Artykuł

Agnieszka Kozak

Agnieszka Kozak

Geneza i terapia homoseksualizmu


Czym jest męski homoseksualizm?


Rodzące się dziecko jest całkowicie bezbronne i zupełnie zdane na osoby znaczące - matkę i ojca. Swoje potrzeby komunikuje w sposób jasny i wyraźny. Jeśli rodzice je zaspokajają, dziecko wzrasta w poczuciu bezpieczeństwa, że jest ktoś, kto da mu pić, zadba o to, by miał ciepło, przytuli, pocałuje i okaże miłość tylko dlatego, że po prostu jest kochane. Kobieta opiekuje się dzieckiem, daje ciepło, otacza wrażliwością, jest naturalną żywicielką. Mężczyzna daje siłę, podejmuje inicjatywę i zachowania związane z rolą przywódcy. W rodzinie ojciec jest tym, który powinien nauczyć syna, jak być mężczyzną. Nie zawsze jednak tak jest. Chłopiec w kształtowaniu własnej tożsamości potrzebuje zarówno afirmacji ze strony kobiet, jak i mężczyzn. Alan Medinger pisze, że "Pożądanie obcej męskości występuje tylko u mężczyzn, którzy czują deficyt własnej męskości" [1]. Homoseksualizm wskazuje więc, że mężczyzna nie rozwinął w sobie cech związanych z pierwiastkiem męskim. Nie dotyczy to nadmiaru cech kobiecych, ale niepodjęcia zadań związanych z cechami męskimi, takich jak: podejmowanie inicjatywy, roli przywódcy, odpowiedzialności, budowania autorytetu, podejmowania rywalizacji, roli walki i zwyciężania, obdarowywania siłą i poczuciem bezpieczeństwa. "Homoseksualizm nie dotyczy seksu. Raczej jest to ostatecznie kwestia odrzucenia i oderwania od siebie, od innych i od własnej identyfikacji płciowej" [2].

Amerykański psychoterapeuta Richard Cohen w oparciu o swoje obserwacje i badania twierdzi, że nikt nie rodzi się homoseksualistą i nikt nie wybiera pociągu do osób tej samej płci. Ta skłonność jest uwarunkowana rodzinnie, środowiskowo i społecznie. Każdy, kto podejmie wysiłek pracy nad sobą, może dokonać zmiany, gdyż pragnienia homoseksualne są objawem nierozwiązanych zaburzeń z okresu dzieciństwa, które spowodowały zakłócenia dotyczące tożsamości płciowej. Uzdrowienie dokonuje się wtedy, gdy zostaną uzdrowione rany z przeszłości "kobiety potrzebują uleczenia ran zadanych przez matkę, mężczyźni potrzebują uleczenia ran zadanych przez ojca bądź jakichkolwiek innych niewyleczonych ran zadanych przez ważną osobę tej samej płci. I znowu, rany serca mogą być odkryte i uleczone, a potem zrealizowane potrzeby miłości zaspokojone w zdrowych, nieseksualnych związkach" [3].

"Przymiotnik homoseksualny nie określa osoby, tylko opisuje jej myśli, uczucia, pragnienia i zachowania" [4]. Jakie zatem mogą być przyczyny skłonności do osób tej samej płci? Skłonności homoseksualne można porównać do anoreksji, dotykającej najczęściej kobiety - przyczyna powstania zaburzenia jest wynikiem nałożenia się wielu czynników. W przypadku homoseksualizmu, za Richardem Cohenem, można wyróżnić takie czynniki, jak:
  1. Dziedziczenie - odziedziczone zranienia, nierozwiązane problemy rodzinne, zakłócone spostrzeganie, filtry umysłowe, predyspozycje do odrzucenia.
  2. Temperament - nadwrażliwość, duża potrzeba oparcia, natura artystyczna, nonkonformistyczne zachowania (bardziej kobiece u mężczyzn i bardziej męskie u kobiet).
  3. Zranienia homoemocjonalne i zranienia heteroemocjonalne - usidlenie, zaniedbanie, nadużycia, opuszczenie, nałogi, udawanie zachowań, niewłaściwe zachowania seksualne.
  4. Zranienia ze strony rodzeństwa/dynamika rodziny - stłumienie, nadużycia, przezwiska.
  5. Zranienia obrazu ciała - późne dojrzewanie, ułomność fizyczna, niższy wzrost, chudość, tusza, brak kondycji fizycznej.
  6. Nadużycia seksualne - wdrukowanie (impriting) homoseksualne, wyuczone i utrwalone zachowania, substytut uczuć.
  7. Zranienia społeczne lub w kontaktach z rówieśnikami - przezwiska, tłumienie, postawa świętoszka, pupilek nauczycieli, słabeusz, brak lub zmniejszona ilość zachowań typowych dla chłopców na różnych etapach ich rozwoju (np. przepychanek czy bijatyk).
  8. Zranienia kulturowe - media, system szkolny, przemysł rozrywkowy, internet, pornografia.
  9. Inne czynniki - rozwód rodziców czy śmierć któregoś z nich, doświadczenia i wpływy z okresu przed narodzeniem, religia [5].

Społeczeństwo nie potrafi się zdecydować, jaki powinien być mężczyzna. Jak w takim razie wychowywać chłopca, co jest ważne w kształtowaniu się jego tożsamości? Rodzice to osoby, które są najważniejsze w życiu małego dziecka, a jednocześnie, paradoksalnie od nich może ono doświadczyć największych zranień. W wychowaniu i rozwoju dziecka można wskazać pewne ściśle określone, dające się wyróżnić etapy [6]. Pierwszy etap fizycznego kształtowania się to faza fizjologiczna. Zaczyna się ona od momentu poczęcia i trwa mniej więcej do okresu dojrzewania. W chwili narodzin następuje fizyczne oddzielenie od matki, które rozpoczyna fazę kształtowania wstępnej tożsamości. Fizyczne oddzielenie od matki wzmacnia się w momencie "odstawienia od piersi", a psychologicznie ma miejsce, gdy chłopiec nabiera poczucia odrębnej od matki tożsamości. Następnie chłopiec obserwuje ojca i zaczyna rozumieć, że pod wieloma względami jest taki, jak on. Zaczyna się identyfikować z ojcem i naśladować go, chce być do niego podobny. Na tym etapie tożsamość jest prowizoryczna i proces identyfikacji trwa nadal. Kolejna faza to faza afirmacji. Chłopiec potrzebuje wykazać, że jest mężczyzną, sprawdza to zachowując się tak, jak ojciec. Potrzebuje potwierdzenia swojej męskości od ojca i od rówieśników. Uzyskanie potwierdzenia swojej męskości, czyli afirmacja w postaci sygnału od ojca i rówieśników wystarcza, by wewnętrznie zaakceptował fakt, że jest mężczyzną. Istnieje silna potrzeba odnalezienia swojej męskości, potwierdzenia jej, często poprzez męskość drugiego mężczyzny.

Mężczyzna często zadaje sobie pytania: "Czy mam to, czego mi potrzeba? Czy jestem kimś ważnym? Czy jestem mężczyzną?". Są to pytania kierowane początkowo do ojca. Najgłębsze rany mężczyzny wynikają z tego, w jaki sposób uzyskał odpowiedź na te pytania w czasie dorastania. Najnowsze badania prowadzone nad niemowlętami wykazują, że ojciec odgrywa znaczącą rolę w okresie między 9 a 14 miesiącem życia dziecka, kiedy następuje proces odrywania się dziecka od matki. Zadaniem ojca jest wspieranie dziecka, dodawanie mu odwagi, dawanie poczucia bezpieczeństwa w podejmowaniu ryzyka. Jeśli syn w tym okresie może liczyć na oparcie w ojcu, zabezpiecza go to przed poczuciem odrzucenia. Jeśli ojca dającego poczucie bezpieczeństwa w tym okresie brakuje, chłopiec nie jest w stanie rozłączyć się z matką i pozostaje z nią w symbiozie. Ojciec jest nośnikiem nadziei i poczucia siły związanych z własnymi możliwościami.

Homoseksualni mężczyźni często wzrastają w domach pełnych przemocy, alkoholizmu, w domach, w których ojcowie mają "romans z pracą" albo są zdominowani przez matkę. Często ojcowie są surowi i karzący. Istotny jest tu brak emocjonalnej więzi z ojcem, brak fizycznego kontaktu z nim. Największym pragnieniem dorastającego chłopca, który nie szanuje swojego ojca jest "nie być takim, jak on". Poczucie odrzucenia ze strony ojca jest dla chłopca tak bolesne, że odsuwa się on od ojca, by chronić się przed kolejnymi zranieniami z jego strony. Znowu pojawia się dziecięca obietnica: "Nigdy nie będę taki, jak on!". "Skoro nie będę taki, to jaki mam być"? Chłopiec chroni się przed zranieniami, ale też nie otrzymuje od ojca swojej męskiej tożsamości. Chłopiec pod nieobecność ojca, nie mając realnego wzorca męskiego, będzie tworzył własny obraz tzw. 'prawdziwego mężczyzny'. Okazuje się, że im wcześniej dziecko odczuwa brak ojca, tym zranienie zadane przez niego leży w duszy dziecka znacznie głębiej. "Kto pomoże mi odpowiedzieć na pytanie, co znaczy być mężczyzną?". To ojciec kładzie fundament pod poczucie tożsamości małego chłopca. Ojciec jest pierwszym i najważniejszym mężczyzną w życiu chłopca. "Tak jak kiedyś król pasował kogoś na rycerza, tak ojciec niejako pasuje swego syna na mężczyznę" [7]. Zanim syn stanie się mężczyzną, ma wiele pytań, nie może ich uzyskać od matki, więc odpowiedzi na pytania o męską tożsamość może znaleźć poprzez męskość innych mężczyzn.

W przekazywaniu i uczeniu męskości przede wszystkim ważna jest "obecność ojca przy synu i radość z ich wzajemnego kontaktu, ważna jest obecność mężczyzny, który z ochotą użycza siebie" [8]. Zmierzenie się ze swoją męskością musi nastąpić poprzez uwolnienie ojca, wybaczenie mu jego nieobecności oraz poprzez wyrażenie żalu. "Nie można stać się mężczyzną, nie będąc przedtem synem. Nie można być synem, nie czcząc swego ojca" [9]. Wielu homoseksualnych mężczyzn nie padło nigdy ofiarą nadużyć ze strony ojca, ale ich ojcowie nieśli po prostu swoją ranę, swoją nieumiejętność bycia mężczyzną. Zdarza się, że ojciec nie dorósł do roli ojca, nie potrafił wyrażać swoich uczuć, nie może więc zaofiarować synowi przestrzeni, w której syn mógłby mówić o swoich uczuciach. W tej sytuacji ojciec poprzez swoje zachowania nie dostarcza wiedzy, kim jest mężczyzna. Kiedy zranienia są zbyt bolesne, synowi nie pozostaje nic innego, jak odciąć się od uczuć - odcina się od świata innych ludzi, odcina się od męskości. Syn nie może wyrazić swojej agresji przeciwko swojemu ojcu, więc kieruje ją przeciw sobie; tendencje homoseksualne mogą być tego wyrazem. Niszcząc w sobie męskość, niszczy jakąś część ojca, w ten sposób może go zranić.

Jaka jest rola kobiety w powstawaniu homoseksualizmu u mężczyzn? Czy matka może się przyczynić do homoseksualności swojego syna? Tak. Kobietę w związku dopełnia i uzupełnia mężczyzna, on daje jej siłę, ona dla niego jest piękna. Jeśli kobieta zostanie opuszczona przez męża, jeśli więcej czasu poświęca on pracy, wódce czy zajmowaniu się sobą, kobieta szuka tego, który stanie się jej partnerem - wybiera wtedy syna. Jest to bardzo niebezpieczne. Zdarza się, że matka deprecjonuje ojca w oczach syna, pokazując go jako nieudacznika czy słabego mężczyznę. Matka trzyma chłopca z dala od jego rówieśników i najchętniej spędza z nim czas sam na sam. Chłopiec jest traktowany jak książę: rozpieszczany, specjalnie traktowany, chroniony przed światem zewnętrznym. Syn staje się nadzieją na wypełnienie miłością jej samotności, nadzieją na stabilność, której nie był w stanie zapewnić ojciec. Uleczenie relacji z matką jest możliwe poprzez dostrzeżenie uzależnień w tej relacji. Matka powinna pozwolić odejść synowi, aby zaczął on żyć. Zerwanie symbiotycznego związku z matką jest szansą na uwolnienie syna. Ten proces jest bolesny, syn musi pożegnać się z rolą "jedynego syna swojej matki"; to, co dobrze znane, musi zostać odrzucone, rodzi się bunt i lęk przed rzeczywistością dorosłego życia.

Mężczyzna homoseksualny, zraniony przez rodzica, uczył się wycofywania z sytuacji, które mu zagrażają, zrywania znajomości, w których występuje choćby cień możliwości bycia odrzuconym. W pewnych powtarzających się okolicznościach podejmował decyzje, które miały go uchronić przed zranieniem, co powodowało zerwanie kolejnej relacji. Pojawiało się coś w rodzaju "dziecięcej przysięgi", która czasami miała bardzo poważne konsekwencje. Pojawiały się słowa: "Nigdy więcej nie pokocham żadnej kobiety" albo "Zawsze już będę niedojdą". Może to rodzić niedojrzały ekshibicjonizm, narcyzm i dziecięcy bunt, czasami tendencję do użalania się nad sobą. Mały chłopiec nie musi być odpowiedzialny (komfortowa sytuacja!), inni muszą być odpowiedzialni za niego, inni ponoszą winę za jego porażki, inni powinni chcieć mu pomóc. Pojawia się silna postawa roszczeniowa. Niestety rodzi to samotność i pogoń za choćby odrobiną przynależności do kogoś. To może prowadzić do kontaktów seksualnych z innymi mężczyznami. Mężczyzna chce zbudować zdrową relację z mężczyzną, ale w środku kryje się zły i zraniony chłopiec. Uczucia miłości i nienawiści istnieją jednocześnie. Potrzebne jest pokochanie i zaakceptowanie tego dziecka wewnątrz dorosłego mężczyzny. To długi i bolesny proces, w którym psychologia przeplata się z łaską.

Jeśli na homoseksualizm spojrzymy jako na obronne zerwanie więzi z rodzicem tej samej płci, zobaczymy źródło zerwania identyfikacji z męskością. Zdarza się, że osoby homoseksualne zostają same ze swoim problemem, bo uważają, że nikt im nie może pomóc, bo ciężar ich zranień wydaje się być znacznie większy niż innych. Psychoterapia daje możliwość zetknięcia się z problemami innych ludzi, dostrzeżenia, że nie tylko oni doświadczyli zranień, że ich problem jest specyficzny, ale mogą się z nim zmierzyć. Nie chodzi o porównywanie się z innymi, ale o próbę zobaczenia, że człowiek nie jest sam w swoim trudzie! Że nie tylko jemu jest ciężko i nie tylko jego boli. Czasami doświadczamy tak wielkiego bólu i trudu, że wydaje nam się to nie do zniesienia, zbyt trudne i chcemy uciekać albo się poddawać. Warto wtedy zobaczyć, że wielu ludzi zmaga się z podobnymi (nigdy takimi samymi) problemami, że sobie radzą, potem mężnieją i stają się światłem dla kogoś. Dotarcie do istoty i źródła problemu, przepracowanie bólu i żalu, zaopiekowanie się dzieckiem wewnętrznym, daje możliwość uzdrowienia.

Etapy procesu zdrowienia


Możemy mówić o czterech etapach uzdrawiania homoseksualizmu. W pierwszym z nich następuje uświadomienie sobie problemu i poszukiwanie pomocy. Zmiana jest możliwa w każdym wieku, ważne jest pragnienie zmiany, motywacja skłaniająca do zdrowienia. Zraniony "syn" musi aktywnie uczestniczyć w swoim uzdrowieniu. "Bierne czekanie i czucie się ofiarą ojca lub matki byłoby dla niego zabójcze. Syn musi poczuć tkwiącą w nim siłę" [10]. W konfrontacji z terapeutą i doświadczaniem miłości ze strony innych ludzi, mężczyzna może odnaleźć swoją tożsamość i dojrzeć do bycia mężczyzną. "Każdy mężczyzna w środku jest wojownikiem. Ale decyzję, żeby walczyć, musi podjąć sam" [11]. Pragnienie walki i zwyciężania są mocno wpisane w tożsamość mężczyzny. Afirmacja samego siebie może się dokonać w kontekście afirmacji doświadczanej od Boga, bo tylko On gwarantuje bezwarunkową akceptację. Dzięki kontaktowi z prawdziwym "ja", próby zniewolenia czynione przez rodziców są nieudane, przestają zamazywać w mężczyźnie prawdziwy obraz siebie. Pierwszy etap zdrowienia obejmuje trzy zadania: zerwanie z zachowaniami seksualnymi, tworzenie systemu wsparcia, budowanie poczucia własnej wartości i doświadczanie wartości w relacji z Bogiem. W tym etapie bardzo ważni są heteroseksualni przyjaciele, którzy rozumieją problem i w których homoseksualny mężczyzna może doświadczyć zachowań typowych dla męskiego świata. Nie wystarczy bowiem, aby osoba homoseksualna odcięła się od środowiska gejowskiego, ale trzeba tworzyć szczere, zdrowe, pełne miłości i nieseksualne związki z innymi ludźmi, które pomogą w zaspokojeniu potrzeb emocjonalnych. Męskość kształtuje się w obecności mężczyzn. Istotne jest uznanie ze strony zdrowych, heteroseksualnych mężczyzn. Na tym etapie ważnym elementem jest też poznanie homoseksualnych osób, które weszły już na drogę uzdrowienia. Taką możliwość dają wspominane już grupy wsparcia. Poznanie takich osób i budowanie z nimi nieseksualnych relacji pozwala na wzajemne podbudowywanie się poprzez dzielenie się własnym przeżywaniem procesu uzdrowienia. System wsparcia, który jest konieczny do skutecznego przejścia przez proces psychoterapii powinien więc obejmować heteroseksualnych znajomych rozumiejących problem homoseksualizmu i wspierających pacjenta, którzy niekoniecznie muszą być informowani o problemach w dziedzinie seksualności (doskonale taką rolę spełniają wspólnoty modlitewne), a także osoby homoseksualne, które są już ugruntowane w przekonaniu o możliwości wyjścia z problemu homoseksualności i są na drodze zdrowienia.

Etap drugi to ugruntowanie. Konieczna jest poprawa komunikacji, nabycie umiejętności rozwiązywania problemów, trening asertywności i poprawianie błędnego myślenia. Rozpoczyna się uzdrawianie wewnętrznego dziecka, rozpoznawanie własnych myśli, potrzeb, odczuć. Nawiązane zdrowe relacje z ludźmi, dzięki pracy nad komunikacją i wyrażaniem swoich emocji, mają szansę przerodzić się w prawdziwą i szczerą przyjaźń. Przyjaźń jest tym, co wymaga pracy, ale także odwagi w przyjęciu trudnej prawdy o sobie. Często osoby zranione w relacjach czują się niezrozumiane, mniej ważne od innych, wydaje się im, że są niesłusznie oskarżane. Uczciwe porozumiewanie się w duchu miłości jest jedyną drogą do życia i dorastania w przyjaźni.

Wielkim wyzwaniem dla osób, które wspierają pacjenta wychodzącego na prostą, jest mówienie mu prawdy, która będzie burzyła jego błędne wyobrażenie o sobie samym, ale także będzie pomagała budować prawdziwe "ja". Błędne myślenie osoby homoseksualnej, głęboko zranionej w dzieciństwie podpowiada mu, że nie jest wart kochania takim, jakim jest naprawdę. Towarzyszenie mu w odkrywaniu trudnej prawdy o sobie, przy jednoczesnym zapewnieniu o akceptacji jego jako osoby, pozwala bezpiecznie dorastać do przyjęcia siebie ze swoimi wadami i zaletami. Kochać to pomagać rosnąć, także wtedy, gdy pomoc ta wiąże się z niepokojem, ze stawianiem wymagań, z bolesnymi przeżyciami. Miłość w swej istocie jest troską o los drugiego człowieka, a nie romantycznym szukaniem dobrego nastroju. W środku dorosłego, homoseksualnego mężczyzny przez długie lata był uwięziony mały, zraniony chłopiec. "Jestem inny - znaczy gorszy". W miejscu, w którym chłopiec został zraniony może on budować swoje fałszywe "ja". Odnajduje w sobie to, co jest jego talentem i pracuje nad sobą, by te talenty rozwinąć, by znowu zasłużyć na miłość.

Z homoseksualizmem głęboko związana jest niska samoocena. Niezwykle silna jest potrzeba przypodobania się innym ludziom. Rodzice osób homoseksualnych często mówią: "Był takim pilnym uczniem, nigdy nie sprawiał kłopotów". Widoczna jest ciągła tendencja do zastanawiania się nad tym, "co zmienić, by inni mnie kochali, akceptowali?". Osoby homoseksualne uganiają się za jakimś wyimaginowanym obrazem siebie, za tym, jakimi mogliby się podobać innym. Może pojawiać się myślenie: "Jak będę taki (jakiś, jeszcze nie wiem jaki), to ludzie będą mnie kochali". Wtedy powstaje sytuacja, w której ten kocha mnie za to, tamten za tamto i znowu chłopiec gubi siebie i nie wie już, jaki ma być, by żyć w zgodzie ze sobą. Z niskiej samooceny wynika także lęk przed popełnianiem błędów. Wynika to z braku pewności siebie i lęku przed okazaniem słabości, która grozi w ich mniemaniu odrzuceniem. Mężczyzna zamyka swoje serce i poświęca się budowaniu swojej osobowości, a w perfekcjonizmie odnajduje swoje bezpieczeństwo i sławę. "Życie mężczyzny staje się przygodą, wszystko obiera cel nadprzyrodzony, gdy on wyrzeka się kontroli w zamian za powrót marzeń do jego serca. Czasami te marzenia są pochowane głęboko i trzeba trochę pogrzebać, by je wydobyć. Zwracajmy uwagę na swoje marzenia" [12]. W jego sercu pojawia się przekonanie o tym, że nie może być sobą, bo taki nie zasługuje na miłość. Nowe, wymyślone "ja" jest obroną przed bólem. Następuje proces uzdrawiania dziecka wewnętrznego poprzez uczenie się rozpoznawania własnych myśli, uczuć i potrzeb. Proces psychoterapii pozwala na zmierzenie się z prawdą o tym, jak bardzo mężczyzna wyrzekł się swoich pragnień, jak wyrzekł się siebie budując fałszywe "ja". Pozwala chłopcu odnaleźć siebie i zaakceptować takim, jakim jest - wartym kochania mimo wad i słabości. W to miejsce może wejść już tylko Bóg ze swoją uzdrawiającą miłością, tu psychologia ustępuje miejsca łasce. Budowanie własnej wartości i poczucia bycia kochanym dokonuje się poprzez trud stawania w prawdzie o sobie samym w obliczu Miłości, która jest niezmierzona!

Etap trzeci to uzdrawianie zranień od osób tej samej płci. Następuje tu bolesne i trudne odkrywanie najgłębszych przyczyn zranienia. Osoba musi znaleźć wydarzenie z przeszłości, które doprowadziło do zerwania identyfikacji z własną płcią. "Podstawową przyczyną homoseksualizmu nie jest nieobecność rodzica tej samej płci, ale obronne zerwanie więzi przez dziecko z tym rodzicem". Bóg obdarował nas przykazaniem: "Czcij ojca swego i matkę swoją". Aby dorosnąć do pełni męskości, człowiek musi uwolnić swego ojca. Uzdrowienie syna w relacji z ojcem może się dokonać poprzez doświadczenie bezwarunkowej miłości. Rozpoczyna się proces wyrażania żalu, smutku, złości, ale też przebaczenia i podjęcia odpowiedzialności. Tu pojawia się moment, w którym terapeuta pomagający pacjentowi w procesie zdrowienia może zdać się na wiarę i na uzdrawiającą moc Boga. "Wiara uwalnia nas od presji, że wszystkiemu musimy podołać sami. Jednocześnie uwalnia nas od wątpliwości, czy z tym albo innym człowiekiem da się jeszcze cokolwiek zrobić" [14].

Etap czwarty to uzdrawianie zranień heteroemocjonalnych. "Męskość może być rozumiana jedynie w relacji do żeńskości" [15]. Podobnie, jak w etapie uzdrawiania relacji z mężczyznami, tak i tutaj osoba homoseksualna musi odnaleźć przyczynę zranienia ze strony matki, przeżyć smutek i żal, przebaczyć i odkryć, kim jest kobieta. Musi on podjąć trud, by poznać serce kobiety, zrozumieć, kim ona jest, odrzucić obraz, który do tej pory został wykreowany w jego sercu i głowie poprzez toksyczną relację z matką.

Kobieta potrzebuje czuć, że staje się kimś ważnym dla mężczyzny. Większość kobiet chciałaby uczestniczyć w czymś ważnym, chce wierzyć, że jest w niej coś, czego inni potrzebują. Kobieta chce odegrać w życiu mężczyzny rolę Pięknej. Chce, by o nią walczono, chce być zdobywana, chce być uczestniczką przygody, chce być zaproszona przez mężczyznę do przygody jego życia. Zranionemu w swojej męskości człowiekowi trudno jest pozwolić się kochać, trudno pozwolić kobiecie być blisko - "Dla mnie nie jest łatwe być kochanym, to takie obnażające" [16]. Jednak uzdrowienie serca "trzeba zacząć od zawierzenia siebie". Czego obawia się mężczyzna? Może boi się wielkiej siły, która w nim jest? A może boi się odrzucenia? Może boi się, czy jest wystarczająco męski, by być kochanym? Trudno jest mu uwierzyć w zapewnienia Pięknej, że jest i że będzie z nim towarzysząc mu we wspaniałej przygodzie życia. "W jednej chwili dusza mężczyzny znalazła się w martwym punkcie, a w następnej ogień wrócił do jego oczu i wstyd znikł. Jednak dusze wielu mężczyzn utykają w martwym punkcie na zawsze, ponieważ nikt nigdy nie zachęcił ich, żeby byli niebezpieczni, żeby poznali własną siłę, żeby przekonali się, że mają wszystko, czego im potrzeba!" [17]. Każda kobieta potrzebuje czuć się jedyna, kochana, wybrana, warta tego, by o nią walczono. Mężczyzna może dać kobiecie swoją siłę, to pozwala jej czuć się piękną - mężczyzna doznaje afirmacji ze strony kobiety. Kobiety nie boją się siły mężczyzny, jeśli jest on dobrym człowiekiem. Mężczyzna, zwłaszcza zraniony w relacji heteroemocjonalnej, boi się wejścia w relację z kobietą, ponieważ obawia się próby. Z jednej strony boi się, czy jest "wystarczająco dobry", z drugiej pragnie poddać się próbie, by odkryć, czy ma wszystko, czego potrzeba. "Kobieta w obecności dobrego mężczyzny, prawdziwego mężczyzny uwielbia być kobietą. Jego siła pozwala, aby jej kobiece serce rozkwitało. Jego pogoń ujawnia jej piękno. A mężczyzna w obecności prawdziwej kobiety uwielbia być mężczyzną. Jej piękno pobudza go do grania roli mężczyzny, ujawnia jego siłę. Inspiruje do bycia herosem" [18].

Jednak kobieta nie jest tą, która odpowie na jego podstawowe pytanie: "Czy mam wszystko, czego mi potrzeba?". Nie ma kobiety, która sprawi, że poczuje się on mężczyzną. Kobiecość potrafi obudzić męskość, ale jeśli mężczyzna zdefiniuje swoją męskość tylko poprzez związek z kobietą, może znowu dojść do uzależnienia, a nie do pełnej afirmacji swojej męskości. "Mężczyźnie imię może nadać tylko Bóg. Ponieważ sam Bóg bez wątpienia rozumie, kim jest mężczyzna" [19].

Mężczyznom jednak trudno jest zajmować się swoim życiem wewnętrznym i uczuciami. Chłopiec próbuje kontrolować to, jak żyje i to w jaki sposób żyje, odrzuca wszystko, czego nie da się kontrolować, próbuje nabrać kompetencji. Młody mężczyzna zostanie uleczony i ocalony, jeśli będzie żyć w zgodzie ze sobą, kiedy pozwoli dojść do głosu swoim uczuciom, jeśli przemówi z głębi swojego serca. "Odmowa zaufania Bogu i uciekanie się do kontroli - jest wpisane głęboko w życie każdego mężczyzny" [20]. Poświęca w ten sposób swoje prawdziwe pragnienia i prawdziwą moc, upierając się przy kontrolowaniu.

Proces wychodzenia na prostą to trudny czas odkrywania zranień z dzieciństwa, dotykania braku miłości ze strony rodziców, zmagania się z błędnym sądem o sobie samym, odkrywania męskiej tożsamości.



    O Autorce
    Artykuł jest skróconą wersją artykułu autorstwa dr Agnieszki Kozak i o. Wiktora P. Tokarskiego: "Homoseksualista, który nie jest gejem. Nowe wyzwanie dla kapłana i psychologa." Ateneum Kapłańskie, Zeszyt 2(585). Tom 147, wrzesień-październik 2006.



Przypisy

  1. A. Medinger, Podróż ku pełni męskości, tł. A. Kowalczyk, Poznań 2005, s. 31.
  2. R. Cohen, Wyjść na prostą. Rozumienie i uzdrawianie homoseksualizmu, tł. A. Jankowiak, Kraków 2002, s. 54.
  3. R. Cohen, Wyjść na prostą Rozumienie i uzdrawianie homoseksualizmu, [tł. A. Jankowiak], Wydawnictwo Światło-Życie Kraków, 2005 s. 25.
  4. S.E. Cox, D. Matheson, B. Dant, Workbook for Men, Salt Lake City 1998, s. 6 - cyt. za: R. Cohen, Wyjść na prostą..., dz. cyt., s. 46
  5. R. Cohen, Wyjść na prostą..., dz. cyt., s. 59-91.
  6. A. Medinger, Podróż ku pełni męskości, tł. A. Kowalczyk, Poznań 2005, s. 43.
  7. Jabłoński, K. (2006). Będę jak mój tata. Charaktery 9(116) s. 22-25
  8. Jabłoński, K. (2006). Będę jak mój tata. Charaktery 9(116) s. 22-25
  9. A. Medinger, Podróż ku pełni męskości, tł. A. Kowalczyk, Poznań 2005, s. 201
  10. A. Grün, M.M. Robben, Znajdź własną drogę. Duchowe inspiracje do uzdrowienia zranień z przeszłości, tł. R. Zajączkowski, Kielce 2003, s. 152.
  11. J. Eldredge, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy, tł. J. Grzegorczyk, Poznań 2001, s. 142
  12. J. Eldredge, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy, tł. J. Grzegorczyk, Poznań 2001, s. 142
  13. R. Cohen, Wyjść na prostą. Rozumienie i uzdrawianie homoseksualizmu, tł. A. Jankowiak, Kraków 2002, s.154.
  14. A. Grün, M.M. Robben, Znajdź własną drogę. Duchowe inspiracje do uzdrowienia zranień z przeszłości, tł. R. Zajączkowski, Kielce 2003, s. 119
  15. A. Medinger, Podróż ku pełni męskości, tł. A. Kowalczyk, Poznań 2005, s. 18
  16. J. Eldredge, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy, tł. J. Grzegorczyk, Poznań 2001, s. 131.
  17. J. Eldredge, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy, tł. J. Grzegorczyk, Poznań 2001, s. 85
  18. J.S. Eldredge, Urzekająca. Odkrywanie tajemnicy kobiecej duszy, tł. M. Sabiłło-Widera, Warszawa 2005, s. 128.
  19. J. Eldredge, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy, tł. J. Grzegorczyk, Poznań 2001, s. 106
  20. J. Eldredge, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy, tł. J. Grzegorczyk, Poznań 2001, s. 119






Oceń artykuł:


Skomentuj artykuł
Zobacz komentarze do tego artykułu