Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • zamknięcie w sobie

    Autor: malickaaa   Data: 2010-06-16, 13:57:49               Odpowiedz

    mam problem zastanawiam sie dlaczego jestem taka zamknietą w sobie osobą,
    stanęłam przed perspektywą pójścia do pracy i stwierdziłam ze nie chce isc tam gdzie są ludzi ,pracować z nimi, nie mam takiej wewnętrznej potrzeby, lubie siedziec w domu sama, mieszkając w akademiku nie odczuwam potrzeby rozmowy ze współlokatorką, czasami cały dzień bym sie nie odzywała, jak to zmienic, wiem ze nie moge tak zyc



    • RE: zamknięcie w sobie

      Autor: pomoc79   Data: 2010-06-16, 14:08:25               Odpowiedz

      Była , jest i będzie grupa osób które się izolują i lubią bardziej przebywać same ze sobą lub z np z naturą bądź z komputerem:).Unikają ludzi z wielu powodów : brak zaufania , niemiłe doświadczenia, nieśmiałość, brak potrzeby kontaktu.
      Ty widzisz że jest to dla Ciebie problem - to już pewien krok , nie sądza abyś z dnia na dzień stała się człowiekiem który jest duszą towarzystwa bo tą wspomnianą ceche albo się ma albo nie.Proponuje zacząc swoją ''nową drogę'' małymi kroczkami - które pomogą Ci oswoić się w towarzystwie człowieka- czyli bywaj z ludźmi , spotykaj innych .



    • RE: zamknięcie w sobie

      Autor: impresja   Data: 2010-06-16, 17:21:17               Odpowiedz

      http://www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=poradniafaq&op=opis&id=3234



      • RE: zamknięcie w sobie

        Autor: Agness21   Data: 2010-06-16, 17:36:02               Odpowiedz

        Witaj!
        Kiedyś miała bardzo podobny problem.. przede wszytkim uwierz w sibie... i jesli ktos CI za prasza, to idź.. przyjmi zaproszenie.. Masz jakas bliższa koleżankę? Teraz jest taka pogoda, mozna chodzic na spacery, grillowac... masa mozliwosci.. Przełam sie, zaprosc kogos na spacer... moze jakies zakupy? :)) Po prostu uwierz, ze jesteś kims z kim na prawdę warto się spotykac :) wtedy będzie łatwiej :)
        Pozdrawiam!



    • RE: zamknięcie w sobie

      Autor: Ellipsis   Data: 2010-06-16, 19:28:12               Odpowiedz

      Wiesz... Ja pracuję w środowisku, gdzie kontakt z ludźmi jest konieczny, utrzymywanie pozytywnych stosunków pomiędzy ludźmi z zespołu również, bo od tego zależy bardzo wiele. Ja jestem osobą raczej spokojną, zamknięta w sobie i dość wrażliwą. Ostatnio daje mi się to we znaki. Planowałam założyć wątek, ale stwierdziłam, że po prostu odwiedzę psychologa, bo chyba to lepsze rozwiązanie niż zanudzać tym ludzi. Każdy ma swoje problemy. Ale...
      Od jakiegoś czasu stwierdziłam, że muszę sama nad tym popracować. Trochę zaczęłam eksperymentować. Starałam się dopasować do ludzi z otoczenia, rówieśników, śmiać się z żartów, z których oni się śmieją, poruszać podobne do ich tematy w rozmowach, starałam się interesować ludźmi, których poznawałam, nie tylko rozmawiać o pogodzie... Ale wiesz co? Bardzo mnie to zmęczyło. Coraz częściej uważam, że nie warto. Ludzi z mojego otoczenia odbieram jako głośnych, krzykliwych i...zakompleksionych. W towarzystwie jednych czuję się lepiej, w towarzystwie innych - gorzej. Ale zaakceptowałam to. Przecież nie ze wszystkimi muszę czuć się dobrze. Zwłaszcza w towarzystwie tych 'wiecznie śmiejących się' panienek, których problemów chyba nigdy nie rozumiem (gadanie o facetach, paznokciach, tzw. 'ploteczki' i imprezach zakrapianych alkoholem)czuję się nieswojo. Zawsze wolałam kontakt ze sztuką, uciekałam w świat fantazji, marzeń, książek, grałam na fortepianie, rysowałam... Dobrze jest mi samej w pokoju, spotykam się z osobami chyba trochę podobnymi do mnie. Czasem czuję się, jakbym była nieprzystosowana społecznie, ale w bardziej pozytywnym znaczeniu: po prostu jestem chyba trochę wrażliwsza i może trochę lepiej wychowana. Ostatnio dużo nad tym myślę. Nie wiem dlaczego niektóre osoby jakoś mnie dyskryminują. Tzn. ostatnio 2 dziewczyny umawiały się na imprezę, ja byłam tą trzecią w towarzystwie. Zrobiło mi się głupio, więc wyprzedziłam ich nieznacznie (chyba nawet oddałam im przysługę, bo zaczęły między sobą prawie szeptać). Co miałam zrobić? Powinny się umówić jak wsiądę już do samochodu, a nie przy mnie. To było przykre, bo oczywiście zaproszenia nie dostałam choć razem byłyśmy na kursie, razem pracujemy, jeszcze nie raz będziemy widzieć się w pracy. Wydawało mi się, że nie powinno być takiej sytuacji. Ale jak widać... Odebrałam to jako zwyczajny brak kultury, ja bym w ten sposób nie postąpiła, ale widać ludziom jest to obojętne. Dotarło do mnie, że chyba jestem inna i po prostu muszę się z tym pogodzić. Może dlatego wolę swoje towarzystwo, bo ludzie często mnie rozczarowują mimo. Mam garstkę osób, które jakoś jeszcze mnie nie zawiodły więc wolę się ich trzymać. Zrozumiałam, że nie warto szukać znajomości na siłę: właściwi ludzie się znajdą we właściwym czasie i miejscu. Trzeba tylko unikać tych, których intuicja podpowiada omijać z daleka, bo nic z tego nie będzie. Dlatego rozumiem Cię zupełnie.



      • RE: zamknięcie w sobie

        Autor: katrinaa   Data: 2010-06-16, 22:37:07               Odpowiedz

        tez uwazam ze nic na siłe, dlaczego nie moge byc sobą tylko ciągle dostosowywac sie do czegos lub kogos,



        • RE: zamknięcie w sobie

          Autor: impresja   Data: 2010-06-17, 08:40:39               Odpowiedz

          Uważasz katrinaa,że jak będziesz dostosowywać się do czegoś lub do kogoś to już nie jesteś/będziesz sobą?
          A wypowiedź Ellipsis jak odbierasz?
          #



        • RE: zamknięcie w sobie

          Autor: Ellipsis   Data: 2010-06-17, 11:35:08               Odpowiedz

          Można spróbować: można tak jak powiedziałam, śmiać się z żartów, które nas nie bawią, ale bawią innych; można próbować nawiązać kontakt nawet z kimś, kto nie odpowiada nam swoim zachowaniem, ani typem osobowości; można przez tydzień wyjść 'poza' siebie i próbować być kimś innym, ale... Próba przekształcenia swojego charakteru z samotnika w duszę towarzystwa, to raczej żałosny dramat. Jest się takim, jakim się jest. I trudno, a może nawet niemożliwe jest to zmienić tak drastycznie. Próbujcie. Mi się nie udało i zaakceptowałam to, że nie ze wszystkimi mogę czuć się dobrze, nie wszystkich muszę lubić, nie wszyscy muszą lubić mnie. Po prostu nie boję się spędzać czasu sama ze sobą, zawsze mam co robić, ludzie mnie męczą na dłuższą metę. Lubię się z nimi spotykać, ale wystarczy parę godzin spędzonych w ich towarzystwie i mam dość na jakiś czas. Tak że Malickaaa, nie przejmuj się. Po prostu taki masz typ osobowości. Świat byłby nudny gdyby zamieszkiwały go same dusze towarzystwa. Wszyscy próbowaliby się przekrzykiwać i grać pierwsze skrzypce. Może to my jesteśmy im najbardziej potrzebni?
          Miałam taką koleżankę w szkole średniej. Cicha, spokojna dziewczyna, spędzała mnóstwo czasu na nauce, w książkach... Potrafiła się nie odzywać ani słowem. I wcale nie przeszkadzało mi to, jaka jest. Tylko ludzie podchodzili do niej z dziwnym dystansem, którego nie mogłam zrozumieć. Chyba sami mieli jakiś problem ze sobą, skoro nie dawali jej spokoju i utrudniali życie.