna mimo jego narastającej złości.

            A dlaczego on tak zrobił? Nie miał złych intencji, ale nie był fair, moim zdaniem. On ma blokady, boi się otworzyć, ogólnie miał problem z okazywaniem mi wsparcia, wyciągnięciem do mnie dłoni. I podobno dlatego w momentach, gdy wiedział, że ja czegoś od niego potrzebuję, od razu mu się coś włączało i stawał się defensywny.

            Jakoś nie widzę, żeby to było ok i żebym ja tu miała sobie cokolwiek do zarzucenia - przeciwnie, pomimo bólu starałam się łagodnie podejść, docenić, i zakomunikować moje realne potrzeby. Spotkały mnie tylko wyrzuty - z jego strony, i zamiast wsparcia ze strony terapeutki - można było jej odpowiedź odebrać jako sugestie, że jego zachowanie jest normalne, a to ja czegoś nie rozumiem.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-01, 17:57:42               Odpowiedz

            droga1
            a może zdarza się Tobie droga1 odwracać kota ogonem?
            Udawać np.,że nie rozumiesz,jeśli doskonale/dobrze rozumiesz,wiesz,o co partnerowi chodzi?
            Polecam,abyś przestała unikać rozmowy i raczej nie zmieniała tematu,kiedy uzgodniliście wcześniej omówienie np. jakiejś sprawy.
            Robiłam niekiedy tak jak napisałam powyżej,ale dziś wiem,że nie było to ani dobre,ani rozsądne.
            Najgorsze w tym było kłamstwo,nie bezpośrednie,ale pośrednie.A kłamstwo w jakiejkolwiek postaci jest błędem.
            droga1



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-01, 19:10:47               Odpowiedz

            Impresjo,

            Gdzie Ty widzisz w tym co opisałam kłamstwo i odwracanie kota ogonem? To juz raczej jemu można zarzucić.

            Nie wiem, może kłamstwo to norma i dlatego tak zakładasz, dla mnie to nie norma.

            Ale naucz się czytać ze zrozumieniem, bo za cholerę nie da się znaleźć kłamstwa i odwracania kota ogonem w tym, co opisałam, jakkolwiek byś to chciała naciągnąć.

            Jeśli już piszesz o jakichś podejrzeniach, to je uzasadnij, bo jakoś nie mogę znaleźć, w którym momencie rozmowy miałabym kłamać czy odwracać kota ogonem.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-02, 18:31:22               Odpowiedz

            droga1
            widzisz,widzisz,gdyż inaczej nie zareagowałabyś tak jak zareagowałaś.
            W Twoim Imieniu cieszę się,że chcesz dla Siebie dobrze.
            Będzie tak jak Ty zechcesz.
            Jednak bez pracy nieco ciężko będzie.
            Pracy nad sobą.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-02, 20:59:25               Odpowiedz

            Impresjo,

            Proszę Cię, jeśli chcesz coś przekazać, zrób to jasno. W ogóle się nie odniosłaś do pytania, które Ci zadałam. Chciałam, byś uzasadniła swoje podejrzenia - nie zrobiłaś tego, ale ton Twojej wypowiedzi pozostaje dziwnie pouczający.

            Dałam pole do popisu - otwórz mi oczy, w którym momencie kłamię? Nie zrobiłaś tego, za to mówisz coś o pracy nad sobą.

            Nie zrozumiałam w ogóle pierwszego Twojego zdania, nie wiem, do czego ono jest. Moje pytanie do Ciebie pozostało bez odpowiedzi, jednak nadal pouczasz.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: nika22   Data: 2011-02-02, 21:07:28               Odpowiedz

            Piszesz że nie jesteś już z nim,zmieniłaś terapeutę to wszystko to już przeszłość,czy tak?Czyli nie ma problemu,a gdybanie co kto powinien zrobić,jak się zachować,co mówić itd nie ma zupełnie sensu



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-03, 17:00:51               Odpowiedz

            Ludzie, jacy Wy wszyscy zaburzeni tu jesteście. Zaburzenia osobowości jak byk!! ByłaNerwolka - cierpisz na narcystyczne zaburzenie osobowości. Sel fałszywe wyniosłe, zapatrzone w siebie, natomiast pod spodem symptomatyczne self kruche, zakompleksione, kurczowo trzymające się wielkościowości w celu ochrony przed smutną prawdą o maleńkości Twej. Identyfikujesz się z terapeutką - zaanalizuj to w przeciwprzeniesieniu, bo kradniesz jej tożsamość ;)

            Impresja - obsesyjno-kompulsywny rys z elementami schizoidalności.
            Droga - osobowiość zależna... Na szczęscie najmniej zwichrowana..



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-03, 17:20:39               Odpowiedz

            &#8226;RE: Pomysł na doktorat
            Autor: problematyczna Data: 2010-04-23, 19:31:20 Odpowiedz
            skoroś sam za kupkę obornika ukończył ledwo swoją edukację, to innym nie radź w to samo gó&%$o włazić.
            &#8226;RE: Pomysł na doktorat
            Autor: buntowniczka Data: 2010-04-23, 19:37:35 Odpowiedz
            Dokładnie!!! pROBLEMATYCZNA, BRAWO. gRUNT TO BYĆ PONAD SZUMOWINY. tAK TRZYMAJ!





          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: schizotyp   Data: 2011-02-03, 17:29:20               Odpowiedz

            i dobrze!



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-03, 18:45:46               Odpowiedz

            No to mamy diagnozy, nawet do lekarza nie trzeba chodzić. ciekawe na co cierpi buntowniczka? Na bank jakaś psychoza. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-03, 20:36:56               Odpowiedz

            Buntwniczka jest po psychologii już 5 lat. Psychoza? Widać, że nie wiesz nawet co to jest ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: bezendu   Data: 2011-02-03, 20:43:12               Odpowiedz

            taki sobie wątek....
            a wszystkie "baby" się pożarły

            oto pointa

            bęc



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-03, 21:26:34               Odpowiedz

            Droga buntowniczko!
            Możesz być nawet 20 lat po psychiatrii i 5 po psychologii, nie mniej jednak nie stawia cię to nawet o centymetr wyżej od zwykłych śmiertelników. Jesteś zaburzona bardziej niż ktokolwiek z nas, być może dlatego, że właśnie jesteś po psychologii i pozjadałaś wszystkie rozumy. Zapędziłaś się w swoim poczuciu wyższości. Najlepiej zrobisz stawiając sobie diagnozę i decydując się na jakąś terapię. Już współczuję terapeucie bo w porywie postawisz diagnozę również jemu.
            Jesteś nędznym psychologiem, brak w tobie empatii. Myślisz, że jesteś wielkim autorytetem podczas gdy tak na prawdę żałośnie kwilisz ubrana w maskę drwiny rzucając na oślep hasłami wyuczonymi z książek co pozwala ci zaspokajać swoje pragnienie bycia ważną, wielką i poważaną. Nie tutaj, niestety. Upssss... :p



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: ktosia3   Data: 2011-02-03, 21:37:51               Odpowiedz

            psycholodzy też są albo będą bezrobotnymi..., jest wiele zawodów na p np. kwiaciarka...



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-04, 10:22:09               Odpowiedz

            Podobno swoim zaburzenim najbardziej zaprzeczają osoby skrajnie zaburzone. Ja nie zaprzeczam - Ty tak. Aha - i powiedz to co myślisz o psychologach (a więc też o terapeutach) swojej terapeutce. Przecież ona też skończyła psychologię wiec musi być zaburzona ;) Pozdrowienia i miłego pobytu w psychiatryku ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-04, 11:44:20               Odpowiedz

            To do mnie? Ja zaprzeczam swojemu zaburzeniu pisząc o swojej terapii? Nie mam przymusu uczęszczania na nią, nikt mi nie powiedział, słuchaj - musisz. Nie, po prostu miałam dosyć objawów nerwicy, dojrzałam, stwierdziłam, że chcę, bo nic się nie zmieni jeżeli nie podejmę leczenia. Nie stałam na skraju przepaści, moje życia toczyło się leniwie swoim torem, rodzina, dom, praca. Nie leżałam w łóżku patrząc w sufit. Zwyczajnie byłam nieszczęśliwa, czułam się nie tak jakbym chciała, źle. Byłam depresyjna owszem, ale to wszystko było takie na granicy.
            Nie zaprzeczam zaburzeniu w żadnym ze swoich postów, ale ty chyba nie przeczytałaś więcej niż 2, może 3 , więc co tam możesz wiedzieć?
            Buntowniczko, wystarczy poczytać twoje posty pełne chaosu, prowokacji, bzdurnych komentarzy żeby wiedzieć, że nade wszystko pragniesz uwagi. Moja terapeutka sama przechodzi terapię, bo taki jest wymóg. Moja terapia podlega superwizji.
            czy ona jest zaburzona? Może, nie wiem, bo w ogóle mało wiem o niej prywatnie, można powiedzieć, że nic i na początku budziła moją ciekawość, a dzisiaj liczy się tylko tu i teraz.
            Rozmawiamy w danym momencie, przez 50 min i się żegnamy z uśmiechem na ustach. Mimo to jest mi bliska, trudno zdefiniować tą relację, ale nie myślę o niej jak o koleżance czy kimś bliskim. Jest terapeutką, po prostu. :)
            Nie wiem kim jesteś, może psychologiem, ale równie dobrze możesz być pacjentką z wieloletnim psychiatrycznym stażem i stąd twoja wiedza, bo tacy lubują się w swoich zaburzeniach.
            Jeżeli jesteś psychologiem to na pewno chorym, więc może zaczniesz się leczyć, a jak już wyleczysz to daj coś z siebie innym.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-04, 11:55:48               Odpowiedz

            Prywatnie to trudno mi uwierzyć, że skończyłaś tą psychologię. Być może, ale na pewno nie pracujesz w zawodzie.
            Psycholog nie musi być terapeutą, terapeuta psychologiem. Wiedziałabyś o tym i o tym, że aby zostać psychoterapeutą to trzeba przebyć długą drogę jeszcze po studiach i wieloletnią terapię własną. ;)
            Ciekawe co się podkusiło żeby to studiować? Pewnie własne zaburzenia, miałaś nadzieję, że to da ci poczucie bezpieczeństwa i przede wszystkim zostaniesz doceniona. Zauważona zostałaś, przez swoje zaburzenia, ale doceniona jako psycholog na pewno nie. Smutna prawda. :/



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-04, 15:53:30               Odpowiedz

            O jakże się mylisz dziecino... ;) Nigdzie nie napisałam, ze psycholog jest z marszu psychoterapeutą. Zapłaciłam 50 tys. za szkolenie terapeutyczne, więc wiem co to znaczy + terapia własna. Aha - i radzę przeczytać o zasadach terapii prowokatywnej, ale wcześniej nauczyć się czytać ze zrozumieniem :) Pa



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-04, 17:24:03               Odpowiedz

            Niesamowite! I ty jesteś po terapii? Przestałam przez chwilę wierzyć w jej skuteczność, zabrałaś mi na moment nadzieję, ale nauczona nie sugerować się tym co piszą pacany w necie ją odzyskałam. :D
            Heh buntowniczko, nie będę czytać o terapiach prowokatywnych ponieważ mnie to nie interesuje. Mam swoją psychoterapię i póki co skuteczną, wystarczy już tego zaśmiecania głowy. ;)Ale wiem co to jest prowokacja i rozumiem, że ty sobie taką terapię tutaj niby stosujesz. Na nas, użytkownikach. I nawet wywróżyłaś mi psychiatryk, już mam się bać? :D
            Szkoda mi ciebie, serio. Tyle kasy na nic, bo jakos cię to niczego dobrego nie nauczyło. A ten brak profesjonalizmu to wrodzony czy też wyuczony na szkoleniach? Hmmm... potrafię czytać ze zrozumieniem pod warunkiem,że ktoś pisze tak aby inni zrozumieli. ;)
            I jeszcze ta...dziecina. Ile lat masz droga babciu? Skoro ja jestem dzieciną to ty już dawno na emeryturze, i 5 lat po psychologii powiadasz. Już wiem, to był uniwersytet 3 wieku!
            A tak poważnie, nudzisz się bardzo buntowniczko? :D



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-05, 16:16:18               Odpowiedz

            Wiecie co, to jest wszystko jakieś poje*ane.

            Może jestem zaburzona w ten sposób, że unikam konfliktu, ale wydaje mi się, że trochę przesadzacie w tej swojej konfliktowości już nawet na zdrowy rozum.

            Buntowniczka, wszystko cacy, tylko co Ty masz za podejście będąc terapeutką? Takie jakieś mało otwarte, oceniające, a nawet atakujące. A może to po prostu norma w tym zawodzie...



    • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

      Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-04, 18:02:39               Odpowiedz

      klątwa, coś w środku co odpycha ludzi...

      Autor: buntowniczka Data: 2010-04-23, 19:48:44
      Zastanawiam się nad tym, czy ja mam w sobie coś co odpycha ludzi? Zawsze, na każdym forum mną pomiatają, mówią o zaburzeniach emocjonalnych itp. Jak to wyczuwają? Jakie są tego wskaźniki? Co robię źle? Próbuję coś zmienić w sobie, ale mi nie wychodzi chyba, bo ciągle to samo. Jak czarna owca. Mam 25 lat a ciągnie się to za mną od dziecka. Już w podstawówce traktowano mnie jak trędowatą. Czasem głupie myśli mam, czy ja mam w sobie jakieś fluidy? Czy jestem przeklęta? Skoro nawet przez monitor ludzie mnie nienawidzą?? Co jest? ja naprawdę jestem bardzo samotna, nie wiem, czy ze mną coś nie tak?? Czy w necie po prostu jest chamstwo? czy ludzie którzy są dla mnie mili (nieliczni) to udają skoro większość dziobie?? RATUNKU!!!



      Hmmmm, chyba zbyt poważnie cię potraktowałam. Ty sobie na prawdę jaja robisz.



      • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

        Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-04, 18:24:01               Odpowiedz

        Ha ha ha!! 1:0 dla mnie ;] Psychoterapia Ci nic nie dała pod względem łatwości bycia sprowokowanym i wikłania się w kłótnie internetowe. Masz już kolejny temat na terapię. Trzymam kciuki ;]



        • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

          Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-04, 18:34:33               Odpowiedz

          BTW: widzę, że pod każdym moim postem w tym wątku odpisujesz po 2 razy, drugi post czasem kilkanaście min po pierwszym, co świadczy o tym, że przeżuwasz, ruminujesz podczas kłótni - warto przepracować. I praca na przeniesieniu też warta uwagi. Cmok.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-04, 18:45:45               Odpowiedz

            To źle? Jestem w ciągu analizowania siebie więc nic dziwnego, że prawie każdą sugestię biorę pod lupę. Faktem jest, że to świadczy o mojej niestabilności ale trudno żeby było inaczej. Na razie, ponieważ tak na prawdę dopiero uczę się siebie, buduję swoją tożsamość. Twoja teoria na mój temat ma w sobie wiele prawdy. Jestem zdecydowanie bardziej świadoma swoich deficytów i mechanizmów obronnych, więc przyznaję, że możesz mieć rację. ;)
            Myślę, że pobyt na tym forum jest swego rodzaju terapią, bynajmniej ja to tak odbieram. ;D



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-04, 18:51:25               Odpowiedz

            Post pod postem to efekt braku możliwości edytowania postów, a wikłanie się w kłótnie internetowe nie stanowi problemu ponieważ nie jestem typowym bywalcem forów. Wybieram sobie jedno - dwa i lubuję się w dyskusjach. Do tego szczerze bawią mnie utarczki słowne, sarkazm i prześmiewczy humor. Nie chcę z tego rezygnować. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: nika22   Data: 2011-02-04, 18:47:19               Odpowiedz

            Autor: buntowniczka Data: 2011-02-04, 18:24:01
            Autor: buntowniczka Data: 2011-02-04, 18:34:33
            :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-04, 18:55:10               Odpowiedz

            Ciiii, to ja jestem zaburzona i analizowana, a nie ona. ;P
            Zaintrygowałam ją swoją oryginalnością i wyniosłym self, co prawda fałszywym, ale zawsze coś. Kruche chowam dla najbliższych. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-05, 16:25:52               Odpowiedz

            Wiecie co, to jest wszystko jakieś poje*ane.

            Może jestem zaburzona w ten sposób, że unikam konfliktu, ale wydaje mi się, że trochę przesadzacie w tej swojej konfliktowości już nawet na zdrowy rozum.

            Buntowniczka, wszystko cacy, tylko co Ty masz za podejście będąc terapeutką? Takie jakieś mało otwarte, oceniające, a nawet atakujące. A może to po prostu norma w tym zawodzie... Moja terapeutka też taka była, mimo ze byłam jej klientką. Wcześniej spotkałam się z narzucaniem interpretacji przez pewną psycholog, mimo mojego sprzeciwu i kontrargumentów. Wyszłam źle, a nawet bardzo źle na tym, że się trzymałam jej interpretacji, której tak upacrie się trzymała, była wręcz pewna, a więc wartało dać temu szansę. W las mnie to głęboko zaprowadziło.

            Całe to środowisko Wasze jest niestety zje*ane, z małymi wyjątkami, na które na szczęście udało mi się trafić. Trąbicie o otwartości, różnych mozliwościach interpretacji czyjegoś zachowania, nieocenianiu pochopnie, a sami raz-dwa przypisujecie różne zaburzenia i ignorujecie wszystko, co świadczy przeciw Waszej diagnozie. Chyba faktycznie na psychologię idą osoby zaburzone, żeby się potem dowartościować czyimś kosztem.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-05, 17:28:55               Odpowiedz

            Są trzy odp. na Twoje przemyślenia:

            1. psycholog też człowiek, ma prawo być poje*ny, jak sama mówisz (czy laryngolog nie może mieć chorego gardła nigdy a chirurg nie może nabawić się zapalenia wyrostka?!) Wskaż mi osobę normalną, a Nobel dla Ciebie. PSYCHOLOG TO NIE CHRYSTUS ANI MAGIK, ani bioenergoterapeuta, nie wiem skąd LUDZKOSC bierze takie poglądy....

            2. Terapeuta powinien prowdzić dialog z pacjentem, jednak zależy to od szkoły i podejścia. Psychoanaliza twarda, klasyczna takiego dialogu nie prowadzi, terapeuta jest tam jak zimna sucz - za przeproszeniem - bo ma Cię wprowadzić w regresję i nerwicę przeniesieniową, żebyć mogła pracować na przeniesieniach. Psychoterapeuta EGZYSTENCJALY będzie Ci częśto przytakiwał i wspólnie z Tobą definiował sytuację. To dwa skarajne podejścia, są jeszcze pośrednie. Szkoła Lacanowska będzie się czepiać Twoich słow np., bo zakłada, że w nich są treści z nieświadomości. Terapie prowokatywna ciagle ironizuje z pacjenta myśli, podsuwając i wytykając mu sprzecznościJ (to najbardziej kontrowersyjna metoda, ale na niektórych działa). Jest naprawdę bardzo różnie.

            3. Jest coś takiego jak przeniesienie, zaprzeczenie i wyparcie. Poczytaj o tym - to mechanizmy obronne. Czym bardziej jesteśmy zaburzeni, tym one silniejsze, choć u zdrowych też są. U zaburzonych natomiast zniekształcają postrzeganie i pozwalają na tkwienie im w systemie złudzeń i samookłamywania się. Być może Ty tak masz, a być może Twoja terapeutka nie prowadzi z Tobą dialogu. Spróbuj u kilku terapeutów - -jeśli będzie to samo, to znaczy, że problem leży po Twojej stronie.

            Pozwodzenia od zrypanego psychologa ;]



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-05, 17:54:41               Odpowiedz

            Dzieki za odpowiedz.

            Słuchaj, co do tego trzeciego punktu, to ja właśnie się łudziłam, że może tak mam - i dlatego w sumie spróbowałam robić tak, jak mi ta psycholog pierwsza sugerowała, choć w ogóle tego nie czułam. Źle, bardzo źle na tym wyszłam. Potem ta terapeutka - sugerowała, że jestem taka czy siaka, gdzie od otoczenia miałam zawsze sygnały wręcz odwrotne. Mówiłam jej o tym, mówiłam, że to niedawne moje zachowanie, ona nic, wiedziała lepiej. Dialog u niej wyglądał mało konstruktywnie, śmiem tweirdzić z perspektywy czasu. Ja mówię: Chciałabym, byśmy wychodzili gdzieś na kawę, kolacje, jak inne zwyczajne pary" (specjalnie dodałam, żeby nie wyszło, że mam oczekiwania z kosmosu), jej odp: Ale wy nie jesteście zwyczajną parą. Ja zonk - bo niby racja, ale mnie to blokuje - w końcu mówię o swoich pragnieniach. Inna sytuacja: ona pyta, co by się musiało zmienić, bym znowu zaufała partnerowi. Ja: Chciałabym poczuć się zrozumiana, żeby okazał, że mnie rozumie, czymś mnie ujął. Ona: A może on nie jest ujmującym mężczyzną? Wiesz co, może i z innymi taki "dialog" działa, ja uważam go za mało konstruktywny, nie czułam się bezpiecznie. Innym razem jakoś "wyśmiała" to, co mi się nie podobało w partnerze (dla mnie ważna rzecz, bo czułam się ignorowana - słusznie zresztą, jak później wyszło, bo on jako DDA miał tak, że z automatu zbijał wszystkie inne punkty widzenia) i ja wtedy ją tak tłumaczyłam, że to taka technika, i ma mi uświadomić, że to drobiazg itp. Ale nie czułam się z tym zrozumiana. Sugerowała też, bym się otwierała pomimo tego, że kończyło się to dla mnie bólem w przeszłości. I ja też starałam się nagiąć i otwierać mimo tego, co podpowiadał mi zdrowy rozum. Dzieliłam się z nią moimi obawami, czasem wręcz nie odpowiadała na nie wcale. Na samym końcu stwierdziła, że ja powinnam wiedzieć lepiej i słuchać siebie. No szkoda, że mnie zagłuszała pomimo wyraźnych sugestii.

            Przy konsultacji z kimś innym wyszło, że naprawdę robiłam, co mogłam w tym moim związku, że maksymalnie wręcz się poświęcałam i byłam nastawiona na punkt widzenia mojego partnera i że faktycznie poniosłam ogromne koszty, podczas gdy ona bagatelizowała problemy, które jej zgłaszam. Nie wiem, jakie podejście ona prezentowała, jak dla mnie - zamknięte. Na koniec starałam się wytłumaczyć jeszcze raz moje zachowanie (że wszystko 'kwestionowałam", nie zgadzałam się - bo jak miałam ponad rok na wypróbowanie tego, o czym ona mówiła, to chyba mam prawo się podzielić wątpliwościami, dlaczego to nie działa, czy dlaczego nie do końca mi pasuje - ona w takich momentach się frustrowała, i byłam agresywna - bo sfrustrowana itp., ale także w związku nabrałam takiej postawy i tłumaczyłam dlaczego). Mówiłam, że od znajomych często dostawałam sygnały, że jestem sympatyczna, empatyczna i nawet za mało asertywna, a więc ciężko mi się zgodzić z nią tutaj. Ona się pyta, czego chcę. Ja mówię, że chcę być zrozumiana. Ona: Zrozumiana, czy chce Pani, aby Pani przyznać rację? No i znowu zonk i frustracja - wychodzi, że ja chcę, by mi rację przyznawano. I dodała: "Rozumiem Pani punkt widzenia. A czy mogę mieć swoje zdanie na ten temat?" No może, nawet jeśli to zdanie świadczy o braku zaufania do mnie i łamie moje zaufanie do niej tym samym.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-05, 18:55:53               Odpowiedz

            Droga1, a nie chcesz żeby ci rację przyznawano? Przyznaj się sama przed sobą, że chcesz, że zależy ci na tym aby inni dostrzegli twoje potrzeby, żeby doceniono twoje poświęcenie.
            Dziwią mnie te twoje relacje bo psycholog stara się nie być stronniczy. To jak go odbieramy jest wskaźnikiem problemów jakie mamy w relacjach z innymi. Ten jest zły, tamten niedobry, więc może to ze mną jest coś nie tak i nie chodzi o to żebyś czułą się winna, ale zauważyła, że być może twój odbiór intencji innych jest zafałszowany przez zaburzenie. Cały czas chcesz udowodnić, że to partner ma problem bo jest DDA, a nie ty z jego odbiorem. To z kim jesteś, jak kogoś odbierasz zależy tylko od ciebie, więc zaakceptuj albo odejdź, on się nie zmieni bo nie czuje takiej potrzeby.

            Chciałaś być zrozumiana, ale to się równało z tym iż chciałaś aby przyznano ci rację. Jeżeli ktoś ci powie "słuchaj, rozumiem cię, ale uważam, że nie masz racji..." czy taka odpowiedź by cię zadowoliła? :)

            buntowniczko, psycholog z zaburzeniami nie może być dobrym terapeutą, powinien mieć uporządkowany własny świat wewnętrzny. Inaczej może tylko zaszkodzić. Może pracować w innej specjalności.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-05, 19:10:28               Odpowiedz

            Chciałaś być zrozumiana, ale to się równało z tym iż chciałaś aby przyznano ci rację. Jeżeli ktoś ci powie "słuchaj, rozumiem cię, ale uważam, że nie masz racji..." czy taka odpowiedź by cię zadowoliła? :)

            Jak najbardziej, i cenię sobie dyskusję. Ale tu chodziło o to, że ktoś mnie niesprawiedliwie ocenia. Całe życie miałam sygnały, że jestem otwarta, miła, można ze mna podyskutować o wszystkim. Nagle w związku zaczynam się zachowywać inaczej - po dobrych kilku miesiącach, nie od razu - śmiem twierdzić, że po to, by jaśniejsza była komunikacja z partnerem - on rozmawia ze mną w taki sposób, mój sposób dotychczasowy nie działa, więc przejmuję jego, bo otwieranie się, jak dotychczas boli i jest groźne. Ocena takiego wyuczonego zachowania jako cechę mojego charakteru, a nie mechanizm obronny, którego przecież chciałam się pozbyc, jest dla mnie krzywdząca, bo i mało konstruktywna - tu chodzi o mnie i moje uczucia, a tym się przecież zajmowałam z terapeutką - jeśli ona nie rozumie mojej krzywdy, a wręcz sugeruje, że sama jestem sobie winna, to taka niezgoda jest czymś więcej niż tylko niezgodą.

            Gdyby ludzie mi mówili, że jestem taka, jak ona mówi, to faktycznie jest prawdopodobieństwo, że jestem. Ale jeśli całe życie otrzymywałam pozytywne sygnały (nie to, że brak negatywnych, ale stricte pozytywne) i umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego nagle się zachowuję w inny sposób, i jest to dla mnie bardzo ważne - a ona po prostu to bagatelizuje, twierdząc, że ona wie lepiej, to nie ma tu miejsca na moje uczucia, po prostu. No i po co taka terapia.

            Potem inna psycholog mi powiedziała, że nie wolno mi (NIE WOLNO!) tymczasowo zastanawiać się nad punktem widzenia innych, tylko postępować wg tego, co ja chcę, bo mnie to wyniszczało - zarówno w kontaktach z byłym (dlatego zaczęłam stawiać na swoim i zachowywać się jak on), jak i z innymi ludźmi. Więc zastanów się, czy dobrze mnie oceniasz.

            I jeśli mówię, że brałam pod uwagę punkt widzenia innych, to znaczy, że wzięłam też pod uwagę to, co ona o mnie mówiła - zastanowiłam się nad tym, i mi nie pasuje. I nikt, prócz niej nie zgłaszał zresztą zastrzeżeń do mojego zachowania. Dlaczego mam się więc nad tym więcej zastanawiać i wmawiać sobie, że chcę, by mi ludzie przyznawali rację?? Mam Ci i jej przyznać rację? Mimo tego, co wiem o sobie od siebie i od innych, co przeczy Waszej teorii? O to Ci chodzi?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: nika22   Data: 2011-02-05, 19:24:51               Odpowiedz

            Jeśli zmieniłaś terapeutę,bo twoim zdaniem nie zachowywała się jak należy, to powiedz proszę w czym problem?

            Partner nie spełniał twoich oczekiwań,odeszłaś,w porządku...ale o co ci jeszcze chodzi?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-05, 19:37:16               Odpowiedz

            Dręczą mnie sytuacje z przeszłości - o tylko to i aż to. Nie rozumiem ich do końca, szukam, dlaczego tak wyszło. Może jestem po prostu bardziej refleksyjna niż średnia krajowa, a może po prostu dużo za dużo włożyłam w to emocji i wysiłku, nadziei i byłam bardzo otwarta na współpracę, bo mi bardzo zależało - a obróciło się to przeciwko mnie. Uważam, że to niesprawiedliwe, i szukam przyczyny. Jestem po długotrwałym związku, gdzie byłam nieustannie krytykowana za moje potrzeby, bardzo przybita, boli mnie to wszystko, łatwo biorę wszelkie rzeczy do siebie. Byłam otwarta na krytykę - od partnera, postepowałam tak, by był zadowolony - skończyło się źle. Byłam otwarta na krytykę psychologa - skończyło się źle, jak postępowałam wg jej sugestii. Byłam otwarta na krytykę terapeutki - ale przyrzekłam sobie, że będę mówić, jeśli coś mi się nie zgadza, nauczona poprzednimi doświadczeniami. Widocznie jej się nie spodobało, że nie była taka mądra, jak by chciała i zamiast skończyć terapię, brnęła w ocenę mojej osoby. To są długie doświadczenia, bolesne, i nie mogę tak łatwo się z tego otrząsnąć, nie mam tyle pewności siebie po takim ciągłym dołowaniu, by po prostu zapomnieć i iść dalej.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: nika22   Data: 2011-02-05, 19:49:10               Odpowiedz

            Moim zdaniem masz dużo pewności siebie,niedajesz sobie wmówić że to ty postępujesz niewłaściwie..i dobrze.

            "Uważam, że to niesprawiedliwe, i szukam przyczyny."-tylko kto ci powiedział że ludzie,że świat jest sprawiedliwy??? Nie szkoda ci twojego czasu,energii na szukanie przyczyn tego co wcale nie musi mieć przyczyny,sensu? Czasem poprostu tak jest,ludzie są różni,różnie postępują i nie zawsze właściwie,tak jak powinni.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-05, 19:58:55               Odpowiedz

            Moim zdaniem masz dużo pewności siebie,niedajesz sobie wmówić że to ty postępujesz niewłaściwie..i dobrze.

            Nauczona doświadczeniem - niestety. O którym zresztą tu się rozpisuję.

            tylko kto ci powiedział że ludzie,że świat jest sprawiedliwy??? Nie szkoda ci twojego czasu,energii na szukanie przyczyn tego co wcale nie musi mieć przyczyny,sensu? Czasem poprostu tak jest,ludzie są różni,różnie postępują i nie zawsze właściwie,tak jak powinni.

            Ja wiem. Ale naprawdę mi ciężko w to uwierzyć. Partner szczery, z zasadami, niby kocha, a więc strasznie mnie dręczyło, dlaczego tak mnie traktuje, jak już doszłam do tego, że jest zupełnie nierówno w tym związku. Przez długi czas nie wiedziałam, że to chodzi o syndrom DDA, dlatego tyle mi zeszło, by to zrozumieć. A później - nie wiem, może z przyzwyczajenia. Niby terapeutka miała dobre intencje, przynajmnniej na początku, a więc nie chciałam przerywać tego, licząc na to, że traktujemy się nawzajem z powagą i szacunkiem, zaufaniem. Dlatego też zgłaszałam, jeśli miałam wątpliwości, a nie milczałam i robiłam swoje - po to, by wiedziała, jak ja to odbieram. Nigdy nie mówiłam "nie bo nie", tylko faktycznie uzasadniałam, czemu coś mi nie pasuje - a miałam mnóstwo okazji, by sprawdzić także jej wersje (bo wcześniej dużo szukałam sama, myślałam sama, zmieniałam sama w tym związku - i nie działało, a więc mogłam z pewnością już jej powiedzieć, że to i to nie działa, nie wyjasnia mi nic itp.). Dziwię się, że osoba nastawiona na pomoc innym ignoruje takie sygnały. Widocznie jej niechęć do mnie była silniejsza niż 'misja'.

            Dzieki za podbudowujące słowa, btw.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-05, 21:49:08               Odpowiedz

            W takim razie o zad rozbić taką terapeutkę. Uważam, że dialog jest ponad wszystko. I wspólne uzgadnianie perspektywy.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-05, 21:44:01               Odpowiedz

            Nerwolka - umówmy się tak - niech każdy zajmie się swoimi własnymi zaburzeniami. Nie Ty będziesz mnie diagnozować ani tym bardziej leczyć- - mam od tego specjalistów. Za mało wiesz o diagnozie. Niestety.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-05, 21:49:26               Odpowiedz

            buntowniczka
            na początek powinnaś przeprosić wiele osób,które obraziłaś.
            Przeprosiny będą miłe i dobre także i dla Ciebie.
            Spróbuj,to pomaga.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-05, 22:27:01               Odpowiedz

            Otwieram listę poszkodowanych ;) Niech się wpiszą i przypomną za co. Pytanie, kto mnie przeprosi? Mnie też obrażano, wiele razy



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-06, 16:37:37               Odpowiedz

            buntowniczka
            jesteś arogancka i żal mi Ciebie,tylko tyle.
            Jednak czytać będę Ciebie.-:).



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-05, 22:31:35               Odpowiedz

            Buntowniczko, nie złość się. Mnie twoje zaburzenia nie interesują i diagnozy nie stawiam bo nie mam kompetencji. Ty też ich nie masz żeby stawiać diagnozy innym. Nie mniej jednak powiem, że mi nawet pomogłaś, bo zwróciłaś moją uwagę na ważny aspekt, można rzec kluczowy w moim zaburzeniu. Nie znam ciebie, twoich problemów, choroby itd... ale wiem, że jesteś bardzo niestabilna bo to akurat widać na pierwszy rzut oka na twoje posty. Co z tym zrobisz, to twoja sprawa. Mi się z tobą bardzo dobrze rozmawia, o ile nie wywyższasz sie ze swoimi tytułami, wydanymi pieniędzmi na szkolenia itd. Czasami mądrze prawisz kobieto, po prostu. Innych twoich postów nie czytam bo psują mi obraz. ;D



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-06, 01:09:19               Odpowiedz

            Ja akurat kompetencje mam - 5 lat harowałam, zakończone dyplomem. - zaburzenia nie mam, może lekki neurotyzm i duża podatność na zranienie - od dziecka, ale swoje przeszłam (Ty zapewne też) ;) Tak się składa, ze własne cierpienia czasem dają ogląd na cieprienia innych. Ważne to mieć wgląd. Ja mam - i przez to nie lubię siebie, bo wiem, co robię źle ;) Cieszę się, że mogłam pomóc :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-06, 13:33:51               Odpowiedz

            Wszyscy jesteśmy w jakiś sposób zaburzeni. Pokolenie neurotyków. Znasz osobę która jest wolna od jakichkolwiek zaburzeń? Wszystko zależy od tego jak się w tym odnajdujemy. Jednemu pewne rzeczy w nim samym przeszkadzają, a innemu nie.
            Mam osobowość bardziej zależną niż narcystyczną, a to uwielbienie samej siebie jest czasowe i właściwie na przekór sobie, ponieważ dopiero się odkrywam. Całe swoje życie byłam nastawiona na zaspokajanie potrzeb innych i tylko wtedy czułam się chociaż trochę wartościowa. Dzisiaj zachłystuję się sobą chociaż to nie jest łatwe, ale właśnie od tego aby jakoś przez to przebrnąć mam terapię. Trudno jest korygować myślenie i zachowania które miało się zakodowane od ponad 30 lat. Fajnie, że mam świadomość tego gdzie popełniam błędy, to na pewno rodzi frustracje bo potrzeba bycia idealną jest we mnie głęboko zakorzeniona, ale z tą świadomością mogę już o wiele skuteczniej pracować nad sobą. ;D



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-06, 16:47:55               Odpowiedz

            BylaNerwolka
            Wiesz co mnie często zadziwia w tym Naszym Świecie?
            Otóż to,że coś w jakimś momencie wydaje się prawdą,ale już za chwilę może nią nie być i często nie jest.Ten paradoks jest niesamowity dla mnie.
            I wiem,że wykorzystujemy Innych i nie jest to dobre.
            Żałujemy gorzkich słów,postępków dziwnych i niekiedy ponownie znów robimy dokładnie to samo.
            Dobra wystarczy,bo świata nie zmienię,co najwyżej mogę Siebie,jeśli tylko mocno zechcę i wytrwam w żelaznym postanowieniu.
            A Ty NerwolkaByla jesteś niesamowita i chętnie czytam Ciebie.
            Na dziś pozdrawiam.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-06, 17:05:09               Odpowiedz

            Ehhhh, tutaj chodzi o akceptację bezwarunkową, siebie, bo jak zaakceptujemy siebie to i innych, ale cały widz polega na tym, że bierzemy wszystko, a nie tylko to co nam się podoba. Akceptacja tego co w nas dobre i tego co złe pozwoli na większą tolerancję dla innych. Dostrzeżemy w nich to co piękne, ale też łatwiej wybaczymy krzywdy i nie ma to nic wspólnego z miłosierdziem. Po prostu spokój i wolność wewnętrzna. Póki co dążymy do ideałów, musimy być piękni, szczupli, mądrzy, szczęśliwi, dobrzy we wszystkim, a to wszystko rodzi frustrację kiedy kazuje się, że poprzeczka stoi za wysoko.

            Dzisiaj zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo okres dzieciństwa i relacje z matką rzutują na dorosłe życie człowieka. Gdyby tylko akceptowała bezwarunkowo, dała miłość mimo wszystko, nie poniżała, nie ubliżała, nie biła i nie oczekiwała pełnej gotowości do zaspokajania jej potrzeb to mój świat byłby całkiem fajny i szczęsliwy. Jest taki, mam szczęście tylko bardzo trudno mi je dostrzec, bo nie potrafię się skupić na sobie bez poczucia winy, na swoim życiu i bliskich. Nadal ma nade mną władzę, coraz mniejszą, ale ma. :]



            Dobra wystarczy,bo świata nie zmienię,co najwyżej mogę Siebie,jeśli tylko mocno zechcę i wytrwam w żelaznym postanowieniu.

            Nie warto dążyć do zmiany wbrew sobie. Zastanów się czy to coś co ci się nie podoba w sobie, faktycznie ci się nie podoba, czy chcesz to zmienić dla innych.;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje

            Autor: buntowniczka   Data: 2011-02-06, 19:26:33               Odpowiedz

            ByłaNwerwolka - dobrze się Ciebie czyta, mimo wszystko :) Masz duży wgląd i konkretny cel - to jest fajne. Cała praca nad sobą jest fajna, choć czasem potwornie trudna. Zadzam się, ze dzieciństwo potrafi pskudnie namieszać w życiu i na przyszłości zaważyć. Sama mam takie doświadczenia - nie wiem, czy znasz moją historię (matka mnie zostawiła, ciągle krytykowała,nazywała od potworów, ze jestem jak jej były mąż a mój ojciec itp. Nigdy mi nie powiedziała, ze mnie kocha itp. Zajęła się mną babcia, która uwikłała nas symbiotycznie, była ostra, groźna, często zaprzeczała moim emocjom, potrafiła zbić, albo tak krzyczeć i walić młotkeim do mięsa w szafkę, albo czymś rzucić o podłogę. Sama potrzebowała partnera (rozwódka), mnie nim uczyniła. Wiesz, jak nigdy nie czułam się dzieckiem. Dziś czuję się jakbym miała z 60 lat ... :/ Tak, masz rację - jestem potwornie niestabilna. Agresja kipi we mnie, choć tego nienawidzę, mam 10 sten reaktywności emocjonalnej (czyli właściwue jakby "nerwy na wierzchu"). - wszystko na terapii naprawić muszę :/ Do dziś boję się Babci, mimo, że ona trochę złągodniała a ja jej sie przeciwstawiłam...



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-07, 17:29:16               Odpowiedz

            BylaNerwolka
            chyba jednak mnie złapałaś,prawdopodobnie chcę zmiany niekoniecznie tylko dla Siebie.
            Ale Jesteś?
            Mam teraz chyba doła?
            Zmiana dla kogoś,zamiast tylko dla siebie,szok.
            Pomyślę i coś zmienię w tej sprawie,albo i nic nie zrobię?
            Czas ten mądry wyznacznik wszystkiego jeszcze pokaże.
            Życzę Tobie dużo szczęścia BylaNerwolka.
            A także zmian,które masz już wypisane nie tylko w głowie._:).



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-07, 19:01:03               Odpowiedz

            Jeżeli swoje poczucie zadowolenia z siebie uzależniłaś od tego czy inna osoba jest zadowolona z tego jaka jesteś, czy akceptuje ciebie warunkowo, a ty sie naginasz żeby te warunki spełnić, to jest ok, ale pod warunkiem, że nie czujesz się z tym źle, że nie przemyka ci przez głowę myśl o tym, że zatracasz gdzieś po drodze siebie. Jeżeli jednak czujesz, że tak na prawdę to wiele rzeczy robisz dla innych i odczuwasz w związku z tym frustracje, to przemyśl to porządnie, zastanów się co tak na prawdę uszczęśliwiło by ciebie i zdobąź odwagę na realizację tego. Dół oznacza, że coś sobie uświadomiłaś i nie bardzo ci się to podoba. ;D

            Ja od dwóch dni potrzebuję się schować, uciec i najlepiej żeby nikt mnie nie znalazł. Trudny to okres. :(



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-07, 20:48:03               Odpowiedz

            Światełko nie tylko w tunelu.
            Teorii to mi nigdy raczej nie brakowało.Schody zaczynają się,gdy trzeba lub możnaby zadziałać.Jednak jak się zna teorię,niekiedy mechanizmy to sądzę,że jest o wiele łatwiej.
            Przejdę do działania,gdy totalnie znudzę się nie działaniem.
            Nicnierobieniem faktycznie nic nie da się zrobić.Ale jak jest często błogo i ekstatycznie.Gdyby tak jeszcze bankomaty wypuszczały wielkie pieniądze na kartę bez pokrycia,no to powiedz serio czy byś faktycznie nigdy tego nie chciała?.I tylko proszę bez "pseudo"-:)pedagogiki.
            Jest faktem,że pieniądze są do szczęścia wymagane i nie zmieniam od dawna w tym temacie zdania.
            Wieczorowo pozdrawiam.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-07, 21:47:14               Odpowiedz

            Heh, jasne, że są potrzebne, ale coraz bardziej jestem przekonana, że choćbym wygrała w totka, schudła ze 30 kg i wypiękniała w 5 min to mając to co mam w środku obecnie i tak bym superszczęścia nie zaznała. Może chwilowo, czasowo zachłysnęłabym się tym co zesłał mi los, ale bałagan w środku dałby o sobie znać prędzej czy później. Niestety chyba najtrudniej zmienić siebie od wewnątrz. ;)
            Pozdrawiam ciepło. :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-08, 21:46:33               Odpowiedz

            Moja super Koleżanka powiedziała mi nie tak dawno,że serio nie ma to jak wydawać miliony na Siebie i przy okazji na Psychologów._:).
            A,że lubi wydawać,to wydaje.
            I nie martwi się tą zmianą siebie od wewnątrz.
            Czy mogę ją od Ciebie BylaNerwolka pozdrowić?,czy raczej dalej Jej mam mówić o tych zmianach od wewnątrz siebie?
            Powiesz?
            Miłej Nocy.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-09, 09:47:53               Odpowiedz

            Impresjo, oczywiście, że niech się koleżanka pozdrowiona czuje. ;D
            Myślę, że chodzi o umiar we wszystkim, począwszy na jedzeniu przez psychologów i na kasie skończywszy. Trudno jest zachować równowagę kiedy droga życia taka giętka, ale nawet jeżeli zdarzy nam się fiknąc koziołka, to fajnie jest potrafić znów stanąc na nogach i to najlepiej z jak njmniejszą pomocą z zewnątrz. Fajnie by było mieć taką siłę w sobie, po prostu.
            Nie sądzę żeby koleżanka była szczęśliwa, może poczucie szczęścia ma, ale wynikające z braku świadomości pewnych rzeczy i niech sobie nie uświadamia jak najdłużej, niech się cieszy chwilą, może to też jakaś metoda? Nie wiem, tak sobie teoretyzuję. ;)
            Pozdrawiam... :D



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-09, 18:13:37               Odpowiedz

            BylaNerwolka
            nie jestem kłamczuchą,więc mówię,że nieco tej forsy jej zazdroszczę.
            Zresztą Ona zupełnie nie przejmuje się jak to czule mówi głupotami,bo wie i tak swoje.
            Niezmiennie powtarza,że pieniądze otwierają prawie wszystkie drzwi.
            I tylko tyle.
            A choroby Ona twierdzi są z braku pieniędzy.
            I tylko tyle Ona mówi.
            Acha i jeszcze mówi,że psycholodzy są fajni.
            Tylko niektórym współczuje,bo mało mają kasy.
            I tylko tyle.
            Moim zdaniem fajnie mówi i szczerze.
            A dla Ciebie mam też coś.
            Tylko nie bierz tego do Siebie.-:).

            "Święty Tomasz z Akwinu był jednym z najbardziej otyłych świętych. Pewnego dnia odwiedza go przyjaciel i patrzy,jak siedzi on nad całym talerzem mocno osolonych oliwek.
            - Mistrzu- pyta- jak możesz zjeść tyle oliwek, i to tak słonych?
            - Widzisz - odpowiada przyszły święty,
            wskazując na swe ciało-
            by przyprawić tyle mięsa,
            potrzeba wiele soli".
            Pozdrawiam z humorem i tego samego Tobie życzę i siły wewnętrznej i miłości zewnętrznej także.-:).



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: Ksawery   Data: 2011-02-09, 03:58:44               Odpowiedz

            Uznanie dla Ciebie



    • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

      Autor: Ksawery   Data: 2011-02-06, 18:09:26               Odpowiedz

      Samo gadanie i zwykła rozmowa nie wystarczą Do każdego tematu należy podejść oddzielnie Niezależnie od osoby Na pewno ta terapeutka nie powinna z uśmiechem przyjmować to co powiedziałaś Konkretne przysłuchanie się sprawie i ocena,próba znalezienia konkretnego problemu i głębsze jego omówienie



      • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

        Autor: deemi   Data: 2011-02-09, 11:27:29               Odpowiedz


        Drogo1

        Przeczytałam początkowe posty , a reszte pobieżnie.

        Uważam ,że nie słusznie potępiasz terapeutkę w czambuł.
        Określiła najważniejszy problem i nim sie zajęła , a nie pobocznymi rzeczami.

        Pomyśl ile ty tych ról w byłym zwiazku splotłaś .

        cierpiałaś ,potrzebowałaś pocieszenia , a jednocześnie nie umialaś zrezygnować z roli opiekunki , piastunki ,nauczycielki życia.

        Po drugie kto lubi być tak instrumentalnie traktowany ? ;

        1. teraz bądż miły
        2. teraz współczuj
        3. teraz mnie wspieraj.

        Oczywiście ,że to są podstawowe oczekiwania w potrzebie .A
        jeżeli nie są realizowane to znaczy , że trzeba biznesplan zmienic.



        • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

          Autor: droga1   Data: 2011-02-14, 16:28:34               Odpowiedz

          "Uważam ,że nie słusznie potępiasz terapeutkę w czambuł.
          Określiła najważniejszy problem i nim sie zajęła , a nie pobocznymi rzeczami."

          Czyli jaki? Bo wlasnie mi sie wydaje, ze nie zajela sie najwazniejszym problemem - potem sie okazalo, ze chlopak jest DDA i wymaga terapii, a nie bycia w zwiazku. A tego nie powiedziala.


          "Po drugie kto lubi być tak instrumentalnie traktowany ? ;

          1. teraz bądż miły
          2. teraz współczuj
          3. teraz mnie wspieraj."

          Instrumentalnie? Dlaczego tak zakladasz? Raczej na zasadzie wzajemnosci. Nie masz pojecia, ile razy tlumaczylam partnera, ze mnie nie wspiera w konkretnej sytuacji - a bo nie rozumie, ze potrzebuje, a bo ma inne zdanie, a bo sa pilniejsze rzeczy itp. i nie ocenialam.

          To chyba normalne, ze jak na kims Ci zalezy, to go bedziesz wspierac, szczegolnie jesli mowi o depresji, myslach samobojczych itp. A jesli nie, to mu nie wmawiaj, ze wiesz lepiej, co mu pomoze - jak moj byly.

          "cierpiałaś ,potrzebowałaś pocieszenia , a jednocześnie nie umialaś zrezygnować z roli opiekunki , piastunki ,nauczycielki życia."

          Nie nie umialam, tylko tacy doradcy jak Ty mi nakladli do glowy, ze powinnam mowic jasno o swoich oczekiwaniach, wyjasniac wszytsko (nauczycielka zycia), a takze wspierac partnera (opiekunka, piastunka), a pani terapeutka takze powiedziala, ze takie blokady (jakie ma moj byly) czasem ustepuja w dobrym zwiazku. No wiec robilam, jak mi kazali i popatrz, jak ciulowo na tym wyszlam, ciekawe dlaczego. Kazali nie oczekiwac - nie oczekiwalam; kazali oczekiwac i mowic o tym glosno - mowilam; kazali starac sie zrozumiec partnera i mowic jego jezykiem - mowilam, brac pod uwage roznice miedzy plciami - bralam (takie prawdy jak 'mezczyzni daja rady, bo sa nastawieni zadaniowo, a kobiety potrzebuja wysluchania' to dla mnie byl chleb powszedni i nigdy, przenidgy nie przyszloby mi do glowy byc zla na partnera, bo mi rade daje, czy reaguje na cos zadaniowo - jesli ciagle nie rozumiesz, o co chodzi mi w sytuacji w pierwszym poscie, przeczytaj raz jeszcze, ze zrozumieniem, postaw sie na moim miejscu). Komunikacje uwzgledniajaca roznice miedzy plciami mialam opanowana w jednym paluszku; z zadnym innym facetem zreszta nie bylo takich problemow. Moze wiec po prostu jestesmy na zupelnie innych poziomach, i dlatego mnie nie rozumiesz. Moze Ty bys przezywala, ze facetowi przeszkadza, ze przesiadujesz w lazience godzine, albo ze daje Ci rade, kiedy mu mowisz o swoim problemie i dlatego wydaje Ci sie, ze takze ja przezywalam. Otoz nie, nie przezywalam, nie bolaly mnie takie drobiazgi - przezywalam co innego - ze reagowal agresja na moje potrzeby, ze nie staral sie zrozumiec, nie interesowal sie, a takze i chyba najbardziej to, ze robie to, co specjalisci mowia i okazuje sie, ze jest zle, bo znowu robie nie tak. Mowie jasno o potrzebach - zle, bo "nikt nie lubi rad", nie mowie - zle, bo "oczekuje, ze partner sie domysli", obracam cos w zart - zle, bo nie traktuje partnera powaznie, podchodze powaznie - robie z igly widly; stawiam na swoim - nie rozumiem innego punktu widzenia, nie stawiam na swoim - daje soba rzadzic, jestem malo asertywna. Wszystko robilam z wyczuciem, nie popadalam w zadne ekstrema, ale jednak nic to nie dalo - wszystkiego probowalam, nie udalo sie, bo nie moglo sie udac, skoro on wymaga terapii. Do terapeutki zglosilam sie po ponad roku zwiazku - czy Ty myslisz ze do tego czasu nic nie myslalam, nie robilam, tylko myslalam "jakos sie ulozy"? Nie, rozmawialam z bylym (choc reagowal obojetnoscia albo zloscia na moje inicjatywy rozmow o oczekiwaniach itp. - bez zadnych zarzutow z mojej strony, na spokojnie, pozytywnie), przeszukiwalam artykuly, pisalam do psychologow. Wszystko stosowalam, co wiedzialam od niego, od nich, co wyczytalam. Zero zadzialalo. I skoro tak, to pani terapeutka powinna byla zaproponowac inne wyjasnienie, ale nie zrobila tego, jedynie czesciowo. Zamiast tego dawala sugestie, jak mam postepowac - mowilam jej wtedy, ze tak robilam i zle sie to dla mnie skonczylo. Ona na to, ze wie, ze tak bylo, ale powinnam sprobowac od nowa, bo sie nie dowiem, jak teraz bedzie. I ja probowalam mimo wszytsko - bylo tak samo. Ona tlumaczyla to tym, ze nie jestem juz wystarczajaco otwarta i zyje przeszloscia. Ja z kolei nie mialam ochoty 'obwiniac' partnera, mowic o absolutnie wszystkim, co znowu poszlo nie tak, bo coraz gorzej reagowala na takie rzeczy, zarzucala, ze jestem drobiazgowa itp. (oceniala, a chyba terapeuta nie powinien w ten sposob oceniac - jesli chce postawic taka teze, niech postawi, ale ja tlumaczylam, skad braly sie moje zachowania, nie byla to drobiazgowosc, tylko chec wyjasniania posunieta do ekstremum, bo moj byly nic nie lapal a podobno chcial, wiec sie staralam - ona czesto NIE REAGOWALA na moje wytlumaczenia) - a ja sie czulam coraz bardziej skrzywdzona i niezrozumiana. Na tyle, na ile moglam i na ile pozwalal mi strach - mowilam o tym, co czuje, co wiem, mowilam, kiedy sie z nia nie zgadzam - ona to po prostu zbagatelizowala. Jak i glowny problem.

          Czy teraz rozumiesz?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-14, 18:07:39               Odpowiedz

            droga1
            terapia jest tylko po to,aby dać nam przysłowiową wędkę,ale rybę/rybkę złowić to już musimy sami.
            To jest tak oczywiste,że aż trudne,co widać po postach.
            Lubimy łykać tabletki,bo sądzimy,że zaraz pomogą.
            A terapii nie lubimy,bo nie mamy cierpliwości i zawsze znajdziemy jakiś powód do okłamywania się.
            A życie ucieka.
            A problem nie rozwiązany i winnego nie ma.
            droga1



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-14, 18:30:12               Odpowiedz

            Impresjo,

            A dokładnie o czym mowisz? Terapii dla mnie czy dla chlopaka, czy wspolnej? I jakim oklamywaniu sie - czyim i na jaki temat?

            Jesli o mnie mowisz, to z najwieksza przyjemnoscia bym teraz poszla na terapie do kogos INTELIGENTNEGO i WRAZLIWEGO (choc nawet to pierwsze mi powinno wystarczyc), a nie pierwszej z brzegu pani rzucajacej frazesami z poradnikow dla kobiet czy artykulow na onecie. Ale nie pojde, bo nie ma mnie w kraju (na szczescie). A ze istnieja terapeuci, ktorzy mogliby mi pomoc - wiem, bo sie konsultowalam pare razy z pewnym psychologiem - nie byla to wiec terapia, ale poczulam sie zrozumiana ze swoim problemem. Terapia dla mnie powinna polegac nie na tym, zebym sie nastawiala na innych - partnera i otoczenie, ale zebym z dystansem traktowala ich punkt widzenia i zajmowala sie przede wszystkim swoim. Uslyszalam nawet wprost od psychologa, zebym calkowicie przez jakis czas ignorowala inne punkty widzenia i zajela sie soba. Dlatego na tym punkcie mam zajeniefajny uraz - poniewaz nic innego nie robilam cale zycie, a takze ponad rok zwiazku - cala moja energia szla na rozgryzienie, co jest nie tak i stosowanie sie do tego, co mowi partner - bylo to dla mnie naturalne. Bylam nastawiona na spelnianie jego potrzeb, respektowanie jego reakcji, jakkolwiek dziwne mi sie nie wydawaly. Poniewaz jakkolwiek bym nie robila, bylo zle - postanowialm szukac u specjlaistow - i znowu bylam nastawiona na ich punkt widzenia - i znowu sie zastosowalam, i jak juz wiesz, jesli czytalas - wyszlam na tym bardzo zle. A wiec przez ponad rok bylam szeroko otwarta na wszelka krytyke, z wielkim entuzjazmem podchodzilam do wprowadzania sugestii innych i zmieniania swoich zachowan i nawykow myslowych, widzialam odpowiedzialnosc tylko w sobie, a nie dookola. Dlatego na Twoim miejscu powstrzymywalabym sie z sugestiami, ze sie oszukuje, ze czegos na swoj temat nie przyjmuje do wiadomosci i dlatego 'terapia' mnie bolala (jesli takowe masz na mysli). Nie, nie dlatego. Wyjdz poza swoj punkt widzenia i zobacz dlaczego, jesli Cie to interesuje, oczywiscie. Sporo juz napisalam na ten temat, i jak bedziesz chciala, to zobaczysz. Poszerzysz horyzonty i czegos sie dowiesz o ludziach i swiecie. Nie badz zaslepiona "terapia" i jej rzekomymi dobrodziejstwami tylko z tego tytulu, ze jest terapia.


            Pozdrawiam.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-14, 18:39:51               Odpowiedz

            droga1
            zrozumiałam,że już tylko Sama możesz Sobie pomóc,bo masz dużo wiadomości.
            Zatem powodzenia i do pracy nad Sobą.
            Pozdrawiam i do usłyszenia.
            P.S.
            Nikt Ciebie nie przekona,bo tak postanowiłaś i w dodatku masz do tego słuszne prawo.
            Tylko wytrwaj w postanowieniu do końca.
            I to już sukces będzie Twój ostateczny.
            ().
            To,że Innych nie rozumiesz,bo nawet o tym nie chcesz pomyśleć,to też jest nie Twój problem,ale Innych.
            Fajne.
            ().



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-14, 18:47:41               Odpowiedz

            Znowu Cie nie zrozumialam.

            "Nikt Ciebie nie przekona,bo tak postanowiłaś i w dodatku masz do tego słuszne prawo."

            Nie przekona mnie do czego?

            "To,że Innych nie rozumiesz,bo nawet o tym nie chcesz pomyśleć,to też jest nie Twój problem,ale Innych.
            Fajne."

            Nic takiego nie napisalam. Innych rozumiem, staram sie - i wlasnie to mnie zgubilo. Jakos mnie nikt nie staral sie zrozumiec w tym zwiazku - mimo tego, ze staralam sie przekazac, o co mi chodzi. I to, ze mnie nie rozumial uznawalam wlasnie za swoj problem - nikogo nie zmuszalam, a staralam sie jak najjasniej komunikowac.

            O czym nie chce pomyslec? Wlasnie myslalam - cale zycie i intensywnie przez czas trwania zwiazku. Czy naprawde Ci sie wydaje, ze tak bym to wszystko teraz przezywala, gdybym po prostu nie chciala przyjac do wiadomosci innego punktu widzenia i "nie chcialoby" mi sie pomyslec? Nie sadze. Problem mam z tym, ze myslalam w zasadzie tylko i wylacznie innymi punktami widzenia i non-stop bylam nastawiona na rozumienie innych, mimo ze nie widzialam, by ktos choc kilka procent tego robil dla mnie.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-14, 18:50:28               Odpowiedz

            droga1
            -:)
            (-:



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-14, 19:00:51               Odpowiedz

            Impresjo,

            Nie wiem, czy to usmiechy czy "faki", tak czy inaczej swiadcza raczej o tym, ze jestes zajepizcie zamknieta na to, co przekazuje, bo inaczej mialabys jakies nowe przemyslenia i odnosila sie bardziej wprost do tego, co pisze, a nie pisala w kolko te same ogolne prawdy, w dodatku nie odpowiadajac na pytania, ktore Ci zadaje. Zycze wiecej otwartosci i myslenia. Polecam lamiglowki, podobno podnosza IQ, ktorego pewna wartosc jest niezbedna, by zrozumiec sytuacje, ktore sa nowe i wychodza poza to, co sie przezylo samemu, o czym sie slyszy w mediach i co mowi Twoj wlasny terapeuta. Polecam i pozdrawiam.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-15, 19:41:38               Odpowiedz

            droga1
            wiesz rozbawiałaś mnie na maksa i mam pytanie.
            Powiedz mi Moja Droga,które komentarze w Twoim wątku są takie jakie Ty lubisz?
            Czy jeśli mi je wskażesz,to chętnie je zgłębię(wklej je proszę w całości ponownie)i będę wdzięczna,bo faktycznie mam nieziemski problem._:).



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-15, 21:33:34               Odpowiedz

            Znowu odpowiadasz nie na temat - ja Ci zadaje pytania, odpowiadajac na Twoje posty i Twoje teorie, a Ty ciagle ogolne rzeczy piszesz. Ale odpowiem Ci - choc nie chodzi mi o to, bym "lubila" komentarze, ale zeby cos wnosily i takie dla mnie sa komentarze buntowniczki, bezendu i Ksawerego oraz niki. A Ty po prostu nie przyjmujesz do wiadomosci pewnych rzeczy, trzymasz sie kurczowo swojej interpretacji, podczas gdy ja Ci pokazuje, ze zupelnie nie w tym rzecz. Z korzyscia dla Ciebei by bylo, gdybys sie otworzyla i zaczela myslec samodzielnie, a nie wg schematow psychologicznych - bo obawiam sie, ze znasz te najpopularniejsze i do wszystkiego dopasowujesz, a sa jeszcze takie, ktorych nie znasz - wartaloby sie otworzyc, samemu pomyslec dlaczego jest tak czy siak, a nie wciskac mi kit, bo dla Ciebie zadzialal, i moze na znajomych tez, i moze jeszcze na kogostam.

            Z tego, co rozumiem, starasz mi sie uswiadomic, ze sie myle, ze czegos nie dostrzegam itp., gdzie ja Ci mowie i mowie, ze juz to przerabialam i probowalam takiego podejscia - okazalo sie bledne. Moja terapeutka okazala sie porazka, po prostu - zreszta jest strona poswiecona zlej terapii - wyobraz sobie, ze z sygnalow ostrzegawczych, ktore tam podaja, moja terapia miala az 11 (podczas gdy juz 3 powinny dac do myslenia). Jakos wiecej niz raz slyszalam od specjalistow, ze problem w moim zwiazku (z ktorym bylismy na terapii) jest po stronie partnera - bo on jest DDA i ja zrobilam wszystko, co moglam i nie powinnam sie surowo oceniac. To, ze w ogole mam takie chwiejne mysli to wynik ciaglego narazenia na krytyke i ocene, ktorego doswiadczylam w dlugotrwalym zwiazku. Nie wyobrazasz sobie, jak to jest zmieniac sie dla osoby, ktora kochasz, robic wg tego, co mowia madrzy ludzie, czyli psychologowie, a potem dostac za to w czape, bo sobie czlowiek nie radzi z uczuciami, zaniedbuje siebie, nie rozumie, dlaczego te rady nie dzialaja, szuka dalej - schemat sie powtarza, szuka winy w sobie. Otworz sie, kobieto - mowie to pomimo to, ze taka 'otwartosc' mnie zaprowadzila na manowce - wiekszosci jednak ludzi w tym kraju bardzo by sie przydala, w tym Tobie.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-15, 22:37:13               Odpowiedz

            Odpuściłabym sobie tą dyskusję, bo założycielka wątku zwyczajnie toczy spór sama ze sobą i z całym światem. Nie bierze pod uwagę żadnych sugestii i reaguje agresją. Po co się wysilać? ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-15, 23:13:02               Odpowiedz

            No coz, nie wymienilam Cie wsrod postujacych na temat i zareagowalas.

            Jakich sugestii nie biore pod uwage? Otoz jestem otwarta na sugestie, niektore z nich juz przerobilam - przekonalam sie, ze nie sa trafne, mam wiec nadal w nie brnac, i to wbrew temu, co mowi psycholog, przez ktorego sie czuje zrozumiana? To by bylo glupie. Gdybym odrzucala z marszu Twoje sugestie, to slusznie mialabys do mnie uwagi, ale ja mialam pare lat, by je wcielic w zycie, wpasc przez nie w depreche i nerwice, i dlatego je odrzucam. Zycze wiecej indywidualnego podejscia do czlowieka i do kazdej sprawy. Agresja? Nie wiem, czy agresja - zjadliwy ton jest na tym forum normalny, jak zauwazylam, a i tak zaczelam go stosowac po jakims czasie.

            Nerwolko, nie patrz na inne terapie i problemy przez pryzmat swoich; ja pomimo zlych doswiadczen z terapia nie twierdze, ze kazda jest zla, czy kazda bolesna jest zla, wierze ze moze wygladac dokladnie tak jak to przedstawilas. Ale nie wygladala tak w moim przypadku, po prostu (i moze przyjmij do wiadomosci, ze tak tez moze byc). Zbyt wiele sygnalow obiektywnie mierzalnych o tym swiadczy, pomijam juz moje subiektywne odczucia. Odsylam tez do listy: http://www.stopbadtherapy.com/test/therapy.shtml i http://www.goodtherapy.org/blog/warning-signs-of-bad-therapy.

            Nie wiem, w ktorym momencie tocze spor sama z soba, ale jesli wg Ciebie taki tocze, to raczej dobrze o mnie swiadczy. "Sam sobie zaprzeczam? No cóż, więc sam sobie zaprzeczam - jestem wielki, składam się z mnogości." Walt Whitman

            Bogactwa wewnetrznego i Tobie zycze.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-15, 23:40:45               Odpowiedz

            Dziękuję i wzajemnie :)
            Nikt nie musi tutaj z tobą dyskutować, a jak to robi, to zapewne chce pomóc. nie potrzebujesz porad, sama jesteś sobie okretem i sterem. Na co liczyłaś zakładając wątek?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-16, 12:18:56               Odpowiedz

            droga1
            Mam tym razę prośbę do Ciebie.
            Spróbuj mnie terapeutyzować,bo proszę Ciebie o to.
            Masz rację jestem zamknięta,bo mieszkam w Polsce.
            A Ty droga1,gdzie konkretnie zamieszkujesz,mogę zapytać?
            Mimo wszystko lubię Ciebie czytać,mówię serio.
            I masz rację,że lubię pisać skrótami myślowymi sądząc,że Czytelnik już to wie.Także skrótami lubię myśleć/pisać,bo tak jest łatwiej dla mnie.A Czytelnikowi zostawiam wolną przestrzeń,aby coś tam dla Siebie "zagarnął".
            To niezła metoda,ale możliwe,że trudna i za to bardzo Ciebie przepraszam.
            Naraziłam Ciebie na przykrości ze zrozumienia,ale jestem dobrej myśli,bo wiem,że Kobiety są najinteligentniejsze i tego nic nigdy nie zmieni i życzę Tobie pogody Ducha i pisz proszę od Serca.Serce odczytuję od ręki.
            Taka się urodziłam.
            Miło Ciebie poznać i czytać.
            droga1



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-16, 13:35:58               Odpowiedz

            "Mam tym razę prośbę do Ciebie.
            Spróbuj mnie terapeutyzować,bo proszę Ciebie o to."

            Co konkretnie masz na mysli? Nie znam Cie, wiem tylko, jak sie odnosisz do tego, co pisze, nie znam Twoich problemow; to, co tu przedstawiasz to za malo, bym mogla kogokolwiek terapeutyzowac.

            Ja sie teraz wyprowadzilam na zachod. Mialam okazje przez 20 pare lat obserwowac, jak sa zamknieci, jako ze jestem tylko w polowie Polka, a wiec bardzo jasno bylo widac, jak sie odnosza do wszelkiej innosci, mysla bardzoe stereotypowo. Takze niektorzy moi znajomi, Polacy, potwierdzaja te teze, szczegolnie jesli maja porownanie, np. spedzili jakis czas za granica.

            Ciesze sie, ze moge cos pozytywnego komus dac, chocby to, ze lubisz mnie czytac, jak pisac.

            Pozdrawiam.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-16, 13:40:13               Odpowiedz

            "Mam tym razę prośbę do Ciebie.
            Spróbuj mnie terapeutyzować,bo proszę Ciebie o to."

            Co konkretnie masz na mysli? Nie znam Cie, wiem tylko, jak sie odnosisz do tego, co pisze, nie znam Twoich problemow; to, co tu przedstawiasz to za malo, bym mogla kogokolwiek terapeutyzowac.

            Ja sie teraz wyprowadzilam na zachod. Mialam okazje przez 20 pare lat obserwowac, jak sa zamknieci, jako ze jestem tylko w polowie Polka, a wiec bardzo jasno bylo widac, jak sie odnosza do wszelkiej innosci, mysla bardzoe stereotypowo. Takze niektorzy moi znajomi, Polacy, potwierdzaja te teze, szczegolnie jesli maja porownanie, np. spedzili jakis czas za granica.

            Ciesze sie, ze moge cos pozytywnego komus dac, chocby to, ze lubisz mnie czytac, jak pisac.

            Pozdrawiam.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-16, 18:20:26               Odpowiedz

            Wyprowadziłaś się na Zachód,więc śmiało możesz,jeśli oczywiście zechcesz dzielić się doświadczeniami życiowymi.
            To się także nazywa terapia.
            Ale to pewnie wiedziałaś.
            Nie bardzo zrozumiałam sformułowanie,że jesteś w połowie Polką.Zechcesz to rozwinąć?
            I jeszcze jedno dlaczego pokochałaś portal psychologiczny i jego forum?
            Na dziś wystarczy tych pytań.
            Miłego Wieczoru.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: deemi   Data: 2011-02-16, 10:15:46               Odpowiedz

            Droga1

            Czujesz sie nierozumiana przeze mnie? A tego najbardziej potrzebujesz i oto chyba ta cała walka ?

            po drugie nie czuje sie doradcą jak złośliwie gdzieś to podkreśliłaś.

            Napisałam co myśle o sytuacji przedstawionej na początku wątku.

            Wiem ,że masz najzwyczajniej dosc wszelkiej krytyki.

            Pomyśl ,że to co mówi ktoś, to co słyszysz na własny temat może być prawdą , a może być g....prawdą . Czy to pozwoli Ci trochę wyluzować ?




          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-16, 13:25:08               Odpowiedz

            Zgadza sie, czuje sie niezrozumiana.

            Widzisz, jesli chodzi o sytuacje na poczatku watku - interpretujesz moje zachowanie jako traktowanie instrumentalnie. Problem jest w tym, ze nie jest to moje normalne zachowanie, co caly czas probuje tu przekazac. To jest zachowanie dostosowane do partnera, wynikajace z tego, wszystkiego, co wiem od psychologow, od niego itp. Dlatego boli mnie, powiem wprost, zarzut, ze traktuje kogos instrumentalnie. Nie kazalam mu mi wspolczuc, byc milym, mnie wspierac itp. - mowilam wprost i na biezaco, czego potrzebuje tylko i wylacznie po to, by potem nie powiedzial, ze skad mogl wiedziec, czego potrzebuje, ze nie widzial itp. A caly czas podkreslal, ze chce spelniac moje potrzeby i mnie wspierac. Nie bylam agresywna, okazywalam zrozumienie dla jego punktu widzenia - zeby nie wyszlo, ze forsuje swoje i po swojemu. Jednak od niego mialam zero wsparcia, nie spelnial moich potrzeb, a ze niby chcial, to mowilam wprost na biezaco - tak jak mnie uczono. Wierz mi, ze jesli by nie mowil, ze chce spelniac moje potrzeby, tylko nie widzi na biezaco, to nie domagalabym sie, nie tlumaczylabym. Ja to robilam wg tego, co mi powiedzieli 'madrzy ludzie' - okazalam zrozumienie, podziekowalam za dobre intencje, komunikowalam wprost potrzeby, tlumaczylam, bylam cierpliwa. Potem sie okazuje, ze to nie dziala, chce sie dowiedziec dlaczego, chce by sie pani terapeutka zajela tez moimi uczuciami, krzywda (dla mnie to byla powazna sytuacja, zreszta kolejna, jedna z wielu, w ktorej czulam sie skrzywdzona), a ona zamiast chocby powiedziec, ze nie wie, co co chodzi, najpierw leci truizmem o radach (a przeciez podziekowalam za rade), na moje wyja



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: deemi   Data: 2011-02-16, 22:34:23               Odpowiedz

            Nie wiem czy odpowiem na Twoje potrzeby.

            Mogę Ci powiedzieć jedynie ,że czasami chcąc być dobrym i takim na 5kę .... można "przepałować".

            Moim zdaniem próbowałaś żyć i myśleć za dwoje. i to Cię zaprowadziło na manowce. Czasem trzeba kogoś czegoś nauczyć - fakt. ale nie może to być regułą.
            Myślę , że on trochę sie pogubił w tym co ma robić. Nie rozgrzeszam go . Myślę , że nawet może sie to zdarzyć każdemu kto za bardzo chce być ok.

            Nie znam Ciebie ani sytuacji . po prostu czytam to co piszesz.

            To co mi sie rzuca w oczy to to ,że potrzebujesz dużo spokoju . Wywalasz tą złość i dobrze , słuchasz psychologów, czytasz i to kiedyś zaprocentuje.
            Jak dla mnie jesteś ok. Ale czy ktoś musi Ci to dawać na piśmie ?




          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-17, 10:15:26               Odpowiedz

            Hmm, no nie wiem, pewnie i na pismie by sie przydalo ;)

            No wiesz, wlasnie w tym rzecz, ze sluchalam psychologow i okazalo sie, ze i tak zle, a w zasadzie to wlasnie ze dlatego zle (nie mialabym teraz problemu, nie dostaloby mi sie od nich potem, gdybym nie postepowala wg ich wskazan) - wlasnie sie w tym pogubilam, robilam tak, by bylo dobrze, a oni na mnie najezdzali - tzn. licze tak naprawde tylko jedna pania, bo inna to konsultacja mejlowa - totalnie bez sensu, ale wtedy dla mnie miala znaczenie, odbila sie na mnie, jako ze to byla moja pierwsza powazna proba znaleznienia pomocy, gdy juz wszytsko, co znalam i wyczytalam, zastosowalam, zawiodlo. Wlasnie w tym rzecz - ze sie staralam, robilam tak jak mowisz, zeby byc na 5, i jeszcze mi sie za to dostalo od 'ekspertow', mimo ze probowalam sie tlumaczyc.

            Bajka, jesli to w zwiazku nie zdalo egzaminu - nie za bardzo moglo, jesli moj byly jest faktycznie DDA, ale zeby mi sie dostawalo z tego powodu, gdzie juz naprawde sie naginam maksymalnie, poswiecam, robie wszystko tylko dla niego, zmieniam sie, cierpie przez to, a potem jeszcze mi dowalaja 'autorytety', ze robie nie tak, ze trzeba robic 'normalniej' chyba - czyli tak jak kiedys zwyczajnie robilam - w ogole nie sluchajac, ze juz tak nie potrafie, ze wiaze sie to dla mnie z bolem, odrzuceniem, ze narazam sie znowu na obojetnosc, ze jesli zrobie 'normalnie', to znowu wyjdzie, ze cos zrobilam nie tak - no bo przeciez tak juz bylo, dlatego przeciez sie zmienialam. Po prostu cokolwiek bym nie zrobila, to zawsze zle. Wyjasniac - czepiam sie, nie wyjasniam - skad mial sie domyslac itp., nie ma nic posrodku, a we mnie narasta frustracja. Mowie terapeucie, co wiem, cala sie gotuje w srodku, a ona sie usmiecha z poblazaniem albo mnie ocenia niesprawiedliwie, krzywdzaco, w ogole nawet nie starajac sie spojrzec na to, co mowie. To jest masakra, bo myslalam, ze kto jak kto, ale terapeuta jednak powinien pomagac i byc otwarty, nie negowac usilnie wszystkiego, co mowie na swoj temat, tylko sie temu przyjrzec.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-17, 12:47:03               Odpowiedz

            On jest DDA a ty chodzisz na terapię, z jakiego powodu konkretnie? :)
            To ty czujesz się skrzywdzona, więc po co to ciągniesz skoro on jest taki trudny?
            Ty na prawdę nie widzisz, że problem leży w tobie? Ciągniesz związek który cie nie satysfakcjonuje, terapeutka jest do bani, facet do bani, nikt cię nie rozumie itd. Czego ty oczekujesz? :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-17, 14:18:08               Odpowiedz

            BylaNerwolka nieco racji ma.
            Jednak droga1
            niekoniecznie zechce pomóc Sobie,bo to jest najtrudniejsze.
            Zrozumieć Siebie,to oznacza,że będziemy musieli niekiedy pozbyć się złudzeń do wielu rzeczy,które uważaliśmy,że są Nam niezbędne,potrzebne itd.
            Często też pozbawimy się części Przyjaciół,którzy nie zechcą myśleć tak jak i my.
            To proces trudny i nie każdy pragnie go "zaliczyć",bo święcie wierzy,że lepsze jest najgorsze znane,niż nieznane najlepsze dla Nas.
            Boimy się tak nieznanego,że godzimy się na wyzwiska,oszczerstwa,grubiaństwo,oszustwa,bicie,poniżanie,nojednym słowem w zasadzie godzimy się na wszystko,aby tylko tkwić w tym co znamy.
            To jest masakra,ale tak często jest.Usprawieliwiamy cały czas kata i nie pomagamy ani sobie,ani sobie,ani sobie.
            Boimy się i ten strach jest jedynym naszym usprawiedliwieniem na nasze nędzne życie.
            Może kiedyś się i podniesiemy,ale kiedy?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-17, 16:15:51               Odpowiedz

            Lepsze znane piekło, niż nieznane niebo. To dewiza ludzi żyjących w toksycznych związkach, niestety. :/



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-17, 17:47:14               Odpowiedz

            Nie, nie ciagne tego; na terapie tez nie chodze.

            Toksyczny zwiazek? Terapeutka nie widziala tego problemu, nie tak widziala ten zwiazek.

            Co do mojej terapii, to bylo tak, gwoli jasnosci:

            Bylismy najpierw na terapii par, gdzie wyszlo, ze jest wszytsko OK, on wprawdzie moglby isc na terapie, by sie troche otworzyc, ale ogolnie to jest OK, tylko mi cos nie pasuje, ja przesadzam i sie ciagnela ta terapia, az wreszcie ja sie zdecyduje, czy chce z nim byc, czy nie. Terapia byla prowadzona na zasadzie "o czym dzisiaj porozmawiamy?", tematy sie czesto powtarzaly, pani nie pamietalo, ze cos juz kiedys bylo, efektow zero, a nawet coraz gorzej. Nie gralo mi to, nie pasowalo, bylam psychicznie zmasakrowana - najpierw tym zwiazkiem, potem ta terapia - bo mi zwyczajnie zaszkodzila, a przyczyn problemow w zwiazku nie znalazlam, zrezygnowalam jednak z niego, troche pod presja, troche z koniecznosci, ale caly czas mialam watpliwosci, czy slusznie, i duzo rzeczy mi nie dawalo spokoju. Umowilam sie wiec z ta sama pania na sesje indywidualna - z nia, poniewaz ona znala nasza historie i mialam nadzieje, ze moze jakas jedna rzecz rzuci nowe swiatlo na sprawe, i to, co bylo wstecz tez sie jakos pouklada w calosc, a takze poczuje sie zrozumiana. Niestety tak sie nie stalo.

            Ciagnelam zwiazek, ktory mnie nie satysfakcjonuje - pytanie dlaczego. Gdy zaczelam zdawac sobie sprawe, ze cos jest bardzo nie tak, i nic, co robie nie dziala, napisalam do pewnej psycholog. Ona mi napisala, ze oczekuje, ze partner bedzie zapelnial moje luki z dziecinstwa, i ze "wszyscy dokola beda wyrazac swoj podziw" dla mnie. Mnostwo rad typu uszczesliwiaj partnera, a jak sie zasugerowalam, ze ja tez powinnam cos z tego miec, nie tylko dawac, to dostalam odpowiedz "zwiazek to nie handel wymienny, a wzajemnosc". Gdy pisalam, ze brakuje mi wiezi z partnerem, to dostalam sugestie, ze oczekuje, ze partner bedzie mieszkal w moim swiecie. Zapytalam wprost, czy liczyc na to, ze sie dotrzemy, czy lepiej dac sobie spokoj - dostalam odpowiedz wlasnie o tym, ze oczekuje podziwu i powinnam isc na terapie. Padlo tez, ze partner jest OK, mimo ze rywalizuje non-stop, a rywalizacja wg tej pani jest podobno "zabojcza dla zwiazku", na nic moje uwagi, ze staram sie jak moge zejsc z tej rywalizacji, a on dalej to robi. Nie, nadal ja jestem winna. A wiec wyszlo, ze mam za wysokie wymagania od partnera i pani sugerowala terapie.

            Co ciekawe, w moim liscie do niej napisalam, ze nie pierwszy raz jestem w sytuacji, gdzie nie czuje sie dobrze, ale ciezko mi zrezygnowac, i byc moze znowu sie w taka relacje wdalam. Ona na to nic, napisala jedynie, ze objawy somatyczne, jakich doswiadczam swiadcza, ze faktycznie cos jest w moim zyciu nie tak, ze cos wypieram, i ze to chodzi o sytuacje zawodowa. A partner byl przedstawiony jako czlowiek OK.

            No wiesz, skoro ja czytam, ze moze mi sie tylko wydaje, ze cos jest nie tak w zwiazku, i wynika z tego na dodatek, ze z kimkolwiek innym byloby mi zle, bo mam nieadekwatne wymagania, a zalezy mi na zwiazku, to w nim tkwie i stosuje sie do zalecen, jeszcze wiecej daje z siebie. Po to sie zwracam do kogos, zeby mi otworzyl oczy, jesli to jest toksyczny zwiazek, bo mam takie podejrzenia, a tu sie okazuje, ze co ja pitole.

            A potem sie okazuje, ze cos jest ze mna nie tak, bo nie odeszlam z toksycznego zwiazku :/ Nosz kurna, po pierwsze zbywano sugestie, ze jest on toksyczny - gdyby ktos mi to wtedy uswiadomil, a nie mowil, ze to mi sie wydaje, ze cos jest nie tak, to odeszlabym. Po drugie, to, ze ciezko mi odejsc ze zlej relacji, to chyba tez jest sprawa dla psychologa i powinien mi pomoc zrozumiec pewne mechanizmy, a nie mowic "bylo Ci zle, to czemu nie odeszlas?". Tak, mowilam, ze jest mi zle, to machali eksperci na to reka, sugerowalam, ze mam problem z asertywnoscia; a potem nagle nie rozumieja, czemu z tak toksycznej relacji nie odeszlam :/



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-17, 18:36:26               Odpowiedz

            Cały czas pytasz o to jak będzie dobrze. Ktoś mówi odejdź z toksycznego związku, po co w nim tkwisz i ty tak robisz, inny powie, zostań i walcz to popadasz we frustrację, bo jedni tak, a inni siak. Dojrząłość polega na tym żebyś sama podejmowała decyzje, zgodne z własnymi przekonaniami, potrzebami itd. a nie sugerowała się tym co ktoś uważa. Czy decyzja któą podejmiesz jest ok, czy nie to tylko ty sama się przekonasz i poniesiesz konsekwencje. To jest dorosłość, postępuj zgodnie z tym co uważasz. Chcesz wytknąć błędy terapeucue, partnerowi, ludziom na forum, a sobie? Terapeuta ci mówi tak i tak, a to od ciebie zależy co z tego weźmiesz a co nie. Weźmiesz tylko to co uważasz za słuszne, natomiast terapeuta nie musi być i nie jest wyrocznią. To, że tobie nie pasuje nie znaczy, że jest kiepskim terapeutą. Z tego co piszesz to jesteś w takim stanie, że nikt cię nie zadowoli, nie ma osoby która w pełni by spełniła twoje oczekiwania, więc albo oczekiwania są zbyt wtygórowane, albo osoba nie taka, z tym, że zauważ każdego uznajesz ze nie pasującego ponieważ ma zdanie odmienne od twojego, więc sama sobie bądź autoprytetem bo to oznacza bycie dojrzałym. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-17, 18:40:18               Odpowiedz

            Jeżeli wciąż masz wątpliwości i dylematy co robisz dobrze, a co nie to potrzebujesz terapii, ty a nie inni. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-17, 18:56:32               Odpowiedz

            "Jeżeli wciąż masz wątpliwości i dylematy co robisz dobrze, a co nie to potrzebujesz terapii, ty a nie inni. ;)"

            No dokladnie - ale nikt nie zwrocil na to uwagi, zauwaz. Dla mojej terapeutki bylam przekonana o swoim zdaniu i nie dopuszczalam innego, dla innej pani mialam braki z dziecinstwa i oczekiwalam, ze partner je wypelni. A wiec nie ten powod wskazaly, mimo ze wlasnie to on jest przyczyna mojego zlego samopoczucia. I ja o tym mowilam na terapii, ja o tym pisalam poprzedniej pani, i nic. Dojrzala czy pewna siebie nie stajesz sie z marszu i ciezko, bym brala, co mi pasuje, a co nie z tego, co mowia autorytety, skoro wlasnie brakuje mi pewnych narzedzi, by to robic. Jesli zas probuje, np. mowie, ze sie nie zgadzam, ze taka czy inna interpretacja mi nie pasuje, to sie dowiaduje, ze nie jestem otwarta i utrudniam terapie, no i ze chce, by sie ze mna zgadzano, a wiec czuje presje, by to przyjac.

            Tak zle i tak niedobrze. To, ze jestem otwarta na terapeute i przyjmuje, co mowi, chocby mi sie nie zgadzalo - jesli to jest nienormalne, to, wybacz, jest to takze przypadek dla terapeuty. Jesli zas czegos nie przyjmuje, jestem bardziej krytyczna, to zaraz jest, ze jestem oporna i nie slucham sugestii i nikt mnie nie zadowoli. Wybacz, jak dla mnie te 2 rzeczy sie wzajemnie wykluczaja.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-17, 20:00:43               Odpowiedz

            droga1
            natychmiast podziękuj serdecznie BylejNerwolce,bo tak pięknie pisze,że aż dziwię się Tobie droga1,że kompletnie nic znów nie zrozumiałaś.
            Podejrzewam,że Ty po prostu nie chcesz zrozumieć i nic już dla Siebie nie zamierzasz dobrego zrobić.
            Żal mi Ciebie,ale Twój wybór.Chcesz tkwić w toksycznym związku,to tkwij.
            droga1
            czytaj w necie o toksycznych związkach,czyli o Sobie.
            Jest tego wystarczająco dużo i jeśli masz czas to czytaj.
            Pozdrawiam i wyłączam się z tego wątku,bo wiem,że nic Nikt Tobie droga1 pomóc nie zdoła.
            Chyba,że Ty sama,to jest pewna nadzieja na lepsze życie.
            I tego przy okazji życzę Tobie droga1.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-17, 22:12:22               Odpowiedz

            Nie przyjmować nie oznacza nie akceptować zdania terapeuty,. Chodzi o to, że jeżeli terapeuta mówi, że np wegetarianizm jest zdrowy i jak najbardziej ok, a ty nie czujesz się wegetarianką i na pewno nią nie będziesz to nią nie zostajesz tylko dlatego, że terapeuta tak ją wychwala, ale szanujesz jego opinię na ten temat i to, że być może jest wegetarianinem. Terapeuta mówi ci jak odbiera twoją osobę, twoje uczucia, twoje przeżycia i uszanuj to, poddaj analizie i jeżeli na końcu stwierdzisz, że to nie ty to mu to powiedz. Nie mniej jednak z doświadczenia wiem, że często ostro protestowałam, mówiłam, że coś jest niemożliwe, niepodobne do mnie, a jednak w toku terapii musiałam przyznać, że jest w tym trochę racji, faktycznie mogę taka czy siaka być i nie były to cechy pozytywne. Czasami sama mówiłam, że zachowuję się jak rozwydrzony bachor i trudno mi to samej znieść, tylko tupania nóżką brakuje. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-18, 00:13:40               Odpowiedz

            OK, tylko ze ja mialam okazje te jej teorie o mnie wyprobowac przez kilka dobrych miesiecy, i stwierdzilam, ze to daje tylko efekt odwrotny do zamierzonego. Dlaczego zawsze slyszalam, ze jestem bardzo mila, otwarta, idzie sie ze mna dogadac, nie szukam guza, jestem tolerancyjna itp? Ja to od wielu ludzi slyszalam, jak i to, ze jestem malo asertywna i sobie na duzo pozwalam, za malo we mnie egoizmu? To czemu mam nagle przyznac, ze jestem zamknieta, chce, by sie ze mna zgadzano, nie toleruje innego punktu widzenia itp.? Mialam okazje to sprawdzic mimo wszystko - przez jakis czas ustepowalam partrnerowi, robilam tak, jak chcial, bralam pod uwage tylko jego punkt widzenia itp. I wyszlam na tym zle, bo on kompletnie mnie pomijal, mimo ze mowilam tez jasno o swoich potrzebach. Mialam w tym doswiadczenie po prostu - bardzo bolesne zreszta. No wlasnie toksyczny zwiazek to byl - ja bylam pozbawiona prawa do zaspokajania potrzeb. To dlaczego mam w to brnac, ustepowac, zatracac siebie, ustepowac jeszcze bardziej? Ja mialam czas sie zastanowic nad tym, co mi terapeutka mowila, wyprobowac to - zostalo to wykorzystane, zle na tym wyszlam. Okazalo sie wrecz, ze niepotrzebnie tyle z siebie dawalam, balam sie wiec dawac znowu - a ona mi zarzuca, ze jestem taka czy siaka mimo to - mam to akceptowac, jesli to wlasnie dokladnie to zaprowadzilo mnie to tak zlego stanu? Wlasnie o to chodzi, ze mialam okazje wyprobowac to wszystko, zastanowic sie, i doszlam do wniosku, ze nie, to nie to - to mnie krzywdzi, nie chce wiecej tak robic, dlatego odmawiam wspolpracy, dlatego jestem sceptyczna, dlatego sie tak latwo nie zgadzam - wszystko ze wzgledu na bolesne doswiadczenia. Mowilam to wszystko, uzasadnialam, ona dalej swoje. Czy dlatego, ze ona tak mowi, to powinnam sie nad tym znowu zastanowic, mimo ze wlasnie to mi zaszkodzilo? Zastanow sie.

            Piszesz, "jesli na koncu stwierdzisz, ze to nie ty, to mu to powiedz". Wlasnie mowilam, a ona dalej swoje. Kazdy ma prawo do bledu, ale jesli ja mowie, ze cos mi nie pasuje, tp wartaloby chociaz sie nad tym zastanowic - ja powinanam, a ona nie? Tez chyba powinna.

            ja wiem, skad wynikaly moje negatywne zachowania, nie mialam ich wczesniej, mowilam jej, a ona to zwyczajnie ignorowala, nawet sie tym przez sekunde nie zajela, nie zbadala. I zreszta tylko w stosunku do partnera sie tak zachowywalam, i do niej, nikogo innego - to tez powinna miec na wzgledzie. NIe chciala,coz moge poradzic, tacy kretyni tez na swiecie sa. Niestety.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-17, 23:55:13               Odpowiedz

            Impresjo,

            Juz nei raz pisalam, ze zakonczylam ten zwiazek.

            I wlasnie nie chcialam w nim tkwic, ale terapeuci sie uparli, ze nei jest toksyczny. Nie jestem osoba, ktora zaprzecza, ze jest mi zle. Mowilam, ze jest mi zle w tym zwiazku, 'eksperci' zaprzeczali - i wlasnie dlatego, ze im wierzylam, zostalam, i stosowalam sie do rad.

            Nie czytasz tego watku w calosci, albo czytasz i nie rozumiesz, wybierasz sobie, co Ci pasuje. Wlasnie w tym rzecz, ze sie obawialam, ze ten zwiazek jest toksyczny, ale nie chcialam oceniac od razu, i dlatego sie skonsultowalam z psychologiem. pani psycholog stwierdzila, ze zwiazek jest OK, a to ja przesadzam. No i zostalam w tym zwiazku.

            Nikt mi pomoc nie zdola? Poczytaj mnie, a zrozumiesz. Wystarczy, by ktos mi powiedzial gdy pytalam o zwiazek, ze jest on toksyczny, zly dla mnie, i ze to nie jest moja wina, i nic nie moge zrobic. Wtedy bym to zakonczyla. Problem polega na tym, ze mowili, ze zachowanie partnera jest normalne, a to ja mam problem, ze mi przeszkadza - czyli nie toksyczny zwiazek.

            Roznie piszecie - jesli przyjac, ze zwiazek toksyczny - to terapeutka nie ma racji, bo miec jej nie moze - dla niej zwiazek jest calkiem OK; jesli ja jestem zamknieta na terapie, to automatycznie zwiazek nie jest toksyczny, bo ona uwaza, ze partner byl ok, tylko mi sie nie podobal, bo wybrzydzam. Zdecyduj sie wiec na jedna wersje i wiecej na mnie nie najezdzaj. albo toksyczny zwiazek, albo ja - zamknieta i nie chce zobaczyc, ze partner jest calkiem w porzo.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-18, 11:04:59               Odpowiedz

            Dlaczego zawsze slyszalam, ze jestem bardzo mila, otwarta, idzie sie ze mna dogadac, nie szukam guza, jestem tolerancyjna itp? Ja to od wielu ludzi slyszalam, jak i to, ze jestem malo asertywna i sobie na duzo pozwalam, za malo we mnie egoizmu? To czemu mam nagle przyznac, ze jestem zamknieta, chce, by sie ze mna zgadzano, nie toleruje innego punktu widzenia itp.? Mialam okazje to sprawdzic mimo wszystko - przez jakis czas ustepowalam partrnerowi, robilam tak, jak chcial, bralam pod uwage tylko jego punkt widzenia itp. I wyszlam na tym zle, bo on kompletnie mnie pomijal, mimo ze mowilam tez jasno o swoich potrzebach



            Dlatego, że człowiek jest nie tylko miły i otwarty, ale czasami niemiły i zamknięty, poza tym dlaczego inni muszą ci mówić jaka jesteś? Jeżeli uznajesz, że jesteś miła itd. to uznaj też, że bywasz niemiła, bo żaden człowiek nie jest tylko pozytywny. :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-18, 14:30:27               Odpowiedz

            No wiesz, ale terapeutka wyraznie sugerowala, ze jestem taka i siaka, nie ze bywam. I nie chciala zrozumiec, ze staalm sie taka ze strachu - bo wczesniej bylam mila, tak jak zwykle ustepowalam, rozumialam partnera itp. - tyle ze dla niego to, ze przyznawalam mu racje albo okazywalam zrozumienie, oznaczalo automatycznie, ze wyzbywam sie swojego zdania, wlasnego punktu widzenia i wlasnych potrzeb. Nie wiem, czy wiesz, ja sie duzo pozniej o tyum dowiedzialam, ale niektore DDA wlasnie maja takie czarno-biale myslenie na zasadzie "jesli ja mam racje, to Ty na pewno sie mylisz". I kiedy zauwazylam, ze trace na tym, ze jestem normalna po prostu, mila i ustepuje - bo dla niego to oznacza, ze dobrowolnie rezygnuje z siebie, zaczelam bardziej stawiac na swoim, takze uwzgledniajac jego punkt widzenia, ale rownoczesnie broniac moich potrzeb. Oczywiscie nie udawalo sie, u niego wywolywalo to furie albo obojetnosc (a obojetnosc ukochanej osoby na twoje uczucia, zarowno pozytywne - jak ja przytulasz, flirtujesz z nia, czy prawisz komplementy, jak i negatywne - gdy mowisz o tym, ze czujesz sie skrzywdzona czy nie do konca pewna, albo zwyczajnie mowisz o potrzebach i marzeniach - gleboko rani, chyba sie zgodzisz). Jednoczesnie niby chcial mnie rozumiec i spelniac potrzeby, wiec nie odeszlam, a tlumaczylam jak moglam, czego oczekuje - bo chcial wiedziec, jednoczesnie balam sie tak o, po prostu przyznac mu racje, wziac cos za pewnik, nie upewniajac sie, ze moja perspektywa tez jest uszanowana. I to mnie doprowadzilo wlasnie do takiego sposobu rozmawiania - balam sie po prostu przyjmowac, co mi mowil, jesli nie okazywal mi zrozumienia; jednoczesnie staralam sie jego jezykiem wytlumaczyc mu moj punkt widzenia, tak bysmy razem doszli do jakiejs jasnosci - bym wiedziala, co on mysli na temat mojego punktu widzenia, bym wiedziala na czym stoje po prostu - stad wzielo sie, ze jestem nieustepliwa i drobiazgowa (bo tlumacze szczegolowo i nie przyjmuje 'kitu'). To bylo ze strachu, po prostu. A takze w duchu tego, by sie komunikowac, nie zakladac, ze partner mysli podobnie jak ja, tylko wyjasniac mu, o co mi chodzi, porownywac oczekiwania, by wiedziec, co komu pasuje, czego kto potrzebuje, na ile moze liczyc ze strony drugiego. Mi bardzo tych informacji brakowalo - bo z jednej strony partner mowil o milosci bez granic, z drugiej strony non-stop napotykalam na mur.

            Co do tego, ze bywam niemila itp. - sama z siebie raczej nie bywam, np. wstalam lewa noga i sie wyzywam na innych - tak nie robie; musze miec naprawde powod, i to nawet nie, ze komus na zlosc chce zrobic, ze sie odgrywam. To po prostu strach jest, ze za duzo z siebie dam i zostane wykorzystana. Ale gdybym miala byc niemila tak po prostu sama z siebie, to nie mialabym oporow to przyznac.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-18, 17:23:57               Odpowiedz

            Jesteś bardzo skupiona na sobie, wręcz powiedziałabym narcystyczna. Nikt się nie liczy oprócz ciebie, inni są albo DDA, albo nie rozumieją. Nawet odpowiedzialność za to, że bywasz niemiła zrzucasz na innych, przesadzasz i to bardzo. Nie stworzysz udanego związku z nikim, bo nie doceniasz nikogo oprócz siebie. Możesz być, albo nie być niemiła bez względu na okoliczności, to ty jesteś odpowiedzialna za twoje zachowania, a nie inni. :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: Marysia   Data: 2011-02-18, 18:05:16               Odpowiedz

            Nie stworzysz udanego związku z nikim

            no no wróżbita pojawił się na forum
            chyba nie od tego jest takie forum, żeby takie tanie kity ludziom wciskać
            z żalem BNerwolka muszę przyznać, że nie ona a ty jesteś skupiona na sobie i nigdzie ciebie ludzie nie będą lubić i uznawać, bo masz wredny i paskudny charakter, tzw. paskudne i parszywe wnętrze, ciebie nawet własna rodzina nie znosi. Po prostu nikt ciebie nie lubi i to nigdy się nie zmieni. Takie twoje przeznacvzenie.
            Pa parszywa i paskudna od wewnętrz, od zewnątrz pewnie to samo, ciebie nie da się lubić. Może zakończ swoją dobroczynną działalność na tym forum i zajmij się serialami brazylijskimi, ja wiem, że to za wysoki poziom dla ciebie, ale to co ta osoba tu wypisuje-tego nie da się czytać.Nie podnoś nam więcej ciśnienia, może zajmij się gotowaniem, praniem, odchudzaniem, itp. To nie jest miejsce dla ciebie.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-18, 19:29:09               Odpowiedz

            http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=218
            Marysia nie stresuj się aż tak do białości,nie warto.
            Zachowaj siły na lepsze wątki._:).
            Pozdrawiam Ciebie szczególnie Marysia.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-18, 21:10:57               Odpowiedz

            BylaNerwolko,

            Do tej pory z Toba rozmawialam, tzn. bralam pod uwage co mowisz i odpowiadalam na to, ale teraz widze, ze zupelnie niepotrzebnie tracilam energie. To jest wredne, co piszesz, musisz miec naprawde jakies problemy z ego, co juz sugerowalo kilka osob na tym forum, ze sie tak zachowujesz.

            Nie bylam skupiona na sobie, bo gdybym byla, to bym widziala, ze jestem traktowana nie fair w zwiazku, nie znosilabym tego, nie przyjmowala tlumaczen partnera. Wyobraz sobie, ze dopiero po dlugim, dlugim czasie obudzilam sie, ze nie bez powodu zle sie czuje w zwiazku, dusze sie, i ze tak byc nie powinno, ze tlumaczenia mojego bylego chlopaka sa jednak nie do przyjecia w partnerskim zwiazku. Zaniedbywalam siebei i bylam nastawiona na realizacje jego potrzeb. To jest przeciwienstwo skupienia na sobie. Potem popadlam w nerwice i depresje, i musialam sie takze sila rzeczy troche zajac soba, i zmienic nasza relacje. Bylam skupiona na nim, na psychologu, na terapeutce - staralam sie ja zrozumiec (sic!), dlaczego mnie nie rozumiala, wytlumaczyc sie, nawet usprawiedliwic - a przeciez nic zlego nie zrobilam sama z siebie, moje zachowanie wynikalo z silnych emocji, strachu, zagubienia - i to tym tzreba sie bylo zajac, a nie wywierac presje. Gdybym byla skupiona na sobie, to bym nie czula zadnej presji i nie stosowala sie do sugestii, a jednak sie stosowalam, mimo ze czulam, ze to nie to i znowu powtarzam schemat, ktory przeciez doprowadzil mnie do stanu wraka emocjonalnego.

            Mam niska samoocene podobno - nie wiem, na ile faktycznie tak jest, ale z cala pewnoscia moge powiedziec, ze jestem malo asertywna. Tacy ludzie nie sa skupieni na sobie - nie w tym sensie, ze mysla o swoich potrzebach przede wszystkim. To, co o mnie piszesz, to jest po prostu przeciwienstwo rzeczywistosci. Krzywdzace, jesli uznac Cie za sensowna osobe, ale taka nie jestes, z tego, co sie zdazylam zorientowac. Wciskasz ludziom kit, jak zauwazyla Marysia.

            Przy tym wszystkim, co wiem z doswiadczenia, i co wiem o Tobie, zastanowilabym sie na Twoim miejscu, czy aby Twoja terapia jest skuteczna. Bo ja jakos nie widze, zebys byla otwarta na innych czy w ogole sluchala, co sie do Ciebei mowi/pisze. Widzisz, ja pisze o sobie, bo temat mnie dotyczy, zalozylam watek, nie byl on stricte o mnie, a wiec nie chcialam, by ktos mi wystawial diagnoze. A Ty zdajesz sie lepiej wiedziec, jaka jestem niz ja sama i sie tego trzymasz, zupelnie ignorujac, co pisze na swoj temat. Ja tak z ludzmi nie robie - nie przypisuje im rzeczy, zaburzen, nie tlumacze ich zachowan patologiami - partner sam mi powiedzial, ze jest DDA, sam poszukal listy zaburzen, a wczesniej staralam sie zrozumiec nawet najdziwniejsze jego zachowania jako normalne; podobnie terapeutka - nie wyszukuje jej zadnych zaburzen, mowie jedynie, ze jest nieprofesjonalna, potraktowala mnie nie fair - czytalam o tym, jak powinien a jak nie zachowywac sie terapeuta i jej zachowanie bylo wysoce nieprofesjonalne. Dlaczego takie bylo - nie wiem, chyba zwyczajnei mnie nie lubila i byla za glupia na nasza sprawe (co sama powiedziala po terapii: "moze ja jestem zbyt malo doswiadczona, madra czy intelignetna, by to zrozumiec"). Jak widzisz zachowuje obiektywizm nawet przy ocenianiu ludzi, ktorzy mnie skrzywdzili i ktorych wielu innych by po prostu zwyzywalo i zostawilo. A ja staralam sie zrozumiec - nie sadze, ze to jest skupienie na sobie.

            Ciesz sie, ze masz meza, ze masz wsparcie, zrozumienie. Tego sie nie docenia, jest naturalne, kiedy jest; ale gdy tego zabraknie, a jestes zagubiona i jest Ci bardzo zle, nie wiesz, jakie decyzje podjac - to wtedy brak tego bardzo, bardzo doskwiera, i szukasz tego, gdzie mozesz i ufasz troche slepo, otwierasz sie w nadziei, ze ktos Cie zrozumie, bo bardzo tego potrzebujesz. Ale Cie nie rozumie, jeszcze Ci dowala, ale przeciez troche mu ufasz, to moze ma racje - i gubisz sie jeszcze bardziej. Nie masz o tym bladego pojecia, dlatego latwo oceniasz, ale tez faktycznie cos z Toba nie tak raczej, skoro tak bardzo sie trzymasz tego, jestes taka zawzieta (ja moze i jestem zawzieta, ale na swoj wlasny temat - i po dlugich doswiadczeniach, gdzie sie utwierdzilam w swoim zdaniu, nie wzielo mi sie z powietrza).

            Szkoda, ze nie czytalas watku ze zrozumieniem - opisuje dosc zagmatwane mechanizmy, moze byc skorzystala, pocwiczyla inteligencje i poszerzyla horyzonty. Ale to Twoj wybor - takim jak Ty malo empatycznym zyje sie lepiej. Troche nawet zazdroszcze tego, ale jednak otwartosc na nowe, nieznane rzeczy to spora zaleta, ciezko by mi bylo z tego zrezygnowac.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-18, 21:34:49               Odpowiedz

            droga1 szczerze mówiąc po pierwszych zdaniach nie chce mi się czytać całosci twojego wywodu. Jesteś jaka jesteś, ludzie chcieli ci pomóc, ale nie dało rady. Trudno, powodzenia życzę i faktycznie, nie marnujmy już energii, twojej, ani mojej, ani nikogo innego. :)

            marysia, długo cię nie było. Kolejny nick, brałaś leki? :D



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-18, 21:42:14               Odpowiedz

            Wredna jestes, naprawde. Chcieli pomoc, ale nie pomogli, a przeciez robilam, jak radzili. I bylo gorzej, wiec przestalam. Nie, powinnam byla nadal ich sluchac, jak sie czulam nierozumiana, nieslusznie oceniana, no i - na praktycznym poziomie - ze to, co mowia nie pomaga, z wrecz szkodzi. Tak tak, powinnam sobie szkodzic, bo wiedza lepiej, co dla mnie dobre - dzieki, ale przerabialam to z chlopakiem, dokladnie to, przez ponad rok albo dluzej. MYSL, kobieto!

            Odzywka do Marysi swiadczy o Twojej zlosciwosci - no prosze, a podobno odpowiadasz za swoje zachowanie bez wzgledu na okolicznosci :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-19, 16:07:21               Odpowiedz

            Ja mam MYSLEĆ o twoim problemie? Inni ponoszą odpowiedzialność za to, że ci nie pomagają ich rady? A kim ty jesteś królewno? Siedzisz na tyłu i czekasz, aż ktoś rozwiąże twoje problemy, ludzie na chwilkę pochlają się nad twoim problemem po to żeby poznając ciebie odwrócić się i odejść. To jeszcze za mało żeby zrozumieć, że problem jest w tobie a nie innych? Nikt nie będzie się dwoił i troił po to żeby wysłuchać jak to kiepsko radzi i jaki to jest wredny, bo nie wychwala twoich zacohwań pod niebiosa i nie wturuje ci w wymyślaniu wad terapeutki. Terapeutka czuła, że nie jest w stanie pracować z osobą taką jak ty i zrezygnowała, dobrze bo między pacjentem i terapeutą musi zaistnieć specyficzna więź, porozumienie, a ty nie jesteś w stanie póki co porozumieć się z nikim, bo jesteś zbytnio zapatrzona w siebie. Moze ktoś się podejmie pracy z tobą, pod warunkiem, że będziesz chciała coś w sobie zmienić i zauważyć, że wcale nie jesteś tak doskonała za jaką się uważasz. Być może twój facet jest DDA, być może miał problemy z okazywaniem uczuć, ale twoje wymagania i oczekiwania przerosły by każdego. Będziesz wiecznie niezadowolona jeżeli nie zaczniesz pracy nad sobą. ;)

            Tak, z pełną odpowiedzialnością za swoje zachowanie napisałam ci co o tobie myślę i jak cię odbieram po tym co przeczytałam na tym wątku.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: Marysia   Data: 2011-02-19, 17:20:59               Odpowiedz

            królewno???
            hmmmm dobre !



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-18, 21:41:26               Odpowiedz

            Te kilka osób to w większości jedna osoba pod tym samym nickiem. Porozmawiaj z nią, ona na pewno ci pomoże. Wszystkiego dobrego. ;)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-19, 12:13:37               Odpowiedz

            droga1
            powiedz mi,czy masz już dla Siebie dobrą drogę?
            Podzielisz się bezinteresownie?
            Opowiesz?
            Zaglądam tutaj i czytam,bo wierzę,że zapragnęłaś teraz coś dobrego dla Siebie.
            I o tym samodzielnie napiszesz dla Nas.
            Pozdrawiam Ciebie i proszę pisz,pisz,bo to Tobie pomaga.
            Wiem co mówię.
            Podziękujesz przy okazji.
            droga1



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: Marysia   Data: 2011-02-20, 23:19:15               Odpowiedz

            Te kilka osób to w większości jedna osoba pod tym samym nickiem. Porozmawiaj z nią, ona na pewno ci pomoże. Wszystkiego dobrego. ;)



            o sios sio
            o sio sio
            ktoś cię nie lubi i nie byłam to ja :) biedulko.....
            dlaczego obrażasz mówiąc "królewno"
            ty egoistyczna i rozwydrzona wredna babo!
            lecz się!



    • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

      Autor: Marysia   Data: 2011-02-20, 23:44:38               Odpowiedz

      &#8226;RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?


      Autor: BylaNerwolka Data: 2011-02-19, 16:07:21 Odpowiedz
      Ja mam MYSLEĆ o twoim problemie? Inni ponoszą odpowiedzialność za to, że ci nie pomagają ich rady? A kim ty jesteś królewno? Siedzisz na tyłu i czekasz, aż ktoś rozwiąże twoje problemy, ludzie na chwilkę pochlają

      to gdzie ta nasza nerwusia-królewna, nasza naczelna rządzicielka, nasza terapeutka
      buhahha



      • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

        Autor: Marysia   Data: 2011-02-21, 10:33:06               Odpowiedz

        ojoj gdzie moja nerwusia-królewna jest?
        nie ma jej martwie się, czyżby sobie wszystkie włosy z głowy wyrwała?
        nerwusie-królewno!!!
        hop hop gdzie jesteś



        • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

          Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-21, 10:39:58               Odpowiedz

          Tutaj, dzień dobry, jak minęła noc? Widzę, że mocno galopowałaś w główce. Biedactwo, tuli tuli ...:)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: Marysia   Data: 2011-02-21, 10:44:28               Odpowiedz

            ooooooo Nerwusie
            oooo następny chamski tekst
            wiesz co teraz to ja mam uśmiech od ucha do ucha bo widzę że masz nerwusie masę kłopotów sama ze sobą, jest jeszcze gorzej niż myslałam, nie dość, że bezczelna,chamska i prymitywna to jeszcze problemy z główką, serdecznie współczuję....
            a co to jest to tuli, tuli?
            sama ze sobą rozmawiasz?
            "wypełniasz myśli" czy jak to tam było?"
            Nerwolciu coraz gorzej z tobą, potwierdzam dalej idź do psychiatry, to nie przypadek na psychologa :)
            ale uciekasz od rzeczywistości..........:) w jakiej ty bajce żyjesz? Nerwusie? We własnej wyobrażni?
            tuli, tuli....cóż to za język
            Boże.....



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-21, 10:47:16               Odpowiedz

            Przytulam cię mocno, to jest tuli tuli...nikt tego zapewne nie robił i stąd takie pomylenie w tobie zapewne. PRZYTULAM CIĘ MARYSIU CZY JAK CI TAM :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: Marysia   Data: 2011-02-21, 10:50:05               Odpowiedz

            Boże....tuli tuli...skarbie
            wiesz co jest z tobą gorzej niż myślałam
            serdecznie ci współczuję bo pewnie jestem jedną z nielicznych osób, ktore widzi ogrom twoich problemów
            naprawdę ci współczuję
            proponowałabym nie użuwać tego typu słownictwa do dorosłych osob tyli tuli przytulam cię, skarbie, świadczy to tylko jak jesteś niedorozwinięta i infantylna



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-21, 11:17:41               Odpowiedz

            Marysia
            masz rację.
            Bystre Kobiety już wiedzą,że prawdziwych mężczyzn już nie ma.
            Tylko wiesz Marysia nie wiem czy to dotyczy także i może psychologów-
            mężczyzn?
            Poradzisz mi w tej kwestii?
            Tego rzeczywiście Marysia nie wiem.
            Pomożesz mi?



    • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

      Autor: ankaw   Data: 2011-02-21, 12:23:03               Odpowiedz

      droga1
      Z mojego doświadczenia wnioskuję, że DDA są inni na zewnątrz, a zupełnie inni przy bliższych kontaktach, jakby zakładali maski.
      Tak sobie myślę czy ta Twoja była terapeutka nie wyrobiła sobie zdania o Twoim byłym na podstawie takiej właśnie maski i potem oceniała Twoje zachowania przez pryzmat tejże pozy ?
      Tak mi się wydaje, że przy takim spojrzeniu facet będzie cacy, a Ty zawsze be.
      Inna sprawa jeśli piszesz na forum, że osoba z jakiejś grupy jest taka czy siaka ,w sytuacji gdzie pewnie więcej niż połowa forumowiczów z tą grupą się identyfikuje, spodziewaj się, że zostanie to odebrane personalnie i będziesz atakowana.



      • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

        Autor: droga1   Data: 2011-02-21, 14:58:24               Odpowiedz

        ankaw,

        W tym, co piszesz jest sporo prawdy, wydaje mi sie. Na zewnatrz on jest troche inny czy nawet calkiem inny, dla swoich znajomych np. Wprawdzie nie jest supermily itp. i ona sama zaobserwowala, ze jest 'dziwny'. Tak mi nawet powiedziala raz na spotkaniu indywidualnym, ale jeszcze w trakcie wspolnej terapii - troche dziwne z jej strony - mowic o partnerze, ze jest dziwny :/ No i ze ciezko sie troche z nim rozmawia (bo jest poblokowany). Ale poza tym jest OK. To, ze nie jest taki przecietny, to pewnie jeszcze bardziej wiarygodnym go czyni. No i jakies blokady ma, a wiec tez pewnie go troche zalowala. (Jak to powiedziala jedna moja kolezanka, dobrze sie maskowal.)

        Z drugiej strony te jego blokady potraktowala po macoszemu - o rodziny nas zapytala na ktoryms ze spotkan juz blizej konca, dowiedziala sie wtedy, ze ojciec mojego eks pil. Jednak w zasadzie tego nie przytaczala, zeby wyjasniac jakies rzeczy; na przedostatnim chyba spotkaniu zaproponowala mu terapie - ale nie DDA, ale "kilka spotkan, zeby sie otworzyl, jesli bedzie chcial", a na ostatnim mnie zapytala, czy sie o mnie troszczyl niewystarczajaco - ja odpowiedzialam, ze sie troszczyl, ale bylo w tym widac zniecierpliwienie, jesli czegos potrzebowalam, cisze itp. (Tak naprawde nie czulam prawie wcale jego troski, w najgorszych momentach potrafil mi dowalic - ale skasowalam to, bo przeciez ma prawo do zdenerwowania itp., i czasem sie zapytal, co jest nie tak, a jak mu powiedzialam, to byl chlod, czesto jakies zarzuty, czyli jeszcze gorzej - ale balam sie juz o tym mowic, zeby mi znowu nie dowalila.) Ona mi na to, ze tak to czasem bywa, ze jak ktos nie zaznal troski w rodzinie, to sie nie umie zatroszczyc o drugiego czlowieka. Ot, wniosek na koniec terapii, gdzie juz bylo po ptokach :/ Dla mnie to chore.

        Co do tego, ze chetnie tu atakuja, bo odbieraja osobiscie, to niestety widac. Ja sama mam wiele cech DDA, choc u mnie w rodzinie nikt nie pil, byla pod innymi wzgledami dysfuncyjna. Gdybym pisala o swoim problemie z innej perspektywy, albo moj byly by pisal, a ja bylabym wlasnie przedstawiona jako DDA, to pewnie po nim jezdziliby.



        • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

          Autor: ankaw   Data: 2011-02-21, 16:15:01               Odpowiedz

          droga1
          Wiesz to co pisałaś o próbach mówienia wprost o swoich uczuciach wydało mi się bardzo znajome. Mój partner też reagował złością na moje stwierdzenia, że dana sytuacja wywołuje u mnie takie a takie emocje. Mimo, iż ja mówiłam o sytuacji , on odbierał to jako personalną krytykę, dowiadywałam się nawet , że JA NIE MAM PRAWA TAK CZUĆ.
          Moja terapeutka skwitowałą to w ten sposób, że jego wewnętrzne dziecko czuje się wtedy zagrożone i to ono dochodzi do głosu , a moja reakcja ,że guzik mnie obchodzi jak on sobie radzi ze swoim wewnętrznym dzieckiem i nie zamierzam temuż dziecku dogadzać , została uznana za zdrową. Tak, że widzę tu zupełnie inne podejście naszych terapeutek do sprawy.
          I tak mi się wydaje, że w Twoim przypadku kluczową rolę odegrało to,że zaczęliście wspólnie u tej osoby terapię par.
          Ja już przestalam analizować dlaczego mój partner zachowywał się tak a nie inaczej, tylko zaczęłam przyglądać się temu dlaczego mi się taka osoba spodobała.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-21, 16:33:00               Odpowiedz

            No dokładnie - oznaczało to, że nie mam prawa czegoś czuć, raz nawet, gdy czułam, że coś mnie krzywdzi - nawet nie chodziło o niego, tylko mówiłam o relacjach w mojej rodzinie - powiedział, że "nie mogę tak mówić".

            Terapeutka niby mówiła, że ma się prawo do wszelkich uczuć, ale nie chciała zrozumieć moich, słuchać tłumaczeń, zagmatwanych wyjasnień (na gmatwanie moich reakcji i uczuć miałam ponad rok), wręcz ganiła mnie za to, jak to wygląda, mimo że się próbowałam tłumaczyć - ona miała własną ocenę mojej osoby - bardzo krzywdzącą.

            Na jeszcze jedną sprawę zwrócę uwagę - Twoja terapeutka stwierdziła, że jego wewnętrzne dziecko czuje się zagrożone. Moja nawet do tego nie doszła. Reakcje byłego, gdzie reagował złością na moje uczucia tłumaczyła najczęściej brakiem jego doświadczenia z kobietami i tym, że nie miał się gdzie nauczyć empatii. Koniec. A czasem nawet zupełnie nie odpowiadała na to.

            Na indywidualnych sesjach powiedziała mi też coś w tym stylu: "Mężczyźni na początku okazują dużo zrozumienia, bo im zależy. Pani z jakiegoś powodu tego zrozumienia nie dostawała." No fajnie - cała terapia przeszła, a ona po 1. nie wie, z jakiego powodu; po 2. dziwnie reagowała, jeśli tylko wyrażałam wątpliwości co do tego, że jemu zależy, uparcie twierdząc, że bardzo zależy i sugerując, że jestem drobiazgowa.

            Ja też się sobie przyglądam i staram się okreslić, dlaczego mi tak trudno puścić to wszystko w niepamięć i dać spokój. A czy Ty nadal jesteś z tym facetem?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: ankaw   Data: 2011-02-21, 17:11:55               Odpowiedz

            Nasz związek umarł śmiercią naturalną. Ja się zmieniłam , z jednej strony pewne rzeczy zaczęły mi bardzo przeszkadzać, z drugiej zaczęłam dobrze strzec swoich granic ,otworzyłam się na świat zewnętrzny, przestałam bać się być sobą i przez to stałam się jak ja to nazywam "mniej wygodna we współżyciu ", w pewnym momencie przestaliśmy do siebie pasować (mój partner nie miał żadnej terapii).
            Ale tak mi się wydaje, że ta Twoja praca przez rok nie jest zupełnie na marne , chociaż nie osiągnęłaś tego co chciałaś to jednak zaczęłaś inaczej postrzegać rzeczywistość.
            Z pewnymi ludźmi nie da się stworzyć dobrego związku choć byś na rzęsach stawała



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-22, 10:06:04               Odpowiedz

            ankaw
            super to ujęłaś i to rzeczywiście terapeutki Autorce mówiły,ale Ona wiedziała swoje.
            Ty dzisiaj napisałaś prawdę.
            Są takie Osoby z którym musimy się rozstać i nie ma o co rwać włosów.
            Dotyczy to zarówno Kobiet jak i Mężczyzn.
            Rozbity dzbanek faktycznie nie zawsze da się posklejać.
            I nie mam na myśli nawet najlepszych klejów.-:).
            No nie da się i już.
            ankaw
            rzetelnie to podałaś i cenię takie treści.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-22, 10:35:47               Odpowiedz

            Impresjo,

            "super to ujęłaś i to rzeczywiście terapeutki Autorce mówiły,ale Ona wiedziała swoje."

            Problem w tym, ze one mowily mi dokladnie odwrotnie. A pytalam wprost, wierz mi, i mowily dokladnie odwrotnie. Jedna nawet powiedziala, ze to moze byc calkiem dobry zwiazek, jesli obnize oczekiwania. Jej sie wydawalo, ze ja mam problem, bo nie ma romantycznych wieczorkow, a ja mialam problem, bo nie bylo bliskosci, zrozumienia, byla agresja, nie bylo przyjazni. Ona twierdzila, ze wydaje sie jej, ze gdybym sie zwrocila z czyms waznym do partnera, to by sie zatroszczyl - no i wlasnie nie raz probowalam, ale tylko dostalam po glowie. A wiec jest dokladnie odwrotnie - ja podawalam w watpliwosc, czy z tego moze byc zwiazek, cokolwiek bym nie robila, a ona wiedziala lepiej.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: ankaw   Data: 2011-02-22, 11:55:36               Odpowiedz

            droga1
            Ja nie chcę oceniać Twojej terapeutki, mogę Ci tylko dać jakieś przykłady z mojej terapii, a wnioski sobie sama wysuniesz.
            Moja np nie mówi mi wprost co mam robić lub co jest dobre. Odbywa się to na zasadzie pytań , na które moja odpowiedź wskazuje drogę do działania lub np rozszarza mój wgląd w rzeczywistość (czasem mam tendencje do patrzenia tylko z jednej strony na problem). To odbywa się raczej nie na zasadzie prowadzenia za rękę lecz założenia ,że ja jestem wystarczająco dobra, aby znaleźć samodzielnie wyjście z sytuacji (decyzje są moje ), potrzeba mi tylko zmienić sposób rozumowania (np przeanalizować konsekwencje przed dokonaniem wyboru, zacząć dostrzegać wogóle konsekwencje długoterminowe).
            W sumie terapeutka jest raczej przeźroczysta.
            Nie wyobrażam sobie aby mi powiedziała "rzuć go" lub "zrezygnuj z tego czy owego aby utrzymać związek", bo to jest moje życie i nie terapeutka tylko ja będę ponosić koszty wyborów.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-22, 12:07:27               Odpowiedz

            Ja rozumiem, i nie oczekiwalam zadnych rad od niej, wiem, ze nie na tym polega terapia, by ona za mnie podejmowala decyzje. Ale uwazam, ze zle poprowadzila terapie, bo ignorowala czesto to, co ja jej mowilam o swoich uczuciach, tlumaczylam, z czego wynikaja moje zachowania, mowilam o strachu przed tym, by inaczej postepowac, bo boje sie odrzucenia znowu. Podawalam przyklady sytuacji, gdzie moim zdaniem zrobilam juz wszytsko, co bylo mozliwe, a i tak bylo zle - ona mimo to mowila, bym probowala robic jeszcze raz. I probowalam - i dalej bylo zle. Mam wrazenie, ze na mnie przerzucila cala odpowiedzialnosc za to, zamiast chocby zasugerowac, ze moze nie odpowiadam w pelni za reakcje partnera i skoro tyle probuje juz, to znaczy cos innego nie gra. A ona mnie oceniala, i upierala sie, ze to ja robie to czy tamto zle i dlatego ten zwiazek nie idzie. Mi zalezalo, zeby szedl, i jesli ona tak stawiala sprawe, to ja sie czulam winna i skolowana - widze, ze cokolwiek bym nie zrobila, to nie idzie, nie rozumiem dlaczego, bo przeciez jesli partner mnie kocha, to powinien pewne rzeczy rozumiec sam; z drugiej strony slysze od niej, ze jestem taka czy siaka, nie otwarta itp., a on jest ok - to jest ocena, bo nie bylo tam miejsca na dialog, na przedstawienie mojego punktu widzenia, ona sie upierala przy swoim - ze on jest ok, a ja sabotuje, mimo tego, ze dawalam do zrozumienia, ze mi to nie pasuje.

            Moja terapeutka na pewno nie byla przezroczysta - mialam wrazenie, ze wywiera presje, ocenia, wysmiewa, lekcewazy, ignoruje, zmienia temat zaraz po tym, co ja mowie, co dla mnie wazne - czesto dosyc sie zdarzalo.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: ankaw   Data: 2011-02-22, 12:25:10               Odpowiedz

            droga1
            Wiesz ja cały czas się uczę (i Twój przykład potwierdza mi to), żeby ufać bardziej swoim odczuciom i emocjom. Jeśli czuję, że coś jest nie tak to znaczy ,że jest nie tak , obojętnie czy to relacja z terapeutą , partnerem czy kimkolwiek innym i dla mnie jest najkorzystniej zakończyc tą relację jak najwcześniej.
            Po drugie jeśli za coś płacę , to wymagam , to są w końcu moje ciężko zarobione pieniądze. To nie dokońca jest prawda, że wyniku terapii nie da się przewidzieć, po kilku spotkaniach powinno być już jasno określone czego terapia dotyczy i po konkretnym czasie sprawdzone czy przynosi efekty, jeśli nie to znaczy ,że trzeba ją zakończyć (może potrzebna jest zmiana terapeuty, albo wogóle rodzaju terapii), a nie ciągnąć w nieskończoność w celach zarobkowych



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-22, 14:04:43               Odpowiedz

            No niestety, ja wlasnie tez tego caly czas sie ucze.

            Ja wczesniej nie bylam na zadnej terapii, ale czytalam troche o tym. Wiedzialam, ze pare pierwszych spotkan sluzy nakresleniu problemu, a efekty powinny byc po kilku. Pierwsze spotkanie w odczuciu moim i bylego bylo bardzo ok, ustalilismy cele tak ogolnie: co on moze zrobic, bym poczula sie bardzioej kochana - dla niego, a dla mnie - dowiedziec sie, czy chce z nim byc, czy nie. Pani wydawala sie mila. Potem bylo troche dziwnie - mowilismy o o roznych sytuacjach, tak bez ladu i skladu, ale dla mnie to bylo ok, bo niby pozwolila nam mowic o tym, co dla nas wazne. Bylo w miare spokojnie, czasem sie poczulismy zrozumiani z pewnymi rzeczami, wiec niby bylo ok. Pani sugerowala tak po przyjacielsku, by byly wzial mnie na kawe po terapii, zeby bylo nam fajnie, ale moj mily mnie nigdy nie zaprosil :/ Samo to bylo dla mnie jakies dziwne - ze on moze nie do konca jest otwarty na to, ale z drugiej strony - przeciez to niby drobna rzecz, nie bede sie przypieprzac i poruszac takich rzeczy. Dziwne tez bylo dla nas to, ze Pani prawie na kazdym spotkaniu odbierala telefon (i najczesciej mowila, ze nie moze rozmawiac w tej chwili). No ale przymykalismy na to oko. Jak i na to, ze przedluzala sesje bez uprzedzenia - potem kazala sobie odpowiednio wiecej placic - ale to tez tlumaczylismy, ze w sumie dobrze, bo dojezdzamy z daleka, wiecej czasu mamy na terapie. Potem stopniowo robil sie chaos - nie bylo zadnej struktury, kazde spotkanie zaczynalo sie od slow: "to o czym dzisiaj?", czasem teamty sie powtarzaly, ona nie pamietala, ze juz o czyms mowilismy, kiedys wymyslila, ze na kolejnym spotkaniu bedziemy cwiczyc empatie - nie pamietala tego w ogole jak przyszedl kolejny termin. Jedyna rzecz, jaka zaproponowala, to rozmowa o rodzinach - blizej konca terapii. Bylo ok, poki sie usmiechalam, kiwalam glowa itp., potem, gdy pewne wyjasnienia przestaly mi wystarczac, zaczelo sie, ze jestem malo otwarta i w domysle sabotuje terapie. Jesli bym sie bardziej stawiala, wyszloby, ze ja jestem cacy, a partner jest be i byloby to malo wiarygodne, wiec robilam miejsce takze na pewne negatywne sugestie wzgledem mnie, nie zbijalam ich z marszu i dawalam szanse tej terapii. Gubilam sie kompletnie w tym, co niby normalne jest jak sie kocha i czego moge oczekiwac od partnera. Bo niby uparcie twierdzila, ze mnie kocha, jednoczesnie czasem mowila o tym, ze naturalne jest jak sie kocha robic to czy tamto - a on dokladnie tego nie robil. Myslalam naiwnie, ze moze mi sie to jakos naprostuje, wyjasni, i podejme dobra decyzje - czy z nim byc, czy nie. Ale niestety - im dalej, tym ciemniej sie robilo, a moje watpliwosci byly po prostu zostawiane w prozni.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-22, 11:41:49               Odpowiedz

            Hmm, mysle, ze na pewno sie wiele nauczylam, choc troche czasu zajmie mi uporanie sie z wieloma sprzecznymi uczuciami. Wczesniej nauczylam sie nie wymagac, sluchalam glupich rad - gdybym tak bardzo nie kwestionowala wlasnych potrzeb, szybciej rozwiazalabym te sytuacje, mniejsze spustoszenie by poczynila we mnie, a wiec zaluje pewnych rzeczy tak czy inaczej. Lub gdyby byla dobra diagnoza, to nie probowalabym tak bardzo, nie czulabym presji, by sie otwierac i starac sie otwierac partnera, tylko bym wiedziala, ze to nie jest moja wina, ze on tak reaguje, a nie inaczej (a nie ze ja nie mowie dosc jasno albo ze oczekuje za wiele albo czegos nie doceniam itp. - tylko dokladnie jak Ty to powiedzialas, jego wewnetrzne dziecko czulo sie zagrozone) i albo bym to zaakceptowala, albo odeszla od niego. A tak dalej staralam sie do perfekcji robic super, bo przeciez on chcial ze mna byc i spelaniac potrezby, a ja mialam wrazenie, ze robie cos niewystarczajaco dobrze i dlatego nie wychodzi - no tak wlasnie sugerowala terapeutka. Przykre to, bo czulam, jak zreszta przez calosc tego zwiazku, ze to na mnie spoczywa praktycznie cala odpowiedzialnosc za niego. On podobno robil wszystko, tylko ja nie zauwazalam - mysle, ze to 'wszystko' to bylo po prostu kajanie sie i deklaracje uczuc. I na tej podstawie wyszlo, ze on jest cacy a ja be i sabotuje ten zwiazek - bo nie jestem otwarta, bo sie czepiam itp. A moich wyjasnien nie chciala sluchac.

            Na spotkaniu po zakonczeniu terapii wspolnej powiedziala mi, ze ona sie gubila w szczegolach, ze moze nie jest wystarczajaco doswiadczona czy inteligentna, zeby pojac te sytuacje - bo z tego, co jej mowie to jej wychodzi, ze mu nie zalezalo na mnie, a przez caly czas terapii twierdzila, ze mu bardzo zalezy i juz sama nie wiedziala. Wydaje mi sie, ze jesli sie czuje, ze nie ogarnia sie sytuacji i wybitnie sie ona nie rozjasnia i 'gubi sie w szczegolach' to powinno sie przerwac terapie, a nie brnac slepo, tym bardziej ze widziala, ze ja coraz bardziej oporna sie robie na to, co mi proponuje. Jak dla mnie klapa - za takie cos powinien byc zwrot pieniedzy.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-22, 11:50:18               Odpowiedz

            Nie rozumiem tego komplikowania sobie życia, zakończyłaś ten związek i ok, po co ty go rozmieniasz na drobne, roztrząsasz i cały czas analizujesz? Chcesz samą siebie przekonać, że zrobiłaś dobrze? Było, minęło, zacznij nowe życie i pracuj nad sobą, tego związku już nie ma. Czy może żałujesz, że się rozstaliście i masz wątpliwości co do decyzji? Sama stwarzasz sobie problemy myślę. Może przestań analizować związek, a znajdź terapię dla siebie? Na przyszłość bardzo by ci się przydała, oczywiście pod warunkiem, że wejdziesz w relacje terapeutyczną, bo póki co niestety nie udało ci się to. :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-22, 11:56:47               Odpowiedz

            Jak dla mnie klapa - za takie cos powinien byc zwrot pieniedzy.


            A kto ci da gwarancję udanej terapii? Przecież odpowiedzialność leży po obydwu stronach, za przebieg, a za to czy skorzystasz z rad czy nie, czy wprowadzisz zmiany czy nie, odpowiadasz ty sama. Cały czas chcesz komuś wcisnąć odpowiedzialność za swoje niepowodzenia. TO TY DECYDUJESZ O SOBIE nikt inny nie jest za to odpowiedzialny. Podejmując terapię nigdy nie dostaniesz gwarancji sukcesu. Nie pasuje ci układ, nie podejmuj terapii.:)

            Tutaj nie kupujesz pary butów które muszą spełnić twoje oczekiwania,a i tak z góry ustalone przez producenta, który daje gwarancje. Psychoterapia dotyczy psychiki ludzkiej, a jej efektów nie da się gwarantować czy w ogóle dokładnie przewidzieć, bo każdy człowiek jest inny.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-22, 12:11:07               Odpowiedz

            Ale ta terapia byla szkodliwa, nie to, ze nieskuteczna. Zle przeprowadzona. Nie to, ze mi nie pomogla, bo po prostu nie bylo tego kontaktu, co tzreba, tylko techniki byly zle - nie tak powinna wygladac psychoterapia z kimkolwiek. Nie czulam sie sluchana, rozumiana, bylam oceniana, lekcewazona, nawet wysmiewana. To nie jest zadna psychoterapia, a poszlam na psychoterapie.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-22, 12:22:33               Odpowiedz

            Rozumiem, że wiesz lepiej jak powinna wyglądać psychoterapia, techniki itd. Już na początku było to skazane na porażkę, więc nie wiem po co to ciągnęłaś. Jeżeli nie złapiesz poczucia, że się dogadasz z terapeutką to oznacza, ze nie nawiążesz relacji terapeutycznej. Odpowiedzialne są zawsze dwie osoby a nie tylko terapeuta. Czasami ludzie po prostu się nie dogadają tyle. Idąc na terapię godzisz się i bierzesz pod uwagę to, że terapeuta analizuje i interpretuje twoje życie i przekazuje ci jak on to widzi z boku, często słyszysz o sobie rzeczy które ci kompletnie nie pasują, wręcz złoszczą i obrażają, ale wcale nie oznacza to, że takie były intencje terapeuty. Myślę, że nie jesteś gotowa na terapię, nie potrafisz być krytyczna wobec siebie, nie masz wglądu i przyjmujesz analizę zgodną tylko z tym co myślisz o sobie sama. Tak na prawdę w środku wiesz, ze terapeutka miała trochę racji i stąd ten wątek, stąd te dylematy. Oczekujesz, ze inni poprą twoją analizę żebyś mogła się do końca przekonać, ze postępujesz słusznie. Jesteś w konflikcie z sama sobą, teoretycznie z terapeutka. Wiesz podświadomie, ze miała rację, ale świadomie nie jesteś tego w stanie zaakceptować bo to by oznaczało przyznanie się do błędu. Możesz napisać jak terapeutka z tobą rozmawiała?
            Mówiła bezpośrednio - nie masz racji, jesteś taka czy siaka czy może z kontekstu jej wypowiedzi wyciągałaś takie wnioski?
            a może mówiła - myślę, ze nie masz racji, sądzę, że jesteś taka czy siaka, albo , że odbierasz to tak i tak? Jak to wyglądało?



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-22, 13:47:05               Odpowiedz

            BYwalo, ze kompletnie ignorowala to, co mowilam. Kiedys, kiedy mowilam o sytuacji, ktora mnie skrzywdzila i chcialam przedstawic to szczegolowo i obiektywnie, powiedziala z przekasem po wysluchaniu: "Trudno Pania zadowolic, prawda?". Ja bylam troche w szoku, bo chodzilo mi o cos innego, nie wiedzialam, co powiedziec. Wiedzialam, ze moze to tak wyglada, ze trudno mnie zadowolic, ale czulam, ze jest dokladnie odwrotnie - ze godzilam sie na bardzo wiele w tym zwiazku. Cos tam zaczelam przebakiwac zmieszana, ze nie - ale ona widocznie moje nie wziela za wypieranie i skoncyla temat.

            Innym razem, jak, zdaje sie, rozmawialam z partnerem i czepialam sie drobiazgow - pozornie - zapytala mnie oburzonym tonem (nie byl to neutralny ton, tylko z emocjami): A czemu Pani tak wszystko kwestionuje (moze inne slowo padlo, nei pamietam)? Ja zaczelam sie tlumaczyc, ze nei robie tego tak po prostu, tylko wiele razy sie zdarzalo, ze niby cos bylo jasne dla partnera, a pozniej wychodzilo, ze kompletnie mnie nie rozumie w tej samej kwestii, wiec sie upewniam - zrsezta jego sposobem, w jego stylu rozmawiam, bo on zawsze czepia sie szczegolow i ja sie tylko upewniam, ze sie rozumiemy, zeby potem nie wyszlo, ze on znajdzie jakas luke, ze ja to tak zostawie i wyjdzie, ze sama jestem sobie winna, ze nie przekazalam, o co mi chodzi. Ona na to nic, kompletnie nic, przeszla do nastepnego tematu. A dla mnie takie sytuacje, gdzie rozmawialam w ten sposob, wiazaly sie z duzym stresem, strachem, zagubieniem - a tutaj pada teza, ze po prostu sie przyczepiam do wszytskiego i nie jest to dalej analizowane.

            Innym razem opowiadalam o sytuacji, gdzie czulam sie skrzywdzona, lekcewazona, ale nie mowilam o uczuciach, przedstawilam tylko sytuacje - znowu ze szczegolami, obiektywnie. Dostalam na to odpowiedz z teatralnym wrecz wzruszeniem ramionami : "ja nie wiem, o co Pani chodzi." po czym zwrocila sie do partnera z dziwnym usmiechem:" A Pan zrozumial, o co Pani chodzilo?", on tez wzruszyl ramionami z usmiechem czy nawet smeichem. Koniec tematu. Jak dla mnie to jest bagatelizowanie, jakkolwiek trywialny moj problem by nie byl. Mimo ze przedstawiajac sytuacje nie ocenialam nikogo, bylam obiektywna. Podobnie kiedys mowilam, ze partner zawsze musi miec racje i ma zdanie na kazdy temat. Ona na to z zamierzonym cynizmem:" O, to jak ma zdanie na kazdy temat, to faktycznie problem", na co ja mowie: "Ale on ma tak caly czas", ona: "nooo, jak caly czas, to tzreba go rzucic" z usmiechem. Niby tez sie usmiechalam, bo wiedzialam, ze to jest specjalnie takie zartobliwe, ale powiedzialam, ze nei czuje sie rozumiana (bo dla mnie to byl problem, ze czulam, ze moje zdanie w tym zwiazku sie w ogole nie liczy). A ona: "no ale o co Pani chodzi? Przeciez sie z Pania zgadzam?". To bylo dla mnie dodatkowo przykre, bo kiedykolwiek probowalam obrocic w zart cos z partnerem i sie posmiac, to zawsze wtedy reagowal agresja i mialam poczucie, ze nie traktuje go wystarczajaco powaznie. A tu prosze - on sie nagle smieje jakby nigdy nic.

            na koniec terapii powiedziala mi, ze ja chce zmieniac partnera, jako wniosek koncowy, zreszta to kilka razy padlo w trakcie. On na to, ze to dla mnie krzywdzace i do tej pory sie z tym nie zgadza. Te wszytskie sytuacje, gdzie ja go chcialam niby zmieniac to nic innego jak stosowanie sie do rad innych - tlumaczenie, czego mi trzeba, zeby nie wyszlo, ze nie komunikuje jasno swoich potrzeb. Powiedziala mi tez kilka razy, ze nie jestem otwarta i skoncentrowana na przeszlosci - wprost. Podczas gdy ja ciagle w terazniejszosci mialam te same sytuacje i jej o tym mowilam. Kiedys kazala nam sobie wyobrazic, ze ona mowi nam, ze bardzo ciezko bedzie nam sie dogadac, ze ten zwiazek ma nikle szanse i bardzo duzo pracy w to tzreba wlozyc i obserwowala nasze reakcje. Stwierdzila, ze moj partner wygladal, jakby byl zaangazowany na 80% w ten zwiazek, a ja - jak na mniej wiecej 20%. Nie oceniam jej tu, moze tak to wygladalo, choc w rzeczywistosci mi strasznie zalezalo na nim. Ale ciagle odnosilam wrazenie, ze ona mysli, ze ja bardzo lajtowo podchodze do tego zwiazku. Na spotkaniu indywidualnym powiedziala mi: "Ja nie rozumiem, czemu sie Pani tak tzrymala tego zwiazku, przeciez nie byla to nawet jakas wielka milosc, z tego, co widzialam." No niefajnie - dla mnie byla.

            W trakcie naszej terapii na spotkaniu na osobnosci pytala mnie o seks, sugerujac, ze pewnie tez nienajlepiej jest. Ja mowie, ze owszem, nienajlepiej, ale nie jest to takie proste, nakreslilam sytuacje, ze bylo wielkie pozadanie, ale nie korzystalismy z tego, moj partner mnie "przetrzymywal", mimo ze zadne z nas nie jest religijne, oboje bylismy gotowi, nie zachecal mnie, czasem studzil moj zapal, dziwnie reagowal, a pozniej brakowalo mi atmosfery, a wiec nie jest to tak, ze slabe pozadanie po prostu. Ona nie skomentowala.

            Mowila tez o tym, ze nie chce przyjmowac jej rad, jak postepowac, mowi: "prosze zobaczyc, ja Pani proponuje to, Pani mowi: to mi nie pasuje, proponuje cos innego, Pani mowi to samo". Miala tu racje, ale problem byl w tym, ze wszytskie te rzeczy, ktore proponowala mialam okazje sprawdzic i nie wyjasnialy mi sytuacji. Mowilam, ze zgadzam sie, ale nie pasuje mi to tutaj bo i podawalam w tym miejscu argument, ktory ona czasem po prostu ignorowala. Jesli np. mowila mi w odpowiedzi na jakas sytuacje, ze mezczyzni po pewnym czasie zwiazku juz nie sa tak sklonni spelniac potrzeb partnerki, a ja przeciez wiem, ze moj partner nie byl sklonny od poczatku, to nie przychodzi mi latwo zaakceptowanie takiego wyjasnienia, wiec jej mowie, ze nie do konca mi sie to zgadza. A ona w takich momentach nic. Nie badala tego po prostu, zostawiala.

            Na indywidualnej terapii znowu powiedziala, ze wszystko kwestionuje i jestem agresywna. I ja przyznalam, ze tak jest, ale nie bez powodu taka jestem, i to w tym zwiazku sie tak nauczylam - wlasnie zeby sie potem nie okazywalo, ze czegos nie dopatrzylam, ze sie sama na cos zgodzilam, ze to moja wina ze czegos nie dopowiedzialam. Mowilam, ze inni ludzie zawsze mi mowili, ze jestem otwarta,mila i malo asertywna i normalnie taka jestem, ale w tym zwiazku juz nie umiem taka byc, bo sie boje. Ona na to, czego ja od niej chce. Powiedzialam ze zrozumienia. Ona: "Zrozumienia, czy chce Pani, by Pani przyznac racje?". Paskudnie sie poczulam. Powiedziala, ze rozumie moj punkt widzenia, ale "czy moze miec swoje zdanie na ten temat?". No moze, oczywiscie, ale to dla mnie bardzo krzywdzace, zamkniete, wskazuje na kompletny brak zaufania do moich uczuc. Nie jestem w stanie ich przekazac w zaden sposob - mowie wprost wszytsko, co wiem, a ona i tak wie lepiej. Mysle, ze ona po prostu odbierala osobiscie to, ze jej interpretacje i rady mi nie pomagaly, ze jest nieskuteczna, ze kwestionuje jej opinie. Uznala, ze jestem zamknieta, a wiec i ona nie ma zamiaru sie otwierac na mnie - to niezbyt profesjonalne, i podwojnie krzywdzace, bo ja w bliskiej relacji bylam w stanie znosic duzo wiecej, za rada takich jak ona, a ona w relacji czysto profesjonalnej jest w stanie brac swoje uczucia bardziej pod uwage.

            Moze opisywalam juz te sytuacje tutaj, ale napisze jeszcze raz, zeby zilustrowac jej podejscie do dialogu. Pyta sie mnie, co by sie musialo stac, bym znowu zaufala partnerowi. Ja na to:"chcialabym sie poczuc zrozumiana, zeby pokazal, ze mnie rozumie, czyms mnie ujal". Jej odpowiedz: "A moze on nie jest ujmujacym mezczyzna?". Nie rozumiem, co ja moge na takie cos powiedziec i czemu to sluzy i po co w ogole mowilam o swoich odczuciach. Innym razem powiedzialam, ze chcialabym bysmy wychodzili gdzies na kawe, kolacje, jak inne, zwyczajne pary. Ona na to: "ale wy nie jestescie zwyczajna para". Ja mowie o swoich potrzebach, odslaniam sie, a dostaje jakis dziwny 'argument', z ktorym nie wiem, co zrobic. Niby prawda, ze nie jestesmy, zreszta o kazdej parze mozna to powiedziec, no ale czy to faktycznie jest dobry argument? Wydaje mi sie, ze to bardzo niekonstruktywny sposob prowadzenia rozmowy. Nie wiedzialam, co na cos takiego mam odpowiedziec, bylam skolowana.

            Co do tego, ze niby wiem, ze miala troche racji i ciezko mi to zaakceptowac, to tak nie jest do konca. Wiem, ze moglo to tak wygladac i ze teoretycznie moglam byc moze cos inaczej powiedziec, inaczej wyrazic, o co mi chodzi. Ale w praktyce nie moglam - nie dlatego, ze nie chcialam, tylko sie balam. Balam sie powiedziec tak prostej rzeczy jak "on dla mnie nic nie robi", bo wczesneij sie naczytalam, ze jesli czegos od kogos oczekuje, to jest cos ze mna nie tak. Balam sie powiedziec: "czuje, ze on mnie nie slucha", bo dostalabym wyklad o tym, jak to kobiety oczekuja jakichs konkretnych reakcji a facet jest nastawiony zadaniowo - ale w naszym przypadku te mechanizmy nie wyjasnialy wszystkiego. Ale jesli tylko mowilam, ze cos mi nie wyjasnia tego, to bylo, ze mi nic nie pasuje. Wczesniej sie naczytalam, ze nie powinnam oczekiwac tego czy tamtego - adoracji, uznania itp. wiec o takich rzeczach ciezko mi bylo mowic. Natomiast na terapii raz uslyszalam, ze moze mi sie w partnerze to czy tamto nie podobac i mam do tego prawo. I od tego czasu wszelkie rzeczy, gdzie sie czulam skrzywdzona prezentowalam w takiej formie, ze to czy tamto zachowanie mi sie nie podobalo - bylo to interpretowane ze duzo mi sie nie podoba. Nie bylam natomiast w stanie powiedziec wprost, ze on mnie nie pochwali, a krytykuje, umniejsza moje sukcesy, bo ktos mi napisal wczesniej, ze takie zachowanie jest ok, a ja mam problem jesli mi to przeszkadza. Bylam wiec dosc sporo zablokowana jesli chodzi o mowienie o pewnych uczuciach. Ale jesli na terapii cos mi nie pasowalo w zwiazku z tym a balam sie powiedziec cos wprost, nie czulam sie do konca dobrze, cos mnie ugniatalo, to mowilam o tym, ze tak sie czuje - tyle ze to bylo po prostu zostawiane i Pani sie nie wglebiala, dlaczego tak jest. Pamietam keidys na poczatku sesji powiedzialam, ze mam metlik w glowie, czuje sie jakbym byla zawieszona w prozni i moge miec problemy z odpowiadaniem. Po czym nastala cisza, nikt nie dociekal dlaczego, tylko przeszlismy do kolejnego tematu.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: impresja   Data: 2011-02-22, 15:59:58               Odpowiedz

            droga1
            poświęciłam się i przeczytałam dokładnie to co w natchnieniu napisałaś.
            Jestem pod wrażeniem i mam propozycję dla Ciebie.
            Otóż uważam,że Tobie tylko może pomóc terapia,ale tylko i wyłącznie z mężczyzną.
            Ty masz słabość do mężczyzn,do ich autorytetu,władzy,itp.dlatego jestem pewna,że tylko z psychologiem/terapeutą masz jeszcze szanse Sobie pomóc.
            Później to już nic nie widzę.-:).
            Cieplutko pozdrawiam.
            droga1



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-22, 17:07:39               Odpowiedz

            impresja faktycznie podała niezły pomysł. Facet może w jakiś inny sposób spełniłby twoje oczekiwania jako do terapeuty.
            Póki co muszę ci powiedzieć, że z tego co przeczytałam, całego tego wątku, prawie w każdym poście kwestionujesz to co sugerują inni. Decydując się na terapię dajemy niejako prawo terapeucie do grzebania w naszych psychikach, w naszym życiu, do analizowania naszych reakcji i zachowań i nikt nie będzie robił tego tak aby nam pasowała, ale z suchym obiektywizmem oceni sytuację. Jeżeli nie jesteś gotowa przestać kwestionować zdanie terapeuty, bo uważasz, ze ty lepiej znasz swoje reakcje i uznajesz to za jedyną istniejącą prawdę to nie podejmuj się terapii. Bądź sobą i sama ponoś konsekwencje swoich czynów, a ty próbujesz całemu światu nakazać żeby widział twoją osobę tak jak ty sobie tego życzysz. Niestety to nie jest możliwe bo każdy człowiek odbiera ciebie inaczej, ale zauważyłam jedną prawidłowość. To, że podważasz każdą teorię na swój temat która jest niezgodna z twoją własną opinią. To zauważyło już kilka osób, w tym dwie terapeutki. Ile jeszcze głosów potrzebujesz żeby poddać w wątpliwość swoje postrzeganie samej siebie?
            Wszystko by było ok gdybyś miała pewne zdanie na swój temat i pal sześć zdanie innych. Jesteś jaka jesteś i dobrze ci z tym, ale nie, ty chcesz żeby inni myśleli o tobie tak jak ty sama. To jest niemożliwe, po prostu. :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-22, 19:43:51               Odpowiedz

            NO ej sorry...

            "To, że podważasz każdą teorię na swój temat która jest niezgodna z twoją własną opinią. To zauważyło już kilka osób, w tym dwie terapeutki. Ile jeszcze głosów potrzebujesz żeby poddać w wątpliwość swoje postrzeganie samej siebie?"

            Zadne dwie terapeutki - jedna. Wczesniejsza pani psycholog (nie terapeutka, gwoli jasnosci) nic mi takiego nie mowila, ze podwazam, jak mi sie nie podoba, tylko sie po prostu trzymala kurczowo pewnej wersji. Druga natomiast powiedziala, ze tamta wystawila bledna diagnoze (a wiec chwileczke - czyli mialam racje, ze mi cos nie pasowalo!). Co do pierwszej pani, to wcale niczego nie kwestionowalam, najwyzej pisalam o watpliwosciach, na koniec jej podziekowalam, ze dala mi do myslenia, ale tak naprawde to nie czulam tego, co mowila, jednak na sile wprowadzalam jej rady. Tak wiec nie dwie terapeutki, a jedna. A inni ludzie - no coz, tacy jak Ty.

            "Jeżeli nie jesteś gotowa przestać kwestionować zdanie terapeuty, bo uważasz, ze ty lepiej znasz swoje reakcje i uznajesz to za jedyną istniejącą prawdę to nie podejmuj się terapii."

            No coz, kwestinowalam nauczona doswiadczeniem - bo wczesniej wlasnie dalam sie wrobic w cos, co mi nie pasowalo na zasadzie, ze pewnie ona jako specjalistka wie lepiej. Poza tym slyszalam, ze kazdy jest ekspertem od samego siebie i nikt cie lepiej nie zna niz ty sama i nie mozna bezkrytycznie przyjmowac tego, co autorytet mowi.

            "Decydując się na terapię dajemy niejako prawo terapeucie do grzebania w naszych psychikach, w naszym życiu, do analizowania naszych reakcji i zachowań i nikt nie będzie robił tego tak aby nam pasowała, ale z suchym obiektywizmem oceni sytuację."

            No tylko ze ona wlasnie nie grzebala - wygladalo cos dla niej tak i tak, i nie chciala sie wglebiac. Gdyby rzeczy byly tak proste na jakie wygladaja, to nie zglosilibysmy sie na terapie przeciez. Wybacz, ale w pewien sposob powinno mi to pasowac - powinnam czuc, ze ktos ma racje, nawet jak mowi mi zle rzeczy na moj temat, to jednak powinnam czuc, ze w jakis sposob ma racje. A jesli ktos mi nie wyjasnia moich watpliwosci co do swojej interpretacji, to tym mniej wiarygodna mi sie jego teza wydaje. Niechby mi wytlumaczyla te wszystkie rzeczy, o ktore ja pytalam, niechby zakwestionowala to, jak ja faktycznie widze swoje zachowania i pokazala mi, ze bezpodstawnie sie bronie, ze moje powody sa naciagane czy cokolwiek innego. Nie, ona po prostu je ignorowala.

            Nic nie chce, by mysleli inni tak czy inaczej, ale od terapeuty faktycznie wymagalabym jakiegos uzgodnienia perspektywy, a nie ja swoje, a ona swoje zupelnie nie odpowiadajac na moje watpliwosci. Niechby je jakos zbila, jakos sie do nich odniosla, w koncu to ja do niej przychodze z problemem i ona sie powinna zajac tym, co mnie gryzie, co mi nie pasuje. Jesli sie nie zgadza, to niech sie nie zgadza, ale niech mi wyjasni watpliwosci, niech mi powie, ze glupio mysle, bo to i tamto, a nie to zostawia i sie po prostu upiera bo tak se wymyslila i sie bedzie tego trzymac.

            Co do zdania innych, to juz pisalam, ze ludzie, ktorych znam, znajomi, koledzy, kolezanki uwazaja mnie za osobe otwarta, mila, serdeczna, ulegla - w tym moj byly chlopak, niepytany zreszta sam to chetnie mowi.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: ankaw   Data: 2011-02-22, 18:52:35               Odpowiedz

            droga1
            Ja jakoś nie mogę dopatrzyć się w Twoich postach, abyś zawsze kwestionowała zdanie innych. Natomiast widzę coś innego, osobę, która waliła bezsilnie głową w mur we własnym domu , potem ten sam mur na terpii , jakoś nie widzę nic złego w tym, że szukasz zrozumienia.
            I jeszcze coś dotyczące Twego byłego partnera, krytykowanie i umniejszanie Twoich osiągnięć to jest przemoc .
            Nie wiem czy czytałaś "Toksyczne słowa" P Evans , myślę, że sporo z tego jak Cię traktowano tam byś odnalazła.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: BylaNerwolka   Data: 2011-02-22, 19:07:51               Odpowiedz

            Właściwie w jakim celu powstal wątek? Terapia zakończona, związek zakończony. Nie ma jednego ani drugiego a temat jest wałkowany, ze szkodą dla założycielki. Pytanie - po co? :)



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: droga1   Data: 2011-02-22, 21:12:57               Odpowiedz

            Tak sie wlasnie czulam - dobre okreslenie z tym murem...

            Co do ksiazki, to dzieki za polecenie, chetnie przeczytam. Co do krytykowania mnie i umniejszania osiagniec, to wlasnie czulam sie winna, jesli czulam sie zle z tym, jak on to robi. Zawsze po prostu tlumaczylam sobie, ze wyraza swoje zdanie, albo ze ma taki analityczny umysl, ze sie zawsze doszukuje jakiegos niedociagniecia, albo ze jest 'obiektywny'. Bylo mi tez dziwnie, jesli reagowal bez emocji na to, co mowie o swoich sukcesach, albo jedyna jego reakcja bylo "a ja...(i tu wymienial swoje osiagniecia na danym polu)", jakby rywalizowal. Gdy mu o tym mowilam, to nie widzial problemu, mowil, ze taki ma styl itp. Kiedy pisalam o tym do psychologa, to powiedziala, zebym sie zastanowila, czy to faktycznie regula, ze jak jedna osoba sie chwali, to druga powinna okazac uznanie. No ok, nie jest regula, z drugiej strony chyba moze mi byc przykro, jesli moj partner tak zupelnie bezemocjonalnie podchodzi do moich sukcesow - ona jednak sugerowala, ze to ja mam problem, i oczekuje, ze wszyscy wokol beda wyrazac podziw dla mnie. Poza tym mowila, bym uszczesliwiala partnera, i ze rywalizacja jest zabojcza dla zwiazku. Na nic moje tlumaczenia, ze probuje sie pozbyc tej rywalizacji, ze nadaje rozmowom inny ton, bardziej przyjacielski, ale on w ogole nie reaguje, tylko zawsze chce 'wygrywac'. Ona nic na to, i stwierdzila, ze pewnie to ja zawsze chce wygrywac i ze mi przeszkadza, jesli on ma racje. A on po prostu mial czarno-biale myslenie i nie byl w stanie zobaczyc innego punktu widzenia, nawet po to, by sie nie zgodzic w konstruktywny sposob, tylko swoja perspektywe przedstawial jako prawde absolutna bez zadnego odniesienia, zrozumienia dla innego zdania - a nawet mialo sie wrazenie, ze jakiekolwiek nie byloby moje zdanie, to on musi sie nie zgodzic, musi znalezc blad, luke, niescislosc itp. Sam to tlumaczyl tym, ze jest umyslem scislym i na studiach tak sie nauczyl rozmawiac. Dlatego przy takich jego i jej argumentach, za kazdym razem po prostu nie dopuszczalam do siebie negatywnych uczuc, wmawiajac sobie, ze takie jego reakcje sa moze w porzadku, bo zreszta i tak nie bylam mu w stanie przekazac, jak sie czuje, choc probowalam, wiec juz lepiej bylo to dusic w sobie i sie usmiechac. Zagmatwane, ale coz... na tamta chwile nie widzialam wyjscia.



          • RE: zachowanie terapeuty - dziwne czy mi się zdaje?

            Autor: ankaw   Data: 2011-02-24, 12:33:31               Odpowiedz

            droga1
            cytat "wlasnie czulam sie winna, jesli czulam sie zle z tym, jak on to robi."

            Zastanów się dobrze nad tym zdaniem . Czułaś się winna, że jakieś zachowanie sprawia Ci ból, wywołuje smutek, mieszane uczucia , poczucie wyobcowania, frustrację czy inne. Tylko , że Ty nie masz władzy nad uczuciami, więc nie powinnaś mieć z tego powodu żadnych wyrzutów, a jednak one były.

            A co do mówienia o własnych uczuciach, ja po pewnym czasie tego zaniechałam , bo przynosiło to tylko niemiłe dla mnie sytuacje.
            Potem jak się nad tym zastanawiałam, to nasunęło mi się porównanie rozmowy ze ślepym o kolorach (trywialne, ale trafne), mianowicie to o czym mówiłam było dla partnera tylko nazwą, słowem, czymś o czym wiadomo, że istnieje ,ale co to takiego jest. Zrozumiałam, że jeśli ktoś nie zechce sam się połączyć ze swymi uczuciami to samo mówienie o nich to za mało.